Gliss Kur Serum Deep Repair: maska, o której ciężko cokolwiek powiedzieć...

Ledwie w ostatnim wpisie śpiewałam peany pochwalne nad maską Garnier Hair Food z jagodami goji, a już dzisiaj wrzucam kolejną recenzję włosowej maski. Powód jest prozaiczny - właśnie dobiła dna, a nie chcę chomikować opakowania ;). Rzadko zdarza mi się jakikolwiek produkt kosmetyczny zużywać miesiącami, a tu proszę - opróżnienie tego słoiczka zajęło mi... rok. I wcale nie dlatego, że maska Gliss Kur Serum Deep Repair do włosów ekstremalnie nadwyrężonych i szorstkich jest jakaś super wydajna...

Gliss Kur Serum Deep Repair - maska

Maska zamknięta jest w zgrabnym słoiczku, z którego bez problemu można wydobyć mazidło aż do ostatniej kropli. Wygląd etykiet sugeruje profesjonalny kosmetyk fryzjerski - i taka jest też filozofia całej linii Gliss Kur. Czarne wieczko cudownie zbiera wszelkie paprochy, ale to kwestia jego koloru i ich widoczności :D. Nic się nie odkleja i nie rozpada w łapkach.

200ml tej maski kosztuje od 15 do nawet 25zł, w zależności od miejsca zakupu.

Skład:

Gliss Kur Serum Deep Repair - maska

Emolientowawa baza została sowicie uzupełniona seryną (aminokwas) oraz keratyną hydrolizowaną i jej modyfikowaną pochodną - jest to więc produkt mocno proteinowy. Zresztą, to właśnie na dużą ilość keratyny poleciałam jak Reksio na szynkę - moje włosy ją uwielbiają. Do tego znajdziemy pantenol (nawilżacz), silikon pod koniec składu i spory zestaw substancji konserwujących i zapachowych. Obecność izopropanolu i parabenu pewnie niejednego zainteresowanego odrzuci - mnie one nie przeszkadzają, ale wrażliwcom zalecam ostrożność, a wszystkim - omijanie skóry głowy przy aplikacji ;).

Keratyna zatopiona w emolientach - to zwykle zwiastuje naprawdę szałowy i pogodoodporny GHD na mojej głowie. Dodatek aminokwasu powinien tylko poprawić sytuację. Ale to tylko teoria - we włosomaniactwie jednak najważniejsza jest praktyka.

Ma gęstą, kremową konsystencję i perfumeryjny, niezbyt intensywny zapach, który jest dla mnie neutralny - ani mi się podoba, ani odrzuca. 

Oczekiwanego szałowego efektu nie zanotowałam w żadnej konfiguracji, pomimo naprawdę wielu prób. Dość łatwo można z nią przesadzić, co skutkuje srogim przychlastem. Włosy po niej są dość nijakie - nie podbija skrętu, nie dodaje blasku, miękkości czy gładkości. Kudły nie wyglądają też na odżywione - są raczej smętne. Biorąc pod uwagę, że moim włosom obecnie niewiele trzeba do naprawdę fajnego wyglądu to naprawdę spodziewałam się dużo więcej po składzie tej maski. 

Nie wywołała u mnie typowego BHD (poza jednorazowym epizodem z niedopłukaniem) ani nie zrobiła innej włosowej czy skórnej krzywdy, więc od pewnego momentu zużywałam ją pod olej w niewielkich ilościach (często w połączeniu z kremem kakaowym Isana). Z racji gęstości zajęło mi to sporo czasu, więc wydajność ma niezłą.

Naprawdę fajny skład, który powinien pasować moim włosom, nie zdziałał cudów, co mogło wynikać z proporcji poszczególnych składników. Czynnik personalny jest jednak niezwykle istotny w jakiejkolwiek pielęgnacji ;). Maskę Serum Deep Repair z czystym sumieniem mogę uznać za książkowy przykład włosowego średniaka.

Jak sprawdzają się u Was produkty Gliss Kur?

14 komentarzy:

  1. Na ta akurat nie miałam nigdy ssania 😁
    Mam odżywkę Glisskur Supreme Length ta w ciemnorozowym opakowaniu i jestem z niej bardzo zadowolona 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba odczekam trochę przed kolejnym Gliss Kurem :D

      Usuń
  2. U mnie te maski też dają jednorazowy efekt wow, a potem są bardzo przeciętne. Zastanawiam się, z czego to wynika. Zawsze tak mam z Gliss Kurem oraz Kallosem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziwna sprawa, szczególnie, gdy dotyczy tak różnych składowo produktów :O

      Usuń
  3. Oj szkoda ze nie zrobila efektu wow, ale ja skusze sie na Garniera tez z Twoich recenzji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, ten Goji Hair Food naprawdę zrobił u mnie szał :D

      Usuń
  4. Lubię tę kolekcję, ale maski nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy się na tej marce nie zawiodłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ja tak słabo z nią wystartowałam xD

      Usuń
  6. Nie miałam i raczej się nie skuszę, u mnie po praktycznie każdym produkcie z keratyną włosy są suche i strasznie się plączą. Dlatego już nawet nie próbuję ich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, chociaż akurat moje włosy keratynę bardzo lubią. Gorzej z jedwabiem :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dopasowała Karolina Gie