Schwarzkopf BC Repair Rescue, Regenerująca maska do włosów zniszczonych - produkt... na lata? ;)



Profesjonalne kosmetyki fryzjerskie nie znajdują jakiegoś bardzo poczesnego miejsca w mojej łazience. Nie odżegnuję się od nich, ale na razie jakoś nieszczególnie mi z nimi po drodze ;). Podczas jednej z wizyt u mojego fryzjera (o ostatniej możecie poczytać TUTAJ) zabrałam ze sobą do domu profesjonalny produkt fryzjerski Schwarzkopf BC Repair Rescue - Regenerującą maskę do włosów zniszczonych.


Maska zamknięta jest w bardzo solidnym, plastikowym słoiczku. Przy moich dość nieforemnych dłoniach (krótkie palce, szerokie śródręcze) gwarantuję problemy z wygrzebaniem produktu w momencie, gdy zużyjemy ponad połowę ;). Otwór jest trochę za wąski - miło by było, gdyby był szerokości słoika, a nie ulegał zwężeniu jak obecnie. Brzegi etykiet niestety nie wytrzymują konfrontacji z wilgocią.

200ml maski kosztuje od 25zł (sklepy internetowe - cena do zniesienia) do ponad 60zł (w salonach fryzjerskich - tłuściutka marża, prawda? ;)). 

Skład prezentuje się następująco:



Emolienty syntetyczne (z dużą dawką filmformerów: silikonów i pochodnej gumy guar) wzbogacone keratyną oraz jej modyfikowanymi pochodnymi - tak w telegraficznym skrócie można opisać produkt Schwarzkopf. Całość domykają: spora ilość kwasu mlekowego (odpowiedzialnego za niskie pH kosmetyku, typowe w produktach fryzjerskich do spłukiwania), konserwanty (w tym paraben) oraz kompozycja zapachowa. Zawiera również alkohol izopropylowy (izopropanol, IPA), nielubiany przez wiele włosomaniaczek, i ciut pantenolu pod koniec składu.

Skład nie wywołał mojego zachwytu, ale z drugiej strony - od silikonów nie uciekam, proteiny lubię, szkodliwego działania IPA na swoich włosach jeszcze nie zauważyłam ;). Postanowiłam więc ją przetestować.

To absolutnie najbardziej gęsty kosmetyk do włosów z jakim miałam do czynienia. Dosłownie masło :D. Zapachu nie zaliczę do najbardziej udanych - połączenie czegoś orzechowego z nutami mocno pudrowymi może zmęczyć ;).


Maskę stosowałam po myciu na 1-5 minut, bez czepka i ręcznika, rozpoczynając aplikację mniej więcej 5cm od skóry głowy. Trzymana dłużej lub nałożona od nasady wywoływała na mojej głowie efekt "smalec of nature" (albo też "3xP: przyklap, przetłuszcz, przychlast", kto co woli ;)) niezależnie od innych zastosowanych specyfików. 

Zresztą, nie tylko przedłużony czas trzymania generował problemy ;). Sprawdza się u mnie stosowana w mikroskopijnych ilościach najwyżej 2 razy w miesiącu w opcji solo, czyli mycie szamponem + maska. Inaczej mam powtórkę z obciążenia ;). Żadnych dobroci przed i najlepiej żadnych dobroci przez dwa kolejne mycia od jej zastosowania - moja fryzura ma wtedy dużo większe tendencje do obciążenia.

Jeśli jednak uda mi się spełnić wszystkie warunki udanego użycia tej maski Schwarzkopf to efekt jest naprawdę zacny: mięsiste, wyglądające na gęstsze i grubsze włosy o zacnym skręcie i pięknym blasku. Szkoda tylko, że ten stan wymaga ogarnięcia miliona czynników - dlatego też nie planuję zakupu kolejnych opakowań tego specyfiku ;). Ze względu na konsystencję będę ją jeszcze zużywać pewnie z rok xD.

Używacie bądź używaliście profesjonalnych kosmetyków fryzjerskich? Co się u Was sprawdziło? Od czego będziecie się trzymać z daleka?
Więcej »

Tołpa Specialist, Krem-maska do twarzy na noc "Odnowiona skóra" - nie dla mnie



Monitoruję na bieżąco preferencje swojej skóry. Czasami sprawdzam też składniki, które wcześniej się nie sprawdzały - a nuż się coś zmieniło ;). W przeszłości byłam głównym bohaterem takiej właśnie przemiany: moja cera z etapu wielbienia OCM (oil cleansing method) pod każdą postacią (dwa ważne posty znajdziecie TUTAJ i TUTAJ) do stanu "no nie da rady" (dlaczego zrezygnowałam z OCM - KLIK!). 

Podczas jednego ze spotkań blogerek otrzymałam Krem-maskę do twarzy na noc "Odnowiona skóra" od Tołpy z linii Specialist. Producent na opakowaniu obiecywał ujednolicenie kolorytu i regenerację skóry. 1% kwasu fitowego ogłaszany na opakowaniu kusił dodatkowo - nie miałam z nim wcześniej przyjemności i byłam ciekawa jego efektów. Jeśli całość uzupełnimy jeszcze o fakt, że z kremomaskami na noc mam mizerne doświadczenia to pewnie nikogo nie zdziwi moje zainteresowanie tym kosmetykiem ;).


Produkt dostajemy w poręcznej tubie z fajnym, cieniutkim aplikatorem. +10 do higieny i precyzji dozowania ;). 


Całość kojarzy mi się z maściami bądź dermokosmetykami aptecznymi (i taki był chyba zamysł producenta, gdy nazwał serię "specialist"). Szkoda tylko, że etykiety nie są zbyt dobrze dopasowane do tuby i na wszelkich zagięciach się odklejają. 

40ml kremu-maski kosztuje około 25zł. Nie ma też problemu z dostępnością - znajdziecie to mazidło chociażby w Rossmannie. 

Skład prezentuje się następująco:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, C12-15 Alkyl Benzoate, Hydroxyethyl Urea, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Peat Extract, Cetyl Alcohol, Parfum, Ceteareth-20, Phytic Acid, Sodium Polyacrylate, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, Magnesium Aluminium Silicate, Xanthan Gum, Tetrasodium EDTA, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol. 

Trójglicerydy, czyli składnik, którego moja skóra nie lubi, pojawił się już na drugim miejscu. Idealne mazidło do sprawdzenia, czy coś się zmieniło w preferencjach mojej cery :D. Produkt ten jest mocno emolientowy: poza trójglicerydami zawiera masło shea i zestaw emolientów syntetycznych. Z nawilżaczy - humektantów znajdziemy w nim sporo gliceryny. Innych ciekawych składników znajdziemy w nim sporo: ekstrakt z torfu i mikołajka nadmorskiego, a także tytułowy kwas fitowy. Całość domyka kompozycja zapachowa i konserwanty.

Tłusto, tłusto, bardzo tłusto ;). Po tym składzie można spodziewać się działania regeneracyjno-odnawiającego, ale czy taka ilość kwasu fitowego zadziała wybielająco - nie wiem. Szukam powoli kosmetyków o mocniejszym działaniu, bo latka powoli lecą i trzeba przeciwdziałać ;).

Krem-maska ma gęstą, masełkową konsystencję. Zapach (absolutnie niepodobny do niczego i niezbyt przyjemny) nie jest intensywny w temperaturach poniżej 20 stopni, ale nakładanie go w cieplejsze dni było naprawdę męczące. Kwestia kompozycji zapachowej jest na pewno do dopracowania w tym kosmetyku.


Krem-maskę wykorzystywałam wieczorem po gruntownym oczyszczeniu cery. Nakładałam niewielkie ilości specyfiku, ale i tak czasami po godzinie od nałożenia daleko było do jego wchłonięcia ;). Nie poczytywałabym tego jednak za jakiś wielki minus - tego typu produkty regeneracyjne często mają z wchłanianiem problemy. Niemniej jednak bez upinania włosów na noc bądź chociaż opaski się nie obędzie, bo przetłuszczone pasma przy twarzy o poranku to nic dodającego urody ;).

Moje testy potrwały tylko około 3 tygodni. Niestety, z taką ilością trójglicerydów moja skóra nadal się nie lubi ;). Wysyp kaszki na policzkach i czole nastąpił po jakiś 10 dniach używania. Gdy w ciągu kolejnych kilku dni sytuacja się pogarszała - zrezygnowałam z dalszego używania. Dlatego też nie jestem w stanie ocenić jego działania deklarowanego przez producenta.

Od razu utnę też dywagacje na temat tego, że może cera się oczyszczała - produkt ten nie ma właściwości złuszczających, więc nie ma takiej opcji ;). Poza tym jestem po typowej zimowej kuracji kwasowej, więc ciężko by było szukać na mojej cerze takich ilości zanieczyszczeń ;).

Kosmetyk ten u mnie się nie sprawdził, jednak sądzę, że znajdzie sporo zwolenników wśród posiadaczy cer mniej skłonnych do zapychania. Niemniej jednak jego zapach jest do zmiany ;). Moje pierwsze spotkanie z Tołpą było niezbyt udane, ale w zanadrzu mam już dużo lepszy specyfik ;).

Korzystacie z coraz popularniejszych kremo-masek na noc? Co jest teraz u Was na topie?

Więcej »

Farmona Radical, Szampon Wzmocnienie i Regeneracja - i co tu o nim myśleć?



Kolejne butle szamponów pękają w mojej łazience w tempie sprinterskim :P. Moje włosy pod względem mycia są niezwykle wymagające i niestety, nie da się ich oszukać. Dlatego też nie oszczędzam na ilości zużywanego myjadła ;). Dzisiejszego głównego bohatera przytargałam ze sobą pewnego razu z Biedronki (swoją drogą - czy Wy też uważacie, że Biedra bardzo rozwija się kosmetycznie?). Przed Wami Szampon Radical Wzmocnienie i Regeneracja od Farmony.


Buteleczkę określiłabym jako prawie przezacną - jest wprawdzie plastikowa, ale jej stylizacja na produkt z babcinej apteczki robi swoje ;). Niewielki otwór pozwala na dokładne dozowanie szamponów, a zakrętka jest trwała i nie ulega "przekręceniu" przy byle okazji (taaa... mam wrodzoną tendencję do niszczenia gwintów w butelkach i słoikach). Cały nastrój psują jednak etykiety niezbyt odporne na wilgoć - co jest widoczne nawet na zdjęciach. 

330ml tego szamponu kosztuje w Biedronce od 6 do 8zł, w zależności od aktualnej promocji. Przyznaję też, że tej wersji nie widziałam nigdzie poza Biedrą.

Skład prezentuje się następująco:


Typowy, SLES-owy szampon przełamany łagodniejszymi detergentami i wzbogacony sporymi ilościami nawilżaczy (glikol propylenowy, pantenol, glikol dipropylenowy) oraz ekstraktu ze skrzypu. W połowie składu znajdziemy też chlorek sodu (sól kuchenną), czyli popularny zagęstnik i wypełniacz w tego typu produktach - wrażliwcy powinni mieć się na baczności. Nie jest to typowy "rypacz" (czyli szampon z mocnymi detergentami nie zawierający filmformerów) - znajdziemy w nim modyfikowane quaterium. Zestaw przyjemnych dla oka składników zamyka niewielki dodatek inuliny. Zawiera również bogaty zestaw konserwantów i substancji zapachowy - kolejne ostrzeżenie dla alergików i posiadaczy skóry wrażliwej.

Skład nie powala swoją urodą, ale z racji moich niskich wymagań dotyczących tego środka (ma porządnie myć i nie szkodzić - tak w skrócie :D) dawał nadzieję na ich spełnienie ;). 

Ma postać mocno wodnistego żelu o lekko zielono-żółtej barwie i ziołowym zapachu. Niestety jego konsystencja jest też przyczyną jego niezbyt dobrej wydajności. Muszę go zużyć naprawdę sporo, by pokryć całe włosy - a nie mam ich przecież za wiele (o czym mogliście się przekonać TUTAJ - choć fragment o podcinaniu mocno się przedawnił ;)).


Użyłam go standardowo, jak każdego mojego szamponu - traktowałam nim dwukrotnie włosy przy każdym myciu ;). Nie potrafię sobie przypomnieć kosmetyku w swoich zbiorach, którego nie umiałabym ocenić, jednak z tym szamponem Radical mam dokładnie taki problem. Domycie nim włosów było niczym rosyjska ruletka - "są dwa uda: uda się albo się nie uda" (xD). I co najlepsze - w żaden sposób nie było to skorelowane z tym, czy nałożyłam coś na włosy przed myciem czy też myłam "gołe" kudły. 

Raz po myciu nim miałam piękne, świeżutkie kręciołki odbite od nasady, a przy kolejnym razie - czysty i niczym nieskalany"smalec of nature", jakbym kudeł długo nie myła xD. Taka sytuacja zdarzyła mi się chyba po raz pierwszy i nie udało mi się wyłapać czynnika, który mógłby rządzić tym procesem xD. Sprawdzałam nawet to, czy jakiś inny produkt stosowany w międzyczasie nie robi mi włosowego kuku - niestety, nie o to chodziło.

Oddając sprawiedliwość muszę przyznać, że nie zaszkodził w żaden sposób skórze mojej głowy.

Ze względu na nieobliczalność jego działania ciężko mi go ocenić, ale z racji, że czasem się sprawdzał - wrzucam go do wora średniaków, ale bez wielkiego przekonania :P.

Czy mieliście kiedykolwiek do czynienia z kosmetykiem, którego działanie było podobnie dziwne? Opiszcie proszę swoje historie ;).

Więcej »

Niespodzianka z Meet Beauty Conference ;)



Uwielbiam wszelkie spotkania blogerskie lub konferencje, jednak rzadko mam okazję do uczestniczenia w takich imprezach poza Krakowem czy w ogóle Małopolską. Praca nie wybiera ;). Dlatego też z dużym żalem po raz kolejny musiałam zrezygnować z wydarzenia jakim było Meet Beauty Conference - wielkie spotkanie blogerów kosmetycznych w Warsaw Ptak Expo. Wiecie, jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy organizatorzy po zakończeniu wydarzenia napisali do mnie z informacją, że mimo mojej nieobecności mają dla mnie niespodziankę? 

Gdy w piątek wróciłam do domu, złożona przeziębieniem i zmęczeniem, czekała na mnie wielka i ciężka paczka. Oto co w niej znalazłam ;)


Byłam w megapozytywnym szoku! Część tej paczki trafi do Was już niedługo ;). Poniżej pokażę Wam precjoza, które szczególnie mnie zainteresowały:


Zabawna torba - jestem fanką tego typu siat, więc pewnie od września będę dźwigać w niej sprawdziany do szkoły xD.


Produkty Eveline:
  • Kolejna z wersji odżywki 8w1 do paznokci, tym razem Sensitive - moje paznokcie bardzo lubiły wcześniejsze warianty, zobaczymy co będzie tym razem ;).
  • Balsam multiodżywczy Bomba Witaminowa - bardzo mnie ciekawi, czy będzie rzeczywiście aż tak odżywczy :P.
  • Serum-żel na noc dające efekt 8h snu - skład ma całkiem przyjemny, więc chętnie sprawdzę, jakie będzie jego działanie. Wolałabym jednak po prostu te 8h przesypiać xD

Suplement diety Regital - od dłuższego czasu nie stosowałam żadnej suplementacji, więc z ciekawością podejdę do tego preparatu. Widzę jednak już jeden jego minus - konieczność przyjmowania dwóch tabletek zamiast jednej ;).


Soraya Ideal Beauty Złoty krem-esencja na dzień - kolejny miły dla mego oka skład, który może się sprawdzić ;). Szkoda tylko, że nie ma chociaż filtra przeciwsłosnecznego pokroju SPF10-20.


Nivelazione: dezodorant do stóp i butów oraz krem w sprayu do stóp - szczególnie jestem zainteresowana tym drugim produktem, bo stopy traktuję dość po macoszemu. Może krem w sprayu zmotywowałby mnie do regularniejszej pielęgnacji tych okolic - jeśli oczywiście się sprawdzi ;).


Cosnature: masło do ciała, maska do włosów i maseczka. Marka kusi mnie od dawna, ich produkty czekają w mojej kolejce do spróbowania. Może macie z nią jakieś doświadczenia? ;)


Z Sylveco do tej pory używałam tylko peelingującej pomadki do ust (która nota bene mnie nie zachwyciła...). W paczce znalazłam natomiast odżywczy krem do rąk Biolaven i maseczkę do cery naczynkowej (czy pękające naczynka obok nosa się kwalifikują? :D) - mam nadzieję, że sprawdzą się lepiej. Do Was natomiast poleci szampon Sylveco - delikatne detergenty na moich włosach się nie sprawdzają, a wiem, że wśród Was jest sporo fanek ;).


Z Tołpą właśnie tracę "kosmetyczne dziewictwo" - używam płynu micelarnego i kremu-maski na noc z kwasem fitowym, a teraz do moich zbiorów dołączy żel do mycia twarzy i oczu oraz dwuetapowy zabieg oczyszczający. 


Fluid matujący od Bielendy nie ma wprawdzie ładnego składu, ale jego idealny dla mnie kolor mnie przekonał ;). Nada się na większe wyjścia, gdy się maluję. Mocno ciekawi mnie natomiast Esencja Multi Essence 4w1 tej samej firmy, ponieważ ma zastępować kilka kosmetyków pielęgnacyjnych. Póki co jestem do niej sceptycznie nastawiona (w myśl zasady, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego xD), ale jej działanie ocenię dopiero po testach.

Bardzo dziękuję Blogmedia i portalowi Zblogowani za niespodziankę - jest mi naprawdę miło ;).

Co wziąć najpierw na warsztat testowy? :D

P.S. Na fanpage bloga znajdziecie konkurs, w którym możecie zgarnąć paletki My Secret i Kobo ;)
Więcej »

Atopy tolerance, Emulsja do mycia ciała i włosów z ekstraktem z kory brzozy, nawilżająca, do skóry atopowej - perełka dla wrażliwców



Nie jestem atopowcem, jednak kosmetyki dla takich skór są mi bliskie z powodu wymagań skóry mojego ciała. Sucha, skłonna do podrażnień i fochów z byle powodu oraz "pobłogosławiona" sowicie odziedziczonym po rodzicach rogowaceniem okołomieszkowym potrafi ostro dać mi w kość. Pewnie niejeden raz mieliście okazję tutaj czytać, że cały tłuszcz na moim ciele wydziela się na twarzy (cerę dla odmiany mam tłustą, żeby nie było nudno ;)). 

Nie do końca zwracam uwagę na skład produktów wykorzystywanych do mycia ciała, ponieważ pieczołowicie kremuję się i balsamuję zarówno rano, jak i wieczorem. Dzięki temu ewentualny negatywny wpływ mocnych detergentów redukuję do prawie zera ;). Temperatury poszły jednak w górę, przez co musiałam przerzucić się na lżejsze kremy do ciała, a ja łaskawym okiem spojrzałam na Emulsję do mycia ciała i włosów z ekstraktem z kory brzozy z linii Atopy Tolerance produkowaną przez Elfa Pharm. O tej serii pisałam Wam już co nie co w przeszłości:


Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu (recenzja-KLIK!)


Emulsja zapakowana jest w ładną, sztywną białą buteleczkę z bezawaryjną pompką (nie zacina się ani nie zapycha), która dozuje ilość produktu wystarczającą do umycia obszaru np. całego tułowia. Same etykiety kojarzą mi się dość aptecznie i wzbudzają zaufanie, a dodatkowo są trwałe i nie odklejają się pod wpływem wilgoci. 

500ml emulsji kosztuje od 20 do 25zł, w zależności od miejsca (dostępna na stronie producenta oraz w aptekach, także na doz.pl). Porównując z cenami innych produktów przeznaczonych do skór atopowych - nie jest wygórowana.

Skład prezentuje się następująco:


Bazą tej emulsji jest mieszanka łagodnych detergentów (nie znajdziemy w nim detergentów siarczanowych pokroju SLES) wzbogaconych modyfikowanym hydrolizatem skrobiowym, propanediolem, mocznikiem, pantenolem, hialuronianem sodu i glikolami: kaprylowym i dipropylenowym (nawilżacze-humektanty). Całość domykają modyfikowane estry pochodzące z masła babassu, emolienty syntetyczne, dwa filmformery (kopolimer oraz polyquaterium), ekstrakty z brzozy oraz trędownika i dwa niekontrowersyjne konserwanty. Nie zawiera kompozycji zapachowej ani barwników.

Skład wygląda naprawdę zacnie i delikatnie, a zrezygnowanie ze składników najczęściej uczulających (czyli zapachów, barwników i agresywno-kontrowersyjnych konserwantów) można policzyć tylko jako dodatkowy plus. 

Emulsja ma konsystencję wodno-żelową (ale nie wodnistą) i lekko mleczny kolor. Praktycznie niewyczuwalny, mydlano-kwaśny zapach jest wyczuwalny jedynie wtedy, gdy praktycznie wsadzimy nos w produkt ;).


Emulsję stosowałam jako produkt do mycia ciała i twarzy. Przyznaję, że nie wykorzystałam jej do mycia włosów - moje trudne do domycia niskopory raczej by jej nie polubiły, chociaż skóra głowy pewnie piałaby z zachwytu ;). Wielbiciele delikatnych myjadeł do włosów powinni mieć ją jednak na uwadze ;).

Ładnie usuwa zanieczyszczenia i daje uczucie świeżości jednocześnie nie zdzierając płaszcza hydrolipidowego aż do "nagiej" skóry. Skóra po użyciu nie jest tłusta, ale jednocześnie nie woła od razu o jakieś tłuste bądź nawilżające smarowidło. Ba, w sytuacjach podbramkowych zdarzało mi się nie pokremować skóry po myciu i nic złego się nie działo. Skóra nie jęczała i nie strzelała focha, którego efektem jest zwykle u mnie nieładne łuszczenie na łydkach i przedramionach. Myślę, że latem będę ją stosować do porannego prysznica solo ;).

Twarz również była oczyszczona, ale jednocześnie nie wysuszona na wiór po aplikacji. W żaden sposób nie wpłynęła na ilość moich zmian trądzikowych - wyprysków ani nie ubyło, ani nie przybyło ;). Daję mu więc etykietę wartego uwagi produktu wielofunkcyjnego.

Emulsja całkiem nieźle się pieni, dzięki czemu nie trzeba wylać połowy butelki aby domyć skórę. Jej wydajność jest naprawdę niezła ;). Okazuje się, że można wyprodukować kosmetyk myjący bazujący na delikatnych detergentach, który nie ma konsystencji wody i się pieni (uwaga do komentarzy pod TYM postem), a jednocześnie posiada wszystkie zalety związane ze składem. 

Uważam, że ta emulsja jest wartym rozważenia rozwiązaniem dla atopowców, zarówno ze względu na skład jak i cenę. To już druga moja perełka z tej linii (obok Kremu-emolientu barierowego na powieki i wokół oczu: recenzja KLIK!), więc z ciekawością zabiorę się za kolejne produkty ;).

Czy sucha bądź atopowa skóra jest także Waszą zmorą? Jak sobie radzicie z takimi problemami?

Więcej »

Promocja 2+2 w Rossmannie - moje łupy z analizami składów



Udało mi się trafić do Rossmanna w czasie trwania promocji. Nawiedziłam go rano, jakieś pół godziny po otwarciu (około godziny 9 rano) i trafiłam na pustki oraz całkiem dobrze zaopatrzone półki ;). Zmitrężyłam w nim jakieś 40 minut, bo nie mogłam się zdecydować :p. Powiem Wam jednak, że całkiem dobrze wstrzeliłam się ze swoimi zakupami w plany, które przedstawiłam Wam TUTAJ. Oto co przytargałam ze sobą do domu:


Żel do mycia twarzy, produkt 3w1 (żel, peeling, maseczka), płyn micelarny i... peeling enzymatyczny ;). Najmilszym zaskoczeniem jest oczywiście namierzenie tego ostatniego cuda. Niestety, nie trafiłam na krem BB/CC, który przekonałby mnie do siebie składem. Poszukiwania uznaję za nadal otwarte :P.

Za całość zapłaciłam około 30zł (wykorzystałam przy okazji kartę podarunkową z urodzin - moi znajomi wiedzą, jak zrobić mi dobrze :D), a z wbiciem rabatu nie było problemu. Oszczędziłam około 27zł.


Niemniej jednak od moich znajomych słyszałam o pewnych problemach z promocją. Moja koleżanka np. nie kupiła pianki Avy i kremu Miya, ponieważ nie było ich na liście w regulaminie (regulamin tej akcji ma 140 stron i ma wyszczególnione wszystkie produkty objęte promocją). Miałyście podobne problemy czy też może z tym konkretnym Rossmannem było coś nie tak?

Czas jednak na przyjrzenie się z bliska moim łupom ;)

Bielenda, Nauro Glycol + Vit.C, Eksfoliująca emulsja do mycia twarzy


Skład:

Aqua (Water), Sodium Cocoyl Alaninate, Acrylates Copolymer, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Cocamphoacetate, Pumice, Coco Glucoside, Glycolic Acid, Acetyl Hexapeptide-8, Caprylyl Glycol, 3-O-Ethyl Ascorbic Acid, Polysorbate 20, Triethanolamine, Disodium EDTA, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, CI 77891. 

Założyłam sobie, że kupię jakieś myjadło do twarzy bez SLES. Nie było to zadanie łatwe, ale udało się ;). Znajdziemy w nim łagodniejsze detergenty wzbogacone gliceryną i filmformerem już na początku składu (kopolimer), który jednak do tej pory nie robił mi krzywdy (i mam nadzieję, że tak pozostanie ;)). Wysoko w składzie znajdziemy również składniki tytułowe: kwas glikolowy i "neuropeptyd" oraz... pumeks. Całości dopełnia pochodna witaminy C, olejek pomarańczowy oraz sowity zestaw konserwantów, zapachów z jednym dokooptowanym barwnikiem.

Ten skład nie wywołał u mnie palpitacji serca z zachwytu, ale do zakupu przekonał mnie kwas glikolowy wysoko w składzie. Nie spodziewam się wprawdzie widocznego działania "eksfoliującego", ale nuż widelec podpasuje mojej skłonnej do zanieczyszczenia cerze ;).

Selfie Project, 3 w 1 Żel myjący, peeling, maseczka


Skład:


Wysoko w jego składzie znajdziemy glinkę kaolinową, glicerynę (nawilżacz), zmielone pestki moreli, pumeks i proszek węglowy. Olejek z palczatki i alantoina dopełniają zbiór fajnych składników. W roli detergentu występuje w nim betaina kokamidopropylowa (w połowie składu). Znajdziemy w nim również zagęstniki (guma ksantanowa i krzemian glinowo-magnezowy). Całości dopełniają - modyfikowany olej rycynowy oraz zestaw konserwantów i regulatorów pH.

W roli mechanicznego peelingu się sprawdzi - drobinek ścierających (przynajmniej wg składu)  ma naprawdę sporo. Czy jako żel myjący do codziennego stosowania będzie odpowiedni - mam pewne wątpliwości ze względu na to, że substancji powierzchniowo czynnych (czyli tych odpowiedzialnych za usuwanie zanieczyszczeń) zawiera niewiele. W roli maseczki również ma potencjał - sporo glinki kaolinowej zaprawionej olejkiem z palczatki może zrobić sporą, kosmetyczną karierę. Zamierzam przetestować ten produkt w każdym z wariantów ;).

Evree, Różany płyn micelarny


Skład:


Wodę różaną możemy zauważyć już na drugim miejscu w składzie - ten płyn nie jest więc różany jedynie z nazwy ;). Dalej zawiera również zestaw łagodnych substancji powierzchniowo czynnych (odpowiedzialnych za tworzenie miceli), glicerynę (nawilżacz), kolagen (proteina), hialuronian sodu, glikol propylenowy, ekstrakt z aloesu, pantenol i alantoinę (humektanty-nawilżacze). Całości dopełniają substancje zapachowe, konserwanty oraz modyfikowany olej rycynowy.

Wiążę z tym produktem spore nadzieje - skład ma ładny i liczę, że sprawdzi się dobrze ;).

Perfecta Beauty, Peeling mineralny enzymatyczny dla cery suchej i wrażliwej


Skład:


Gdy zobaczyłam słówko "mineralny" w nazwie tego mazidła to pomyślałam z automatu, że pewnie jego głównym składnikiem będzie parafina. Zaskoczyłam się jednak naprawdę pozytywnie przeglądając skład ;). W mieszance emolientów syntetycznych znajdziemy sporo papainy (odpowiedzialnej za enzymatyczne złuszczanie), kwasu alginowego, ekstraktu z lazurytu, lecytyny, pantenolu, sorbitolu czy glikolu propylenowego (nawilżacze).  Ekstrakty oraz olejki z oczaru, kasztanowca, aloesu, krokosza i migdałów oraz witamina E i alantoina pięknie dopełniają całość. Skład zamykają: kwas linolenowy, sól morska oraz zestaw konserwantów i regulatorów pH.

Zawiera także silikon (filmformer) w połowie składu - dla mnie to minus, jednak mam nadzieję, że nie odczuję jego działania ;). Nie spodziewam się bardzo mocnego efektu złuszczania, jednak nastawiam się do niego pozytywnie ;).

Rossmannowska promocja 2+2 całkowicie mnie usatysfakcjonowała i myślę, że trafiłam naprawdę godne uwagi produkty. A jak było u Was? Skorzystaliście czy nie? ;)
Więcej »

Promocje: 2+2 w Rossmannie i -60% na zapachy w Hebe!



Ostatnia promocja w Rossmannie (na kosmetyki kolorowe) pozostawiła u mnie duży niesmak. Przypomniały mi się czasy pierwszych tego typu akcji, gdy dochodziło do "mordobicia" przy półkach, a wszechogarniający bajzel odrzucał od zakupów. Pewnie nikogo nie zdziwi, że nic wtedy nie kupiłam ;). Rossmann zapowiedział jednak nową promocję: 2+2 gratis (w klubie, poza klubem 2+1) na kosmetyki do pielęgnacji twarzy.


Rabat ten dostępny jest jedynie jeden raz dla członków klubu i obowiązuje przy zakupie czterech różnych kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Czy w przypadku powielania kosmetyków też zostanie wbity - niestety nic nie wiem na ten temat ;). Niemniej w czasie trwania tej akcji nie spodziewam się aż takich tłumów jak wcześniej. Więcej kobiet się maluje niż dba o swoją cerę - to niestety smutny fakt. 

Interesują mnie:
  • Produkty typu żel + peeling + maseczka - nigdy nie miałam w swoich zbiorach czegoś takiego i jeśli tylko znajdę taki kosmetyk z przyzwoitym składem to przytargam go do domu ;).
  • Żel do mycia twarzy - wprawdzie Intimea z Biedronki (recenzja KLIK!) nadal radzi sobie u mnie świetnie, ale mam ochotę na coś "dedykowanego" ;). 
  • Peeling enzymatyczny - tutaj także Purederm (recenzja KLIK!) daje radę, jednak chciałabym mieć jakąś opcję B w razie zmiany składów. Niemniej jednak nie mam wielkich nadziei, że znajdę jakiś z akceptowalnym składem w Rossie ;).
  • Krem BB/CC - następcy BB kremu Rival de Loop (recenzja KLIK!) szukam już od dawna i niestety nic nie zapowiada na razie sukcesu...
  • Płyn micelarny - mój się kończy, więc czas na nowy: kupię albo coś, czego nigdy nie miałam albo solidnego micela od Garniera (recenzja KLIK!).

Moja lista ma 5 punktów, jednak tylko dlatego, że spodziewam się, że części z nich nie uda mi się zrealizować (przynajmniej na tej promocji). 

Hebe kusi nas natomiast zapachami:

W tej kwestii jestem obecnie zaspokojona, ale może ktoś z Was się na coś skusi ;).

Macie dla mnie jakieś sprawdzone typy kosmetyków w kategoriach, w których poszukuję nowości lub zamienników? Koniecznie się nimi podzielcie ;).

P.S.  Na fanpage bloga możecie wziąć udział w konkursie z kosmetykami L'Oreal (KLIK!)! ;)
Więcej »
Szablon dopasowała Karolina Gie