Spinki Flexi8 od Lilla Rose - pierwsze wrażenia ;)



Wspominałam Wam już jakiś czas temu, że sprawiłam sobie spinki Flexi8, które były moją zachciewajką od jakiegoś czasu. Niestety, w Polsce i Europie nie są one dostępne - można je nabyć w amerykańskim sklepie Lilla Rose. Już końcem sierpnia miałam je zamówić, ale nie zdążyłam z aktywacją konta Pay Pal w czasie trwania promocji. Przy kolejnej obniżce miałam już wszystko przygotowane :D.

Bez pewnych problemów natury technicznej się nie obyło. Mimo obejrzenia kilku filmików instruktażowych nie do końca wiedziałam, jakie rozmiary spinek zamówić. Najpierw pomyślałam: "Dobra, mam 5-6 cm w kucyku, włosy dość krótkie, wezmę sobie XXS, XS i z myślą o przyszłości - S." Rozmawiałam jednak akurat z Katarzyną, znaną z posta o wypłukiwaniu henny/indygo z włosów, która uświadomiła mi, że powinnam pamiętać także o kręconej strukturze moich włosów, która zwiększa rozmiar spinki. Byłam nie do końca przekonana, ale zdecydowałam się na rozmiary XS, S i M.

Nie miałam również pojęcia, czy te spinki w ogóle się u mnie sprawdzą, dlatego skupiłam się na modelach przecenionych o 40%. Wybrałam:


  • Turquoise Tranquility (rozmiar XS, 9.10$)
  • Flora Metals (rozmiar S, 9.80$)
  • Soaring Butterfly (rozmiar M, 9.00$)
Wysyłka kosztowała mnie 4$ (jak za darmo w porównaniu z kosztami Poczty Polskiej...). Zamówiłam je 30 września wieczorem, a paczka opuściła sklep 2 października (przed weekendem). 12 października została doręczona, więc jak na pokonanie oceanu to chyba zacny wynik ;).

Porównanie ich wielkości na mojej małej dłoni:


Okazało się, że Katarzyna doradziła mi dobrze. Rozmiar XS pozwala mi na spięcie górnej warstwy włosów - nie jestem w stanie spiąć tą spinką pełnego kucyka :O (a myślałam, że do tego nada się tylko najmniejszy rozmiar: XXS). Dzięki S-ce mogę zrobić dość wysokiego kucyka (który chyba stanie się moją ulubioną fryzurą). A takowego nie miałam na głowie od... lat, bo gumki + moje włosy = węzeł nie do rozplątania bez przecięcia gumki :P.

Jeśli się przyłożę, to na S-ce jestem również w stanie zrobić koczka, ale dużo łatwiej mi z M-ką. Dzięki tym trzem rozmiarom jestem obecnie w stanie zrobić wszystkie interesujące mnie fryzury.

Zdjęć samych upięć chwilowo nie będzie - muszę dojść do wprawy, bo włosy spinałam wcześniej rzadko (nie było takiej potrzeby - były krótsze). Ale jak poprawię swoje zdolności manualne na pewno wstawię ;).

Jak spinacie włosy? I przede wszystkim - czym? ;)


loading...

28 komentarzy:

  1. Całkiem fajne, niebanalne, jakby niedzisiejsze :)) Pozdrawiam Cię serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne! szkoda ze mam krótkie włosy i nie mam co spinać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam krótkie, ale daję radę je złapać ;)

      Usuń
  3. A na czym (poza wyglądem, bo jest niecodzienny) polega ich inność? Ominęły mnie jakiekolwiek informacje o nich w internetach i nie wiem czemu są lepsze niż inne spinki i trzeba je zza oceanu ściągać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moich włosów nie ciągną, a dobrze trzymają jednocześnie. Powiadają też, że w żaden sposób nie niszczą włosów, ale to dopiero sprawdzę w praktyce. Taka moja zachciewajka ;)

      Usuń
    2. Zachciewajki jak najbardziej rozumiem :) I generalnie taki lekko niedzisiejszy klimat spinek mi się podoba :) I jak ktoś ma warunki i chęci sprowadzać je z Ameryki to super. Po prostu byłam ciekawa co one takiego mają funkcjonalnie czego nie mają inne? Na czym technicznie polega ich wyjątkowość? I czy w Polsce jest coś podobnego? :)

      Usuń
    3. Nie ciągną w ogóle, przynajmniej moich włosów ;). W Polsce nie znalazłam nic podobnego, ale może po prostu na nic takiego nie trafiłam.

      Usuń
  4. Ja spinam tylko górne kosmyki dłuższą żabką, a jak całość to warkocz. Czekam na zdjęcia bo też mi wpadły w oko te spinki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z żabki wszystko mi wychodzi obecnie -.-

      Usuń
  5. Prezentują się cudnie :) Powiedz jednak - czy spinanie nimi nie powoduje uczucia 'ciągnięcia" włosów? Ja z tego powodu zrezygnowałam z kucyków i wysokich koczków, choć było mi w nich do twarzy...po prostu włosy "ciągną" i po rozpuszczeniu wypada ich więcej niż od zwykłego, delikatnego upięcia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noszę je dopiero kilka dni, ale nie czuję "ciągnięcia". Również jestem przewrażliwiona na tym punkcie xD

      Usuń
  6. Nie potrafię się przekonać do absolutnie żadnego sposobu spinania włosów i może te spinki by się u mnie sprawdziły?
    Znowu u mnie wszystko ześlizguje się z włosów.
    Fajnie, że jesteś z nich zadowolona. Czekam na zdjęcia upięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było dość podobnie (tolerowałam tylko żabki, ale obecnie wszystko mi z nich wyłazi...). A co do ześlizgiwania - nie potrafię ocenić, bo jednak na lokach jest inaczej.

      Usuń
  7. Fajnie wyglądają a nie są ciężkie???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale jako lekkie też bym je nie określiła ;)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, są też wersje mniej ozdobne ;)

      Usuń
  9. Wyłamię się... nie bardzo mi się podobają. Wolę dyskretniejsze dodatki ;) Spinać... nie mam czym. Wraz ze spadkiem porowatości do zdecydowanie niskiej zaczęłam mieć włosomaniacze problemy pierwszego świata. Większość spinek zjeżdża, co gorsze włosy zaczynają uciekać z warkocza, nawet związanego bardzo mocno (mam włosy proste jak druty). Testowałam dość modne Linziclip - są gorsze od zwykłych spinek z rossmanna. Zostają mi ścisłe "supełki" mocno związane gumką :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście ja je będę nosić ;)

      Pierwszy raz słyszę o tych spinkach :O

      Usuń
  10. Fajne te spinki, ale chyba mam zbyt cienkie włosy :) Ważne abyś Ty była zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypominam nieśmiało, że mam cienkie włosy ;)

      Usuń
  11. bardzo fajne spinki. Lubię takie ozdoby do włosów. Podobają mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Znalazłam dokładną instrukcję :)
    https://www.youtube.com/watch?v=Ex_lcdUikEA
    Mam już swoje lata i pamiętam, że takie spinki bywaly w sklepach z akcesoriami i kosztowały grosze. Co prawda produkowano je z plastiku i nie były niczym ozdabiane, ale funkcja dokladnie ta sama. Nie potrafię sobie teraz przypomniec gdzie je widywalam, bo nigdy jakoś mnie za bardzo nie interesowały. Jestem zdumiona, że wraca na nie moda i w dodatku trzeba je aż w Ameryce kupować :)
    Zofia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie się to tak miękko pół średnio sprawdziło - w sensie ta instrukcja ;).

      Plastikowe? A były elastyczne? Bo te są ;)

      Usuń

Szablon dopasowała Karolina Gie