Olejki do kąpieli i pod prysznic Vis Plantis - tego brakowało na polskim rynku!



Większość posiadaczy skóry suchej ma problem z doborem dobrego produktu do jej mycia. Bardzo często dostępne w drogeriach żele są dla niej za mocne lub też ich użycie wymaga nałożenia sowitej ilości kremu lub balsamu po myciu. Sama postępuję najczęściej właśnie w taki sposób, jednak zawsze łaskawym okiem spoglądam na produkty o delikatniejszym działaniu. 

Z tego też powodu moje zainteresowanie zawsze przykuwają "olejki pod prysznic", "olejki do mycia" czy "olejki do kąpieli". Za każdym razem spoglądam na nie z nadzieją na delikatnie myjący skład, ale zwykle sen pryska szybko. Takie produkty najczęściej mają z olejkiem wspólną tylko... konsystencję, a tak naprawdę to dobrze zakamuflowane zwykłe żele pod prysznic bazujące na mocnych detergentach. 

Z racji przeprowadzki przez kilka miesięcy nie byłam w krakowskiej drogerii Pigment na Karmelickiej, ale ostatnio (przy okazji corocznych zakupów wyprzedażowych) wybrałam się tam. Poszukując mojego ulubionego kremu Vis Plantis Atopy Tolerance na powieki i wokół oczu (recenzja - którego niestety nie było :P) wpadły mi w oko olejki do kąpieli i pod prysznic z tej samej serii. Opakowania o pojemności 300ml i cenie w okolicach 25zł zainteresowały mnie podwójnie - nie wiedziałam nawet o istnieniu tych kosmetyków. Rzuciłam okiem na ich składy i... zaniemówiłam, ale pozytywnie ;). Zresztą, sami spójrzcie:

Vis Plantis - olejek pod prysznic, ekstrakt z yerba mate + olej monoi

vis plantis olejek

Skład: Glycine Soja Oil, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Isostearyl Isostearate, Glyceryl Caprylate/Caprate, Parfum, Cocos Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Ilex Paraguariensis Leaf Extract, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalane, Glycerin, Aqua, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Limonene, Linalool

Oleje: sojowy i kokosowy wespół z emulgatorami i ekstraktami (gardenia tahitańska, ostrokrzew), witamina E, gliceryna, skwalan oraz kompozycja zapachowo - konserwująca, nie wzbudzająca moich wątpliwości.

Vis Plantis - olejek pod prysznic, ekstrakt z liczi + olej macadamia


vis plantis olejek


Skład: Glycine Soja Oil, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Isostearyl Isostearate, Glyceryl Caprylate/Caprate, Parfum, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Lichi Chinensis Pericarp Extract, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalane, Glycerin, Aqua, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol

Olej kokosowy z wcześniejszej wersji został podmieniony olejem makadamia, a z ekstraktów pojawia się liczi chińskie. Baza pozostaje taka sama ;).

Vis Plantis - olejek do kąpieli, olej arganowy + olej lniany


Skład: Glycine Soja Oil, Caprylic/ Capric Triglyceride, Glyceryl Caprylate / Caprate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Parfum, Argania Spinosa Kernel Oil, Linum Usitatissimum Seed Oil, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalane, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Benzyl Salicylate

Olejki do kąpieli mają nieco inny zestaw emulgatorów, a ta wersja zawiera oleje arganowy i lniany oraz witaminę A i lecytynę. 

Vis Plantis - olejek do kąpieli, olej z róży + olej bawełniany



Skład: Glycine Soja Oil, Caprylic/ Capric Triglyceride, Glyceryl Caprylate / Caprate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Parfum, Rosa Moschata Seed Oil, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalane, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Propylene Glycol, Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool

Jako dodatki znajdziemy w nim oleje z pestek róży i nasion bawełny, a w pozostałych aspektach jest prawie tożsamy ze swoim prysznicowym bratem ;). 

Według deklaracji producenta kosmetyki te przeznaczone są do masażu ciała w czasie kąpieli lub pod prysznicem, jednak mam szczerą nadzieję, że spore zawartości emulgatorów (na co wskazuje skład) pozwolą również na delikatny efekt oczyszczania. Oczywiście, żadnego pienienia się nie oczekuję - ale kto powiedział, że jest ono niezbędne? ;). Mam wielkie nadzieje na pielęgnacyjny hit, ale jak będzie - zobaczymy, jak sobie sprawię ;). Każdy z tych olejków nadaje się oczywiście także do olejowania włosów.

I jak, zainteresowani jak ja? A może w ogóle? ;)
Więcej »

2+2 gratis w Rossmannie: Spakuj ochronę na wakacje! Ochrona przeciwsłoneczna - moje typy ;)



Najnowsza, letnia promocja w drogeriach Rossmann (potrwa do 19 lipca): Spakuj ochronę na wakacje! powinna odbyć się nieco wcześniej - część z nas jest już po urlopach ;). Akcję ciężko jest mi jednoznacznie ocenić - przeglądając asortyment dostępny w jej ramach trudno jest określić algorytm, względem którego były dobierane :D. Postanowiłam więc w swoim wpisie skupić się na wartych uwagi kosmetykach z ochroną przeciwsłoneczną powyżej SPF10 - typowo na lato ;).



Jako komentarz do całości pragnę się poskarżyć - wiele produktów "przeciwsłonecznych" nie posiada składu na stronie Rossmann, przez co z automatu nie zostały ujęte w zestawieniu. Byłam też lekko przerażona, gdy w wielu mazidłach dedykowanych do ochrony przed słońcem na samym początku składu dumnie prężył się etanol. Wiem, rozumiem - całość ma sprawiać iluzję "szybkiego wchłaniania" (a tak naprawdę wódeczka po prostu odparowuje), ale to nie jest dobra droga.

W doborze kremów z wysoką ochroną przeciwsłoneczną nie sposób zapomnieć o czynniku osobniczym. Takie produkty prawie zawsze są mocno tłuste - poszukiwanie odpowiedniego bywa mocno kłopotliwe z powodów aplikacyjno-technicznych. 

W poszukiwaniu ochrony przeciwsłonecznej w Rossmannie warto rzucić okiem na:

Produkty Chicco

Chicco filtr przeciw słońcu

Zawierają filtry UVA i UVB, co od razu daje im oczko wyżej we wszelkich rankingach ;). Dodatkowo nie zawierają (bądź zawierają niewielkie ilości) filmformerów, co z całą pewnością będzie ważne dla posiadaczy cer skłonnych do zapychania. Czuję się zainteresowana ;).

Kosmetyki Farmona Sun Balance

farmona sun balance rossmann

Można wybierać w poziomach ich ochrony, a poza nią zawierają sporo ciekawych dobroci, takie jak proteiny czy ekstrakty roślinne. Do tego Farmona jest polską marką - czego chcieć więcej? ;)

Produkty Bielenda Bikini

bielenda bikini rossmann

Nie licząc ledwie kilku pozycji zawierających sporo parafiny, produkty Bielenda łączą bogactwo olei z działaniem przeciwsłonecznym. Pielęgnacja i ochrona w pakiecie ;)

Spray dla niemowląt Babydream


Stosunkowo krótki skład i naprawdę wysoka ochrona przeciwsłoneczna może się podobać. W miarę możliwości producent z sukcesem uniknął niepotrzebnych składników. Szkoda, że w kremie z tej samej linii etanolu jest już na bogato -.-.

Kremy ochronne do twarzy Janda

janda krem ochronny

Te kremy były dla mnie największym zaskoczeniem - dobry balans pomiędzy ochroną przeciwsłoneczną i pielęgnacją poszerzony o dodatkowe filtry przeciw działaniu promieniowania widzialnego i podczerwonego, a do tego jeszcze wodoodporność ;).

Kremy Dax Sun Dermo Line

krem dax sun dermo line rossmann

Mogę je podsumować podobnie jak kremy Lirene - naprawdę dopracowany skład poparty rozsądną ceną ;).

Produkty Soraya Sun Care

soraya filtr przeciwsłoneczny rossmann

Spośród pokazanych tutaj kosmetyków te od Sorayi mają najwięcej dodatkowych dobroci (ekstraktów, witamin i nawilżaczy). Prawdopodobnie to one wylądują w mojej wakacyjnej kosmetyczce ;).

Czy skorzystam z tej promocji w drogeriach Rossmann? Szczerze... nie sądzę ;). Do twarzy używam kremu Cera Plus Solution, a na wyjazd wystarczy nam pewnie jedno opakowanie balsamu bądź emulsji (nie jesteśmy zwolennikami wylegiwania się na plaży ;)). Nie będę więc robić zapasów.

Czego używacie do ochrony przeciwsłonecznej latem?

Więcej »

Ślub z Aliexpress (1)



Nasz ślub zbliża się wielkimi krokami - gdy ustalaliśmy jego datę oboje myśleliśmy, że to tak dużo czasu, a tu... już powinniśmy zagęszczać ruchy w kwestii organizacji ;). Nie zamierzam utopić Was tutaj tematem ślubnym, ale wiem, że akurat temat zakupów na Aliexpress staje się coraz bardziej popularny - może niektórym z Was rozwieję wątpliwości w kwestii zakupów w Chinach ;). 

Ślub to oczywiście wielkie wydarzenie dla nas, ale rozum zawsze górą - to tylko jeden lub dwa dni zabawy i są tematy, na których chcemy przyoszczędzić. Sukni Wam nie pokażę przed ślubem z wiadomych powodów (;)), ale mogę się pochwalić już tym, co dotarło do mnie z Azji. Wrzucę Wam linki do sklepów, w których dokonałam poszczególnych zakupów ;).

sznurek z juty

Czerwony sznurek jutowy - miał być do zawieszek na alkohol, ale okazało się, że dużo lepiej pasuje do nich zwykła dratwa ;). 

topper na tort

Topper na tort - jako fani Gwiezdnych Wojen nie mogliśmy przejść obojętnie obok toppera z Hanem i Leią :D.

ozdoba do włosów

Ozdoba do włosów - świetnie wykonana i naprawdę piękna! Fryzury nie mam jeszcze opracowanej, ale będę chciała ją tam gdzieś wkomponować ;).

numeracja stołów

Numery na stoły - proste, ze sklejki i za grosze ;).

biżuteria aliexpress

Biżuteria - na razie dotarło do mnie jedno zamówienie, na bazie którego robię następne. Do kolczyków dokupię naszyjnik i bransoletkę w tym samym stylu, a do widocznych tutaj bransoletki i naszyjnika - kolczyki ;). Jeden z zestawów posłuży mi na poprawinach.

lak pieczęć

Pieczęć, lak i łyżki do laku - zamarzyło nam się samodzielne wykonanie zaproszeń oraz pieczętowanie ich lakiem ;). Wybraliśmy wzór pieczęci, dosłaliśmy inicjały oraz datę i... jesteśmy bardzo zadowoleni. Obsługa laku nie okazała się taka trudna, a sama pieczęć jest ciężka i świetnie wykonana.

lak łyżki

alkohol zawieszki

Zawieszki na alkohol - zamierzamy dorobić do nich tylko lakową pieczęć i pętelkę z dratwy ;). Gruby, biały, nieco kredowy karton jest całkiem wytrzymały ;).

obrączki pudełko

Pudełko na obrączki - uważam je za ogólnie zbędny wydatek, ale to spodobało mi się tak bardzo, że nie mogłam się oprzeć ;).

mankiety spinki

Spinki do mankietów - kolejna inspiracja Gwiezdnymi Wojnami ;). Taki grawer będziemy mieli też na obrączkach.

ślubna podwiązka z koronki

Podwiązka - kolejny zakup, za który nie zamierzałam przepłacać, a najtańsze warianty w Polsce niezbyt mi się podobały i wyglądały dość tanio. Tutaj - elastyczna koronka, trzyma się na udzie... niczego więcej nie oczekuję ;).

Co jeszcze planuję kupić?

  • Sukienkę na poprawiny (jest już wybrana, pozostaje się wymierzyć i zamówić).
  • Biżuterię, o której wspominałam w poście.
  • Welon (miało go nie być, ale chyba do mojej sukni za bardzo pasuje xD).
  • Ewentualnie - klipsy do butów. 
Zdarza Wam się zaszaleć na Aliexpress czy też jest to dla Was portal nieodkryty? ;)
Więcej »

Konkurs Floslek - wyniki!



Po naradach i debatach mam wielką przyjemność poinformować, że zestawy kosmetyków Floslek zgarniają:


Martyna

Blondynka

Serdecznie gratuluję i za chwilę napiszę do Was maile, a wszystkim dziękuję za udział ;). Mogę też zdradzić, że już niedługo ruszy na blogu konkurs... włosowy, i bardzo interesujący, na który już teraz Was zapraszam ;).

Więcej »

Balea Professional Locken Spulung (odżywka do włosów kręconych) - lokowy pewniak!



Ogólnie nie zwracam uwagi na dedykacje producenta - najważniejszy jest dla mnie skład i na tej podstawie dobieram kosmetyki do mojej pielęgnacji. Są jednak kategorie produktów, względem których mój rozum oddaje pole sercu - a do takich należą kosmetyki do włosów kręconych ;). W zasadzie każde mazidło dedykowane lokom musi zostać przeze mnie wymacane :D. Czasami po obejrzeniu składu rozczarowana odkładam dane "cudo" na półkę, ale częściej... zabieram do domu ;). Przy okazji wizyty w czeskim Cieszynie moje zbiory zasiliła Odżywka do włosów kręconych (Locken Spulung) marki Balea. 

Balea odżywka do włosów kręconych

Kosmetyki dostępne w DM kusiły mnie zawsze w czasie moich pobytów w Niemczech, ale limity w liniach lotniczych powstrzymywały mnie przez zakupami ;). 

Odżywka Balei zapakowana jest w miękką, plastikową tubę z niewielkim otworem, który pozwala na odpowiednie dozowanie produktu. By wydobyć kosmetyk do końca potrzebne jednak będzie ostre cięcie ;). Poza tym nie mam uwag do opakowania: jest ładne, funkcjonalne i czytelne, a etykiety - odporne na warunki panujące w łazience.

200ml odżywki kosztuje około 8-12zł, w zależności od miejsca zakupu (dostępna jest w drogeriach DM, ale u nas w sklepach z chemią niemiecką czy na Allegro również można ją dorwać). 

Skład:

Balea Locken Spulung skład

Syntetyczne emolienty wymieszane z gliceryną oraz pantenolem - oto baza tej odżywki. Znajdziemy w niej również sporo hydrolizowanych protein roślinnych (o dużych cząsteczkach) oraz ekstrakt z męczennicy i niewielkie dodatki filmformerów (polyquaternium). Zawiera również regulatory pH, kompozycję zapachową i konserwanty (bez parabenów).

Skład może nie jest szczególnie powalający na kolana, ale nie można mu odmówić kilku głównych bohaterów: dobrego alkoholu tłuszczowego (więcej TUTAJ), gliceryny, pantenolu (nawilżacze-humektanty), protein roślinnych (sojowych, kukurydzianych, pszenicznych - o właściwościach kondycjonujących) oraz ekstraktu z męczennicy (rośliny ;)). Może wiele dobrego zdziałać na włosach ;).

Odżywka ma gęstą konsystencję, biały kolor i mocno syntetyczny, słodkawy zapach o niewielkiej intensywności. Nie jest wyczuwalny po myciu na włosach ;).

Balea Locken Spulung konsystencja

Wykorzystałam ją na swoich włosach we wszystkich konfiguracjach: przed i po myciu, solo i z różnymi dodatkami. Gdy tylko pamiętałam o jej treściwości - sprawdzała się świetnie. Przy zastosowaniu zbyt dużej ilości potrafi obciążyć, ale nakładana z umiarem daje mi wspaniałe, sprężyste, trwałe i błyszczące loki - nawet przy mojej obecnej długości ;). W mikroilościach sprawdza się także jako stylizator, ale jednak brakuje mi po niej utrwalenia jak po dobrym żelu (którego, po wycofaniu mojego ulubieńca, poszukuję w coraz większej panice...). Dzięki swojej gęstości jest bardzo wydajna.

Wprawdzie ciężko mi ją (ze względu na obecność protein) porównać obiektywnie z olejową kuracją do włosów Isany (KLIK i KLIK), ale oba te stawiam wśród swoich ulubieńców włosowych :D. Załatwiają one na mojej półce zarówno sprawę produktu proteinowego, jak i emolientowego.

Macie jakieś własne włosowe pewniaki z DM? Pochwalcie się proszę ;)
Więcej »

Szczoteczka soniczna Oriflame SkinPro - masujące cudo ;)



Temat sonicznych szczoteczek do twarzy atakował mnie zewsząd, jednak długo pozostałam obojętna na zakusy tych sprzętów. Korzystałam sobie spokojnie z elektrycznej szczoteczki do twarzy jeszcze od Rival de Loop (recenzja TUTAJ) i nie ulegałam pokusom ;). Sytuację nieco zmieniła moja współpraca z Oriflame, w ramach której otrzymałam szczoteczkę soniczną SkinPro. Ciekawość wygrała ;).

szczoteczka soniczna oriflame

Szczoteczka wykonana jest z plastiku i zasilana na dwie baterie AA. To dla mnie minus - szkoda, że nie ma wbudowanego akumulatora i ładowarki sieciowej w zestawie ;). Całość wygląda dobrze, nie rysuje się od samego patrzenia, a dzięki stojakowi możliwe jest postawienie szczoteczki na łazienkowej półce. W dotyku - porządniejsza niż ta przeze mnie używana, ale też różnica w cenie jest spora: produkt Oriflame kosztuje od 130 do 200zł, w zależności od promocji. 

Szczotka posiada 3 głowice: typową szczoteczkę do codziennego mycia z całkiem długim włosiem, silikonową końcówkę z wypustkami do głębokiego złuszczania (1-2 razy w tygodniu) i metalową nasadkę masującą. Producent obiecuje efekt jak po zabiegu w spa :D.

Każdej z nasadek możemy używać w 3 trybach: normalnym, intensywnym i delikatnym. Dzięki sekundnikowi tryb normalny jest absolutnie najlepszy - co 20 sekund uruchamia się wibracyjny alarm sugerujący zmianę masowanej części twarzy (cały program trwa minutę). Bardzo mi się to spodobało: nawet przy zamyśleniu wiadomo, kiedy przenieść głowicę w inne miejsce ;). Pozostałe dwa programy są zgodne z opisem co do intensywności (;)), ale kto raz poznał urok sekundnika ten jest mu wierny :D.

końcówki szczoteczka soniczna Oriflame

Typową szczoteczkę stosuję wieczorem wraz z żelem bądź pianką do mycia, dzięki czemu pory są należycie odblokowane, a skóra przygotowana na przyjęcie dobroci ;). Później (po zastosowaniu płynu micelarnego i ewentualnych maseczek) wykorzystuję głowicę masującą do aplikacji serum i kremu. Wibracje przy każdej z nasadek są dość mocne i w pierwszym kontakcie jest to dziwne uczucie - jakby całą głową trzęsło xD. Nos także powinniśmy traktować delikatniej, bo wrażenie jest jeszcze intensywniejsze (jakby cała głowa wpadała w rezonans xD). Trudno było mi przywyknąć do zabiegu, ale chyba tak już mam z urządzeniami sonicznymi: przy szczoteczce przez pierwszy miesiąc bolała mnie żuchwa... ;).

Silikonowa końcówka świetnie sprawdza się z moim najnowszym ulubieńcem - peelingiem gommage od Floslek (KLIK!) - naskórek dosłownie lata wszędzie, a działanie szczoteczki nie jest aż tak ostre, by zrobić skórze krzywdę jakimś podrażnieniem. 

Masuję twarz sumiennie codziennie wieczorem od 5 tygodni i powiem Wam, że nie rozumiem - przy masażu palcami moja skóra reaguje podskórnymi gulami, a przy tej szczoteczce nic złego się nie dzieje ;). Magia masażu faktycznie działa - szczoteczka w połączeniu z odpowiednią pielęgnacją (obecnie Floslek z dodatkami) sprawiła, że moja skóra wygląda czysto i promiennie. Cera jest też bardziej jędrna - niewielkie zmarszczki mimiczne na czole i w okolicach oczu i ust są dzięki temu mniej widoczne. Zamierzam jeszcze dołożyć do pielęgnacji przeciwzmarszczkowe serum Celia - może jeszcze bardziej odmłodnieję dzięki lepszemu wchłanianiu ;). 

Pomimo codziennego używania nadal jadę na pierwszej parze baterii (z IKEA) i mam nadzieję, że szybko się nie zepsuje. Na razie żadnych problemów z nią nie miałam ;). 

Nie uważam jej za kosmetyczny niezbędnik, ale zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Szczególnie totalnie mi nieznanym efektem głowicy masującej ;). Może być fajnym zamiennikiem bardzo drogich rozwiązań. 

Macie może doświadczenia z podobnymi szczoteczkami? Jak wrażenia? 
Więcej »

Wypadanie włosów: jak prawidłowo je ocenić? Co może zafałszować obserwacje?



Wypadanie włosów to bardzo powszechny problem - nie ma chyba osoby, która nie miałaby takiego epizodu w swoim życiorysie. Jeśli nadmierne wypadanie włosów pojawia się nagle, to oczywiście z diagnozą takiego stanu nie ma większego problemu: odpływ nagle się zapycha, włosy są dosłownie wszędzie i pojawiają się na dłoni i grzebieniu przy każdym kontakcie z czupryną. Bywa jednak tak, że spotykam się z opiniami "jak porównam sobie swoje wypadanie z tym sprzed roku, to jest tragedia...". Zdarza się jednak, że nie ma powodu do niepokoju, ponieważ nie uwzględniliśmy kilku czynników:

  • Włosy... rosną, a wraz ze zwiększaniem się ich długości zajmują więcej miejsca w kołtunie, który wyciągamy z odpływu łazienkowego. 
  • Obcięcie włosów często brane jest za lek na wypadanie, a tak naprawdę strata długości optycznie zmniejsza ilość kudeł na naszych ciuchach i w odpływach, przez co poprawa jest iluzoryczna. Podcięcie włosów sprawdza się czasami przy włosach naprawdę długich, gdzie odciążenie cebulek od ciężaru łodygi faktycznie może zmniejszyć wypadanie. 
  • Jeśli rzadko lub w ogóle nie czeszecie włosów, najprawdopodobniej w czasie mycia lub kontaktu z grzebieniem następuje kumulacja, która może niepokoić. Dobrym przykładem mogę być ja - przy wyczesaniu włosów dopiero przed i myciu włosów co dwa dni dosłownie zatykam odpływ w brodziku (uwaga, dla widzów o mocnych nerwach ;)):
Ile włosów wypada przy myciu.

Policzyłam te włosy: 249 sztuk przy długości włosów do stanika ;). Z racji, że część włosów pozostaje też na ubraniach czy poduszce oceniam swoje obecne dzienne wypadanie włosów na około 150 sztuk (to, co policzyłam powiększone o 10-20% i podzielone przez dwa - z racji mycia co dwa dni), więc wszystko jest w mojej normie. Na mojej głowie bejbików zawsze jest dużo (taka uroda), a zmniejszenia gęstości nie notuję ;). 
  • Przy pierwszych doświadczeniach z masażem skóry głowy czy wcieraniem różnego rodzaju preparatów w skórę głowy (także po dłuższej przerwie) wypadanie może się czasowo zwiększyć przez około 3 pierwsze zabiegi. Związane jest to z szybszym usuwaniem przez masaż włosów, które i tak wypadłyby same z mieszka w najbliższym czasie.
  • Okres ciąży i połogu często niesie ze sobą zmniejszenie wypadania włosów (w okresie ciąży), a następnie lawinowe wypadanie włosów po porodzie. Jeśli taki stan nie trwa dłużej niż 6-8 tygodni, to jest on naturalny: wypadają włosy, które dzięki hormonom w trakcie ciąży miały przedłużony cykl życia, a teraz, przy hormonalnym boomie poporodowym, kończą swój żywot. Jeśli problemy z wypadaniem utrzymują się dłużej - powinny być szeroko diagnozowane.
Jak w takim razie ocenić swoje wypadanie? Idealnie byłoby umyć włosy jednego dnia wieczorem, nie czesać ich w ciągu kolejnego dnia i wieczorem ponownie je umyć, licząc włosy pozostałe w odpływie lub na szczotce. Uzyskaną ilość należy powiększyć o 10% (w przypadku, jeśli nie widzimy nadmiaru włosów na poszewce czy odzieży) lub 15-20% (w przypadku większych ilości porzuconych w trakcie dnia włosów).

Pomimo upierdliwości tego zajęcia tylko liczenie może dać prawdziwą odpowiedź na pytanie, czy nasze włosy naprawdę nadmiernie wypadają. Normy wypadania włosów są osobnicze i mieszczą się w zakresie 80-250 włosów (w rozumieniu - włosów migrujących z głowy) w zależności od typu włosa, gęstości i długości cyklu włosowego. U mnie to około 120-180 sztuk (więcej wiosną i jesienią, ze względu na sezonowe wypadanie). 

A jak się ma Wasze wypadanie włosów? ;)
Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie