Maść końska na porost włosów - dopisek



Wydaje mi się, że będzie prościej, gdy na pewne wątpliwości z ostatniego posta odpowiem we wpisie, by nie powtarzać po kilka razy czegoś w komentarzach ;). Spodziewałam się, że poruszenie tego tematu wywoła pewne antagonizmy, bo każdy ma prawo mieć swoje, wyrobione zdanie na daną kwestię, jednak:

  • Moje zdanie na temat maści końskiej nie ma żadnego związku z tym, że nie ma na niej dopisku "do włosów". Dość często używam kosmetyków "niededykowanych" do danych rejonów ciała po uprzednim otestowaniu ich próbą uczuleniową. Gdyby zamiast "maść końska" było na niej napisane "serum/wcierka/kuracja na porost i zagęszczenie włosów" i dawałaby takie efekty próby, jakie daje na mojej skórze - moje zdanie byłoby takie same.
  • Maść końska nie jest z konia czy dla konia, jej nazwa pochodzi od jednego z ekstraktów zwykle wchodzącego w jej skład: z kasztanowca zwyczajnego, zwanego też końskim ;).
  • Zostałam poproszona o opinię przez Czytelnika, więc ją przedstawiłam. Każdy ma prawo posiadania własnej - jedni mają zdanie podobne do mojego, inni wprost przeciwne (ale za jedno naprawdę muszę podziękować - poziom kultury dyskusji w komentarzach jest bardzo, bardzo wysoki!).
  • Co do kwestii nieuwzględnienia przeze mnie pozytywnych efektów stosowania maści: z zasady nie piszę o tym, do czego nie jestem przekonana - czytając taki fragment zapewne większość z Was, którzy są ze mną dość długo wyczułaby, że coś jest nie tak. DLA MNIE ryzyko w tym przypadku znacznie przewyższa profity i nic na to nie poradzę. Kto szuka informacji na dany temat na pewno znajdzie więcej źródeł niż tylko mój post i stworzy sobie własne, wypadkowe zdanie. Spójne bądź nie z tym, które publikuję na różne tematy tutaj, na blogu ;).
  • Jestem sceptyczna, jeśli chodzi o duże przyrosty, i tutaj także nie chodzi o to, że zostały uzyskane po maści końskiej. Do tej pory czytałam o takich wynikach po oleju musztardowym i maseczce z gorczycy oraz pieprzu Cayenne i w każdym z tych przypadków moja postawa była taka sama. Sama przyrosty takiego rzędu widziałam tylko w stanach chorobowych związanych ze zmianami nowotworowymi zlokalizowanymi na gruczołach wydzielania dokrewnego, co nie jest równoznaczne z tym, że każdego, kto deklaruje taki porost posądzam o chorobę. To stwierdzenie jest wynikiem moich własnych doświadczeń i spostrzeżeń. Sceptycyzm (postawa związana z wątpieniem, krytyką, niedowierzaniem) nie ma nic wspólnego z oskarżaniem o kłamstwo. (P.S. Po przemyśleniu - zawsze jestem sceptyczna, w każdej sferze życia. Nowa wiedza o sobie zdobyta ;)).
  • Dla mnie dodatni wynik próby uczuleniowej eliminuje go ze stosowania na skórze głowy. Po prostu, z zasady. To był główny temat w mailach od Was: że bez zastosowania na własnej głowie nie powinnam pisać na ten temat. Pisałam jednak, jakie efekty na mojej skórze (nie na głowie) daje ten specyfik - gdybym zaczęła go stosować na własnym czerepie po takim wyniku straciłabym wiarygodność sama dla siebie. A jednak ze sobą przede wszystkim chcę się dobrze dogadywać :P.
Nie chcę być włosowym guru czy przewodnikiem osób dbających o włosy (mam do tego zbyt ciężki charakter, a i moje zdolności "przewodzące" są żadne :P) ani od nikogo nie wymagam przyjmowania moich poglądów jako pewnik (byłoby to wręcz niezdrowe). Na pewno jednak cenię bardzo wysoko postawę "posiadania własnego zdania" i korzystam z możliwości jego uzewnętrznienia ;).



36 komentarzy:

  1. Największy przyrost jaki mnie kopnął to pięć centymetrów w pięć tygodni. Piękny czas ;)

    Zastanawiam się, czy nie spróbować z tą maścią końską, ale faktycznie, przede wszystkim próba uczuleniowa. Lepiej nie ryzykować zdrowiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny wynik, oj miałam tak po odstawieniu Furaginum (ale i tak słabszy, gdzieś myślę, że około 4 cm - kłania się moje "niemierzenie włosów")... ;)

      Usuń
    2. Po czym miałaś taki przyrost ? :)

      Usuń
  2. dodatni wynik próby uczuleniowej to pojawienie się zaczerwienienia, bąbli, świądu.
    negatywny - brak jakichkolwiek zmian skórnych. :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować Anonimie, zaraz mknę poprawiać ;)

      Usuń
  3. Na dozie można kupić saszetkę 30 ml za jakieś grosze, żeby próbę uczuleniową zrobić. Tej maści nie używałam, ale inne, które pomagały mi przy bólach stawów potrafiły wywołać niesamowity rumień i pieczenie i ze skórą głowy bym nie ryzykowała,

    Z opinią jak z dupą, każdy ma swoją (niniejszym obniżyłam poziom wypowiedzi). Moim zdaniem fajnie, że zabrałaś głos - w moim odczuciu jesteś ostoją rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zwykłam pisać: z opinią jak z głową, ale Twoja wersja podoba mi się bardziej :P

      Usuń
  4. Dopowiem tylko, że skóra na dłoniach, kolanach, czy łokciach na tę maść reaguje całkiem inaczej niż skóra głowy . Już próbując za uchem lub na karku czuć jej lżejsze grzanie(sprawdzałam wszystkie te opcje) na skórze głowy jest minimalne/zerowe. Oczywiście nie wykluczam, że na coś w jej składzie możesz być uczulona, ale z tego co zrozumiałam nie próbowałas jej za uchem/na karku tylko na plecach i stawach gdzie większość dziewczyn potwierdza, że działa ona dużo mocniej.
    W zasadzie to nawet dobrze, że napisałaś tak "negatywny" post.Jesli ktoś chce stosować(lub nie) dany preparat po przeczytaniu jednej opinii jest według mnie nieodpowiedzialny i może mieć z tego więcej krzywdy niż pożytku.Ogarnięte osoby poszukają tez w innych źródłach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Al KhazzaR, najbardziej uskuteczniam ją na karku, bo jest on w ostatnim głównym źródłem moich egzystencjonalnych problemów (i prawdopodobnie też migren ^^). Tyle, że tego rejonu zwykle nie smaruję sama. Bardziej pali mnie tylko pod kolanem.

      I otóż to ;)

      Usuń
  5. ja mimo wszystko podchodzę sceptycznie do tego typu medykamentów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do maści końskiej czy ogólnie specyfików niededykowanych do włosów?

      Usuń
  6. Zaintrygowała mnie opinia, że maść końska jest taka mocna, zazwyczaj przy bólach karku prycham na każdego, kto ją oferuje i od razu idę po zestaw fastum+lek na ból+plaster rozgrzewający+łóżko. :D

    Jeśli chodzi o całą aferę końską, to myślę, że cały problem tkwi w tym, że ludzie bardzo personalnie traktują wszelkie opinie. To, że ktoś sceptycznie podchodzi do takich pomysłów nie oznacza od razu, że uważa wszystkich praktykujących wcieranie maści za szaleńców czy głupców. :) Przydałoby się więcej luzu w blogosferze (a w zasadzie to i światosferze).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plastry rozgrzewające palą mnie żywym ogniem, więc nie korzystam, a i opcja łóżko rzadko jest dla mnie dostępna :/. U mnie dla odmiany fastum nie daje żadnych (?!) efektów :/

      I bardzo dobre podsumowanie tematu ;)

      Usuń
  7. Czy ktoś się pytał czy maść końska jest z konia :O? myślę, że osoby uważające, iż może to pomóc powinny same spróbować i się wypowiedzieć niż naskakiwać na kogoś za wyrażenie opinii. W końcu ile głów tyle różnych zdań.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie używałam maści końskiej ale niedźwiedzia tak :P i uważam ze to prawdopodobnie to samo. Gdy miałam ostry ból szyi, prawdopodobnie spowodowany przewianiem, chwytałam się wszystkiego jak tonący brzytwy. Na pierwszy rzut poszedł Fastum, i tu żadnej poprawy nie zauważyłam. Następnie kupiłam, naturalną maść niedźwiedzią, skład fajniutki. Użyłam pierwszy raz i byłam w szoku, ponieważ maść po chwili zaczęła mnie mocno piec a na skórze zrobił się czerwony ślad po maści. Nie mniej jednak przetrzymałam to, i przyzwyczaiłam się do takiego mocnego efektu rozgrzewającego. I to był strzał w dziesiątkę, po kilku dniach po bólu nie było śladu. Od teraz jest to mój numer jeden jeśli chodzi o takie awaryjne sytuacje.

    W związku z tym własnie intensywnym działaniem, nigdy bym nie odważyła się dać tego specyfiku na skórę głowy. Bałabym się iz efekty były by przeciwne do zamierzonych...

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedźwiedzia jeszcze nie stosowałam, ale po takim opisie chyba kupię :D

      Usuń
  9. Oj, nie, nie, nie! Nie jestem szczególnym wrażliwcem (moja twarz zaczyna zauważać, że coś jest nie tak dopiero gdy w ciągu 10 godzin dostanie mydło aleppo, migdał 10%, triacneal, czarne mydło i serum z alkoholem), ale na skalp chucham i dmucham, odkąd po szamponach z pakietem SLS i SLES włosy po myciu, przy czesaniu, leciały mi garściami. Odstawiłam je 2,5 roku temu i nadal jestem daleka od odzyskania dawnej gęstości, więc wiem, jak drogo może kosztować głupota.
    Skoro reagowałam tak na drogeryjny szampon, co dopiero na hardkorową maść na bóle mięśni i stawów? Wolę wcierać sobie bezpieczny Jantar i mieć gwarancję efektu - może nie spektakularnego, ale zawsze jakiegoś - niż ryzykować utratę połowy tak dzielnie zapuszczanych i pielęgnowanych włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tłusty zestaw", naprawdę - chyba moja twarz nie jest aż tak pancerna jak Twoja ;)

      U Ciebie powodują wypadanie mocne szampony, a mnie konkretnie załatwił BD. Na szczęście te ślady już zniknęły, za to do usunięcia zostały mi te po wieloletnim przyjmowaniu furaginy - wszystko przede mną ;)

      Usuń
    2. Nos się złuszczył, policzki lekko zaczerwieniły, ale źle nie było ;)
      Co ciekawe, ziołowe, proste rypacze z SLES nie powodują żadnych skutków ubocznych (ba! po rzepowym miałam wysyp bejbików), dopiero jego mieszanka z SLS (chyba jednak słusznie demonizowany...).
      Nie przypuszczałam, że BD może tak działać!

      Usuń
  10. Mi wcierka typu bezpieczny jantar - bo był to seboravit - spowodował masowe wypadanie włosów (nigdy mi nie wypadają). Szampon z MLS powodował strupy i rozsiewanie włosów także (SLES i nawet SLS mi nie szkodzą w ogóle) - próba uczuleniowa w obu przypadkach negatywna... I co?

    Maść końska? Phi, jakoś żyję. Dziwne, co?

    Wytłumacz Kascysko, dlaczego stawiasz się w świetle wyroczni (nie chodzi mi tylko o ten temat)? Dlatego, że studiujesz chemię, na jakiejś g*wnianej uczelni, a Twoje czytelniczki to ciemnogród nieodróżniający maści końskiej od konia?

    Zdajesz sobie sprawę, że reakcja skóry typu zaczerwienienie (np. sok z aloesu daje podobny efekt) lub rozgrzanie (np. gorczyca czy papryczka) to NIE JEST pozytywny wynik próby uczuleniowej? Chyba nie?

    Sorry, ale ten Twój ton jest tak protekcjonalny w wypowiedziach... aż mi się śmiać chce. I Twoje kółeczko adoratorek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między stawianiem się w pozycji wyroczni/guru/bogini czy czegoś podobnego a wyrażeniem opinii jest dość szeroka przepaść - oczywiście wg mnie. Ciekawi mnie też na jakiej to uczelni studiuję - chyba, że uważasz, że wszystkie polskie uczelnie są g*wniane.

      Biorąc pod uwagę, że wersja próby uczuleniowej "naskórnej" to wersja "homemade" (bez wstrzykiwania, aplikacji donosowej czy dospojówkowej) to uważam (znów to moja opinia), że rumień utrzymujący się przez kilkadziesiąt minut można uznać za wynik negatywny.

      W ten sposób piszę już od dawna, i ja nie wyczuwam w nim wyniosłości i pobłażliwości. Ale z opinią jak z głową - każdy ma swoją ;).

      I niezmiernie cieszę się, że Cię rozbawiłam ;)

      Usuń
    2. Dziewczyny, po co ta agresja i nakręcanie się na forum? ;P Nikt z was nie zadrwił, nie sugerował wam raka, nie napisał petycji, żeby zdelegalizować końską maść. Na wszelkich forach (też nikczemnym wizażu) i nawet w prawdziwym życiu aż strach się odezwać, bo jak się napotka kogoś, kto robi coś inaczej to następuje fala histerii.

      Myjesz głowę codziennie? To ja pewnie dla ciebie jestem brudasem, brudną, tłustą świnią, siedzę całe życie przed kompem i jem czipsy tak???//!!!!!!!!!111 Nie wiem co to mydło, haha ale śmieszne!!!!1111111!!1 Myjesz ręce po dotknięciu zwierząt? Dobrze wiedzieć, że jestem brudnym dzikusem z buszu, pewnie myślisz, że jem z jednej miski z psem, tak??!!1 Żyję w komunie, patrzcie wszyscy, jaki ze mnie psychopata, że głaskam psy!!!!1111!11!11

      Usuń
    3. Anonimie, druga część Twojej wypowiedzi zrobiła na mnie takie wrażenie, że zapomniałam, co miałam napisać do pierwszej xD

      Usuń
    4. Nie wiem czy negatywne, czy pozytywne wrażenie, ale tak naprawdę jest. :D Może kilka(naście) jedynek to już moja inwencja, no ale resztę można zaobserwować na różnych forach. ;)

      Usuń
    5. "Wszystkie uczelnie w Polce są gówniane" - szczerze mówiąc, ze smutkiem muszę powiedzieć, ze coś w tym jest. Tylko UW jest warte jakiejkolwiek uwagi, choć nie mówię, że gówniane nie jest oczywiście.

      Być może powiesz: Jagiellonka, AGH etc.? Owszem to są najlepsze uczelnie w PL, ale wciąż daleko za gównianym UW niestety. Może żeby tak nie pitolić po próżnicy, dam Ci przykładowy argument, najogólniejszy i być może kontrowersyjny, ale zawsze:

      http://www.perspektywy.pl/portal/index.php?option=com_content&view=article&id=783:chemia&catid=98&Itemid=230

      Niestety, pierwsze jest UW i daleeeeeeko dalej reszta. A wiem, że nie jesteś z UW (nie wiem gdzie studiujesz) - nie chcę mówić dlaczego, bo nie chcę być odebrana jeszcze bardziej suczo.

      Ale ad rem: chodzi mi o to, że czytelniczki zrobiły z Ciebie boga chemii, odnoszę wrażenie przez ich niektóre kretyńskie pytania typu np. czy olej x ma silikony, albo czy cetyl alkohol to ten co tak wysusza itp. (oczywiście żartuję, ale wiesz o co mi chodzi), ton Twoich wypowiedzi jest napuszony i jakbyś niosła światło ciemnogrodowi... Być może wcale nie jesteś taka, a tylko nie radzisz sobie z tym, że wiesz więcej z chemii niż one.

      Jeszcze jedno: "Biorąc pod uwagę, że wersja próby uczuleniowej "naskórnej" to wersja >>homemade<< (bez wstrzykiwania, aplikacji donosowej czy dospojówkowej) to uważam (znów to moja opinia), że rumień utrzymujący się przez kilkadziesiąt minut można uznać za wynik negatywny."

      Z tym się zgadzam, ale biorę pod uwagę to, że pewnie chodziło Ci o wynik pozytywny, a nie negatywny... :) Ale to nie jest kwestia opinii, poczytaj jak wygląda efekt pozytywny próby uczuleniowej, serio.

      Usuń
    6. Gabrielo, ale ja nie mam problemu z tym, gdzie studiuję i skąd będę mieć dyplomy ;). Wglądu do przebiegu studiów też nie będę przedstawiać, bo i tak masz o mnie wyrobioną opinię.

      Tak, chodziło mi o pozytywny, przepraszam.

      Ciężko porównywać pozytywny efekt próby nastrzykowej (po jednej takiej będę mieć ślad pewnie do końca życia na ramieniu xD)z domową próbą kontaktową. Cokolwiek wszczepionego daje reakcję mocniejszą.

      A co do tonu wypowiedzi - do tego się już odniosłam ;)

      Usuń
    7. Rumień występuje też m in. po aloesie u baaardzo wielu ludzi, nie ma nic wspólnego z alergią! Sam rumień i rozgrzanie to prawie zawsze NIE SĄ reakcje alergiczne! Dlaczego tak twardo i bezkrytycznie stoisz przy swoim? Katarzyno, otwórz się! :)

      Nastrzykiwanie? Niebardzo rozumiem o co Ci chodzi; nastrzyknij sobie EtOH lub NaCl. Czy faktycznie pieczenie będzie świadczyć, że próba wyszła pozytywna? Mogłabyś coś szerzej na ten temat? Ciekawi mnie to.

      Nie mam wyrobionej opiniii o Tobie, nawet w postach powyżej w ocenach są zaznaczone tylko gdybania, wrażenia i przypuszczenia. Mam wyrobioną opinię o naszym polskim szkolnictwie, ta wyższa boli mnie najbardziej. I domyślam się, że większość ludzi nie ma problemu (wręcz przeciwnie - bo łatwiej o dyplom niż o 5 z klasówki w LO), że jego Wyższa Szkoła Wszystkiego Dobrego jest na tak żałosnym poziomie, bo przecież jest to 5 lat wakacji i wykształcenie wyższe. Nie mówię od razu, że Twoja szkoła jest typu WSWD, ale... wiesz o co mi chodzi...

      Usuń
    8. Gabrielo, napisałam Ci wcześniej, że w "homemade" chodzi mi o rumień/pieczenie/etc. który się utrzymuje długo.

      A co do prób nastrzykowych - tam kryteria oceny wyniku są konkretne: z próbą kontrolną porównuje się "wielkość" prób na alergenach, wielkość grudki, zaczerwienienie i podobne objawy. Zresztą, próby kontrolne robi się roztworem NaCl.

      Wiem, o co Ci chodzi, jednak jak sama wiesz, nie jestem po UW i czy przedstawię Ci przebieg studiów, czy swoje opinie od pracodawców "z branży" to i tak Twojej opinii o polskim szkolnictwie i/lub o mnie, nie zmieni.

      Usuń
  11. Roztworem NaCl... WOW, może tzw. solą fizjologiczną? Boże, serio?
    Genetralnie widzę, że nie umiesz odpowiedzieć na żadne moje wątpliwości. Nie dziwi mnie to.

    Jaki przebeg studiów, Ty wiesz o czym w ogóle tu mówimy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak.
      Tyle, że nie wiem, jakie masz wątpliwości, Gabrielo. Przedstawiasz przecież swoje opinie, a ja swoje. W mojej opinii porównywanie efektu wizualnego próby nastrzykowej z domową próbą kontaktową to duże uproszczenie.
      Przykładowo: kontakt skóry z sokiem z pomidorów wywołuje u mnie tylko łuszczenie, a po teście alergicznym (nastrzykowym) mam bliznę po wywołanym stanie zapalnym.

      O tym, że nie mam dyplomu ani UW, ani żadnej zagranicznej uczelni, a tylko takie wg Ciebie dają jakąś wiedzę, a wg rankingu pozwalają podjąć pracę w zawodzie ;)

      Usuń
  12. Wybacz, ale Twój wniosek jest kompletnie bezmyślny, ale nie jestem zaskoczona...

    Jeden i drugi z resztą. :)

    Po pierwsze oczywiście, że nie tylko po UW/zagranicznej uczelni, bo takcy ludzie nie wypełniają w 100% rynku. Dlatego w Polsce walą się budynki, ludzie umierają od kretyńskich diagnoz i metod lekarzy, a nauczyciel w SP nie odróżnia planet od gwiazd.

    A mogłabyś wytłumaczyć mi po co robić próbę, która pokazuje oddziaływanie danej substacji, użytej w sposób jaki nie ma być używana? Chociażby wspomniana wyżej sól: wszyscy lubimy nacierać się nią w ramach pilingu. Wyobrażasz sobie co się stanie po nastrzykiwaniu solą? Blizna? Otórz blizna. A w spojówce? Więc jak się odnieść do czegoś takiego? Przykładów można mnożyć na miliony.

    Jezu, taka alergia na pomidory? A co się dzieje po spożyciu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Otóż" ;)
      Przepraszam, ale po takim pokazie mądraliństwa i poczucia wyższości nie mogłam się powstrzymać.... :P

      Usuń
    2. I "zresztą". Nie opowiadam się po żadnej ze stron, ale jak już próbujemy się wywyższać względem rozmówcy, to musimy pilnować poziomu naszych wypowiedzi - a orty mocno go zaniżają, szczególnie tak rażące.

      Usuń
  13. Hahaha, a merytorycznie to już się dziewczynki nie potrafią odnieść do wypowiedzi? :D Hmmm... no tak - to niech się chociaż do ortografii przyczepią. I to jak rarzącej!

    Rzecz tutaj o zupełnie czym innym niż ortografia, a więc możesz iść sprawdzać ortografię (jedna i druga) w swoim przedszkolu, gdzie to z pewnością sprawa najwyższej wagi.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie