Odżywienie ust z delikatnym kolorem ;)



Zima, zima, zima, pada, pada... deszcz? :P. Niezależnie od tego, jak bardzo niezimową pogodę mają niektórzy z nas za oknem (w tym ja), to jednak moje usta wiedzą, jaka jest pora roku. Bardzo ciężko jest mi je utrzymać w dobrym, niewysuszonym stanie, a i korzystanie z kosmetyków kolorowych jest w tym przypadku utrudnione. Obecnie bardzo dobrze sprawdza się u mnie szminka Lily Lolo, a dzięki Costasy miałam także okazję spróbować ich błyszczyka w odcieniu Clear.






Błyszczyk dostajemy w białym, sztywnym kartoniku z czarnymi napisami, charakterystycznymi dla tej marki. 

Samo opakowanie produktu jest dość ascetyczne, ale i eleganckie. Szczególnie dobre wrażenie robi na mnie matowa zakrętka oraz dobrze wyprofilowany, niewielki pędzelek, którym można nabrać dokładnie tyle błyszczyka, ile jest potrzebne ;).

4 ml kosztuje 42,90zł.

Skład:



Błyszczyk w głównej mierze zawiera olej rycynowy oraz zestaw poliglicerydów zaprawiony emulgatorem, woskami pszczelim, Karnauba i Candelilla, olejem jojoba, witaminą E oraz substancjami odpowiedzialnymi za kolor, smak i zapach produktu.

Produkt ten jest kosmetykiem naturalnym.

Posiada lekko żelową konsystencję, cielisto-nudziakowo-transparentny kolor i świetny, karmelowy zapach (i smak ;)).




Błyszczyk wylądował w kieszeni mojego płaszcza na stanowisku zastępcy szminki ochronnej ;). Po raz pierwszy chyba na błyszczyk, który w takim stopniu pielęgnuje i zabezpiecza moje udelikacone o tej porze roku usta. Nie mam problemów z nieestetycznymi skórkami, przesuszeniem, pękaniem naskórka mimo wiatru hulającego za oknem. Sytuacja dość zadziwiająca, bo zwykle moich ust w zimie nie sposób niczym opanować, nawet najbardziej odżywczymi sposobami i kosmetykami.




Nie klei się, nadaje piękny połysk i delikatny (bardzo delikatny) rys koloru. W zasadzie żałuję, że nie zabrałam jakiegoś mocniejszego koloru, ale... wszystko przede mną ;). Wydaje mi się, że kolorowe produkty do ust Lily Lolo po prostu podpasowały moim kapryśnym ustom ;).

A jakie są Wasze ulubione kolorowe, zimowe mazidła do ust?

21 komentarzy:

  1. Na pewno lepsze takie coś, niż te mocne - moim zdaniem :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak wolę mocne kolory na ustach ;)

      Usuń
  2. śliczne mazidełko, ja się lubię jeszcze bardziej z masełkiem od bielendy o tej porze roku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładny kolorek. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie używałam nigdy błyszczyków jako zastępcy balsamu do ust,ale wszystko przede mną.Obecnie mam balsam nivea w słoiczku o zapachu jagód(albo borówek?).Szczerze mówiąc myślę że przy tej wersji zapachowej nivea pomajstrowała coś w składzie.Usta pieką jak po Carmexie więc tak średnio na jeża z jakością....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczny kolor ;) Ja bardzo lubię szminkę z LL, mam w kolorze Romantic Rose. Oprócz pięknego koloru, fajnie nawilża usta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. zakupiłam wszystko co polecasz: płyn micelarny, peeling, maskę do twarzy, krem.. teraz jestem na etapie zamawiania hydrolatów i czekam na poprawę stanu skóry :)
    a jeśli chodzi o makijaż? jaki korektor pod oczy albo podkład polecasz? który nie zatyka porów i nie pogarsza stanu cery ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minerałki (ale te prawdziwe) i krem BB Rival de Loop z Rossmanna ;)

      Usuń
  7. obecnie mam ten niebieski krem BB z Eveline 8in1. składowo podobny do tego z Rival de Loop? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie, kremu BB o podobnym składzie do RdL trzeba chyba szukać wśród kosmetyków naturalnych.

      Usuń
  8. W związku z tym, że usilnie poszukuję błyszczyka chroniącego usta, mam pytanie : czy ten przez Ciebie prezentowany naprawdę nie klei się ?

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie