Soczewki kontaktowe - moja historia



Początek grudnia zawsze przypomina mi o niezwykle ważnej, "użytkowej"zmianie w moim życiu - równo 10 lat temu w mojej łazience zagościły soczewki kontaktowe. Powód był prozaiczny - uważałam (i w zasadzie nadal uważam xD), że do mojego kształtu twarzy prawie żadne oprawki nie pasują. Okulary, ze względu na krótkowzroczność, nosiłam od 12 roku życia. Jeśli do tych zagadnień dodamy jeszcze chorobliwą dbałość o czystość szkieł (pucowanie ciągle i bez przerwy ;)) to nikogo nie zdziwi, że swoim rodzicom już od pierwszej klasy liceum wierciłam dziurę w brzuchu o soczewki.

W końcu się udało i umówiłam się na wizytę pod tytułem "dobór soczewek". Osobiście nazwałabym ją raczej "nauką obsługi". Zarówno to spotkanie jak i pierwsze trzy dni użytkowania moich nowych patrzałek wspominam jako katorgę - to nieprzerwane uczucie ciała obcego w oku xD. Zależało mi jednak bardzo na przejściu na soczewki, więc zaparłam się jak osioł i... czwartego dnia nie czułam już nic ;). Pierwszy sukces zaliczony.

Swoją pierwszą parę soczewek (Soflens 59) zamówiłam u optyka wraz z płynem Renu, przepłacając niemiłosiernie:

2 sztuki - 44zł (radzę nawet nie sprawdzać, ile kosztuje opakowanie liczące 6 sztuk w sieci... xD).

360ml płynu - 40zł.

Ze względu na wiecznie dziurawy budżet licealistki (a potem - studentki) pod koniec pierwszego miesiąca użytkowania zaczęłam się rozglądać za innymi, tańszymi opcjami zakupu soczewek i płynów do nich. Tak trafiłam na Allegro i rozpoczęła się moja przygoda z "kontaktami" Frequency 55 (za opakowanie liczące 6 sztuk płaciłam około 55zł). Płyn pozostał taki sam.


I tak przez 3 lata żyłam sobie spokojnie z soczewkami, aż... postanowiłam spróbować najbardziej budżetowego zestawu, przy którym obstaję do dziś - jednak nie przez cenę, ale dlatego, że się sprawdza ;)).

Stosuję zamiennie Soflens 59 i Soflens 38 (oba rodzaje noszę w systemie miesięcznym mimo tego, że Soflens 38 to wersja kwartalna), płacąc około 35zł za 6 sztuk soczewek.



Moim płynem został natomiast... półlitrowy Horien w zawrotnej cenie około 12zł ;).


Z perspektywy czasu muszę jednak przyznać, że w swojej przygodzie z soczewkami miałam naprawdę wiele szczęścia (czasami więcej niż rozumu, szczególnie w nastoletnich latach):

  • Przez wiele lat nosiłam tylko soczewki - obecnie popołudniami i w weekendy chodzę w okularach, by dać odpocząć rogówce.
  • W ciągu tych 10 lat może 4 razy zdarzyło mi się zapomnieć o zdjęciu soczewek na noc i może dwa razy udało mi się którąś zgubić ;).
  • Mam symetryczną wadę, która zmienia się również równomiernie - taką samą na obu patrzałkach (krótkowidztwo, -2.0), co znacząco obniża koszty i akrobacje przy zdejmowaniu.
  • W tym czasie tylko raz miałam problem ze spojówkami, spowodowany, a jakże, smogiem - już wiem jak sobie z nim radzić, nawrotów nie zanotowałam.
  • Nadal chętniej sięgam po soczewki ze względu na wygodę ich użytkowania.
  • Mogę nosić soczewki "długodystansowe" (miesięczne) bez niemiłych konsekwencji.
A jak jest z soczewkami i okularami u Was? Co wolicie, czego jesteście przeciwnikami, jakie są Wasze hity i kity w tej materii? Chętnie się zainspiruję ;).