Filtr prysznicowy FITaqua - tak dla skóry, nie dla moich włosów ;)



Temat twardej wody i jej wpływu na włosy cyklicznie wraca zarówno na blogach jak i w Waszych wiadomościach. Onego czasu modny był nawet temat "chelatowania włosów". Trochę wpisów na te tematy znajdziecie poniżej:

Chelatowanie włosów - czy naprawdę ma szansę zadziałać?
"Chelatowanie" włosów - czym można realnie obniżyć twardość wody?
Problemy włosowe XVIII: czy miękka woda zawsze jest najlepsza dla włosów?
Miękka i twarda woda – moje prywatne blaski i cienie
Większość z Was skarży się na to, że twarda woda ma zły wpływ na kondycję i wygląd Waszych włosów. Moje kłaczki postanowiły w tym względzie iść pod prąd. Twarda, krakowska woda gwarantuje im ładny wygląd, natomiast miękka woda w moim domu rodzinnym potrafi sprawić na jej głowie ciekawe psikusy.

Skóra natomiast dużo lepiej toleruje wodę miękką - i jak tu żyć panie premierze? ;). Ze względu na ten włosowo-skórny dysonans z dużą dozą ciekawości zgodziłam się na testowanie filtra prysznicowego FITaqua. 


Wykonany z solidnego tworzywa filtr zawierający złoże cynkowo-miedziowe (dzięki czemu neutralizuje kationy wapnia i magnezu - odpowiedzialne za twardość wody - oraz aniony chlorkowe) montuje się tuż za główką (słuchawką) prysznica. Taki układ sprawia, że spłukiwanie włosów staje się mniej komfortowe (jeśli trzymamy słuchawkę w ręku). Istnieje również możliwość zamontowania go przy baterii (w mojej łazience niemożliwy, wtedy nie wpływa na komfort mycia ;)). Jego montaż nie wpłynął na zmianę ciśnienia wypływającej wody i poradzi sobie z nim każdy - skoro ja dałam radę :D.

Kosztuje 62zł i wg deklaracji producenta należy go wymieniać co około 6 miesięcy (ten okres jest jednak uzależniony od stopnia twardości wody).

Po kilku dniach od montażu (w Krakowie) zauważyłam pozytywne zmiany w stanie skóry. Skóra łydek i ramion, która akurat w tym okresie zbuntowała się i reagowała przesuszeniem na byle co nagle się uspokoiła (bez zastosowania dodatkowych środków). Moja sucha skóra ewidentnie woli wodę miękką - co potwierdziło się po raz kolejny.

Niestety, moje włosy zdania nie zmieniły ;). Na miękką wodę reagują "kaczuszką" (nadmierną miękkością i puchem), z którą po wysuszeniu ciężko jest nawet walczyć (nawet stylizator-lakier nie pomaga, wszystko, łącznie z upięciami, bardzo szybko się rozwala). Obecnie do mycia włosów go zdejmuję ;).

Reakcje moich włosów i skóry ewidentnie świadczą, że ten filtr to nie pic na wodę i fotomontaż - faktycznie odfiltrowuje wodę ze związków odpowiedzialnych za jej twardość. Może być całkiem dobrym rozwiązaniem dla osób, których włosy i/lub skóra potrzebują wody miększej niż akurat dostępna w rurach ;). Gorzej, jeśli włosy i skóra (jak u mnie) mają totalnie odmienne zdania na temat twardości wody xD.

Jaki wpływ na efekty Waszej pielęgnacji ma twardość wody w Waszych kranach?


loading...

Miękka i twarda woda – moje prywatne blaski i cienie




Przekrój „twardościowy” wody mam dość spory: na co dzień  mieszkam w Krakowie (twarda woda), często jeżdżę do domu rodzinnego (woda miękka), a obecnie szwendam się po Skandynawii (woda ultramiękka). Te zmiany wody nie pozostają oczywiście bez wpływu na moje włosy oraz skórę. O doznaniach smakowych nie będę się rozpisywać, powiem tylko tyle: wodę z kranu w Szwecji pije się jak wino <3

Moja skóra, podobnie jak kubki smakowe, zakochała się w ultramiękkiej szwedzkiej wodzie. Od przyjazdu tutaj nie zanotowałam żadnych podrażnień czy przesuszeń skóry, która w ogóle wygląda na zdrowszą (mniej zaskórników i zmian związanych z zapaleniem okołomieszkowym – chyba po raz pierwszy w życiu nie mam ani jednej zmiany na skórze ramion ^.^). Jedyny problem, jaki zanotowałam, to niemożność odpowiedniego spienienia produktów do mycia, przez co trzeba zużyć ich sporo więcej :P. Podobnie dobrze na mojej skórze spisuje się u mnie woda w domu rodzinnym, natomiast krakowska kranówa nie jest już taka dobra. Zdarzają się podrażnienia i zmiany skórne podejrzanego pochodzenia, na szczęście dość rzadko. Bardzo prawdopodobne jednak, że to nie sama twardość tak wpływa na moją skórę, tylko inne, niezwiązane z nią składniki wody.

Problemy włosowe XVIII: czy miękka woda zawsze jest najlepsza dla włosów?




Gdziekolwiek nie szukałabym na ten temat informacji, to i tak prawie zawsze trafiam na stwierdzenie, że włosom najbardziej służy woda miękka. Stąd zapewne swoje początki wziął jakiś czas temu trend zwany chelatowaniem włosów (KLIK! KLIK!). Pytanie tylko, czy jest to pogląd uniwersalny?

Za twardość wody, co zapewne wie większość z Was, odpowiadają głownie kationy wapnia i magnezu (czasem, rzadko: żelaza (II) i manganu (II)). W czasie gotowania składniki te zamieniają się w kamień kotłowy, widoczny na armaturze czy w czajnikach (jego pojawienie się jednocześnie obniża twardość wody).

Najlepszą wodą dla włosów jest taka, która im najbardziej służy. Miękka woda nie ma samych plusów: trudniej w niej spienić produkt używany do mycia i domyć włosy (najczęściej nadmieniany problem), ciężej się nią spłukuje kosmetyki pielęgnacyjne, łatwiej natomiast jest osiągnąć efekt „kaczki” (włosy nadmiernie miękkie, czasem też spuszone do kompletu).

Niektóre z moich Czytelniczek raportują jednak o tym, że po zmianie wody na miękką ich włosy są mniej matowe, bardziej odbite od nasady i jakby „bez osadu kamienia” (wiele z Was mówi o takim zjawisku po myciu włosów w twardej wodzie). Włosy większości z nas nie zauważą jednak takiego „osadowego” zjawiska.

Kolejną kwestią do rozważenia jest reakcja skóry na dany skład wody. Zwykle pozytywne/negatywne skutki w postaci pojawienia się/ustąpienia nadmiernego wypadania włosów czy różnego rodzaju podrażnień i alergii przypisywane jest właśnie twardości wody. Bardzo rzadko jednak reakcja skóry ma związek akurat z działaniem jonów wapnia i magnezu.