Tess, żel do higieny intymnej Tymianek - mało znany hit!



Czy wiecie, że właśnie mija mi 7 lat blogowania? ;) O jubileuszu napiszę więcej niedługo, a dzisiaj skupmy się na kosmetykach - konkretnie na jednym. Nieszczególnie zwracam uwagę na dedykację danego produktu do określonego celu. Omawiałam już produkty mało znanej marki Tess (KLIK!, a szkoda!), w międzyczasie zaznajomiłam się z nimi wszystkimi, a teraz mam dla Was wątek mocno tymiankowy: omówienie działania Żelu do higieny intymnej Tess Tymianek. Od razu zaznaczę, że poza zapachem, pozostałe żele tej marki mają analogiczne działanie i właściwości ;).


Solidna flacha z bezawaryjną pompką to świetne połączenie w przypadku dość rzadkiego żelu. Proste, estetyczne etykiety kojarzące się naturalnie i aptecznie - na plus.

270ml tego żelu kosztuje od 20 do 30zł, dostępność to głównie Allegro i inne sklepy wysyłkowe (a szkoda!).

Skład:


W przypadku żeli Tess mamy do czynienia ze stałą bazą, składającą się z dwóch detergentów amfoterycznych (pochodnych betainy), glikolu propylenowego (humektant - nawilżacz), estrowych pochodnych oliwy z oliwek, hydroksypropylocelulozy (zagęszczacz) oraz regulatorów pH i konserwantu. W wersji tymiankowej znajdziemy... ekstrakt z tymianku ;).

Krótko, zwięźle, fajnie ;). Jeden konserwant (EDTA) i regulator kwasowości (kwas cytrynowy) - nawet te składniki zostały przemyślane i dopracowane. 

Ma dość rzadką konsystencję i ledwo co się pieni, ale przepięknie pachnie - niczym  świeżo roztarty w palcach tymianek. 


Żel ten, wraz z produktami z Biedronki (KLIK!) i Rossmanna (KLIK!) o tym samym przeznaczeniu, uzupełnił listę moich wielofunkcyjnych hitów ;). Poza stosowaniem zgodnie z przeznaczeniem myłam nim ciało i twarz. Należycie oczyszcza skórę, jednocześnie nie wysuszając jej na wiór. Po myciu balsam nie był mi koniecznie potrzebny, a to bardzo, bardzo rzadkie :D. Moja tłusta twarz również była zachwycona - dobry poziom domycia przy jednoczesnym zmniejszeniu widoczności moich zaskórników to jest to ;). 

Jestem już przyzwyczajona do mało pieniących się myjadeł, więc nie nadużywam ich ilości. Podejrzewam jednak, że większość użytkowników może mieć pewien problem z jego wydajnością. 

Trzymam kciuki, aby marki firmy Idea25, w tym Tess, zostały poznane przez szerszą rzeszę klientów. Naprawdę warto!
Więcej »

Mój "pierwszy" zegarek ;) CASIO LTP-V300D-2AV



Dzisiaj będzie nieco niekosmetycznie ;). Wiecie, kiedy ostatnio miałam zegarek na nadgarstku? Prawie dwadzieścia lat temu :P. Nosiłam go w miarę regularnie przez jakiś miesiąc od komunii, potem wylądował gdzieś w szufladzie. Zawsze twierdziłam, że jakiekolwiek błyskotki na rękach (pierścionki i bransoletki) bardzo mi przeszkadzają, ale trochę się zmieniło. Po pierwsze - zaczęłam nosić pierścionek zaręczynowy, potem ortezę na nadgarstek (xD), a jeszcze później dostałam od moich ukochanych maturzystów bransoletkę, z którą się prawie nie rozstaję. Potem już poszło, a od dwóch tygodni na moim przegubie można zobaczyć taki zegarek do CASIO (LTP-V300D-2AV).


Pewnie nie wpadłby mi do głowy taki zakup, gdyby mój M. nie został zegarkoholikiem xD. Ile się już nasłuchałam o Seiko, Citizenach, CASIO, Orientach, Omegach, Timexach i innych... głowa mała ;). Ale przynajmniej nie mam obecnie problemów z wyborem prezentu na wszelkie okazje :D.

Czasami, przeglądając z nim zegarki marudziłam, że żaden damski czasomierz mi się nie podoba (za mały, za dużo świecidełek, majtkowiec, na pasku, etc.), za to z męskimi nie miałam takiego problemu ;). Przyszedł jednak i na mnie czas - odkąd zobaczyłam w odmętach sieci to błękitne cudo od CASIO nie było już dla mnie ratunku. 

Mój sentyment do tej marki zaczął się od bezawaryjnych kalkulatorów naukowych, które mam już od kilkunastu lat i nadal działają :D. Nie chciałam również zegarka modowego ani też za miliony monet - interesował mnie jak najsolidniejszy mechanizm obłożony ładnym wyglądem i na dodatek - na bransolecie i nie mikroskopijnych rozmiarów. Mam to wszystko na raz, i to w moim ulubionym kolorze za 150zł :D. Teraz zobaczymy, ile ze mną i moim trybem życia zniesie :D.

Zwracam jednak honor - zegarek na łapie naprawdę ułatwia życie. Nie muszę już przekopywać plecaka w poszukiwaniu telefonu :D.

A co Wy nosicie na swoich nadgarstkach? Niekoniecznie chodzi tu o zegarek ;).

Więcej »

Miss Sporty So Clear Anti-Spot Foundation (Podkład dla cery trądzikowej) - mój makijażowy hit :D



Mój makijaż absolutnie nie jest profesjonalny ;). Składa się na niego w zasadzie tylko podkład, korektory (płynny pod oczy i w sztyfcie na wszystko inne), oraz tusz do rzęs. Czasami tylko uruchamiam szminkę, cień do powiek i róż. Po wycofaniu mojego ulubionego BB kremu z Rival de Loop długo byłam w kosmetycznej depresji potęgowanej wizją nie znalezienia nigdy godnego następcy. Przy okazji jednej z promocji w Rossmannie przeglądałam jednak na stronie internetowej tej drogerii składy podkładów i różnego rodzaju CC i BB kremów (nie wszystkie mają tam podane składy, a szkoda...) i... znalazłam nowe cudo: to podkład Miss Sporty So Clear w odcieniu 001 Light. Pierwsze info o nim podrzuciłam Wam TUTAJ.


Tubka z maleńkim otworem - dobrze dozuje, nawet przy nieopatrznym, mocniejszym ściśnięciu nie pozbędziemy się od razu całej zawartości opakowania ;). Ma to jednak swój minus z drugiej strony - by zużyć tubkę do końca trzeba ją rozciąć. Nie pogardziłabym, gdyby została ona wymieniona na buteleczkę z pompką ;). 

30ml tego podkładu kosztuje 14zł w Rossmannie (bez promocji) - niedrogo!

Skład:

Aqua/Water/Eau, Dicaprylyl Ether, Butylene Glycol, Talc, Cetearyl Alcohol, Isostearic Acid, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Magnesium Aluminium Silicate, Polysorbate 60, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Stearic Acid, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Farnesol, Xanthan Gum, Kaolin, Acrylates/C12-22 Alkyl Methacrylate Copolymer, Caprylyl Glycol, Galactoarabinan, Disodium EDTA, Pentylene Glycol, Sorbic Acid, Tocopheryl Acetate, Saccharomyces/Zinc Ferment, Saccharomyces/Calcium Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Saccharomyces/Iron Ferment, Saccharomyces/Magnesium Ferment, Saccharomyces/Manganese Ferment, Saccharomyces/Potassium Ferment, Propylene Glycol, Chlorphenesin, [May contein / Peut contenir/+/-: Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499)]. 

Baza humektantowo - sorpcyjna (np. talk, krzemiany) odpowiada za efekt matowienia. Po zapachu znajdziemy ekstrakty z drożdży. Zawiera filmformery, ale w okolicach pierwszego konserwantu i szczerze ufałam, że moja cera ich nie wyczuje w tak małej ilości i nie zareaguje radosnym wysypem niedoskonałości ;). Nie przeliczyłam się :D.

Odpowiednio jasny dla mojej cery kolor bez nadmiaru żółtych tonów idealnie stapia się ze skórą. Zapach jest ledwie wyczuwalny, nieco pudrowy i dla mnie całkowicie neutralny.


Mój podkład musi spełniać dwa warunki równocześnie: nie powinien szkodzić mojej łatwej do zapchania cerze oraz... powinien dobrze wyglądać, bez radosnego przybierania pomarańczowych tonów w najmniej odpowiednich momentach (chociaż na to nie ma żadnych odpowiednich xD). Nie oczekuję mega krycia, bardziej wyrównania kolorytu i ukrycia ewentualnych niespodzianek (na spółkę z korektorem). I taki właśnie efekt dostałam <3. 

Żadnego utleniania się na skórze do ciemniejszych kolorów, spływania, wysypu niedoskonałości i zapchania nie zanotowałam, za to mogę powiedzieć, że matuje na długo. A jeszcze pobłogosławiony mąką ziemniaczaną (KLIK!) lub transparentnym pudrem z tej samej linii panuje nad błyszczeniem mojej bardzo tłustej cery przez cały dzień. Nawet na nosie :D. 

Nie ściera się i nie znika w magiczny sposób ze skóry w ciągu dnia, a jednocześnie usunięcie go w trakcie demakijażu to żaden problem. Osobiście - jestem zachwycona :D. Nie zaprzestaję jednak poszukiwań podobnych podkładów, by w razie jego wycofania (odpukać w niemalowane!) mieć jakąś opcję zmiany. Zużywam właśnie trzecie opakowanie i na pewno będą kolejne ;).

A jaki jest Wasz ulubiony podkład lub BB krem? ;)
Więcej »

Kosmetyki DLA - analizy składów ;)



Z wiekiem robię się trochę sentymentalna ;). Coraz częściej lubię sobie wspominać początki mojej świadomej pielęgnacji (to już 7 lat!) i kosmetyki, które wtedy pomogły mi wyprowadzić skórę na prostą. Jednymi z pierwszych produktów do twarzy, jakie zakupiłam po dłuższych przemyśleniach, była seria Niszcz Pryszcz od DLA. Teraz, po latach, dzięki współpracy z tą marką, będę mogła przedstawić Wam inne kosmetyki z jej portfolio. Aż miło popatrzeć, jak przez te lata się rozwinęła ;).

Nie obejdzie się również bez analiz składów kosmetyków DLA - bo cóż lepiej niż skład może nam pomóc w wyborze? ;).

Kosmetyki DLA Mydło nagietkowe


Skład: Sodium Cocoate, Infusion of Calendula Officinalis Flower, Sodium Sunflowerate, Sodium Shea Butterate, Sodium Hippophaete Rhamnoides, Sodium Cammelinate, Sodium Castorate.

Mieszanka mydeł sodowych stworzona z olei roślinnych (kokosowego, słonecznikowego, masła shea, rokitnikowego, kameliowego - rydzowego, a inaczej z lnianki, oraz rycynowego) ze szczodrym dodatkiem naparu z nagietka. Podobną bazę mydlaną zawiera również mydło lipowe (uwielbiam napar z lipy! <3).

Krótko, konkretnie, naturalnie i bez zbędnych dodatków, a do tego piękna puszeczka ;). Myślę, że może mnie przekonać do powrotu do mydeł w pielęgnacji ;).




Skład: Infusion of Semen Psyllii, Butyrospermum Parkii Butter, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Ceteareth-18, Borago Officinalis Seed Oil, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Glyceryl Stearate, Parfum, Citronellol, Hexyl Cinnamal.

Napar z babki plesznik w połączeniu z masłem shea, gliceryną, pantenolem, alkoholami tłuszczowymi i olejami (z ogórecznika i lnu) zaprawiony witaminą E i alantoiną to bogata i odżywcza propozycja. Ten krem zapowiada się solidnie, a jednocześnie myślę, że nie jest typowym tłuściochem trudnym do nałożenia w ciągu dnia. Końcówka składu to kompozycja zapachowa i konserwanty.

Kosmetyki DLA Ziołowy balsam do ust


Skład: Butyrospermum Parkii Butter, Chamomilla Recutita Flower/Tilia Cordata Flower/Verbascum Thapsiforme Flower/ Helianthus Annus Seed Oil, Cera alba, Cocos Nucifera Oil, Tocopheryl acetate, Lanolin, Lisea Cubeba Oil, Limonene, Citral.

Emolientowy, a nawet olejowy produkt! Masło shea, oleje: słonecznikowy i kokosowy, wosk pszczeli oraz maceraty olejowe z: rumianku, lipy i dziewanny zaprawione witaminą E i dwoma zapachami. Wygląda naprawdę przyjemnie i liczę, że świetnie sprawdzi się na moich wymagających ustach, które mają tendencję do pierzchnięcia, pękania i... opryszczek. Nadzieje mam spore, bo i skład piękny ;).





Oba produkty mają ten sam skład: Infusion of herbs, Silver, Glycerin, Mandelic Acid , Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid.

Napary roślinne (bez skonkretyzowania składu - podejrzewam, że właśnie w nich leży różnica w działaniu i składzie tych kosmetyków) w połączeniu z koloidalnym srebrem, gliceryną i kwasem migdałowym sugerują dokładne oczyszczanie, jednak bez eliminowania naturalnej warstwy ochronnej skóry. Nie miałabym jednak nic przeciwko temu, by w składzie zostały dokładnie podane wykorzystane zioła - byłoby to bardziej transparentne, bo dla laika wygląda to jak jeden produkt w różnych butelkach ;).

Moją uwagę szczególnie przykuł fakt, że są to płyny do oczyszczania cery stosowane "bez użycia wody". Jestem bardzo ciekawa, czy jeden z nich poradzi sobie z oczyszczaniem mojej cery ;).



Skład: Infusion of Achillea Millefolium, Deoctum Salix Alba Bark, Cetearyl Alcohol, Borago Officinalis Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Glycerin, Helianthus Annus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Ceteareth-18, Butyrospermum Parkii Butter, Allantoin, Panthenol, Lactic Acid, Parfum, Citronellol, Limonene, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid.

Napary z krwawnika i wierzby, zestaw emolientów (w tym olei: słonecznikowego, jojoba oraz masła shea) zaprawione gliceryną, alantoiną i pantenolem. Przez zapachem znajdziemy także kwas mlekowy, a po nim - konserwanty.

Kremów Niszcz Pryszcz używałam w początkach mojego świadomego ogarniania cery i chętnie przypominam sobie ich działanie po latach - a przy okazji sprawdzam, czy preferencje mojej skóry się zmieniły ;). Bardzo podoba mi się brak w składzie trójglicerydów, na które moja skóra reaguje różnie, a które są bardzo częste we wszelkiego rodzaju kremach.




Skład kremu: Infusion of herbs, Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Glycerin, Papaver Somniferum (Poppy) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Linolenic Acid/Oleic Acid/Linoleic Acid/Palmitic Acid/Stearic Acid/BHT, Tocopheryl Acetate, Ceteareth-18, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Allantoin, Panthenol, Retinyl Palmitate, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Mandelic Acid.

Skład aktywatora: Salt.

Ten krem to w zasadzie zestaw wybielający składający się z aktywatora (roztworu soli - podejrzewam, że chlorku sodu w bardzo niskim stężeniu) uaktywniającego dobroczynne składniki samego kremu. Napary z roślin o właściwościach wybielających (nie skonkretyzowanych, a szkoda!) wzbogacone olejami z konopi siewnej i maku oraz zestawem alkoholi i kwasów tłuszczowych (emolientów) wzbogaconych witaminami A i E, alantoiną, pantenolem oraz zamykającym skład kwasem mlekowym. Nie zawiera kompozycji zapachowej, natomiast za jego trwałość odpowiadają nie budzące moich wątpliwości konserwanty.

Będzie to dla mnie pierwszy kosmetyk dedykowany wybielaniu przebarwień (mam ich kilka, szczególne na policzkach) i z dużym zaciekawieniem oczekuję efektów ;).

Kosmetyki DLA Serum pod oczy


Skład: Calendula Officinalis Flower/Oryza Sativa/Trigonella Foenum Graecum Seed/Camelia Sativa Oil, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Linolenic Acid, Oleic Acid, Linoleic Acid, Palmitic Acid, Stearic Acid.

Oleje: ryżowy oraz z lnicznika, a także maceraty z nagietka i kozieradki wraz z witaminami A, E oraz kwasami tłuszczowymi mogą śmiało uchodzić za przykład prostego w składzie, a jednocześnie treściwego serum olejowego. Na uwagę zasługuje też fakt, że nie zawiera konserwantów - za jego trwałość odpowiada dodatek witaminy E. Używam go regularnie i niedługo wystawię mu opinię ;).



Skład: Infusion of Juglans Regia Leaves and Symphytum Officinale Root and Potentilla Erecta and Trigonella Foenum Graecum, Camelina Sativa Oil, Cetearyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Hippophae Rhamnoides Oil, Glycerin, Ceteareth-18, Linolenic Acid/Oleic Acid/Linoleic Acid/Palmitic Acid/Stearic Acid/BHT, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Allantoin, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Retinyl Palmitate.

Po raz kolejny mamy do czynienia z typowym dla marki DLA zestawem odwarów roślinnych - tym razem z orzecha włoskiego, żywokostu, pięciornika gęsiego i kozieradki oraz olei: z lnianki siewnej i rokitnika. Całość została wzbogacona, gliceryną, kwasami tłuszczowymi, emolientami syntetycznymi oraz witaminami A i E. Pod koniec składu znajdziemy konserwanty.

Wybrane do odwaru zioła mają za zadanie wzmacniać naczynia krwionośne i łagodzić rumień, a zastosowane emolienty - chronić przed czynnikami zewnętrznymi dodatkowo podrażniającymi wrażliwą skórę twarzy. Naprawdę może działać :D.

Kosmetyki DLA Kuracja nawilżająca


Skład: Infusion of Sorbus Aucuparia, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Ceteareth-18, Simmondsia Chinensis Oil, Cetyl Alcohol, Nigella Sativa Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Linolenic Acid/Oleic Acid/Linoleic Acid/Palmitic Acid/Stearic Acid/BHT, Royal Jelly Powder, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Panthenol, Retinyl Palmitate, Lactic Acid, Parfum, Sodium Borate, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid. 

Bazą tej kuracji jest odwar z owoców jarzębiny uzupełniający fazę emolientową, bogatą w oleje (jojoba, czarnuszka, masło shea), kwasy tłuszczowe, mleczko pszczele, witaminy A i E oraz glicerynę, alantoinę i pantenol. Całość zamykają konserwanty.

Produkt dość emolientowy - za efekt nawilżający będą tutaj odpowiadały dodatki humektantów. Niemniej efekt może być niezły - skład jest bogaty, a jednocześnie, dzięki odwarowi, odpowiednio wyważony w kontekście tłustości ;).

Balsam do ust, krem i płyn Niszcz Pryszcz, serum pod oczy oraz krem wybielający testuję od jakiegoś czasu - niedługo, poza teoretycznymi rozważaniami o składzie, poczytacie też o moich wrażeniach "praktycznych" ;).

Znacie markę DLA? ;)

Więcej »

Tołpa, Matująca pianka do mycia twarzy - z oczyszczaniem na bakier :P



Pianki do twarzy nie są moim głównym wyborem przy oczyszczaniu cery. Zwykle korzystam z różnego rodzaju żeli (chociażby takich: KLIK! i niezgodnie z przeznaczeniem KLIK!), a procedura mojego demakijażu nie zmieniła się praktycznie od lat (więcej o niej TUTAJ). W swoich zbiorach znalazłam Matującą piankę do mycia twarzy od Tołpy, która obiecanym "matowieniem" przekonała mnie do przetestowania, pomimo nieszczególnie przyjemnych doświadczeń z tą marką w przeszłości (więcej TUTAJ).


Butelka z pompką "pianotwórczą" - typowe rozwiązanie we wszelkiego rodzaju piankach do mycia. I powiem Wam, że takie opakowania podobają mi się od zawsze - zapewniają higieniczną aplikację i do tego wyglądają tak profesjonalnie ;). Gorzej, jeśli mechanizm odmówi współpracy :P. 

150ml tej pianki kosztuje, w zależności od miejsca, od 25zł wzwyż. Dostępność - fantastyczna, można ją kupić m. in. w Rossmannie.

Skład: Aqua, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lactate, Xylitol, Peat Extract, Panthenol, Tilia Platyphyllos Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Sodium Pca, Glycine, Fructose, Urea, Niacinamide, Inositol, Lactic Acid, Hydroxyethylcellulose, Propylene Glycol, Parfum, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Temu składowi nie można odmówić łagodności. Substancją myjącą jest tutaj betaina kokamidopropylowa, a za obiecane efekty matująco-pielęgnujące odpowiadają: gliceryna (nawilżacz), pirogronian sodu (nawilżacz), mleczan sodu (nawilżacz polecany do cer z niedoskonałościami i skłonnych do zapychania), ekstrakty z: torfu, lipy i lukrecji, pantenol, mocznik, niacynamid (nawilżacze), glicyna (aminokwas). Zawiera również konserwanty, kompozycję zapachową i regulatory pH.

Przyjemna, delikatna w efekcie myjącym mieszanka może się podobać, szczególnie fanom łagodnego mycia twarzy (czyli mnie :D) powinna teoretycznie przypaść do gustu.

Całkiem gęsta piana o neutralnym, nieco mydlanym zapachu jest łatwa w aplikacji i naprawdę mega wydajna.


Tyle w teorii ;). Używałam tej pianki standardowo - do oczyszczania skóry oraz usuwania makijażu. Wspominałam już, że moja skóra uwielbia delikatne mycie, ale ta pianka jest dla niej wręcz zbyt delikatna :P. Po jej użyciu moja cera nie jest należycie oczyszczona - nie osiąga lubianego przeze mnie poziomu. Potwierdzić natomiast powinnam, że jest matowa - przez jakąś godzinę po ;). Może za efekt niedomycia odpowiedzialna jest duża ilość gliceryny na spółkę z cukrami prostymi? Tak podejrzewam. 

Nie pogorszyła znacząco stanu jej cery, jednak przy jej używaniu (chyba ze względu na niedomycie?) mój dość prosty i niewodoodporny makijaż nie był zbyt trwały, a z drugiej strony ciężko mi go było usunąć przy użyciu tej pianki :D.

Po wielu próbach i dyskusjach udało mi się ją wcisnąć mojemu M., który dla odmiany jest z niej bardzo zadowolony ;). Warto jednak podkreślić, że jest to dla niego pierwsze delikatne myjadło do twarzy, a dodatkowo nie używa on do twarzy w zasadzie nic innego (poza, uwaga, kwasami wieczorem :D).

Dlatego też nie zamierzam odradzać Wam tej pianki tak całkiem twardo - może znaleźć zwolenników, ale ja nie będę wśród nich ;).

Jakie macie doświadczenia z kosmetykami Tołpa? ;)
Więcej »

Piękny początek sezonu w Rossmannie: -55% na kolorówkę! Moje typy ;)



Kolejny miesiąc przynosi ze sobą nową promocję w Rossmannie ;). Tym razem, po erze akcji typu 2+2 gratis możemy zakupić taniej (aż o 55%) kolorówkę, jeśli wybierzemy minimum 3 różne produkty do makijażu. Promocja potrwa od 9 do 19 października 2018 roku.


Mój makijaż jest wprawdzie niezbyt profesjonalny i dość ubogi, ale nawet ja chętnie uzupełniłabym zapasy - jeśli tylko nie trafię znowu na dantejskie sceny porozwalanych, pełnowartościowych kosmetyków. W takim wypadku obracam się na pięcie i promocja mnie nie skusi xD. 

Mój prywatny, kolorówkowy arsenał ma na celu wyrównanie kolorytu skóry, tuszowanie niedoskonałości i cieni oraz uwydatnianie zalet facjaty ;). Z czystym sercem mogę Wam więc na tej promocji zarekomendować:

Podkład Miss Sporty So Clear


Po wycofaniu mojego ulubionego BB kremu z Rival de Loop poszukuję wyrównywaczy kolorytu cery o niezapychających składach. Ten podkład idealnie wstrzelił się w moje potrzeby w tym względzie, a dodatkowo - kosztuje naprawdę niewiele ;). Krycie nie jest mocne, ale dla mnie - wystarczające. No i ta zadowolona cera ;).

Puder matujący Miss Sporty So Matte


Jestem absolutną fanką skrobi do matowienia twarzy (KLIK!), jednak, po dwóch lub trzech przypadkach rozszczelnienia się pudełeczka z białym proszkiem w moim plecaku skusiłam się na ten puder prasowany. I jestem bardzo zadowolona - efekt jak po skrobi z dodatkowym, satynowym matem - bez efektów ubocznych w postaci  niedoskonałości ;).

Tusze do rzęs Eveline, Wibo i Lovely



W kwestii tuszu ciężko mi dogodzić. Potrafię się przyczepić do wszystkiego: do szczoteczki, opakowania, konsystencji i efektu na rzęsach. Do produktów Eveline i od niedawna Wibo nie mam żadnych zastrzeżeń - pięknie rozdzielają, pogrubiają i podkręcają rzęsy, dając naturalny i miły oku efekt ;). Dają również trwały efekt na rzęsach - pomimo braku wodoodporności.

Korektory Bell i Lovely



Są ze mną w zasadzie od momentu, kiedy zaczęłam się w miarę regularnie malować - i tak zostały ;). Z korektorów Bell najbardziej cenię wersje w sztyfcie, które świetnie maskują niedoskonałości, chociaż wersje w płynie także są niezłe - pod oczy ;). "Pisak" Lovely ląduje u mnie na cieniach pod oczami.

Pomadki i lakiery do paznokci Wibo


Moje usta są bardzo wymagające - większość typowych pomadek kolorowych wysusza je na wiór tak, że nie ma czego zbierać :P. Ze szminkami od Wibo jest inaczej - dają naprawdę fajny efekt i przy okazji pielęgnują naskórek ust ;). Paznokci obecnie w zasadzie nie maluję i noszę je w króciutkiej wersji, ale nadal z rozrzewnieniem spoglądam na szafy Wibo w czasie moich wizyt w Rossie. Niska cena, dobra jakość i szeroka gama kolorystyczna - tak je wspominam ;).

Czy kupię coś w tej promocji? Sama nie wiem. Kolejny podkład Miss Sporty by mi się przydał, ale nie wiem, czy uda mi się dobrać do tego jeszcze dwa kosmetyki ;). No i najważniejsze - nie wiem w jakim stanie będą te kosmetyki... chociaż ostatnimi czasy w Rossmannie było nieco bardziej kulturalnie ;).

Planujecie jakieś zakupy kolorówkowe w Rossmannie? Pochwalcie się ;).


Więcej »

Szampon i odżywka HALIER RE:HAB - hitowe nowości!



Pielęgnacja włosów - to od niej zaczęło się moje kosmetykomaniactwo i nadal właśnie kędziorkom poświęcam najwięcej uwagi. Z ochotą i zainteresowaniem testuję kolejne włosowe nowości i tym razem, w ramach współpracy, mam okazję zaprezentować Wam dwa produkty: Szampon do włosów przetłuszczających się HALIER RE:HAB i Odżywkę do włosów przetłuszczających się HALIER RE:HAB. Sama marka HALIER obrała wartą pochwały drogę: ich kosmetyki nie zawierają siarczanów, silikonów, parabenów, SLS, SLES i... SCS! Sama wprawdzie używam kosmetyków zawierających te składniki, jednak wiem doskonale, jak trudno w razie konieczności znaleźć coś bez nich. 


Opakowania kosmetyków HALIER RE:HAB (i całej marki w ogóle) to jedne z najładniejszych, jakie widziałam. Buteleczki z matowego plastiku z solidną pompką (zużyłam już około 2/3 objętości obu produktów i nic złego się z nią nie dzieje) w jasnobłękitnym odcieniu świetnie koresponduje z moim gustem (niebieskości <3) i ładnie prezentuje się na półce.

150ml odżywki i 250ml szamponu kosztują po około 85zł - słono, jednak i o takich kosmetykach warto znać opinie ;). Dostępne są w salonach fryzjerskich i drogeriach, a seria FORTESSE - także w aptekach.

Skład szamponu:


Baza myjąca tego szamponu składa się z delikatnych, niesiarczanowych detergentów wzbogaconych ekstraktami z: torfowca, płucnicy, żurawiny, rukwi, łopianu, szałwii, cytryny, bluszczu, mydlnicy i morszczynu. Zawiera niewielki dodatek pochodnej gumy guar (filmformer), barwników, regulatorów pH, konserwantów oraz kompozycji zapachowej.

Skład naprawdę może się podobać - delikatne mycie połączone z zastosowaniem ekstraktów roślinnych wielu skalpom się spodoba ;). Nawet mój - wielbiciel mocnego szorowania - nie miał do tego szamponu uwag. Ale o tym później ;). 

Skład odżywki:


Tą odżywkę można śmiało zakwalifikować jako nieźle zbilansowany, humektantowo-emolientowy produkt. Nie zawiera protein, natomiast rdzeniem jej składu są gliceryna (humektant - nawilżacz) oraz zestaw estrów i alkoholi tłuszczowych oraz trójglicerydów (emolienty). Po zapachu znajdziemy w niej olej arganowy oraz ekstrakty i oleje z torfowca, płucnicy i żurawiny. Całość domyka barwnik i konserwanty.

Skład wygląda jednocześnie lekko i całkiem konkretnie - pozwala liczyć na dobre ogarnięcie wyglądu i stanu włosów bez nadmiernego obciążenia. Tyle można wywróżyć ze składu - testy sprawdziły resztę ;).

Szampon ma nieco lejącą konsystencję i półprzeźroczysty, opalizujący na błękitno kolor. Odżywka nie jest bardzo gęsta, ale jak widać na ręce - trzyma formę :D. Oba kosmetyki mają ledwie wyczuwalny, kwiatowo-mydlany zapach, który dla mnie jest przyjemny, a dzięki niskiej intensywności - nie będzie inwazyjny. 



Stosunkowo rzadko używam delikatnych myjadeł do włosów. Moje kręcioły są z tych lubiących dokładne mycie ;). Ten zestaw (szampon + odżywka) sprawdza się jednak bardzo dobrze solo - do tej pory w trakcie ich stosowania jeden raz nałożyłam na włosy olej (domyty bez problemów). Moje coraz dłuższe cieniasy jak widać... nie narzekają pomimo spotkania z deszczem :D.

Ładne, świetne skręcone (moje włosy sięgają do piersi w wyproście) i błyszczące loki bez obciążenia - i to po 3 minutach poświęconych na mycie i 1-10 minutach z odżywką :D. Idealny zestaw dla nauczycielki we wrześniu :D. Przetestowałam je nawet w czasie mżawki (na zdjęciu poniżej) - lokom nadal nie stało się nic złego. Włosy wprawdzie wytrzymują w świeżości tylko standardowe u mnie 2 dni, ale jak wspominałam - do delikatnego mycia nie są przyzwyczajone ;).


Nie są to produkty tanie, jednak warte uwagi w planowaniu swojej włosowej chciejlisty ;). Nowa marka z potencjałem - to lubię :D.

A dodatkowo mam dla Was niespodziankę: z kodem kascysko otrzymacie 15% rabatu na cały asortyment (na stronie www.halier.pl). Kod jest aktywny do 31.10.2018 roku ;). 
Więcej »

Lirene, Żel z olejkiem pod prysznic - lepszy w praktyce niż w teorii ;)



Do produktów do mycia ciała przywiązuję nieco mniejszą uwagę niż do wszystkich innych kosmetyków w mojej łazience. Mają myć i nie szkodzić, bo moja sucha skóra i tak bez kremu/masła/balsamu daleko nie zajedzie ;). Niemniej podejrzanie mocno zainteresowały mnie produkty typu "olejek pod prysznic", które często i tak bazują na mocnych, siarczanowych detergentach. Przy okazji jednej z promocji w Rossmannie przytargałam do domu cudo z tej kategorii: Żel z olejkiem pod prysznic Lirene Makadamia & Monoi. Wygrał przy wyborze sporą objętością i niską ceną ;).


Butelka - dość standardowa jak na żel pod prysznic. Przeźroczysta, całkiem mocna, z trwałymi etykietami ;). Ogólnie jednak nie powaliła mnie designem, a zamknięcie, na którym złamałam za pierwszym podejściem paznokieć nieco mnie zirytowało :P.

400ml tego myjadła kosztuje 9-10zł, w zależności od miejsca ;).

Skład:


Umówmy się - nie ma w nim nic powalającego :D. Mieszanka detergentów z SLES na czele, sporo soli kuchennej, a wspomniane w nazwie oleje makadamia i monoi dopiero po zapachu. Podobnie jak alantoina. Zestaw konserwantów, barwników i zapachów ma natomiast naprawdę sowity :D.

Gdyby nie to, że pieni się dość średnio - opisałabym go jako typowy żel pod prysznic. Pachnie kwiatowo, orzechowo i nieco męsko, na szczęście - nie bardzo intensywnie, bo ten aromat mógłby mocno męczyć. Mocno lejąca konsystencja odbija się negatywnie na wydajności, ale też nie odstaje on jakoś mocno w tym względzie od innych żeli.

Konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi, dlaczego więc moja ultrasucha skóra, pobłogosławiona rogowaceniem okołomieszkowym, tak bardzo go polubiła :P. Mija mi trzeci tydzień używania go bez przerwy, a w tym czasie posmarowałam się balsamem może 3 razy (i to bardziej z przyzwyczajenia niż z konieczności) - gdzie normalnie musiałam robić to po każdym myciu, bo inaczej na skórze mogłam oglądać "śnieżenie" białymi skrawkami naskórka :P. Rogowacenie się zmniejszyło (chociaż w tym okresie cierpię zwykle na wysyp...), a skóra jest miękka i... nawilżona :O. Żadnych niemiłych efektów w trakcie jego stosowania nie odczułam.

Analizując skład INCI zwykle bez większych problemów (i często bezbłędnie) potrafię przewidzieć działanie kosmetyku. Ten produkt od Lirene zaskoczył mnie mocno - to takie składowe "nic", a tak dobrze robi mojej skórze :O.

Czy spotkała Was kiedykolwiek podobna, kosmetyczna historia?
Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie