SUNSU by Isana - koreańska pielęgnacja w marce własnej Rossmanna

Boom na koreańską pielęgnację trwa od dłuższego czasu. Po okresie konieczności zakupów w sieci coraz więcej drogerii stacjonarnych decyduje się na wprowadzenie azjatyckich kosmetyków na swoje półki. Ba, kolejne marki decydują się na wprowadzenie koreańskich inspiracji w swoje własne linie ;). Jedną z nich jest rossmannowska Isana, której linia SUNSU obiecuje efekt jak po stosowaniu znanych marek ze wschodu. 

Jak to u Isany bywa, dostaliśmy linię w ładnych opakowaniach i niskich cenach (15-25zł) składającą się z kremu do mycia twarzy, toniku i kremu. Co znajdziemy w ich wnętrzu?

SUNSU by Isana, Krem do mycia twarzy


Skład: Aqua, Glycerin, Palmitic Acid, Stearic Acid, Lauric Acid, Potassium Hydroxide, Myristic Acid, PEG-100 Stearate, Cera Alba, Cocamidopropyl Betaine, Parfum, Glyceryl Stearate, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Tocopheryl Acetate, Sodium Chloride, Caprylyl Glycol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Melaleuca Alternifolia Leaf Extract, Butylene Glycol, Butylphenyl Methylpropional, 1,2-Hexanediol, Disodium EDTA, Propanediol, Hydroxycitronellal, Geraniol, Polyquaterniu m-7, Illicium Verum Fruit Extract, Bambusa Vulgaris Extract, Centella Asiatica Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Benzoate, Ethylhexylglycerin.

Skład kremu do mycia twarzy naprawdę obiecuje delikatne mycie. Bazą składu jest nawilżająca gliceryna oraz kwasy tłuszczowe (w tym laurynowy), które w połączeniu z wodorotlenkiem potasu dają odpowiednie mydła. Do tego wosk pszczeli i odrobina betainy kokamidopropylowej tuż przed zapachem (który pojawia się już w drugiej linijce składu). Wśród śladowych dodatków znajdziemy ekstrakty z aloesu, drzewa herbacianego, anyżu, bambusa i wąkroty. Zawiera chlorek sodu (sól kuchenną) po zapachu w roli zagęstnika i pomimo niekontrowersyjnych konserwantów warto wykonać przy pierwszym użyciu domową próbę uczuleniową.

Plus za delikatniejszy skład myjący, aczkolwiek cery nie lubiące się z mydłami powinny zachować sporą dozę ostrożności ;). Zamierzam go zakupić przy najbliższej okazji, gdy moje obecne myjadło będzie dobijać dna. Lubię mydła - może się u mnie nieźle sprawdzić.

SUNSU by Isana, Tonik


Skład: Aqua, Methylpropanediol, PEG/ PPG-17/6 Copolymer, PEG-32, Hydroxyethyl Urea, 1,2-Hexanediol, Hydroxyacetophenone, Allantoin, Betaine, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Prunus Serrulata Flower Extract, Butylene Glycol, Disodium EDTA, Parfum, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Butylphenyl Methylpropional, Bambusa Vulgaris Extract, Hydroxycitronellal, Centella Asiatica Extract, Geraniol, Ethylhexylglycerin.

Ten tonik można śmiało zakwalifikować pod produkt nawilżający. Zestaw alkoholi polihydroksylowych (nawilżaczy-humektaktów) przełamany alantoiną, betainą, hialuronianem sodu modyfikowanym olejem rycynowym (modyfikacja ułatwia jego zmycie) i wzbogacony ekstraktami z aloesu, wiśni, bambusa i wąkroty może się podobać. I to nawet osobie, która woli płyny micelarne od toników (czyli np. mnie :D). 

Nie wykluczam zaopatrzenia się w niego - poza deklarowanym zastosowaniem chętnie nasączałabym nim maski bawełniane i stosowała w formie maseczkowego okładu. Ma potencjał na naprawdę niezłe działanie.

SUNSU by Isana, Krem na dzień


Skład: Aqua, Olus Oil, Dipentaerythrityl Hexa C5-9 Acid Esters, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycereth-26, Methylpropanediol, Stearyl Alcohol, Cera Alba, Limnanthes Alba Seed Oil, Polysorbate 60, Cetyl Alcohol, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetearyl Alcohol, Polyacrylate-13, Isoamyl Laurate, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Polyisobutene, Allantoin, Parfum, Tocopheryl Acetate, Butylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Sorbitan Isostearate, Butylphenyl Methylpropional, Tropolone, Hydroxycitronellal, Geraniol, 1,2-Hexanediol, Bambusa Vulgaris Extract, Beta-Glucan, Centella Asiatica Extract, Sodium Hyaluronate. 

Emolientowa baza, której głównym składnikiem jest enigmatyczny "olej roślinny" wzbogacona została trójglicerydami (warto zwrócić na nie uwagę w przypadku cery skłonnej do niedoskonałości), woskiem pszczelim, olejem z rzeżuchy, alantoiną, witaminą E oraz ekstraktami z aloesu, bambusa i wąkroty. Niewielkie ilości nawilżaczy (hialuronian sodu, glikole) zamykają litanię składników wspólnie z konserwantami, zapachami i regulatorami pH. 

Krem z serii SENSU by Isana pociąga mnie jakoś najmniej, ale wynika to chyba z mojej utrwalonej niechęci do trójglicerydów - nawet pomimo tego, że obecnie (w mniejszych ilościach) nie wywołują u mnie wysypów zaskórników i innych niedoskonałości. Obiektywnie mówiąc - ma całkiem niezły skład, który ma szansę należycie odżywić i ochronić skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Kojarzy mi się nawet z zimową pielęgnacją ;).

Jakie jest Wasze zdanie o kosmetykach koreańskich i w ogóle - azjatyckich? Może macie wśród nich swoje perełki?

Maski do włosów w czepku od Biovene Barcelona? Dlaczego nie!

Maski w płacie na twarz to jedno ze stosunkowo nowych rozwiązań pielęgnacyjnych, które naprawdę przypadły mi do gustu. Stosuję zarówno wersje drogeryjne, jak maseczki Isany, a także nasączam różnymi specyfikami skompresowane maski bawełniane. Propozycja testowania produktów Biovene Barcelona zaskoczyła mnie pod względem przedmiotu testów - maski "w płacie" (a w zasadzie w czepku) do włosów! Przy pierwszej nadarzającej się okazji nie omieszkałam wykorzystać swojego egzemplarza. Trafiła mi się wersja z aloesem, soją i kolagenem.

Hair Wrap Treatment Biovene Barcelona

Produkt otrzymujemy zapakowany w jednorazową saszetkę, którą naprawdę łatwo się otwiera jednym pociągnięciem. Nie przekopywałam sieci przed aplikacją, więc mile zaskoczyła mnie wielkość turbana (wielki - mieści mój duży łeb, na który nie sposób znaleźć czapki :D) oraz pieczołowite umieszczenie produktu pielęgnacyjnego w jego wnętrzu. Zewnętrzna warstwa jest całkowicie czysta, więc przy wyjmowaniu płata nie ma ryzyka zabrudzenia dłoni czy czegokolwiek wokoło. Wnętrze czepka jest równomiernie pokryte produktem w rozsądnej ilości - nic się nie wylewa ;).

Sam zastosowany materiał przypomina mi bardziej silikon niż plastik - jest gładki, przyjemny w dotyku i bardzo wytrzymały. Różowy kolor nie jest moim ulubionym, ale mogę go znieść ;). Zamontowana naklejka z logiem producenta pozwala na dopasowanie turbanu do swojej głowy i fryzury.

30g maski w płacie kosztuje bez promocji 12,99zł w Rossmannie. 

Skład:

Biovene Barcelona Hair Wrap Treatment - skład

P.S. W związku z kilkoma prośbami dla osób szukających równowagi PEH (o której kilka prywatnych słów napiszę niedługo, wprowadziłam skróty P-proteiny, E-emolienty, H - humektanty). 

Jeden z niewielu mocno nawilżających (humektantowych, H) produktów do włosów, jakie miałam okazję spotkać w swojej włosowej przygodzie. Gliceryna, trehaloza i ekstrakt z aloesu to popularne nawilżacze, które zostały uzupełnione niewielkimi dawkami alkoholi tłuszczowych (emolienty, E) oraz saponin (o właściwościach nawilżających i ułatwiających zmywanie). Odrobina hydrolizowanego kolagenu (P) dopełnia całość. Końcówka składu to nie budzący moich wątpliwości konserwant, kwas cytrynowy w roli regulatora pH i kompozycja zapachowa. 

Krótko i naprawdę nawilżająco! Warto jednak, szczególnie na początku pielęgnacyjnej drogi, nieco uważać na humektanty-nawilżacze. Składniki te, szczególnie w warunkach mocno suchych lub wilgotnych, pobierają lub oddają wodę do otoczenia, co może zaowocować puchem.

Wnętrze różowego turbanu pachnie dość perfumeryjnie, ale w czasie zabiegu zapach nie jest wyczuwalny. Nie pozostaje również na włosach po spłukaniu.

Przed aplikacją włosy umyłam dwukrotnie szamponem micelarnym Nivea, osuszyłam je z grubsza ręcznikiem i wszystkie wpakowałam w różowy wór:

Maska w czepku Biovene Barcelona aplikacja

Całkiem łatwo udało mi się dopasować turban do swojej głowy i z racji upału nosiłam go bez dodatkowego ręcznika przez jakieś pół godziny. Nic z niego nie wyciekało w żadnym kierunku, co pozwoliło mi w tym czasie na zajęcie się innymi sprawami. Zmywanie - totalnie bezproblemowe, nawet powiedziałabym, że dość krótkie ;). Po zabiegu moje loki prezentowały się następująco:



I nie ukrywam - jestem zadowolona. Włosy są miękkie (bez efektu "kaczuszki"), mięsiste, całkiem ładnie się ułożyły pomimo wołania o odświeżenie cięcia u fryzjera. A przede wszystkim - to ich 3 dzień od mycia na zdjęciach i nadal nie czuję nurtującej potrzeby ich spięcia :D. Obawiałam się, że dłuższe włosowe posiedzenie pod czepkiem wywoła przyklap na moim czerepie, ale do niczego takiego nie doszło. Uwag ze strony skóry głowy również nie zanotowałam.

Szczerze powiem - nie spodziewałam się aż tak dobrego efektu! Producent zaleca stosowanie maski w czepku 2-3 razy w miesiącu i bardzo możliwe, że będę wracać do tego patentu pielęgnacyjnego. Isana również wypuściła podobny produkt - czyżby szykował się hit na miarę maseczek w płacie? ;)

Jak się zapatrujecie na tego typu wynalazki? ;)