Breylee Hair Growth Essential Oil (Olejek na porost włosów) - pewniejszy substytut Andrei z Aliexpress?

Dlaczego nie Andrea?


Część z Was (jeśli nie wszyscy) pamięta pewnie spory szał na olejek na porost włosów Andrea wprost z Aliexpress. Różnie z nim bywało - przesyłka nie trafiała do zamawiającego, a jeśli już trafiła, to bogactwo zawartości mogło zaskoczyć. Nie raz i nie dwa widziałam w sieci wpisy, które mówiły o różnych konsystencjach, zapachu i właściwościach olejków w tych samych opakowaniach. Skład na opakowaniu też budził wątpliwości co do swojej rzetelności. Zresztą to właśnie składowe niepewności bardzo długo powstrzymywały mnie przed jakimikolwiek zakupami mazidłowymi na Aliexpress. Pojawienie się jednak firm dystrybuujących swoje kosmetyki wprost z Azji na rynek europejski, takich jak Lanbena (pamiętajcie o ich cudownych płatkach pod oczy) czy Breylee złamały mój opór. 

Dzisiaj mam dla Was olejek na porost włosów Breylee, który w mojej opinii jest pewniejszym zamiennikiem słynnej Andrei.

Breylee - maleńki olejek w równie małych pieniądzach



Breylee olejek na porost włosów

Olejek trafił do mnie w przeciągu 3 tygodni od zamówienia (z oficjalnego sklepu) zapakowany w solidny i dodatkowo zafoliowany kartonik. Sama buteleczka jest z grubego plastiku i niestraszne jej podłogowe wyzwania (no i jest niebieska, ale to mój własny fetysz :D). Do zmiany jest natomiast zakraplacz - by kropla olejku trafiła tam, gdzie jej miejsce należy dość mocno strzepnąć flakonik, co nie jest szczególnie wygodne pod prysznicem przy mokrych dłoniach. Etykiety na kontakt z wodą kompletnie nie reagują ;).

20ml olejku kosztuje około 10-15zł, w zależności od aktualnej promocji i dostępności kuponów.


Olejek na porost włosów Breylee - co kryje się w jego wnętrzu?



Breylee olejek na porost włosów - skład

Ekstrakty z imbiru, żeń-szenia, Ku Shen, czarnego orzecha i rdestowca rozpuszczone w mieszance oleju winogronowego, glicerolu, karbomeru, glikolu propylenowego i olejku rozmarynowego (eterycznego). Skład sprawia wrażenie poprawnego, bo producent nie ukrył karbomeru (substancji odpowiedzialnej za konsystencję) oraz konserwantu, którym jest tutaj metyloparaben. Mnie parabeny nie przeszkadzają z racji ich szerokiego przebadania, ale sądzę, że przy dylematach zakupowych będzie to dla Was ważna informacja. Nie mam się do czego przyczepić.

Olejek ma konsystencję wody i nieszczególnie wyczuwalny, trawiasto-korzenny zapach. Producent zaleca wymieszanie 3ml produktu ze 100ml naszego szamponu lub dodanie kropli olejku do jednorazowej porcji szamponu. Postanowiłam nie kombinować i zastosowałam opcję drugą, bo przechowywanie takich mieszanek jest dość problematyczne, a ich trwałość i wzajemne długotrwałe interakcje są zagadką. Sądzę jednak, że absolutnie nie powinien być stosowany w formie nierozcieńczonej, a i przy stosowaniu w roli wcierki (po rozcieńczeniu) zalecam ostrożność. Sama - nie próbowałam takich podejść.

Olejek Breylee - efekty


Olejek stosuję przy każdym myciu włosów (co 2-3dni) już od ponad dwóch miesięcy i zużyłam jakieś pół opakowania, więc jest naprawdę wydajny. Nie zmienia jakoś widocznie konsystencji szamponu po wymieszaniu na dłoni, nie zmienia także jego mocy myjącej (akurat stosuję go z szamponem O'Herbal) ani łatwości spłukiwania. Pierwszym zauważalnym efektem (i to po pierwszym myciu!) było zwiększenie objętości fryzury tuż przy skórze głowy oraz przedłużenie świeżości czupryny przy coraz cieplejszej pogodzie. Zachęcona efektem nie przerwałam testów i dzisiaj mogę pochwalić się całym tabunem malutkich bejbików, a to przecież na gęstości najbardziej mi zależy ;).

Przyspieszenie przyrostu włosów również odczułam, ale ciężko mi go podać liczbowo (nie mierzę włosów, a loki jeszcze bardziej utrudniają obserwację). Najlepiej sytuację odda fakt, że chyba od czasów dzieciństwa nie miałam tak długich włosów jak obecnie. Fryzjerze, przybywam w przyszłym tygodniu na drastyczne cięcie! :D

Nie zauważyłam w trakcie jego stosowania żadnych negatywnych efektów zarówno na skórze głowy, jak i na okolicznych połaciach, z którymi ma kontakt piana z szamponu. Pozbyłam się nawet odwiecznego efektu delikatnego swędzenia skóry głowy, które pojawiało się czasami w momencie, gdy włosy domagały się mycia. Spodziewam się, że to również zasługa jego właściwości seboregulujących.

Nie spodziewałam się, że zadziała w jakikolwiek sposób. Wyznaję wszak zasadę, że szampon ma myć, a działanie porostowe mogą mieć produkty, które dłużej przebywają na skórze głowy. To w zasadzie drugie tego typu zaskoczenie, po szamponie Biokap w starej wersji. 

Jak wygląda Wasze zapuszczanie lub zagęszczanie włosów? ;)

Loki po cięciu ;)



Skleroza to ostatnio moje drugie imię ;). Nie pokazałam Wam wszak moich lokowanych włosów po cięciu, które miało miejsce 1,5 miesiąca temu xD. Tak jak wspominałam już TUTAJ (wersja prostowłosa) straciłam jakąś farmaceutyczną ilość włosów, odświeżyłam kształt fryzury i cieniowanie. Możecie się śmiać - ja, osoba bardzo praktycznie podchodząca do długości swoich kudeł, postanowiłam zapuszczać włosy do ślubu. Powody są dwa: oczywiście mój przyszły mąż (jak chyba większość przedstawicieli jego płci) od zawsze namawia mnie na długie pukle, a poza tym... lepszej okazji i motywacji już nie będę mieć. Jak nie teraz - to kiedy? ;). 

Włosów na głowie mam sporo, ale są one bardzo cienkie - najlepiej świadczy o tym mój kucyk o mikroskopijnym obwodzie (więcej TUTAJ). Nie wiem więc jak długo potrwa moje zapuszczanie - gdy będą mi smętnie wisiały pojedyncze pasma to bez żalu skrócę je do kręconego boba. Obecnie jednak moje kudły bardzo mi się podobają. Poniższe zdjęcia zostały wykonane tego samego dnia, ale o różnych porach.

  • Tuż po wyschnięciu.


  • Po odgnieceniu żelu:


  • Po powrocie wieczorem i zdjęciu kaptura:


  • Wygląd wyglądem, ale łyżkę dziegciu też już mam - dłuższe włosy są trudniejsze w obsłudze i "współżyciu". Włażą pod swetry, żakiety i kurtki, muszę je wygrzebywać spod paska torebki i plecaka, a i stylizacja stała się jakaś bardziej skomplikowana. Łatwiej też jest sprawić, by wyglądały z jakiegoś powodu nie najlepiej - a to jedno pasmo mi się przy schnięciu wyprostuje, a to jedna połowa mocniej skręci albo odstaje xD. Dłuższe włosy są jednak dużo łatwiejsze do spięcia - mam większe pole do popisu z moimi spinkami Flexi8 (KLIK! i KLIK!). Plusy "dodatnie" i "ujemne" na razie się równoważą ;).

    Wytrwam czy nie wytrwam - oto jest pytanie ;). Jak Wam idzie zapuszczanie? A może opowiecie mi o swoim zapuszczaniu na jakąś ważną okazję? ;)