Kawa i ja - długa historia burzliwej znajomości ;)



Pytałam Was na fanpage bloga o to, czy czasami mogłabym przemycać tematy lifestyle'owe - dzięki Waszej aprobacie zamierzam czasami to czynić ;). 

Nie raz i nie dwa wspominałam Wam, że nie piję kawy. Nadszedł jednak czas na zaktualizowanie tej informacji ;). Od czasów nastoletnich z kawą nie było mi po drodze. W moim domu, wśród znajomych czy rodziny dominowały dwa "rodzaje" kaw: rozpuszczalna i "fusiara" (albo "zalewajka", jak kto woli), oczywiście do wyboru: z mlekiem bądź bez ;). Napoje te totalnie mi nie smakowały, ale z racji, że czasami odczuwałam efekty spadającego ciśnienia piłam je średnio 3-4 razy w roku. Do tego dochodził jeszcze niemiły efekt mdłości, który dość często występował u mnie po wypiciu kawy. Wolałam już jednak to niż żłopanie "energetyków".

Tak więc prawie nieskalana czarnym napojem dotrwałam do września ubiegłego roku. W szkole, w której pracuję, mamy prosty, ciśnieniowy ekspres do kawy. Pewnego dnia, gdy ciśnienie spadało na łeb i szyję wraz z moimi siłami - pożyczyłam od koleżanki odrobinę kawy i uruchomiłam urządzenie.

Była to chyba pierwsza wypita przeze mnie czarna kawa, i jeszcze na dodatek mi smakowała! Nie zanotowałam też żadnych skarg ze strony żołądka ;). W dniach, w których pracowałam w szkole popijałam sobie więc po jednej kawie, aż w końcu któregoś dnia pochwaliłam się mojemu M., że kawa z ekspresu (co ważne - nie sprecyzowałam jakiego) mi smakuje.

Jakieś 2 lub 3 tygodnie później dostałam taki oto prezent ;).


Ekspres przelewowy Hoffen z Biedronki, ustrzelony za 45zł ;). Wygląda naprawdę nieźle, ale jeśli chodzi o wykonanie radziłabym uważać - już przy pierwszym dotknięciu czuć, że konstrukcja jest delikatna ;). 

Wierzcie lub nie, ale na przetestowanie czekał chyba z miesiąc. Akurat wtedy dość późno wracałam do domu i nie chciałam zaliczyć bezsennej nocy ;). Kiedy już jednak go odpaliłam stwierdziłam, że kawa z przelewówki to jest to! Smakuje mi bardziej niż z ciśnieniowego. Obecnie doszło do tego, że dziennie piję dwie takie kawy - jedną rano, po śniadaniu, i drugą w okolicach 14-16. Czarną czy z mlekiem - to zależy od chęci, mniej więcej rozkłada się to u mnie pół na pół.


Lokowanie bez sponsorowania: może ktoś z Was wybierze się na studia na moim wydziale ;).

W domu rodzinnym nie mam ekspresu, dlatego też zostałam obdarowana kawiarką (z której kawa smakuje mi tak samo jak z ekspresu przelewowego). Doszło nawet do tego, że obecnie nawet moja rodzina pija tylko tak przygotowany napój ;).

Nie jestem (jeszcze, chociaż może nigdy nie będę ;)) ekspertem od rodzajów kaw - obecnie używam Biedronkowej Parany za 8zł za kilogram. Jak dla mnie smakuje wybornie z ekspresu czy kawiarki ;). Próbowałam też mielonej Lavazzy, ale ta akurat mi nie podeszła tak bardzo. Mam jednak takie marzenie na przyszłość, że we własnym mieszkaniu będę mieć młynek i do każdej filiżanki będę używać świeżo zmielonej porcji ;).

Może doradzicie coś świeżutkiemu kawoszowi? 


35 komentarzy:

  1. Ciekawa historia :) Mnie kawą "zaraziła" moja siostra cioteczna. Najpierw piłyśmy fusiarę z mlekiem i cukrem, później bez cukru a na studiach czarną (z wiadomych względów :)) Bywało, że czarną kawę piłam 3 razy dziennie teraz piję 2 kubki kawy z mlekiem i to dla mnie jest odpowiednia dawka. Po tylu latach picia kawy w końcu znalazłam swoją ulubioną Dallmayr :) Też marzy mi się młynek i świeżomielona poranna porcja napoju ale na razie paczkowana mielona na tyle mi smakuje, że zostaję przy niej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę koniecznie Dallmayr spróbować ;)

      Usuń
  2. Moja historia z kawą nie jest jakaś spektakularna ani burzliwa - na studiach popijałam i parzoną i rozpuszczalną. Z mlekiem i bez. Potem w pracy mieliśmy ekspres ciśnieniowy i zdecydowanie częściej piłam, chociaż małe ilości - jedną dziennie. Ale czułam negatywne skutki - kołatanie serca, dolegliwości żołądkowe, większą drażliwość, mrowienie w rękach albo ich drżenie. Na jakieś 2 lata spróbowałam zrezygnować z picia niemal całkowicie (bardzo okazjonalnie sobie pozwalałam na filiżankę). I czułam się z tym dobrze. Niestety ostatnio znów chodzi za mną smak i jestem w fazie "kawa z kawiarki bardzo mi smakuje, ale szybciej wypłukuje magnez niż go uzupełniam" ;) Więc staram się ograniczać do jednej na kilka dni, chociaż ostatnio te dni wypadają zaskakująco blisko siebie ;)
    Bardzo też lubię kawę gotowaną z cynamonem, kardamonem i goździkami. Pycha :) Albo właśnie z kawiarki. Na moje szczęście ekspres w pracy się popsuł, ale na nieszczęście w kawiarni naprzeciwko mają świetną kawę na wynos ;>

    Nie znam się na ziarnach, ale nie lubię kaw gorzkich, a jeszcze bardziej kwaśnych. Długo piłam po prostu żółte Tchibo albo Jacobs Kronung gold. Przy jakichś okazjach Lavazzę. Ostatnio u znajomych odkryłam kawę, która aktualnie najbardziej mi smakuje: Tchibo espresso milano style. Jest delikatna, ale konkretna.

    Z innych spostrzeżeń. Rodzice po latach picia fusiary z torebki, od dawna mieli ochotę na młynek do kawy z prawdziwego zdarzenia, ręczny, który nie paliłby ziaren, ale dawał odpowiednio drobno zmielone fusy. Po zorientowaniu się w temacie sprezentowaliśmy im młynek drewniany z szufladką Hario MM-2. Bałam się, że ich zapał do mielenia szybko zgaśnie (jak wiele innych zapałów), ale od grudnia piją tylko kawę ze świeżego zmielenia i z młynka są niesamowicie zadowoleni. A ja też lubię taką kawę - ma świetny aromat, głęboki smak, pycha. Dobrze, że nie mam takiego młynka na co dzień, bo bym się uzależniła ;)

    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cynamon, kardamon i goździki bardzo mnie przekonują - jak robisz taką kawę kochana?

      Usuń
    2. Na dwa sposoby, każdy daje trochę inny efekt.
      Albo po prostu dodaję je do kawiarki razem z kawą.
      Albo do metalowego garnuszka/rondelka sypię kawę na jedną porcję (łyżeczka, półtorej), dodaję 3-4 goździki, sporo cynamonu i sporo kardamonu (ilości na oko, po takie dwie duże szczypty mniej więcej). Można też dodać mielony imbir. Nie mam jakichś ustalonych proporcji, ale lubię jak kawa nimi przejdzie. Mieszam przyprawy z kawą. Potem całość zalewam zimną wodą, zagotowuję razem na palniku. Kiedy zacznie wrzeć zmniejszam ogień i gotuję jeszcze przez minutę. Cały przepis ;)
      Podpatrzony od kuzynki, która twierdzi, że taka gotowana kawa z przyprawami jest zdrowsza dla żołądka. Dość podobną w smaku podają czasem w żydowskich knajpkach jako kawę z tygla.

      Spróbuj, może Ci posmakuje :)

      Beata

      P.S. Czasem dodawałam sobie cukier wanilinowy albo kardamon/cynamon już bezpośrednio do kubka z kawą. Też dobre.

      Usuń
    3. Zrobiłam dziś w kawiarce kawę z cynamonem i goździkami (kardamonu i imbiru nie było na stanie) - pychota! Będę praktykować, cukru waniliowego też spróbuję ;)

      Usuń
    4. Bardzo się cieszę, że Ci smakowało :) Powodzenia w dalszych eksperymentach! Jak odkryjesz coś ciekawego, to daj znać :) Cieszę, że chcesz pisać też o takich codziennych rzeczach, że będziesz poruszać nie tylko kosmetyczne tematy. Czytam Cię od tak dawna, że miło będzie poczytać o różnych różnostkach z Twojego punktu widzenia.

      Beata

      Usuń
    5. To mnie bardzo miło, że jesteś tutaj tak długo ;)

      Usuń
  3. Kocham kawę, jest wpisana w codzienny rytm mojego życia. Pierwszą robię do 0.5 litrowego kubka termicznego, popijam w domu a resztę kończę w pracy. O 17 jest zawsze kolejna. Czasami w międzyczasie skuszę się na dodatkową filiżankę. Nie mam ekspresu . uwielbiam Lavazz’ę, -piję w domu a w pracy astrę. Ale też sięgam po rozpuszczalne. Tej biedronkowej kawy nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojj :) Ja kocham kawę i to w każdej postaci ale po cichu mi się marzy właśnie ekspres. Zwykła fusiata nie zawsze mi wychodzi... Ja sobie bez kawy nie wyobrażam życia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam więc Biedronkowy Hoffen, albo kawiarkę ;)

      Usuń
  5. Ja zaczęłam pić kawę niedawno. I właśnie te mdłości wiesz może często u tak się dzieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je miałam kiedy piłam kawę szybko na czczo lub tuż po śniadaniu (wiadomo rano kazda sekunda sie liczy), mówię o kawie sypanej bo rozpuszczalna nigdy mi nie szkodziła. Po tym pośpiechu zawsze żałowałąm bo od razu bolał mnie brzuch i robiło mi się słabo, ale na szczescie szybko mi przechodzilo

      Usuń
    2. U mnie niestety nie wykryłam czynników poza tymi, że szkodzą mi fusy i kawa rozpuszczalna ;)

      Usuń
  6. też nie znoszę fusiary. czasem dopada mnie chęć na instant, ale odkąd mam najtańszy istniejący ekspres na kapsułki firmy zaczynającej się na T a kończącej na chibo, pozostaję wierna kapsułkom :) obowiązkowo z mlekiem zagęczszonym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, muszę i kawy z kapsułek spróbować w takim razie ;)

      Usuń
  7. Ja mam ciągle z kawą jak ty kiedyś. Nie lubię nawet z ekspresu. Ale za to zapach kawy uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla odmiany powiem Ci, że nie lubię, jak pomieszczenie jest przesiąknięte zapachem kawy (jak u mnie w pracy, nie przymierzając xD).

      Usuń
  8. Uwielbiam kawę i najbardziej lubię czarną bez dodatków ze świeżo zmielonych ziaren :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś takiej spróbuję ;)

      Usuń
  9. Ja najbardziej lubię granatową Tchibo. Jest pyszna, ma taki hm.. orzechowo czekoladowy aromat. :) Serio, chociaż nie zawsze go czuję:)
    Przygotowuję kawę albo w zwykłej kawiarce, albo cappuccino w Bialetti mukka. O matko, jaka pyszna ze spienioną pianką! Dodaję do niej łyżeczkę miodu z rana, naprawdę dodaje energii. Chociaż jak pierwszy raz zobaczyłam, jak ktoś dodaje miodu do kawy, to byłam nieźle zszokowana. Wydawało mi się to fuj;) A teraz to mój rytuał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę ją też sprawdzić w przyszłości ;)

      Usuń
  10. A ja z kolei tak się przyzwyczaiłem do smaku kawy z ekspresu ciśnieniowego (uwaga, też Hoffen), że po tym, jak najprawdopodobniej siadła w nim pompa, to nie jestem w stanie w 100% czerpać przyjemności z picia kawy :P
    Próbowałem po turecku/grecku z tygielka (zimną wodę z kawą zmieloną w pył doprowadzić prawie że do zagotowania, odstawić na kilka minut i powtórzyć 2-3x, uważając żeby nie doprowadzić do wrzenia) - nawet ciekawy smak, choć czasami mi nie wychodziło. No i strasznie długo to trwa.

    Co do konkretnej kawy, to Lavazza też mi nie przypasiła. Próbowałem jakiejś Lavazzy w restauracji, jak i w domu Crema e Aroma - niezbyt. Jestem wiernym fanem Dallmayr - polecam :) Zaraziłem nią cały dom :D Na ich stronie jest nawet profil smakowy (skala 1-4 - palenie, konsystencja, kwaśność, aromat).
    Choć ostatnio, w oczekiwaniu na naprawę ekspresu, piję rozpuszczalną (wstyd) Bellarom Green z Lidla, bo mi szkoda Dallmayr na zalewajkę, a z tygielka mi się nie chce robić :D

    Aaa, no i oczywiście BEZ cukru i mleka, szkoda zaburzać głębię smaku :P Ewentualnie mógłbym się od czasu skusić na spienione mleko, ale też by wypadało dorwać jakoś tanio z Biedry/Lidla spieniacz do mleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hoffen ma też ciśnieniówkę? Ekstra! :D

      Drugi głos za Dallmayr - na pewno ją kupię ;)

      Usuń
  11. Ja w dalszym ciągu nie mogę się przekonać do żadnej kawy. Jeśli już piję w domu, to w moim wykonaniu jest to bardziej mleko z kawą niż na odwrót :D Ale nie pogardzę też jakimś dobrym, smakowym latte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś niczym ja jeszcze rok temu ;)

      Usuń
  12. Historia ciekawa :) a prezent jeszcze lepszy ;) Ja pije kawkę tak hmm 5 - 8 x w miesiącu ;)_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak dość często w porównaniu z moimi starymi standardami :D

      Usuń
  13. Są takie specjalne zaparzarki podgrzewane na gazie, ja często zaparzam kawę według pięciu przemian ona dzięki przyprawom działa trochę inaczej ale również orzeźwiająco. Kawę w każdym razie zaparzam na przefiltrowanej wodzie z naszego filtra założonego pod zlewem w kuchni :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam kawę i muszę w końcu zainwestować w porządny ekspres, taki, który sam mieli na bieżąco ziarna. Bo na codzień pijam rozpuszczalną, a to nie to. Takie popłuczyny po prawdziwej kawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sprawdzić, czy faktycznie świeżo mielona jest smaczniejsza ;)

      Usuń
  15. Nie pije kawy już od prawie trzech lat. Wcześniej przez kilkanaście lat piłam tylko kawę rozpuszczalną, zwykła fusiasta była dla mnie za mocna.

    OdpowiedzUsuń
  16. U mnie odwrotna historia: przez (x) lat pilam straszliwe ilosci kawy, w koncu sie odzwyczailam i jedna rano (z tradycyjnej kawiarki) wystarczy :)

    Niedawno wpadl mi w oko przepis na tzw. 'bulletproof coffee' , czyli czarna kawe zblendowana z olejem kokosowym i maslem, ktora to ma dodawac energii, bystrosci, nadludzkich sil i w ogole +100 do superfantastycznosci. Eksperyment trwa - jak dotad stwierdzilam ze kawa z olejem kokosowym jest smaczna ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie