Kostka waży 85g i kosztuje 14,90zł - cena sama w sobie nie jest wygórowana, a biorąc pod uwagę szatańską wręcz wydajność staje się bardzo przyjemna ;).
Sama kostka przed jakimkolwiek użyciem wygląda tak:
Ciemnobrązowa kostka, nierówna, niejednolita kolorystycznie, bez żadnych zdobień - wyglądem nie powala, jednak trzeba pamiętać o tym, że w zasadzie wszystkie mydła po kilku użyciach wyglądają podobnie :P.
W czasie użytkowania daje delikatną, niezbyt obfitą, biało-szarą pianę, a pachnie jak połączenie typowo mydlanej woni z zapachem... marchewki ;). Zapach nie pozostaje na skórze.
Jeśli chodzi o skład, to nie znalazłam konkretnego INCI, tylko Składniki: woda, olej arganowy, glinka Ghassoul, gliceryna, wodorotlenek sodu, konserwanty, kompozycja zapachowa - standardowe mydło sporządzone na arganie z dodatkiem glinki Ghassoul i gliceryny.
Jest to z całą pewnością najdelikatniej działające mydło z tych, które używałam w całej swojej mydlanej karierze. Zrobiłam nawet test "bez użycia kremu po" i nawet w takiej sytuacji nie wyczułam spierzchnięcia czy jakichkolwiek innych objawów podsuszenia. Jego delikatność wcale nie oznacza, że słabo myje - usuwa wszystkie zanieczyszczenia, a co dla mnie najważniejsze - nadaje się nawet do mycia wrażliwych okolic oczu mych. Nie pozostawia jednak "samej, gołej skóry" - podsumowałabym to jako czystość bez odarcia z nawilżenia i natłuszczenia.
Dla mnie na pewno jest to idealne mydło na zimę - wydaje mi się, że zmiana myjadła twarzowego na ten produkt powstrzymała pojawienie się typowego mojego związanego z chłodem problemu: suchych skórek. W tym roku nawet na nosie nie zarejestrowałam tego problemu, a muszę przyznać, że ten rejon reaguje wybitnie szybko :P.
Jeśli chodzi o moje jakże ukochane zaskórniki - sytuacja w żaden sposób nie uległa pogorszeniu w trakcie jego używania, a nowi czarni nieprzyjaciele na brodzie (związani prawdopodobnie z noszeniem golfów i chust) zostali zahamowani w rozwoju, a nawet lekko przetrzebieni.
Wykorzystywałam je też jako peeling-maseczkę na twarz i ramiona - namydlałam te rejony na 10 minut, potem zmywałam. Efekt jak po użyciu delikatnego peelingu enzymatycznego - naskórek usunięty bez pocierania i bez podrażnienia czy innego wysuszenia.
Ważne - mydło po użyciu musi mieć okazję wyschnąć, ponieważ inaczej po jakimś czasie (około 7-10 dni) dorobimy się miękkiej papki w miejscu kostki. Tak więc odpowiednia mydelniczka jako inwestycja w pielęgnację wskazana :P
Podsumowując - kolejne mydełko na mojej pielęgnacyjnej drodze warte uwagi, delikatniejsze od reszty :D.
A jakie są Wasze doświadczenia z mydełkami? A może nigdy nie próbowałyście tego typu pielęgnacji? Mnie w najbliższym czasie kusi jeszcze to na pewno:
KLIK!