Aloesowa pielęgnacja włosów

 

O fenomenalnych efektach w wykorzystaniu aloesu do pielęgnacji skóry napisano już naprawdę wiele w wielu miejscach sieci. Sama w tym wykonaniu go nie stosuję, ze względu na rodzinne uwarunkowania, jednak dziś jednak chciałabym się skupić na innym zastosowaniu tego produktu. Żel z aloesu stanowi bowiem również kosmetyk, który warto użyć przy codziennym dbaniu o włosy.

Dlaczego warto stosować preparaty z aloesu na włosy? W jaki sposób ich używać, żeby osiągnąć najlepsze efekty? O tym opowiem poniżej.



Jak wykorzystać aloes na włosy?


W przypadku pielęgnacji włosów i kosmetyków z aloesu najlepiej sięgnąć po prostu po czysty żel z aloesu. Jest to środek najbardziej naturalny (w zależności oczywiście od wybranej marki), a jeśli zostanie użyty w prawidłowy sposób, potrafi dać naprawdę dobre rezultaty w kontekście nawilżenia włosów.

Można przygotować go samodzielnie, wykorzystując do tego liście rośliny doniczkowej, najlepiej aloe barbadensis, czyli aloesu zwyczajnego. Sama posiadam dwa egzemplarze, gdzie jeden właśnie „wychodzi w doniczki” i aż się prosi o kosmetyczne wykorzystanie.

Jeżeli jednak wolimy gotowe preparaty, bez trudu znajdziemy szeroki wybór żeli z aloesu w sklepach. Sięgajmy jednak wyłącznie po certyfikowane produkty, jak na przykład te na stronie NajlepszyAloes.pl, we współpracy z którą powstał ten wpis. Dzięki temu zyskamy pewność, że żel z aloesu zawiera dokładnie takie składniki, jakie powinien, i w deklarowanej ilości.


Co powinno się znaleźć w żelu z aloesu?


Naturalny i prawdziwy żel z aloesu powinien się składać w przynajmniej 98% z czystego żelu z miąższu liści tej rośliny. Sama substancja roślinna składa się z kolei w 99% z czystej wody. Jeden procent natomiast stanowią skondensowane składniki aktywne.

W miąższu aloesowym występuje ich naprawdę wiele. Naukowcy podają, że aloes stanowi źródło nawet 150 różnych substancji, które aktywnie wpływają na kondycję włosów i skóry.

Co takiego w nim znajdziemy? Zawiera między innymi witaminy (A, C, E, K oraz z grupy B), minerały, a także szereg polisacharydów.

Warto pamiętać, że spora ich ilość nie jest odporna na działanie wysokich temperatur. Dlatego należy wybierać żele, przy których produkcji nie przeprowadzano wysokotemperaturowej obróbki termicznej. Wówczas mamy pewność, że dostajemy preparat o optymalnym składzie i właściwościach.


Właściwości aloesu dla włosów – do czego się przydaje żel z liści aloesu?


Podstawową funkcją żelu z aloesu w przypadku włosów jest oczywiście zapewnienie głębokiego nawilżenia. Roślina ta zalicza się do humektantów, czyli substancji, które mają właściwości higroskopijne – przyciągają wodę i magazynują ją przez dłuższy czas. Pozwala to przetrwać roślinie przez dłuższy czas na pustyni. Właściwość ta potrafi też przynieść wiele dobrego naszym włosom.

Pamiętajmy, że aloes nawilża nie tylko same włosy, ale także skórę głowy (jeśli tam go stosujemy), co jest niezmiernie ważne w kompleksowej pielęgnacji. Dzięki właściwościom antybakteryjnym i antywirusowym łagodzi się także stany zapalne, zmniejsza podrażnienia. Żel przywraca również naturalne pH skóry, ale jak każdy nowy kosmetyk w naszej pielęgnacji – powinien zostać sprawdzony domową próbą uczuleniową ;).

W ten sposób kompleksowo dbamy o nasze włosy – od cebulek aż po same końce.



Jak stosować aloes na włosy?


Aby uzyskać głębokie nawilżenie i zdrowy wygląd włosów, wystarczy stosować się do kilku prostych zasad. Nakładanie samych humektantów często prowadzi do puszenia się włosów, zwłaszcza w deszczowe lub bardzo suche dni.

Dlatego, jeżeli zależy nam na optymalnym nawilżeniu i pięknym połysku, warto przetestować w swojej świadomej pielęgnacji olejowanie włosów na żel aloesowy. Taki eksperyment mam w planie w najbliższy weekend :D.

Na czym ono polega? Wystarczy połączyć żel z naturalnym olejem roślinnym, dobranym do typu włosów, a najlepiej - ulubionym. Można również najpierw nałożyć na włosy żel, a następnie olej. Metoda ta sprawdza się na sucho i mokro – w zależności od włosowych preferencji. Można ją stosować przy każdym typie włosów, ale wiadomo – każdy pomysł pielęgnacyjny trzeba przetestować na sobie. Jeśli aloes sprawdzi się na naszych włosach to będą one wyraźnie wygładzone i głęboko nawilżone.


Aloes – naturalny eliksir dla pięknych włosów


Żel z aloesu znany jest od wieków. Często sięgamy po niego przy pielęgnacji skóry, jako kosmetyk łagodzący podrażnienia oraz głęboko nawilżający.

Warto rozszerzyć jednak zakres działania i wykorzystać żel także do świadomego dbania o włosy. Jeśli będziemy przeprowadzać odpowiednie zabiegi regularnie, nasze włosy na pewno będą nam za to wdzięczne.

A jak wygląda Wasza włosowa historia z aloesem? Jak sprawdził się na Waszych włosach? Chętnie poczytam Wasze opinie zanim oskalpuję mój krzaczek :D.

Drożdżowa maska do włosów Babuszki Agafii - czasem hit, czasem kit


Maska drożdżowa Babuszki Agafii - ze mną od zawsze


Uwielbiam kosmetyczne nowości, przez co rotacja produktów w mojej łazience jest (delikatnie mówiąc :D) spora. Są jednak kosmetyki, do których regularnie wracam. Jednym z takowych jest Maska drożdżowa na porost włosów Babuszki Agafii, która jest ze mną prawie od początku mody na kosmetyki rosyjskie :D. Ile tych opakowań było? Nie zliczę. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że moje włosy nieszczególnie za nią przepadają :P. Świetnie sprawdza się jednak w innych, włosowych zastosowaniach.

maska drożdżowa Agafia

Opakowanie, które kryje 300ml maski, jest typowe - solidny słoik z plastiku przeżyje mniejsze wstrząsy, ale płytkom w łazience może nie dać rady :D. Etykiety kosmetyków z linii Bania Agafii kojarzą mi się naprawdę dobrze - tradycyjnie, naturalnie, recepturowo, no typowo Babuszkowo ;). Słoik wprawdzie zmusza do gmerania paluchami w kosmetyku, ale cóż zrobić - nie można mieć wszystkiego. Kosztuje od 8 do 15zł, w zależności od miejsca zakupu.

Maska drożdżowa - a co poza "grzybkami" w niej siedzi?



Kosmetyki rosyjskie słyną wręcz z bazowania na "aqua with infusions of", czyli mieszaninie hydrolatów roślinnych zawierających w tym przypadku ekstrakty z drożdży, brzozy, omanu, mącznicy, ostropestu i dzikiej róży oraz zimnotłoczone oleje z ziaren pszenicy, pestek porzeczki i pinii syberyjskiej. Ich zawartość procentowa w kosmetyku nie jest porywająca, ale już samą obecność poczytuję na plus ;). Całość dopełniają emolienty syntetyczne, emulgatory i guma guar (wspólnie odpowiedzialne za konsystencję gotowego produktu) oraz niewielkie dodatki witaminy C, pantenolu (humektant-nawilżacz) oraz składników konserwujących, zapachowych i regulujących pH (litania jest niezbyt długa - co również przemawia na plus tej maski).

Maska jest dość rzadka - śmiało mogłaby być zapakowana w butelkę, tubę lub opakowanie z pompką. Kiedyś cieszyła mój nos przecudownym, ciasteczkowym aromatem... jednak od jakiegoś czasu pachnie mocno, i to tak drogeryjno-perfumeryjnie. Po pewnym czasie trzymania na głowie można jednak wyczuć delikatną nutę smakowitego, wcześniejszego zapachu. Wiadomo jednak, że preferencje zapachowe to rzecz gustu i każdy z nich w większym natężeniu może wywołać mdłości :D.

Maska drożdżowa Agafii - cudo na skórze głowy, nieporozumienie na długości włosów


Nagłówek mówi w zasadzie wszystko o moich doznaniach z drożdżową maską Babuszki Agafii. Jej lekka konsystencja sprawiła, że nigdy nie udało mi się z nią przesadzić. Zmywa się pięknie, łatwo i szybko nawet z moich mocno niskoporowatych włosów, które po wyschnięciu... żyją własnym życiem bardziej niż zwykle :D. Ta maska puszy mi włosy, co jest niezwykle trudne do osiągnięcia. Pod jej wpływem moje bejbiki zachowują się, jakby grawitacja ich kompletnie nie dotyczyła - tworzą radosną aureolę wokół mojego czerepu, którą nie sposób opanować :D. Kariera tej maski na długości moich włosów zakończyła się bardzo szybko - z wiadomych względów.

Zachęcona opiniami w sieci, pomimo mocnych oporów przed nakładaniem czegokolwiek na skórę głowy, zabrałam się do jej aplikowania na skórę głowy na 10-30 minut przed myciem. I powiem tyle - u mnie daje naprawdę świetne efekty. Zmniejsza przetłuszczanie, poprawia objętość włosów przy nasadzie i... wywołuje wysypy babyhair'ów <3. Pamiętajcie jednak, by przed próbami tego typu wykonać chociaż domową próbę uczuleniową, bo podrażnienie w kontakcie z kosmetykiem zawsze może się przytrafić.

Moim włosom nie przypadła do gustu, ale skóra głowy pieje nad nią z zachwytu. Niedrogi kosmetyk porostowy zawsze chętnie przytulę :D.


Barwa, Szampon octowy - delikates wśród oczyszczaczy

Uwielbiam naprawdę mocno oczyszczające szampony, co zwykle dość mocno dziwi moje włosomaniacze otoczenie. Wszak mocne oczyszczenie to tylko "co jakiś czas", a już przy włosach kręconych "prawie w ogóle". Natura i lata pielęgnacji obdarzyły mnie jednak mocno niskoporowatymi włosami, które mimo stereotypowej bezproblemowości aż tak kryształowo cudowne nie są. Lubią mnie hejtować niedomyciem czy skróceniem okresu świeżości, gdy tylko nie przyłożę się należycie do mycia, i to zarówno pod względem technicznym jak i doboru produktów. Po skończeniu flachy absolutnie świetnego micelarnego szamponu oczyszczającego Nivei dobrałam się do (podobno) równie dobrze myjącego szamponu octowego Barwy. Jak wyszło?


Plastikowa butelka jest typowym rozwiązaniem - poręczna, z niewielkim otworem, całkiem trwała. Nawet ja nie mam się do czego przyczepić pod względem technicznym. Sama etykieta, w delikatnym, jasnozielonym kolorze jest czytelna i... pozytywna w odbiorze, a do tego trwała. Ta butelka kąpała się już w wannie ciepłem wody i jak widać - nic się nie stało ;).

300ml tego szamponu kosztuje 6-8zł, w zależności od miejsca zakupu (raczej lokalne drogerie i supermarkety są w niego zaopatrzone). Gęstość - typowa dla szamponów, ani za rzadki ani zbyt gęsty. Pachnie dość intensywnie i słodko-kwiatowo, a nuta tytułowego octu nie została przeze mnie namierzona ;).

Skład:


Mocno myjący początek składu z SLES na czele domyka spora dawka soli kuchennej zastosowanej w roli zagęszczacza i wypełniacza. Wysoko w składzie pojawiają się także tytułowy ocet oraz ekstrakty z brzoskwini, moreli i jabłoni. Całość uzupełniają: biotyna, pantenol, kwas linolowy, witaminy A i E oraz bioflawonoidy. Końcówka składu to kompozycja zapachowa oraz dwa konserwanty posądzane czasami o wywoływanie wypadania i świądu skóry głowy - u siebie nie zauważyłam nic niepokojącego. 

Jak na szampon z mocną bazą myjącą dość nieszczególnie się pieni, co niestety znacząco wpływa na jego wydajność. Znika z butli szybciej niż znane mi "rypacze". Włosy są po nim w miarę domyte, ale nie jest to powalający na kolana efekt oczyszczenia. Pierwszym z brzegu szamponem bez przymiotnika "oczyszczający" jestem w stanie osiągnąć podobny efekt przy mniejszym zużyciu produktu (związanym z lepszym pienieniem). Efektu zakwaszającego również nie zauważyłam - włosy nie są bardziej błyszczące, gładsze czy bardziej zdyscyplinowane. 

Jestem trochę zawiedziona. Znam szampony Barwy z przeszłości i kojarzyły mi się z mocniejszym oczyszczaniem...

A Wy jakiego "rypacza" obecnie używacie?

2+2 gratis w Rossmannie: akcja regeneracja! Włosowe propozycje ;)

Nietrudno zauważyć, że największego fioła mam na punkcie włosów, a szczególnie odżywek, masek, olei i innych mazideł ;). Mam oczywiście swoje włosowe must have, takie jak Kallos Multivitamin czy Garnier Goji Hair Food, ale uwielbiam również testować wszelkiego rodzaju nowości. Od 21 sierpnia 2019 roku w Rossmannie rusza kolejna promocja 2+2 gratis, do której zaliczają się również odżywki i maski do włosów. Moje przetestowane typy już Wam podrzuciłam, a dzisiaj pokażę Wam, co kusi mnie włosowo. Jest tego tyle, że postanowiłam oddzielić tą kategorię od reszty :D.


Nie zamierzam oczywiście kupić wszystkiego, mam do wykorzystania maksymalnie dwie karty Rossmann (moją i męża :D). Skala zakupów zależy od dostępności, nie zamierzam odwiedzić więcej niż 1-2 Rossmannów (tych w najbliższej okolicy). Co mnie kusi?

Maski Garnier Hair Food


Po dużym zachwycie wywołanym wersją z ekstraktem z jagód goji bardzo chciałabym spróbować innych opcji. Sama już nie wiem, która najbardziej mnie interesuje: Banana, Macadamia, Papaya czy Aloe. Jest też prawdopodobieństwo, że wrócę z wszystkimi czterema :D. Bogate, emolientowe bazy nasycone ekstraktami roślinnymi obiecują naprawdę mocne odżywienie, potwierdzone wieloma pozytywnymi opiniami ;). Z tego co wiem, maski te w znaczący sposób różnią się działaniem, więc jestem gotowa na testy - oby bez rozczarowań ;). W cenie regularnej nie kupiłabym ich w Rossmannie (ponad 25zł), tylko zapewne szukała w innych lokalizacjach. Akcja promocyjna rządzi się jednak swoimi prawami :D. 

Maski Garnier Botanic Therapy


Sporo krótsze składy niż w przypadku Hairfood'ów i mniej składników aktywnych (w zależności od wersji 2-4) wcale nie stawiają masek Botanic Therapy na straconej pozycji. W połowie składu zawierają dodatek silikonu (amodimethicone), który często dobrze się sprawdza w walce o piękny wygląd włosów. To również produkty głównie emolientowe. Swoją drogą - jeszcze niedawno nie pomyślałabym, że będą mnie kusić włosowe produkty Garnier. Wielki plus dla marki za pójście ze składami w dobrą stronę, to się ceni ;).

Maski i odżywki Nature Box


Bardzo podobne składowo do opisywanych powyżej masek Garnier Botanic Therapy: emolientowa baza z kilkoma dobrociami (ekstrakty i oleje roślinne). Nie zawierają parabenów i silikonów, jednak w ramach filmformerów występuje w nich pochodna gumy guar. Są to także kosmetyki wegańskie ;). Pod koniec składu znajdziemy tez izopropanol (alkohol izopropylowy) - sądzę, że jest go na tyle mało, że włosy nawet przy długim używaniu nie odczują negatywnych efektów jego obecności. Takie splunięcie odparuje tuż po pierwszym otwarciu butelki ;).

Odżywki O'Herbal


Po sporym zachwycie odżywką z ekstraktem z mięty od dłuższego czasu czaję się na przetestowanie kolejnej wersji. Może lnianej? W przypadku linii O'Herbal lekka formuła odżywki nie świadczy o braku odżywienia: do emolientów (syntetycznych oraz olei naturalnych) dołączają ekstrakty roślinne oraz proteiny roślinne, mleczne i keratyna. Taki zestaw może się podobać, a dodatkowo odżywki te mają jedne z najwygodniejszych opakowań kosmetycznych jakie miałam okazję używać ;). Cała seria O'Herbal to udane połączenie składników naturalnych z laboratoryjnymi zdobyczami kosmetologii ;).

Odżywki Vis Plantis


Seria Vis Plantis, podobnie jak O'Herbal, produkowana jest przez Elfa Pharm. Całkiem krótkie składy, w których emolientowa baza połączona jest z całkiem sporymi dodatkami ekstraktów roślinnych to jej znak rozpoznawczy. Duża objętość w połączeniu z pompką - to duże ułatwienie dla użytkownika. Szczególnie interesuje mnie wersja kozieradka & rozmaryn, także w kontekście stosowania na skalp.

Sekwencyjna maska mineralna Jantar


Pomimo nie najlepszego wrażenia, jakie zrobiły na mnie odżywki w piance Jantar, nie mogłam przejść obojętnie obok ich maski sekwencyjnej. Niezwykle bogaty skład, w którym znajdziemy oczywiście ekstrakt z bursztynu, szereg minerałów (cynk, magnez, wapń), ceramidy, lipidy mleczne, oleje naturalne i ekstrakty. Zawiera również filmformery (w tym silikony), ale w dalszej części składu. Pod jego koniec pojawia się też betaina kokamidopropylowa (detergent stosowany chociażby w szamponach), dlatego też nie zalecałabym trzymania jej "godzinami" na włosach - kilka minut powinno wystarczyć, by uzyskać pozytywny efekt bez nieoczekiwanych niespodzianek ;).

Odżywki Petal Fresh


Niezwykle popularne odżywki w społeczności Curly Girls (CG), szczególnie dzięki bogatym, naturalnym składom i brakowi filmformerów. Wielkie ilości ekstraktów roślinnych mogą się podobać, ale wymagają też rozwagi. Zioła stosowane zbyt często potrafią podsuszyć włosy na długości ;). Najbardziej kusi mnie chyba wersja aloes & cytrusy, ale możliwe, że przy półce spodoba mi się co innego :D. Jeśli ją zakupię to może przetestuję ją też na skórze głowy.

Moja lista prawdopodobnie byłaby jeszcze dłuższa, gdyby nie... brak składów na stronie internetowej przy niektórych produktach -.-. Ale może to i dobrze :D.

Macie jakieś włosowe plany związane z akcją w Rossmannie? Chętnie zbiorę więcej inspiracji ;).

P.S. Zestawy kosmetyków Isana mam dla Was do wygrania na FB i IG, zapraszam ;).

2+2 gratis w Rossmannie: akcja regeneracja! Kascysko poleca ;)

Wszelkiego rodzaju promocje w Rossmannie są dla mnie okazją do uzupełnienia sprawdzonych zapasów i przetestowania nowości, na które (w obawie przed efektami) obawiam się wydać większą gotówkę. Co jakiś czas słyszę, że włodarze Rossa mają zrezygnować z akcji 2+2 gratis, ale na razie faktycznego końca nie widać ;). Od 21 sierpnia 2019 roku w ramach promocji kupimy taniej produkty do pielęgnacji ciała, ust, maseczki do twarzy, odżywki włosów i paznokci. Dzisiaj podrzucę Wam propozycje produktów, które sama przetestowałam. Podejrzewam też, że jeszcze przed akcją uda mi się Wam zaprezentować zestawienie kosmetyków, na które poluję :D. 

Maseczki do twarzy Neutrogena


Wpadłam na nie przez wielki, kosmetyczny przypadek. Marka Neutrogena nie była nigdy jakoś szczególnie w kręgu moich zainteresowań, ale jeden komentarz Czytelniczki zmienił wszystko. Nie wiedziałam, że wśród tych kosmetyków można znaleźć składowe, oczyszczająco-złuszczające cudo w wielkiej objętości i rozsądnej cenie. Więcej znajdziecie w recenzji, a na marginesie mogę dodać, że testuję obecnie maskę Detox i również jest naprawdę zacna! Obym zaliczała więcej takich pozytywnych odkryć ;).

White Flower's, maska do ciała (i nie tylko!) z minerałam z Morza Martwego


Sama już nie wiem ile opakowań tego błota zużyłam w swojej pielęgnacyjnej karierze. Jedno jest pewne - odkąd je odkryłam zawsze jest w mojej łazience. Świetnie oczyszcza moją skłonną do zapchania cerę, radzi sobie z objawami rogowacenia okołomieszkowego i wszelkimi innymi stanami zapalnymi - więcej znajdziecie w recenzji. To mój totalny must have, nawet pomimo nieco bardziej uciążliwej aplikacji niż w przypadku typowych gotowców. Maska działa dość mocno, może się nie sprawdzić w przypadku wrażliwej skóry.

Alterra Pomadka do ust z rumiankiem


Jedna z najtańszych pomadek na rynku, a jednocześnie - jedna z najlepszych. Stosunek jakości do ceny ma powalająco wysoki ;). Ratuje moje łatwo przesuszające się i pękające usta zawsze, niezależnie od pory roku i czynników zewnętrznych. Dodatkowo jest to kosmetyk naturalny, co zapewne ma duże znaczenie dla wielu klientów ;). Podobno świetnie wpływa na wzrost rzęs - u mnie niestety skończyło się na niezadowolonych powiekach, więc testujcie ostrożnie ;).

Isana Kremy do ciała


Świetne zarówno do ciała, jak i do kremowania włosów ;). W przeszłości stosowałam krem oliwkowy i kakaowy (recenzje w linkowaniu). Radzą sobie nawet z moją ultrasuchą skórą na rękach i nogach ;). Bardzo interesuje mnie też wersja babassu - ten składnik kojarzy mi się bardzo dobrze z początkami mojej świadomej pielęgnacji. Kto z Was stosował odżywkę Isana z masłem babassu do włosów? :D. Zauważyłam również mniejszą wersję (300ml) o zapachu róży - może również zaryzykuję.

O'Herbal Odżywki do włosów


Wiele wersji, wśród których można znaleźć coś dla siebie - oto linia O'Herbal w telegraficznym skrócie ;). Wariant z miętą dawał świetne efekty zarówno stosowany na skalp jak i na długość moich włosów. To cudowne odświeżenie <3. Pozostałe wersje też mają ładne składy - może skuszę się na jakąś, której jeszcze nie miałam ;). Tak poza promocją - szampony również mają bardzo zacne, zachwalałam już myjadło do włosów kręconych i niezdyscyplinowanych

Isana Odżywki do włosów


Zarówno te najtańsze (5zł za 300ml bez promocji :D) jak i droższe wersje z serii Professional zasługują na uwagę. Znajdziemy wśród nich sporo przykładów mocno emolientowych produktów (wersje najtańsze), a także z dodatkami protein. Oczywiście mogę też zachwalać po raz kolejny kurację arganową, ale jeszcze nie wiem czy znajdzie się ona wśród produktów objetych rabatem. Ale nawet jeśli nie - jest w czym wybierać.

Sally Hansen Odżywka Maximum Growth


Zauważalnie przyspiesza wzrost paznokci i wspomaga ich regenerację w okresach różnego rodzaju osłabień: od tych wynikających z chorób i niedoborów po stosowanie różnego rodzaju trwałych manicure. Pięknie zabezpieczyła moje paznokcie po zdjęciu ślubnej hybrydy i pozwoliła na ich spokojne odrastanie. Nie jest tak kontrowersyjna (czy też agresywna) jak odżywki Eveline, które (pomimo mojego zachwytu) nie są dla wszystkich i mogą w pewnych przypadkach pogorszyć paznokciową sytuację.

Chętnie poczytam też o Waszych typach na tą promocję w Rossmannie - może ponownie się zainspiruję? ;)

P.S. Zestawy kosmetyków Isana do wygrania na FB i IG, zapraszam ;).

Isana Professional, szampon do włosów mocno zniszczonych i łamliwych - produkt na lato?

Szampony zużywam w sporych ilościach. Zawsze myję włosy dwukrotnie (zwykle co 2-3 dzień), a do solidnego umycia moich (zbyt) niskoporowatych włosów zużywam pokaźną porcję myjadła. Mam swoich faworytów: szampon micelarny Nivea, Joanny Naturie czy też głęboko oczyszczający Stapiz. Pomimo mojego zachwytu niektórymi kosmetykami Isany (choćby kuracją arganową czy serum do rzęs) unikałam szamponów tej marki. Powód był prosty - przy jednym z podejść z przeszłości do myjadeł z serii Isana Med nabawiłam się solidnego świądu skóry głowy, a nie zdarza mi się to za często. W jednej z paczek od drogerii Rossmann znalazłam szampon do włosów mocno zniszczonych i łamliwych Isana Professional i gruntownie przetestowałam go w te wakacje. A wnioski mam naprawdę ciekawe ;).


Niewiele spotkałam do tej pory szamponów w tubie i wolę jednak wersje w butelce ;). Średnio podobają mi się trudności z wydobyciem ostatnich kropel kosmetyku na dłoń. Nożyczki lub nóż często są nieodzowne. Innych uwag nie mam - opakowanie znosi trudy łazienkowego życia bez większych uszczerbków.

250ml tego szamponu kosztuje 9,99zł, a w promocji (obecnie) poniżej 7zł.

Skład:


Jest to szampon bazujący na mocnym detergencie SLES, ale jednocześnie prostym rypaczem ciężko go nazwać. Tuż po betainie kokamidopropylowej znajdziemy dwa nawilżacze (humentanty-H) oraz spory zestaw hydrolizowanych i modyfikowanych protein (P): pszenicznych oraz keratyny. W dalszej części składu pojawia się jeden filmformer (pq) oraz ekstrakt z owsa w parze z lecytyną. Końcówka składu to zagęstnik (chlorek sodu-sól kuchenna) oraz zestaw regulatorów pH, składników zapachowych i konserwujących (wykorzystywanych w żywności).

Przy moim świądzie skalpu związanym ze stosowaniem szamponów Isana Med jako winnego uznałam kwas mrówkowy, który zostały w nich zastosowany jako konserwant. Tutaj go nie uświadczymy, co od razu nastroiło mnie bardziej optymistycznie ;). Omawiany szampon zawiera sporo protein o różnych rozmiarach cząsteczki i nie sprawdzi się dobrze przy włosach podatnych na przeproteinowanie. Z racji dodatków nie spodziewałam się także po nim jakiegoś bardzo oczyszczającego działania.

Perłowo biały żel o średniej gęstości pachnie... kwiatowymi cukierkami, jeśli w ogóle coś takiego istnieje :D. Nie jest zbyt intensywny i nie pozostaje na włosach po myciu.

Stosowałam go standardowo, jak każdy inny szampon. Całkiem dobrze radzi sobie z domyciem włosów nawet potraktowanych różnymi, maskowo-olejowymi dobrociami. Pomimo różnych odżywczych dodatków nie skraca świeżości włosów, za to dodaje im całkiem niezłej objętości przy nasadzie. Skalp po nim nie swędzi ani w żaden inny sposób nie marudzi <3.

Przetestowałam go również solo - czyli bez nakładania odżywki po, co w sumie wyszło mi dość spontanicznie. Przy okazji urlopu nie zajmuję się zbytnio włosami - tylko je myję, a skupiam się głównie na zwiedzaniu i wędrówkach. Efekt po jego stosowaniu był niczym po odżywce: pięknie, zdefiniowane loki, gładkie i mięsiste w dotyku, z fajną objętością i zadowalającą trwałością (bez problemu przeżyły noc jedynie przy odrobinie żelu Taft), bez skróconej świeżości.

Dzięki temu pozytywnemu doświadczeniu z nadzieją spoglądam na kolejny szampon Isany, który posiadam - arganowy (olejowy). Oby sprawdził się tak dobrze jak jego mocno proteinowy braciszek :D.

Macie za sobą jakieś doświadczenia z szamponami Isana? Podzielcie się nimi ;).

P.S. Przy okazji przypominam o zestawach kosmetyków Isana do wygrania na FB i IG ;).

Maski do włosów w czepku od Biovene Barcelona? Dlaczego nie!

Maski w płacie na twarz to jedno ze stosunkowo nowych rozwiązań pielęgnacyjnych, które naprawdę przypadły mi do gustu. Stosuję zarówno wersje drogeryjne, jak maseczki Isany, a także nasączam różnymi specyfikami skompresowane maski bawełniane. Propozycja testowania produktów Biovene Barcelona zaskoczyła mnie pod względem przedmiotu testów - maski "w płacie" (a w zasadzie w czepku) do włosów! Przy pierwszej nadarzającej się okazji nie omieszkałam wykorzystać swojego egzemplarza. Trafiła mi się wersja z aloesem, soją i kolagenem.

Hair Wrap Treatment Biovene Barcelona

Produkt otrzymujemy zapakowany w jednorazową saszetkę, którą naprawdę łatwo się otwiera jednym pociągnięciem. Nie przekopywałam sieci przed aplikacją, więc mile zaskoczyła mnie wielkość turbana (wielki - mieści mój duży łeb, na który nie sposób znaleźć czapki :D) oraz pieczołowite umieszczenie produktu pielęgnacyjnego w jego wnętrzu. Zewnętrzna warstwa jest całkowicie czysta, więc przy wyjmowaniu płata nie ma ryzyka zabrudzenia dłoni czy czegokolwiek wokoło. Wnętrze czepka jest równomiernie pokryte produktem w rozsądnej ilości - nic się nie wylewa ;).

Sam zastosowany materiał przypomina mi bardziej silikon niż plastik - jest gładki, przyjemny w dotyku i bardzo wytrzymały. Różowy kolor nie jest moim ulubionym, ale mogę go znieść ;). Zamontowana naklejka z logiem producenta pozwala na dopasowanie turbanu do swojej głowy i fryzury.

30g maski w płacie kosztuje bez promocji 12,99zł w Rossmannie. 

Skład:

Biovene Barcelona Hair Wrap Treatment - skład

P.S. W związku z kilkoma prośbami dla osób szukających równowagi PEH (o której kilka prywatnych słów napiszę niedługo, wprowadziłam skróty P-proteiny, E-emolienty, H - humektanty). 

Jeden z niewielu mocno nawilżających (humektantowych, H) produktów do włosów, jakie miałam okazję spotkać w swojej włosowej przygodzie. Gliceryna, trehaloza i ekstrakt z aloesu to popularne nawilżacze, które zostały uzupełnione niewielkimi dawkami alkoholi tłuszczowych (emolienty, E) oraz saponin (o właściwościach nawilżających i ułatwiających zmywanie). Odrobina hydrolizowanego kolagenu (P) dopełnia całość. Końcówka składu to nie budzący moich wątpliwości konserwant, kwas cytrynowy w roli regulatora pH i kompozycja zapachowa. 

Krótko i naprawdę nawilżająco! Warto jednak, szczególnie na początku pielęgnacyjnej drogi, nieco uważać na humektanty-nawilżacze. Składniki te, szczególnie w warunkach mocno suchych lub wilgotnych, pobierają lub oddają wodę do otoczenia, co może zaowocować puchem.

Wnętrze różowego turbanu pachnie dość perfumeryjnie, ale w czasie zabiegu zapach nie jest wyczuwalny. Nie pozostaje również na włosach po spłukaniu.

Przed aplikacją włosy umyłam dwukrotnie szamponem micelarnym Nivea, osuszyłam je z grubsza ręcznikiem i wszystkie wpakowałam w różowy wór:

Maska w czepku Biovene Barcelona aplikacja

Całkiem łatwo udało mi się dopasować turban do swojej głowy i z racji upału nosiłam go bez dodatkowego ręcznika przez jakieś pół godziny. Nic z niego nie wyciekało w żadnym kierunku, co pozwoliło mi w tym czasie na zajęcie się innymi sprawami. Zmywanie - totalnie bezproblemowe, nawet powiedziałabym, że dość krótkie ;). Po zabiegu moje loki prezentowały się następująco:



I nie ukrywam - jestem zadowolona. Włosy są miękkie (bez efektu "kaczuszki"), mięsiste, całkiem ładnie się ułożyły pomimo wołania o odświeżenie cięcia u fryzjera. A przede wszystkim - to ich 3 dzień od mycia na zdjęciach i nadal nie czuję nurtującej potrzeby ich spięcia :D. Obawiałam się, że dłuższe włosowe posiedzenie pod czepkiem wywoła przyklap na moim czerepie, ale do niczego takiego nie doszło. Uwag ze strony skóry głowy również nie zanotowałam.

Szczerze powiem - nie spodziewałam się aż tak dobrego efektu! Producent zaleca stosowanie maski w czepku 2-3 razy w miesiącu i bardzo możliwe, że będę wracać do tego patentu pielęgnacyjnego. Isana również wypuściła podobny produkt - czyżby szykował się hit na miarę maseczek w płacie? ;)

Jak się zapatrujecie na tego typu wynalazki? ;)

Maska Kallos Coconut - kolejne udane mazidło!

Moje włosy uwielbiają produkty marki Kallos. Te niezbyt treściwe i ciężkie kosmetyki idealnie wpasowują się w potrzeby moich (za bardzo) niskoporowatych włosów, które byle czym można obciążyć. Moja tendencja do nakładania sporych ilości masek też nie pomaga w walce z przyklapem, ale staram się nad sobą pracować ;).

ColorMangoBlueberryAlgaeMultivitamin (absolutny ulubieniec), CaviarKeratin czy Chocolatejuż zostały przeze mnie zrecenzowane w przeszłości. Temat kolejnej maski, tym razem w wersji Coconut, podrzuciłam Wam już w lutym wraz z analizą składu. Teraz czas na wnioski praktyczne :D.



Wielka, litrowa pucha nie jest szczególnie poręczna, ale można się zainteresować mniejszym opakowaniem ;). Bez problemu można wydobyć produkt do ostatniej kropli, ale wymaga to każdorazowego gmerania w słoju paluchami lub szpatułką. Trochę brakuje mi możliwości zamontowania pompki, którą udostępniają niektóre inne marki fryzjerskie. Jeśli słoik wypadnie z rąk na podłogę - może tego nie znieść, a w konsekwencji będzie sporo sprzątania. Same etykiety są całkiem ładne i odporne na wilgoć, ale odchodzą razem z cenówkami czy taśmą ;).

1000ml tej maski kosztuje od 9 do 13zł, w zależności od miejsca. Kallosy należą do jednych z najtańszych produktów do włosów ;).

Skład:

Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Aminopropyl Dimethicone, Isohexadecane, Parfum, Citric Acid, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Omówiłam go dokładnie TUTAJ, więc jedynie zaznaczę, że skład ma typowo "Kallosowy", a w przypadku skóry wrażliwej warto zwrócić szczególną uwagę na zastosowane w nim konserwanty, które bywają posądzane o wywoływanie nadmiernego wypadania włosów. Na mnie tak nie działają, ale warto wiedzieć ;).

Maska ma średnio gęstą, kremową konsystencję i zapach budyniu kokosowego, który bardzo mi odpowiada, ale zdaję sobie sprawę, że dla innych może być mdły i nie do przeżycia ;). Po myciu jest niewyczuwalny na moich włosach.


Używam go przed i po myciu, na olej, pod olej, do miksów odżywczych i do glossa z Cassią  - w każdej z opcji działa równie dobrze, dając mi ładnie zdefiniowane, trwałe, błyszczące i pełne objętości loki bez śladu obciążenia. Zmywa się bardzo łatwo, co jest dla mnie na wagę złota przy walce z przyklapem. Nawet przy upałach mogłam bez problemu myć włosy co 2-3 dni bez oznak przetłuszczenia. 

Nie nakładam go na skórę głowy ani też nie myję włosów odżywką - nie wywołał żadnych nieprzyjemnych reakcji ze strony skalpu, ale też nie za bardzo miał on kontakt z tym produktem, więc zalecam monitorowanie reakcji u siebie ;). Zużyłam trochę ponad pół opakowania, więc wydajność, jak wszystkie Kallosy, ma zadowalającą ;). 

Jeśli chodzi o samo działanie, to stawiam go na równi z moim multiwitaminowym ulubieńcem, ale... zapach ma odrobinę gorszy ;). Niemniej jest to kolejna pucha Kallosa, która się u mnie świetnie sprawdza. Zdaję sobie sprawę, że nie są to produkty odpowiednie dla wszystkich - dla sporej części z Was są mało treściwe, ale mogą stanowić naprawdę niezłą bazę do włosowych eksperymentów. 

Jak wyglądały Wasze testy Kallosów? A może są one dopiero przed Wami? ;)

Wpływ stresu na włosy - moja historia

Tak - pewnie czekaliście na produkt, suplement lub zioło na porost włosów o podobnie świetnym działaniu jak kozieradka, spray Anti Hair Loss, Kaminomoto, serum Radical czy wiele innych preparatów. Okazuje się jednak, że nie wszystko da się załatwić tego typu środkami, lekami czy suplementami. Czasami po prostu trzeba zacząć pracować nad sobą - jak się okazuje także dla swoich włosów. 


Jestem nerwusem od zawsze - nie ma tutaj czego ukrywać. Jak już się zagotuję to ciężko jest mi się uspokoić, choć bardzo często tego po mnie nie widać. W gratisie od czasów podstawówki mam też nerwicę, która daje w zasadzie tylko objawy somatyczne: bóle żołądka, mdłości, problemy ze snem, nerwobóle w klatce piersiowej. Nigdy jednak nie zauważyłam z tego powodu wzmożonego wypadania kudeł (w zasadzie zaliczałam tylko typowe "sezonowe linienie", nie licząc epizodu z szamponem Babydream), ale chyba po prostu nie miałam z czym porównać grubości swojej kitki, bo jako dziecko nie interesowałam się włosami jakoś szczególnie. Nawet pokazywałam Wam w przeszłości moje mizerne owłosienie w tym oraz tym poście. Na szczęście mi się udało - moje kręciołki świetnie maskują mizerną gęstość.

Czy pracowałam nad swoją osobowością, nerwami i nerwicą? A pewnie! Bardzo dobry okres zaliczyłam w liceum, gdzie prawie nie miałam przykrych objawów, a i byłam ogólnie spokojniejsza. W tym okresie jednak namiętnie katowałam włosy prostowaniem i farbami Palette, więc z wiadomych względów nie zauważyłam włosowej poprawy. Potem było gorzej: studia, praca, dom, mieszkanie - ilość stresu tylko wzrastała, a wraz z nią ja czułam się gorzej. 

Ponad rok temu mocno zmieniłam otoczenie (praca pozostała ta sama, więc tutaj poziomu stresu nie zmienię ;)), zaczęłam mocniej pracować nad sobą i swoim opanowaniem, co zaowocowało ustąpieniem mojej koleżanki ze szkolnej ławy. Tak sobie żyłam spokojnie, aż Blondynka zasugerowała mi w komentarzu, że włosy mi zgęstniały. Początkowo sądziłam, że jedynie ułożyły się dość fotogenicznie, ale przy okazji kupiłam gumkę do włosów (nadal nie używam :D). Jakie było moje zdziwienie, gdy przy dość mocnym ściśnięciu zobaczyłam 7cm, a po maksymalnym (gdy już zmarszczki na twarzy zaczęły mi się prostować :D) nie dało się zejść poniżej 6,5cm w obwodzie kucyka! Wiem - dla większości z Was to żaden wynik i żadna zmiana, ale dla mnie to jedno wielkie WOW! 

Mam też spore nadzieje na jeszcze pewną poprawę, bo sporo bejbików ma 10-12cm i nie udało mi się ich złapać. 

Stres, jak widać, potrafi sporo zmienić w naszym życiu i czuprynach, a jego wpływu nie zniweluje najlepsza pielęgnacja czy dieta. Warto o nim myśleć w swojej walce o zdrowe i piękne włosy ;).

Czy udało Wam się zagęścić włosy? Jeśli tak - to w jaki sposób? ;)

Ponad rok temu (w zasadzie to prawie półtora roku temu)

Joanna Ultra Color, Odżywka koloryzująca Warm Blond Shades - tania i dobra alternatywa


Lista interesujących kosmetyków w kieszeni (a dokładniej - w telefonie), a tu na półce uwagę przyciąga coś nieznanego - miałyście tak kiedykolwiek? ;). Zdarza mi się to chyba przy każdej możliwej promocji kosmetycznej, w której chcę wziąć udział :D. Przy jednej z takich okazji poznałam linię odżywek koloryzujących Joanna Ultra Color i od razu zabrałam ze sobą wersję, która dodaje ciepłych odcieni blondom. Nie miałam wielkich oczekiwań - chciałam, żeby przedłużała efekt po zastosowaniu Cassii


Tuba to dość typowe rozwiązanie przy odżywkach, jednak utrudniają one wydobycie kosmetyku do ostatniej kropli. W tym celu trzeba rozcinać opakowanie ;). Poza tym same etykiety bardzo mi się podobają - połączenie czerni, srebra i złota jest naprawdę eleganckie, ładne i czytelne, a także trwałe. Jedynie kurz i ślady bardzo twardej wody bardzo łatwo na niej zauważyć :D.

100ml tej maski kosztuje około 10zł - jak na maski koloryzujące nie jest to dużo. 

Skład:


Skład jest dość krótki i mocno emolientowy: alkohole i estry tłuszczowe mieszają się tutaj z emulgatorem, silikonem, kwasem mlekowym (który ma za zadanie zakwasić włosy, domknąć łuski, utrwalić kolor i dodać blasku), kompozycją zapachową, konserwantem i barwnikami odpowiedzialnymi na efekt kolorystyczny. 

Naprawdę szczerze - nie mam się do czego przyczepić ;). Jest to produkt koloryzujący, więc pożądana jest w nim obecność barwników, jednak osoby o skórze wrażliwej powinny przemyśleć jego stosowanie ze względu na możliwość wystąpienia podrażnień i uczuleń. Ba, sam producent przestrzega przed nadmiernym kontaktem tego produktu ze skórą (za co mu chwała!).

Maska ma gęstą konsystencję, brunatny kolor i mydlano-perfumeryjny zapach, który nie jest zbyt intensywny i nie jest wyczuwalny po myciu.


Producent zaleca aplikację maski w rękawiczkach ochronnych i pozostawienie jej na minimum 3 minuty na włosach. Nie będę ukrywać, że sama nakładam ją gołymi łapami (nie jestem jednak wrażliwcem) w ilości mniej-więcej połowy orzecha włoskiego i... nigdy nie zabarwiła mi skóry. Trzymam ją od 10 do 20 minut czasami bez niczego, a czasami pod folią i ręcznikiem, a następnie zmywam do momentu, aż woda będzie czysta - co nie trwa na szczęście szczególnie długo. 

Moim włosom dodaje bardzo przyjemnych, miodowych tonów i delikatnie maskuje siwe włosy, a stan ten utrzymuje się przez 2-3 mycia. Kolorystycznie jest to efekt zbliżony do zastosowania Cassii, jednak brakuje tutaj odczuwalnego pogrubienia włosów. Także trwałość koloru jest mniejsza niż w przypadku zielska, jednak warto dodać - z maską jest mniej zachodu ;). Myślę, że jedno opakowanie starczy mi na 8-10 aplikacji. 

Loki po niej także wyglądają całkiem nieźle, ale nie jest to taka włosowa petarda jak po Garnier Goji Hair Food albo Kallosie Multivitamin. Ot, loki są ładne i odbite od nasady, ale nie mają jakiegoś szczególnego blasku, skrętu czy odporności na czynniki zewnętrzne. Nie oczekiwałam jednak po niej nie wiadomo jakiego efektu odżywczego ;). Po 4 aplikacjach nie zauważyłam żadnego podrażnienia - ani na łapach ani na skórze głowy. 

Uważam, że naprawdę warto się nią zainteresować, jeśli poszukujemy kosmetyku, który przedłuży nam przerwy między farbowaniami. Zamierzam do niej wracać, a może w chwili szaleństwa przetestuję jakiś inny kolor ;).

Jak się zapatrujecie na tego typu kosmetyk do włosów?

Garnier Fructis Goji Hair Food - maska do włosów: nieoczekiwany hit!

Moja odporność na wszelkiego rodzaju kosmetyczne hity jest... różna :D. Czasami aż się rwę do przetestowania mazidła, które poleca się na grupach, forach i blogach, a innym razem zachwyty spływają po mnie jak po kaczce. W zasadzie nie mam na to żadnego algorytmu, za to mogę powiedzieć, że temat masek Garnier Hair Food był właśnie taki... spływający. Nie pognałam w podskokach do sklepu - maska Garnier Fructis Hair Food z jagodami goi sama mnie znalazła ;).


W jaki sposób? Moja koleżanka - piękna, rudowłosa włosomaniaczka chciała ją wyrzucić do kosza, ponieważ wywołała u niej bardzo mocne podrażnienia skóry głowy. Sama mam "panzerskalp", więc z ochotą przytuliłam opakowanie. Już na przykładzie tej krótkiej historii warto mieć na uwadze domową próbę uczuleniową, szczególnie przy problemach alergicznych. 

Maseczka zapakowana jest w solidny, plastikowy słoiczek, który nie ma żadnych dziwnych "zakamarków" - bez problemu można zużyć maskę do ostatniej kropli. Na dodatek jest całkiem ładny, a etykieta (nawet po długim przebywaniu w łazience) nie odpada samoistnie ;). Owocowe grafiki - również na plus. Opakowanie, mimo wielkości, jest naprawdę poręczne i nie stwarza problemów przy użytkowaniu.

390ml tej maski kosztuje różnie: od 15zł na promocji po... 40zł :D.

Skład:


Zanim przejdę do omawiania zawartości tego cuda nie mogę przejść obojętnie nad jednym z najbardziej czytelnych sposobów przekazania INCI, który będzie przystępny nawet dla składowego i kosmetycznego laika. Wielki plus!

To mazidło to z całą pewnością produkt emolientowy z dodatkiem nawilżaczy. Do emolientów syntetycznych dodano oleje: sojowy, słonecznikowy i kokosowy oraz sporą ilość ekstraktu z owoców owoców goji. Zawiera sporą ilość regulatorów pH, konserwantów i substancji zapachowych - stąd pewnie negatywne objawy u mojej koleżanki. Znajdziemy w nim też karmel - w roli zagęstnika oraz substancji nawilżająco-zapachowej :D. Skład ma naprawdę mocno naturalny - nie jest to czcza przechwałka producenta ;).

Skład tego produktu również był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem - Garnier naprawdę przyłożył się do Hair Food'ów ;). W końcu też doczekałam się kosmetyku, na którym producent deklaruje multifunkcjonalność: ta maska to odżywka, maska i produkt bez spłukiwania w jednym (wykorzystywałam ją tylko na dwa pierwsze sposoby).

Gęsta, kremowo-maślana konsystencja dodatkowo pobudza myśli o dogłębnym odżywieniu włosów, ale zapach... to absolutnie najsłabsza strona tego kosmetyku. Słodko-mdlący, ale na szczęście ma niewielką intensywność i nie wyczuwam go na włosach po myciu. Jest to jednak moje subiektywne odczucie - zauważyłam, że większość użytkowniczek tej wersji chwali zapach ;). 


Od jakiegoś czasu staram się panować nad ciągotami do nakładania sporych ilości masek na włosy w formie "do spłukiwania" (oczywiście w obawie przed przychlastem :D), dlatego po myciu używałam tej maski oszczędnie :D. Przed myciem natomiast stosowałam ją w miksach, solo, pod olej i jako dodatek do glossa z Cassią. Powiem tyle - stawiam ją na pierwszym miejscu swoich ulubieńców tuż obok Kallosa Multivitamin

Piękne, mięsiste, błyszczące loki mam po niej jak na zamówienie już po dosłownie minutowym trzymaniu po myciu :D. Nawet obietnica o blasku została spełniona na moich lokach, co ze względu na nieregularną strukturę takiego typu włosów nie jest proste. Spłukuje się szybko i bezproblemowo, a odżywienie i nawilżenie pozostawia na najwyższym poziomie ;).

Włosy w dotyku są gładkie, miękkie (ale nie rozmiękczone - nie cierpię efektu "kaczuszki") i reprezentują sobą nieustający GHD :D. Wersja z jagodami goji przekonała mnie w pełni do przetestowania innych Hair Food'ów - będę czekać na jakąś srogą promocję. 

Czy i u Was w łazience zagościły maski Garnier Hair Food? Pochwalcie się efektami ;).

Nivea, Głęboko oczyszczający szampon micelarny - perfekcyjny wybór dla fanów mocnego mycia!

Posiadam dość niestandardowe włosy - loki zwykle lubią łagodne mycie i bogate odżywianie, ale moje doszły do etapu, kiedy ani jedno ani drugie im nie odpowiada :D. Czasami używam delikatniejszych myjadeł, ale nic nie wskazuje na to, by miały one wyprzeć rypacze z mojej włosowej pielęgnacji. Powoli testuję też produkty sygnowane jako "głęboko oczyszczające" takie jak szampon Stapiz, a przy okazji jednej z włosowych przecen zakupiłam (za Waszym poleceniem ;)) głęboko oczyszczający szampon micelarny od Nivei.

Głęboko oczyszczający szampon micelarny Nivea

Nie ukrywam, że do produktów Nivea mam dość średni stosunek - składy takie sobie (ale się poprawiają), ceny też takie sobie... . Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam okazję testować coś od nich. 

Szampon micelarny zapakowany jest w przeźroczystą, plastikową butlę z dozownikiem. Nakrętka jest płaska, więc bez problemu można wylać szampon aż do ostatniej kropli, a wąski otwór ułatwia aplikację w rozsądnej ilości ;). Do opakowania i etykiety nie mam zastrzeżeń - minimalistyczne, typowe dla marki, trwałe.

400ml tego szamponu kosztuje 15-18zł, w zależności od miejsca zakupu.

Skład:

Głęboko oczyszczający szampon micelarny Nivea - skład

Woda, dwa detergenty (w tym SLES) i od razu sól kuchenna - ten skład raczej nikogo nie zachwyci xD. Mnie jednak w kwestii szamponów najbardziej interesuje moc efektu myjącego, więc przymykam na to oko - także dlatego, że wrażliwcem nie jestem. Dalej znajdziemy ekstrakt z melisy lekarskiej, alkohol tłuszczowy i olej makadamia. Do tego polyquaternium (filmformer) oraz gliceryna, glikol propylenowy (nawilżacze) i modyfikowany olej rycynowy (emolient). Końcówka składu to konserwanty i kompozycja zapachowa.

Dodatki nawilżająco-natłuszczające mają za zadanie zniwelować mocne działanie oczyszczające i przyznaję - patrząc na sam skład nie spodziewałam się jakichś szczególnych fajerwerków w kwestii domycia. 

Szampon ma konsystencję średnio gęstego, bezbarwnego żelu o absolutnie cudownym, cytrusowo-herbacianym zapachu <3. To chyba najładniej pachnący szampon jakiego używałam!

Włosy myję szamponem dwukrotnie i pierwsze pozytywne zaskoczenie dopadło mnie już przy pierwszej aplikacji - wystarczy naprawdę odrobina do umycia całych włosów i otrzymania naprawdę obfitej piany (wiem, dla większości włosomaniaczek to minus, ale niestety - moje kudły mają swoje wymagania :D). Po spłukaniu daje efekt "skrzypiących", całkowicie oczyszczonych włosów, którego nie odczuwałam od miesięcy! Radzi sobie ze wszystkim - z olejami, maskami i innymi mieszankami przedmyciowymi, parafiną, naftą... . Prawdziwy oczyszczający pewniak, który pozostawia włosy oczyszczone, odbite od nasady, pełne objętości i w moim przypadku - bez przesuszenia (zawsze po myciu nakładam odżywkę). Przy jego używaniu mogę śmiało myć głowę co 3 dni, co rzadko jest dla mnie osiągalne. 

Używam go co mycie od ponad miesiąca, zużyłam pół butelki - za wydajność również daję mu plusa ;). 

Oczywiście - nie jest to produkt dla wszystkich. Ba, u większości nie sprawdzi się do codziennego mycia, bo jest po prostu za mocny. Jeśli jednak Wasze włosy bardzo lubią mocne oczyszczanie lub też szukacie produktu do stosowania co jakiś czas do włosowego detoksu - absolutnie polecam przy bezproblemowych skalpach. Wrażliwcy, ze względu na zastosowane detergenty i sporą ilość soli kuchennej powinni uważać ;). Z typowo drogeryjnych propozycji to z całą pewnością najmocniejszy rypacz jaki miałam okazję testować.

Jaki szampon jest obecnie Waszym ulubionym?

Prosto, prosto, prościej... Po fryzjerze ;)



Nie ukrywam - zapuszczałam włosy do ślubu. Moim marzeniem nie były długie, rozpuszczone włosy do pasa, ale też potrzebowałam nieco dłuższych kudeł, by móc spokojnie spiąć jakiś w miarę zgrabny kok. Zadanie zostało wykonane i przyszedł czas na skrócenie fryzury ;). O poranku przed cięciem moje włosy prezentowały się tak:


Do ich kondycji nie miałam większych uwag, ale wraz z długością złapały przeprost i piórkowanie. Poza tym... chyba nie potrafię funkcjonować w takich długich kudłach, wiecznie je sobie przytrzaskuję paskami, ręką przy spaniu... xD. Nie ukrywam też, że łatwiej się plątały i coraz częściej w użyciu przed myciem był grzebień. Chciałam je ściąć do ramion, jak w przeszłości, ale mój fryzjer (to już prawie 5 lat współpracy!) - Pan Dawid z salonu Trendy Hair Fashion na Karmelickiej w Krakowie (mają możliwość rezerwacji online <3) odwiódł mnie od tego pomysłu. 

Poleciało i tak pewnie dla niektórych sporo, bo 8cm, ale... jakoś mocno tego nie odczuwam ;). Włosy, pomimo prostowania na szczotce, całkiem nieźle poddały się stylizacji:


Cięte na mokro jak zawsze, z cieniowaniem cegiełkowym, które nie odbiera gęstości moim końcówkom. 

Zdjęcia w lokach jeszcze nie mam, ale pewnie pochwalę się pełnym efektem w najbliższym czasie. A powiem tyle - jest mega, jak zawsze! Pomimo tego, że są dłuższe, niż chciałam. Swojemu fryzjerowi i jego poradom ufam jednak w 100% i wszystkim Wam życzę, abyście poznały takiego mistrza nożyczek jakim jest Pan Dawid ;).

A co gości obecnie na Waszych głowach albo... chodzi po głowie w sprawach włosowych? ;)

2+2 gratis w Rossmannie: Poczuj wiosnę we włosach! Nowości warte uwagi ;)



Włosowa promocja w Rossmannie już się kończy... Przy okazji wcześniejszych akcji tego typu podrzuciłam Wam ciekawe propozycje stylizatorówodżywek i masekolejów, wcierek, serum i kuracji oraz szamponów. Wpisy te nieszczególnie się przedawniły, więc dzisiaj mam dla Was jedynie małe zestawienie nowości, o których jeszcze można pomyśleć w czasie zakupów na sam koniec rabatów - promocja trwa do 19 marca ;).

Mysterium, Szampon z czarnuszką


Każde myjadło oparte na łagodniejszych detergentach warte jest zauważenia, a ten szampon dodatkowo zawiera morze różnego rodzaju dobroci: od ekstraktów przez proteiny aż po kofeinę ;). Jest jednak konserwowany parabenami, co zapewne wyeliminuje go z niektórych wishlist.

Vitaminoplex


W dobie różnego rodzaju "-plexów" pojawienie się kolejnego raczej nie wywołuje zbiorowego podniecenia, jednak ten Vitaminoplex zasługuje na uwagę. W niewygórowanej cenie możemy dostać produkt, który faktycznie daje nadzieję na czasowe uzupełnienie włosowych ubytków oraz częściową ochronę włosów w trakcie bardziej inwazyjnych zabiegów. 

Schwarzkopf, Seria Beology



Uważam tą serię za naprawdę świetnie wypoziomowaną pomiędzy fryzjerskimi kosmetykami profesjonalnymi a mazidłami o typowo odżywczych składach. Dobroci w nich sporo, a ich efekt wzbogacony jest o ochronno-kondycjonujące działanie filmformerów dodanych w rozsądnej (czytaj: nie za dużej) ilości.

Gliss Kur, Koncentraty


Zawierają sporo silikonów, jednak nie można odmówić koncentratom Gliss Kur również naprawdę sporej dawki protein, olejów i witamin (szczególnie witaminy E). Spodziewam się po nich natychmiastowego działania upiększającego :D.

Produkty Nature Box



W miarę krótkie składy, emolientowe odżywki z kilkoma roślinnymi dodatkami, z filmformerów - w zasadzie tylko pochodne gumy guar. Ot, kosmetyki Nature Box w pigułce ;). Warto również zauważyć, że są to kosmetyki wegańskie.

Kosmetyki Super Foods


Dużo organicznych składników (oleje i ekstrakty roślinne) rozpuszczone w emolientowej bazie - często z dodatkiem silikonu. Dla mnie jest to połączenie bardzo rozsądne i z szansami na świetne działanie, aczkolwiek po nazwie spodziewałam się typowo naturalnych kosmetyków... ;).

Czy coś Was szczególnie zainteresowało? ;)