środa, 16 kwietnia 2014

Jak opanowałam trądzik XXIV: krem BB za grosze



Makijaż - temat rzeka. Coś, co lubię wykonywać, bo po prostu mnie odstresowuje (chociaż sprowadza się do kosmetyku wyrównującego koloryt, tuszu i korektora :P), a czasami jest też potrzebne. Tak jak na przykład obecnie, gdy mój czas na sen jest potężnie ograniczony (ale mam nadzieję, że w święta trochę odeśpię), co widać na twarzy. Stosunkowo niedawno i bardzo przypadkiem wpadłam na pewne cudo w Rossmannie, o którym chcę Wam opowiedzieć - Rival de Loop Beauty Balm 6 w 1.



Opakowanie (50ml) tego kremu to solidna tuba o ładnej, odrobinę ascetycznej grafice zapakowana dodatkowo w kartonik. Jak widać na zdjęciach - posiadam wersje jasne (z jakąkolwiek inną się nie spotkałam), zakupione w cenach 10 (bez promocji) i 8 zł (z promocją).

Co mnie przekonało do zakupu? Jak można się było spodziewać - skład ;)


Znajdziemy w nim wodę, chemiczny filtr przeciwsłoneczny (chroniący przed UVB i w małym zakresie przed UVA), oleje: ze słodkich migdałów, shea, jojoba, zestaw emolientów, glicerynę, drugi filtr UV (UVA), witaminę E, konserwanty, kompozycję zapachową, odrobinę hialuronianu sodu, kofeiny i lecytyny, substancje odpowiedzialne za konsystencję, kolor oraz efekt wygładzenia i zmatowienia (barwniki, talk, glinokrzemian magnezowy, guma ksantanowa).

Bardzo przyjemnie! Nie ma niczego, co zapycha  moją jakże skłonną do tego cerę: parafiny, silikonów oraz trójglicerydów. Oleje zemulgowane w kremach zwykle nie robią mi krzywdy (w przeciwieństwie do czystych w ostatnim okresie).

Pachnie delikatnie, lekko cytrusowo, kojarzy mi się z jakąś maścią na stłuczenia, której musiałam w przeszłości używać :P. Zapach po chwili od aplikacji jest niewyczuwalny.

Konsystencję ma dość gęstą (dzięki czemu pewnie jest tak szatańsko wydajny, nie mam pojęcia, kiedy uda mi się go zużyć :P), jednak nie na tyle, by utrudniało to aplikację. Kolor ma naprawdę jasny (w porównaniu do podkładów i innych BB, które miałam okazję macać), chociaż nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciu.  Turbobladziochem nie jestem, ale moją cerę na pewno można zakwalifikować pod jasną (oprócz najjaśniejszego podkładu Rimmel Stay Matte wszystko jest dla mnie za ciemne).
 



Spodziewałam się słabego krycia, a spotkała mnie miła niespodzianka - krem naprawdę ładnie wyrównuje koloryt, ukrywa sińce pod oczami w dużym stopniu oraz zmiany i ślady potrądzikowe. Przynajmniej wyglądam "w miarę" nawet po zarwanej nocy :P. Efekt makijażowy uzyskany przez ten produkt bardzo przypadł mi do gustu, bo absolutnie nie ma nic wspólnego z maską, a jednak tuszuje. Muszę także przyznać, że dobrze dopasowuje się do kolorytu mojej cery i nie ciemnieje w czasie :D.

Posiada (może niezbyt wysoki, ale jednak) filtr UV o SPF 15.

Wizualne zalety preparatu swoją drogą, ale dla mnie najważniejsze jest spełnienie wymagania pt. "nie szkodzić". Wiele tego typu kosmetyków kolorowych daje na mojej twarzy efekt w postaci wysypu zaskórników bądź zmian ropnych. A tu zaskoczenie - od czasu jego używania notuję poprawę i redukcję niespodzianek! Chyba jednak w mojej poczciwej Alterrze było coś nie do końca pasującego mojej cerze - podejrzewam ilość talku, bo w pseudobrązującym kremie wg INCI jest go bardzo dużo (początek składu), a tutaj tylko odrobinę. Niemniej - muszę to jeszcze zbadać.

Mały spacer "bez celu" po drogerii czasem generuje cudowne i niedrogie odkrycia kosmetyczne ;).

Korzystacie z podkładów, kremów BB lub tonujących? Jakich macie faworytów w tej kategorii? ;)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Zalatuje niefajnym smrodkiem, czyli jak wymienić "gorszą" maskę na "lepszą"



Spora część z nas ma tendencję (wrodzoną lub wyrobioną ;)) do poszukiwania nowości. Często też, gdy dorwiemy jakąś perełkę, to w kolejnym etapie testowania kupujemy jakąś nowość tej samej firmy z myślą "A nuż będzie tak samo fajna?". Ot, działanie normalne, odruch taki ;). Tylko co w momencie, gdy producent chce wykorzystać ten odruch?

Większość włosomaniaczek słyszała zapewne o arganowej masce od Eveline 8w1 Argan&Keratin (sama mam ją w swoich zbiorach, ale nie miałam jeszcze okazji jej otworzyć), o której można przeczytać całkiem sporo pozytywnych opinii:

Z: mnz.pl

Jaki ona ma skład? Oto i on:

Z: bangla.pl

Nie wnikając zbyt intensywnie w analizę zamieszczonego wyżej składu pragnę jednak zwrócić uwagę, że tytułowy olej arganowy znajduje się w INCI już na czwartym miejscu. Gołym okiem widać także bogactwo ekstraktów roślinnych oraz obecność masła shea i pantenolu.

Od 1 maja w drogeriach Rossmann ma się pojawić nowość (która zastąpić ma wersję starą), a mianowicie maska Eveline 8w1 Argan&Keratin Liquid Silk.

Z: rossnet.pl

Na opakowaniu widać całkiem sporą różową naklejkę informującą o tym, że kosmetyk ten posiada nową formułę i że zawiera 3 x więcej oleju arganowego. Spójrzmy, co na ten temat mówi skład tego produktu:

Z:rossnet.pl

Nie wiem jakim cudem tego olejku arganowego ma być 3 x więcej, skoro z 4 miejsca w składzie został przetransportowany za kompozycję zapachową oraz niektóre konserwanty (może chodziło o 3x mniej, who knows xD). Tytułowy jedwab także znajduje się w podobnej lokalizacji. Nie mówiąc już o tym, że gdzieś magicznie wcięło wszystkie ekstrakty roślinne, masło shea i pantenol (jako jego substytut pojawia się gliceryna), a i proteiny przeniosły się na sam koniec INCI.
W nowej formule (bo ulepszona to ona nie jest, co najwyżej "ulepszona") pojawia się także alkohol izopropylowy (IPA) nieobecny w starej masce, co na pewno nie ucieszy posiadaczek włosów wrażliwych na ten składnik. Śmiem podejrzewać, że za zmianą składu nie pójdzie zmiana ceny (no chyba, że na wyższą).

Oszczędności? Chęć wyciągnięcia jak najwięcej z sukcesu maski-pierwowzoru dużo niższym kosztem? Chwyt marketingowy? Pewnie wszystko po trochu. Tyle, że konsumenci są coraz bardziej świadomi tego, co kupują. Takie sytuacje raczej na pewno zostaną wychwycone, wcześniej bądź później.

A co Wy o tym sądzicie?

Lubię produkty Eveline, ale w tej chwili czuję niesmak. Dziękuję też Julii za wychwycenie tej kwestii i błogosławię jej talent do wyszukiwania nowości ;).


niedziela, 13 kwietnia 2014

Łosoś z brzoskwinią? ;)



Nie samą magisterką człowiek żyje, ale każdym lakierem, który kupi w ramach nagrody za kolejny skończony etap :P. W ostatnim czasie do Rossmannów została wprowadzona nowa seria lakierów piaskowych Wibo Candy Shop, więc... trzy sztuki wpadły w moje posiadanie ;).

Wibo Candy Shop nr 1 to lakier o odcieniu (jak dla mnie) pomiędzy łososiowym a brzoskwiniowym różem. Jego piaskowe wykończenie jest delikatnie chropowate i regularne (bo z tym wśród piasków różnie bywa). 

Dawno chyba nie zdarzyło się, żebym narzekała na pędzelek w ten sposób (może nawet nigdy?) - jestem fanką wąskich pędzli w lakierach, ale ten jest dla mnie za wąski, przez co malowanie było lekko utrudnione. Niemniej lakier schnie całkiem szybko, do pełnego krycia potrzebuje dwóch cienkich warstw, a jego bezuszkodzeniowa trwałość wynosi około 3 dni.

8,5ml tego lakieru kosztuje 6,99zł.

I jak się Wam podoba? Myślę, że na moich dłoniach będzie wyglądał lepiej, gdy się trochę opalę (chociaż nie wiem, czy w tym roku mi się to uda :P).








P.S. I mały bonus prosto z balkonu na 11 piętrze - panorama Krakowa z tęczą ;)


sobota, 12 kwietnia 2014

Kascysko sierotką "szablonową" jest...



Pochłonęło mnie życie, gonią mnie terminy, a robota idzie mi jak krew z nosa - tak najkrócej można opisać moje ostatnie dni. Mam wielką nadzieję, że za niecały miesiąc moja praca magisterska będzie oddana, poprawiona, zrecenzowana i w ogóle cała "och i ach", ale na razie całość jest w fazie budowy :P


Jakże prawdziwy ostatnio obrazek z mojego życia :P

Widać, że jest mnie na blogu i w ogóle w blogosferze dużo mniej. Dopiero dziś zasiadłam i nadrobiłam Wasze maile, wiadomości na Facebooku oraz komentarze. Jeśli któreś z Waszych pytań zostało przeze mnie pominięte to proszę o przypomnienie się i pogrożenie mi palcem w komentarzach bądź na maila ;).

Zwracam się też do Was z prośbą o pomoc - chciałam dodać przycisk "Lubię to" pod każdym z postów. Przewertowałam wiele tutoriali, zastosowałam w praktyce kilka z nich i... no cóż, jak sami widzicie, przycisku nie ma. Nie potrafię doprowadzić do sytuacji, gdy po modyfikacji kodu HTML pojawił się wizualny efekt moich działań :P.

Macie na to jakąś radę? Jestem ogólnie informatyczną ofiarą losu, ale do tej pory po zastosowaniu się do instrukcji "krok po kroku" nie miałam takowych problemów...

Mam nadzieję, że jutro pochwalę się Wam, że wstęp teoretyczny mam już całkiem dopieszczony ;)



czwartek, 10 kwietnia 2014

Problemy skórne II: od czego zacząć świadomą pielęgnację?



Dostaję sporo maili od osób, które właśnie zaczynają swoją bardziej świadomą przygodę z pielęgnacją twarzy z prośbą o radę. Wiadomo - pierwszy kontakt w tym tematem zwykle powoduje dość mocne zachłyśnięcie nadmiarem informacji i dość sprzecznych tez oraz opinii (o tak, też przez to przechodziłam), więc absolutnie nie dziwi mnie, że szukacie pomocy w wyborze "czegoś na początek". Niemniej bez jakichkolwiek danych trudno doradzić mi cokolwiek, bo nie jestem jeszcze na poziomie wróżenia z fusów, a i szklanej kuli nie posiadam ;). Wielu z Was prosi mnie o dobór pielęgnacji nie pisząc absolutnie nic o skórze, a bez tego - ani rusz ;). Myślę jednak, że mając przed sobą taki "mały poradnik" łatwiej będzie się Wam odnaleźć w gąszczu różnych porad.

środa, 9 kwietnia 2014

Dobry set po raz drugi :D



Na spotkaniu blogerek w Suchej Beskidzkiej Mikołaj obdarował mnie zestawem trzech lakierów Vipery: Jovial nr 10. Jedno połączenie już zaprezentowałam (KLIK!), a dziś natomiast nadszedł czas na różowe wariacje na paznokciach ;).

Wykorzystałam dwie warstwy pięknego, mocno różowego kremu, jedną glittera oraz dwie bezbarwnego topu, bo miałam wrażenie, że bez tego "czarna trawka" będzie się odklejać. Myślałam też, że różowe heksy będą niewidoczne na tym tle, ale jak widać - dość konkretnie się pomyliłam ;).

Całość wyschła w miarę szybko, chociaż tempem sprinterskim z całą pewnością bym go nie nazwała :P. Co do trwałości - pomalowałam paznokcie 1 kwietnia, dziś mamy 9, a nadal mam go na paznokciach (ze względu na brak czasu) i tylko odrost trochę straszy :P. Bardzo, bardzo na plus!

Cały zestaw kosztuje około 10zł. 

Jak się Wam podoba taki efekt? Sama jestem w nim zakochana ;)


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Prawdziwa wiosna ;)



Udało mi się w miniony weekend wyjechać do domu rodzinnego (wprawdzie kosztowało mnie to kilka porządnie zarwanych nocy) i zaprawdę - było warto! Wiosna w parkach miejskich ma się jednak nijak do tej w mojej okolicy ;).

Na potwierdzenie mych słów mam kilka zdjęć, które zrobiłam w czasie spaceru po moim "przydomowym" lesie. Fotograf ze mnie żaden, ale może chociaż odrobinę zrozumiecie dzięki temu moją tęsknotę za wsią ;).

P.S. Dziś kończy się rozdanie na moim blogu - zapraszam serdecznie do udziału KLIK! :D













LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...