Gencjana w robocie, czyli fioletowe ombre ;)
Udało mi się wyjechać na moją jakże ukochaną wieś ;). Spontanicznie zadzwoniłam do mojej bratanicy i zapytałam, czy miałaby czas mi pomóc - na szczęście była do mojej dyspozycji ;). Kolejnym zrządzeniem losu mój malutki bratanek w swoich zbiorach higienicznych miał wodny roztwór fioletu gencjanowego (gencjany), więc była możliwość urzeczywistnienia małego włosowego szaleństwa.
Machnęłam sobie fioletowe końcówki ;). W pierwszej chwili wyszły "od linijki" - po konsultacji z Zuzią zrobiłam bardzo mocny roztwór, który po wysuszeniu dał bardzo mocny efekt, a po pierwszym myciu zapewnił mi rozrywkę w postaci czyszczenia wanny :P.
Pierwsze dwa zdjęcia przedstawiają moje włosy tuż po farbowaniu i wysuszeniu. Fryz był dodatkowo przeczesany (! :P) na sucho przed procesem, więc możecie śmiało pooglądać moje kłaczki w wersji mocno spuszono-rozczochrano-niewyjściowej :P. Jakość zdjęć pozostawia sporo do życzenia, bo zostały zrobione późnym popołudniem.
