Jak opanowałam... grzybicę: mydło nagietowe




Początek posta zapewne przywodził Wam na myśl cykl "Jak opanowałam trądzik?". Szczerze mówiąc kosmetyk, o którym dziś napiszę mógłby się również znaleźć we wspomnianej serii, jednak pomyślałam, że zasługuje na osobny opis. Mowa będzie o mydle nagietowym, które otrzymałam od sklepu Sztuka Mydła.




Mydełko otrzymujemy zapakowane w przeźroczystą folię ozdobioną naklejką opisującą rodzaj mydła, jego potencjalne zastosowania oraz skład INCI i datę ważności. Rozwiązanie ekonomiczne i całkiem na miejscu - dzięki folii możemy obejrzeć mydło bez odwijania warstw papieru, niszczenia kartonika (chociaż takie opakowania również mają swój urok ;)) etc.
50g mydła kosztuje 7zł, 100g: 13zł. Pomysł z małymi i dużymi kostkami jest naprawdę świetny, bo tego typu produkty są szalenie wydajne i często boimy się zakupu standardowej porcji.

Skład wygląda następująco:



Mydło to zawiera oliwę z oliwek, oleje: kokosowy, awokado, masło shea, glicerynę, kompozycję zapachową i kwiaty nagietka, widocznie zresztą wyraźnie w masie mydlanej. Oleje zostały zemulgowane wodorotlenkiem sodu, co doprowadziło do otrzymania prawdziwego mydła przez duże "M" ;).

Prostopadłościenna kosteczka wygląda jak ręcznie wycinana z dużego bloku (mnie osobiście bardzo podobają się rzeczy, które wyglądają na zrobione ręcznie - może dlatego, że sama mam nikłe zdolności ku temu ;)). Logo firmy również wygląda niczym zrobione stempelkiem. Całość upstrzona jest fragmentami kwiatów nagietka.

Pachnie... niczym maść nagietkowa, tylko dużo delikatniej. Zapewne większość z Was ma lub miało styczność z tym specyfikiem, więc ma porównanie ;). Osobiście bardzo mi się podoba, kojarzy mi się z dzieciństwem.



Tradycyjnie pocięłam kostkę na cztery części i rozpoczęłam testy. Pech chciał, że akurat postanowiła o sobie przypomnieć grzybica skóry gładkiej. Będąc kilka lat temu w szpitalu przywlekłam to ustrojostwo i od tego momentu raczy mnie swoją obecnością zwykle dwa razy w roku: na przełomie wiosny i lata oraz lata i jesieni. Zwykle w takich przypadkach po prostu lecę po maść przeciwgrzybiczą i smaruję się nią pieczołowicie przez miesiąc (zmiany mijają szybko, ale robię do dla utrwalenia efektu). Wykwity mam jedynie pomiędzy łopatkami i dlatego czasami nie rejestruję ich zaraz po pojawieniu się.

I coś takiego przydarzyło mi się w tym roku. Ja w domu rodzinnym na wsi, maści brak, do apteki daleko. Sytuacja "i wszystko przeciwko tobie, Kaśka". Przypadkiem, w opisie składników tego mydła, znalazłam informację, że ma właściwości przeciwgrzybicze. Wycięłam więc kolejną część (mam fioła na punkcie przenoszenia zakażenia na inne rejony skóry/innych ludzi) i bez wielkich nadziei spróbowałam.

Maści już nie użyłam. Ostatnia mała zmiana kwitnie mi jeszcze na lewej łopatce, ale jest w stanie agonii. Szczerze przyznam, że sytuacja wywołuje mój szok i niedowierzanie, chyba na stałe muszę wprowadzić mydło o takich właściwościach do swojej pielęgnacji (albo chociaż w okresie zwiększonej możliwości zachorowania).

Wykorzystuję to mydło również do pielęgnacji twarzy i w tym rejonie sprawdza się również świetnie. Jest szczególnym wrogiem dla zmian zapalnych i nawet w czasie @ nie zanotowałam żadnych niemiłych niespodzianek (a zwykle mam ich 2-3). Nie zauważyłam również żadnego ściągnięcia czy wysuszenia cery. Mydełko myje skutecznie, ale nie agresywnie. Nie miało natomiast żadnego wpływu na moje zaskórniki oraz rozszerzone pory, w związku z czym umieszczam go na półce "do codziennego mycia" ;).

Nie zanotowałam natomiast nawet najmniejszego działania peelingującego kwiatów nagietka na ciele. Widocznie w tej materii potrzebuję czegoś dużo, dużo mocniejszego ;). Ze względu na wspomniane drobinki może być trochę trudne w stosowaniu do mycia włosów (nie próbowałam).

Mydło pozostawiam na mydelniczkach z możliwością odprowadzenia wody - nadal jest twarde, nie ciapie się i nie rozpływa, a dodatkowo jego wydajność jest kosmiczna.

Koniecznie muszę umieścić odkrajki w kolejnym rozdaniu mydlanym (wyniki ostatniego - wkrótce na blogu ;)). Jak ten mydlany egzemplarz się Wam podoba? ;)


34 komentarze:

  1. Bardzo podoba. Jak będę miała sposobność to kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. o dobrze wiedziec :) ja po solarium miałam grzybice i męczyłam się z tym długo. smarowałam się nizoralem, clotrimazolum i olejkiem z drzewa herbacianego - to mi pomogło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi pomagają, tylko... mam niestety tendencję do nawrotów -.-

      Usuń
  3. Zachęciłaś mnie nim. Może i na moje wykwity coś poradzi, bo leki na receptę powodują zagojenie tylko na jakiś czas ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. tez mam mydła od sztuki mydła są świetne:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm... trzeba wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No ciekawie wygląda nie powiem :)) znów moda wraca na używanie mydełek :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tą "modę" uprawiam już od dłuższego czasu ;)

      Usuń
  7. Miałam grzybicę wszystkich układów wewnętrznych (grzyby wyszły w badaniu moczu, robionym dla pewności nie raz), wyleczyłam ciężkimi tabletkami. A teraz na wszelki wypadek popijam Oregasept.
    Nie używałam jeszcze nigdy kosmetyków z nagietkiem (nie liczę próbki kremów Sylveco).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że musiałaś przechodzić przez coś takiego -.-

      Usuń
  8. Fajne chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie pojawi się w kolejnym rozdaniu ;)

      Usuń
  9. No proszę, muszę nagietek wprowadzić do swoich procedur :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię takie mydełka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej :) Przepraszam, że nie na temat, ale co sądzisz o kremie do twarzy z Alterry? Skład: Aqua, Glycine Soja (Oil), Glycerin, Alcohol, Olea Europaea (Oil), Butyrospermum Parkii (Butter), Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Helianthus Annuus (Hybrid Oil), Vitis Vinifera (Seed Oil), Potassium Cetyl Phosphate, Camellia Sinensis (Leaf Extract), Vitis Vinifera (Fruit Extract), Sodium Lactate, Xanthan Gum, Saccharide Isomerate,
    Hydrogenated Palm Glycerides, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Helianthus Annuus (Seed Oil), Hydrogenated Lecithin, Lecithin, Lysolecithin, Brassica Campestris Sterols, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Citral, Limonene, Eugenol.
    Mam skórę suchą i wrażliwą, obecnie używam Tołpy nawilżającej, jednak myślałam o zmianie, bo przez jakiś czas była okej, a teraz zbyt szybko się wchłania i pozostawia wrażenie niedostatecznie nawilżonej skóry. A może poleciłabyś mi jakiś dobry krem do twarzy? Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam, Marta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wart zainteresowania, zaprawdę ;)

      Usuń
    2. Zakupiłam sobie oba, na dzień i na noc i do tego czasu nie mogę narzekać na brak nawilżenia. Brak uczucia ściągnięcia i brak suchych skórek :) Zobaczę jak będzie za miesiąc, bo mniej więcej tyle większość kremów działała dobrze, później skóra jakbym smarowała ją wodą.

      Usuń
    3. Trzymam kciuki by nadal było dobrze ;)

      Usuń
  12. Jeszcze nie wyszperałam z pudełka swoich mydeł,a nuż mam to cudeńko,zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. jak to się składa, ostatnio zastanawiałam się nad kupnem tego mydełka

    OdpowiedzUsuń
  14. ja otrzymałam od tej firmy mydełko lawendowe , zobaczymy jak się sprawdzi :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja kupiłam sobie z tej firmy Nagietkowy Solniak. Nie myję nim twarzy, lecz całe ciało. Czuję przyjemne drapanie płatków nagietka. Ale co najważniejsze, to mydło zwalczyło AZS, z którym walczyłam do tej pory sterydami. Warto przerzucić się czasem na naturalne kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, muszę i swój solniak zacząć zwalczać :D

      Usuń

Szablon dopasowała Karolina Gie