2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! Peelingi i inne zdzieraki ;)



Obiecuję - do niedzieli/poniedziałku postaram się opisać wszystkie interesujące kategorie produktowe, które można zakupić już od dzisiaj w promocji 2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! (szczegóły TUTAJ). Mam nadzieję, że wybaczycie mi obsuwę - popełniłam błąd taktyczny, bo nie spodziewałam się, że w każdej kategorii znajdę aż tyle perełek, a nie chcę tworzyć tasiemców ;). Na blogu znajdziecie już żele oczyszczające (KLIK), toniki (KLIK), a także płyny micelarne (KLIK). Dzisiaj przyszedł czas na peelingi.



Maj 2018 promocja Rossmann

W swoim zestawieniu skupiam się na dużych, pełnowymiarowych wersjach (nie saszetkach). Jestem wielką fanką peelingów enzymatycznych (moja skóra nieszczególnie lubiła masaże), jednak akurat w Rossmannie są głównie ciekawe propozycje "drobinkowe". Czas zaczynać litanię ;).

Oczyszczający peeling z miodli indyjskiej (neem) Himalaya Herbals

peeling Himalaya Herbals neem

W roli zdzieracza występują tutaj kuleczki polietylenowe i pestki moreli zanurzone w emolientowej bazie. Ostrzegam - jeśli pachnie tak samo jak maseczka z neem to nie jest to zapach przyjemny xD. Niemniej jednak skład bazy jest dość delikatny i próżno w nim szukać detergentów ;).

Aktywny peeling myjący Selfie Project

Selfie Project peeling myjący

Za ścieranie martwego naskórka odpowiada tutaj krzemionka rozprowadzona w mieszance delikatnych detergentów z dodatkiem ekstraktu z... kaktusa ;). Ładnie, raczej bez widoków na podrażnienia, dla mnie na plus ;).

Peelingi Isana Young (skóra mieszana i trądzikowa oraz tłusta i trądzikowa)

Isana Young peeling

Puder oliwny w roli drobinek złuszczających to całkiem ciekawe rozwiązanie. Bazą jest natomiast mieszanka delikatnych detergentów i nawilżaczy. Ważne: wersja różowa (przeznaczona, nie wiadomo dlaczego, do cery wrażliwej) zawiera sporo etanolu. Jej nie polecam xD.

Peelingi Tołpa

Tołpa peeling

Peelingi Tołpy to zdzieraki korundowe - właśnie ten minerał został w nich wykorzystany w roli drobinek. Do tego łagodne detergenty, nieco kwasów AHA i BHA oraz ekstrakty roślinne - bardzo spoko ;).

Peelingi Perfecta (wersje słoiczkowe i tubkowe)

Perfecta peeling

Perfecta ma rozwiązania zarówno drobinkowe, jak i enzymatyczne. Jedne i drugie mają fajne oraz przemyślane składy - warto po nie sięgnąć ;).

Peelingi Dermika

Dermika peeling hydrokrystaliczny

Ta "hydrokrystaliczność" mnie intryguje :D. Drobinki perlitu złuszczają naskórek, a gliceryna, emolienty i ekstrakty odpowiadają za dodatkowe efekty pielęgnujące ;). Wersji jest sporo - dla każdego coś miłego.

Czarna maska peelingująca z węglem bambusowym Yoskine

Yoskine maska peelingująca

Peeling enzymatyczny, mechamiczny i maseczka w jednym ;). Czego w tym produkcie nie ma: węgiel, ryż, ekstrakty, glinki, nawilżacze i papaina. Połączenie naprawdę zacne, ale cena - najwyższa z całego zestawienia.

Peelingi Evree

Evree peeling

Oleje, ekstrakty i drobinki - faktycznie mogą dobrze oczyszczać cerę przy odpowiednim masażu ;). Gdyby tak jeszcze zrezygnować z barwników (które w zasadzie nie wiem po co są... w peelingu xD)- byłoby idealnie!

Z jakich peelingów korzystacie w pielęgnacji cery? Nadal jestem wierna Puredermowi (KLIK).

Basil Element, Trychologiczny peeling oczyszczający przeciw wypadaniu włosów - pewniak na problemy ;)



Rozpakowałam wczoraj ostatni wór z dobytkiem na nowym mieszkaniu - co nie oznacza oczywiście, że całkiem się rozpakowałam xD. Kosmetyki nadal czekają w kartonach na ogarnięcie xD. Niemniej jednak brakowało mi bloga i pisania dla Was, dlatego też mam dzisiaj dla Was recenzję produktu, który uważałam za niepotrzebny w mojej pielęgnacji. Peelingów skóry głowy nie robiłam w zasadzie w ogóle - miałam może dwa podejścia do takiego zabiegu (w wersjach cukier + szampon i kawa + szampon) i niestety - mieszanki nie chciały dotrzeć do skóry głowy przez moje dość mało gęste włosy (potwierdzenie TUTAJ). Nie było czym masować skóry głowy xD. Ten zabieg nie był mi jednak bezwzględnie potrzebny - problemów z zanieczyszczoną skórą głowy prawie nie miałam... No właśnie, prawie.

Przesilenia jesienne i wiosenne, poza nieszczególnie dobrym samopoczuciem, zawsze owocowały u mnie około trzytygodniowymi problemami z nadmiernym przetłuszczaniem skóry głowy. Podejrzewam, że ma ono związek ze zmianami temperatur - mój wewnętrzny termostat ciężko się przestawia ;). W tym okresie musiałam włosy myć praktycznie codziennie. W jednej z paczek od Elfa Pharm znalazłam Peeling Trychologiczny Basil Element, który czekał na okazję do użycia - postanowiłam go przetestować w trakcie obecnego przesilenia. I to nie tylko na skórze głowy :D. Wspominałam Wam o nim już TUTAJ.


Peeling zamknięty jest w poręcznej tubie z fajnie rozwiązanym zamknięciem (z którym bawiłam się przy pierwszym podejściu kilka minut - żeby ogarnąć, jak działa :D). Wydłużona i wąska końcówka przy przekręceniu zamyka i otwiera dozownik, a dodatkowo ułatwia dostanie się do skóry głowy. Całość wygląda ładnie, czytelnie i może nawet nieco ascetycznie, ale prezentuje się świetnie ;).

125ml tego peelingu kosztuje 29,99zł na stronie producenta. Stacjonarnie można go dorwać taniej (m. in. w drogeriach Pigment).

Skład:


Działanie tego peelingu opiera się na zastosowaniu kwasu glikolowego przełamanego humektantami (nawilżaczami: propanediol, gliceryna, niacynamid, pantenol), ekstraktami z: marakui, cytryny, bazylii oraz olejami: słonecznikowym i kokosowym. Warto również zauważyć obecność substancji przeciwłupieżowej (przeciwgrzybiczej) - piroktonu olaminy. Pozostałe składniki odpowiedzialne są za konsystencję, pH oraz trwałość i zapach kosmetyku. Zastosowane konserwanty nie budzą niepokoju, jednak ze względu na obecność substancji zapachowych oraz składników pochodzenia naturalnego - warto wykonać domową próbę uczuleniową (KLIK!).

Ma postać nieco mętnego żelu o cytrusowo-ziołowym, mało intensywnym zapachu, który wietrzeje po kilku chwilach od aplikacji. Po myciu również nie jest wyczuwalny na włosach.


Jego stosowanie zaczęłam przy pierwszych włosowych objawach przesilenia wiosennego, czyli wtedy, gdy włosy po 24h od mycia już wyglądały nieświeżo. Wąska i wydłużona końcówka świetnie się sprawdziła (nawet przy moim braku zdolności do wcierania czegokolwiek w skórę głowy xD) - pozwala na równomierną aplikację peelingu w kolejne przedziałki, potem tylko małe masowanie skóry opuszkami palców, 10 minut oczekiwania i można zmywać całość szamponem ;). Stosuję go na razie raz w tygodniu i... objawy nadmiernego, sezonowego przetłuszczania minęły jak ręką odjął po pierwszej aplikacji i do dzisiaj nie wróciły ;). Włosy myję co 3 dni (zwykle robiłam to co 2 dni) i nie wykazują one w tym okresie objawów nieświeżości.

Skóra głowy wykazuje wszelkie objawy zadowolenia z pielęgnacji (żadnych podrażnień, pieczenia czy swędzenia nie zanotowałam). Nie zamierzam wprawdzie korzystać z niego regularnie (moja skóra poza tymi dziwnymi okresami nie woła o peeling), ale przy problemach z zanieczyszczoną skórą głowy absolutnie go polecam... także na twarz :D.

Nie byłabym przecież sobą, gdybym jego właściwości nie przetestowała także w tym rejonie. Nie zwracam zbytniej uwagi na dedykowanie produktu do danych rejonów - jeśli skład na to pozwala stosuję kosmetyki "wielofunkcyjnie" ;). Sprawdza się równie dobrze jak mój ulubiony peeling enzymatyczny Purederm (recenzja TUTAJ) - pozostawia skórę oczyszczoną, odświeżoną i gotową na przyjęcie maseczki, serum lub kremu ;). Zaskórniki się z nim nie lubią - znacząco je zmniejsza, a egzemplarze na policzkach i czole wręcz usunął ;). 

Z całą pewnością będę do niego wracać - w różnych zastosowaniach ;). Peelingujecie skórę głowy? Jeśli tak - to czym? ;)

2+2 gratis w Rossmannie "Zadbaj o siebie, zadbaj o naturę" - moje łupy ;)



Po moim ostatnim wpisie dotyczącym obecnej promocji w Rossmannie na produkty przyjazne naturze (KLIK!) można się było spodziewać, że nie wysiedzę i pójdę na zakupy ;). Właśnie przed chwilą wróciłam, więc spieszę z prezentacją moich łupów ;). Niektórych nie miałam w planie - przyznaję xD.


Za całość zapłaciłam 20,98zł


Organic Shop, Peeling enzymatyczny


Skład:


Peeling ten jest mi znany (recenzję znajdziecie TUTAJ) i byłam z niego bardzo zadowolona. Obecnie ma jednak inny skład (mniej kwasu glikolowego, pojawiły się trójglicerydy), jednak nadal wygląda całkiem ładnie i liczę na to, że moja cera nie strzeli fochem na to, czego nie lubi dzięki kwasowi ;). Niestety, standy Organic Shop nie są dostępne w każdym Rossmannie, nad czym mocno ubolewam.

Alterra, Szampon dodający objętości Bio Papaja i Bio Bambus


Skład:


Szamponu Alterra (chyba z kofeiną) używałam w czasach, gdy myłam włosy odżywką (jako mocne myjadło) i pamiętam, że nie byłam szczególnie zadowolona. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło, a SCS powinien dać radę z moimi trudnymi do umycia kudłami. Dodatek pochodnej gumy guar (filmformeru) nieco mnie niepokoi w kwestii przyklapu, ale mam nadzieję, że nie będzie źle ;). Typowy zakup kompulsywny :D.

Alterra, Deo-balsam Sensitiv


Skład:


Byłam na kupnie antyperspirantu, jednak interesowały mnie głównie rozwiązania tradycyjne (z solami aluminium, które sprawdzają się u mnie zwykle lepiej). Alterry nawet początkowo nie oglądałam - spodziewałam się jedynie morza etanolu i niczego, co działałoby antyperspiracyjnie. Napis Sensitiv jednak zadziałał - obejrzałam skład i włożyłam do koszyka. Etanolu nie zawiera w ogóle, sporo soku z aloesu i gliceryny powinno nawilżyć skórę ;). Zastanawiam się jednak jak zadziała sól kuchenna na moje pachy :D.

Himalaya Herbals, Pasta do zębów z naturalnym fluorem


Skład:


Przy pastach do zębów do składu przywiązuję dużo mniejszą wagę - dla mnie liczy się działanie ;). Ciekawe, jak na tą pastę zareagują moje skłonne do krwawień dziąsła i nadwrażliwe zęby. Naczytałam się na jej temat ochów i achów - moje wymagania są więc zawyżone :D.

Powiem Wam, że gdy jakieś 2 tygodnie temu usłyszałam po raz pierwszy o tej akcji spodziewałam się, że nic mnie nie zainteresuje. Lista produktów objętych promocją jednak miło mnie zaskoczyła :D. 

A jak było u Was? ;)

Purederm, Oczyszczający i regenerujący peeling enzymatyczny - cudo!



Peelingi enzymatyczne uwielbiam - przez lata moim ulubieńcem był żurawinowy produkt Apisu. Niestety, firma zmieniła filozofię (pisałam o tym TUTAJ i TUTAJ, możecie także polubić moją recenzję TUTAJ), przez co stanęłam przed problemem znalezienia nowego ulubieńca. Nie było to proste, bo moja cera ma twarde wymagania: brak filmformerów (parafiny, silikonów) oraz brak trójglicerydów (lub ich niewielka ilość - dalej w składzie). Okazało się, że takie peelingi enzymatyczne w drogeriach prawie nie istnieją :P. 

Pewnego razu, totalnie bezwiednie i bez wielkich nadziei, wzięłam do ręki Oczyszczający i regenerujący peeling enzymatyczny Purederm. Po rzucie oka w kierunku składu wylądował w moim koszyku.


Miękka tuba z wąskim aplikatorem to trafione rozwiązanie w przypadku kosmetyku tego typu - zapewnia dokładne i higieniczne dozowanie. Sam design opakowania kojarzy mi się z kosmetykami aptecznymi. Jedyne co odrobinę mnie irytuje, to czcionki ułożone w różnej orientacji ;).

100g tego peelingu kosztuje 12,99zł (bez promocji) dostępny w drogeriach Hebe KLIK!. Niestety, nie widziałam go nigdzie indziej (nawet w sklepach internetowych czy na Allegro).

Skład: 

Aqua, PEG-8, Cellulose, Dipropylene Glycol, Glycerin, Alcohol Denat., Sodium Hyaluronate, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Vaccinium Myrtillus Fruit/Leaf Extract, Allantoin, Beta-Glucan, Disodium EDTA, Carbomer, Triethanolamine, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Methylparaben, Fragrance (Parfum).

Zawiera sporo nawilżaczy (humektantów: glikoli, hialuronianu sodu, alantoiny) oraz ekstraktów: z jabłka, trzciny cukrowej, klonu cukrowego, gorzkiej pomarańczy, cytryny i borówki czarnej. Dobre wrażenie odrobinę psuje etanol w pierwszej części składu (obawiałam się, że kosmetyk będzie pachniał gorzelnią - ale nic takiego nie miało miejsca). Na szczęście moja skóra nie odczuła jego obecności w składzie. Szkoda, że beta-glukan nie jest wyżej w składzie ;). Zawiera substancje zapachowe oraz konserwanty (w tym paraben).

Ma niezbyt gęstą, ale jednocześnie niewodnistą konsystencję i słodko-cytrusowy, nieszczególnie intensywny zapach.


Peeling ten stosuję 1-2 razy w tygodniu na oczyszczoną i zwilżoną delikatnie wodą skórę twarzy. Po około 1-2 minuty zasycha na twarzy, tworząc jakby elastyczną skorupkę (tak, wiem, dziwne połączenie ;)). Zwykle trzymam go 5-10 minut, a następnie zmywam wodą.

Moja skóra po jego użyciu jest bardzo miękka, miła w dotyku i bardzo gładka. Pewnie wszyscy znacie to fajne uczucie po dobrym peelingu ;). Całkiem porządnie oczyszcza, jednak nie powoduje jednocześnie uczucia przesuszenia, ściągnięcia czy jakiegokolwiek podrażnienia. Skuteczny, a jednocześnie delikatny (jak z reklamy xD). Dobrze radzi sobie z martwym naskórkiem, zaskórnikami (naprawdę ich mniej - chociaż nie należy się spodziewać efektu jak po peelingach kwasowych) oraz delikatnie rozjaśnia skórę.

Jak dla mnie - cud nad cuda i z całą pewnością kupię kolejne opakowania licząc w duchu, że producent nie zabierze się za jakieś unowocześnianie składu...

Macie swoich faworytów w kategorii "peeling enzymatyczny"?

loading...

Peeling skóry głowy: propozycje chemiczne i enzymatyczne



Kontynuuję jakże popularny w ostatnim czasie temat peelingów skóry głowy. Wcześniej wspominałam już o:

Czy peeling skóry głowy jest nieodzowny w pielęgnacji włosów? (KLIK!)

Mechaniczny peeling skóry głowy - co wybrać? (KLIK!)

Nie wszyscy użytkownicy peelingu skóry głowy mogą jednak złuszczać te okolice w sposób mechaniczny - z różnych powodów: od niesatysfakcjonujących efektów po wygodę stosowania (problemy z dotarciem z drobinkami do skóry). Dla Was również mam inne opcje - peelingi chemiczne i enzymatyczne.


Do chemicznego/enzymatycznego peelingu skóry głowy możemy wykorzystać:
  • ulubiony szampon/produkt do mycia (mydło rosyjskie, żel do higieny intymnej etc. -  pozostawione na 3 do 10 minut na skórze)
  • mydło (szare, Aleppo, węglowe, marsylskie i inne - pozostawione na 3 do 10 minut na skórze)
  • sodę oczyszczoną (wymieszaną z wodą lub szamponem/kremem/żelem - pozostawioną na 3 do 10 minut)
  • mocznik (w stężeniach 10-30%, w postaci toniku/kremu przygotowanego w domu bądź gotowych produktów: Cerkogel, Cerkoderm, Squamax, SynchroUrea, Pilarix etc.)
  • bromelainę (w stężeniu od 2 do 5%, w postaci toniku lub wymieszana z innym środkiem - kremem bądź żelem)
  • papainę (w stężeniu od 2 do 8%, w postaci toniku lub wymieszana z innym środkiem)
  • kwas salicylowy (w stężeniu 1-5%, preferowany w formie roztworu olejowego: np. Salicylol, nie alkoholowego - lub domowy odpowiednik) 
  • kwas mlekowy (w stężeniu 3-10%)
  • kwas migdałowy (w stężeniu 3-10%)
  • kwas glikolowy (w stężeniu 3-10%)
  • kwas jabłkowy (w stężeniu 3-10%)
  • glukonolakton (w stężeniu 5-10% - środek bardzo delikatny)
  • kwas laktobionowy (w stężeniu 2-8%)
  • LHA - kwas lipohydroksylowy (w stężeniu 0,3-1%).
Dobór środka oraz jego stężenia to sprawa wysoce indywidualna, zależna od preferencji naszej skóry. Niemniej jednak myślę, że taka podręczna ściąga pomoże wielu z Was - szczególnie tym, którzy poszukują w miarę bezpiecznych zakresów stężeń do stosowania na skórę głowy. Przydatnym będzie również małe przypomnienie ze szkoły na temat stężenia procentowego:


Czy ktoś z Was peelinguje (bądź peelingował) skórę głowy chemicznie lub enzymatycznie? Podzielcie się doświadczeniami w komentarzach ;).
loading...

Ziołowe, czarne "mydło" Babuszki Agafii - do zadań specjalnych ;)




Ostatnio na blogu zrobiło się dość "mydlanie" i mogę powiedzieć, że stan taki utrzyma się przez jakiś czas :). Nie mogę powiedzieć, że jestem odporna na "hity blogosfery" - bywa, że po jednej (ewentualnie kilku :P) przeczytanych recenzjach łapie mnie nieopanowana chęć na zakup jakiegoś mazidła. Czarne "mydło" Babuszki Agafii było takim kosmetykiem właśnie. Starałam się powstrzymać przez zakupem (w końcu jestem mazidlanym potworem :P), ale propozycja testów dla sklepu Grota Bryza złamała moje postanowienia :P. 







Problemy skórne IV: jak peelingować twarz bez kwasów, retinoidów i drobinek?




Wspominałam Wam już kilka razy, że obecny sezon "kwaszenia" cery spędziłam w stanie spoczynku. Z powodu zabiegów, jakie przeprowadzałam na swojej twarzy (depilacja laserowa, mezoterapia igłowa etc.) stosowanie toników kwasowych nie było dla mnie możliwe. Myślę, że i wielu z Was z różnych powodów nie chce stosować terapii kwasowych w trybie ciągłym. Cery skłonne do łatwego zanieczyszczania się potrzebują jednak czegoś, co utrzyma je w dobrym stanie w czasie przerw w stosowaniu kwasów i retinoidów. Tutaj z pomocą mogą przyjść nam wszelkiego rodzaju peelingi.

Ze względu na dość dziwną predyspozycję mojej skóry, jaką jest wielka i niezrozumiała niechęć do masażu (czynność ta wywołuje u mnie wysyp podskórnych "gul") poszukuję dla siebie metod i produktów nie wymagających masowania do uzyskania dobrego efektu złuszczania. Myślę, że część z Was cierpi na podobny problem, więc chyba warto, abym podzieliła się swoimi metodami.

Jako swoje drogeryjno-domowe peelingi "enzymatyczne" i gommage (które pomagają usunąć martwe komórki naskórka w okresie bezkwasowym bez masowania) wykorzystuję:
  • żele do mycia twarzy (jak również te nie dedykowane do tego celu, jak np. Facelle, Intimea). Sposób użycia - jak wyżej.
  • "mydła" rosyjskie, takie jak białe, miodowe, cedrowe czy czarne mydło Babuszki Agafii. Sposób użycia - jak wyżej.
  • typowe peelingi enzymatyczne nie zawierające parafiny, silikonów oraz trójglicerydów, takie jak Apis żurawinowy o starym składzie, Organic Shop Mango (część z nich posiada dodatek kwasów, jednak są to ilości bardzo niewielkie, nie wymagające wysokiej ochrony przeciwsłonecznej przy używaniu).
  • wiele rodzajów mydeł, takich jak Biały Jeleń/Wielbłąd, Aleppo, Alepia, mydła ziołowe (np. Sidha, Medimex), marsylskie, węglowe etc. Używam ich w tej formie w następujący sposób: namydlam nimi wcześniej poddaną demakijażowi skórę i pianę pozostawiam na około 10-15 minut, po tym czasie ją spłukuję.
  • peeling sodowy.

Możemy również skorzystać z papainy oraz bromelainy (sklepy z półproduktami) i wykorzystać je jako peeling enzymatyczny w formie maseczki trzymanej 10-20 minut. Ja jednak jeszcze nie miałam okazji spróbować ich w formie czystej, jedynie jako dodatek do gotowych peelingów.

Dlaczego skorzystałam również z detergentów, występujących w mydłach, "mydłach" rosyjskich i żelach do mycia? One również przyczyniają się do rozluźnienia połączeń między martwymi komórkami naskórka, jednak do takiego działania potrzebują więcej czasu. Zwykle w czasie mycia przecież namydlamy się i w zasadzie od razu spłukujemy pianę ;).

Pozwoliłam sobie je ułożyć w kolejności dość subiektywnej - wraz ze wzrastającą "mocą oczyszczającą" (tak więc w moim przypadku najsilniejsze działanie ma peeling sodowy). Wasze odczucia mogą być jednak inne, jak również sposoby, z których możecie skorzystać (np. kogoś może podrażnić mydło pozostawione na skórze, kogoś innego żel czy soda). 

Nie istnieją uniwersalne kosmetyki czy patenty pielęgnacyjne, odpowiednie dla każdego, ale może warto spróbować, by znaleźć swojego złuszczającego ulubieńca albo swoją metodę uśpienia zmian trądzikowych na czas braku korzystania z kwasów. 

Jak peelingujecie skórę swojej twarzy? ;)