czwartek, 31 lipca 2014

Pokuszona nowymi Kallosami ;)



Jak pewnie większość z Was wie - jestem nieuleczalną maniaczką włosowych produktów do spłukiwania. Żaden inny zbiór (nie licząc oczywiście lakierowego :P) nie może się z nim równać :P. Siedzę sobie teraz w Skandynawii z podstawowym włosowym arsenałem, jednak... bywam na Wizażu. W ten oto przecudowny sposób zostałam pokuszona nowymi maskami firmy Kallos, a mianowicie wersjami bananową i algową.

Wersja algowa (zdjęcie z Wizażu):

środa, 30 lipca 2014

Trzy lata minęły jak jeden dzień ;)



Wiecie, że w ostatnich dniach stuknęło mi trzy lata włosomaniactwa? Czas faktycznie szybko leci i nawet... trochę zatoczył koło ;). Włosomaniaczyć zaczęłam 3 lata temu, niewiele przed wyjazdem nad morze, a w tym roku po raz kolejny miałam okazję obejrzeć tę okolicę (<3). Na jubileusz wypadałoby strzelić małe podsumowanie mijającego roku ;)

  • Przez moją łazienkę nadal przetaczają się pierdyliardy różnych włosowych kosmetyków :P. Moim największym nałogiem, obok lakierów do paznokci, są produkty do spłukiwania.
  • Główne odżywianie włosów przeniosłam prawie całkowicie na etap przed myciem (ultraniskoporowatość). Ba, ten etap coraz częściej zdarza mi się pomijać.
  • Myję włosy jedynie mocnymi, oczyszczającymi szamponami, zawsze dwukrotnie (ultraniskoporowatość).
  • Produkty do spłukiwania po myciu nakładam na maksymalnie 10 minut i nigdy pod folię i ręcznik (j.w.).
  • Zrezygnowałam z odżywki bez spłukiwania na rzecz silikonowego serum.
  • Bawię się niegroźnie kolorem (gencjana , Cassia: KLIK! KLIK!) i myślę, że ten trend się jeszcze pogłębi w przyszłości.
  • Rozwijam cykl Problemy włosowe, a także rozpoczęłam Perypetie włosów niskoporowatych.
  • Podcięłam dość mocno włosy w listopadzie, co wyszło im wybitnie na zdrowie, a po pół roku od tamtego wydarzenia też poleciało kilka centymetrów. I taka częstotliwość podcinania chyba na razie się utrzyma ;). Ale do fryzjerów nadal mam uraz i już ponad 4 lata nie byłam u żadnego - podcina mnie mama ;).
  • Nadal nie czeszę w zasadzie włosów, nie licząc odosobnionych przypadków :P. 

niedziela, 27 lipca 2014

Jak zmywam lakiery z paznokci?



Tyle razy zostałam przepytana z tego tematu, że nadszedł czas opisać moją technikę zmywania paznokci - dzięki temu nie będzie w przyszłości problemów z odsyłaniem Was do odpowiedniego posta ;).

Metoda absolutnie nie jest moja i od dawna funkcjonuje w blogosferze. Przerzuciłam się na nią w trakcie zmywania lakieru całkowicie w momencie, kiedy zauważyłam, że pocieranie płytki wacikiem nasączonym zmywaczem bardzo źle wypływa na moje paznokcie. Zmywam tak zarówno lakiery kremowe i piaskowe (bezproblemowo), jak i brokatowe (tutaj czasami muszę czynności powtórzyć dwukrotnie, by usunąć całość emalii.

Standardowy, okrągły wacik kosmetyczny rozrywam na 10 części (to zależy od wielkości płytki - ja mam malutką) i każdą z nich moczę w zmywaczu i dociskam do pojedynczego paznokcia. Tak trzymam w zależności od lakieru: krem 1-2 minuty, piasek do 5, brokaty - do mniej-więcej 8. Po tym czasie łapię za wacik, dociskam i zdejmuję z paznokcia zwykle z całym lakierem (ewentualnie powtarzam cały zabieg przy brokatach). 

czwartek, 24 lipca 2014

"Kosmetyki, które zrobisz w domu"



Gdy zaproponowano mi zrecenzowanie książki Klaudyny Hebdy "Kosmetyki, które zrobisz w domu", autorki bloga Ziołowy Zakątek, potrzebowałam trochę czasu do namysłu. Zastanawiałam się, czy jestem właściwym recenzentem dla takiej pozycji. Nie jestem, nie byłam i nie będę ekomaniaczką z różnych względów: poglądów, wykonywanego zawodu, wygody... Pewnie znalazłabym sporo takich powodów. Po konsultacji z otoczeniem postanowiłam jednak propozycję przyjąć - zawsze to nowe doświadczenie ;).

Książka ta wydana jest absolutnie przepięknie!


poniedziałek, 21 lipca 2014

Już w drodze...



Gdy będziecie czytać ten post, ja prawdopodobnie będę już oglądać Morze Bałtyckie z portu w Gdańsku. Jeju, nie byłam nad morzem od 3 lat <jara się jak pochodnia>! Wieczorem zapakujemy się na prom do Szwecji i przez najbliższe 1,5-2 miesiące będę oddawać się pracy na odludziu, wśród przyrody...

Już wiem, że będę mocno tęsknić - nie mam pojęcia, jaki będzie tam internet i jak często będę mieć okazję oraz siłę z niego korzystać, ale na pewno będzie mi brakować regularnego blogowania i możliwości kontaktu z Wami, moimi ukochanymi Czytelnikami. Mam nadzieję, że przez ten okres (który minie pewnie jak z bicza strzelił) nie porzucicie czytania mojego bloga (bo i wpisy ustawione na harmonogramie są... ;)) mimo tego, że odpowiedzi na komentarze będą zapewne bardzo nieregularne, a w większości zapewne zostaną ogarnięte dopiero po moim powrocie (ale obiecuję, będę się starać wywalczyć zarówno czas, jak i dostęp do sieci ;)).

sobota, 19 lipca 2014

Hair Medic kontra moje włosy ;)



Jakiś czas temu otrzymałam do testów preparat Hair Medic, który skierowany jest do osób walczących z wypadaniem włosów oraz chcących przyśpieszyć ich porost. Po sześciu tygodniach używania mogę napisać coś więcej na jego temat ;). Jak sprawdził się u mnie?


piątek, 18 lipca 2014

Cielisty pył + kto zgarnia paletę Sleek ;)



Dawno nie pisałam nic o żadnym lakierze, prawda? ;). Dziś będzie o jednym, którego zdobyłam tylko i wyłącznie dzięki pomocy przecudownej Kasi ;).

Rimmel Space Dust Aurora to piękny cielisty piasek z roziskrzonym wykończeniem. Żaden ze mnie mistrz wyszukiwania różnych odpowiedników danych lakierów, ale ten jest dla mnie bardzo niespotykany ;). I taki elegancki oraz spokojny - tak sobie pomyślałam, że gdybym miała brać ślub to chyba właśnie nim pobłogosławiłabym na chwilę obecną paznokcie xD.

Kryje w zasadzie po jednej, średniej grubości warstwie, schnie szybko, a zmywany odpowiednią techniką znika z moich paznokci jak krem ;). W nienaruszonym stanie wytrzymuje około 4 dni, potem widać u mnie starte końcówki.

Jego samego nigdy nie widziałam w żadnej drogerii, ale jego bracia z serii Space Dust kosztują około 9zł ;)

I jak się Wam podoba? ;)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...