Wszystko o hennie Cassia - przygotowanie, aplikacja, efekty



Cassia - indyjskie zioło, które chodziło za mną bardzo długo, a gdy już wpadło w moje łapki (a raczej na moje włosy) - zakochałam się w efekcie. Wiele z Was pyta mnie o szczegóły związane z jej stosowaniem - śpieszę więc z pomocą ;). Tym razem wykorzystałam Roślinną farbę do włosów "Neutralna henna" firmy Swati Ajurveda otrzymaną w ramach testów od sklepu Bombay Bazaar. Ten produkt to czysta Cassia ;).


Metalowa, szczelna puszka - takie rozwiązania lubię bardzo. W środku znajdziemy woreczek z próżniowo zapakowanym produktem, foliowe rękawiczki i czepek (niestety nie foliowy - może się nie sprawdzić w tym zabiegu). 

Nie ma przeciwwskazań do używania metalowych łyżek czy miseczek do mieszania tego typu mieszanek ("stainless steel" z nimi nie reaguje, a raczej żeliwne rzadko kto posiada ;)).

150g produktu Swati kosztuje 31zł - rozsądnie ;).


Cassia zwana jest również bezbarwną henną, co moim zdaniem jest trochę mylące. Dostarcza ona żółtego barwnika, którego nałożenie na włosy (w zależności od koloru bazowego) może dać naprawdę różne efekty. Teoretycznie - im jaśniejszy podkład tym mocniejszy efekt kolorystyczny, ale także posiadaczki ciemniejszych włosów może spotkać zaskoczenie ;). Poza tym - Cassia nie jest nawet henną - zawiera inny rodzaj barwnika.

Wspominano także, że rozjaśnia włosy - co również nie jest prawdą. Żółty barwnik może jednak dać efekt rozświetlenia włosów, co może dać mylne wrażenie rozjaśnienia. Typowa iluzja optyczna ;).

Prócz właściwości barwiących Cassia działa również odżywczo na włosy (daje wrażenie pogrubienia włosów, jednak jest to inny efekt niż przy prawdziwej hennie) oraz przeciwgrzybiczo i przeciwbakteryjnie na skórę głowy. Można ją nakładać zarówno na naturalne, jak i na farbowane wcześniej chemią czy prawdziwą henną (także z indygo) włosy. Sama Cassia nie niesie także ze sobą żadnego ryzyka wystąpienia zielonego koloru w przypadku rozjaśniania.

Tyle teorii, czas na praktykę ;).


Obiekt naszego zainteresowania jest zielonożółtym proszkiem (w zasadzie pudrem nawet) o herbaciano-ziołowym, bardzo miłym zapachu.


Przygotowanie Cassi do aplikacji na włosy jest dużo mniej czasochłonne niż w przypadku innych rodzajów henny. Sposób przygotowania zależy jednak od tego jak chcemy ją wykorzystać. Zasadniczo metody są dwie:
  • nałożenie Cassi solo 
  • wykorzystanie glossa (czyli mieszanki Cassi z odżywką w stosunku mniej więcej 1:1).
Od wyboru metody uzależniona jest ilość proszku, który zużyjemy. Na włosy do połowy łopatek o mizernej gęstości potrzeba 2 łyżek Cassi w przypadku zastosowania solo i 1 w przypadku glossu.


Gdy już przygotujemy odpowiednią ilość proszku w miseczce pojawi się kolejne pytanie: jaki efekt chcemy uzyskać? Jeśli Cassię chcemy potraktować jedynie jako odżywkę, to wystarczy, że wymieszamy ją z wodą o temperaturze około 60-80 stopni Celsjusza do konsystencji gęstej śmietany. Po osiągnięciu bezpiecznej temperatury można od razu nakładać mieszankę na włosy ;).

Sprawa jest odrobinę bardziej skomplikowana, gdy chcemy uzyskać efekt kolorystyczny. Wtedy również możemy wykorzystać jedynie gorącą wodę, jednak powinniśmy zostawić mieszankę na minimum godzinę (a maksymalnie 12h). Dzięki temu Cassia wydzieli interesujący nas barwnik.


Poza wodą (lub zamiast niej) możemy również wykorzystać dodatkowe "boostery" koloru: herbatę (czarną, zieloną, czerwoną), rumianek, szałwię, korę dębu, nagietek czy dodatek soku z cytryny. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy. Dla mnie pożądany jest jak najbardziej złocisty i jasny poblask, więc proszek rozrabiam z mocną herbatą rumiankową i dodaję sok z cytryny, gdy całość ostygnie (z ćwiartki owocu). Mieszankę zostawiam na kilka godzin w ciepłym miejscu (parapet, pod kaloryferem - w zależności od pory roku).

Po czasie inkubacji możemy od razu nałożyć papkę - w razie potrzeby można ją rozcieńczyć odrobiną ciepłej wody i w razie potrzeby soku z cytryny. Dla mnie jest to jednak trochę mało wygodne ze względu na konsystencję rozrobionej Cassi. Dlatego korzystam z glossa, dodając odżywki. Może być to także lepsza opcja dla osób o wrażliwszych włosach, które na część ziół reagują przesuszem. Można się również pokusić o dodanie miodu czy półproduktów (gliceryny, pantenolu, kwasu hialuronowego, mleczanu sodu i innych).

W hennowym glossie sprawdzą się odżywki lekkie, niezbyt tłuste (oleje blokują barwnikowi drogę do włosa), nie będące bombami silikonowymi (ale silikony dalej w składzie nie zaszkodzą). Sama wykorzystuję w glossach maski Kallos.


Po wymieszaniu z odżywką w stosunku mniej więcej 1:1 otrzymuję taką oto zielonkawą, gęstą papkę. 


Mieszkankę nakładam gołymi rękami (delikatna żółć, która bardzo szybko wymywa się z dłoni mi nie przeszkadza, a w rękawiczkach mi niewygodnie ;)) obficie umyte wcześniej szamponem włosy. Po nałożeniu wygląda to tak:


Włosy zabezpieczam folią spożywczą i ręcznikiem. Maskę trzymam od 2 do 6h, w zależności od tego ile mam wolnego czasu. Tym razem były to 3h. 

Cassia całkiem łatwo spłukuje się z włosów, jednak ja dla pewności myję włosy jeszcze raz szamponem. Tym razem po nie nałożyłam odżywki. Włosy prezentowały się następująco:


Włosy nie zmieniły znacząco koloru (bo i nie należy się tego spodziewać), jednak ich odcień uległ znacznemu ociepleniu. Odrost przestał być szarawy (jest miodowy), a na długości, noszącej ślady eksperymentów z maską koloryzującą, resztki czerwieni zostały lekko podbite. Ciepłe odcienie dużo bardziej do mnie pasują (mój naturalny kolor to zimny, myszowaty blond), dlatego też Cassia zajmuje poczesne miejsce w moich zbiorach.

Uwielbiam też to wrażenie pogrubienia i zwiększenie objętości fryzury przez 2-3 tygodnie po aplikacji. Cassia dodatkowo podbija mi też skręt, który staje się trwalszy i odrobinę regularniejszy. Efekt kolorystyczny utrzymuje się u mnie ponad 4 tygodnie (ba, po tym okresie jeszcze czasami przy myciu widzę lekko beżową wodę).

Casia to fajne rozwiązanie dla osób, którym chodzi po głowie jakaś zmiana kolorystyczna, a jednak nie czują się gotowi na bardziej trwałe rozwiązania. Aspekt pielęgnacyjny jest jej dodatkowym plusem. W moich zbiorach na pewno pozostanie ;)

Stosowaliście kiedykolwiek naturalne metody zmiany koloru włosów?
loading...

15 komentarzy:

  1. O prosze...bardzooo ciekawy produkt. Nigdy nie mialam stycznosci z taka farba.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Farba to chyba za duże słowo - to bardziej odżywka ;)

      Usuń
  2. Daje żółty efekt- to jak bedzie to wyglądało na naturalnym jasnym blondzie?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bladego pojęcia nie mam - wszystko zależy od tego, jaki masz odcień. Możesz nawet zaliczyć wizualne przyciemnienie (co i mnie zdarzyło się przy całkiem naturalnych włosach).

      Usuń
  3. Głupie pytanie ale czy odżywka z bimatoporostem nakładana na same brwi przeniknie przez skórę? Czy może mieć to jakieś konsekwencje dla wzroku? Na rzęsy nie nakładam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie, ale możesz się dorobić "ściemnienia" skóry pod brwiami.

      Usuń
    2. dziękuję za odpowiedź

      Usuń
  4. Już któryś raz widzę ten produkt. Jest bardzo ciekawy. Dla mnie jedynie mógł by działać jak odzywa :-)piękne włosy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odżywkowo też się fajnie sprawdza ;)

      Usuń
  5. Z cassią nie próbowałam, ale nakładałam 2 razy senes :) efekty były podobne do Twoich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama próbowałam rzewienia, ale jednak wolę proszek xD

      Usuń
    2. Ja mieliłam w młynku, akurat senes jest bardzo prosty do zmielenia :)

      Usuń
    3. Życiowy problem braku młynka xD

      Usuń
  6. Super, ze jest taki post u Ciebie, mam Cassię, ale rożnie piszą o jej właściwościach ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co na przykład dziwnego znalazłaś? ;)

      Usuń

Szablon dopasowała Karolina Gie