Souvre Internationale, Your Beauty, Oczyszczająco-odświeżający tonik do twarzy - nieciekawy średniak



W mojej pielęgnacji cery toniki ustąpiły miejsca płynom micelarnym sporo czasu temu. Cenię sobie skuteczne, a jednocześnie niezbyt agresywne oczyszczenie, jakie dają te ostatnie. Nie oznacza to jednak, że czasami nie zdradzam ich z produktami przeznaczonymi do tonizowania. Tak też było właśnie tym razem - w ramach jednego ze spotkań blogerskich otrzymałam produkt polskiej firmy Souvre Internationale z linii Your Beauty: odświeżająco-oczyszczający tonik do twarzy Zielona Herbata. Producent tego kosmetyku jest znany przede wszystkim z dystrybuowania kolagenowych kosmetyków i suplementów diety, jednak tonik, o którym chcę Wam dziś opowiedzieć, nie należy do najbardziej znanych linii Souvre.


Tonik zamknięty jest w białym, solidnym, plastikowym opakowaniu. etykiety są ładne i nieprzesadzone, jednak pomyślałabym nad zwiększeniem czcionki (może dlatego, że jestem krótkowidzem ;)) i zmianą samego zamknięcia buteleczki - gdzieś przy trzeciej aplikacji urwałam korek -.-.

200ml toniku kosztuje 19,15zł. Z jego dostępnością nie jest najlepiej - firma, która go rozprowadza, działa na zasadach podobnych do Avon czy Oriflame. Czyli - albo szukamy konsultanta albo sami nim zostajemy.

Jego skład prezentuje się następująco: Aqua, Glycerin, Polysorbate-60, Panthenol, Phenoxyethanol (and) Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Allantoin, Parfum, Citric Acid.

Przed zestawem konserwantów znajdziemy jedynie wodę, glicerynę, łagodną substancję powierzchniowo czynną i pantenol. Tuż przed zapachem pojawiają się: ekstrakt z zielonej herbaty i alantoina. Całość zamykają na spółkę - kompozycja zapachowa i regulator pH - kwas cytrynowy. 

Cena tego toniku może nie jest wygórowana, ale... spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Wszystkie trzy składniki, którymi chwali się producent (pantenol, zielona herbata, alantoina) dumnie obstawiają samą końcówkę składu w chwalebnym otoczeniu konserwantów i zapachów. Chyba nie tak miało być... . Marketing marketingiem, ale konsumenci stają się coraz bardziej świadomi i coraz więcej osób potrafi (przynajmniej z grubsza) ocenić realność deklaracji producenta. Tego typu toniki bez większych problemów znajdziemy na półce w pierwszej lepszej drogerii - na dodatek w cenie 2-3-krotnie niższej. 

Z racji jednak, że w składzie nie ma nic kontrowersyjnego zdecydowałam się na jego testy z myślą "A nuż zaskoczy mnie w praktyce?". 

Tonik ma postać bezbarwnej cieczy o kwiatowo - pudrowym zapachu, całkiem przyjemnym, jednak niekoniecznie dobrze korespondującym z odświeżeniem.

Tonik stosowałam zarówno rano jak i wieczorem, po umyciu twarzy żelem i demakijażu, omijając okolice oczu (zgodnie z zaleceniem producenta). Chociaż wróć... raz spróbowałam usunąć nim makijaż (nic wielkiego, odrobina BB kremu i skrobii ziemniaczanej), bo na opakowaniu znalazłam opis także takiego zastosowania. Od razu mówię - nie usuniecie nim nic kolorówkowego (skończyło się na złapaniu za żel i płyn micelarny przy czwartym waciku). Nie poczytuję mu tego jednak za wielki minus - sądzę, że ktoś z marketingowców po prostu "popłynął" z tym demakijażem - toniki zwykle do tego nie służą. 

Minusem jest natomiast lepka warstewka, która pozostaje na skórze po jego użyciu - za jej obecność odpowiedzialna jest zapewne spora ilość gliceryny w składzie. W takiej sytuacji ciężko mówić o odświeżeniu i oczyszczeniu, prawda? A w zasadzie tylko tego od niego oczekiwałam...

By oddać mu sprawiedliwość - w żaden sposób nie zaszkodził mojej cerze, nie wywołał też żadnych niepokojących objawów. Nie zamierzam jednak do niego w przyszłości wracać.

Podzielcie się w komentarzach Waszym ostatnim kosmetycznym niewypałem ;)