Bania Agafii, Niebieska oczyszczająca maseczka do twarzy na bławatkowej wodzie - hit dla tłustej, zanieczyszczonej cery ;)



Od dawna twierdzę, że przydział sebum na całe ciało wydziela mi się na twarzy ;). Moja cera jest gruba, tłusta i łatwa do zanieczyszczenia. Przez lata świadomej pielęgnacji nauczyłam się z nią obchodzić tak, by jak najbardziej ograniczyć "dobrodziejstwo inwentarzu" związane z nadprodukcją sebum, jednak ciągle bardzo chętnie testuję różnego rodzaju produkty oczyszczające. W taki sposób wpadła w moje ręce Niebieska, oczyszczająca maseczka na bławatkowej wodzie z serii Bania Agafii. Nie jestem totalną fanką produktów rosyjskich (chociaż po przeniesieniu przez większość firm produkcji w granice Unii Europejskiej powinnam chyba pisać "rosyjskich" ;)), jednak kilka perełek znalazłam w przeszłości wśród nich:

Planeta Organica, Ocean Clay Face Mask (Głęboko oczyszczająca maseczka do twarzy) - KLIK!

Balsam otrzymujemy w sporej, poręcznej, zakręcanej saszetce. Rozwiązanie jest prawie idealne - takie opakowanie zmniejsza koszty, jednak mogłoby mieć nieco mniejszy otwór ;). Wykańczając opakowanie możemy je bez problemu przeciąć i wydobyć produkt prawie do ostatniej kropli. Wizualnie także do mnie trafia - kojarzy się tradycyjnie i naturalnie ;).

100ml maseczki kosztuje od 5 do 7zł, w zależności od miejsca. Trzeba przyznać, że cena jest kosmicznie niska ;).

Skład prezentuje się następująco:


Bazą dla tej maseczki jest glinka kaolinowa wzbogacona gliceryną (humektant-nawilżacz), hydrolatami z bławatka i ślazu, alkoholem tłuszczowym (emolient), tlenkiem cynku, glinką bentonitową, oliwą z oliwek i mąką owsianą. Całość zamyka siarczanowa substancja powierzchniowo czynna (w niewielkiej ilości - dodana zapewne w celu ułatwienia zmywania), konserwant i kompozycja zapachowa.

Trzeba przyznać, że skład nie jest przekombinowany i niejasny (najprawdopodobniej jest nawet podany zgodnie z regułami INCI). Spora ilość glinek zadziała oczyszczająco, a pozostałe dodatki spowolnią wysychanie maseczki na twarzy oraz dodatkowo delikatnie nawilża skórę. Składowi daję zasłużoną "okejkę" ;).

Maseczka ma konsystencję gęstą (coś pomiędzy gęstą śmietaną a pastą) i jasny, szaroniebieski kolor (po zaschnięciu na twarzy jest całkiem biała). Pachnie świeżo, kwiatowo - nie wiem jednak czy jest to zapach bławatka, nie mam pod ręką żadnego dla porównania ;).


Obecnie posiadam już trzecią saszetkę tej maseczki. Gdy mam sezon na korzystanie tylko z niej nakładam ją mniej więc 1-2 razy w tygodniu skórę oczyszczoną peelingiem enzymatycznym (obecnie Purederm - recenzja KLIK!), szczoteczką Rival de Loop (recenzja - KLIK!) lub peelingiem sodowym (KLIK!). Trzymałam ją na twarzy od 10 do 20 minut zraszając ją jednocześnie wodą (kto doprowadził kiedykolwiek do zaschnięcia glinki na twarzy wie, jaką "przyjemnością" jest potem zmywanie ;)). Nakładałam ją cienką warstwą - co zresztą widać na załączonym obrazku ("olejowanie style" :D).


Efekty? Przezacne! Skóra przez około 3 dni po aplikacji przetłuszcza się mniej, pory są zmniejszone i wyraźnie oczyszczone. Ba, wiele zaskórników z okolic brody i czoła dzięki niej przeszło w niebyt, a i te na nosie (a z nimi na pewno będę się męczyć całe życie xD) są prawie niewidoczne. Jednocześnie mojej cery nie przesusza - zdaję sobie jednak sprawę, że te wrażliwsze i bardziej suche niż moja mogą zareagować na nią lokalną Saharą czy podrażnieniem.

Ciekawostki - w momencie gdy zaschnie gdzieś przypadkowo doskonale widać (w postaci ciemniejszych kropek) jak skutecznie usuwa zanieczyszczenia ;). Całkiem nieźle działa także na zmiany zapalne - ładnie je łagodzi i przyspiesza gojenie.

Polecam każdemu, kto szuka oczyszczającej maseczki do twarzy. Cena, skuteczność i efekty - wszystko na plus ;).

Chętnie poznam Wasze maseczkowe i inne oczyszczające typy kosmetyczne ;)

Uwaga - możliwe i realne zmiany składów kosmetyków rosyjskich (Pervoe Reshenie)



O zmianach składów kosmetyków rosyjskich jak i o nieprawidłowych etykietach polskich dystrybutorów, które wprowadziły spory zamęt pisałam już niejeden raz (KLIK! i KLIK!). Wielbiciele rosyjskich kosmetyków muszą się przygotować po raz kolejny na spore zmiany...

Pervoe Reshenie (Pervoye Reshenie) przeniosło część swojej produkcji na teren Unii Europejskiej (do Estonii) i tam też produkuje kosmetyki na rynek unijny. Produkty "made in UE" mają zgodny z wymogami INCI opis składu (po angielsku - to bardzo na plus) i niestety (lub stety, zależy dla kogo) inną zawartość od wersji rosyjskich. Dzięki pomocy jeden z Czytelniczek mam dla Was skład Czarnego mydła Babuszki Agafii produkowanego na rynek UE.

Skład "nowy-estoński" (nie jest to nalepka dystrybutora, tylko etykieta producenta):

Pervoe Reshenie, Przepisy babci Agafii, Naturalny ziołowy tonik przeciw wypadaniu włosów - wart uwagi!



Spostrzeżenie wakacyjne: urlop sprzyja u mnie wcieraniu, zaprawdę ;). Wygrzebałam kupiony jakiś czas temu Naturalny ziołowy tonik przeciw wypadaniu firmy Pervoe Reshenie z linii Przepisy babci Agafii i w ostatnim okresie intensywnie go wcierałam. Niedawno dobił dna. Czas więc na recenzję ;).


Wcierka znajduje się w miłej dla oka buteleczce z matowego, ciemnozielonego plastiku z ładnie dobranymi etykietami (pisanymi grażdanką). Z tyłu znajduje się także naklejka polskiego dystrybutora. Butelka zamykana jest "na klik", jednak w przypadku wcierki dużo lepiej sprawdziłby się atomizer lub wyprofilowany aplikator. Przelałam go do butelki po mgiełce.

Niedziela dla włosów: "mycie odżywką"



Z mycia włosów odżywką zrezygnowałam już dawno temu. Moje kłaczki z powodu zmian porowatości stały się dużo bardziej wymagające w kwestii oczyszczania. Z okazji kolejnej Niedzieli dla włosów wykorzystałam jednak poniekąd zabieg kwalifikujący się do "mycia włosów odżywką" ;).

W ruch poszły:

Niedziela dla włosów: emulgowanie oleju



Dajecie jakoś radę w tym upale? ;) Przyznaję, że sama czuję się nie najgorzej, ale wizja jeszcze ponad tygodnia w takich temperaturach trochę przeraża...

Prawdopodobnie też w związku z upałami moje włosy zaczęły strzelać fochy. Nawet po typowym dla mnie minimum (szampon + odrobina lekkiego produktu d/s) były widocznie obciążone... Przypadek jednak sprawił, że chyba znalazłam metodę na moje niskopory ;).

O emulgowaniu oleju maską czy odżywką wspominałam już niejeden raz na blogu. Schemat tego sposobu jest prosty - na naolejowane włosy nakładamy odżywkę, pozostawiamy na chwilę (pojęcie względne: od kilku minut do kilku godzin ;)) i myjemy. Dostosowałam ten sposób do własnych wymagań i w ten sposób pozbyłam się przychlastu ;).

Wykorzystałam:
  • tonik przeciw wypadaniu włosów Pervoe Reshenie (nałożony na skórę głowy na 3h przed myciem)
  • olej z orzecha włoskiego, nałożony na włosy na 3h przed myciem
  • balsam Romantic Anti-age, nałożony na 10 minut przed myciem na naolejowane włosy, następnie włosy zwilżyłam wodą, balsam "spieniłam" masowaniem (oto i modyfikacja emulgowania) i spłukałam kłaczki
  • szampon Joanna z wrzosem - podwójne mycie
  • odżywkę Balea Figa i Perła nałożyłam na 3 minuty, po czym spłukałam
  • wystylizowałam włosy jak zwykle.