czwartek, 24 lipca 2014

"Kosmetyki, które zrobisz w domu"



Gdy zaproponowano mi zrecenzowanie książki Klaudyny Hebdy "Kosmetyki, które zrobisz w domu", autorki bloga Ziołowy Zakątek, potrzebowałam trochę czasu do namysłu. Zastanawiałam się, czy jestem właściwym recenzentem dla takiej pozycji. Nie jestem, nie byłam i nie będę ekomaniaczką z różnych względów: poglądów, wykonywanego zawodu, wygody... Pewnie znalazłabym sporo takich powodów. Po konsultacji z otoczeniem postanowiłam jednak propozycję przyjąć - zawsze to nowe doświadczenie ;).

Książka ta wydana jest absolutnie przepięknie!


Twarda, bogato ilustrowana okładka wręcz zachęca do przejrzenia zawartości, a zdjęcia wewnątrz... Mam nadzieję, że kiedykolwiek będę w stanie sama zrobić ilustracje chociaż w 1/50 tak piękne, jak w tej pozycji ;).




Całość jest też bardzo czytelna - ilustracje nie ukradły show samej treści - i bardzo logicznie skomponowana, w żadnym momencie lektury nie czułam się zagubiona. 

Początek to wstęp dotyczący samych kosmetyków naturalnych i jednocześnie domowych oraz podstawowego oprzyrządowania (które w większości opiera się na kuchennych gadżetach) i zasad BHP dotyczących domowego kręcenia kosmetyków ;).

We wstępie właśnie wychwyciłam właśnie pierwsze różnice w zdaniach między mną a autorką. Sama nie dzielę kosmetyków na przemysłowe i naturalno-domowe, bo w jednej i drugiej grupie potrafię wyłapać zarówno buble, jak i prawdziwe perełki i daleka jestem od określania, które z nich są statystycznie lepsze. Czynniki indywidualne jednak rządzą pielęgnacją ;).

Również wskazówki dotyczące tego, jak pielęgnować dany rodzaj skóry oraz do jakich problemów przeznaczony jest dany domowy kosmetyk należy traktować dość luźno. Przykładowo - może akurat mieszanka dedykowana do skóry suchej sprawdzi się na mojej tłustej cerze? 




Ta książka jest bardzo dobrą propozycją dla osób potrzebujących jasnego i jednoznacznego przepisu, by ukręcić sobie jakiś kosmetyk w domu. Taki przewodnik zwykle jest potrzebny osobom, które dopiero zasmakowały w domowym mieszaniu kosmetyków.
Później, gdy mieszanie wchodzi w krew mamy większą tendencję do zmiany proporcji i własnego tworzenia receptur.

Niezaprzeczalnym plusem przepisów Klaudyny jest to, że do ich wykonania nie potrzeba "specjalistycznych produktów dostępnych jedynie w Hogwarcie" (komentarz mojego kolegi :P). W znakomitej większości przypadków nie musimy wypuszczać się dalej niż do spożywczego, apteki lub zielarskiego, by każdą w receptur urzeczywistnić we własnej kuchni ;)



Czasami moja upierdliwa natura wołała, że chciałaby trochę mocniejszego, chemicznego wyjaśnienia niektórych kwestii oraz doprecyzowania, ale starałam się ją uspokoić - znakomita większość czytelników tej pozycji nie byłoby to do niczego potrzebne ;).

Podsumowując - uważam, że jest to fajna propozycja dla osób początkujących oraz szukających inspiracji do domowego tworzenia kosmetyków. Dla osób zaznajomionych z tematem może być traktowana jako warta uwagi ciekawostka ;).

Słyszałyście o tej książce? ;)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Już w drodze...



Gdy będziecie czytać ten post, ja prawdopodobnie będę już oglądać Morze Bałtyckie z portu w Gdańsku. Jeju, nie byłam nad morzem od 3 lat <jara się jak pochodnia>! Wieczorem zapakujemy się na prom do Szwecji i przez najbliższe 1,5-2 miesiące będę oddawać się pracy na odludziu, wśród przyrody...

Już wiem, że będę mocno tęsknić - nie mam pojęcia, jaki będzie tam internet i jak często będę mieć okazję oraz siłę z niego korzystać, ale na pewno będzie mi brakować regularnego blogowania i możliwości kontaktu z Wami, moimi ukochanymi Czytelnikami. Mam nadzieję, że przez ten okres (który minie pewnie jak z bicza strzelił) nie porzucicie czytania mojego bloga (bo i wpisy ustawione na harmonogramie są... ;)) mimo tego, że odpowiedzi na komentarze będą zapewne bardzo nieregularne, a w większości zapewne zostaną ogarnięte dopiero po moim powrocie (ale obiecuję, będę się starać wywalczyć zarówno czas, jak i dostęp do sieci ;)).

sobota, 19 lipca 2014

Hair Medic kontra moje włosy ;)



Jakiś czas temu otrzymałam do testów preparat Hair Medic, który skierowany jest do osób walczących z wypadaniem włosów oraz chcących przyśpieszyć ich porost. Po sześciu tygodniach używania mogę napisać coś więcej na jego temat ;). Jak sprawdził się u mnie?


piątek, 18 lipca 2014

Cielisty pył + kto zgarnia paletę Sleek ;)



Dawno nie pisałam nic o żadnym lakierze, prawda? ;). Dziś będzie o jednym, którego zdobyłam tylko i wyłącznie dzięki pomocy przecudownej Kasi ;).

Rimmel Space Dust Aurora to piękny cielisty piasek z roziskrzonym wykończeniem. Żaden ze mnie mistrz wyszukiwania różnych odpowiedników danych lakierów, ale ten jest dla mnie bardzo niespotykany ;). I taki elegancki oraz spokojny - tak sobie pomyślałam, że gdybym miała brać ślub to chyba właśnie nim pobłogosławiłabym na chwilę obecną paznokcie xD.

Kryje w zasadzie po jednej, średniej grubości warstwie, schnie szybko, a zmywany odpowiednią techniką znika z moich paznokci jak krem ;). W nienaruszonym stanie wytrzymuje około 4 dni, potem widać u mnie starte końcówki.

Jego samego nigdy nie widziałam w żadnej drogerii, ale jego bracia z serii Space Dust kosztują około 9zł ;)

I jak się Wam podoba? ;)


środa, 16 lipca 2014

Mały przegląd produktów wykorzystywanych do przeciwsłonecznej ochrony włosów ;)



Dzisiejszy post także jest pokłosiem tego, że kolejki w NFZ są długie, a wizyty w drogeriach są bardzo dobrą metodą zabicia czasu :P. Pomyślałam wtedy, że temat ochrony przeciwsłonecznej włosów, poruszony w tym poście i podparty spisem olei zawierających filtry UV, wart jest kontynuacji. A w jakiej formie? 

Po wejściu do drogerii zastanawiałam się, w jakiej formie szukałabym kosmetyku do ochrony włosów przed działaniem ultrafioletu, gdyby mi ich jaśnienie na słońcu nie odpowiadało. Odpowiedź była szybka: oczywiście w sprayu, bez spłukiwania! Nie jest też dla mnie konieczne, by kosmetyk takowy był dedykowany do włosów, ale by był po prostu łatwy w obsłudze. 

Zaczynajmy więc ;)

wtorek, 15 lipca 2014

Początek prezentów dla samej siebie :D



Ogólnie postanowiłam przerzucić nagradzanie siebie na okres po powrocie z północy (a znalazłam sobie dość konkretny prezent, na który muszę dopiero zarobić monety xD), jednak z racji, że wybrałam się dziś po kartę EKUZ, a przede mną w kolejce o 8 rano było... 112 osób, to wybrałam się w międzyczasie na miasto. 

W ten oto sposób zaliczyłam Rossmanna i Hebe, gdzie w zasadzie nic mnie nie podnieciło (a nie, wróć, w Rossie byłam bliska kupienia Elizabeth Arden Green Tea EDP, ale powstrzymałam się całą siłą woli :P), a następnie skierowałam swoje kroki do drogerii Firlit. 

Tutaj "niestety" nadziałam się na promocję małych masek do włosów Kallos (275ml za 4,89zł), więc w moim koszyku znalazły się:


niedziela, 13 lipca 2014

Deadline już znany, więc do pracy rodacy!



Kochani moi - 20 lipca (za tydzień) wyjeżdżam, to już pewne. Zapewne na około 2 miesiące - w tym czasie moja bytność w blogosferze zostanie ograniczona okolicznościami do minimum. Mam nadzieję, że pozwoli mi to też naładować akumulatory i wrócić z wielkim worem nowych pomysłów ;)

Na razie jestem przerażona ogromem przygotowań i tym, w jaki sposób się zapakuję z całym tym bajzlem, ale postaram się to jakoś ogarnąć. Zakupy już w 85% poczyniłam, mam nadzieję, że w miarę o niczym nie zapomnę. Arsenał pielęgnacyjny będzie bardzo ubogi, ale mam plan prowadzić kurację kwasową w Szwecji. Ciekawe, jak mi się to uda wykonać :P

Jak postanowiłam, tak też zamierzam uczynić - na harmonogramie zostaną ustawione posty, które mam nadzieję zdążę napisać w ciągu tego tygodnia. Was jednak proszę o pomysły - mam ich sporo, ale może sami wolicie jakiś temat bardziej od innych? ;)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...