Hada Labo Tokyo, Moisturizing Facial Sheet Mask (Głęboko nawilżająca maska na tkaninie) - warta swojej ceny?



Maski w płacie (czy jak kto woli - w płachcie ;)) zyskują coraz większą popularność. Ba, w Waszych komentarzach i wiadomościach coraz częściej pojawiają się pytania czy przetestuję kiedyś takie cuda ;). W paczce z kosmetykami Hada Labo Tokyo (więcej szczegółów TUTAJ) znalazłam Głęboko nawilżającą maskę na tkaninie (Moisturizing Facial Sheet Mask), więc bezzwłocznie ją przetestowałam. Nie traktujcie dzisiejszego posta jak typową na moim blogu recenzję - to relacja z jednokrotnego użycia.


Przy produkcie tego typu ciężko byłoby wymyślić coś innego niż poręczną saszetkę z ilustracją typowo japońską - kwiatem wiśni ;).

Maska kosztuje 12,99zł w cenie regularnej, a w trakcie trwania promocji jakieś 8-9zł. Tak czy inaczej to sporo jak na jedną aplikację.

Użyty materiał jest całkiem gruby i wytrzymały. Producent chwali się na opakowaniu tym, że maska zawiera 20ml serum i zaprawdę, nie przesadził. Płat jest mocno "uwodniony", prawie z niego kapie ;). Po aplikacji na twarzy natarłam tym płatem jeszcze szyję, dekolt i dłonie, a jak wylądował w koszu nadal był wilgotny.

Skład wygląda następująco:



Aqua, Dipropylene Glycol, Glycerin, Alcohol, Sodium Acetylated Hyaluronate, Sodium Hyaluronate, Glycosyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Xanthan Gum, Carbomer, Methylparaben, PEG-80 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Triethanolamine.

Tkanina nasączona jest mieszanką humektantów-nawilżaczy: glikoli, gliceryny i hialuronianów zagęszczonych gumą ksantanową i karbomerem. Wśród jego konserwantów znajdziemy także jeden paraben, co przez wiele klientek nie będzie mile widziane. Skład każe spodziewać się uczucia lepkości na skórze, ale ponownie nie można zarzucić ściemy producentowi - substancji nawilżających znajdziemy w tym płacie naprawdę dużo.

Żadnego zapachu się nie dowąchałam ;). Maska wymiarowo pasuje całkiem dobrze na moją twarz, poza okolicami ust - otwór jest jakby za nisko xD. Monster time :D.


Producent rekomenduje 15-minutowy czas trzymania maski, jednak ja posiedziałam sobie z nią około 40 minut (głównie dlatego, że była ciągle wilgotna). Oczywiście nałożyłam ją na skórę dokładnie oczyszczoną i potraktowaną peelingiem enzymatycznym Purederm (recenzję znajdziecie TUTAJ). Esencja, którą nasączona jest tkanina, jest dość lepka - skład pod tym względem mnie nie oszukał ;). Po zdjęciu maski potrzeba kilkunastu minut, by uczucie lepkości minęło. Skóra jest nawilżona i gładka, a następnego dnia jakby bardziej promienna ;). 

Efekt też nie jest jednak w mojej opinii jakiś powalający - podobnie mam po nawilżających maskach w tubkach czy słoiczkach, które wychodzą jednak trochę taniej ;). Myślę jednak, że fanki masek w płacie będą całkiem zadowolone ;).

Macie za sobą jakieś przygody z maskami w tej formie?

20 komentarzy:

  1. Ja nie lubię takich masek bo za cholerę nie mogę ich dopasować do swojej twarzy i strasznie mnie to wkurza :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego problemu akurat nie mam, ale spodziewałam się trochę bardziej powalających efektów 😊

      Usuń
  2. Lubię maski w płacie ;) Są przyjemną alternatywą ;) Czasami jednak nie przynoszą spektakularnych efektów - ale przyjemnie się z nimi relaksuje! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zwykła maska też relaksuje i mam nadzieję, że kiedyś faktycznie znajdę taką która działa 😊

      Usuń
  3. Miałam jedną maskę w płachcie, była mocno nawilżona, a czy były efekty? po jednym razie trudno o spektakularny efekt. Na razie nie miałam okazji nabyć następnej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tu zaczyna się problem cenowy xD

      Usuń
  4. Ja bardzo polubiłam Hada Labo:) Składowo może nie ideał, ale u mnie wszystkie kosmetyki się sprawdziły i dokupiłam kolejne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niektórych przez skład się nie przekonam 😊

      Usuń
  5. Na razie mnie ta seria kosmetyków nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też z przekonaniem jest miękko pół średnio xD

      Usuń
  6. Hada Labo nie miałam,ale wszelkie Skin 79,Dr.G,Garnier a teraz Lomi Lomi owszem :D
    Lubię ale raczej chytrzę na nie i wolę te tubkowe i saszetkowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że kosztują sporo 😊

      Usuń
  7. Miałam Black Booble Mask Skin79 i właściwie nie zauważyłam efektów, a głowę musiałam mieć cały czas do góry ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja przeważnie robię tak że takie maski wystarczają mi na około 2-3 użycia xD. Odsączam płat na tyle by nie kapał, reszta płynu zostaje w opakowaniu. Po użyciu składam maskę i chowam z powrotem, spinam saszetkę klamerkami i przeptrzepuję nią by płat się ponownie nasączył i trzymam w lodówce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby dawała jakiś lepszy efekt to może i bym się tak babrała -.- 😊

      Usuń
  9. Właśnie to mnie zawsze boli najbardziej, że "niby działa", ale ciężko dopatrzyć się jakieś mega różnicy, a kilkanaście złociszy wydane. Ciekawe jak w porównaniu z tym wypadają te czarne maseczki oczyszcające? Szturmem zdobywają Instagrama (co nie znaczy że cokolwiek dają), pełno tego na alli express

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te peel-off z depilacją gratis? xD

      Usuń

Szablon dopasowała Karolina Gie