2+2 gratis w Rossmannie: Zacznij dzień z czystą przyjemnością! Moje łupy ;)



Jeszcze do 19 września możecie zaopatrzyć się w Rossmannie w produkty do higieny jamy ustnej, antyperspiranty i żele pod prysznic w czasie promocji typu 2+2 gratis ;). Tym razem też nie byłam twarda i... zrobiłam zakupy na dwie karty ;). Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że tym razem mój M. także minimalnie skorzystał ;).

Tym razem postanowiłam nie tworzyć zestawień produktowych, bo akurat wybór w tych kategoriach rzadko chodzi razem z dobrym składem - nawet... u mnie ;).


Dezodorant i żel pod prysznic Adidas - M. zużywa już kolejne opakowania tych wersji zapachowych - widać mu odpowiadają ;). Niemniej jednak składowo jest to typowa, drogeryjna półka i pielęgnacyjnych wodotrysków nie będę się tutaj doszukiwać :D.

Antyperspiranty w kulce Nivea i Garnier - pomimo wielu podejść do bardziej naturalnych rozwiązań muszę rzec, że najlepiej sprawdzają się u mnie produkty antyperspiracyjne bazujące na związkach glinu. Wszelkie inne rozwiązania na początku sprawują się ok, by po jakimś czasie przestać dawać jakiekolwiek efekty. Jedyne, na co zwracam faktycznie uwagę to dopisek o "braku śladów na ubraniu" - nadal pamiętam, jak zniszczyłam sobie ulubioną bluzkę dezodorantem :D.

Pasty: Sensodyne i Pearl Drops - jestem w zasadzie dość wierna pomarańczowemu Elmexowi, jednak czasami testuję inne, zębowe cuda. Wybrałam dwie wersje wybielające, z zamiarem stosowania raz na 1-2 tygodnie. Zasmakowanie w kawie ma swoje minusy :P.

Płyn do płukania ust Colgate Plax - nie mam ulubieńców z tej kategorii, ale często gustuję w markach własnych Rossmanna czy Biedronki. Tym razem zdecydowałam się na produkt koncernowy i... sama nie wiem jak to będzie :P. Oby gwarantował jak najmocniejszy efekt odświeżenia.

Olejek pod prysznic Lirene - tego typu kosmetyk chodził za mną od dawna, aczkolwiek nie mam wielkich oczekiwań (jego skład i tak bazuje głównie na SLES). Poziom pienienia i wysuszenia skóry interesuje mnie szczerze - i na pewno będę go meldować :D. Nie sądzę jednak, że obędzie się bez balsamu po myciu.

Zaopatrzyliście się w artykuły pierwszej potrzeby w trakcie tej akcji? ;)
Więcej »

Cien, upiększający krem BB 6w1 prosto z Lidla - skład z potencjałem!



Od dawna poszukuję następcy mojego absolutnie ulubionego kremu BB Rival de Loop (KLIK!). Pomimo tego, że nie wymagam jakiegoś kozackiego krycia ciężko mi takowy znaleźć. Moja cera nie lubi zapychających, przeładowanych silikonami składów, a niestety znaczna część kosmetyków szumnie nazywanych BB kremami to tak naprawdę ciężkie mazidła ;). Fajnie sprawdzają się u mnie podkłady od Miss Sporty, które mają zadziwiająco miłe dla mego oka i skóry składy (KLIK!), jednak nie przerywam poszukiwań innych alternatyw.

A te trafiają się w różnych, także nieoczekiwanych momentach - na przykład podczas wizyty w Lidlu i polowania na płatki owsiane ;). Po obejrzeniu składu upiększający krem BB 6w1 marki Cien trafił do koszyka.


9,99zł to absolutnie niewygórowana cena za taki ładny skład:


Znajdziemy z nim filtry przeciwsłoneczne (i to głównie fizyczne), nawilżacze, emolienty (m. in.masło shea i alkohole oraz kwasy tłuszczowe). Filmformerów  jest w nim niewiele i znajdziemy je w dalszej części składu, a za efekt matujący ma odpowiadać krzemionka i mąka z tapioki. Zestaw barwników jest niezbędny dla uzyskania efektu koloryzującego, a całość domyka zestaw zapachów i konserwantów. Delikatnie przypomina mojego wycofanego ulubieńca z przeszłości i mam nadzieję, że mojej cery nie zapcha w żaden sposób ;). 

Dopiero po zakupie obejrzałam jego opinie w sieci i... nie są one zachwycające :P. Sama jednak nie oczekuję wielkiego krycia, wystarczy mi lekkie wyrównanie kolorytu, brak wysypu zmian trądzikowych, smug i ciemnienia/pomarańczowienia na twarzy. Zamierzam dobrać się do niego jutro - trzymajcie kciuki za powodzenie, bo dużo sobie po nim obiecuję :D.

Zwracacie uwagę na składy Waszych kosmetyków kolorowych? Jakie podkłady i kremy BB możecie mi polecić? ;).
Więcej »

Mój ulubiony krem do twarzy - kosmetyk, do którego wracam



Uwielbiam wręcz testować kosmetyczne nowości. Ten entuzjazm przed pierwszą aplikacją - bezcenny ;). Są jednak kosmetyki, które uważam za pewniaki - sprawdzają się zawsze i w każdych warunkach. Z ich dobrodziejstw korzystam wtedy, gdy nie mogę sobie pozwolić na wpadki wyglądowe (a testowanie nowości to zawsze jakieś ryzyko w tym względzie) albo gdy muszę okiełznać jakiś urodowy problem. 

W zeszłym tygodniu napoczęłam czwarte opakowanie mojego twarzowego ulubieńca: Kremu-emolientu barierowego na powieki i wokół oczu Atopy Tolerance (Vis Plantis), którego recenzję mogliście przeczytać prawie dwa lata temu TUTAJ - znajdziecie tam wszystkie szczegóły dotyczące tego mazidła oraz omówienie INCI. Analizy składów całej serii znajdziecie TUTAJ, Inną moją prywatną perełką z tej serii jest emulsja (więcej TUTAJ). 


Minęły dwa lata, a ja nadal wracam do niego karnie przy każdym problemie. Przesuszenia, suche skórki na nosie, czole czy policzkach? Nie ma sprawy, po kilku dniach nie ma śladu ;). Wysyp po nowym kremie/serum? Pokornie odstawiam winowajcę i łapię za tego umiarkowanego tłuściocha, a po około dwóch tygodniach znów mogę cieszyć się gładkim licem. Śmiało mogę powiedzieć, że w całej mojej świadomej pielęgnacji twarzy (a trwa to już ponad 7 lat) trafiłam na wiele wspaniałych i godnych uwagi kremów, ale ten jest moim absolutnym ulubieńcem. Miesiąc przed ślubem nie zamierzam używać niczego innego :D.

Świetnie współgra z makijażem, odżywia i wygładza cerę bez zapychania niezależnie od pory roku ;). Przetestowałam go chyba we wszystkich możliwych konfiguracjach i za każdym razem efekty są mega ;). Gdybym już na siłę szukała jakiegoś maleńkiego minusa, to mógłby mieć jeszcze SPF na poziomie 10-20 - wtedy, poza okresami kwaszenia, nie potrzebowałabym większej ochrony przeciwsłonecznej ;).

Opakowanie airless pozwala na higieniczną aplikację w każdych warunkach ;). Krem ten po raz kolejny udowadnia, że nie zawsze trzeba się kurczowo trzymać sugestii producentów odnośnie zastosowania kosmetyku - krem pod oczy bez problemu sprawdzi się na całej twarzy i odwrotnie ;). 

W czasie moich kosmetycznych podróży po nowościach powoli układam moją żelazną kosmetyczkę - zestaw produktów pielęgnacyjnych, które sprawdzają się zawsze ;). Wiem jednak, że z czasem preferencje mojej skóry mogą się zmienić i coś może jej nie spasować. 

Niemniej jednak bardzo mnie ciekawi, czy macie takie produkty, które możecie polecić w ciemno. Chętnie je poznam i może wdrożę do testowej listy ;).
Więcej »

Oriflame, Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem Love Nature - bardzo udana ampułka do włosów!



We wcześniejszych latach mojej włosowej pielęgnacji byłam absolutną zwolenniczką niedrogich olei kuchennych, kupowanych w sporych objętościach. Włosy olejowałam wtedy co mycie bardzo obficie, można rzec - na bogato ;). Nadal uważam, że rozwiązania niedrogie są najlepsze, ale zdrowsze włosy, wymagające rzadszego traktowania olejem (i w dużo mniejszej ilości niż lubię... ;)) pozwalają na testy w ramach współpracy takich maleństw jak Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem Love Nature od Oriflame bez wyrzutów sumienia ;).


Maleńka, plastikowa ampułko-tubka kryje 15 ml produktu. Jest to kosmetyk teoretycznie do zużycia "na raz", gdyż korek należy oderwać, jednak odwracając zatyczkę można całość dość szczelnie zamknąć ;). Swój egzemplarz zużyłam w trzech podejściach. Całość wygląda prosto i nie sprawiła mi żadnych problemów w obsłudze.

15ml tego olejku kosztuje 6,90zł, jednak bez większych problemów można go zakupić już w cenie około 3zł.

Jego skład przedstawia się tak: AQUA, BUTYLENE GLYCOL, OLETH-20, PANTHENOL, HYDROXYETHYLCELLULOSE, POLYQUATERNIUM-7, IMIDAZOLIDINYL UREA, PARFUM, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, COCOS NUCIFERA OIL, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, SODIUM CITRATE, METHYLPARABEN, COUMARIN, PROPYLPARABEN

I nagle szok - temu produktowi dużo bliżej jest do nawilżacza niż do olejku (produktu emolientowego)! Trzon składu stanowią substancje nawilżające: glikol butylenowy oraz pantenol doprawione sowicie emulgatorem. Dopiero po zapachu znajdziemy olej kokosowy oraz proteiny pszenicy. Całość domknięta jest stabilizatorami pH i konserwantami (w tym parabenami). Zawiera filmformer (polyquaternium).

Skład obejrzałam dopiero w sieci - na tak niewielkiej tubce ciężko go umieścić w sposób czytelny. Zaskoczona byłam mocno, co dodatkowo zwiększyło chęć testów - trudno było mi teoretycznie przewidzieć efekt jego stosowania :D.

W celu ogrzania olejku (w końcu to produkt "na gorąco"!) umieściłam tubkę w kubku z gorącą wodą na jakąś minutę i nałożyłam jakieś 5 ml na suche włosy. W kolejnych próbach czas trzymania olejku przed myciem wynosił od 1 do 3h, po czym myłam włosy szamponem, odżywkowałam i układałam jak zwykle. Efekt tych zabiegów widzieliście już w poście o moich lokach po fryzjerze (KLIK!) i powiem tak: dawno nie miałam tak ładnych włosów! Zero obciążenia, żadnego podfruwania, mięsistość, blask i piękne loki, którym nie był straszny nawet całkiem konkretny deszcz, który złapał mnie w drodze na przystanek przed zrobieniem zdjęcia xD. Nawet byłam nim zdziwiona - w końcu nawilżaczy w nim sporo, a te składniki nie lubią się z wilgocią.

Cena w przeliczeniu na mililitr może nie wychodzi najlepiej, ale w ramach ciekawostki, przy włosach nie wymagających sowitego olejowania - naprawdę warto spróbować ;).

Stosujecie olejowanie włosów w swojej pielęgnacji? Jakie macie doświadczenia? ;)
Więcej »

Loki po fryzjerze ;)



Po miesiącu od wizyty u Pana Dawida z Trendy Hair Fashion Kraków (więcej TUTAJ) przetestowałam swoją fryzurę już chyba we wszystkich konfiguracjach:  ;). Jak pamiętacie - zmiana nie była duża: odświeżony kształt fryzury z minimalnym skróceniem, żeby było z czego zrobić jakieś upięcie. Za jakieś pół roku planuję powrót do krótkiej fryzury, jeśli nic mi się nie odmieni ;).


U fryzjera notorycznie proszę o wyprostowanie włosów na szczotce - w domu nie chce mi się w ten sposób bawić, a odmiana każdemu z nas jest potrzebna... czasami ;). Cięcie oceniam dopiero po kilku myciach, a tym razem, ze względu na urlop, minęło trochę więcej czasu. Nic nowego jednak nie powiem - jestem jak zwykle zachwycona efektem :D.


Moje włosy przy takiej długości reprezentują radosny pierdzielnik. Skręt mam w miarę regularny tylko przy długości do ramion, potem jest już istna wariacja, gdzie każdy z loków ma inny typ skrętu :P. Cięcie sprawiło, że kudły układają mi się w zasadzie same, nawet przy zastosowaniu jedynie mycia szamponem. Fryzura stała się bardziej obliczalna, a loki bez problemu trzymają się przez 2 dni, czasami nawet trzeciego dnia (czytaj - po trzeciej nocy od mycia) mogę wyjść w rozpuszczonej fryzurze. Jeśli nie - posiłkuję się moimi ukochanymi spinkami Flexi8 (KLIK!).

Mam też coraz więcej siwych włosów od spodu - na razie radzi sobie z nimi Cassia (TUTAJ znajdziecie sporo o moich farbowaniach tym ziołem), ale możliwe, że niedługo będę musiała pomyśleć o bardziej inwazyjnych rozwiązaniach. Jeśli jednak mam być całkiem szczera - nie mam pomysłu na ten etap swojej przygody włosowej...

Marzę też, żeby moje włosy osiągnęły taką długość, bym mój lichy warkoczyk mogła oddać na fundację - nie wiem jednak gdzie jest moja graniczna długość włosów, a czuję, że długości przybywa jakoś wolniej ;).

Jak się mają Wasze włosy po wakacjach? ;)
Więcej »

Nieco bardziej naturalna wishlista ;)



Jak pewnie wiecie z postów na moim blogu, nie uciekam od składników pochodzenia chemicznego (chociaż lepiej pasuje tutaj słowo "syntetycznego"). Wiem, ile dobrego mogą sprawić w pielęgnacji stosowane umiejętnie i rozsądnie ;). Niemniej jednak wątek kosmetyków naturalnych bądź ze sporymi dodatkami składników naturalnych (warto nie dać się nadziać na tą subtelną różnicę - w TYM  oraz TYM poście znajdziecie podpowiedzi ;)) pojawia się także w mojej łazience. Recenzje tych produktów, które już stosuję, pojawiają się na blogu, a dzisiaj mam dla Was nieco bardziej naturalną wishlistę - te produkty chciałabym przetestować:

Make Me BIO Beautiful Face Krem dla skóry skłonnej do wyprysków


Pomimo szeregu obaw związanych ze sporą ilością olei w tym kremie pozytywne opinie kuszą mnie już od dawna ;). Preferencje mojej twarzy zmieniają się wraz z wiekiem, może będzie dobrze? ;).

Vianek Krem normalizujący z ekstraktem z kory wierzby białej


Moje doświadczenia z Viankiem są (tak, wiem, to aż dziwne) żadne, a ten krem wygląda nieźle - nieprzeładowany emolientami, ze sporą dawką brzozowego ekstraktu i nawilżaczy.

Vianek Łagodzący krem BB


oraz

NEOBIO Krem BB z ekstraktem z granatem i olejem migdałowym


Po wycofaniu mojego absolutnie nieodżałowanego kremu BB Rival de Loop od dłuższego czasu poszukuję godnego zamiennika z dobrym składem. Liczę, że te dwie niezłe propozycje przypadną mi do gustu... albo chociaż jedna z nich ;).

Cattier Żel oczyszczający do cery tłustej z niedoskonałościami

Produkt myjący oparty w dużej mierze na ekstraktach z mięty oraz aloesu i hydrolacie z kwiatu pomarańczy poza wielkimi chęciami testów budzi również wątpliwości w mojej podświadomości. A jak nie domyje? :D Moja twarz jest jednak w tym względzie dużo mniej wymagająca od włosów i liczę na pozytywy ze stosowania ;).

Natura Siberica Chłodząca maska do twarzy Fresh Spa Imperial Caviar Cold Mask


Obiecany mocny efekt chłodzący mnie przekonuje - pewnie przez tegoroczne upały ;). Nie sądzę jednak, by był to dobry pomysł np. na zimę. Ale efekt ujędrnienia chociażby dzięki samemu chłodzeniu - prawie pewny. Do tego ekstrakty: roślinne i z kawioru wzbogacone humektantami i witaminą E. 

Macie jakieś własne, hitowe eko-typy? Chętnie się z nimi zapoznam ;). 
Więcej »

2+2 gratis w Rossmannie: Zachowaj energię lata! Moje łupy ;)



Jeszcze do 29 sierpnia możecie wziąć udział w kolejnej akcji drogerii Rossmann 2+2 gratis (więcej informacji znajdziecie TUTAJ), a swoje typy w kategoriach pielęgnacja włosów (KLIK!), ust (KLIK!) i paznokci (KLIK!) już Wam przedstawiłam ;). Moje zakupy są nieco przerośnięte - z promocji można skorzystać tylko raz (czyli w koszyku mogą wylądować 4 kosmetyki), jednak ja wykorzystałam kartę mojego M., wydałam około 45zł i mam 8 cudów :D. Nie żałuję - takich małych przyjemności raz na jakiś czas sobie nie odmawiam ;).


Delia Zmywacz do paznokci w kremie


Skład:


Mój zachwyt składem już przedstawiałam w zestawieniu (to naprawdę zmywacz pielęgnacyjny!), teraz czas na wykorzystanie w praktyce. Jeśli jednak przypadnie mi do gustu to niestety - jest w CND ("cenie na do widzenia") -.-.

Odżywki Isana: Silk Gloss, Colour Shine i Intensive Care


Skład:



Skład:



Skład:


Solidne, emolientowe bazy bez filmformerów wzbogacone, w zależności od wersji: proteinami pszenicznymi, ekstraktami roślinnymi czy miodem. I do tego w cenie 4,99zł! Nic tylko brać :D.

Garnier Fructis Oil Repair 3 Butter Maska Wzmacniająca 3w1


Skład:


Jest emolientowo, ze sporym dodatkiem oleju kokosowego ;). Pozostałe dobroci występują już po barwnikach (oleje makadamia, migdałowy, jojoba, masło shea ekstrakty z trzciny cukrowej, herbaty chińskiej czy jabłka), jednak i tak ta maska może mieć spory potencjał dociążający ;). Zamierzam korzystać z niej oszczędnie xD.

Loton Oil Therapy Coconut&Sweet Almond Oil


Bez rozgadywania się - świetny produkt, a jego recenzję znajdziecie TUTAJ ;).

Evree Instant Help Multifunkcyjny balsam


Skład:


Dużo olei, maseł i wosków przeplecionych lanoliną, lecytyną i witaminą E. Zamierzam ratować nim moje usta, łokcie i kolana jesienią i zimą. A może testowaliście go? Jak u Was się sprawdzał? Skład przekonuje, ale nie zawsze idzie za nim świetne działanie ;).

Evree Regenerujące serum do paznokci


Skład:


Oleje, oleje i jeszcze raz oleje wraz z emulgatorami i witaminami A, C i E tworzą kuszącą kosmetycznie całość, która może się nieźle sprawdzić. Moje paznokcie zaraz wejdą w nie najlepszy dla siebie okres jesienno-zimowy, więc ratunek bardzo im się przyda. Czy to serum Evree się sprawdzi - zobaczymy ;). 

Pochwalcie się swoimi łupami koniecznie :D
Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie