Kosmetyki naturalne - jak nie zostać oszukanym?



Moda/trend/styl życia (niewłaściwe skreślić) "eko" od dłuższego czasu zdobywa popularność w większości sfer życia. Nie jestem ekomaniaczką z różnych powodów (chociażby wykonywanego zawodu i posiadanych schorzeń). Wybieram produkty, które mi służą - niezależnie od tego, czy są w pełni  naturalne czy też zawierają składniki syntetyczne. Ale dziś nie o tym ;).

Zdarza mi się bywać na prezentacjach produktów firm kosmetycznych - od tych popularnych, dla "zwykłego Kowalskiego" po niszowe i luksusowe. Wątek dominujący na tego typu spotkaniach?

Nasze kosmetyki są naturalne! 

Po usłyszeniu tego zdania zmysły ulegają wyostrzeniu, a czujność podkręcam do granic maksymalnych. Zwykle po maksymalnie kilku minutach zamiast mieć przed oczami wizję dziewczęcia hasającego w wianku po kwiecistej łące mam to:
Nie jest to dla mnie widok szokujący ani wywołujący złe skojarzenia, jednak absolutnie nie kojarzy się z naturą. Po co przywołałam taki obrazek?

Znakomita część firm zachwalająca swoje kosmetyki jako "naturalne" po prostu kłamie w żywe oczy, powodując przy okazji, że na sporej części prezentacji kosmetycznych nóż mi się w kieszeni otwiera. Dlaczego? 

Obecność ekstraktów roślinnych nie czyni z kosmetyku produktu naturalnego.

Poważnie. We wciskaniu "kosmetyków naturalnych" przodują marki, które wrzuciły do kremu/toniku/balsamu/etc. jeden lub dwa ekstrakty, by szumnie napisać na opakowaniu "natural cosmetic". Innym przypadkiem są mazidła faktycznie bogate w substancje roślinne, jednak zawierające poza nimi substancje zakazane w kosmetykach naturalnych.

Jak nie zostać oszukanym?

Recepta jest prosta, ale wymaga trochę zaangażowania. Wystarczy sprawdzić skład. Tyle tylko, że musi to być skład napisany wg norm INCI (International Nomenclature of Cosmetic Ingredients). Producenci lubią chwalić się w sieci składami opisanymi jako "active ingredients" czyli "składniki aktywne". To nie są pełne składy! Takowy znajdziecie za słowami "Składniki", "Ingredients" lub "INCI".

Pamiętajcie również, że kosmetyki spoza UE, które nie mają "unijnego" dystrybutora nie są objęte normami INCI i ich skład może zostać podany dowolnie. Głównie dotyczy to kosmetyków azjatyckich (także tych z Aliexpress - składy krążące w sieci mogą być typowym wróżeniem z fusów) i rosyjskich (tych, które nie są produkowane na rynek europejski, tylko lokalny).

Jakich składników nie może mieć prawdziwy kosmetyk naturalny?

Kosmetyk w pełni naturalny nie może zawierać (w nawiasach podałam nazwy występujące w składach w wersji angielskiej):
  • parafiny (paraffinum liquidum, paraffin, white oil, mineral oil);
  • innych pochodnych ropy naftowej: wazeliny czy cerezyny (np. petrolatum, cera microcristallina);
  • silikonów (np. dimethicone, amodimethicone, cyclopentasiloxane, cyclohexasiloxane);
  • parabenów, ale też innego rodzaju konserwantów, na przykład fenoksyetanolu (fenoxyethanol, słowa zawierające fragment -paraben);
  • glikole (np. propylene glycol, butylene glycol, neopentyl glycol) mające pochodzenie syntetyczne;
  • kompozycje zapachowe uzyskane syntetycznie (np. cinnamal, eugenol, linalool, d-limonen, farnesol);
  • barwniki syntetyczne (np. substancje oznaczone literkami CI z numerem);
  • surowce pochodzenia zwierzęcego, w wyniku uzyskania których ucierpiało jakieś zwierzę (np. kolagen, kawior, komórki macierzyste);
  • karbomery (składniki z fragmentem -carbomer);
  • surowców zmodyfikowanych genetycznie - popularny skrót GMO;
  • wszelkiego rodzaju składniki oznaczone skrótem PEG - składniki polioksyetylenowane, czyli zmodyfikowane tlenkiem lub politlenkiem etylenu;
  • czwartorzędowe zasady amonowe, zwane też "wodorotlenkami amonowymi" - pochodne chlorków amonowych (np. triethanolamine, chlorek benzalkonium);
  • pochodnych syntetycznych kwasów tłuszczowych (np. ze słówkiem stearate - nie wszystkie! Składniki tego typu pochodzenia naturalnego zwykle oznaczanie są gwiazdką *);
  • pochodnych syntetycznych alkoholi tłuszczowych (np. nazwy ze słówkami cetearyl, cetyl - nie wszystkie! Składniki tego typu pochodzenia naturalnego zwykle oznaczanie są gwiazdką *);
  • surowców konserwowanych przez naświetlanie promieniowaniem gamma.
Dopiero brak wszystkich substancji z tej grupy pozwala na rozmyślania o naturalności kosmetyku.

Składniki te nie są obiektywnie mówiąc złe - jedynie są pozyskiwane syntetycznie, co dyskwalifikuje je z użycia w produktach naturalnych. 


Co zrobić, gdy analizowanie składów nam nie wychodzi?

Jeśli zależy nam na kupnie prawdziwie naturalnego kosmetyku, a czytanie składów to nie do końca to, co lubimy - warto szukać certyfikowanych (np. Ecocert) kosmetyków wegańskich. Warto jednak zwrócić uwagę na to, czy certyfikowany jest kosmetyk (cały skład) czy też pojedyncze składniki. Kosmetyk może zawierać kilka lub kilkanaście składników certyfikowanych i jednocześnie nie być produktem naturalnym - jeśli tylko zawiera "zakazane" substancje.

A co z etanolem?

Etanol, jak wiadomo, można otrzymać w naturalnym procesie fermentacji ;). Uzyskany w ten sposób surowiec można wykorzystać w kosmetykach naturalnych. Wiadomo - etanol nie jest składnikiem oczekiwanym w każdym typie kosmetyku, jednak nie wpływa on na naturalność składu.
Mam wielką nadzieję, że ten tekst pomoże Wam w ocenie kosmetyków, które producenci nazywają naturalnymi niekoniecznie prawidłowo ;).

Od siebie dodam, że bardzo cenię marki, które nie nazywają swoich produktów na siłę naturalnymi, tylko sygnują je jako "zawierające składniki pochodzenia naturalnego". Dzięki temu nie wprowadzają swoich klientów w błąd i zachowują się (w mojej ocenie) w porządku. Takimi markami są wszystkie serie produkowane przez chociażby Elfa Pharm. 

Czy zwracacie uwagę na składy Waszych kosmetyków? Podyskutujmy ;)

48 komentarzy:

  1. Świetnie napisany post ;) Gorzej już kiedy np. jesteśmy oszukiwani na naturalnych olejach i zamiast arganowego mamy np. słonecznikowy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo parafinę z kroplą arganowego

      Usuń
    2. Parafina też bywa nazywana olejem naturalnym :/

      Usuń
    3. Bo tak jakby dla upartego, ropa jest ziemi wiec naturalnie ;D

      Usuń
  2. Oj niestety łatwo się nabrać :/ Podobnie jak hasło "naturalne" na mydłach, a daleko mu do takiego

    OdpowiedzUsuń
  3. glikol propylenowy i karbomer to moje ulubione skladniki żeli/kremów do twarzy, to co robią z moją skórą to cud. Na olejach się mocno przejechałam. Nie cierpię tez kwasu hialuronowego. Trochę nie na temat ale musiałam się wygadać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je lubię, ale jednocześnie lubię zwracać uwagę na takie oszustwa ;)

      Usuń
  4. Ja juz dawno nie zwracam uwage na wielki napis 'naturalny' na opakowaniu. Mnie rowniez denerwuja infornacje na opakowaniach typu 'bez sls' gdzie czai sie inny, rownie silny detergent. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio spotkałam się z zarzutem co do nowych składów szamponów z propolisem Babuszki Agafii, że zawierają SLS, a na etykiecie stoi jak byk, że "bez SLS"... Producent nie kłamie, bo szampony zawierają SLES (Sodium Laureth Sulfate), a nie SLS (Sodium Lauryl Sulfate). SLS jest bardzo często mylone z SLES... Do tego okazuje się, że S. Coco S. i S. Myreth S. nie są łagodniejsze (ok, zależy dla kogo).

      Usuń
    2. Mnie to nie razi - w końcu SLSu nie ma, więc nalepka może być ;). Zawsze można szukać nalepek "sulfate free" ;).

      Usuń
    3. Mialam ostatnio szampon 'sylfate free', google powiedziało ze detergent ktory jest w szamponie jest rownie silny co sls tylko jest wersja naturalniejsza ;/ ale sam szampon fajny byl

      Usuń
    4. A był to detergent siarczanowy?

      Usuń
  5. Świetny wpis! Nie mam problemu z chemią w kosmetykach, konserwanty bardzo sobie cenię (nie znoszę wyrzucania połowy opakowania kremu, bo 50 ml trzeba zużyć w 3 m-ce), ale wkurza mnie oszukiwanie klienta, np. ziołowy rypacz opisany "bez szkodliwego sls", "z olejkiem arganowym" który jest w INCI tuż po zapachu itp. Na szczęście dzięki Tobie nauczyłam się w miarę rozumieć skład, ale pewnie wiele klientek nabiera się na te chwyty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli faktycznie tego SLS nie ma - to producent mówi prawdę, nawet wkładając w skład inne, siarczanowe detergenty. A "z czymkolwiek" - wystarczy znać regułę zapisy INCI. W końcu nawet na szarym końcu nie jest to oszustwo - olejek jest, a że w minimalnych ilościach to już inna bajka ;).

      Usuń
  6. Zawsze zwracam uwagę na skład, bo to co producenci piszą na opakowaniach to zwyczajne kłamstwa. Powinien wejść na to jakiś przepis, że nie można umieszczać insformacji "naturalne" jeżeli sklad nam mówi co innego
    http://ms-mess.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam tak z kosmetykami Elfa pharm (Green pharmacy i O'Herbal). Niby ziołowe, ale koło naturalnych tylko leżały. To jak z tym jedwabiem w płynie (też od nich), co nie zawiera jedwabiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zauważyłam - kiedyś na Green pharmacy było napisane pod logo "natural cosmetics". Teraz jest napisane "Herbal cosmetics".

      Usuń
    2. Akurat to, że produkt b/s do włosów jedwabiu nie zawiera to propsuję, ale mogliby zmienić nazwę na "serum" ;). Kosmetyki ziołowe nie są jednoznaczne z naturalnymi. Kosmetyk nawet nie musi być ziołowy, by być naturalnym ;).

      Usuń
  8. Bardzo rzeczowe podejście do tematu, co oczywiście jest na plus. Bardzo lubię Twoje posty tego rodzaju. Fakt, że przymiotnik "naturalny", tak jak słowa "bez parabenów, SLS, alkoholu" jest chwytliwy pod względem marketingowym. Zastanawia mnie tylko kwestia certyfikatów, ponieważ Orientana takich certyfikatów nie posiada, bo są one zwyczajnie drogie i prawdopodobnie podniosłoby to cenę i tak nie najtańszych produktów. A np. AVA na połowie swoich opakowań smaruje, że posiada ECOcert, a parafina w większości aż się wylewa. A propos naturalnych składów, wiesz może czy konserwanty Potassium Sorbate i Sodium Benzoate mogą być pochodzenia naturalnego? Czy to tylko kolejne mydlenie oczu?

    PS pozwoliłam sobie podlinkować jeden z Twoich postów u siebie, mam nadzieję, że się nie gniewasz, w razie czego daj znać proszę i usunę link ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prosty fakt, o którym wspomniałam w poście - AVA używa składników certyfikowanych, w sensie: do parafiny dodaje np. certyfikowany olej arganowy i dlatego znaczek ECOcertu może umieścić na opakowaniach.

      Sorbinian potasu i benzoesan sodu mogą mieć pochodzenie naturalne.

      I bardzo mi miło ;)

      Usuń
  9. Fajny post, cieszę się, że poruszyłaś ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlatego nawet nie interesuje mnie, co sobie producent napisał na opakowaniu - potrzebny mi tylko skład INCI i ewentualnie informacja o przeznaczeniu - czy to odżywka b/s, czy to maska do twarzy, czy coś innego.
    Swoją drogą... Ciężko uwierzyć, że są kosmetyki, które nie zawierają żadnego z tych składników :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie napisany post, na pewno się przyda ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny wpis, faktycznie można się nieźle zakręcić, przeglądając różne kosmetyki. Ja zawsze sprawdzam składy i często śmieję się z tego, co producenci potrafią wypisywać na opakowaniach. Najlepjki "eko" i "naturalne" to już plaga, ktoś powinien zrobić z nimi porządek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, tak jak z cysterną protein w większości kosmetyków do włosów xD

      Usuń
  13. Tak samo producenci kolorówki nazywają swoje kosmetyki mineralnymi, gdy jedynym minerałem jest dwutlenek tytanu lub tlenek żelaza w roli barwnika :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - to kolejny temat, który zamierzam poruszyć.

      Usuń
    2. O to czekam niecierpliwie! Bardzo chętnie o tym poczytam

      Usuń
  14. Trzeba mieć wiedzę - dlatego taki wpis na blogu jest bardzo potrzebny bo łatwo się pomylić. Też nie jesteśmy w stanie sprawdzić wszystkiego na sto procent. Na przykład butelkowana woda mineralna i niedawne afery z wodą butelkowaną w plastik :( postanowiliśmy nie ryzykować i założyliśmy w domu filtr molekularny z naturalną mineralizacją i mamy przynajmniej pewność co pijemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o wodę to jestem wyznawczynią dość niepopularnej kranówy xD

      Usuń
  15. Moim zdaniem, dopóki przepisy prawne nie regulują tego co jest w składzie, a co jest napisane na opakowaniu, to nie mamy prawa oczekiwać od firm, że będą fair. wykorzystują to co mogą, wcale się im nie dziwię. ja akurat bardzo lubię kosmetyki naturalne i podchodzące pod naturalne. nie oczekuję w 100% naturalnego składu, tylko takiego przyzwoitego, przyjemnego, bez syfu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepisy regulują, tyle, że niestety nic nie mówią o tym, że przymiotnika "naturalny" nie można stosować w przypadku kosmetyków "nienaturalnych" xD.

      Sama w większości wolę nawet syntetyki, ale oszustw tego typu nie cierpię ;).

      Usuń
  16. Uwielbiam takie wpisy. Rzeczowo i na temat.
    Nie mam nic do "sztucznych" dodatków, zawsze śmieszy mnie też zarzut "sama chemia", ale fakt faktem że opisy na opakownaiach nijak się maja do składu. Marzy mi się, żeby producenci nie oszukiwali konsumentów, ale chyba cięzko by było uregulowac wszystko, łącznie z tym jakich słów kiedy mozna uzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - każdy producent szuka luk żeby osiągnąć lepszy wynik sprzedażowy ;)

      Usuń
  17. Nie ma co, składy trzeba czytać i to nie tylko przy kosmetykach.

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawy post, dobrze że zwracasz na to uwagę. Moim zdaniem coraz częściej producenci próbują "nabić nas w butelkę" promując produkt jako naturalny czy eko a gdy zajrzymy w skład okazuje się, że z naturalnymi składnikami ma niewiele wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń
  19. przydatny post ;) dużo ciekawych informacji ;)

    Pozdrawiam i obserwuje ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie