Maleńki misz - masz ;)

Trochę różnych drobiazgów wpadło ostatnio w moje ręce - jedne w formie prezentów, inne nabyłam drogą kupna. Ale wszystkie ucieszyły me oko i kosmetyczne serce :D






Dwie trójeczki cieni z My Secret po 3,99 sztuka - dorwane w cenie promocyjnej w Naturze na Starowiślnej. W sekrecie mogę powiedzieć, że na bazie z Hean trzymają się niesamowicie :D

Maseczka przeciwzmarszczkowa ze świetlikiem i kolagenem Celia - używać jej zamierzam jedynie pod oczy na noc. Zobaczymy, czy zdziała coś z cieniami i zmarszczkami. 6 zł

Naszyjnik z Glittera za niecałe 9 zł - oczywiście dostałam obłędu w oczach jak go zobaczyłam, i musiał być mój :P

A to... dostałam ;) Moja bratowa chciała zrobić konkretne avonowskie zakupy na Allegro, a Sprzedający dodał takie oto gratisy, które mogłam sobie przywłaszczyć :D

  • balsam Spotlight
  • woda toaletowa Eternal Magic 30 ml
  • błyszczyk Glazewear
Jak ja lubię prezenty :D Ale oczywiście trafione :P


Więcej »

Pierwsze próby ;)

Mistrzem malowania paznokci jeszcze długo nie będę, jednak... nikomu nie można zabronić prób w tym względzie ;)

Tym razem na tapetę poszedł lakier magnetyczny Wibo Lovely w kolorze szaro-grafitowym. Capniemy go w Rossmannach, a znajduje się w dość wysokiej i do tego płaskiej buteleczce, która mieści 7 ml produktu.

Na zdjęciach jedna, gruba warstwa.

Całkiem nieźle operuje się magnesem tej firmy - jednak jeśli robicie to po raz pierwszy przygotujcie megadozę cierpliwości, bo nie dotknąć nim płytki to rekord świata. Sama osobiście za pierwszym razem zmylam wszystkie paznokcie, bo byłam niezadowolona, i już :P

Ta jedna warstwa nie daje prześwitów. Zaskoczona jestem trwałością - 4 dni :O na utwardzaczu tej samej firmy.

Wady? Jest jedna - niesamowicie długi pędzelek, którym ciągle nabiera się za dużo lakieru i trudno nim operować.

Gdy już dojdzie się do wprawy to całkiem prosty sposób na manicure inny niż zwykle ;)



P.S. Niestety, na bardziej konkretny post trzeba będzie poczekać - grypa żołądkowa dopadła i mnie :/
Więcej »

Pielęgnacja dłoni w nie-domowym zaciszu ;)

Przez okres jubileuszowy publikacja tego posta musiała zostać przesunięta ;)

25 lipca w środę wybyłam do Krakowa na zabieg pielęgnacyjny dłoni - darmowy, dla dwóch osób. Jakim cudem weszłam w posiadanie takiego prezentu? Otóż trafiło mi się to jak ślepej kurze ziarno xD Pewnego razu w czerwcu udałam się z przyjaciółką do sklepu biżuteryjnego Glitter w Bonarce i okazało się, że rozłożono tam stoisko Oriflame.

Wylosowałam zdrapkę i okazało się, że to właśnie zabieg pielęgnacyjny dłoni lub twarzy dla dwóch osób. Zdecydowałam się na dłonie, bo jednak na moją twarz zbytnio chucham i dmucham, żeby iść tak z marszu na zabieg.

Zabieg przeprowadziła przemiła pani Ania. Szczerze - przez moją naukę w studium kosmetycznym jestem przeczulona na punkcie higieny, i zastanawiałam się, czy kosmetyczka zachowa wszelkie standardy (nie wiedząc o tym, że jestem prawie kosmetyczką też xD).

Na szczęście wszystko odbyło się bez zarzutu:
  • łapki zostały zdezynfekowane żelem antybakteryjnym
  • skóra została potraktowana peelingiem, a następnie przeprowadzony został masaż z użyciem oliwki
  • po nałożeniu maseczki dłonie zostały owinięte folią i zapakowane w ciepły ręcznik (na 30 minut)
  • na zakończenie wklepano krem 
Cały zabieg opierał się, jak można się było spodziewać, na kosmetykach z linii Handcare firmy Oriflame. Jestem całkiem miło zaskoczona efektem zabiegu (po parafinie byłam bardzo rozczarowana) - gładziutkie i miękkie dłonie na dłużej niż kilka godzin ;)

A czym jestem bardziej zaskoczona - obyło się bez wciskania kosmetyków i namawiania do zostania konsultantką - jakoś takie sytuacje źle na mnie działają :P

Więcej »

Co zmieniło się przez rok u herów?

Skoro jest rocznicowe święto, to jedziemy dalej. Jak wiadomo - nie tylko potrzeby skóry czy ogólnie organizmu mogą się zmienić. Otóż upodobania włosowe też! A mój przykład jest idealny do zobrazowania tej prawidłowości.

W ciągu ostatniego roku:
  • przeszłam od mycia odżywką przez OMO do mycia delikatnym szamponem (ewentualnie żelem do higieny intymnej xD)(niskoporowatość);
  • zeszłam zmycia SLSem raz na dwa miesiące na raz na 1-2 tygodnie (niskoporowatość);
  • skróciłam czas trzymania odżywki/maski do spłukiwania z 1 h do 5 minut (niskoporowatość);
  • ewoluowałam od braku stylizatora poprzez stylizację odżywką bez spłukiwania i żelem lnianym do stylizacji pianką i żelem sklepowym;
  • przeszłam wiele suplementacji(CP czy cynk) - obecnie wierna jestem jedynie drożdżom z odpowiednimi przerwami w kuracji;
  • zaliczyłam olejowanie na suche i mokre włosy, na psikadła półproduktowe, na odżywkę i kremowanie włosów kremami Isany do ciała;
  • przeszłam ze skrętu 2b w skręt 3a/b;
  • nauczyłam się podpinać włosy po myciu, by uzyskać większą objętość;
  • ogarnęłam dość znacząco analizatorstwo składowe;
  • przeszłam z pielęgnacji byle-jakiej do bezsilikonowej, a następnie stopniowego wprowadzania różnych oblepiaczy(z głową);
  • czas naturalnego schnięcia herów zmienił się z 1,5 h na 8-10 h;
  • sierść uległa zagęszczeniu i wydłużeniu;
  • całkowicie wyeliminowałam problem rozdwajających się końcówek - w ciągu roku nie znalazłam ani jednej;
  • przestałam używać gumek do włosów, za to pokochałam żabki, kokówki, tukany;
  • z włosów zniszczonych wysokoporowatych otrzymałam włosy zdrowiuśkie ultraniskoporowate;
  • zeszłam z codziennego mycia do włosowych ablucji co 2-3 dni;)
  • włosy mi zjaśniały;
  • pokochałam swoje włosy ;)
Jak zaczęłam pisać, to nie sądziłam, że będzie tego aż tyle ;)
Ze swoich postępów na drodze do pięknych włosów jestem niezmiernie zadowolona i liczę po cichu na dalszy progres ;)
Więcej »

Jubileusz !

Dzisiejszego pięknego dnia mija rok, od kiedy zaczęłam świadomie pielęgnować swoje włosy. Po drodze były wyglądowe wzloty i upadki, eksperymenty, zmiany, cuda-niewidy ;)

Tutaj chyba powinna być jakaś krótka historia włosowa, więc coby będzie ;)

Od małego miałam włosy bez szału, ale utrzymywały długość za ramiona. Były myte czym popadnie, rozczesywane na chama i zwykle zaplatane we francuza, bo nie szło z nimi nic mądrzejszego zrobić. Końcówki wywijały się od zawsze.

W piątej klasie podstawówki zostałam opitolona na chłopaka i tak pozostało do drugiej klasy gimnazjum, kiedy zapuściłam włosy prawie do ramion.

Wtedy poznałam pomiot szatana zwany prostownicą, z którym zaprzyjaźniłam się niestety na dwa i pół roku... Włosy kruszyły się, wypadały, łamały - nawet nie wiedziałam, co to odżywka :P

Potem z dnia na dzień odstawiłam prostownicę, bo odkryłam swoje loczki. Jednak... nie umiałam zapanować nad nimi inaczej niż wielką ilością lakieru ;/
Do tego wymyśliłam sobie farbowanie szamponami koloryzującymi Palette - lekko kudełki ze mną nie miały. Od pewnego momentu do mojej pielęgnacji oprócz byle jakiego szamponu zawitała byle jaka odżywka, i glut lniany jako stylizator.

A rok temu, szukając sobie zajęcia w trudnym okresie życia, trafiłam na Zakręcone Forum na Wizażu pod skrzydła dziewczyn, które odpowiadały na grad moich pytań, a czasem, gdy trzeba było - prowadziły za rączkę ;) za co jestem im ogromnie wdzięczna ;*

O zmianach pielęgnacyjnych następujących w tym czasie będzie w innym poście, by nie było za długo ;)

A teraz zdjęcia!



Włosy myte jedynie szamponem i mordowane farbowaniem Palettem - jak widać skręt jeszcze walczy :P


Rok temu, wyjazd nad morze - drugi tydzień nowej pielęgnacji.


Listopad 2011 - konkretny szał, jednak nieopanowane podpinanie.


Kwiecień 2012 - włosie całkowicie naturalne, baran aż miło xD



Obecnie - pierdzielnik jakich mało, ale mój :D <3 Włos mokry mam za stanik, a po wyschnięciu są krótkie jak widać ;)

Tak więc - nie ma rzeczy niemożliwych, jest tylko brak chęci ;)

Plany przyszłościowe:
  • pielęgnować dalej ;)
  • zejść z tego wkurzającego cieniowania - bo spód mam przerzedzony przez to, ale nie dam rady teraz obciąć włosów o cały ten dół, bo bym się chyba popłakała :P
Więcej »

Spa że mucha nie siada ;)

Nie pamiętam, kiedy się tak dopieściłam ostatnio - muszę przyznać, że wakacje na wsi mają swoje niebywałe uroki ;)

Włosy:
  • psikacz keratynowy zrobiony na szybko, na to trochę Isany Babassu, i na wierzch oliwka niebieska BD - 20h :O
  • pół godziny przed myciem wtarłam w skalp olejek Green Pharmacy przeciwłupieżowy
  • mycie szamponem Green Pharmacy Żeń-szeń
  • balsam Green Pharmacy do wypadających na 5 minut(jak widać intensywnie testuję)
  • płukanka cytrynowa
  • Joanna Naturia len i rumianek odżywka bez spłukiwania
  • stylizacja: pianka Isana do loków, żel Bielenda z rzepą, żel męski Isana czarno - pomarańczowy
Ciało:
  • peeling stóp wykonany kosmetykiem No36
  • potem nasmarowanie balsamem tej samej firmy
  • peeling całego ciała szorstką rękawicą
  • wybalsamowanie serum czekoladowo-pomarańczowym Bingo Spa
  • peeling dłoni: olej winogronowy + korund
  • manicure z lakierem magnetycznym (ile się trzeba namęczyć, żeby nie dotknąć pomalowanej płytki magnesem :O)
  • nakremowanie kolagenem do dłoni Bingo Spa
Twarz:
  • mycie mydełkiem Alepp z glinką czerwoną
  • peeling sodowy na 10 minut
  • okład na masce bawełnianej z hydrolatu rozmarynowego - 20 minut
  • rozświetlająca maska Rival de loop (zakup kompulsywny xD) - 15 minut
  • krem Niszcz Pryszcz na noc firmy DLA
Zanim padnie to pytanie - nie, nie spędziłam na tym całego dnia ;P Po całym dniu w terenie (czytaj w grządkach) zabrałam się za to wieczorem, łącznie jakieś półtorej godzinki, i to właściwie jedynie przez lakier magnetyczny, którego ogarnąć nie mogłam xD
Więcej »

Mgiełka nawilżająca dla skóry głowy

W odpowiedzi na TEN post rozwinę kwestię tego, czym psikałam i nadal psikam swoją kopułkę, by ograniczyć przetłuszczanie się skóry głowy.

Mgiełki zawsze robiłam tyle, ile wystarczało mi na jednokrotne obfite uraczenie nią skalpu.

Składniki:
  • 20 ml wody przegotowanej, zimnej
  • 4 krople pantenolu
  • 4 krople gliceryny
  • 4 krople wyciągu z aloesu dziesięciokrotnie zatężonego
  • 2 krople ekstraktu nawilżającego z ZSK
  • odrobina (jakaś 1/6 łyżeczki od herbaty) hydromanilu
  • 3 krople mleczanu sodu
To jest tak zwana wersja full wypaśna, dla osób będących za pan brat ze sklepami półproduktowymi. Ale i takie, które nie czują przekonania do tych wszystkich buteleczek mam coś "kuchennego":

Składniki:
  • 20 ml wody przegotowanej
  • 8 kropli gliceryny (kupicie w aptece)
  • odrobina (1/4 łyżeczki) miodu
  • łyżeczka soku z aloesu(sklep ze zdrową żywnością, apteka, promocje w SuperPharm)
  • ewentualnie - zamiast wody można użyć Jantaru, odżywki do skóry głowy.
Niebezpieczeństwa - przez spryskaniem skalpu zróbcie próbę uczuleniową - aloes lub miód mogą wywoływać u niewielkiej liczby osób takie reakcje.

Jeśli po spryskaniu skalpu nie zamierzamy go w najbliższym czasie myć i zależy nam na świeżości, a wersja niemodyfikowana obciąża nam włoski przy nasadzie - można rozcieńczyć dwu-lub trójkrotnie wodą przepis wyjściowy.

W moim przypadku obie mieszanki cudownie łagodzą wszelkie podrażnienia i przesuszenia. Po pewnym czasie stosowania zauważyłam też właśnie najbardziej oczekiwany efekt, jakim jest normalizacja wydzielania sebum.
A jak wiadomo - zdrowa skóra głowy to piękne włosy ;)
Więcej »

Pierwsze upublicznione kreski :P

Tego jeszcze na tym blogu nie było, więc co wrażliwszych proszę o dalsze nieprzeglądanie xD

Tak, tak, zrobiłam kreskę na moim koślawym oku, i chcę się pokazać, choć wiem, że za bardzo nie ma czego ;) Nie jest to moja pierwsza w życiu kreska, właściwie nawet często tworzę je na oczętach, jednak jeszcze nigdy nie byłam ze stworzonego malunku w pełni zadowolona. Z tego - też nie jestem.

Kreska machnięta jest eyelinerem Golden Rose Style Liner Metallic nr 17 - kolor ten nazwałabym metalicznym skrzyżowaniem błękitu z kobaltem. Daje ładną kreskę bez prześwitów już po jednym pociągnięciu.

Pędzelek - cieniutki, nie z gąbki(takich nie trawię i nic na to nie poradzę), nawet takiemu laikowi, jakim ja jestem łatwo nim manewrować.
Kolor opakowania ładnie koresponduje z barwą zawartości - a w ogóle samo pudełko niezmiernie przypadło mi do gustu - opływowe, ale nie śliskie, lekko błyszczące, z dobrze czytelną nazwą.

Mam tzw. "tłuste powieki" - niewiele się na nich potrafi utrzymać - ale muszę przyznać, że ten liner wygrał bój z moimi powiekami o terytorium ;) utrzymał się bez poprawek w stanie nienaruszonym 12 h.

Mam smaka na inne kolorki... :D








I mały bonusik dla matematyczno-analizowych fanów ;)


Więcej »

W końcu zrobiłam sobie krzywdę :P

Tak, tak, nadszedł ten jakże piękny dzień, gdy ryzyko zostało nagrodzone niezbyt miłymi efektami dotykowo - wizualnymi :P A jak się załatwiłam?

Depilacją na olej :P

Jak cały zabieg wyglądał? Po myciu i delikatnym peelingu obficie nasmarowałam swoje dolne odnóża olejem winogronowym, a następnie chwyciłam za maszynkę. Samo golenie było super sprawą, po zabiegu starłam resztę oleju i zaaplikowałam balsam z dodatkiem mocznika (czyli jak zwykle).

Obudziłam się rano i prawie spadłam z łóżka - całe nogi miałam równomiernie pokryte czerwonymi krostkami, a całość ładnie podkolorowana na czerwono - różowo.

Podejrzewam, że wyraz mojej twarzy był bezcenny :P

Najlepsze jest to, że uruchomił mi się tak zwany megahardcor i po zejściu masakry zrobiłam tak jeszcze raz - opis efektu był identyczny jak za pierwszym :P
Całość zeszła po 2 dniach - balsam z mocznikiem i delikatny peeling miał w tym swój udział.

Tak więc - takie działania opatruję znaczkiem "działasz na własną odpowiedzialność", jednakowoż ja nie polecam xD
Więcej »

Rival de Loop, Hydro, Augenkonturen Creme - Gel: coś, co nic nie robi

Ten niby kremożel zakupiłam trochę czasu temu w ramach zakupów kompulsywnych w Rossmannie. Teraz czas go prześwietlić ;)

Mam niewiele po dwudziestce, jednak po mamie odziedziczyłam wyjątkowo delikatne okolice oczu - mam nawet "wrodzone zmarszczki" :P Z tego powodu od dawna stosuję różnego rodzaju specyfiki podoczne.



Jeśli chodzi o ten preparat - po pierwsze, to obok żelu on nawet nie leżał. To jak najbardziej typowy krem w konsystencji. Używałam go dwa razy dziennie - rano na oczyszczoną twarz - pod makijaż, a wieczorem na serum(TUTAJ).

Dostępność: Rossmanny.

Cena: w promocji około 7 zł.

Opakowanie: łatwa w obsłudze matowa tubka, z której bez problemu można wycisnąć produkt do ostatniej kropli.

Skład: całkiem miły i przyjemny, bez "wizualnych poprawiaczy" w formie silikonów.

Działanie: niestety, produkt ten nie robi kompletnie nic, po chwili od nałożenia w ogóle nie czuję, że nałożyłam krem! Oczywiście nie chodzi mi o to, że krem powinien zostawiać jakiś namacalny film na twarzy, ale z całą pewnością powinien dawać chociaż czasowe uczucie nawilżenia. Wykończenie całej tubki kosmetyku nie zmieniło nic w tej kwestii. Moja zakupowa kompulsywność więcej mnie na niego nie namówi :P
Więcej »

Zielona zupa z cukinii

Sezon na cukinie w pełni! W tym roku mam wybitne eldorado, jeśli chodzi o to warzywo: zwykle niewiele roślin wyrastało z zasadzonych nasion(susza, za mokro, przymrozek), a w tym roku chyba wyszły wszystkie :O

Dlatego w ostatnim czasie w kuchni niepodzielnie króluje to warzywo w wielu postaciach ;)

Co potrzebujemy do zupy cukiniowej?
  • jedna duża cukinia (takie sklepowe to jakieś 3 xD)
  • 3-4 duże ząbki czosnku
  • jedna średnia cebula
  • odrobina oliwy z oliwek
  • 1,5 l wywaru warzywnego/rosołu
  • 3-4 łyżki jogurtu naturalnego
  • sól, pieprz, bazylia, oregano, majeranek do smaku
 W rondlu na oliwie z oliwek podsmażamy cebulkę i czosnek. Cukinię wydrążamy, kroimy w kostkę i wsypujemy do rondla z cebulą i czosnkiem. Doprawiamy przyprawami do smaku i dusimy do miękkości. Całość miksujemy w blenderze, przelewamy do garnka, dolewamy wywaru warzywnego/rosołu. Zagotowujemy i cały czas mieszając dodajemy jogurt. Trzymamy na ogniu jeszcze chwilę, podajemy z grzankami lub ryżem.

Superprosty przepis, a warto skorzystać z warzyw sezonowych ;)

I taki mały dodatek - nie mogę przestać słuchać! <3

Więcej »

Pierwszy paznokciowy post ;)

Nie było postów w tej tematyce do tej pory ze względu na brak sprzętu, a nie będę Was przecież raczyć zdjęciami paznokciowych malowideł zrobionych kalkulatorem w skarpecie :P

Jako pierwszy wystąpi lakier Smart Girls Get More nr 51, który pozował do zdjęcia we wczorajszej notce. Nie ukrywam, że został zakupiony, tak jak jego bracia, kompulsywnie :P

Jest to kolor, który kojarzy mi się z dojrzewającą maliną - połączenie czerwieni i pomarańczu, bez drobinek.

Największe zaskoczenie: szybkość schnięcia. Dwie warstwy na lakierze podkładowym po jakiś 30 minutach były suchuteńkie, a mimo wieczornego malowania nie mam śladów pościeli na paznokciach.

Trwałość: bardzo dobra. Robiąc w domu wszystko (mycie, gotowanie, sprzątanie i takie tam) zanotowałam ledwo lekkie starcie na końcówkach.

Kryje po dwóch warstwach, a kosztuje obłędne 3,99 zł ;)




Więcej »

Współpracowo - zakupowo ;)

Wybrałam się z bratanicami do Andrychowa. Oczywiście, miałam być tylko biernym obserwatorem ich szaleństw zakupowych, ale skończyło się to tak (czyli jak zwykle:P):


Cztery lakiery(jeden został już pożyczony, błękitny, i nie zapozował do zdjęcia:P) Smart Girls zakupione za szałową cenę 3,99 zł za sztukę w Textil Markecie - swoją drogą prawie padłam, jak w tym sklepie zobaczyłam tusze do rzęs, błyszczyki i właśnie lakiery :O



Spódnica zakupiona w outlecie Sale, firmy nieznanej - ze względu na brak metki: 15 zł.

Oprócz tego nawiedzili mnie dziś panowie listonosz i kurier, w taki oto sposób ciesząc moje oko:

 

Kosmetyki firmy DLA z serii Niszcz Pryszcz - przeczytałam dwie bardzo pochlebne opinie na ich temat, weszłam na stronkę sklepu, a tu promocja! Przy zakupie dwóch produktów wysyłka była gratis. Same widzicie, jak to się skończyło :P


A pan kurier... nawiedził mnie z paczuszką zawierającą kosmetyki włosowe marki Green Pharmacy! ;) Dzięki przemiłym paniom Kindze i Dorocie, poznanym przeze mnie osobiście dzięki blogerskiemu spotkaniu, będę miała okazję przetestować:

  • Szampon do włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach Żeń-szeń
  • Balsam do włosów zniszczonych, łamliwych i osłabionych Pokrzywa zwyczajna
  • Olejek łopianowy przeciwłupieżowy z dodatkiem olejków z drzewa herbacianego i rozmarynu.
Pierwsze testy już dziś :D
Więcej »

Jak opanowałam trądzik VII: maski bawełniane.

Nie wiem, ile z Was zauważyło, ale w ostatnim poście z cyklu Spa days pojawiła się wzmianka o okładzie z hydrolatu. Zostałam już zapytana, w jaki sposób ten okład wykonuję - teraz zamierzam zaspokoić Waszą ciekawość ;) Ostrzegam, że ostatnie zdjęcie w tym poście jest dla osób o mocnych nerwach :P

Tak więc skorzystałam z wynalazku, jakim są skompresowane maski bawełniane.



Każda maska zapakowana jest oddzielnie jak hmm, cukierek? :P Pastylka ma średnicę mniej-więcej dwuzłotówki i wysokość około 5 mm.


 Odpakowaliśmy pastylkę, i co dalej? Nasączamy ją wybranym przez nas do okładu płynem (otestowane przeze mnie warianty będę sukcesywnie publikować w przyszłości ;)). Wystarczy objętość takiej właśnie zakrętki jak widoczna na zdjęciu.


Pod wpływem wilgoci nasza pastylka gwałtownie spęcznieje, zwiększając około 8-10 razy swoją wysokość.


Teraz możliwe już jest jej rozwinięcie w maskę. Maska zawiera niezbędne otwory, więc jest dość nieuciążliwa w noszeniu.


Ale otoczenie może się wystraszyć, ewentualnie zejść przez zaśmianie się na śmierć, jak widać niżej :P


Gdzie to cudo zakupić? Na allegro nie widziałam, zakupiłam na ebayu, płacąc niecałe 22 zł z wysyłką już za 100 sztuk. A ile zabawy i możliwości :D

Kilka sztuk tych masek jest do wygrania w moim konkursie ;)
Więcej »

Konkurs z GlossyBox, tylko kilka godzin ;)

Wpadłam na ten konkurs przypadkowo. Organizowany jest przez Magazyn Drogeria, a nagrodami są:


  • 7 pudełek Glossy Box
  • 3 vouchery -50% na dowolnie wybrane pudełka ;))
Żal nie skorzystać :D
Więcej »

Po blogerskim spotkaniu ;)

I'm back ;) W sobotę byłam na krakowskim spotkaniu blogerek kosmetycznych - wpis dziś, bo wróciłam wieczorem dnia niedzielnego.
Bardzo się cieszę, że mogłam poznać i usłyszeć na żywo osoby, które do tej pory tylko "czytałam".
W miłej atmosferze spędziłyśmy czas w restauracji Trufla przy Placu Szczepańskim. Nie obyło się bez rozmów o kosmetykach, włosach, cerze i ogólnie szeroko rozumianej pielęgnacji.

Podkradam zdjęcia dziewczynom, mam nadzieję, że nie zbiją mnie :P



j

 j

 j

 j


j

Która to ja? :P

Powrót okazał się dość ciężki wagowo, na szczęście R. poratowała mnie w kryzysowej chwili, za co serdecznie dziękuję :*
Uważałam, że mam swojską krzepę, jednak 14 kg cudeniek mnie przerosło xD

I poznałam Anwen - moje włosowe guru i przyczynę mojej włosowej metamorfozy :D

Ja chcę jeszcze raz!



Więcej »

Szatniarsko :O

Zanim wyskrobię relację ze spotkania blogerek - najpierw muszę wrócić do domu :P Ale, że mój post sukienkowy wywołał lekką lawinę pytań o to, jak niektóre nabytki wyglądają na mej personie. Zaspokoję Waszą ciekawość, aczkolwiek... teraz widzę, że czas schudnąć xD




Mam nadzieję, że jako-tako wyglądam ;P
Więcej »

Typowo kosmetycznie ;)

Są wakacje, jest wychodne, to i wyjściowo wyglądać trzeba ;) Zresztą doskonale znacie moją tendencję do ciapania się we wszystkim ;)

Ciało:

  • Peeling solny z olejem winogronowym
  • Namaszczenie serum czekoladowo - pomarańczowym Bingo Spa

Włosy:
  • Olej ryżowy na kilka godzin
  • Mycie Facelle Sensitive
  • Bingo spirulina i keratyna na 5 minut
  • Krem do loczy - samoróbka
  • Stylizacja żelami: Isana pomarańczowa męska + Bielenda rzepa
Twarz:
  • Mycie: OCM, a później mydło Alep z glinką czerwoną
  • Peeling sodowy
  • Okład z hydrolatu oczarowego
  • Maska cynkowa Bingo Spa
Nawet niezły zbiór xD
 
A dziś wybieram się na krakowskie spotkanie blogerek kosmetycznych  :D

P.S. Jest Was trzystu! Niesamowita jest dla mnie ta liczba obserwujących i niezmiernie się cieszę, że chcecie czytać moje wypociny:P
Ostrzegam - będzie ich więcej :P :* I mam nadzieję, że równie przydatnych.

Obiecuję rozwijać siebie i bloga wielokierunkowo ;)
Więcej »

Must have cz. I: włosy

Tak, tak, to kolejna seria na moim blogu. Co pewien czas będę pisać, bez czego w danej chwili nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji. Oczywiście (z racji mojej eksperymentatorskiej natury) zestawy będą się zmieniać, bo coś odkryję, coś znielubię - kobieta zmienną jest ;)

Zacznę od włosów ;)

Olej: z orzecha włoskiego - jego pozycja jak na razie jest niezagrożona. Takiego skrętu, mięsistości i ujażmienia nie mam po olejowaniu żadnym innym olejem.

Myjadło: Facelle Sensitive żel do higieny intymnej z Rossmanna. Załagodził sytuację po szamponie Babydream, który wybitnie mi nie posłużył(poczytać można tutaj).

Odżywka/Maska do spłukiwania: Bingo Spa, maska ze spiruliną i keratyną. Skręt przewybitny! ;)


Płukanka: lniana tylko i wyłącznie, czasem podrasowana octem owocowym lub sokiem z cytryny - wygładzenie i uporządkowanie zapewnione.

Odżywka bez spłukiwania: samorobiony krem do loków. Spełnia wszystkie moje wymagania odnoście kosmetyku tego typu: wygładza, chroni przed puchem i nie obciąża.

Wcierka: oba eliksiry Green Pharmacy - brak podrażnienia i przetłuszczu, babyhairy ;)

Interesują Was posty tego typu czy mam dać sobie z tym sianka ?;)

P.S. Nie zapomnijcie o konkursie po prawo ;)
Więcej »

Ziaja Bloker - przeciw nadmiernemu poceniu.

Nie ukrywam - nadmierne pocenie to mój problem nie od dziś. A kto miał kiedykolwiek z tym do czynienia, ten wie, jakie jest uciążliwe. Dlatego próbowałam różnych środków, a dziś opowiem Wam o jednym z nich.

From: nokaut.pl

Cena: około 6 zł.

Opakowanie: przyjemny dla oka pojemniczek z kulką - typowy dla antyperspirantów. Kulka nie zacięła mi się ani razu, co niesamowitym plusem jest.

Wydajność: szatańska, wręcz się nie kończy ;)

Skład:  Aqua, Aluminium Chloride, Glycerin, Hydroxyethylcellulose, Potassium Sorbate.

Jest sól aluminium. Jej kancerogenność potwierdzona nie została. A że znaleziono ją w komórkach raka piersi - rak metabolizuje szybciej(bo jest nowotworem), więc wszystko magazynuje się w nim w większej ilości. Czyli znów strachu nie czuje - z parabenami jest identycznie i doskonale znacie moje zdanie na ich temat.

Działanie: preparat stosuje się na noc na dokładnie oczyszczoną skórę pod pachami. Polecam ubrać jakąś białą koszulkę na noc - odbarwia ciuchy.
I raczej niech nikomu nie przyjdzie do głowy użycie go po goleniu/depilacji - wyjdzie ze skóry od świądu :P

A jakie daje efekty? Faktycznie ogranicza pocenie i nie pozwala na powstanie nieprzyjemnego zapachu. Zastosowany na nieuszkodzoną skórę nie powodował podrażnienia ani wysuszenia czy też swędzenia i pieczenia. W porównaniu z Antidralem - tańszy, lepszy i jak dla mnie łagodniejszy.

Średnio stosuję obecnie raz w miesiącu/raz na 3 tygodnie przez 3 noce z rzędu. Częściej nie potrzebuję, bo już widzę efekt.


Więcej »

Olej winogronowy - wielofunkcyjny

Jak wiadomo - jestem trochę centusiem :P Nie kupuję olejów do włosów w sklepach z półproduktami, używam głównie tego, co można w rozsądnej cenie za rozsądną ilość dostać w marketach. Dziś przedstawiciel olejowego rodu, który spełnia wszystkie te warunki: olej winogronowy(oczywiście chodzi o olej z pestek winogron, będę używać tego skrótu:)).

Po pierwsze: cena. Bez większych problemów można upolować litr tego złocistozielonego płynu w cenie 12-15 zł. Pachnie więc szałem i rewelacją ;)

Po drugie: dostępność. Jak wyżej - kupimy go w większości spożywczaków, a już na pewno w każdym supermarkecie.

Po trzecie: zapach. A raczej jego brak ;) Przynajmniej nie ma ryzyka, że coś przy użytkowaniu będzie nas drażnić w nos.

Po czwarte: wielofunkcyjność.

Jak stosuję?

Do włosów

Olej winogronowy na stałe zagościł jako odżywienie dla moich włosów.
Olejowanie nim: czas trzymania różny, w zależności od okoliczności od godziny do kilkunastu godzin. W efekcie włosy są gładkie, miękkie (ale nie za miękkie), ujarzmione, nie ma puchu. Szczerze polecam każdemu, kto zaczyna przygodę z olejowaniem.
Czasem dodaję 1-3 krople tego oleju do porcji maski/odżywki - lepsze ubezpieczenie przez puchem i to podkreślenie skrętu <3

Do twarzy

Oczywiście głównie jako olej bazowy w mojej mieszance OCM - mnie nie zapycha, i skóra go lubi.
Raz w tygodniu moja mordka ma dzień olejowy - często właśnie nim jest wtedy na kilka godzin namaszczona.
Jest też bazą dla dwóch moich peelingów: korundowego i glinkowego.

Do ciała

Używany zamiast balsamu natłuszcza skórę idealnie, jednak niesamowicie wolno się wchłania. Stosuję go w sytuacjach awaryjnych - zaostrzenie zmian związanych z okołomieszkowym rogowaceniem, podrażnienie po goleniu czy po czymś innym. Spisuje się rewelacyjnie i zwykle następnego dnia sytuacja jest już opanowana.

Podsumowując: olej winogronowy uznaję za półprodukt tani, bardzo dobry i jak dla mnie niezbędny w pielęgnacji.

A Wy go już próbowałyście? Co o nim sądzicie?

P.S. Przypominam o konkursie - odnośnik po prawej ;)
Więcej »

Pierwszy przepis - na upały i dla urody ;)

Mój blog zaczyna zahaczać o coraz więcej dziedzin ;) Ale jak wiadomo - warto się rozwijać ;)

Dziś bardzo prosty napój, którym raczę się w dużych ilościach z okazji obecnych upałów. Popijam go drugi tydzień:
  • jedna cytryna obrana ze skórki
  • pęczek świeżej mięty
  • 3 łyżki miodu
  • 2 l wody
Filozofia prawie żadna - cytrynę i miętę rozdrabniamy w blenderze (tudzież Thermomixie, jak u mnie), dolewamy wodę i dodajemy miód - ponownie miksujemy. Cedzimy przez sitko i już mamy nasz zielony napój bogów ;)

Dlaczego o nim piszę? Otóż zauważyłam jego znakomite właściwości detoksykacyjne. Skóra twarzy jest jakby bardziej promienna, wygładziła się, a poza tym nie pojawiają mi się żadne ropne niedoskonałości :D Chciałam dodatkowo nadmienić, że nie biorę obecnie żadnych innych suplementów, więc nie widzę innych winnych ;) Nie zmieniałam też nic w pielęgnacji.d

Nie mówiąc o tym, że smak mięty z lodem przy temperaturze powyżej 30 stopni Celsjusza jest niesamowity ;)
Więcej »

Konkurs :D

Tak, przyszedł czas i na mnie ;) Obiecałam i jest - pierwszy konkurs na moim blogu :D Ponad ćwierć tysiąca obserwatorów zobowiązuje. Mam nadzieję, że nagrody przypadną Wam do gustu ;)


Zgarnąć można:

  • odlewka Błota algowego Bingo Spa
  • słoiczek korundu kosmetycznego
  • 5 x skompresowana maska bawełniana
  • próbka spiruliny 
  • lakier Essence Be optimistic
  • żel pod prysznic Avon Reflection
  • odżywka do włosów Botanics z proteinami ryżowymi
  • odżywka do włosów Botanics z hibiskusem
  • próbki: podkładu Vichy Dermablend, perfum: Mexx i Puma
  • 3 x pakiecik naklejek na paznokcie
  • francuska glinka czerwona - 100g
  • chabrowe, kwieciste kolczyki
Zasady mojego konkursu:

  1. By wziąć udział musisz być publicznym obserwatorem mojego bloga.
  2. Szanse zwycięstwa zwiększa:
  • notka o moim konkursie na swoim blogu 
  • baner mojego konkursu na pasku bocznym 
  • dodanie mojego bloga do blogrolla 
     3.  Zgłoszenia przyjmuję pod tym postem do dnia 5 sierpnia 2012 roku do godziny 23:59. Potem w ciągu tygodnia ogłoszę zwycięzcę - brak danych do wysyłki w ciągu 3 dni od ogłoszenia wyników skutkuje kolejnym wyborem ;) Daję sobie tydzień na wysłanie paczki od momentu otrzymania maila z danymi - wypadki chodzą po ludziach, nie po drzewach ;), ale pewnie wyślę wcześniej.
     4.  Wysyłka na terenie Polski Pocztą Polską. Pokrywam koszty wysyłki.
     5.  Szablon zgłoszenia:
          Obserwuję jako:
          E-mail:
          Notka: Tak/Nie (link do notki)
          Baner: Tak/Nie (link do bloga)
          Blogroll: Tak/Nie (link do bloga)
          Odpowiedź na pytanie: Który mój post uważasz za najciekawszy i dlaczego?


Więcej »

Pierwsza współpraca ;)

Pierwszą firmą, z jaką mój blog nawiązał współpracę jest Bingo Spa ;) Cieszy mnie to, bo bardzo cenię tą firmę za dobre podejście do klienta oraz przyjemne składy kosmetyków.

Oto, co dostałam do testów:


Serum czekoladowo - pomarańczowe do pielęgnacji ciała: czeka je chrzest bojowy, bo zamierzam nim smarować kończyny - tam mam najbardziej suchą skórę. Ciekawe, czy da radę.

Kolagen do dłoni - brzoskwinia i masło shea: przed nim też ciężkie zadanie, bo ręce, przez pracę w laboratorium oraz koło domu mam, delikatnie mówiąc, niewyjściowe :P

Sól do stóp ze skłonnościami do pocenia - tutaj też trafili, bo co jak co, ale taki problem z całą pewnością posiadam.

Spodziewajcie się więc recenzji ;)
Więcej »

Delikatny peeling mechaniczny

Komentarz Italiany przy innym moim poście o domowym peelingu zmotywował mnie do poszukania czegoś delikatniejszego, a jednak złuszczającego. A że gdzie diabeł nie może, tam mnie pośle, więc sposób jest :D

Do oleju winogronowego zamiast korundu dodałam glinki w proszku - otestowałam już zieloną, czerwoną i białą - wydaje mi się, że najlepiej sprawdza się czerwona (a może to tylko moja miłość do tego koloru ?:P)

Calą operację robię zawsze na oko w zagłębieniu dłoni, ale myślę, że przybliżone proporcje wyglądają tak:

1 łyżeczka oleju ( winogronowego, z orzecha włoskiego, czy jaki tam cera lubi)
1/3-1/2 płaskiej łyżeczki glinki - w zależności od preferencji.

A wykonanie jest prościutkie - mieszamy składniki w zagłębieniu dłoni, nakładamy na twarz i delikatnie masujemy.
Czas masażu? Od minuty wzwyż, zależy, jak lubimy i czego potrzebuje nasz ryjek.

Zwykle po masażu zostawiam jeszcze preparat na twarzy na jakieś 5-10 minut i całość spłukuję.
Powiecie - a co z tłustością? Jak dla mnie jest niewielka, jeśli w ogóle zauważalna ;)
Po peelingu zwykle nakładam maseczkę - więc ewentualne pozostałości peelingu są niwelowane przy zmyciu kosmetyku.

Efekty? Cera jest wygładzona, a nie "podrapana" - jeśli wiecie, o co mi chodzi ;) Co martwego na skórze się zgromadziło zostało usunięte przez wojowniczą glinkę, która jednak zdrowej skóry nie zraniła rykoszetem ;)
Lubię, jak maziadło robi, co do niego należy bez skutków ubocznych - i to na pewno jest tego typu wynalazek ;)




Więcej »

Statystyczny dzień z życia mojej cery - lato.

Wiadomo - nie codziennie robię sobie peelingi, maseczki i cuda wianki, bo mi się nie chce/nie mam czasu/nie mam materiału/*
*niepotrzebne skreślić :P

Dlatego chciałam przedstawić Wam statystyczny, bezszałowy obecny dzień mojej cery.

Podniósłszy zwłoki rano z łóżka udaję się do łazienki celem przemycia twarzy wodą micelarną z biosiarką.
Na tym kończy się dla mnie etap jakiegokolwiek mycia rano - uważam, że po nocy moja cera więcej nie potrzebuje (u Was może być oczywiście inaczej ;)).

Następnie w zagłębieniu dłoni mieszam krem brązujący (w zasadzie to tonujący jak już :P) Alterry z kremem na dzień z orchideą tej samej firmy - taki miks nakładam na cały ryjek, bo podkładów nie używam - niepotrzebne  mi ;)

W dalszej części maluję swe lico, ale ta notka jest o pielęgnacji, więc odpuszczę to ;)

Wieczorem demakijażuję twarz metodą OCM. Obecnie moja cera potrzebuje mocniejszego oczyszczenia, więc po zdjęciu warstwy tapety za pomocą oleju myję ryjek mydłem Aleppo z glinką czerwoną.

Później traktuje facjatę podocznym i całoryjkowym serum.

To wsio - w tych aspektach każdy mój dzień wygląda identycznie ;) Obecnie, bo zapewne ze zmianą pory roku zmienią się upodobania mojej skory.



Więcej »

Chwalę się ;)

Słonko świeci, ptaszki ćwierkają, mi gorąco niesamowicie - ale jest basen pod domem :D

Wracam dziś po króciutenkiej przerwie, ale zanim opracuję mądry, pielęgnacyjny post, pochwalę się, co upolowałam na wyprzedażach w Krakowie ;)

Ale zaznaczam od razu - nie jestem feszyn, jestem sobą, mam głęboko w dużym poważaniu trendy modowe i kupuję, co mi się podoba ;) I nie zamierzam przestawić się na szatniarstwo, o nie!

 Pomarańczowa prosta sukienka z House'a, jedynie na plecach ma taką ciekawą plecionkę. 20 zł.
 Pstrokata kieca z H&M, ze względu na kolorystykę nie byłam do niej przekonana, ale jak już przymierzyłam, to musiała być moja xD 40zł.
 Tally Weijl, sukienka w kwiatki na ramionczkach z paskiem i falbanką przy dekolcie. 40 zł
 Miętowa kieca - Tally Weijl. 30 zł
 Podkoszulek z matematycznym nadrukiem i spódnica plisowana, w której jestem zakochana - po 20 zł.
 W domyśle pewnie tunika, ale z racji mojej niskopienności - żółta kiecka w kwiatki - 20 zł.
 Tally Weijl, bluzka z koronkowymi falbankami - 20 zł
 Kaścysko sroczką jest, jak widać xD
 I kwiatomaniaczką ;)
Pensjonarka z paskiem - 30 zł w House

Tak, jestem sukienkowym potworem :O


Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie