Problemy włosowe XIII: czy można włosy całkowicie "zasilikonować"?



Pytania o "zasilikonowanie" w różnych kontekstach i konfiguracjach pojawiają się w Waszych mailach bardzo często - zwykle w kontekście wnikania substancji odżywczych przez warstwę filmformerów lub "sfałszowanego" piękna włosów, ale też wtedy, gdy szukacie porady odnośnie wyboru konkretnego produktu.

Zanim zagłębię się w temat "zasilikonowania" (czyli pokrycia włosa filmformerami: silikonami, gumą guar i jej pochodnymi, polyquateriami czy quateriami) wrócę na moment do kwestii budowy włosa. Jak każda z nas wie - włos ma łuski, które "pracują" - w zależności od warunków środowiska zewnętrznego i zastosowanych środków unoszą się i opadają. W zależności od posiadanej przez włos porowatości i zastosowanych kosmetyków ta "praca" jest mniej lub bardziej intensywna.

Wracając do tematu "zasilikonowania" - nawet korzystając z prawie czysto filmformerowego serum do włosów od samej skóry głowy nie uda nam się całkowicie pokryć nim włosów. Najpierw z powodu czysto "wizualnego" - z dużym prawdopodobieństwem doznalibyśmy obciążenia (przyklapu, przychlastu i przetłuszczu) stulecia. Pomijając argument wyglądowy - włos mimo swojej niewielkiej grubości ma sporą powierzchnię, którą należałoby pokryć, a gdy pomnoży się tą powierzchnię przez liczbę włosów na głowie (100 000 - 150 000) wyszłoby, że buteleczka serum wystarczyła by nam na zaledwie kilka aplikacji.

Kolejnym "problemem" w osiągnięciu całkowitego "zasilikonowania" jest nadmieniony już wcześniej unoszenie i opadanie łusek. Ruch powierzchni pokrytej warstwą filmformeru powoduje jej rozrywanie i rozciąganie, co generuje w niej otwory. Znów nasze "pokrycie" nie jest pełne ;). Sama powierzchnia włosa nie jest wdzięcznym materiałem do pokrywania go czymkolwiek ze względu na niejednorodność i niestabilność jego powierzchni oraz... ładunku. Wszak włosy można zelektryzować ;).

Każdy z nas włosy też myje - odżywką albo łagodnymi czy mocnymi myjadłami. Nawet wykorzystując w pielęgnacji ciężkie do zmycia filmformery sam proces mycia (niezależnie od użytego środka) usunie przynajmniej część warstwy - jeśli nie na drodze chemicznej, to przez tarcie mechaniczne. Ba, niektóre z filmformerów rozpuszczają się w tłuszczach, więc nasze sebum oraz olejowanie dodatkowo przyśpieszają ich usunięcie.

A siłom tarcia nasze włosy przeciwstawiają się właściwie ciągle - w czasie spania, ubierania, noszenia rozpuszczonej fryzury... Sukcesywnie więc ilość filmformerów na naszych włosach ulega zmniejszeniu w trakcie dnia.

Stosujecie w swojej pielęgnacji filmformery czy też unikacie ich?

P.S. Dziś o północy kończy się rozdanie, więc każdego, kto nie wziął jeszcze udziału - zapraszam :D

27 komentarzy:

  1. Ja jak najbardziej stosuję. Mam bardzo delikatne włosy z natury i wymagają ochrony. Miałam przygodę z unikaniem takich substancji, ale moje włosy bardzo źle to przeżyły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam kilka przypadków podobnych do Twojego...

      Usuń
    2. Narja, jakie lekkie odżywki silikonowe się u Ciebie sprawdziły?
      Testowałam legendarną Nivea Long Repair - i skończyło się małą katastrofą (lekko przeproteinowane końcówki, reszta szorstka w dotyku i wysuszona na wiór... ale z daleka błyszczały ładnie;). Nigdy nie stosowałam silikonów (bo oklap), ale tej zimy moje niskopory zaczęły się puszyć, są bardziej wysuszone i chyba potrzebują mocniejszego zabezpieczenia nie tylko na końcówkach.

      Usuń
  2. Ograniczam się do używania ich na końcówki w celu zabezpieczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja. Czasami jeszcze nakładam od wysokości ucha w dół, ale to tylko wtedy, kiedy używam lokówki, dla ochrony przed temperaturą (czyli może raz w miesiącu).

      Usuń
    2. To sama jestem trochę bardziej "silikonowa" niż Wy ;)

      Usuń
  3. Ja tak samo jak większość pewnie, czyli zabezpieczanie końcówek. Swoją drogą, ciekawe czy sprawdziłby się taki zabieg, któremu poddawałoby się tylko końcówki w celu całkowitego zasilikowania (oczywiście nie trwałego, dajmy na to 2-3 tygodnie), mam na myśli takimi oblepiaczami, żeby tylko sls był w stanie go zmyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napisałam, nie uda się całkowicie zasilikonować włosów nawet "najcięższymi" silikonami ;)

      Usuń
  4. "Ba, niektóre z filmformerów rozpuszczają się w tłuszczach, "
    To mnie strasznie zaciekawiło! Pisałaś na ten temat jakąś notkę? Jeśli tak to zaraz lecę jej szukać a jeśli nie to mogłabyś napisać jakie m.in. filmformery należą do tych rozpuszczalnych w tłuszczach :)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam jeszcze, ale napiszę, tyle, że w bardziej nieokreślonej przyszłości... :/

      Usuń
  5. Ja stosowałam zwykłe oleje lub mieszanki olejów do zabezpieczania, ale teraz przerzuciłam się na silikonowe serum, dokładniej Biovax. Takie pytanie trochę związane z tematem posta ;) odkąd zaczęłam używać tego biovaxowego serum, zauważyłam, że włosy przy czesaniu mi się elektryzują... Czy serum naprawdę mogło się do tego przyczynić? Moje włosy na pewno nie są przesuszone, ogólnie są naprawdę ładne, ale elektryzowanie trochę jednak wkurza ;) Szczególnie, że sroga zima już za nami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zabezpieczanie (tylko końcówek) planuję na kwiecień. Będę je stosowała rano oraz wieczorem. Do tej pory nie stosowałam i sądzę, że to był duży błąd.

    OdpowiedzUsuń
  7. czy lepiej zabezpieczać końcówki silikonowym serum/odżywką czy olejem? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja długo używałam silikonowego serum na końcówki, i zawsze mi służyło. Ale ostatnio zaniedbałam rytuał "smarowania" końcówek kosmyków, i zrobiły się tak... hm, tępe, nastroszone - będę próbowała ratować je olejowaniem, a na co dzień wracam do silikonów! Zmotywowałaś mnie tym wpisem, bo zbierałam się do tego, ale jakoś mało skutecznie... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja silikony tylko na wilgoś używam, jak już sucho jest to wtedy są zbyt obciążone moje wlosy

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo przepraszam, że nie na temat, ale czy któraś z was wie czy od wysokiej prolaktyny (70 przy maks. 35) mogą wypadać włosy ? Lecą w normalnych ilościach, ale od kilku miesięcy robią mi się coraz większe przerzedzenia z przodu głowy, włosy w ogóle nie odrastają, nie wiem co robić. Byłam u endokrynologa i powiedział, że taka prolaktyna jest ok O.o.. Proszę, niech mi któraś coś doradzi...

    Mała Mi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mogą wypadać włosy w takim przypadku, znam co najmniej dwie osoby w takiej sytuacji.

      Usuń
    2. Czytałam gdzieś o takich przypadkach, ale to był ostry telogen czyli włosy leciały w ogromnych ilościach; a mnie lecą do 50 dziennie, paskudne przerzedzenia z przodu i brak odrostu od kilku miesięcy, jest coraz gorzej :-(.. Napisz mi,proszę, czy tym osobom wypadały włosy bardzo czy normalnie? I czy jest szansa, że jak unormuję prolaktynę ( o ile znowu jakiś lekarz mnie nie oleje) to czy włosy odrosną?

      Usuń
    3. Przypadki są różne - czasem włosy lecą garściami, a czasem po prostu lecą, tylko... nie odrastają, i wydaje mi się, że kwalifikujesz się pod ten przypadek.

      Tak, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że po umormowaniu prolaktyny włosy po jakimś czasie odrosną ;). A lekarzy męcz do oporu, i zmieniaj - niektórych nie da się zreformować.

      Usuń
  11. Na początku gdy zaczęły mi się robić przerzedzenia z przodu to pomyślałam wystraszona "androgenowe" i dlatego zrobiłam szereg badań i właśnie prolaktyna mnie zaskoczyła.. jutro idę do innego lekarza, mam nadzieję ,że cos mi pomoże. Nie przeżyję straty włosów :-(.. Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj,
      Czy juz wiadomo od czego lecą Ci włosy? Ja mam podobny problem, hiperprolaktynemie i łysienie.

      Usuń
  12. U mnie nie sprawdzają się szampony silikonowe. Obecnie silikony stosuję w odżywkach i zabezpieczając końcówki ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie