Promocja 2+2 w Rossmannie - moje łupy z analizami składów



Udało mi się trafić do Rossmanna w czasie trwania promocji. Nawiedziłam go rano, jakieś pół godziny po otwarciu (około godziny 9 rano) i trafiłam na pustki oraz całkiem dobrze zaopatrzone półki ;). Zmitrężyłam w nim jakieś 40 minut, bo nie mogłam się zdecydować :p. Powiem Wam jednak, że całkiem dobrze wstrzeliłam się ze swoimi zakupami w plany, które przedstawiłam Wam TUTAJ. Oto co przytargałam ze sobą do domu:


Żel do mycia twarzy, produkt 3w1 (żel, peeling, maseczka), płyn micelarny i... peeling enzymatyczny ;). Najmilszym zaskoczeniem jest oczywiście namierzenie tego ostatniego cuda. Niestety, nie trafiłam na krem BB/CC, który przekonałby mnie do siebie składem. Poszukiwania uznaję za nadal otwarte :P.

Za całość zapłaciłam około 30zł (wykorzystałam przy okazji kartę podarunkową z urodzin - moi znajomi wiedzą, jak zrobić mi dobrze :D), a z wbiciem rabatu nie było problemu. Oszczędziłam około 27zł.


Niemniej jednak od moich znajomych słyszałam o pewnych problemach z promocją. Moja koleżanka np. nie kupiła pianki Avy i kremu Miya, ponieważ nie było ich na liście w regulaminie (regulamin tej akcji ma 140 stron i ma wyszczególnione wszystkie produkty objęte promocją). Miałyście podobne problemy czy też może z tym konkretnym Rossmannem było coś nie tak?

Czas jednak na przyjrzenie się z bliska moim łupom ;)

Bielenda, Nauro Glycol + Vit.C, Eksfoliująca emulsja do mycia twarzy


Skład:

Aqua (Water), Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Cocamphoacetate, Pumice, Coco Glucoside, Glycolic Acid, Acetyl Hexapeptide-8, Caprylyl Glycol, 3-O-Ethyl Ascorbic Acid, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, CI 77891. 

Założyłam sobie, że kupię jakieś myjadło do twarzy bez SLES. Nie było to zadanie łatwe, ale udało się ;). Znajdziemy w nim łagodniejsze detergenty wzbogacone gliceryną i filmformerem już na początku składu (kopolimer), który jednak do tej pory nie robił mi krzywdy (i mam nadzieję, że tak pozostanie ;)). Wysoko w składzie znajdziemy również składniki tytułowe: kwas glikolowy i "neuropeptyd" oraz... pumeks. Całości dopełnia pochodna witaminy C, olejek pomarańczowy oraz sowity zestaw konserwantów, zapachów z jednym dokooptowanym barwnikiem.

Ten skład nie wywołał u mnie palpitacji serca z zachwytu, ale do zakupu przekonał mnie kwas glikolowy wysoko w składzie. Nie spodziewam się wprawdzie widocznego działania "eksfoliującego", ale nuż widelec podpasuje mojej skłonnej do zanieczyszczenia cerze ;).

Selfie Project, 3 w 1 Żel myjący, peeling, maseczka


Skład:


Wysoko w jego składzie znajdziemy glinkę kaolinową, glicerynę (nawilżacz), zmielone pestki moreli, pumeks i proszek węglowy. Olejek z palczatki i alantoina dopełniają zbiór fajnych składników. W roli detergentu występuje w nim betaina kokamidopropylowa (w połowie składu). Znajdziemy w nim również zagęstniki (guma ksantanowa i krzemian glinowo-magnezowy). Całości dopełniają - modyfikowany olej rycynowy oraz zestaw konserwantów i regulatorów pH.

W roli mechanicznego peelingu się sprawdzi - drobinek ścierających (przynajmniej wg składu)  ma naprawdę sporo. Czy jako żel myjący do codziennego stosowania będzie odpowiedni - mam pewne wątpliwości ze względu na to, że substancji powierzchniowo czynnych (czyli tych odpowiedzialnych za usuwanie zanieczyszczeń) zawiera niewiele. W roli maseczki również ma potencjał - sporo glinki kaolinowej zaprawionej olejkiem z palczatki może zrobić sporą, kosmetyczną karierę. Zamierzam przetestować ten produkt w każdym z wariantów ;).

Evree, Różany płyn micelarny


Skład:


Wodę różaną możemy zauważyć już na drugim miejscu w składzie - ten płyn nie jest więc różany jedynie z nazwy ;). Dalej zawiera również zestaw łagodnych substancji powierzchniowo czynnych (odpowiedzialnych za tworzenie miceli), glicerynę (nawilżacz), kolagen (proteina), hialuronian sodu, glikol propylenowy, ekstrakt z aloesu, pantenol i alantoinę (humektanty-nawilżacze). Całości dopełniają substancje zapachowe, konserwanty oraz modyfikowany olej rycynowy.

Wiążę z tym produktem spore nadzieje - skład ma ładny i liczę, że sprawdzi się dobrze ;).

Perfecta Beauty, Peeling mineralny enzymatyczny dla cery suchej i wrażliwej


Skład:


Gdy zobaczyłam słówko "mineralny" w nazwie tego mazidła to pomyślałam z automatu, że pewnie jego głównym składnikiem będzie parafina. Zaskoczyłam się jednak naprawdę pozytywnie przeglądając skład ;). W mieszance emolientów syntetycznych znajdziemy sporo papainy (odpowiedzialnej za enzymatyczne złuszczanie), kwasu alginowego, ekstraktu z lazurytu, lecytyny, pantenolu, sorbitolu czy glikolu propylenowego (nawilżacze).  Ekstrakty oraz olejki z oczaru, kasztanowca, aloesu, krokosza i migdałów oraz witamina E i alantoina pięknie dopełniają całość. Skład zamykają: kwas linolenowy, sól morska oraz zestaw konserwantów i regulatorów pH.

Zawiera także silikon (filmformer) w połowie składu - dla mnie to minus, jednak mam nadzieję, że nie odczuję jego działania ;). Nie spodziewam się bardzo mocnego efektu złuszczania, jednak nastawiam się do niego pozytywnie ;).

Rossmannowska promocja 2+2 całkowicie mnie usatysfakcjonowała i myślę, że trafiłam naprawdę godne uwagi produkty. A jak było u Was? Skorzystaliście czy nie? ;)
Więcej »

Promocje: 2+2 w Rossmannie i -60% na zapachy w Hebe!



Ostatnia promocja w Rossmannie (na kosmetyki kolorowe) pozostawiła u mnie duży niesmak. Przypomniały mi się czasy pierwszych tego typu akcji, gdy dochodziło do "mordobicia" przy półkach, a wszechogarniający bajzel odrzucał od zakupów. Pewnie nikogo nie zdziwi, że nic wtedy nie kupiłam ;). Rossmann zapowiedział jednak nową promocję: 2+2 gratis (w klubie, poza klubem 2+1) na kosmetyki do pielęgnacji twarzy.


Rabat ten dostępny jest jedynie jeden raz dla członków klubu i obowiązuje przy zakupie czterech różnych kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Czy w przypadku powielania kosmetyków też zostanie wbity - niestety nic nie wiem na ten temat ;). Niemniej w czasie trwania tej akcji nie spodziewam się aż takich tłumów jak wcześniej. Więcej kobiet się maluje niż dba o swoją cerę - to niestety smutny fakt. 

Interesują mnie:
  • Produkty typu żel + peeling + maseczka - nigdy nie miałam w swoich zbiorach czegoś takiego i jeśli tylko znajdę taki kosmetyk z przyzwoitym składem to przytargam go do domu ;).
  • Żel do mycia twarzy - wprawdzie Intimea z Biedronki (recenzja KLIK!) nadal radzi sobie u mnie świetnie, ale mam ochotę na coś "dedykowanego" ;). 
  • Peeling enzymatyczny - tutaj także Purederm (recenzja KLIK!) daje radę, jednak chciałabym mieć jakąś opcję B w razie zmiany składów. Niemniej jednak nie mam wielkich nadziei, że znajdę jakiś z akceptowalnym składem w Rossie ;).
  • Krem BB/CC - następcy BB kremu Rival de Loop (recenzja KLIK!) szukam już od dawna i niestety nic nie zapowiada na razie sukcesu...
  • Płyn micelarny - mój się kończy, więc czas na nowy: kupię albo coś, czego nigdy nie miałam albo solidnego micela od Garniera (recenzja KLIK!).

Moja lista ma 5 punktów, jednak tylko dlatego, że spodziewam się, że części z nich nie uda mi się zrealizować (przynajmniej na tej promocji). 

Hebe kusi nas natomiast zapachami:

W tej kwestii jestem obecnie zaspokojona, ale może ktoś z Was się na coś skusi ;).

Macie dla mnie jakieś sprawdzone typy kosmetyków w kategoriach, w których poszukuję nowości lub zamienników? Koniecznie się nimi podzielcie ;).

P.S.  Na fanpage bloga możecie wziąć udział w konkursie z kosmetykami L'Oreal (KLIK!)! ;)
Więcej »

Katha - alternatywa dla indygo w hennie bez ryzyka "glona" (zielonych włosów)?



Czy są wśród Was osoby farbujące włosy henną bądź planujące to w przyszłości? Do tej pory osiągnięcie brązów lub czerni mieszankami hennowymi wymagało dodatku indygo - barwnika, który potrafił być po pewnym czasie bardzo kłopotliwy. Utlenione indygo ma kolor zielony i to właśnie ono w czasie rozjaśniania hennowanych brązami i czernią włosów daje efekt popularnego glona. A z zielonymi włosami trudno jest wygrać...

Wiele z Was próbowało mojej metody wypłukiwania henny i indygo, którą opisywałam TUTAJ. Musicie jednak pamiętać, że najlepiej działa ona na barwnikach nieutlenionych. Na glonie natomiast może nie zrobić najmniejszego wrażenia. Katarzyna podrzuciła mi jednak bardzo interesujące info o innej alternatywie dla ciemnych kolorów, która zwie się katha. Barwnik ten pojawił się ostatnio "na wypróbowanie" w sklepie Pole Henny, skąd też pochodzi poniższe zdjęcie:


Brązowy proszek otrzymywany jest z akacji catechu i suma (obstawiam, że jest to kora bądź ekstrakt  niej i drewna).Wg właścicieli sklepu daje ciepłe, terakotowe brązy i przełamuje brązy już w ilości 20g na 100g mieszanki (czyli może wystarczyć nawet jedna łyżka ;), a im więcej, tym kolor jest ciemniejszy). Ciekawe, jak z uzyskiwaniem bardzo ciemnych kolorów przy jej użyciu - da radę czy też nie? ;)

Na zagranicznych stronach poświęconych farbowaniu henną jest dostępna już od dawna, więc może ktoś z Was ma z nią już jakieś doświadczenia i może podzielić się wrażeniami? Temat zaciekawił mnie bardzo mocno i myślę, że możecie się jeszcze spodziewać wpisów o barwniku katha (p.s. kurczę, Kasiowy barwnik :D).

Gdy już będę musiała farbować włosy raczej będę celować w mój obecny odcień bądź coś jaśniejszego, ale kto wie... może zmienię zdanie i to byłaby naprawdę fantastyczna opcja ;).

Czym farbujecie swoje włosy?
Więcej »

Biały Jeleń: płyny, żele i emulsje do higieny intymnej - analizy składów



"Być kobietą, być kobietą..." - chciałoby się zaśpiewać na początku tego artykułu ;). Tematem preparatów do higieny intymnej dla kobiet zajmowałam się już w przeszłości, głównie... niezgodnie z przeznaczeniem:

Facelle - POST 1 i POST 2

Omówiłam także na Waszą prośbę składy preparatów marki LACTACYD (KLIK!), co doprowadziło do ciekawych wniosków. Czasami producenci sztucznie zwielokrotniają liczbę wersji swoich mazideł, rozlewając to samo do różnych opakowań ;). 

Dziś na warsztat (również na prośbę jednej z Czytelniczek) wezmę dedykowane kobietom produkty sprzedawane pod szyldem Biały Jeleń. 


W moim Rossmannie doliczyłam się siedmiu wersji (4 płyny, emulsja i 2 żele - a strona mówi o łącznie 9 wersjach), co od razu wywołało podejrzenia dotyczące powielania zawartości. O składach jednak za chwilę ;). Część z nich, wraz ze zdjęciami produktów, pobrałam ze strony Rossmanna.

Specjalistyczne płyny ginekologiczne Biały Jeleń to nowości (stąd pewnie wynika ich podwyższona cena) - za 265ml (ciekawa pojemność tak swoją drogą...) zapłacimy 16-17zł. Emulsja (265ml) i żele (500ml) są tańsze - ich ceny oscylują w okolicach 6-8zł. 

Co siedzi w ich wnętrzu? Rozbebeszymy na początek najtańsze (w przeliczeniu na objętość) produkty - czyli żele do higieny intymnej.

Biały Jeleń, Żel do higieny intymnej z aloesem


Skład:


W tym kosmetyku rdzeniem składu jest mieszanka myjąca, składająca się z SLES (detergent anionowy, mocny) oraz słabszych surfaktantów: amfoterycznego i niejonowego. Glicerydy modyfikowane politlenkiem etylenu poprawiają konsystencję oraz ułatwiają aplikację kosmetyku. Alantoina, pantenol, glikol propylenowy i ekstrakt z aloesu (humektanty-nawilżacze) odpowiadają za nawilżenie i wespół z kwasem mlekowym ograniczają wyjałowienie wrażliwych obszarów ciała po myciu. Żel zawiera także dwa konserwanty i kompozycję zapachową - szkoda, że z tej ostatniej nie zrezygnowano. 

Trzeba przyznać, że skład jest prosty. Nie znajdziemy w nim niepotrzebnych udziwnień, aczkolwiek raczej nie zyska on uznania wśród wrażliwców ze względu na główny składnik, czyli SLES. Niemniej jednak, dla mniej wymagających użytkowniczek: wzajemny stosunek objętości, ceny i składu ma całkiem niezły ;).

Biały Jeleń, Żel do higieny intymnej z chabrem bławatkiem


Skład:


Nie ma co się rozwlekać: ta wersja różni się od aloesowej tylko dwoma niuansami - zamiast aloesu pojawia się ekstrakt z chabra bławatka oraz na końcu składu dodano barwnik (nie mam pojęcia po co... może żeby zwiększyć skojarzenia z chabrem? :D). Moje zdanie jest więc o nim prawie dokładnie takie samo jak o poprzedniku - odejmuję tylko oczko za ten koloryzator.

Biały Jeleń Hipoalergiczny, Emulsja do higieny intymnej Kozie mleko


Skład:


Nie znajdziemy w nim SLES-u ani żadnego innego detergentu siarczanowego ;). Łagodniejsze detergenty zostały wzbogacone pantenolem, alantoiną, gliceryną, glikolem propylenowym, laktitolem, ksylitolem (wszystkie są humektantami-nawilżaczami) oraz ekstraktem z koziego mleka, i kwasem mlekowym. Zawiera również mały zestaw konserwantów i kompozycję zapachową oraz jeden filmformer (kopolimer).

Emulsja ta z racji zastosowania delikatniejszych detergentów bardziej mnie interesuje. Możliwe, że w przyszłości pojawi się w mojej łazience (pewnie też niekoniecznie w dedykowanym zastosowaniu... ;).

Biały Jeleń Hipoalergiczny, Emulsja do higieny intymnej z jaśminem i macierzanką

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Panthenol, Lactic Acid, Glycerin, Lactitol, Xylitol, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Allantoin, C12-13 Alkyl Lactate, Parfum, Styrene/Acrylates Copolymer, Tetrasodium EDTA, Propylene Glycol, Jasminum Officinale Extract, Thymus Serpyllum Extract, Sodium Benzoate.

Ta emulsja przenosi nas z powrotem w świat mocnych detergentów. SLES występuje tutaj w towarzystwie surfaktantów amfoterycznych i niejonowych wzbogaconych sporymi ilościami pantenolu, kwasu mlekowego, gliceryny, laktitolu, ksylitolu, glicerydów, i alantoiny. Całość domykają: kopolimer (filmformer),  konserwanty, glikol propylenowy (kolejny nawilżacz) oraz tytułowe ekstrakty z jaśminu i macierzanki.

Ta emulsja jest składowo bardzo podobna do żeli tej marki, jednak ją w rankingu posadziłabym nieco wyżej - ze względu na troszkę korzystniejszą kolejność fajnych składników. Niemniej jednak szkoda, że nie zrezygnowali z SLES-u.

Biały Jeleń Hipoalergiczny, Emulsja do higieny intymnej z szałwią i ogórkiem


Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Panthenol, Lactic Acid, Glycerin, Lactitol, Xylitol, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Allantoin, C12-13 Alkyl Lactate, Parfum, Styrene/Acrylates Copolymer, Tetrasodium EDTA, Propylene Glycol Cucumis Sativus Extract, Salvia Officinalis Extract, Sodium Benzoate, CI 47005, CI 42051.

To prawie siostra bliźniaczka wersji jaśminowo-macierzankowej. Wymienione zostały jedynie ekstrakty (na ogórka i szałwię) oraz dodane dwa barwniki (za Chiny Ludowe nie wiem po co...). Znów przykro, że skład nie jest nieco delikatniejszy. Poza tym słowo "hipoalergiczny" powinno obligować do mocnej redukcji czynników alergizujących, a nie do dorzucania barwników ;).

Biały Jeleń Hipoalergiczny, Specjalistyczny płyn ginekologiczny dla kobiet w ciąży Prebiotyk Kompleks


Skład:


Delikatne detergenty wzbogacone zostały gliceryną, inuliną, oligosacharydami, laktitolem, ksylitolem, pantenolem alantoiną i glikolem propylenowym. Zawiera również ekstrakt z żyworódki oraz kwas mlekowy. Całość domykają konserwanty oraz kompozycja zapachowa.

Nieźle, naprawdę nieźle ;). Płyn ten składowo jest bardzo podobny do emulsji Kozie Mleko (szkoda tylko, że przy okazji jest dwa razy droższy), którego omówienie znajdziecie wyżej. Brak detergentów siarczanowych w tego typu produktach zawsze na plusie ;).

Biały Jeleń Hipoalergiczny, Specjalistyczny płyn ginekologiczny dla kobiet aktywnych Odświeżający Kompleks


Skład:


Oto i posiadacz najkrótszego składu wśród całej linii Białego Jelenia przeznaczonej do higieny intymnej ;). Zestaw delikatnych detergentów został wzbogacony ekstraktem z rozmarynu, kwasem cytrynowym, konserwantami i kompozycją zapachową.

Trochę szkoda, że nie próżno w nim szukać nawilżaczy i kwasu mlekowego - składniki te ułatwiłyby powrót okolic intymnych do prawidłowego pH po myciu. Mimo tego, że bazuje na łagodnych detergentach mam do niego mieszane uczucia.

Biały Jeleń, Specjalistycznych płyn ginekologiczny dla kobiet dojrzałych Nawilżający Kompleks


Skład:


Ten skład wygląda tak, jakby do bazy "dla kobiet aktywnych" dodano mocznik, glicerynę, pantenol oraz ekstrakty z lukrecji i imperaty - przez co ta wersja podoba mi się bardziej ;). Substytutem kwasu mlekowego w tym produkcie jest mleczan amonu.

Produkt dość podobny do wersji dla kobiet w ciąży, jednak daję mu o punkcik mniej za mniejszą zawartość nawilżaczy ;).

Biały Jeleń Hipoalergiczny, Specjalistyczny płyn ginekologiczny dla kobiet w okresie rekonwalescencji, Łagodzący Kompleks


Skład:


Wersja dla kobiet aktywnych wzbogacona gliceryną, glikolem propylenowym i ekstraktem z szałwii - tak widzę ten produkt ;). W nim również brakuje mi kwasu mlekowego bądź chociaż jakiegoś mleczanu ;). Uważam, że to obowiązkowy składnik każdego produktu tego typu.

Podsumowując mój tasiemcowy wywód muszę powiedzieć, że nowa seria specjalistycznych płynów do higieny intymnej Biały Jeleń nieco mnie zawiodła. Nawet nie tyle składami (delikatne detergenty w tych rejonach wszak zawsze oceniam pozytywnie, a te niewielkie, omówione wpadki byłabym skłonna puścić mimo uszu), ale tym, że ich baza jest prawie taka sama jak w emulsji Kozie Mleko tej samej firmy, która przy tej samej objętości jest dwa razy tańsza -.-. Samo słówko "specjalistyczny" nie sprawi magicznie, że produkt będzie lepszy - ale jak widać motywuje do podniesienia ceny.

Producent w swoich kosmetykach do higieny intymnej często wykorzystuje tę samą bazę zmieniając tylko kosmetycznie np. ekstrakty. Nie razi mnie to tak bardzo jak te same składy w różnie nazwanych produktach, jednak myślę, że warto być świadomym takich zagrań ;).

Gdybym sama miała kupić coś z omawianych kosmetyków, to na pewno byłaby to emulsja Kozie Mleko. Płynami specjalistycznymi być może zainteresuję się wtedy, gdy przestaną być nowościami i w związku z tym ich cena się zmniejszy ;).

Próbowałyście może preparatów do higieny intymnej od Białego Jelenia? A może macie jakiegoś swojego faworyta innej marki? ;)
Więcej »

Yves Rocher, Ekologiczny szampon do włosów I Love My Planet - prawie ideał ;)



Jestem zawodowym przerabiaczem szamponów ;). Włosy myję średnio co 2-3 dni, zawsze dwukrotnie i stosunkowo sporą ilością kosmetyku. Lubuję się w szamponach bazujących na mocnych detergentach, natomiast nie stronię od niewielkich dodatków filmformerów. Wiem już z doświadczenia, że czasami szampon z tymi składnikami myje lepiej od standardowego, bezsilikonowego "rypacza", choć do dziś takie sytuacje mnie zaskakują mocno ;).

Z marką Yves Rocher doświadczenia mam mizerne - lubię ich wody toaletowe (co można zobaczyć TUTAJ), próbowałam masek do włosów (dawno temu) i to w zasadzie wszystko, co mogłam do teraz o niej powiedzieć. Moja kosmetyczna Mikołajka (Katarzyna znana z posta o wypłukiwaniu henny KLIK!) zaskoczyła mnie jednak i w jednej z paczuszek znalazłam Szampon I Love My Planet właśnie od Yves Rocher. Nie powiem - do testów podeszłam z dużą dozą ciekawości ;).


Plastikowa, pół-transparentna buteleczka w różnych odcieniach zieleni oraz wariacją kuli ziemskiej na etykiecie nawet mnie kojarzy się z naturą. Szampon sygnowany jest na ekologiczny - obawiam się jednak, że butelka już taka nie jest ze względu na zastosowany materiał :P. Poza tą dygresją nie mam żadnych uwag - nalepki są trwałe, a otwór zakrętki niewielki - idealnie dopasowany do konsystencji produktu.

300ml tego szamponu kosztuje od 8,50 do 13,90zł, w zależności od tego na jaką promocję w YR trafimy (swoją drogą na temat ich akcji promocyjnych, zielonych punktów i innych cudów można by robić doktoraty xD). Dostępny jest oczywiście w sklepach stacjonarnych i sklepie internetowym Yves Rocher.

Skład:


SLES (detergent silny, anionowy), betaina kokamidopropylowa (detergent amfoteryczny, łagodniejszy), spora (jak na szampon) dawka gliceryny i niejonowa substancja powierzchniowo czynna (łagodny detergent) - oto i baza tego szamponu, całkiem prosta i dająca nadzieję na naprawdę dobre mycie ;). Całość dopełniają: chlorek sodu (sól kuchenna, wypełniacz), benzoesan sodu (znany chyba nam wszystkim konserwant żywności), kompozycja zapachowa, pochodna gumy guar (filmformer), kwas salicylowy, sok z cytryny i witamina E. 

Nie jest to typowy, włosowy "rypacz" - zawiera śladową ilość filmformeru. Mnie to akurat nie przeszkadza - w swojej włosowej pielęgnacji stosuję tego typu składniki z sukcesami od dawna. Dodatkowo biorąc pod uwagę, że pochodnej gumy guar ma niewiele - miałam nadzieję na brak wpływu na siłę mycia. Składowi daję mocną "okejkę"- jak na produkt prawie drogeryjny jest naprawdę ładny ;).

Pamiętajcie jednak, że "ekologiczny" nie oznacza z automatu "naturalny" ;). Ten szampon nie jest kosmetykiem naturalnym.

Ma postać półpłynnego (nie mylić z wodnistym) żelu o roślinno-trawiastym, nieszczególnie porywającym zapachu. Jak dla mnie minus, bo spodziewałam się czegoś cytrusowego - zarówno po opisie producenta jak i po analizie składu. Zapach na szczęście nie jest wyczuwalny po myciu.


Pieni się zacnie (dzięki czemu nie mam jego wydajności nic do zarzucenia) i myje włosy z szatańską wręcz skutecznością. Domywa wszystko - od odżywkowych miksów po spore dawki oleju czy też mieszanki z Cassią (o moim farbowaniu włosów tym ziołem - TUTAJ i TUTAJ). Ba, jakoś ze 2 razy udało mi się uzyskać dzięki niemu efekt "tępych" włosów przy myciu - u mnie niezwykle rzadki i pożądany ;). Same kudły po myciu są pełne objętości, mają ładny, zdefiniowany skręt i ładnie się układają. Utrzymuje standardową świeżość fryzury (2-3 dni) przy braku jakichkolwiek niepokojących objawów ze strony skóry głowy. 

Szkoda tylko tego niedopracowanego zapachu i dostępności tego cuda. Myślę, że jeśli trafię na jakąś fajną promocję to na pewno jeszcze się w niego zaopatrzę ;).

Macie może jakieś fajne typy wśród produktów marki Yves Rocher? Nie tylko włosowe ;).

P.S. Jeszcze do północy możecie się zgłaszać do konkursu na fanpage bloga (KLIK!) - zestaw kosmetyków Hean szuka nowego domu ;)
Więcej »

Isana, Krem-koncentrat do rąk z witaminą E i gliceryną - hit... nie spełniający obietnicy producenta ;)



Przyznaję, że kwestie kremowania dłoni traktuję mocno po macoszemu. Szczerze nie cierpię uczucia tłustych rąk, dlatego główną metodą pielęgnacji moich łapek jest warstwa odżywczego mazidła nałożona na skórę pod bawełniane rękawiczki. Stałam się w tym względzie bardziej systematyczna po niemiłej historii z acetonem, jaka spotkała mnie w tym roku (KLIK!). Przy okazji rozdziewiczyłam do testów Koncentrat do rąk z witaminą E i gliceryną marki Isana, który otrzymałam w jednej z rossmannowych paczek. Ciekawi jak się sprawdził? ;)


Koncentrat dostajemy w malutkiej, pękatej tubie. Moje oko cieszy kolorystyka tuby - błękity i wszelkie inne niebieskości zawsze są u mnie na dużym propsie ;). Całość wygląda estetycznie i jest całkiem odporna na uszkodzenia. Niewielki otwór pozwala na dokładne dozowanie, a samo zamknięcie nie odrywa się bez powodu ;).

75ml koncentratu kosztuje 7,49zł (bez promocji, dostępny w Rossmannie).

Skład:


Mieszanka gliceryny (humektant-nawilżacz) i kwasów oraz alkoholi tłuszczowych (emolienty) ma duży potencjał natłuszczająco-nawilżający i regeneracyjny. Koncentrat zawiera też sporą dawkę witaminy E. Dodatek surfaktantu (śladowy) służy lepszemu rozsmarowaniu kosmetyku. Całość zamykają konserwanty, kompozycja zapachowa i regulator pH. 

Tłusto i nawilżająco - czego więcej można oczekiwać od kremiszcza do rąk? ;) Skład podoba mi się także ze względu na jego prostotę. Ciężko byłoby sobie nim zrobić krzywdę nawet w przypadku skóry wrażliwej ;).

Ma konsystencję bardzo gęstego, białego kremu (przyrównałabym ją może nawet do maści) o mydlanym, nienachalnym zapachu.


Producent chwali się na opakowaniu szybkim wchłanianiem koncentratu... co jest niestety nieprawdą ;). Po aplikacji łapki się mocno lepią przez dłuższy czas, dlatego też polecałabym jego stosowanie pod bawełniane rękawiczki na noc (tak też stosowałam go sama). Szybkie kremowanie nim w ciągu dnia odpada ;).

Za nieprzesadzone natomiast uważam informacje o tym, że opakowanie wystarcza na około 300 aplikacji - już małe "ziarenko" koncentratu pozwala na dokładne pokrycie całych dłoni i paznokci.

Łapki rano po jego zastosowaniu są przyjemnie miękkie, odpowiednio nawilżone i natłuszczone. Nic się też nie klei ;). Najlepszą jego reklamą jest jednak obecny stan moich paznokci i skórek (jak było jeszcze niedawno możecie porównać TUTAJ):


Skórki wyglądają dużo lepiej, a i blask płytki powoli powraca ;). Końcówki paznokci jeszcze czasami się rozdwajają, ale zapewne potrwa to aż do całkowitego odrośnięcia płytki. Nie spodziewałam się jednak nawet takiego efektu ;).

Uważam, że warto wziąć go pod uwagę przy okazji kolejnej wizyty w Rossmannie. Sama z całą pewnością jeszcze do niego wrócę ;).

Czym kremujecie swoje dłonie?

P.S. Zapraszam Was serdecznie do wzięcia udziału w konkursie na fanpage bloga (KLIK!) ;).
Więcej »

Farmona Herbal Care: maseczki, płyn dwufazowy, olejek - analizy składów



Analizy składów stanowią szczególną serię na moim blogu. Bardzo lubię rozkładać wnętrze kosmetyków na czynniki pierwsze i porównywać je z obietnicami producenta i własnymi (czasami zbyt wygórowanymi ;)) oczekiwaniami. Tuż przed świętami trafiła w moje ręce paczka z kosmetykami z linii Herbal Care Farmony. 


Znalazłam w niej trzy maseczki, peeling, olejek arganowy i dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Czas umieścić je pod lupą ;). Zaczniemy od absolutnie najciekawszego składowo kosmetyku z tego zestawu - olejku.

Farmona Herbal Care, Olejek arganowy do włosów, skóry i paznokci


Skład:


Gdy na półce widzę "olejek" jakiejkolwiek firmy kosmetycznej jestem prawie pewna, że produkt ten będzie mieszanką olei, a nie czystym mazidłem (sprawdzalność do tej pory: 99% ;)). Bardzo często w tego typu miksach olei składnik tytułowy (zwykle drogi) znajduje się gdzieś w szarym ogonie składu, a bazę dla kosmetyku stanowią oleje tańsze (co nie znaczy oczywiście, że gorsze): słonecznikowy czy sojowy. 

Tutaj spotkało mnie naprawdę miłe zaskoczenie - głównym składnikiem faktycznie jest olej arganowy ;). Skład uzupełniają inne oleje: migdałowy, słonecznikowy, awokado, z pestek winogron oraz sezamowy. Końcówkę składu uzupełniają: emolient syntetyczny, witamina E, beta-karoten (w roli barwnika), kompozycja zapachowa oraz trzy konserwanty.

Z całą pewnością niedługo go wypróbuję ;). Moje włosy uwielbiają olej arganowy (takie burżuje xD) i bardzo mnie ciekawi, jak sprawdzi się on w mieszance z innymi olejami. Oczywiście - taki miks można by było stworzyć bez konserwantów, ale jego trwałość byłaby mocno zmniejszona. Idealne wręcz rozwiązanie dla osób, które mają problem z wykończeniem oleju do olejowania włosów przed terminem ważności ;).

Farmona Herbal Care Kwiat Migdałowca, Dwufazowy płyn do demakijażu oczu


Skład:


Mały dopisek "pozaskładowy" - bardzo podoba mi się buteleczka. Etykiety i kolorystyka - mistrzostwo świata w moim guście ;).

Każda dwufazówka składa się z dwóch nie mieszających się w sobie cieczy: polarnej (roztwór wodny) i niepolarnej (olej naturalny wraz z mieszanką silikonów i innych emolientów syntetycznych). W tym przypadku w fazie wodnej znajdziemy glicerynę, ekstrakt z kwiatu migdałowca, niacynamid (witamina B3), inulinę i glikol propylenowy. Fazę olejową stanowi natomiast zestaw silikonów przełamany olejem rycynowym i niewielkim dodatkiem oleju słonecznikowego. Do tego momentu wszystko wygląda dobrze - oleje i silikony sprawdzają się przy usuwaniu makijażu (szczególnie wodoodpornego), a stosowanie tego kosmetyku jedynie w okolicach oczu sprawia, że ryzyko działania komedogennego jest niewielkie. 

Szkoda tylko, że w składzie znalazły się też składniki nieprzyjazne dla oczu: sól kuchenna (całkiem wysoko w składzie) oraz nieszczególnie przyjazne dla tak wrażliwych okolic konserwanty. Zalecam dużą ostrożność przy używaniu. Sama może zrobię próbę uczuleniową i wypróbuję.

Farmona Herbal Care Kwiat Migdałowca, Drobnoziarnisty peeling do twarzy i ust


Skład:


W tym kosmetyku za działanie złuszczające odpowiedzialna jest mączka ryżowa. Produkt oceniam jako mocno tłusty - bazą tego kosmetyku są praktycznie same emolienty: oleje - masło shea i olej migdałowy. Znajdziemy w nim niewielkie dodatki nawilżaczy - humektantów (gliceryny i pantenolu). Jak dla mnie jest do produkt tylko do stosowania na usta, bo efekt złuszczania na twarzy może być żaden przy tak tłustej formule. Trzeba również przyznać, że zawiera niepokojąco bogaty zestaw konserwantów.

Biorąc pod uwagę preferencje mojej skóry produkt jest totalnie nie dla mnie: połączenie parafiny i trójglicerydami zapewnia mi radosny wysyp niedoskonałości. Obawiam się też, że zamiast pozostawiać skórę oczyszczoną - pobłogosławi ją tłustą warstewką. Jestem na nie.

Farmona Herbal Care Olejek Arganowy, Odżywcza maseczka do twarzy


Skład:


Kolejny mocno emolientowy produkt w tym wpisie. Bazą dla niego są oleje: masło shea, arganowy i słonecznikowy oraz emolienty syntetyczne (w tym parafina i trójglicerydy, ale w ilości naprawdę niewielkiej) doprawione gliceryną, proteinami pszenicznymi i kolagenem. Całość zamyka znów bogaty zestaw konserwantów.

Składniki, które działają na moją skórę komedogennie znajdują się pod koniec składu, dlatego też nie wykluczam przetestowania tej maseczki. Obiektywnie uważam, że skład jest niezły i niejedna wymagająca natłuszczenia i odżywienia skóra byłaby z niego zadowolona. Ciekawe jak zareaguje moja ;).

Farmona Herbal Care Aloes, Nawilżająca maseczka do twarzy

Skład:


Ponownie mamy do czynienia z mocno emolientowym produktem, aczkolwiek w tej wersji nawilżaczy jest nieco więcej niż w saszetce Olejek arganowy. Na czoło wysuwają się oleje: masło shea, migdałowy i słonecznikowy doprawione sowicie innymi emolientami syntetycznymi (w tym - niewielkimi ilościami parafiny i trójglicerydów) oraz nawilżaczami-humektantami: gliceryną, sokiem z aloesu i pantenolem. Zawiera również ekstrakt z lilii wodnej, witaminę E oraz alantoinę. Całość zamyka spory zestaw konserwantów i kompozycja zapachowa.

Ta maseczka jest bardzo podobna składowo do swojej poprzedniczki. Zmiany są niewielkie, jednak ten egzemplarz wygląda na nieco lżejszy. Postaram się je porównać ;). Niemniej jest to raczej produkt natłuszczający, a nie nawilżający...

Farmona Herbal Care Dzika Róża, Odmładzająca maseczka do twarzy


Skład:


Pozostajemy w emolientowym temacie, jednak tutaj znajdziemy jedynie emolienty syntetyczne doprawione gliceryną, glikolami butylenowym i propylenowym, peptydami i kwasem hialuronowym oraz ekstraktem z dzikiej róży. Wart odnotowania jest brak parafiny i trójglicerydów, chociaż cały produkt bogactwem składu raczej nie powala. Skład po raz kolejny zamyka spory zestaw konserwantów i kompozycja zapachowa.

Od tej maseczki chyba zacznę swoje testy, ponieważ nie zawiera ona substancji, z którymi moja skóra ma na pieńku. Czy mnie zachwyci działaniem - zobaczymy ;).

6 produktów, z których olejek z całą pewnością jest godny zainteresowania wespół z różaną maseczką. Płyn do demakijażu oczu ma skład mocno dyskusyjny (ta sól...), a pozostałe maseczki mogą się u wielu osób sprawdzić, ale... niekoniecznie u mnie ;). Wielkiego zachwytu może nie ma, składowo oceniam ten zestaw średnio. Działanie dopiero sprawdzę w praktyce ;).

Chętnie poznam Wasze ostatnie kosmetyczne odkrycia. Może jakieś nowości? ;)
Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie