Nanocząstki złota i srebra w kosmetykach: technologia Axonnite





Ile razy reklamy atakowały Was nazwami różnych używanych w produkcji kosmetyków technologii/metod, które totalnie nic Wam nie mówiły? Zapewne wielokrotnie ;). Dziś chcę przybliżyć Wam właśnie jedną z takich egzotycznych nazw - technologii Axonnite. Szczególnie mi bliska, ponieważ z jej wykorzystaniem powstają nanocząstki dodawane między innymi do kosmetyków - a nanotechnologia to moje zawodowe życie ;).

Czym jest więc nanotechnologia? Jest to nauka zajmująca się materiałami, które przynajmniej w jednym z wymiarów mieszczą się w granicach 1-100nm. 1 nanometr to 1/ 1 000 000 000 (jedna miliardowa) część metra, więc... bardzo malutko ;). Nanocząstki mają wielkość mniejszą niż ludzkie komórki.  

Nanocząstki metali zyskują na znaczeniu dopiero w ostatnim czasie, jednak srebro czy złoto było wykorzystywane przez ludzkość w celach innych niż biżuteryjne już setki lat temu. Kto z nas nie pocierał "jęczmienia" na oku złotą obrączką? ;). Związkami złota i srebra marynarze konserwowali również wodę na czas rejsów, a wrzucając złote monety do naczynia z wodą otrzymywali płyn wykorzystywany do dezynfekcji (ledwie zauważalnej, ale zawsze to coś ;)).


Nie myśląc o domniemanej promocji w Rossmannie... ;) + wyniki rozdania mydlanego




W ostatnim czasie topową informację promocyjno-kosmetyczną jest pogłoska o -49% na kolorówkę w Rossmannie. Szczerze nie wiem, czy jest to potwierdzone info (edit. potwierdzone ;)), ale chętnie z takiej okazji zaopatrzę się w jakiś lakier do paznokci ;). Oczekując jednak na to wielkie, kolorówkowe żniwo przeglądam oferty okołokosmetyczne innych sieci handlowych ;). Linki otwierają się w nowych oknach/zakładkach, zgodnie z Waszymi prośbami ;).

https://lidl.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-lidl-20-04-2015,12980/3/

Jak opanowałam... grzybicę: mydło nagietowe




Początek posta zapewne przywodził Wam na myśl cykl "Jak opanowałam trądzik?". Szczerze mówiąc kosmetyk, o którym dziś napiszę mógłby się również znaleźć we wspomnianej serii, jednak pomyślałam, że zasługuje na osobny opis. Mowa będzie o mydle nagietowym, które otrzymałam od sklepu Sztuka Mydła.




Mydełko otrzymujemy zapakowane w przeźroczystą folię ozdobioną naklejką opisującą rodzaj mydła, jego potencjalne zastosowania oraz skład INCI i datę ważności. Rozwiązanie ekonomiczne i całkiem na miejscu - dzięki folii możemy obejrzeć mydło bez odwijania warstw papieru, niszczenia kartonika (chociaż takie opakowania również mają swój urok ;)) etc.

Czym są mydła i dlaczego nie każde "mydło" to mydło?




Wielu z Was zauważyło (a nawet zdążyło już zapytać ;)) dlaczego w nazwach niektórych kosmetyków słowo mydło biorę w cudzysłów. Myślę, że warto napisać na ten temat kilka słów ;).

Zdjęcie poglądowe, na którym widzimy mydło i "mydło". Czym one się różnią?



Wersja prawdziwa to ta w kostce, kosmetyk w płynie widoczny na zdjęciu jest mydłem jedynie z nazwy.

Mydła to sole metali i wyższych kwasów tłuszczowych. Kropka ;). Są one środkami powierzchniowo czynnymi (surfaktantami, dokładnie anionowymi; detergentami), zmniejszają napięcie powierzchniowe (przez co ułatwiają usuwanie brudu i sebum).

Kosmetycznie... w Nowym Sączu ;)




Ostatnio mam okazję do zwiedzania miejsc, w których nie byłam nigdy wcześniej. Były Niemcy, a w miniony weekend miałam okazję do odwiedzenia Nowego Sącza - niby niedaleko od Krakowa, ale jakoś nigdy nie było mi tam po drodze ;). Dopiero Wielkanocne Spotkanie Blogerek Kosmetycznych zmotywowało mnie do przemieszczenia się w tym kierunku. 

Po dwóch godzinach jazdy autobusem z innymi Dziewczynami z Krakowa wylądowałam w mieście docelowym i udałyśmy się do kluborestauracji Event. 

Tam dopadło nas przeznaczenie :P. Ogólnomiastowa awaria energetyczna spowodowała, że przez prawie półtorej godziny siedziałyśmy w bardzo romantycznych podziemiach przy blasku świec ;). Niemniej nastrój do rozmowy nie opuszczał nas ani przez chwilę ;).

Promocyjny przegląd tygodnia ;)



Hesusie, tak bardzo chcę się wybrać na stacjonarne zakupy kosmetyczno-ciuchowe, a tak bardzo nie udaje mi się znaleźć na to czasu -.-. Ale muszę, muszę koniecznie w najbliższym czasie znaleźć chwilę na przyjemności dla siebie. Może skorzystam z aktualnych przecen... :P

Biedronka (gazetka KLIK!) proponuje:
https://biedronka.okazjum.pl/gazetka/gazetka-promocyjna-biedronka-07-04-2015,12830/9/
 

Ziołowe, czarne "mydło" Babuszki Agafii - do zadań specjalnych ;)




Ostatnio na blogu zrobiło się dość "mydlanie" i mogę powiedzieć, że stan taki utrzyma się przez jakiś czas :). Nie mogę powiedzieć, że jestem odporna na "hity blogosfery" - bywa, że po jednej (ewentualnie kilku :P) przeczytanych recenzjach łapie mnie nieopanowana chęć na zakup jakiegoś mazidła. Czarne "mydło" Babuszki Agafii było takim kosmetykiem właśnie. Starałam się powstrzymać przez zakupem (w końcu jestem mazidlanym potworem :P), ale propozycja testów dla sklepu Grota Bryza złamała moje postanowienia :P. 







Rekawica Loofah (Loofa, luffa) - ciekawe akcesorium kosmetyczne




Peelingowanie i kremowanie to nieodłączne punkty pielęgnacji skóry mojego ciała. Połączenie nadmiernej suchości ze schorzeniem nazywanym rogowaceniem okołomieszkowym wymaga ode mnie skupienia większej uwagi na skórze ciała. Dobór kosmetyków nawilżająco-natłuszczających nie stanowi dla mnie większego problemu, jednak już kwestia peelingu... o tym mogłabym napisać rozprawkę ;). Jeśli tylko mam okazję to testuję produkty/akcesoria przeznaczone do peelingu z wielką ciekawością. W taki właśnie sposób w moje łapki wpadła rękawica do peelingu Loofah (Loofa, luffa) - w ramach współpracy ze sklepem Grota Bryza.



Pomóżmy bokserom!



Moi Drodzy, z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzę Wam wszystkim dużo spokoju, odpoczynku, zdrowia oraz rodzinnie spędzonego czasu. Mnie akurat brakuje wszystkich tych punktów prócz ostatniego, ale mam nadzieję, że u Was jest dużo, dużo lepiej ;). A na poprawę nastroju - moje dwa oświęcone barany :D



Gnam też do Was z prośbą. Podejrzewam, że wielu z Was nie miała jeszcze przyjemności z wypełnianiem i składaniem tegorocznego PITa. Jak wiadomo 1% swojego podatku możemy przeznaczyć na organizacje pożytku publicznego - i właśnie do tego chciałabym Was zachęcić ;). Moja koleżanka z laboratorium jest czynną, aktywną i oddaną wolontariuszką fundacji SOS Bokserom (a tutaj jeszcze link do fanpage fundacji). Oprócz koordynowania wielu akcji (o których możecie przeczytać choćby tutaj: KLIK! KLIK!) często przyjmuje rolę opiekuna zastępczego dla psów będących pod opieką fundacji. 

Farbowanie Cassią - ponownie ;)



Okres świąteczny, połączony z niemożliwością wyjścia z domu przez chorobę i czasem spędzanym w łóżku, kuchni oraz na niezbyt ambitnym sprzątaniu sprzyja zabiegom wymagającym poświęcenia większej ilości czasu ;). 

Nie myśląc zbyt długo nad tematem w czwartek wieczorem wsypałam do miski około dwóch "niekopiatych" łyżek Cassi, zalałam mocną herbatą rumiankową o temperaturze jakiś 80 stopni Celsjusza i dodałam sok z połowy cytryny. I tutaj muszę przyznać, że przesadziłam z ilością cieczy - mieszanka była bardzo rzadka :P. Ale zawinęłam całość w folię spożywczą i zostawiłam pod grzejnikiem z myślą, że będę to ratować dopiero rano.

Nadszedł poranek, więc do mojej mieszanki wpakowałam porządną łyżkę maski Kallos Color (wersja bez silikonów) i płaską łyżkę mąki ziemniaczanej, bo niestety całość była po prostu wodnista. Włosy umyłam wrzosową wersją szamponu Joanna Naturia (fioletowy), a moja mama je rozczesała (nie udało się jej przekonać do zaniechania tego czynu :P) i nałożyła równomiernie mieszankę. Owinęłam włosy folią oraz ręcznikiem i całość nosiłam prawie 8h.

Następnie włosy wypłukałam i dwukrotnie umyłam w/w szamponem i nałożyłam na dosłownie minutę borówkowy balsam Alberto. Spłukałam go i wystylizowałam włosy jak zwykle.

Niemieckie wspominki wyjazdowe ;)



Niedawno zniknęłam na tydzień z blogosfery, by zaliczyć mój drugi zagraniczny wyjazd w życiu - tym razem do Niemiec. Okazja była jakże zacna: tamtejsze Forum Młodych Chemików - impreza organizowana co roku mająca status konferencji międzynarodowej ;). Ale może odejdźmy od aspektów naukowych, bo poza nimi były również inne ekscytujące momenty ;).

Zacznijmy może od tego, że miałam po raz pierwszy okazję do lotu samolotem. Stres był, i to całkiem spory... ale było naprawdę fajnie i bez kłopotów ;).

Jak opanowałam trądzik XXV: zielone mydełko Medimix za grosze




Mydła wszelkiej maści i rodzaju stały się podstawą pielęgnacji mojej cery już sporo czasu temu. Śmiało mogę się nazwać "mydlanym potworem" :P. Lista wypróbowanych przeze mnie mydełek sukcesywnie wzrasta, a obecnie mogę pochwalić się romansem z ziołowym mydełkiem Medimix, wybranym do testów ze sklepu Zielony Sklep.