Anna New, Szampon przeciw wypadaniu włosów Granat + ekstrakt z palmy sabałowej: tani i wart uwagi!



Wspominałam Wam już w ostatniej Niedzieli dla włosów o tym szamponie, którego używam od jakiegoś czasu. Nie jest on obecnie zbyt popularny, a myślę, że zasługuje na zainteresowanie ;). Czas na recenzję Szamponu do włosów z granatem i ekstraktem z palmy sabałowej New Anna Cosmetics.


Szampon zapakowany jest w plastikową, dość typową, płaską butelkę z zamknięciem "na klik". Opakowanie nie pozwala zbytnio na kontrolę zużycia produktu, jednak jest całkiem estetyczne ;).

Saw palmetto (palma sabałowa) - by włos z głowy nie spadł



Istnieje kilka ziół, których nazwy dość często obijają mi się o uszy przy okazji kwestii związanych z wypadaniem włosów. Jednym z takich ziół jest chociażby palma sabałowa (saw palmetto), która jest składnikiem mojego ulubionego szamponu Biokap. Znana jest także z... leków dla mężczyzn na prostatę czy też specyfików mających na celu walkę z łysieniem androgenowym.

Zwiedziłam sklepy z półproduktami w poszukiwaniu ekstraktu z tej rośliny - niestety, nie znalazłam (ale jestem mało spostrzegawcza, może Wy widzieliście gdzieś?), za to dzięki znajomemu dołapałam specyfik z tym, czego mi potrzeba, w formie kapsułek - firmy Puritans Pride - koszt 20 kilku złotych, można kupić taniej ;).




Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, co jest w środku :P Po testach rozpuszczalności przeprowadzonych w etanolu i oleju stwierdzam, że nie jest to "ekstrakt, że ekstrakt", tylko zmikronizowany owoc palmy sabałowej - całość nie ulegała rozpuszczeniu w obu rozpuszczalnikach. Mądrzejsza o tą wiedzę przystąpiłam do działania.

Rozpoczęłam od zalania zawartości kilku kapsułek wodą i odstawienia na kilkanaście minut. Doskonale wiecie, że mój nos jest niewrażliwy na wszelkie smrody, więc wyobraźcie sobie, że smród, jaki poczułam ze szklanki nawet mnie osłabił. "Napar" taki śmierdzi bowiem wymiocinami ^^. Całość zaliczyła zlew w tempie sprinterskim.

Po upadku pierwszego pomysłu dorwałam buteleczkę, wsypałam do niej zawartość 10 kapsułek, zalałam 60-70 ml oleju winogronowego i ustawiłam w słonecznym miejscu (na parapecie). Codziennie wytrząsałam zawartość, a po miesiącu przystąpiłam do testów. Część olejku przesączyłam przez gazę, a część zostawiłam z "farfoclami" - wersja nieoczyszczona całkiem fajnie sprawdza się jako preparat do peelingu skóry głowy :D Sam macerat jest mocniej zielony niż wyjściowy olej winogronowy.



Olejowałam tym moim "palmowym maceracikiem" skalp przed myciem na 1-20 h, zmywałam szamponem i przeprowadzałam cały, normalny rytuał pielęgnacyjny ;) Myję włosy średnio 3 razy w tygodniu - i właśnie przy trzecim myciu po olejowaniu skalpu tą mieszanką zauważyłam znaczące zmniejszenie ilości włosów w odpływie (nie czeszę włosów, więc zwykle jest ich dość sporo - poza tym moje ostatnie osłabienie odporności spowodowało zwiększoną migrację włosów z głowy). Po 2,5 tygodnia wyciągałam 1/3 tej ilości włosów, co zwykle, i ta ilość utrzymuje się do dziś (6 tygodni kuracji). Do tej pory takie efekty miałam tylko po wspomnianym szamponie i po naparze z kozieradki. Pojawił się także zmasowany atak bejbików - za parę miesięcy znów będę mieć co ujarzmiać :P. Zaobserwowałam także przyspieszenie przyrostu - o 1 cm więcej na miesiąc urosły ;)

Aaa, zapomniałabym - macerat olejowy nie śmierdzi w ogóle - nie ma zapachu ;). Gdyby któraś z Was chciała spróbować - pamiętajcie o próbie uczuleniowej!