Kascyskowe jesienne problemy włosowe



Moje włosy, nie licząc pojedynczych przypadków (które zwykle sama generowałam swoimi eksperymentami), są właściwie bezproblemowe - nie puszą się, mają długość "do spięcia", po nocy wyglądają nadal fajnie, dość szybko rosną i zwykle nadmiernie nie wypadają.

Właśnie, zwykle... otóż od 3-4 tygodni dopadło mnie wypadanie na poziomie super hard. Nie czeszę włosów, więc właściwie wszystko, co może wypaść, ewakuowane jest podczas mycia. Do kumulacji jestem więc przyzwyczajona, ale to, co dzieje się obecnie ostatni raz miało miejsce w takiej skali chyba 4 lata temu. Włosów wypada ponad dwa razy więcej na pewno, dodatkowo znajduję je wszędzie - na ubraniach, płaszczu, łóżku, podłodze...

Oczywiście rozpoczęłam poszukiwania przyczyny - przebadałam się gruntownie (nawiasem, tak dobrych wyników nie miałam od dawna ^^), obejrzałam z pomocą przyjaciółki skalp (brak zmian), nie nakładam nic na skórę głowy (ale chyba zacznę znów, bo jakoś ten proces muszę zatrzymać...).

Na tej podstawie chyba znalazłam powód mojego wypadania, a właściwie nawet cztery:
  • typowe, jesienne linienie;
  • stres (ostatnie dwa miesiące to chyba jeden z najcięższych okresów w moim życiu i z utęsknieniem wypatruję poprawy...);
  • opanowany już delikatny stan przedcukrzycowy;
  • leki, a konkretnie jeden - furaginum. Przyjmowany przeze mnie przez lata w ilościach niemoralnych (zgodnie z zaleceniami lekarza :P), w późniejszym czasie odstawiony. W ciągu kilku ostatnich tygodni przyjęłam kilka tabletek, bo niestety nic innego nie pomagało na moje problemy. Po rozmowach z kilkoma osobami faszerowanymi tym środkiem z podobnymi problemami migracyjnymi śmiem sądzić, że ma on pewien wkład w sytuację.
Co więc zamierzam z tym zrobić? Najtrudniejszy plan - jak najmniej się przejmować, bo to jest mój główny generator wypadania. Odstawiam też już na wieki wieków furaginum, więc bardzo intensywnie szukam zamiennika (przerobiłam większość środków na bazie żurawiny, równie dobrze mogłabym nie brać nic...). Oprócz tego wracam do drożdży, być może także pokrzywy, popijam melisę czasami. Codziennie wypijam też herbatkę z morwy białej. Przede wszystkim jednak muszę opanować swój dół, ale do tego jest coraz bliżej ;). Na diecie zostanę dla własnego dobrego samopoczucia (i nie ukrywam, 6kg w dół z wagi też cieszy ;)) i zdrowia.

Wczoraj pierwszy raz wtarłam w skalp drożdżową maskę Bingo Spa i nie potrafię stwierdzić, czy nie spowodowała zwiększonego wypadania... ^^.

A jesienne linienie przecież samo minie, prawda? ;)

P.S. Przypominam o konkursach Dermique i Who? :)



55 komentarzy:

  1. Ja kilka dni temu rozpoczęłam kurację Vitapilem.
    Mam nadzieję, że zobaczę efekty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że ja CHYBA nie mam niedoborów :/

      Usuń
  2. Też mnie dopadło.A już było tak ładnie.Ale to na pewno jesienne-w końcu liście z drzew też lecą o tej porze roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała, żeby to było tylko to...

      Usuń
  3. A może jedź sama suszona zurawine? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że odstawiłaś Furaginum. Też mam problemy zdrowotne, Furaginum brałam przez prawie 4 lata bez przerwy i po tym czasie zaczęła mi tak bardzo drętwieć lewa dłoń, że nic nie czułam i podnoszenie czegoś sprawiało mi dużą trudność. Odstawiłam i przestało :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. oo tak, odstąpienie furaginy to dobry pomysł. ogólnie ma bardzo słabe działanie na pęcherz, używa się w niewielu krajach. a wiadomo, że kumulacja czegokolwiek w organizmie niczego dobrego nie przyniesie. ;) zdecydowanie zurawinka i kwaśne plyny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żurawinę sobie odpuszczę, a kwaśne płyny - z tym nie mam problemu, mineralkę prawie zawsze z cytryną piję ;)

      Usuń
  6. Żurawinka i witamina C i u mnie niewiele działają, niezastąpione są za to suszone kwiaty koniczyny. Chyba można je gdzieś kupić w necie, ja sobie sama zbieram je w maju i suszę. Zaparzam jak zwykłą herbatkę pod przykryciem, w stanach kryzysowych, i dosłownie 15 min i czuję duużą ulgę. Nic innego mi tak nie pomogło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbuje, a jak się sprawdzi, to będę dozgonnie wdzięczna :D

      Usuń
    2. O, nie słyszałam o tej metodzie, wypróbuję w razie potrzeby. :)

      Usuń
    3. I jeszcze do okolic intymnych wspomagająco Pliva Fem B, trochę drogawy jak na żel, ale naprawdę to moje drugie odkrycie zaraz po koniczynie :)

      Usuń
  7. mnie wypadanie mocne męczyło przez ostatnie 9 miesięcy, stres :/ i dziś włosy mocno ścięłam bo były już za rzadkie i mało ładnie to wyglądało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nad cięciem myślę, ale otoczenie twierdzi, że ubytków nie widać.

      Usuń
    2. Dziękuję, ale jak tak dalej pójdzie, to będzie widać :P

      Usuń
  8. zainteresowalas mnie. ;) koniczyna ma ciekawe działanie, faktycznie. rozkurczowo, moczopednie, ma witaminke c. i trochę niezwiazanych z pecherzem. :)
    ogólnie DELIKATNE zakwaszanie organizmu działa przeciwzapalnie na różne narządy. chodzi mi np. o picie wody z cytryna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woda z cytryną jest akurat u mnie stałym punktem programu, a teraz wdrożę chyba kończynę ;)

      Usuń
    2. Koniczynę ;P
      Kończyny lepiej w to nie mieszaj ;)

      Usuń
    3. Hahaha, zrobiłam sobie dzień :P

      Dzięki ;)

      Usuń
  9. Dawno, baaardzo dawno nie narzekałam na wypadanie moich włosów-problem jakby nie istniał. A od ponad miesiąca lecą garściami... Skumulowało się pewnie kilka rzeczy: jesień, choróbsko, stres i główny winowajca(tak myślę, bo od niej się zaczęło)- drogeryjna farba do włosów. Nie wiem co mnie podkusiło, bo farbuję tylko henną Khadi...

    OdpowiedzUsuń
  10. O Boże, jestem w takiej samej sytuacji - włosy lecą mi strasznie, a furaginum biorę przez pół życia, bo nic innego mi nie pomaga na te kłopoty;( nie sądziłam, że mógłby być winien.

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałaś sprawdzany poziom żelaza i jego przyswajalność - czyli ferrytynę? Nawet jak samo żelazo jest w normie, niska ferrytyna może być powodem takich problemów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam, zwykle raz do roku robię sobie pełen pakiet badań. Wszystko oprócz glukozy i krzywej cukrzycowej (minimalnie ponad normą) było ok :(

      Usuń
  12. Powiem szczerze, że mnie też ostatnio nadmiernie wypadają włosy, zwalam to właśnie na jesienne linienie i stres, który może ostatnio nie jakoś znacznie, ale ogólnie często u mnie jest, z natury jestem nerwowa ;P
    Mam nadzieję, że to minie :(

    OdpowiedzUsuń
  13. O cholera! Też brałam ostatnio furaginum i też zauważyłam wtedy zwiększone wypadanie włosów! :/ Z tym, ze ja brałam ten lek dość krótko (tydzień) i nie pomyślałam nawet, że to on może być przyczyną... Wszystko zrzuciłam na porę roku :P Ale! Jakiś tydzień-dwa po odstawieniu wypadanie wróciło do normy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak - do tej pory spotkałam się tylko z przypadkami wypadania po długim przyjmowaniu tego środka. Możliwe jednak, że Twój organizm jest bardziej wrażliwy na ten lek.

      Usuń
  14. moje włosy puszą się strasznie..

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam to samo. Mam anemię, ale wyniki są teraz lepsze - łykam w wielkich ilościach żelazo i witaminę C, a włosy lecą i lecą. Mam nadzieję, że to z okazji jesieni i szybko minie ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Organizm pewnie musi się ustabilizować ;*

      Usuń
    2. Ale kitka taka cieniutka :(((

      Usuń
    3. Dlatego nie robię kucyka :P

      Usuń
  16. Stres, stres i jeszcze raz stres. Jakaś dobra wcierka i odżywka na skalp na pewno nie zaszkodzą, szczególnie połączone z odprężającym masażem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bardziej mi pomoże suplementacja wewnętrzna ;)

      Usuń
  17. Minie, zimą włosy zazwyczaj się poprawiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie ograniczę przyczyn, to wątpię ;)

      Usuń
  18. Dobry wieczór moja chemiczna guru! :D Mam pytanie nie na temat posta (standard). Otóż na początku października zmieniłam mieszkanie i w nowym nareszcie nie mam piecyka gazowego tylko wodę "z miasta" jak to mówią w Krakowie (bo ta z piecyka to chyba ze wsi ;p ). Zauważyłam, że nie jest tak twarda jak w poprzednim mieszkaniu (odległość od obydwu to "aż" kilometr), bo nawet kranówę da się przełknąć (w poprzednim zrobiłam to raz o 2 w nocy, kiedy skonczyła się woda w butelce - po minucie byłam jeszcze bardziej spragniona,a kamień w jamie ustnej nie dawał mi spokoju). Za to z tą wodą jest coś dziwnego. Nie sprawdzałam na wodzie z kranu, ale po ugotowaniu czy to w herbacie czy w samej wodzie mam biały osad. Co to jest? Na pewno nie jest to kamień, jaki znam, bo takowy jest raczej beżowy (ecru, whatever), a ten jak opadnie na dno jest jak soda. To trujące, da się z tym żyć, uciekać, inwestować w jakieś filtry czy zignorować? W googlach znalazłam pińcet wersji domorosłych chemików, w tym, że to wapno (to chyba jedyna teoria warta wspomnienia). Oczywiście jak ktoś z czytelników zna odpowiedź (Seraphase?) to też będę wdzięczna, bo ja jestem panikara i boję się wszystkiego co nowe i nieznane xD Z góry dziękuję!

    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, za twardość wody odpowiadają dwa jony: Ca2+ i Mg2+ (w skrócie: kationy wapnia i magnezu), a od ich stosunku zależy, jaki kolor i dokładną postać osadu uzyskasz. Widocznie w Twoim nowym miejscu jest więcej jonów wapnia. To, co według Ciebie jest wapnem, to prawdopodobnie węglan wapnia.

      Usuń
    2. Tak też wyczytałam, ale na portalach, które nie wiedziałam czy są wiarygodne (jakieś domowe porady i inne cuda) Dziękuję! Czyli muszę zainwestować w filtr, bo w tym mieszkaniu mam zmywarkę (<3 ) i nie chciałabym jej niszczyć, za fajne jest życie bez zmywania naczyń :D

      A co do jesiennych problemów, to sama to odczuwam (chyba pierwszy raz w życiu). Pielegnacji prawie nie zmieniałam (poza brakiem dobrych odżywek, bo wszystkie są nijakie, na szczęście te ulubione już zamówiłam i będą w następnym tygodniu) , ale chwilowo odżywiam się odrobinę gorzej niż zwykle, głównie z powodu przeprowadzki. Wcześniej miałam warzywniak 5 minut od domu, a do małego targu jakieś 10 minut. Nie lubię warzyw/owoców z supermarketów, więc przez 2 tygodnie prawie w ogóle ich nie jadłam, co dla mnie jest rekordem, bo normalnie to ja głównie na nich żyję i już widzę różnicę. Tak jak Ty nie rozczesuję włosów, więc zawsze przy myciu trochę wypadało, ale teraz ta ilość jest jakaś niesamowita, bo wypada ich tyle jak w czasach, gdy byłam ignorantem włosowym. Dzięki Bogu mój mózg "ogarnął", że do targu bieńczyckiego mam teraz 5 minut autobusem (jakieś 15 minut pieszo idąc leniwym krokiem) i od poniedziałku naprawiam błędy. Do tego ostatnio jest ciepło, więc ogrzewanie jest wyłączone to i włosom odrobinę lepiej. Żeby było śmieszniej - może więcej ich wypada, ale i tak szybko rosną i mimo czerwcowego cięcia do ucha już kładą się na ramionach xD
      Sama sobie jestem fryzjerką, więc jutro czeka mnie cięcie. Z tyłu zawsze wyrównuje mi facet. Wtedy dziękuję wszystkim świętym, że mam kręcone włosy,bo jego "wyrównywanie" to włosy dluższe z tyłu niż z przodu...

      Ania

      Usuń
  19. Moje wlosy tez niestety wypadaja :( patrze na swoj kosz na smieci w lazience a tam kupa klakow pokapielowych :( masakra. Tez jestem przyzwyczajona do kumulacji ale ostatnie chwile to byla katastrofa. Jesien minie i wypadanie tez :)

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie to samo. Nie przypominam sobie, żeby włosy wypadały mi kiedykolwiek tak jak teraz.. Więc albo powód to jesień albo stres.. no innego nie widzę :/ chociaż stresuję się od zawsze. Dziwna sprawa :/

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeśli masz problemy z pęcherzem, to może pomoże dobry płyn do higieny intymnej np. z Ziaji, nie siedzenie w chłodne dni na zimnych np. ławkach i nie dopuszczanie do marznięcia stóp? Mnie to pomogło i cieszę się teraz brakiem przykrych dolegliwości. A jeśli mnie to dopadnie (raz na ruski rok), to wtedy biorę gorącą kąpiel i jest po sprawie. Jeszcze zapomniałam, iż w mieszkaniu też musi być ciepło.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, stosując to wszystko nadal jest jak jest - pewne schorzenia powodują, że no... jestem bardziej podatna na tego typu zapalenia.

      Stopy mam zawsze sowicie zapakowane, pupy swej na czymkolwiek zimnym nie posadziłam od lat, a w mieszkaniu mam cieplutko ;)

      Usuń
    2. To współczuję, a myślałam,że to ja miałam przerąbane z tym zapaleniem. Też mam pewne schorzenia, które powodują podatność na wszelkie choroby.

      Usuń
  22. A mam pytanie- praktykujesz laminowanie żelatyną dalej, czy przerzuciłaś się na inne proteiny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktykuję dalej, ale nie uciekam od innych protein ;)

      Usuń
  23. Ach ta niedobra jesień dla włosów! Też mi wypadają, choć mam wrażenie że z grubsza opanowałam sytuację. Mam nadzieję że Tobie też szybko minie ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie