Selfie Project 3w1: żel myjący, peeling, maseczka - średniaczek bez zachwytów



Produkty 3w1 typu żel+peeling+maseczka interesowały mnie już od jakiegoś czasu. W przeszłości żaden nie wpadł w moje łapki, ale jedna z promocji w Rossmannie (więcej TUTAJ!) dała mi okazję do kupienia produktu Selfie Project w naprawdę śmiesznej cenie (około 8zł). Intensywnie testowany dobił dna - czas więc na recenzję.


Produkt zamknięty jest w sporej, miękkiej tubie z przesłodkimi grafikami. Całość wygląda dość młodzieżowo (bo i taka jest grupa docelowa tej marki), jednak jest czytelna i jednocześnie nie jest nadmiernie przesłodzona. Dozowanie przez niewielki otwór jest całkiem łatwe ;).

150ml tego wielofunkcyjnego produktu kosztuje 14-15zł (cena regularna, dostępny w Rossmannie). Za taką objętość trzeba przyznać, że nie jest wygórowana.

Skład prezentuje się następująco:


Wysoko w jego składzie znajdziemy glinkę kaolinową, glicerynę (nawilżacz), zmielone pestki moreli, pumeks i proszek węglowy. Olejek z palczatki i alantoina dopełniają zbiór fajnych składników. W roli detergentu występuje w nim betaina kokamidopropylowa (w połowie składu). Znajdziemy w nim również zagęstniki (guma ksantanowa i krzemian glinowo-magnezowy). Całości dopełniają - modyfikowany olej rycynowy oraz zestaw konserwantów i regulatorów pH.


Ma postać biało-zielonej... pseudo-pianki xD. Nie mam pojęcia jak wyjaśnić Wam to lepiej - kosmetyk po wyciśnięciu z tuby jest jak nadmuchany, przez co trzeba go naprawdę sporo nałożyć, by uzyskać pożądany efekt. Dlatego tak szybko skończyłam opakowanie ;). Pachnie mentolem i limonką, całkiem przyjemnie.

Na twarzy w formie maseczki prezentuje się następująco (stylówa z olejem na włosach zawsze spoko ;)):


Pozwolę sobie zacytować tutaj to, co napisałam o nim przy okazji suchej analizy składu TUTAJ:

"W roli mechanicznego peelingu się sprawdzi - drobinek ścierających (przynajmniej wg składu) ma naprawdę sporo. Czy jako żel myjący do codziennego stosowania będzie odpowiedni - mam pewne wątpliwości ze względu na to, że substancji powierzchniowo czynnych (czyli tych odpowiedzialnych za usuwanie zanieczyszczeń) zawiera niewiele. W roli maseczki również ma potencjał - sporo glinki kaolinowej zaprawionej olejkiem z palczatki może zrobić sporą, kosmetyczną karierę. Zamierzam przetestować ten produkt w każdym z wariantów ;)."

Drobinek wcale nie ma tak dużo jak się spodziewałam, przez co w roli peelingu sprawdza się średnio. Ba, dokładnie z tego samego powodu średnio sprawdza się do codziennego mycia - ciężko spłukać te kuleczki z twarzy do zera xD. Niemniej jednak, poza tymi niedogodnościami, jest całkiem fajny - myje dobrze nie przesuszając i nie podrażniając (przy omijaniu okolic oczu), więc moje obawy się nie potwierdziły ;).

Najlepiej natomiast sprawdził się w roli maseczki ograniczającej latem świecenie się twarzy. Trzymana przez 15-20 minut pięknie absorbuje sebum i sprawia, że kolejnego dnia moja tłusta cera przetłuszcza się słabiej. Jednak to by było na tyle jej cudownych właściwości - żadnych innych efektów stosowania, poza miękkością po i mniejszym przetłuszczaniem przez 24 godziny nie zanotowałam.

Ze stosowania tego kosmetyku wyciągnęłam kilka plusów, ale upierdliwe drobinki, których jest za mało (lub niepotrzebnie w ogóle są, ale bez nich nie dałoby się dopisać słowa "peeling" na opakowaniu ;)) skutecznie utrudniały mi jego stosowanie. Nie planuję powrotu do niego w przyszłości ;).

Macie na swoim koncie doświadczenia z produktami milion w jednym? ;)

7 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale te kosmetyki kojarzą mi się z serią dla młodzieży, która ma ładnie wyglądać i nic nie robić ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Składowo wygląda nawet nieźle, ale ten produkt działaniem już mnie tak pozytywnie nie zaskoczył ;)

      Usuń
  2. Jakoś ta firma mnie nie przekonuje :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako nastolatka używałam produktów 3w1 i lubiłam ich za walory maseczkowe :D

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie