Analizy składów - top 2016 roku!



Analizy składów są postami, których często poszukujecie na moim blogu. Przyznaję też, że bardzo lubię je tworzyć - rozkładanie INCI na czynniki pierwsze sprawia mi jakąś perwersyjną przyjemność :D. Nie wszystkie kosmetyki jestem w stanie przetestować (pierdyliardy kosmetyków, a ja tylko jedna ;)), dlatego też moje analizy pewnie niejednemu z Was pomagają przy zakupach kosmetycznych. W ramach pierwszego (z trzech) posta podsumowującego wpisy z zeszłego roku mam dla Was zestawienie wszystkich porównań składów 2016 roku. Opatrzyłam każdą króciutkim komentarzem i oczywiście linkiem do pełnej wersji. 

Zaczynamy!


Szampony Joanna z linii Prebiotycznej i Hypoalergicznej - ten post wielu z Was utwierdzi w przekonaniu, że producentom nie można wierzyć na słowo ;). Szampon prebiotyczny jest naprawdę ładnym składowo delikatnym myjadłem, natomiast jego "hypoalergiczny" brat z produktem do alergików ma tyle wspólnego co ja z baletem mongolskim. Całe porównanie dostępne jest TUTAJ.


Joanna Tradycyjna Receptura, składy szamponów - ta seria włosowych mazideł pojawiła się na jednej z Biedronkowych promocji, czym wzbudziła moją dużą ciekawość. Mogą zainteresować fanów mocniejszego domywania włosów. Pełne analizy składów dostępne są TUTAJ.


Vis Plantis Avena Vital Care - świetna linia dla cery wrażliwej od Elfa Pharm. Miałam okazję przetestować żel z tej serii (recenzja TUTAJ) - został nawet moim ulubieńcem. Pełna analiza dostępna jest TUTAJ.


Perfect Me by JF Malcolm - te kosmetyki do włosów (maski i szampony) pojawiły się najpierw w Biedronce w formie saszetek, by chwilę później zawojować sklep wielkimi słojami ;). Mają wśród Was wielu zwolenników - sama czaję się na słoiczek którejś z masek gdy coś zużyję. Analizy składów dostępne są TUTAJ.


Maski Dr Sante: Macadamia, Argan, Keratin - maski produkowane przez Elfa Pharm wzbudziły spore zainteresowanie, więc nie omieszkałam porównać ich składów. Są to produkty mocno proteinowe, jednak znajdziemy w nich także spore dodatki olejów. Pełna analiza - TUTAJ.


AA Profesjonalny Zabieg: Filler Przeciwzmarszczkowy i Laser Rozjaśniający - firma AA wypuściła wiele kosmetyków godnych uwagi, ale tych z całą pewnością do takowych nie zaliczę. Nieprzemyślane składy nie mają zbyt wiele wspólnego z tym, co deklaruje producent, a pełne porównanie znajdziecie TUTAJ.


Himalaya Herbals, seria z miodlą indyjską (Neem) - całkiem niezła seria przeznaczona do cer z problemami trądzikowymi. Ich maska jest wręcz legendarna, a tonik ma ciekawe właściwości związane z... porostem włosów ;). Pełna analiza dostępna jest TUTAJ.


Bielenda Studio AP Artisti Professional - seria proteinowych, interesujących kosmetyków do włosów od Bielendy. Pokusili się nawet o odżywki myjące! Pełna analiza serii - TUTAJ.


Szampony: Vinsvin, Stapiz, Numis Med - ta analiza była owocem mojej wizyty w drogerii Kosmyk. Nie mogłam się oprzeć przekazaniu Wam składów, których próżno było szukać w sieci ;). Analiza - TUTAJ.


Rival de Loop seria Zell Intense - po moich zachwytach nad wycofanymi już liniami Hydro i Regeneration nadszedł czas na nowości jeden z marek własnych Rossmanna. Obecnie testuję koncentrat pod oczy, ale cała jest warta uwagi. Analiza - TUTAJ.


Elancyl, linia kosmetyków przeciw cellulitowi - dobry przykład na to, że cena wcale nie musi iść w parze z bogatym składem. Zainteresowanych tematem zapraszam TUTAJ.


Ampułki Kallos - kusiły mnie naprawdę długo. W zasadzie do momentu, w którym miałam okazję w końcu obejrzeć ich składy. Moja ulubiona marka włosowa w tych produktach absolutnie się nie popisała. Dowody - TUTAJ.

Nowa seria Jantar Medica vs stara wersja Jantara - Farmona najprawdopodobniej stworzyła firmę-córkę Indeepharm, która produkuje linię Jantar w zmienionych formułach. Zdania na temat obu serii Jantar są podzielone (u jednych użytkowników działa jedna, u innych druga, obie lub w ogóle), jednak warto zauważyć, że w końcu do kultowych wcierek dołączono rozsądny aplikator. Analizy składów znajdziecie TUTAJ.


Kremy Miya Cosmetics myWONDERBALM - kremy, które szturmem zawojowały polską blogosferę ;). Nie powinno to nikogo dziwić - niewygórowana cena połączona ze sporą objętością i fajnymi składami daje zacne efekty, a dodatkowo cechuje się szybkim wchłanianiem i nie zmniejsza trwałości makijażu. Analizy składów dostępne są TUTAJ.


Vis Plantis Atopy Tolerance - świetna składowo seria przeznaczona dla osób o skórze wrażliwej, atopowej, skłonnej do przesuszania. Miałam okazję testować już krem do powiek i okolic oczu i powiem tyle - jest moc! Analizy składów - TUTAJ.


OleoKremy Biovax L'biotica - to chyba moje najbardziej pozytywne zaskoczenie tego roku. Absolutny hit sezonu dla moich włosów - może wybierzecie z nich coś dla siebie dzięki analizom składów (TUTAJ).


Emulsje, płyny i żele do higieny intymnej LACTACYD - praca nad tym postem, o który sami mnie prosiliście, uświadomiła mi ile rodzajów Laktacydów istnieje na rynku. Tajemnicą poliszynela jest natomiast to, że część z nich się dubluje składowo pod różnymi nazwami. Nieładnie! Analizy składów znajdziecie TUTAJ.
Kosmetyki do włosów Wierzbicki&Schmidt - po ich cenach i popularności sygnujących markę Panów spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Składy są dość standardowe, a najkrócej można je opisać jednym hasłem: proteiny do oporu. Analizy składów tych "cudów" znajdziecie TUTAJ.

Nie spodziewałam się, że popełniłam ich aż tyle ;).

A czy Wy sugerujecie się składem w czasie swoich zakupów - nie tylko kosmetycznych?
Więcej »

Vis Plantis 01. Basil Element - analizy składów gorących, włosowych nowości!



Muszę się Wam do czegoś przyznać - o pojawieniu się tej linii kosmetyków produkowanych przez Elfa Pharm pod szyldem Vis Plantis wiedziałam od kilku miesięcy. Nie chciałam psuć Wam niespodzianki (i dodatkowo zaburzać działań promocyjnych firmy ;)). Z niecierpliwością tuptałam w tym czasie nogami, więc podsumowania 2016 roku muszą jeszcze poczekać ;). W końcu włosowe nowości kosmetyczne to to, co lubię najbardziej. Przy tworzeniu tego posta wspomogłam się grafikami i składami ze sklepu producenta.


Linia 01. Basil Element składa się z mleczka, odżywki, maski i szamponu, a całość dedykowana jest walce z wypadaniem włosów. Interesująco, prawda? Jeszcze ciekawiej zrobi się po przejrzeniu składów ;). 

Vis Plantis Basil Element, Szampon przeciw wypadaniu włosów


Skład: AQUA, SODIUM C14-16 OLEFIN SULFONATE, LAURETH-2, GLYCERIN, COCAMIDE DEA, LAURAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-70, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PARFUM, DIPROPYLENE GLYCOL, GLUCOSE, SORBITOL, SODIUM GLUTAMATE, UREA, SODIUM PCA, GLYCINE, LACTIC ACID, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, LINALOOL

Mimo tego, że mnie samej nie jest po drodze z szamponami bazującymi na delikatnych detergentach (problemy z domyciem włosów), doceniam każde nowe, delikatne myjadło na polskim rynku. Ten produkt bazuje na łagodnych, amfoterycznych i jonowych detergentach (sulfonowych zamiast siarczanowych) zaprawionych sporym dodatkiem gliceryny. Znajdziemy w nim także filmformer i morze olejów (uwodorniony rycynowy, słonecznikowy, kokosowy), jednak ufam, że nie pogorszy to mocy myjącej tego szampony. W połowie składu pojawia się lekko tajemniczy ekstrakt z bazylii odpowiedzialny za powstrzymanie wypadania, zagęszczenie i wzmocnienie czupryny. Po zapachu pojawiają się jeszcze humektanty (np. glikole, glukoza, sorbitol, mocznik, pantenol) oraz niewielkie dodatki aminokwasu (glicyny) i protein pszenicznych. Zawiera również konserwanty (bez parabenów) i regulatory pH.

300ml tego szamponu kosztuje 19,99zł. Przyznam, że skład jest naprawdę zacny i mimo wątpliwości dotyczących siły myjącej - chętnie bym go wypróbowała ;). Osoby o wrażliwszych skalpach (szczególnie nie tolerujących mocnych detergentów siarczanowych) powinny mieć go na uwadze.

Vis Plantis Basil Element, Mleczko wzmacniające przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM CHLORIDE, PARFUM, CYCLOPENTASILOXANE, QUATERNIUM-80, SILK AMINO ACIDS, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, LACTIC ACID, LINALOOL, GERANIOL, LIMONENE

Mleczko, a w zasadzie mgiełka (sądząc po atomizerze), wg opisu producenta ma służyć zarówno jako wcierka jak i produkt stylizująco-zabezpieczający po myciu. Przed zapachem znajdziemy w składzie emolient syntetyczny oraz kondycjoner, a tuż po nim - dla filmformery (silikon i quaterium). Zawiera również aminokwasy jedwabiu, oleje: lniany, słonecznikowy, kokosowy, ekstrakt z bazylii oraz nawilżacze (humektanty: glikol propylenowy, pantenol). Znajdziemy w nim także regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

150ml mleczka kosztuje 19,99zł. Przy stosowaniu tej mgiełki w roli produktu bez spłukiwania trzeba uważać na obecność aminokwasów - uwaga ta jest skierowana do posiadaczy włosów wrażliwych na obecność tych składników i protein. Mnie natomiast dużo mocniej pociąga w roli wcierki - jeśli będę miała okazję nie omieszkam jej tak przetestować. Niektórych może odrzucać obecność filmformerów - pamiętajmy jednak, że wiele osławionych znakomitymi wynikami wcierek także je posiada.

Vis Plantis Basil Element, Odżywka wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, CYCLOPENTASILOXANE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, CETRIMONIUM CHLORIDE, PROPYLENE GLYCOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, KERATIN AMINO ACIDS, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, DIMETHICONE, PARFUM, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, CITRIC ACID, LINALOOL

300ml odżywki kosztuje 29,99zł. Odżywka jest składowo dość podobna do mleczka, jednak kolejność składników jest inna (a więc i ich zawartość). Tuż po alkoholu tłuszczowym znajdziemy silikon oraz olej słonecznikowy. Dalszą część składu stanowią kondycjonery i glikol propylenowy sowicie doprawione aminokwasami keratyny, olejem kokosowym i ekstraktem z bazylii. Całość zamyka drugi silikon, kompozycja zapachowa i konserwanty (bez parabenów).

300ml tej odżywki kosztuje 29,99zł. Może być ciekawym wyborem na zimę jako produkt mocno emolientowy z rozsądnym dodatkiem aminokwasów. Można także poważnie przemyśleć jej nałożenie na skórę głowy przed myciem po wykonaniu domowej próby uczuleniowej.

Vis Plantis Basil Element, Maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, QUATERNIUM-80, PHENYL TRIMETHICONE, CETRIMONIUM CHLORIDE, GLYCERIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, AMODIMETHICONE, CETYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, COCOS NUCIFERA OIL, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, PROPYLENE GLYCOL, TRIDECETH-12, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, C10-40 ISOALKYLAMIDOPROPYLETHYLDIMONIUM ETHOSULFATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, PARFUM, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, LACTIC ACID, LINALOOL

200ml maski kosztuje 29,99zł. Doczekałam się w końcu w tej serii produktu typowo emolientowego, bez protein ;). Zestaw emolientów syntetycznych (w tym filmformerów: silikonów i quaterium) wzbogacony został tutaj olejami (słonecznikowy, kokosowy, lniany, arganowy), humektantami (nawilżaczami: gliceryną, glikolem propylenowym) oraz tytułowym ekstraktem z bazylii. Całość zamykają zapachy, regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

Solidny produkt na zimę - zabezpieczy, ujarzmi kosmyki i nabłyszczy. Może sprawdzę, jakie działanie w praktyce na porost włosów będzie miał tak emolientowy skład w połączeniu z ekstraktem z bazylii ;).

Podsumowując - niewiele miałam doświadczeń z ekstraktem z bazylii w kosmetyce ani też (chyba) nie miałam okazji przetestować jego działania na porost włosów. Dlatego też, jeśli zdecydujecie się na zakup jakiegoś produktu z tej serii - chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach ;).

Mleczko, odżywka czy maska - co wybrać na początek? Trudne sprawy pierwszego świata... xD
Więcej »

Podsumowanie 2016 roku - prywata ;)



"Stary" rok minął mi jak z bicza strzelił. Od lat nie narzekałam na brak zajęć, jednak w ciągu ostatnich 366 jeszcze ich sobie dołożyłam. Nie narzekam, aczkolwiek nie miałabym nic przeciwko, gdyby doba w jakiś magiczny sposób się rozciągnęła ;). 

Skorzystam jednak z okazji do złożenia Wam życzeń - oby 2017 rok był najlepszym w Waszym życiu, a każdy kolejny był jeszcze lepszy ;). Samych sukcesów, pomyślności, zdrowia i radości! 



Lubię wszelkiego rodzaju podsumowania, więc i dziś nie odmówię sobie tej przyjemności ;).
  • Wróciłam do okularów. Dla większości z Was będzie to podpunkt dość "śmiechowy", jednak zawsze uważałam, że w okularach wyglądam (delikatnie mówiąc) źle. Z wiekiem jednak przychodzi mądrość (taaa :P) i po 9 latach chodzenia tylko w soczewkach (niezdrowo, nie róbcie tego sami!) znów mam bryle (TUTAJ je pokazywałam). Nadal uważam soczewki za wygodniejsze, ale okulary też goszczą na moim nosie często.
  • Zrobiłam kurs na prawo jazdy i zdałam egzamin. Ileż mnie to nerwów kosztowało - wszystkie egzaminy na studiach plus egzamin doktorancki chowają się w niewidocznym miejscu xD. Dokument zdobyłam przy czwartym podejściu i nie wstydzę się tego. To był w zasadzie pierwszy egzamin, przy którym stres mnie pokonał. Z perspektywy czasu lepszym pomysłem byłoby zrobienie dokumentu w liceum - wtedy byłam jakaś bardziej wyluzowana. Teraz jazda stanowi dla mnie mega przyjemność, ale drugi raz przez tą historię nie chciałabym przechodzić :P.
  • Zaczęłam pracę w liceum - jestem nauczycielką chemii. Po pierwszych dwóch tygodniach, gdy zalała mnie fala papierowej biurokracji oraz stresowałam się samym prowadzeniem lekcji, naprawdę zaczęło sprawiać mi to przyjemność ;). Wciąż "uczę się uczyć" (w tym zawodzie taka nauka trwa przez całe życie, jeśli los pozwoli), ale naprawdę czuję satysfakcję, gdy moi uczniowie rozgryzają kolejne tematy.
  • Zaliczyłam kolejny rok studiów doktoranckich. Prawdopodobnie przez przeprowadzkę mojego wydziału i związany z tym galimatias oraz moją pracę nie obronię się "w terminie" (czytaj: w ciągu czterech lat), ale mam nadzieję, że jakoś to ogarnę. 
  • Jestem spokojniejsza - chyba ilość pracy spowodowała, że nie przejmuję się błahostkami. Fizycznie jestem bardziej zmęczona, ale psychicznie - oaza spokoju ;).
  • Zwiedziłam trochę świata, głównie dzięki mojemu M. - w tym roku skupiliśmy się na poznawaniu piękna szeroko rozumianej okolicy.
  • Zrobiłam sobie kilka kursów, w tym - zostałam trenerem-szkoleniowcem "z papierami".

Nigdy nie robię sobie postanowień noworocznych - zawsze staram się, by kolejny rok był po prostu lepszy ;).

Jak u Was wygląda bilans minionego roku?

P.S. Na fanpage mojego bloga możecie zgarnąć pudło pełne pachnącego, świecowego barachła KLIK! ;)

Więcej »

Pierre Rene Professional, Royal Mat Lipstick i lakier Monroe Red - czerwienie na święta



Ponad rok nie malowałam paznokci ;). Powód był prosty - bardzo denerwują mnie wszelkie ubytki w manicure, a z czasem na wszelkie poprawki i przemalowywanie jest krucho. Jeśli dodamy do tego mój stosunek do manicure hybrydowego zostaje w zasadzie jeden wybór - paznokcie saute :P. 

Święta to jednak czas mniejszej ilości obowiązków, więc wypróbowałam na swoich szponach lakier Pierre Rene Professional nr 319 Monroe Red (który znalazłam w paczuszce - KLIK!) - piękną, klasyczną czerwień bez udziwnień. 

11ml lakieru kosztuje 10-12zł, w zależności od miejsca.

Ileż miałam śmiechu z samej siebie - totalnie wyszłam z wprawy w malowaniu, co możecie zobaczyć na zdjęciach. Niemniej jednak lakier rozprowadza się dobrze, ma odpowiednią konsystencję i krótki czas schnięcia. Bąbelkowania i smug nie zanotowałam ;). 

Pod topem Golden Rose Quick Dry przez 3 dni trzymał się bez ubytków, potem końcówki zaczęły się ścierać. Zmył się bezproblemowo stosowaną przeze mnie metodą (KLIK!), na razie nie zauważyłam przebarwień na płytce ;).

Malutki minus, który pewnie część z Was poczyta za plus - ma dużą szczoteczkę (tzw. maxi brush), która przy moich wąskich paznokciach średnio się sprawdza.




To nie koniec świątecznych czerwieni ;). Mimo, że maluję się rzadko i oszczędnie nie odmówiłam sobie przyjemności wypróbowania pomadki Rene Professional Royal Mat Lipstick nr 18 Aurora Red (znów bardzo klasyczna czerwień). 


W czarnym, matowym kartoniku dostajemy złote cudo. Metalowe opakowanie jest naprawdę przepiękne, a magnes gwarantuje, że szminka nie otworzy się nam w torebce. Bardzo mi się podoba ;).

4,8g kosztuje 18-20zł, w zależności od miejsca.



Z matowymi szminkami mam niestety nie najlepsze wspomnienia - zwykle suszyły moje usta na wiór.Tutaj jednak sprawa ma się inaczej. Uzyskany mat jest w wersji jakby kremowej, usta są wręcz delikatnie pielęgnowane - co nie dziwi przy takim składzie:

Ricinus Communis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Candelilla Cera, Ozokerite, Octyldodecanol, Copernica Cerifera Cera, Cera Microcristalina, Ethylhexyl Palmitate, Octyl Dodecyl Stearoyl Stearate, Hydrogenated Coconut Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Tocopherol.

Oleje: rycynowy, kokosowy (modyfikowany - uwodorniony) oraz jojoba są sowicie doprawione emolientami syntetycznymi, woskami (candelilla, carnauba) oraz witaminą E. Oczywiście usta nie są tak dopieszczone jak po dobrej szmince ochronnej, jednak i tak jestem miło zaskoczona ;).

Trzyma się dobrze przez 3-4 godziny, także w czasie jedzenia czy picia - pokonują ją jedynie tłuste potrawy, ale na szczęście schodzi z ust równomiernie.




Pozostaje mi więc przekonać mojego M. do pogodzenia się z noszeniem przeze mnie kolorowej szminki xD.

Wolicie matowe, kremowe, perłowe czy błyszczące wykończenia pomadek? ;).
Więcej »

L'biotica, Pierre Rene, Rossmann, Uroda - moi tegoroczni Mikołajowie ;)



W mojej rodzinie nie ma zbytnio tradycji mikołajkowo-gwiazdkowych. Wiadomo - najmłodsi dostają prezenty od Mikołaja, ale starsi już nie przywiązują do tego większej wagi. Jedynie z M. mamy tradycję wymieniania się drobiazgami z tej okazji ;). Moja mina była bezcenna, gdy po przyjeździe do domu w przedświąteczny piątek zobaczyłam taki oto obrazek:


Nie ukrywam, że od razu zabrałam się do rozrywania paczuszek ;). W taki sposób stałam się posiadaczką zestawu L'biotica BIOVAX Bambus&Olej avocado (szampon, odżywka BB Beauty Benefit i serum wzmacniające). Ta stosunkowo młoda linia BIOVAX interesowała i kusiła mnie już od dawna, możecie być pewni testów ;). Doceniam też pomysł świątecznych opakowań zestawów ;).


Uroda obdarowała mnie takim oto zestawem:


Szkoda, że serum do rzęs ma bimatoprost (dlaczego nie używam tego typu kosmetyków - do przeczytania TUTAJ!), ale balsam do ciała i olejowe serum do twarzy kuszą mnie składami (nawiasem - co powiecie na analizę? ;)). Myślę, że niedługo zrobię do nich podejście.

Pierre Rene dopieściło mnie kolorówką (co nie co trafi w przyszłości do kogoś z Was ;)):


Czerwienie, czyli lakier, konturówka i szminka zaliczyły już kilka crash testów w święta - może na dniach uda mi się trochę o nich napisać ;). Zamierzam też rozdziewiczyć niedługo tusz, bo mój obecny dokonuje żywota.

Rossmann, czyli pełne rozpieszczenie ;)


Nie ma tutaj kosmetyku, który by mnie nie zainteresował. Peeling i masło do ciała Wellness&Beauty kusiły mnie od dawna (wersja wiśniowa masła trafi do zwycięzców ostatniego blogowego konkursu), olejkiem do włosów Isana zaolejowałam już włosy (tak, wiem, silikony - ale moje włosy lubią je przed myciem ;)). Szczotka może przekona mnie w końcu do wypróbowania szczotkowania na sucho, a koncentrat do dłoni już 2 razy aplikowałam pod rękawiczki bawełniane na noc. Do tego cytrusowy płyn do kąpieli - czego chcieć więcej ;).

Dziękuję serdecznie! Taki miły "unboxing" jest jak nagroda za moją pracę tutaj - przyjemną i dającą satysfakcję, ale każdy lubi być doceniany ;).

P.S. Szykujcie się na facebookowy konkurs ;)
Więcej »

Wesołych Świąt! + wyniki konkursu ;)



Wigilia, przystrojony biało stół
Zaprasza siądź z nami wraz gościu nasz.
Opłatek weź i z nami dziel
Bo dzisiaj radość gości w nas!

W ten wyjątkowy dzień w roku, gdy rodzina i domowy nastrój są na pierwszym miejscu chciałabym Wam życzyć spokoju, odpoczynku, jedynie miłej atmosfery i mnóstwa radości. Wiem, że zapewne większość z Was ma jeszcze huk roboty do wykonania (w tej chwili np. mieszam farsz na uszka xD) - mam jednak nadzieję, że w całym tym rozgardiaszu nie zagubicie prawdziwej magii tych dni ;).

Zwykle w postach bożonarodzeniowych umieszczam albo zdjęcie choinki, albo wypieków. Dziś tradycji oczywiście stanie się zadość - takie chemiczne cudo stworzyli uczniowie liceum, w którym pracuję :D.


Przyznaję też, nie nie lubię piosenek bożonarodzeniowych - poza jedną ;). Oto i ona:


Dla dwójki z Was mam też prezenty - zestawy kosmetyków marek własnych Rossmanna zgarniają:

Anonimowy 3 grudnia 2016 14:44
 Ewa viosna

Wyślę do Was zaraz wiadomości ;). Pozostałym uczestnikom dziękuję za udział i zapraszam na kolejny konkurs pełen kosmetycznego barachła. Może uda mi się z nim ruszyć już w święta ;)

Wesołych Świąt Kochani!
 
Więcej »

Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu - hit pielęgnacyjny!



Bardzo długo unikałam kremów, których składy kojarzyły mi się zbyt "tłusto". Do pewnego momentu życia po prostu były mi niepotrzebne - skóra w miarę radziła sobie ze wszystkim bez dodatkowych dawek emolientów. Przyszła jednak kryska na Matyska - moja skóra z czasem zaczęła reagować na wiatr i chłód zaczerwienieniem oraz drobnym, delikatnym łuszczeniem (szczególnie na nosie i w jego okolicach), które dodatkowo bywały potęgowane przez moją kurację kwasową (o niej dokładnie napiszę już wkrótce ;)). Każdy, kto kiedykolwiek próbował ukryć łuszczący się kinol pod czymkolwiek (w domyśle - pod tapetą xD) wie, jaka to syzyfowa praca. Początek sezonu grzewczego złożył się w czasie ze spotkaniem blogerek związanym z pięcioleciem istnienia Elfy Pharm. Przyniosłam z niego kilka kosmetyków z serii Atopy Tolerance, których składy opisywałam Wam TUTAJ

Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu zainteresował mnie od razu. Początkowo (przez jakiś tydzień) stosowałam go tylko w deklarowanym rejonie, a potem już na całość (twarz + szyja + dekolt). W skrócie powiem Wam tyle - znalazłam perełkę jak rzadko ;). Zobaczcie!


Krem zapakowany jest w buteleczkę typu airless. Takie rozwiązania lubię szczególnie - dzięki niemu aplikacja jest bardzo higieniczna, jednak nie pozwala na wizualne śledzenie ubytku produktu. 2 pompki wystarczą na pokrycie twarzy, szyi i dekoltu - za wydajność daję więc plusa ;). Opakowaniom nie można odmówić urody - stonowane, przemyślane barwy i czytelne napisy tworzą miłą dla oka i funkcjonalną całość ;).

30ml kremu kosztuje 24,99zł.

Skład:


Jest emolientowo, humektantowo i bogato. Emolienty syntetyczne, masło shea i olej z nasion bawełny zostały sowicie doprawione mocznikiem (3. miejsce w składzie!), gliceryną i propanediolem (humektanty - nawilżacze). Dalej znajdziemy trójglicerydy - na moją skórę do tej pory oddziaływały komedogennie, ale w tej formulacji nie dają takiego efektu (myślę, że jest to zasługa mocznika lub mojej kuracji kwasowej - albo jednego i drugiego). Zawiera również hialuronian sodu, pantenol, glikol dipropylenowy, alantoinę (humektanty-nawilżacze) oraz ekstrakty z chabru (bławatka) i brzozy. Niewielkie ilości konserwantów oraz silikonu dopełniają całości.

Skład jak najbardziej sugeruje, że jest to produkt przeznaczony dla atopowców i posiadaczy skóry wrażliwej. Na uwagę zasługuje duża dawka emolientów (naturalnych i syntetycznych) i mocznika (w większych stężeniach reguluje proces keratynizacji naskórka) oraz brak kompozycji zapachowej. Może się podobać ;).

Krem ma białą barwę i jest dość gęsty, natomiast zapachu, mimo prób, nie zarejestrowałam ;).


Krem nakładam rano po umyciu twarzy lub wieczorem, około 20-30 minut po nałożeniu preparatów kwasowych. Zaskoczył mnie wchłanianiem - spodziewałam się tłustej warstwy utrzymującej się długo lub ciągle, a dostałam krem szybkie wchłanianie do pudrowego matu ;). Po aplikacji skóra jest wygładzona, nawilżona i delikatnie napięta. Traktuję nim także usta - tutaj także powstrzymał objawy przesuszenia.

Makijaż (krem BB + korektor) trzyma się na nim dobrze, a po zmatowieniu skrobią ziemniaczaną moja tłusta cera nie świeci się przez cały dzień. Od czasu jego stosowania moja tłusta cera produkuje zauważalnie mniej sebum (ot, ograniczenie wpływu czynników zewnętrznych + uzupełnienie warstwy lipidowej zadziałało ;)).

Dzięki temu kremowi moja skóra bardzo dobrze znosi zimę oraz ogrzewanie. Żadnych suchych skórek czy zaczerwienienia nie zanotowałam, podobnie zresztą jak wysypu jakichkolwiek niedoskonałości. Możliwe, że jest to zasługa kwasów - sprawdzę to jednak dokładnie na wiosnę, gdy je odstawię. D

Przyznam się Wam, że krem ten w połączeniu z resztą pielęgnacji daje tak zacny efekt, że (nie licząc większych wyjść) korzystam tylko z korektora pod oczy. Nie mam obecnie w zasadzie nic innego do ukrycia ;). 

Obecnie kusi mnie lipidowy krem barierowy z tej samej serii - niech ja go tylko dorwę gdzieś stacjonarnie :D. Myślę, że atopowcy i wrażliwcy mają kolejną świetną linie dla siebie ;).

Mieliście już styczność z tymi kosmetykami? A może Was kuszą? ;)
Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie