Higroskopijność - a cóż to takiego?



Higroskopijność to tak ciekawa właściwość niektórych substancji i materiałów. Jest to zdolność do pochłaniania wody z otoczenia do wnętrza materiału.

Żeby nie było: nie jest to coś oderwanego od rzeczywistości ;) W pudełkach z butami, w nowych torebkach i tym podobnych mamy białe woreczki z kuleczkami w środku - jest to silikażel, materiał zdolny do wiązania wody na sposób adsorpcji - cząsteczka wody, która dotknie jego powierzchni zostanie wciągnięta do wnętrza.

Inny przykład - "kret" do udrażniania rur w postaci granulek. Gdybyśmy zostawiły opakowanie otwarte - stanie się zbitym ciałem stałym.

Sprawa dla statystycznej włosomaniaczki i ogólnie urodo-maniaczki godna zainteresowania, gdyż woda jest wszędzie - dookoła nas unoszą się kłęby pary wodnej, deszcz i śnieg (no może teraz akurat nie :P) padają, woda z gruntu paruje, przy sprzyjającej pogodzie o poranku rosę podziwiać można ;) (ależ mi to poetycko wyszło :P).

Stan nawilżenia skóry czy włosów zależy w końcu od tego, jak zwiążemy wodę w naskórku/włosie oraz dodatkowo czym zabezpieczymy przed utratą wilgoci ;)
Nasze ukochane humektanty są właśnie higroskopijne (nie w takiej mierze jak wspomniany silikażel czy "kret"), dzięki czemu są w stanie zrobić dużo dobrego, jednocześnie niosąc ze sobą spore ryzyko ciekawego wyglądu, jeśli chodzi o włosy.

Gliceryna/sorbitol/mleczko pszczele/kwas hialuronowy/hydromanil/wyciąg z aloesu (czy inny humektant) spotyka cząsteczki wody. Pięknie-ładnie wciąga je do swego wnętrza (bo je lubi). Ale, że statystyczny humektant umiaru nie zna, to póki kolejne cząsteczki dochodzą - póty je wciąga, dopóki nie przyłączy maksymalnej ilości cząsteczek wody.

Super... ale przy takim "obżarstwie" malutka początkowo kropelka humektanta rośnie nawet i kilkukrotnie, mając możliwość podniesienia łusek włosa - i piękny puszek gotowy :P

Sytuacja może być inna - średnio "najedzony" wodą humektant ląduje w miejscu, gdzie wody nie ma. Cząsteczki wody z jego wnętrza migrują na zewnątrz -przyroda lubi równowagę, a zjawisko to można porównać z wysychaniem mokrej gąbki na dworze - taka sytuacja też wygenerować może puch.

Oczywiście można przeciwdziałać niekontrolowanemu apetytowi cząsteczek nawilżaczy na wodę oraz spontanicznemu oddawaniu jej do otoczenia - humektant wystarczy czymś pokryć - olejem, silikonem, parafiną... W konsekwencji - puch może zostać okiełznany (lub spotęgowany, jeśli trafimy na puszący nas olej, ale przecież nie życzymy sobie źle :P).

Zjawisko o "mądrej nazwie", a tak powszechne ;)

P.S. Wybaczcie mi moje zaniedbanie bloga - w ostatnim czasie kogoś bardzo dla mnie ważnego dopadły problemy zdrowotne, a i dla mnie jest to okres lekarskiego przeglądu technicznego przed październikiem ;).




30 komentarzy:

  1. ❀ ✿ ❀ ✿ ❀ ✿ ❀ ✿ ❀ ✿ ❀ ✿ ❀ ✿

    Hmmm... ciekawe ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm to w takim razie czy osoby z wysokoporowatymi włosami powinny w ogóle używać rzeczy takich jak gliceryna/sorbitol/mleczko pszczele/kwas hialuronowy/hydromanil/wyciąg z aloesu itd? Czy zabezpieczając je dodatkową warstwą silikonu czy oleju będzie większa korzyść niż z nieużywania ich w ogóle? Twoja opowieść bardzo fajnie przedstawia zjawisko higroskopijności, ale nadal nie wiem za bardzo jak je odnieść do swoich włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz w sumie ja może odpowiem. W przypadku wysokoporowatych włosów jest tak, że są wybredne:) I u nich przede wszystkim trzeba olejów, zabezpieczenia i silikonów jak wspomniałaś, żeby woda nie odparowywała. Obrazkowo jednak mówiąc, jeśli włos tylko natłuścimy to i tak będzie suchy, conajwyżej przetłuszczony oklapnięty, bo olej nie zwiąże wody tak dobrze jak na przykład ta gliceryna. Więc czy używać? Tak, ale w proporcjach podobnych jak oleje itp albo ciut mniejszych, to zależy od włosa:) Coś najpierw musi związać wodę, żeby nie było sucho a reszta jako zabezpieczenie przed jej ucieczką.

      Mam nadzieję, że pomogłam.

      Usuń
    2. Nawilżacze zawsze są potrzebne, bo to one są magazynem nawilżenia - oleje, silikony czy parafina zabezpieczają ten magazyn przed niekontrolowanym rozrostem bądź... skurczeniem ;P
      Jednak jeśli chodzi o włosy wysokoporowate to nie należy szaleć z ilością humektantów. Swoją drogą... biorąc pod uwagę, ile zużywam oleju na włosy, to gdybym w podobnej proporcji używała nawilżaczy to miałabym puch 24/7 :P

      Usuń
  3. Niby wiem jak działają humektanty, ale dopiero po przeczytaniu tego posta zrozumiałam o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wreszcie znalazłam kogoś kto po ludzku tłumaczy zagadnienia chemiczne. Do tej pory wszędzie były na blogach przynajmniej, skopiowane definicje "im więcej mądrych, trudnych słów tym lepiej".A u Ciebie jak krowie na granicy, jasno i na temat, oby więcej takich postów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Moi uczniowie też twierdzą, że potrafię sporo rzeczy po ludzku wytłumaczyć ;)

      Usuń
  5. Moje wysokoporowate włosy są strasznie kapryśne. Łatwo oddają wilgoć, jeszcze łatwiej ją przyjmują z otoczenia, ale z drugiej strony muszę długo je moczyć podczas mycia, żeby odpowiednio nasiąkły i żeby produkt do mycia się spienił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko które włosy mają cechy tylko jednej porowatości ;)

      Usuń
  6. Ciekawy post, który skomplikowaną chemię przekłada na kosmetyczną codzienność ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja wciąż nie mogę uchwycić stanu równowagi między humektantami i emolientami. Moim włosom zawsze źle ;P
    Ale wiem już na pewno, że nie znoszą nawet odrobiny protein. I tu pojawia się moje pytanie: czy są jakieś oleje niezawierające protein?
    Pozdrawiam, Justyna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie wszystko, co pochodzi od roślin czy zwierząt jest chociaż w śladowym stopniu "zabrudzone" proteinami.

      Pytanie, czy to na pewno o proteiny chodzi. Rozmawiałam już z jedną dziewczyną, która też tak twierdziła, a wyszło... trochę inaczej ;)

      Usuń
    2. Moje włosy też nie szaleją za proteinami, szczególnie nie lubią protein pszenicy. Dlatego też olejowanie na moich włosach nie robi wrażenia, wolą parafinę lub silikony ;) Do tej pory zaakceptowały tylko 2 oleje (od czasu do czasu) - z konopi i orzechów włoskich. Trzeba testować, testować i jeszcze raz testować. Na przykład olej lniany na moich włosach się nie sprawdza, ale już odżywka, która jako 6 w składzie ma olej lniany jest rewelacyjna (na drugim miejscu jest olej z rokitnika, więc pewnie w go zainwestuję przy najbliższych zakupach).

      Tak jak Kascysko napisała, nie zawsze to muszą być proteiny, przynajmniej nie wszystkie. Też długo myślałam, że moje włosy nie lubią protein W OGÓLE, a potem sobie uświadomiłam, że lubią mycie balsamem do kąpieli z rossmanna (seria dla kobiet w ciąży, proteiny mleczne).

      Ania

      Usuń
    3. w niego zainwestuję* nie w go, fu.
      Ania

      Usuń
    4. Prawie każde włosowe zagadnienie trzeba rozważać indywidualnie ;)

      Usuń
  8. co ja bym dała żeby moje włosy się trochę puszyły :D takie idealnie proste i przylegające wcale nie są takie super:( przy okazji zaktualizowałam włosy,zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam swoich kręciołów nie wymieniłabym na proste mimo, że czasem wariują ;)

      Usuń
    2. Moje po wakacjach, które miały świetny wpływ na włosy (wilgotny klimat w USA myślałam, że im zaszkodzi, ale delikatniejsza woda niż w Krk przysłużyła się im baaardzo!) ciągle nie mogą dojść do siebie, więc tu kręcą się bardziej, tam mniej, a z tyłu żyją własnym życiem... ale nie oddam nikomu, kocham je nawet jak są puchem :D
      Ania

      Usuń
  9. Nikt nie potrafi wytłumaczyć wszystkiego jak TY!
    bije pokłony w podzięce za oświecenie mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzisiaj rozmawiałam z koleżanką, której facet pracuje w sklepie z komputerami (nie będę robic reklamy :P). Opowiadała, że do sklepu przyszedł klient z zalanym laptopem, oni wsadzili go do suchego ryżu i ten (ryż, nie laptop) zadziałał jak silikażel :D

    Tym razem nic nowego się nie dowiedziałam, higroskopijność to chyba jedyne pojęcie z chemii w gimnazjum, które pamiętam. W sumie to... na pewno jedyne, a nie chyba xD Za coś 6 w gimnazjum miałam xD

    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suchy ryż czy cukier też pochłania wodę z otoczenia, aczkolwiek silikażel jest w tym względzie efektywniejszy ;)

      Usuń
    2. Cukier? Cukru bym się bała! Dobrze wiedzieć na przyszłość, bo ja wiecznie coś rozlewam, a ryżu mam małą fabrykę w domu :D

      Ania

      Usuń
  11. Faktycznie nazwa zagadkowa ale po przeczytaniu tego posta już mi nie obca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię tą nazwę, ale nie wiem czemu :P

      Usuń

Szablon dopasowała Karolina Gie