Afera z rosyjskimi kosmetykami w roli głównej - czy jest się czego bać?




Nie dalej jak wczoraj w blogosferze gruchnęła wieść, że rosyjskie kosmetyki w skrócie "śmierdzą niefajnym szwindlem, a tak właściwie to nie wiadomo, co w nich jest". Wczoraj także zrecenzowałam bardzo pozytywnie jedno z serum Babuszki Agafii, jednak wśród wpisów na moim blogu bez większych problemów można znaleźć takie, które oceniają kosmetyki zza wschodniej granicy bardzo średnio. Nie mam więc interesu w ratowaniu czci i honoru rosyjskich kosmetyków, jednak jestem uczulona na robienie afery bez powodu, albo przy braku konkretnych argumentów. Poza tym nie jestem ekomaniaczką - z racji wykonywanego zawodu byłoby to wręcz ciężką hipokryzją, więc i szczególny szał na naturę mnie nie opanował. Wiem, co mi szkodzi, wiem, co mi służy, i nie dzielę tych składników na syntetyki (be) i naturalki (cacy)

Wpis ten powstał przy udziale osoby posługującej się biegle językiem rosyjskim - dzięki Viekki ten wpis miał okazję powstać, za co bardzo serdecznie jej dziękuję:* Tak samo jak za całokształt bardzo owocnej i nacechowanej ironią znajomości ;)

Zacznijmy od samego początku - od posądzania o alergie, poparzenia (! - podejrzewam, że chodzi o inny objaw alergii) i świąd (prawdopodobnie też jako objaw alergii). Na razie abstrahując od składu rosyjskich kosmetyków trzeba pamiętać o tym, że natura uczula dużo częściej i mocniej od syntetyków (średnio-statystycznie). Tak więc nawet turbo "naturalne" składy z mnóstwem ekstraktów mogą uczulać, i to bardzo mocno. Podawałam już Wam kiedyś przykład mojej mamy, szatańsko uczulonej na... aloes. Czysty, naturalny i organiczny sok z aloesu powoduje u niej objawy poparzenia. Wcale nie potrzebuje do takiego efektu "napakowanego chemią" kosmetyku. Oprócz tego każda z nas przed zastosowaniem danego produktu może zrobić sobie sama próbę uczuleniową (co ze swej strony gorąco polecam), eliminując bądź zmniejszając do minimum ryzyko wystąpienia niepokojących objawów.

Kolejny aspekt - cena. Wprawdzie sama po rosyjskiej stronie nie miałam okazji niczego kupować, jednak moje znajome mówią o cenach kosmetyków bazujących około 200 rubli, co po wczorajszym kursie daje ponad 16 zł (rozważam kosmetyki, które u nas kosztują około 24-35 zł). Niska cena jest w dużej mierze warunkowana tym, że jako bazę w kosmetykach zza wschodniej miedzy wykorzystuje się swoisty hydrolat składający się z wody, ekstraktów roślinnych oraz olei - stężenie tych substancji jest więc znacząco mniejsze niż w przypadku nieinfuzyjnych (od "Aqua with infusions of...") dodatków. Czy taka mieszanka działa słabiej? Nie zawsze, bo zależy to od indywidualnej reakcji skóry na dane substancje. Tego typu składnikom aktywnym (chodzi mi o ekstrakty) nie jest zwykle potrzebne piorunujące stężenie (takowe wręcz może okazać się ryzykowne pod względem podrażnienia i uczulenia), by widocznie zadziałać.

Kolejny zarzut - obecność siarczanu sodu. Jak najbardziej jest on substratem do produkcji detergentów, w tym siarczanowych (takich jak SLS i SLES), tyle, że sam może być otrzymywany zarówno chemicznie jak i może być uzyskiwany naturalnie (jest minerałem). Poza tym - co złego jest w wymienionych detergentach (biorąc pod uwagę, że można być uczulonym nawet na wodę - argument o działaniu drażniącym nie jest więc najmocniejszy)? Są przecież wymienione w składzie INCI i każdy może świadomie podjąć decyzję, czy chce kosmetyku z detergentami siarczanowymi czy nie.

I na bogów, co złego jest w Cocamide DEA (niejonowej substancji powierzchniowo czynnej o właściwościach renatłuszczających - w publikacjach nie ma słowa o jej szkodliwym działaniu w stężeniu do 10%, a w kosmetykach występuje do 0,5%, która dodatkowo jest wymieniona w INCI). I co złego jest w granulkach polietylenowych? Nie są trujące ni szkodliwe w kontakcie "zewnętrznym", a mogą całkiem skutecznie usuwać martwy naskórek.

Każda z nas może też ocenić organiczność i naturalność danego kosmetyku poświęcając chwilę i analizując jego skład. Producent ma prawo naświetlać najmocniejsze strony swojego produktu (my na rozmowach kwalifikacyjnych też podkreślamy głównie swoje atuty, prawda? ;)), co zresztą widoczne jest u wszystkich marek kosmetycznych. To my, jako świadomi konsumenci, powinniśmy na zimno analizować reklamę i porównywać ją z rzeczywistością - w końcu to nasze pieniądze wydajemy, a bazowanie na samej opinii producenta może owocować rozczarowaniami.

Poza tym - wpisy na obcojęzycznych forach nie są zbyt rzetelnym źródłem wiedzy, gdy są napisane grażdanką i przetrawione przez translator. Wystarczy spróbować cokolwiek wrzucić, by zobaczyć, jakie głupoty mogą z tego wyjść (takie doświadczenie zostało przeprowadzone xD). Wpisy na rosyjskim forum dotyczą w gruncie rzeczy tego, że dane kosmetyki komuś nie podeszły (spuszyły, obciążyły, wywołały wysyp niespodzianek...), a jak wiadomo - nie ma preparatów uniwersalnych, idealnych dla każdego.

Co do "szwindlów z kontrolami" - kosmetyki te przechodzą granicę Unii Europejskiej, więc trafiają w sieć gruntownych testów. Pewnie pojawi się głos, że odpowiednia łapówka wszystko rozwiąże, jednak... trzeba by wiedzieć, komu ją wręczyć :P. Próbki podróżują jako numery do wielu laboratoriów rozsianych po świecie, więc nieprawidłowości zostaną wyłapane. Poza tym - gdyby chodziło o jakiekolwiek skażenie tych produktów to... skala problemu byłaby na tyle znacząca, że szybko ujrzałby światło dzienne w opiniach użytkowniczek. A wśród nich nadal dużo więcej jest pozytywów niż negatywów.

Rosyjskie kosmetyki to "sama chemia" - my sami też jesteśmy "samą chemią" i to w najczystszej postaci. Sama nie zamierzam rezygnować z czegoś, co mi ewidentnie służy (chociażby peeling enzymatyczny czy wspomniane wcześniej serum), a i pewnie w przyszłości spróbuję jeszcze innych produktów do włosów mimo, że do tej pory nie zrobiły na mnie piorunująco dobrego wrażenia - ot, natura eksperymentatora i kosmetoholiczki :P.

Tak oto mieliście okazję przeczytać naszą refleksję nad aferą (jeśli oczywiście dotrwaliście do końca tego wpisu ;)). Jakie jest Wasze zdanie?

241 komentarzy:

  1. Ja nigdy nie miałam żadmych rosyjskich kosmetyków, ale jakoś nie mam do nich zaufania..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd ten brak zaufania? Pytam z ciekawości ;)

      Usuń
    2. Ja co prawda się nie bałam, ale odpowiedź jest przecież oczywista. Bo to Rosja. To jeden z ostatnich krajów, które kojarzą się z wysokimi standardami jakości, nie był do tej pory znany z dobrych kosmetyków.

      Usuń
    3. A kosmetyki z Indii i krajów arabskich?

      Usuń
    4. Mój szampon z Maroka nie ma składu. Inny z kolei szampon miał skład, ale nie cały, same oleje pienić się nie będą.Tak samo miałam z włoską maską. Na dodatek producent mnie olał. Uznał chyba, że nie musi mi nic tłumaczyć ;) Miałam okazję trzymać w rękach niby bio włoskie produkty. 2 z nich lubię, choć to "zasilikowane" kosmetyki. Reszta miała fatalny skład(nic ciekawego do zapachu) To tak, jeśli już mówimy o składach, złych zapisach itd. Może się to tyczyć każdego kraju.

      Usuń
    5. Więc jak widać nie ma co rosyjskich kosmetyków demonizować.

      Usuń
  2. Dobrze, że Ty zachowałaś odrobinę logiki, bo niepotrzebnie od rana wszyscy tylko rozdmuchują tą "aferę" i całkiem moim zdaniem niepotrzebnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się zgadzam z wszystkim co napisała w komentarzach fightthedull tutaj-http://blondregeneracja.blogspot.com/2014/03/o-mimo-wszystko-mojej-ulubionej-masce.html
    Większość kosmetyków mi służy(mimo problemów ze skalpem), znalazłam kilka bubli, jak i naprawdę, cudownych perełek i nadal będę te kosmetyki kupować. Tak jak z nagodnką na nowe kosmetyki NS. Stare(naturalniejszy skład) po pewnym czasie(stosowaniu np. 2 miesiące pod rząd) wysuszały mi włosy. Nowy skład ma więcej substancji powłokotwórczych i moje włosy są zachwycone, a rozczesywanie stało się przyjemnością. Każde włosy są inne i lubią coś innego. Rosyjskie nie dla każdego będzie dobre. Mi odpowiada. Jednak ruskiej bani(tych w pojemniczkach wyglądających jak konfitury) raczej już nie kupię. Z innych kosmetyków nie rezygnuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdroworozsądkowe podejście do rzeczywistości zawsze w cenie ;)

      Usuń
  4. A ja używałam kilku. Tak jak kremy do twarzy mi nie podeszły to szampony i odżywki w większości mi pasują ( wybieram po składzie elimunując te które mogły by wywołać efekt puchacza) W rosyjskie kosmetyki do twarzy się nie będę bawić bo jestem na etapie samotworzenia mazideł twarzowych (peeling który recenzowałaś sobię sprawię tylko :3) ale we włosowe będę inwestować bo mi najzwyczajniej w świecie służą. A tu się jawi kolejna afera z tyłka wzięta. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kosmetyki włosowe na razie sprawiły się tak sobie, ale serum i peeling - cuda!

      Usuń
  5. Bożeeeeeeee nie wiem czy śmiać się czy płakać. Jedyny komentarz jaki mi przychodzi do głowy jest niecenzuralny. Wiele dziewczyn podłapało modę na eko i naturalne produkty kosmetyczne. A co z jedzeniem? Skoro nie używamy kosmetyków chemicznych to po co jemy chipsy czy zupki chińskie? Hipokryzja jak dla mnie. Używam tego co mi się podoba i co mi nie szkodzi. Nie zauważyłam dużej różnicy w mojej skórze przy używaniu naturalnych kosmetyków a przy używaniu drogeryjnych. Ponadto mnie też uczula aloes, do tego glinka z minerałami morza martwego, kwas salicylowy i wszelkie preparaty z róży w tym olejek czy woda różna... unikam produktów, które mogą mnie uczulić, ale z kolei jak widzę jakiś paraben czy silikon w składzie to mnie to nie mierzi. P.S. cena na Ukrainie, w Rosji jest niższa, ale koszty transportu do Polski, odprawy celnej itd. podwyższają cenę, którą my płacimy za te kosmetyki. Warto o tym pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę Ty też masz "swój alergen" - moimi prywatnymi są pewne substancje przeciwbólowe :/

      Usuń
  6. Według mnie to robienie niepotrzebnego szumu. Służą Ci? Używaj. Nie podpasowały? Używaj innych. A uczulają i "naturalne" składy i te "hypoalergiczne" apteczne, czego dowodem jestem ja. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z każdym Twoim słowem! Dokładnie to samo ( no, może nie co do słowa =P) pomyślałam wczoraj po przeczytaniu wspomnianego postu. A najbardziej ubawiła mnie przerażająca wieść że peelingi zawierają polietylen =D.
    Napisałam parę słów pod tamtym postem ale nie wysilałam się szczególnie, po co mam podpadać grupie spanikwanych blogerek? To nie byłoby zbyt rozsądne.
    Ogólnie nie do końca rozumiałam nawet o co tak dokładnie poszło. Parę zdań że na rosyjskich forach piszą to i tamto i nagle wielka panika - o co? O to ze rosyjskie firmy produkujące kosmetyki mają jednego właściciela? No i co z tego? O to ze ktoś przeczytał Bóg wie co przetłumaczone Bóg wie jak przez google translate? A zastanowił się ktoś nad wiarygodnością takich tłumaczeń?
    Straszliwie nie lubię takiego siania paniki, jestem zwolenniczką chłodnej oceny sytuacji. Dobrze że ekspertka =P taka jak Ty się wypowiedziała, powinno to szybko wyjaśnić sprawę =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, znowu nie to konto, zapomniałam się przelogować.

      Usuń
    2. Bardzo mi miło Gabrysiu, niezmiernie poprawiłaś mi humor w ten wieczór ;)

      I tak w ogóle, mamy podobny instynkt samozachowawczy xD

      Usuń
  8. Nie wiem o co chodzi z aferą, tego typu informacje docierają do mnie z kilkumiesięcznym poślizgiem, ale... domyślam się o co chodzi. Teraz rosyjskie jest be. Ukraińskie byłoby cacy ;)
    Dokładnie tak - wszyscy mają dostęp do składu i mogą go sobie zanalizować, narzędzi do tego w internecie nie brakuje. Nie ma z czego robić afery, ale tak to już działa w internetach - początkowo wielki zachwyt aż dech zapiera, wysyp recenzji z serduszkami a potem jedna trzeźwiąca informacja powoduje załamanie i falę hejtu. Nagle wszystkich uczulają, puszą, powodują wysyp i świecenie w ciemnościach. Tak to działa, zawsze.
    Miałam kilka produktów tzw. syberyjskich ale szału nie było. Przeciętniaki, ale ani wielkiej miłości ani dramatycznego rozstania z mojej strony nie było i nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  9. We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i to wszystko. Nie ma sensu podnosić larum z byle powodu;].

    OdpowiedzUsuń
  10. a gdzie szukać postu z tą aferą? wszysc w komentarzyach chyba wiedzą o jaki blog chodzi, tylko nie ja :P ciężko mi się ustosunkować w takim razie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post był na blogu Gapowo, ale autorka chyba skasowała posta bo... nie mogę go znaleźć.

      Usuń
    2. http://gapowo.blogspot.com/2014/03/babuszka-agafia-przeczytaj-jesli.html - faktycznie skasowane ;]

      Usuń
    3. no ja dalej nie wiem, wytłumaczy mi ktoś?

      Usuń
    4. Poniżej znajdziesz w komentarzach wklejony tekst tego skasowanego posta ;)

      Usuń
  11. Kasiu, czekałam aż na Twoim blogu pojawi się ten wpis. Nie rozumiem kompletnie tej paniki. Zgadzam się z każdym zdaniem, i podpiszę się pod nimi każdą częścią ciała :D
    Wiele osób narzeka na to, że kosmetyki rosyjskie ich alergizują. A gdzie kupuje się kosmetyki dla alergików? Ekstrakty roślinne, wyciągi i olejki eteryczne, to najczęstsze alergeny. Kiedy czytałam te teorie spiskowe (najbardziej chyba rozwaliło mnie dosypywanie granulek polietylenowych i masy soli kuchennej) nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać.
    Poważna osoba nie umieszcza linków do forum i nie cytuje wypowiedzi, które nie mają żadnego pokrycia i są po prostu nierzetelne. A co robi autorka wpisu? Usuwa go. To chyba wszystko tłumaczy.

    Ewa z luźnego wątku na wizażu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej właśnie nie rozumiem tego usunięcia posta...

      Dziękuję Ewo ;)

      Usuń
    2. Mnie też zdziwiło usunięcie posta, zwłaszcza że moim zdaniem był dość obiektywny ;) Gapa przedstawiła sytuację, nawet nie cytowała wywiadu z producentem (sama się męczyłam z translatorem xD), to raczej komentujące dziewczyny wpadły w panikę. Były komenty typu "to mam wyrzucić te kosmetyki?" ;) Ja posta odebrałam tak, że część kosmetyków Pierwoje Reshenie jest z góry uznawanych za organiczne itp., a wcale tak nie jest. Tego tyczyła się duża część wywiadu z producentem (np. fragment o tym, jak to w Japonii czy Chinach chcą Babuszkę Agafię, mimo że tłumaczy im się, że nie jest organiczna. Nie do końca załapałam, ale chyba chodziło o to, że chcieli myśląc, że jest eko, a jak im wytłumaczono, że nie to stwierdzili że nadal chcą.)

      Usuń
    3. Nie wiem czy było to przedstawienie sytuacji... bo jednak cytowanie postów potraktowanych translatorem chyba ma z tym niewiele wspólnego.

      Usuń
    4. No w sumie ok, były cytaty. Z tym, że wiadomo, że z forów internetowych, a nie przedstawione jako prawda objawiona ;) Inna sprawa, że wybrane konkretne, na ten temat.

      Usuń
    5. Niemniej wystarczy znaleźć kogoś, kto z rosyjskim jest za pan brat ;)

      Usuń
  12. mnie rosyjskie kosmetyki nigdy nie kręciły, wypróbowałam max 5 i okazały się przeciętne.
    dużo bardziej intrygujące są dla mnie arabskie i palestyńskie produkty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spróbowałam kilku i na razie znalazłam dwie perełki ;)

      Usuń
  13. Ciekawy artykuł i mądrze napisany-jak zawsze zresztą.
    Rosyjskie kosmetyki mnie strasznie intrygowały, zwłaszcza, że jeszcze nie tak dawno dostałam do przetestowania mydło. Nazwy nie pamiętam, zresztą była w 'ich' języku, ale ciekawi mnie bardzo właśnie skład, bo cena za nie, zabójcza, bo 50 zł prawie w sklepie z eko kosmetykami. Muszę się przejść do koleżanki, żeby mi podała go, bo dostałam w jednorazowym mini pudełeczku. Na razie próbowałam ostrożnie, dłonie stopy, właśnie z obawy przed uczuleniami- nie wiem jakaś strachliwe ze mnie babsko. Jest konsystencji zbliżonej do gumy do włosów?! No ciekawa jestem...


    Pozdrawiam,
    Karo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Karo ;)

      Tego typu mydła mają właśnie taką konsystencję - moje Savon Noir też jest jak guma do włosów ;)

      Postąpiłaś mądrze, przed testami nowego kosmetyku powinno się zrobić próbę uczuleniową (Ty wykonałaś ją na dłoniach i stopach ;)).

      Usuń
  14. Treść skasowanego posta Gapowo:

    19 marca 2014

    Babuszka Agafia - PRZECZYTAJ, jeśli używasz tych kosmetyków!
    Wracam po długiej przerwie, w końcu. :)
    Dziś miała pojawić się recenzja, jednak jest istotna sprawa o której chciałabym napisać. Znowu chodzi o kosmetyki Babuszki Agafii...
    O serii Ruska Bania pisałam tutaj - prawdziwe składy masek i peelingów są bardzo przeciętne, niewarte uwagi i pieniędzy.

    Zanim przejdę do konkretów muszę zaznaczyć, że nie twierdzę, że kosmetyki Agafii nie działają. Na pewno jest wiele osób, które je lubią i cenią. Problem w tym, że stwarzają pozory naturalnych i bogatych w wyciągi, a takie nie są. Etykiety i składy wprowadzają w błąd.
    Nie namawiam też do wyrzucania wszystkich rosyjskich produktów! Po prostu bądźmy świadome co na siebie nakładamy i kogo winić w przypadku alergii, świądu, poparzenia.
    Nie twierdzę też, że taki problem dotyczy jedynie Babuszki Agafii. O ile dobrze kojarzę Natura Siberica to ten sam właściciel.
    Zachęcam do przeczytania tego wywiadu.

    Serie kosmetyków pochodzące od tego samego producenta (Pervoe Reshenie):
    - Babuszka Agafia
    - Baikal Herbals
    - Planeta Organica
    - Love2Mix
    - Eco Hysteria
    - Organic Therapy
    - 5 Minut Express Effect
    - Fito

    źródło






    Pozwolę sobie zacytować komentarz pod podlinkowanym wyżej postem, serdecznie pozdrawiam Autorkę i dziękuję za informację:)
    "Też zastanawiałam się nad cudnymi składami tych masek w zadziwiająco przystępnych cenach; przecież nieraz takie ekstrakty tam lecą, że koszt ich pozyskania i produkcji przekroczyłby ceny tych masek, zważywszy na fakt, że w Rosji kosztują nie więcej niż 4 złote. Sama mam kultową drożdżową (dla mnie akurat nic specjalnego) i tak ciągle myślałam, którą jeszcze przetestować. Do dzisiaj. Natchniona tym postem weszłam na google. ru i wpisałam babushka agafia i znalazłam forum samych Rosjanek. Umiem czytać, co nieco rozumiem, resztę "kopiuj -wklej" i okazało się...co do działania: opinie podzielone, ale maski rzekomo produkowane są w amatorskim laboratorium, ponoć w jakiś podpiwniczeniach, z przekrętami w kontrolach jakości, a te wszelkie mydełka to jeden wielki siarczan sodu, a organiczne produkty dodawane w śladowych ilościach, za to etykietka tyczy się całego produktu....tutaj link dla potwierdzenia http://www.woman.ru/beauty/cosmetics/thread/3966481/2/"
    Pod podanym linkiem możemy przeczytać, że:
    - mydła (zwłaszcza czarne, które u nas staje się coraz bardziej popularne) to sam siarczan sodu, co tłumaczy przystępną cenę. W tym miejscu chciałabym przypomnieć, że pochodne siarczanu sodu to SLS i SLES.
    - składy są błędnie napisane, przykładowo skład białego mydła bardziej pasuje do kremu do golenia
    - tylko niektóre produkty są oznaczone jako organiczne, podczas gdy np. szampony zawierają SLS i Cocamide DEA (wypowiedź dotyczyła serii "Tajemnice Babuszki Agafii")

    Postanowiłam poszukać informacji na innych forach. Oto jedna z wypowiedzi (tłumaczenie dość luźne, pierwotny sens wypowiedzi zachowany - niestety język rosyjski jest mi kompletnie obcy):

    "Dziewczyny, pracowałam przy produkcji kosmetyków Babuszki Agafii, to sama chemia! Jeśli lubicie swoją skórę zapomnijcie o tych kosmetykach. Nie da się zrobić naturalnego produktu za taką cenę, składniki są zbyt drogie. To wszystko to chemiczne zapachy i barwniki. W peelingach wykorzystuje się bardzo drobne granulki polietylenowe."


    Chętnie zrobiłabym większy, bardziej dokładny przegląd opinii rosyjskich konsumentów, niestety brakuje mi czasu. Zachęcam do zainteresowania się tematem i ograniczenia zaufania do rosyjskich produktów.
    Bądźmy bardziej ostrożne i dociekliwe z szacunku dla nas samych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dlaczego ona to usunęła?

      Usuń
    2. Ja też chętnie bym usłyszała:P

      Usuń
    3. Gapowo chyba podjęła temat, ale teraz stwierdziła, że przyjęła gorszą pozycję ;)

      A wtrącając swoje trzy grosze - teraz jest taki czas, że wszystko co rosyjskie jest "be" i niedobre. Gospodarka jest na skraju załamania, więc to 'dobry moment' na rozdmuchanie akcji z kosmetykami jednego z czołowych producentów kosmetyków rosyjskich eksportujących na zachód (jeśli nie czołowego).
      Tak jak wyżej napisała kasycsko i dziewczyny - pewnie nie ma na świecie kosmetyku (polskiego, rosyjskiego, indyjskiego czy innego) który by kogoś nie uczulił, nie spowodował swędzenia, podrażnienia, świądu - jeśli coś nam odpowiada i odpowiadało przez dłuższy czas nie widzę powodu aby z tego rezygnować, chyba że zostaniemy od importowanych produktów rosyjskich odcięci. ;)

      Usuń
    4. Co do "gospodarki na skraju załamania" nie mogę się zgodzić, bo po ostatnim spadku rosyjskiej waluty, znów sytuacja się ustabilizowała.
      Raczej to "be na rosyjskie kosmetyki" wynika z polityki Putina. Gdzie zupełnie nie rozumiem, dlaczego wiążę się te dwie rzeczy ze sobą.. W każdym razie, nie zamierzam rezygnować w rosyjskich kosmetyków...to już sprawa indywidualna.

      Usuń
    5. te hejty to przez Krym

      Usuń
    6. Wydaje mi się, że wszyscy macie poniekąd rację. "Rosyjskie" się obecnie źle kojarzy.

      Usuń
    7. Kupujmy Green Pharmacy, bo ukraińska xD Co prawda produkowane w PL, ale koncern Elfa jak najbardziej ukraiński ;)

      Usuń
  15. Jak na razie nie trafiłam jeszcze na taki który zaszkodziłby mojej skórze czy włosom, fakt nie wszystkie okazały się super ale tak to już bywa z kosmetykami . Ogólnie polubiłam te kosmetyki i od czasu do czasu coś kupuję :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja kosmetyki rosyjskie uwielbiam. Wszystkie, które miałam naprawdę mi służyły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak dobrej serii niestety nie mam ;)

      Usuń
  17. Zgadzam się z całokształtem opinii.
    Nasze matki powinny być łyse - z powodu mycia w większości szamponami z SLSem! Moja jakimś cudem nie jest, ba, ma lepsze włosy niż ja. No może bardziej siwe, niż ja, ale obie hennujemy, a ona jeszcze indyguje, więc świat o siwiźnie nie wie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Maju, i bardzo mądre zdanie o "łysych mamach" ;)

      Usuń
  18. Ale na czym polega na "afera"? Muszę przyznać, że mnie ominęła. I czego mam się w zasadzie bać? Albo nie bać? Nie do końca też zrozumiałam zdanie o kosmetykach nieinfusyjnych albo infusyjnych. Przeciwniczkom chodzi o to że nie wiemy ile tych ekstraktów infusyjnych rzeczywiście jest? I że może ich być bardzo mało? Po części z tym się muszę zgodzić, zawsze mnie bawiło w jaki sposób ci sprytni producenci konstruują te składy ;) Nie bawiło mnie za to jak czytałam recenzję na blogu a tam blogerka bezmyślnie pisała że jakiś ekstrakt jest na drugim miejscu w składzie... :/ Niemniej od niedawna sklepy internetowe (przynajmniej niektóre) aktualizują składy żeby były zgodne z zasadą inci i wtedy już wszystko widać i można sobie ten skład dokładnie przejrzeć. Mam też w domu kosmetyki rosyjskie z nowej dostawy i one już na sobie mają skład normalnie podany, po kolei, bez infusion. I na takim szamponie jest woda, detergent i potem już ekstrakt, potem detergent, potem sorbitane caprylate (?) a potem znów ekstrakty, oleje aż do standardowego końca czyli parfum, konserwanty itp. To ja bym jednak rozumiała że tego pierwszego ekstraktu jest całkiem przyzwoicie. Odżywka- woda, emolient, substancja myjąca i potem ekstrakty i oleje i koniec standardowy. Na koniec muszę dodać że ja akurat kosmetyki rosyjskie bardzo lubię, np serum recenzowane wczoraj przez Ciebie też uważam że jest super, szampon mój ulubiony też jest rosyjski bo siarczanów nie posiada a się pieni i domywa, genialna jest czarna maska marokańska do włosów. Maska do twarzy dziegciowa (5zł za 100 ml!), takiego efektu wow ;) czystej, matowej, jasnej skóry z domkniętymi porami nie miałam po niczym innym wliczając w to wszystkie glinki a używałam chyba każdej. Okropnie więc lubię moje kosmetyki rosyjskie i zamierzam przy nich pozostać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W komentarzach znajdziesz tekst skasowanego posta ;)

      O składnikach "infuzyjnych" - czyli właściwie czymś podobnym do mieszaniny hydrolatów, więc o niewielkim stężeniu ekstraktów. Nie o to konkretnie chodziło, rzuć okiem na ten tekst ;)

      Usuń
  19. Nie wiem, nie miałam za dużo okazji do przetestowania, teraz mam olej Babuszki Agafii, zobaczę. Szampon Planeta Organica za to u mnie kompletnie się nie sprawdził. Po kilku użyciach oddałam dalej. I tak robię z każdym kosmetykiem który u mnie się nie sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma kosmetyków uniwersalnych, czyli dobrych dla każdego ;)

      Usuń
  20. Z ciekawostek: chcecie wiedzieć, jak wygląda maska do włosów, która w składzie ma tylko wodę oraz ekstrakty ziołowe?
    http://1.bp.blogspot.com/-jjPJn9EvuFY/UQDQoXnewkI/AAAAAAAAA9E/6pzDudZx5Y8/s1600/P5200536.JPG
    Aktualnie jestem w posiadaniu tej indyjskiej maski o ajurwedyjskiej recepturze i powiem tyle, że pieron ma moc wysuszenia skalpu, a wrażliwców by na bank uczuliła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat możliwe (aczkolwiek prawdopodobieństwo niewielkie :P). Ostropest tworzył mi dokładnie taką breję ^^

      Usuń
  21. Przyznam szczerze, że z ciekawością przyglądam się opiniom o rosyjskich kosmetykach. W mojej osiedlowej drogerii jest ich zatrzęsienie i przyznam szczerze, że kilka produktów skusiło mnie. Na razie jestem na etapie testowania. Jakoś tak wybór padł głownie na Planeta Organica, ale kupiłam tez Banię Agafii i coś z Natura Siberica.
    Na chwilę obecną nic mi krzywdy nie zrobiło, ale jeszcze za wcześnie, żeby wypowiadać się o ich cudownym bądź beznadziejnym działaniu.
    Kilkukrotnie przeszło mi przez myśl, czy te kosmetyki nie są zbyt tanie na to jak "naturalnie" reklamuje się je- ale doskonale wiem jak działa marketing i jak często płacimy za markę bądź koncern, który produkuje drogie cuda.
    Postanowiłam podejść do tematu na chłodno, zużyję wszystko co kupiłam (jest tego chyba z 10-15 różnych rzeczy- począwszy od kremu do stóp, przez peeling do rąk, twarzy, olejek arganowy, żel pod prysznic, serum pod oczy, krem do twarzy, maski, maseczki- a skończywszy na czarnym mydle :) ;) i opisać na najbardziej obiektywnie w swojej subiektywnej ocenie :)
    Poczekamy zobaczymy co z tego wyjdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominika... zapytam... skąd jesteś?:D (tzn. gdzie ta drogeria?)

      Usuń
    2. Też chętnie się dowiem =)

      Usuń
    3. Coś mi się wydaje, że Dominika mieszka w pobliżu drogerii Jaśmin w Krakowie (ul. Długa) ;)

      Usuń
  22. Nie miałam styczności z rosyjskimi kosmetykami :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ehh zawsze muszą rozdmuchać jakąś aferę.. Eh.. ja narazie miałam tylko jeden rosyjski kosmetyk - balsam do włosów i jak dla mnie super;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bywa, chociaż gdyby nie moi komentatorzy to sama (przy moim obecnym zarobieniu) pewnie wpadłabym na nią za jakiś (dłuższy) czas :P

      Usuń
  24. Też tak uważam. Planowałam napisać posta, ale pomyślałam, że będzie ich dzisiaj całkiem sporo, poza tym już mnie od rana zdążył temat znudzić (choć oczywiście nie uważam, żeby Twój post był zbędny, wręcz przeciwnie, wiem, że jesteś autorytetem dla wielu osób, tak jak i dla mnie i Twoja opinia jest ważna). Nie lubię krzykactwa w każdej postaci, i myślenia na zasadzie "jest w internecie, więc to musi być prawda!" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jest mi bardzo miło ;)

      A z ostatnim Twoim zdaniem całkowicie się zgadzam.

      Usuń
  25. Czyli jak zwykle wszystko rozbija się o to, że blogerki-specjalistki od wszystkiego nie umieją czytać składów/nie są chemiczkami i nie wiedzą jak je czytać? Poza tym mają problem z wyszukiwaniem informacji na temat danych składników - co mogą zrobić, a czego nie. Mojego faceta tez uczula wiele rzeczy i to nieważne jak delikatne teoretycznie są. Ostatnio wystarczyły 3 minuty i peeling enzymatyczny spowodował wysyp małych krostek na twarzy! Peeling, który wg mnie w ogóle nie działa i nie czuję po nim żadnej różnicy, u niego się uaktywnił ;)
    Superhipernaturalna odżywka do włosów? Na włosy ok, skóra na twarzy od razu mu się zaczerwieniła (w miejscach gdzie przypadkiem ją nałożył). Tak to już jest z reakcjami alergicznymi, nigdy nie wiesz co Cię uczula, póki nie przetestujesz.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że sprawa rozbiła się o źródło sensacji, czyli rosyjskie forum połączone z translatorem google ^^.

      Na podanym przez Ciebie przykładzie dokładnie widać nieprzewidywalność alergii, Aniu ;)

      Usuń
    2. Dzisiaj mnie uczuliło coś "punktowo" na czole ;) I bądź tu mądry - ukłucie komara (w marcu? w pomieszczeniu?), czipsy, czekolada, kosmetyk, który zadziałał po jakimś czasie w nietypowy sposób?

      Usuń
    3. To może być komar, bo mnie takowy użarł w grudniu - został przyniesiony z choinką ze strychu :P

      Oczywiście każda inna opcja też jest prawdopodobna.

      Usuń
  26. nawet nie slyszlam o tej aferze. prawda jest taka, ze szum mozna zrobic zawsze bez przyczyny. jednej czy 2 osobom cos wyskoczylo na twarzy i wielka draka. wiadomo, że ekstrakty roślinne uczulają i to bardzo mocno, np rumianek. w kosmetykach rosyjskich tych ekstraktow jest bardzo duzo, wiec i spore ryzyko alergii u osob podatnych. takie osoby niech lepiej stosują dermokosmetyki z apteki. ja mam cere wrazliwa i dzieki rosyjskim kosmetykom moja cera w koncu sie uregulowała więc pozostanę im wierna na długo.
    poza tym sama na sobie zaobserwowałam że są kosmetyki naturalne, które totalnie się nie sprawdziły i są 'chemiczne' które zdziałały cuda. nie ma reguly... jeśli coś komuś nie służy to powinien poszukać czegoś innego i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka - bardzo dobre ujęcie tematu ;)

      Czyli... życzmy sobie więcej autorefleksji w narodzie ;)

      Usuń
  27. Nie wiem jak do tego podchodzić... Nie wiadomo na ile te informacje są wiarygodne. Ja również stosuje rosyjskie kosmetyki i jak na razie również nic złego się u mnie nie stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Które informacje? Te z rosyjskiego forum? Wystarczy pogadać z jakimkolwiek "native'm".

      Usuń
  28. Szczerze mówiąc pierwsze słyszę o tej aferze i zupełnie jestem nie w temacie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W komentarzach jest tekst posta ;)

      Usuń
  29. Dziękuję za głos rozsądku! Mam wrażenie, że to kolejny "stadny zryw". Co chwilę pojawia się jakiś nowy wróg - jak nie silikony, to parabeny, jak nie kosmetyki drogeryjne, to rosyjskie. Teraz zaczynam zauważać krytykę pielęgnacji twarzy olejami - na razie to pojedyncze komentarze, ale ciekawe, czy nie wywiąże się z tego większa dyskusja.
    Polubiłam rosyjskie szampony, bo po silnych detergentach włosy wypadały mi garściami, a czesanie po szamponach dziecięcych doprowadzało mnie do szału. Nie budowałam wokół tego żadnej eko-ziołowo-naturalnej filozofii, gdyby były polskie odpowiedniki - pewnie bym je kupowała.
    A eko-szaleństwo w ogóle mnie nie bierze. Chcąc pielęgnować włosy w 100% naturalnie musiałabym chyba myć je wywarem z mydlnicy i nacierać samodzielnie wyciśniętym olejem z własnego ogródka. Poza tym mieszkam w Krakowie, gdzie normy jakości powietrza są przekroczone przez większość roku o kilkaset procent. Nie wierzę, że jeden bezpieczny konserwant może mi zrobić większą krzywdę niż półgodzinny spacer ;) Nie dajmy się zwariować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie same odczucia ze "stadnym zrywem", naprawdę trudno było oprzec się takiemu wrażeniu;) A argument z czystością powietrza w Krakowie (i innych miastach zapewne też) trafiony w 10! Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Próbowałaś szamponu Fitomed, na bazie mydlnicy właśnie? U mnie idealnie się sprawdza przy bardzo wrażliwej skórze głowy i nie robi krzywdy włosom. Ostatnio też Sylveco wypuscilo balsam do mycia włosów z przeznaczeniem dla wrazliwcow.

      Usuń
    3. Mieszkamy w tym samym mieście ;)

      Bardzo mądrze podsumowałaś ekopielęgnację oraz kwestię życia w dużym mieście!

      Usuń
    4. @Mika, mam Fitomed, to mój ulubiony szampon do zmywania oleju (bez odrobiny SLES w składzie mam po olejowaniu spektakularny oklap ;), ale na co dzień jest minimalnie za mocny.
      Muszę przetestować Sylveco, dziękuję za radę!

      @Kascysko - wiem, wiem :) Wiele razy korzystałam z Twoich rad "gdzie kupić" ;) I jeszcze raz dziękuję za bardzo rozsądny wpis. Twoje wcześniejsze notki o parabenach, silikonach, genialny komentarz do bzdur wypisywanych na onecie otworzyły mi oczy na wiele spraw i nauczyły zdrowego krytycyzmu wobec wszystkich tego typu sensacji. DZIĘ-KU-JĘ!

      Usuń
    5. @Magda Mi, ten Fitomed mnie kusi, ale w zasadzie obawiam się, że dla nie będzie za słaby :/

      Bardzo mi miło :*

      Usuń
  30. Uzywałam kilku rosyjskich kosmetyków do włosów,ale u mnie nie sprawdzały się za dobrze ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na kilka ładnych prób znalazłam 2 perełki ;)

      Usuń
  31. Afera faktycznie z lekka przesadzona,ja aktualnie używam olejku babci Agafii i jakoś żyję i jestem z niego bardzo zadowolona.Może ta afera wiąże się z tym,że nie mamy dużego zaufania do towarów zza naszej wschodniej granicy a przecież każdy kosmetyk czy amerykański czy niemiecki czy inny może nas uczulić,bo różnie to bywa z naszą skóra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zauważ, że boom na te kosmetyki trochę już trwa, a "brak zaufania" wybuchł dopiero teraz.

      Usuń
  32. Moje zdanie jest takie, że rosyjskie kosmetyki mi służą i nie mam zamiaru z nich rezygnować.

    Przyjemnie się czytało ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. To z tym aloesem mam jak Twoja mama;) oczywiście nie uczula mnie od aż tak mocno, ale jednak szybko robię się czerwona jak buraczek i czuję jak robi mi się okropnie gorąco na twarzy;)

    Co do rosyjskich mazideł, to za dużo ich nie mam i nie testowałam (kilka sztuk jedynie) i póki co, najbardziej polubiłam peelingi, więc jak podniosła się ta wrzawa, to już wyobrażałam sobie, że w nich są cuda na kiju i zaraz, już, teraz pół twarzy mi odpadnie;) dobrze, że pojawił się jakiś głos (głosy) rozsądku.

    W takim razie wracam do zużywania peelingu:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dymku, mnie tez cudowny aloes uczula - to chyba jedyna rzecz na jaką moja skóra ma wstręt

      Usuń
    2. Aloes to w ogóle sporo osób uczula (patrząc z mojego doświadczenia).

      Śmiało używaj dalej ;)

      Usuń
  34. Dżizas, strach się bać! ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie zrozumiałam komentarza :P

      Usuń
  35. Świetnie przeczytać taki mądry tekst, zwłaszcza po tym co tam czytałam :)
    Wpis co prawda, podobnie jak i komentarze Autorki starają się być dosyć... dyplomatyczne, ale za to prawie każdy komentarz tam brzmiał mniej-więcej tak:
    "O matko, a ja właśnie mam u siebie klika rzeczy rosyjskich, teraz muszę je chyba wywalić :/ Nigdy jakoś im nie ufałam"
    To się nazywa tendencyjność i bycie chorągiewkami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam odrobinę inną definicję dyplomacji, bo chyba prawdziwie dyplomatyczny wpis nie wywołałby takiej wrzawy ;)

      Dziękuję!

      Usuń
  36. Właśnie zobaczyłam na FB udostępnione linki do wpisu i chciałam poczytać, co też za afera, ale wpis znikł i nie poczytałam...

    I znowu ominęła mnie "afera"! (Zawsze mnie omijają i potem nie wiem, o co chodzi...)

    Dziękuję, ze mi rozjaśniłaś w głowie. Zgadzam się co do infuzji, kontroli i... choć nie szaleję, to niektórych kosmetyków z egzotycznych krajów używam. I to nie tylko rosyjskich, ale także arabskich i hinduskich.
    Na razie żyję, aczkolwiek licho jedno wie, co dalej... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W komentarzach znajdziesz tekst skasowanego posta ;)

      Może zaczniesz "świecić w ciemności"? xD

      Usuń
  37. Dziękuję za głos rozsąrku, bo tak postrzegam ten wpis. Miałam tę "przyjemność" natknąć się na wspomniany tu wpis, który rozpoczął cała tę aferę. Czytając go oraz komentarze, które wywołał i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że osoby je piszące to stado, które pójdzie tam, gdzie się mu wskaże bez odruchu samodzielnego myślenia (nie chcę tu nikogo obrazić). A deklaracje o natychmiastowym wyrzuceniu wszystkich rosyjskich kosmetyków, bez względu na to czy działają dobrze czy źle już rozwaliły mnie na łopatki:) Przy wszelkiego rodzaju aferach polecam myslenie i chłodną ocenę sytuacji, a jeśli chodzi o kosmetyki sprawdzanie składów i obserwowanie jak skóra reaguje i czego potrzebuje. osobiście, mam dwa kremy, szampon i balsam do włosów Naura Siberica oraz serum Planeta Organica, których używam od kilku tygodni i jestem bardzo zadowolona. Skóra mi nie zeszła, twarz nie odpadły, włosy nie świecą w ciemności etc, więc kosmetyki u mnie zostają;)
    Sabina
    P.S. Czytam Twojego bloga od kilku miesięcy, ale wypowiadam się po raz pierwszy;) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Sabino, jest mi bardzo miło ;) Odzywaj się częściej, bo bardzo mądre i rozsądne kwestie poruszasz ;)

      Usuń
  38. Zgadzam się z każdym zdaniem. :) Miałam to szczęście, że trafiłam na posta, o którym mowa, zanim został usunięty. Zdziwiło mnie, że autorka go usunęła, bo choć był on napisany w nieco mrocznym i poważnym tonie, to w komentarzach zdawała się rozumieć, że w tych kosmetykach nie ma śmiercionośnych substancji, są jedynie mniej ekobioorganicnaturalne, niż przedstawiają to sklepy i recenzujące blogerki.

    Szczerze mówiąc, w pewnym momencie się nawet przeraziłam, że nagły odwrót od biednej babuszki agafii i jej podobnych sprawi, że przestaną sprowadzać je do drogerii Jasmin, znikną z wirtualnych półek wielu sklepów, i co ja wtedy biedulka pocznę, jak nie wyobrażam sobie posiadania włosów bez kilku ich kosmetyków. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że ekomaniaczką nie można mnie nazwać, to ich "nienaturalność" najmniej mnie wzrusza ;)

      O tak, Jasmin jest spoko :D

      Usuń
  39. Ja to się zawsze o wszystkim ostatnia dowiaduję:p dziękuję Anonimowej komentatorce (po znajomości tematu zakładam, że to dziewczyna, bo jak jakiemukolwiek facetowi rzucę hasło kosmetyki - to robi dziwną minę, jakbym mówiła "afgskcvakgwecfkjqwckjagf") za wklejenie wiadomości bo wiem już o co chodzi:) :p a ze wpisem się totalnie zgadzam:):) a najbardziej, że ekstrakty naturalne uczulają mocno:) i że wszyscy jesteśmy "chemią", z czego ludzie jednak średnio sobie zdają sprawę:):)
    Chociaż pamiętam, że przed pierwszym zamówieniem rzeczywiście zastanawiałam się nad jakością kosmetyków, ale szybko wszelkie wątpliwości mi się rozwiały:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS znam język rosyjski dość dobrze, więc gdybym miała coś komuś przetłumaczyć, to poproszę o link i służę pomocą:)

      Usuń
    2. Nie byłabym taka pewna, czy ten Anonim to kobieta - dwóch moich przyjaciół- facetów jest równie zakręconych kosmetycznie jak ja, ale... sama ich w to wkręciłam :P

      Dzięki, może się zdarzyć, że się zgłoszę po pomoc ;)

      Usuń
  40. Świetny wpis-zgadzam się w 100%:)

    OdpowiedzUsuń
  41. Kupiłam hydrolat, jednak jest zalecane żeby rozrobić go z wodą w proporcjach 1:1 czyli w jakiś inny flakon mam wlać połowę wody i połowę hydrolatu?

    OdpowiedzUsuń
  42. Wpis można jeszcze zobaczyć w kopii strony w Google http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:cOMy97eUgrIJ:gapowo.blogspot.com/2014/03/babuszka-agafia-przeczytaj-jesli.html+&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszelkie takie informatyczne zawiłości są całkiem poza granicami mojego ogarnięcia xD

      Usuń
  43. Czytałam i komentowałam post o którym mowa, nie rozumiem dlaczego autorka go usunęła, przecież można by podyskutować na ten temat. Myślę, że nie spodziewała się aż takiego zamętu. Poza tym wcale nie uważam, żeby straszliwie te kosmetyki demonizowała, a w komentarzach pisała, żeby nie popadać w skrajność i nie wyrzucać od razu wszystkiego do kosza i że sama wciąż części kosmetyków używa. To raczej dziewczyny komentujące wywołały jakąś dziką panikę.

    Ja z tymi kosmetykami nie mam doświadczenia, miałam jedną maskę która się nie sprawdziła i ją wyrzuciłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie oceniam autorki, odniosłam się do jej wpisu i do tego, co w nim zawarła ;)

      Usuń
  44. "Co do "szwindlów z kontrolami" - kosmetyki te przechodzą granicę Unii Europejskiej, więc trafiają w sieć gruntownych testów. Pewnie pojawi się głos, że odpowiednia łapówka wszystko rozwiąże, jednak... trzeba by wiedzieć, komu ją wręczyć :P. Próbki podróżują jako numery do wielu laboratoriów rozsianych po świecie, więc nieprawidłowości zostaną wyłapane. Poza tym - gdyby chodziło o jakiekolwiek skażenie tych produktów to... skala problemu byłaby na tyle znacząca, że szybko ujrzałby światło dzienne w opiniach użytkowniczek. A wśród nich nadal dużo więcej jest pozytywów niż negatywów."

    Przepraszam, ale o czym mowa? Bo wedle mojej wiedzy wygląda to nieco inaczej. Nic mi nie wiadomo o rutynowych kontrolach kosmetyków importowanych spoza UE w takiej formie jak opisalas. Poza tym wszelkie działania niepożądane powinny być zgłaszane do producenta (w tym wypadku importera) i dokumentowane przez niego.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontrole audytowe odbywają się co x partii, czyli pobierane są próbki, oznaczane numerem i wysyłane do laboratorium posiadającego akredytację (które się zmieniają). Całą tą machinę reguluje dyrektywa UE dotycząca produktów kosmetycznych.

      Jeśli chodzi o działania niepożądane - zauważ, że gdyby te kosmetyki były np. czymś skażone w tych "piwnicznych laboratoriach", to skala efektów ubocznych wśród konsumentek byłaby tak duża, że problem zostałby bardzo szybko wyłapany (przykład trochę nie z tej branży, ale podobnie jest z zatruciami w stołówkach).

      Usuń
  45. nie znam babuszki ale miałam okazję stosowac TianDe i ich maska mnie poparzyła... jakoś nie ufam rosyjskim cudom.. nie wiem czy Natura Siberica też jest rosyjska... chyba tak - tutaj stosuję czarne mydło i musze przyznac, że działa cuda.
    A wszystkiemu pewnie winien Putin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest inna historia z tym TianDe bo tam składników naturlanych marka nigdy nie widziała xd

      Usuń
    2. O TianDe muszę poczytać, bo szczerze... tym razem to ja pierwszy raz o niej słyszę xD

      Usuń
  46. Moja mama ma na wszystko alergie, a pryznajmniej na 90% kosmetyków. Ma nawet uczulenie na wodę. Więc nie jest to przyjemne. Ostatnio zaczęła używać kosmetyków z Natura Syberici i nic jej nie uczula. Nie zauważyłam aby cokolwiek złego stało się z moimi włosami czy też twarzą, dlatego nie przestanę polecać tych kosmetyków : ) No i jak mówisz, brak zrozumienia robi tu dużo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używać należy tego, co nam służy i tyle ;)

      Usuń
  47. Chyba coś przegapiłam! Jest jakaś afera z rosyjskimi kosmetykami?

    W każdym razie zarzuty o alergenach rozumiem i doskonale zdaję sobie sprawę, że każda substancja jest trująca dla człowieka. Tylko wszystko zależy od dawki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kiedy wiadomo o istnieniu zewnętrznych substancji hormonopodobnych, sentencja Paracelsusa straciła na aktualności.

      Usuń
    2. Jednak i w tej materii wszystko zależy od dawki.

      Biedne szczury bywają "kosmicznie" faszerowane tym, czego hormonozależność chcemy badać, zanim faktycznie taki efekt zostanie osiągnięty.

      Usuń
  48. W koncu jakas madra glowa sie oszywa! Wczoraj gdzies czytalam,ze te kosmetyki sa fe i be i w ogole niemal pomiot szatana. Generalnie staram sie przesiewac tego typu informacje przez sito,a ze po rosyjsku umiem tylko podziekowac,w zaden sposob nie jestem w stanie zweryfikowac opinii z zagranicznych blogow czy for. Nikt nikogo nie zmuszal do kupna tych produkto i troche pidejrzewam konkurencje o czarny PR,ale ponownie-nie zweryfikuje tego. Nie uwazam zeby warto bylo robic az taka afere o sklad,ktory jest dostepny powszechnie na opakowaniach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)

      Za ostatnie zdanie należą się Tobie oklaski ;)

      Usuń
  49. Jak zawsze jest wieka afera jak odezwą się pseudonaturalsi. W każdej dziedzinie są tacy, którzy nadinterpretują stwierdzenia, maują 2 szufladki: eko-cacy, inne - zło :) Znane jest mi to zjawisko z branży konno-jeździeckiej :) Całą powieść można by napisać o pseudonaturalsach, którzy konie domowe najchętniej wypuściliby na łąkę i ganiali za nimi ze sznurkiem i carrot-stickiem (taki pomarańczowy patyk) :P Nie zapomnę jak zostałam "zabita" wzrokiem przez obcą mi tego typu osobę, która oglądała u nas stajnię od 5 minut i zobaczyła, że mój koń ma podkowy (ortopedyczne, dla jego dobra a nie mojego widzimisię) :) Już zostałam osądzona jako dręczyciel zwierząt.

    A wracając do tematu. Kosmetyki są eksportowane do wielu krajów, mają różne certyfikaty itp itd. To niesprawiedliwe sądzić, że akurat rosyjski producent daje wszystkim łapówki, wytwarza kosmetyki w prymitywnej piwnicy i kombinuje jak na nich zarobić. Cofamy się do pierwszego momentu, gdy zetknęliśmy się z tą marką: jak "ruskie" to złe, brudne, tanie z bazaru. Skoro jedna "ruska" firma z piwnicy była w stanie skorumpować wszystkie "europejskie" instytucje kontrolujące kosmetyki to ch... mamy ten system...

    A i jeszcze jedna uwaga w tym przydługim komentarzu. Jeśli sugerujemy się tylko translatorem google to daleko nie zajedziemy. Nie wiem czy pamiętacie jak kilkanaście miesięcy temu krążył po necie taki hit. Wpisując w google tłumacz z angielskiego Beyonce to po polsku wyświetlało Krzysztof Krawczyk. Chyba nie do końca google trafiło z porównaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że w każdej branży zdarzają się nazi ^^

      Z drugim akapitem totalnie się zgadzam, a trzeci sprawi chyba, że ze śmiechu nie zasnę :P

      Usuń
  50. Prawdę mówiąc mnie trochę te informacje o rosyjskich kosmetykach przeraziły. Używałam dotąd trzech do włosów. Nic złego się po nich nie działo. Nie zauważyłam też jednak spektakularnych efektów na plus. Mam jeszcze parę produktów, które czekają na swoją kolej do przetestowania i dziś doszłam do wniosku, że nie ulegnę tej całej nagonce na rosyjskie produkty i na pewno je przetestuję :) Na razie kupować nie będę, ale tylko dlatego, że mam w swoim składzie kilka sztuk i nie są mi potrzebne nowe. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wśród "drogeryjniaków" też nie wszystkie kosmetyki dają szałowy efekt ;)

      Usuń
  51. Zapytałam wczoraj na fb drogerię Jasmin z Krakowa, która prowadzi sprzedaż rosyjskich kosmetyków o jakiś komentarz w tej sprawie. Otrzymałam taką odpowiedź

    "Witamy serdecznie,

    pragniemy Panią uspokoić - wszystkie produkty Babuszki Agafii są notyfikowane, posiadają certyfikaty europejskie takie jak ICEA, ECOcert, COSMOS. Uzyskanie takiego certyfikatu wymaga spełnienia określonych norm produkcyjnych i pochodzenia składników.Wszystkie certyfikaty uzyskane są legalnie.Dodatkowo służby sanitarne na bieżąco kontrolują zgodność tych produktów z normami, a każdy produkt ma numer notyfikacyjny. Więc proszę się nie obawiać - informacje o oszukiwanych składach są nieprawdziwe (gdyby tak było nie moglibyśmy ich sprzedawać w naszej drogerii). Pozdrawiamy :)"

    Mam nadzieję, że to was uspokoi :) Ja zamierzam w przyszłym tygodniu kupić szampon z Planeta Organica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, popieram inicjatywę wiadomości wysłanej do drogerii, która te kosmetyki sprzedaje :)
      I sądzę, ze gdyby z kosmetykami było coś nie tak, to po pierwsze kontroli żadnej by nie przeszły, a po drugie duża afera już dawno by gruchnęła :)

      Usuń
    2. No wszystko fajnie,nie mam nic przeciwko rosyjskim kosmetykom, uważam że są lepsze od polskich, no ale - nie wszystkie produkty Babuszki Agafii posiadają te certyfikaty, wystarczy spojrzeć na stronę producenta.

      Właśnie to mnie w sprzedawcach ( nie w producencie, nie w kosmetykach) wkurza - wsadzanie wszystkiego do jednego worka - zakładając, że dbam nie tyle o wygląd co o zdrowie i interesują mnie tylko kosmetyki certyfikowane to po takiej odpowiedzi wybieram sobie produkt i zamiast certyfikatów niespodzianka - kiepski skład, bo akurat Babuszka Agafia ma produkty z naprawdę fajnym składem i te z beznadziejnym, a bywają sklepy , które składów inci na swych stronach nie podają.

      Usuń
    3. Akurat Jasmin jest sklepem stacjonarnym, więc składy można przeczytać na miejscu.
      Ale w przypadku zakupów przez internet to faktycznie problem.

      Usuń
    4. Z ciekawości - jakie mają ceny w Jasmin? Interesują mnie np. szampony Agafii i Love2Mix (jeśli mają w ofercie) i balsamy planeta Organica ;)

      Usuń
    5. Certyfikatów mogą nie mieć (nie wszystkie są kosmetykami bioecoorganiconaturalnymi), ale kontrole muszą przejść wszystkie.

      Co do cen - są bardzo spoko, pi razy drzwi na poziomie sklepów internetowych ;)

      Usuń
    6. O to fajnie, może przekabacę kogoś, żeby się przeszedł przy okazji i mi kupił xD

      Usuń
  52. Bardzo dziękuje za ten wpis, od wczoraj krążę po blogach usiłując znaleźć KONKRETNE dowody i argumenty na to że te kosmetyki to 'szajs, badziew i ściema' jak to kilka osób określało. Naturalne ekstrakty są rzeczywiście zdecydowanie bardziej kapryśne i u wrażliwców mogą narobić więcej szkód niż pożytku, ale to nie powód żeby z tego powodu ogłaszać jakąś firmę mianem oszustów. Na tej samej zasadzie mogłabym wysłać protest do P&G bo szampony pantene prov wywołują u mnie łupież. Internet pełen jest samozwańczych specjalistów od wszystkiego, ja tez umiem sprawdzić w google czym jest dany składnik, ale to jeszcze nie oznacza że wiem jakie będzie jego działanie w różnych produktach. Metodą prób i błędów udało mi się jakoś znaleźć kilka składników których moja skóra nie lubi ale zauważyłam tez że tolerancja na nie potrafi się zmienić w zależności od pory roku i wody której używam więc naprawdę dziwie się tym którzy z taką łatwością publikują tak jednoznacznie krytyczne i często niesprawiedliwe osądy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie ;)

      Żyjemy w takich czasach, że można być uczulonym na wszystko, a objawy mogą pojawić się w każdym wieku. Tyle, że mało kto o tym pamięta...

      Usuń
  53. Miło czyta się wreszcie racjonalny i rzeczowy post. Bardzo lubię jak ktoś mówi, że coś co jest naturalne jest bez chemii o.O (kiedy nawet woda to związek chemiczny). Ciesze się, że w końcu jakiś głos rozsądku. A co do natury idzie wiosna i w pełni naturalne pyłki dadzą niejednemu w kość :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)

      Mi już trochę dają, ale nie ze względu na alergię jako-taką, tylko podrażnienie gardła infekcją :/

      Usuń
  54. No kurczę, jeśli komuś służy nie musi bez grubszego powodu rezygnować ,tylko dlatego ,że komuś się wydaje ,że coś z tym składem może być raczej średnio. Chociaż muszę przyznać ,że po przeczytaniu paru postów o dziewczyn zdecydowanie się przestraszyłam, ale potem dotarło do mnie ,że krzywdy mi nie zrobiły, a wręcz przeciwnie - czemu miałabym zaprzestać używania w takim razie? Masz rację, natura potrafi naprawdę mocno nas uczulić, więc nie ma też co zwalać wszystkiego na "czystą chemię" pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię, Zdrowa Czuprynko! ;)

      Usuń
  55. Dokładnie, zawsze trzeba zachować zdrowe podejście, gdyby te kosmetyki były szkodliwe, to przecież chyba nikt by ich do sprzedaży nie dopuścił. Uczulić i zaszkodzić niestety może wszystko, ale to sprawa indywidualna. Ja w sumie nie przepadam za rosyjskimi kosmetykami, bo się na kilku zawiodłam i przestałam eksperymentować, ale to nie znaczy, że są złe, po prostu mi nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak u mnie kremy z kwasami - nie są złe, ale u mnie się nie sprawdzają, muszę mieć toniki bądź peelingi ;)

      Usuń
  56. Na szczęście jestem native speakerem od rosyjskiego i od początku zdawałam sobie sprawę o co chodzi, szkoda tylko że tak łatwo ludzi nakręcić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdraszczam, moje zdolności językowe nie wypuszczają się poza angielski i francuski xD

      Usuń
  57. Grunt to nie dać się zwariować :)

    OdpowiedzUsuń
  58. No i zapomniałam dodać, że wspomniany forum woman.ru wcale nie jest wiarygodnym źródłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W internecie jak wiadomo - można napisać wszystko ;)

      Usuń
  59. O aferze czytam pierwszy raz tutaj. Każdy kosmetyk moze uczulić czy jest eko czy nie. Przecież nie ma kosmetyków idealnych dla 100% ludności. Fajnie jak wyłapuje się testowanie na zwierzętach, szkodliwe substancje czy marketingowe oszustwa typu krem z róży a róża po parfum stoi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też takie teksty zwykle omijają xD

      Usuń
  60. Dokładnie tak jak napisałaś: wszystko może uczulić i nie ma żadnego kosmetyku, który sprawdziłby się u 100% osób.
    Nie rozumiem jak można być tak łatwowiernym i wierzyć we wszystko co jest umieszczone w sieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemyślenia nad tym, co się czyta w internecie rodzą się z czasem.

      Usuń
  61. Pozwolę sobie dołączyć komentarz właśnie tutaj, bo też uważam, że gdyby coś było nie tak z tymi kosmetykami, nie miały one specjalnych jakichś certyfikatów, to te sklepy internetowe czy apteki z pewnością zaprzestałyby ich sprzedawania i afera by już dawno z tego była niemała.
    Wiadomo, że nie ma kosmetyku uniwersalnego, który by każdemu odpowiadał w 100%,a tym bardziej różnie to bywa z naturalnymi ekstraktami.
    Ja z rosyjskich kosmetyków miałam do tej pory głównie szampony i maski do włosów i byłam/jestem z nich dość zadowolona i nie zamierzam ich nagle wyrzucać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama akurat o kosmetykach do włosów mam średnie zdanie, ale niektóre do twarzy są <3

      Usuń
  62. Mam rosyjski szampon do włosów i jest on najdelikatniejszy dla mojego skalpu i nie zamierzam z niego rezygnować, bo mi służy, a lubię testować nieznane, więc będę dalej zamawiać rosyjskie kosmetyki, bo zgadzam się z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre podejście! Sama zapewne pójdę ostro w testowanie ich serum do twarzy ;)

      Usuń
  63. Ech. Wszystko związane z Rosją jest teraz kiepsko oceniane z racji warunków społeczno-politycznych. Ale nie sądziłam, że i w kwestii kosmetyków jakaś afera może wyniknąć na tym gruncie, szczerze mówiąc. Niestety, w przypadku każdej tego typu sprawy trzeba spróbować spojrzeć na rzecz obiektywnie, racjonalnie i analitycznie - i chwała Ci Kascysko za takie właśnie rozważania. Jeśli chodzi o nasze bezpieczeństwo, to może nam zaszkodzić nie tylko brak ostrożności, ale też jej nadmiar. Nie można dać się zwariować. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat autorka posta, który wywołał "aferę" czyli Gapowo już kilka razy pisała o wtopach Pierwoje Reshenie ze składami (to był chyba przypadek Ruskiej Bani), więc być może ta zbieżność to naprawdę "przypadeg". ;)

      Usuń
    2. Może to kwestia tego, że "afera" nałożyła się w czasie z nastrojami antyrosyjskimi.

      @Wioletta, dziękuję, miło mi ;)

      Usuń
  64. Od kiedy używam rosyjskich szamponów z PO mam najmniejszy od wielu lat problem ze skórą głowy. Właśnie robię zamówienie swoją drogą. Nie dajmy się zwariować! Widocznie komuś zaczęło przeszkadzać, jak duży sukces te kosmetyki odnoszą na rynku. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W związku z tym rosyjskim forum też przyszło mi to do głowy.

      Usuń
  65. U mnie kosmetyki rosyjskie spisują się bardzo dobrze i nie zamierzam z nich rezygnować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, wybierajmy to, co nam służy! ;)

      Usuń
  66. Miałam kilka rosyjskich kosmetyków i byłam z nich zadowolona. Każdy reaguje różnie na różne substancje, nie widzę powodu robienia afery z niczego. Nie kwestionuje jednak, że są to kosmetyki idealne ale jeśli miałabym wybierać czy jestem za czy przeciw rosyjskim kosmetykom to byłam, jestem i będę za :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Cieszę się że pojawiła się rozsądna opinia, od początku do afery podchodziłam dość sceptycznie. A serum na porost włosów z Apteki Agafii wybitnie mi służy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)

      Może kiedyś przytulę to serum ;)

      Usuń
  68. A propos wycofywania produktu z rynku... Pamiętacie może szampon Wash&Go (pytanie raczej do 30-latek ;) ). Został wycofany z rynku ponoć dlatego, że powodował łupież i wypadanie włosów. Mojej mamie pasował, ale u mnie być może to właśnie on spowodował łupież (miałam wtedy jakieś 8-9 lat), natomiast po latach usłyszałam od koleżanki z liceum, że przez ten szampon straciła połowę włosów.
    Teraz z ciekawości wróciłam do tematu i wyczytałam, że powodem wycofania była nieudana kampania marketingowa, a w innych krajach nie potwierdzano wypadania czy łupieżu, tak jak w Polsce.
    http://www.targetmarketing.pl/strony/1/p/338.php
    A np. tutaj wspominają o wypadaniu i łupieżu:
    http://www.grupy.otopr.pl/co-sie-stalo-z-marka-wash-and-go,usn,2680305.html
    Nie wiem jakie wyciągnąć wnioski - do tej pory byłam przekonana, że produkt usunięto właśnie ze względu na skutki uboczne (w odniesieniu do Pierwoje Reshenie - jeśli coś by uczulało na masową skalę, to wycofano by to z rynku, skoro 10 lat temu się dało). Drugi wniosek: być może (ale to wersja spiskowa) na polski rynek skład był trochę inny niż na rynki zachodnie i faktycznie tutaj szampon szkodził, a np. w UK nie. Ludzie "mówią", że teoretycznie te same kosmetyki, ale produkowane "na Wschód" różnią się od wersji "zachodnich" na minus. Słyszałam to nawet o słodyczach od kogoś kto spożywał batoniki made in Germany ;) W przypadku kosmetyków ze Wschodu chyba nie powinno być rozróżnienia?
    Sorry za offtop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwoli takich szamponów, to ja przez BD straciłam połowę włosów xD

      Myślę, że w obu wersjach jest ziarno prawdy, aczkolwiek wersja "ekonomiczna" (w jednym punkcie nakładająca się z "wypadaniową") jest dla mnie bardziej wiarygodna.

      Czasem wersje wschodnie i zachodnie się różnią, a czasami jest to... "cudze chwalicie, swego nie znacie" ;)

      Usuń
  69. Czy drozdzowa maska babuszki agafii to maska bardziej emolientowa? Wystepuja tam tylko emolienty czy tez inne skladniki z wielkiej trojki? Do czego sie zalicza ekstrakty, emolientow protein czy humektantow? Takie same pytania mam rowniez na temat balsamu na kwiatowym propolisie, mam nadzieje ze rozwiejesz moje watpliwosci :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekstrakty to zioła, nie zaliczają się do żadnej z 3 grup składników. I jest to maska emolientowa (nie ma masek, które zawierają same emolienty, tak samo jak nie ma takich z samymi proteinami czy humektantami).

      Tak samo jak balsam na kwiatowym propolisie.

      Usuń
  70. Jaka znowu afera? Wpis pojawił sie na jednym blogu, dotyczący tego, że skład na opakowaniu znacząco się różnił składem kosmetyku. Chyba można się w takim momencie poczuć urażonym i oszukanym, prawda? Nie rozumiem tej krytyki na Gapowo, dziewczyna wyraziła tylko swoje zaniepokojenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mylisz afery. Składy różniły się w przypadku Ruskiej Bani a nie Babushki Agafii.

      Usuń
    2. Nie skrytykowałam blogerki, skrytykowałam wpis. A co do afery - skoro Czytelnicy sami podrzucili mi kilkakrotnie link do tego wpisu to znaczy, że zrobił spore wrażenie.

      Usuń
  71. Mam 4 maski ktorych uzywam. Kallos latte, drozdzowa babuszki agafii, loreal elseve total repair oraz zielona natur vital (po ktorej zawsze nakladam odzywke gliss kur zolta) I zastanawiam sie ktory sposob bedzie lepszy. Czy po kazdym myciu uzywac innej maski czy np przez okres dwoch tygodni uzywac jednej i tej samej, nastepnie przez nastepne dwa tygodnie uzywac kolejnej i tak w kolko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimku, na takie pytanie odpowiedź jest jedna: wszystko zależy od indywidualnych upodobań Twoich włosów, musisz testować.

      Aczkolwiek tej maski/odżywki Gliss Kura nie używałabym w trybie ciągłym (np. przez 2 tygodnie co mycie) - możesz się przeproteinować.

      Usuń
  72. Jak zawsze podeszłaś do tematu racjonalnie, rzeczowo i z argumentami w roli głównej ;) Nie wiedziałam nawet o tej całej aferze, ale zgadzam się, trochę to niepotrzebne rozdmuchiwanie tematu. Każdy kosmetyk może uczulić, a jak za taką cenę to wśród kosmetyków rosyjskich można znaleźć fajne produkty. Można znaleźć i buble, ale to chyba normalne, jak w każdej marce czy linii kosmetyków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym nie wiedziała Italiano, gdyby linki nie zostały mi podrzucone ;)

      Dziękuję :*

      Usuń
  73. Czym najlepiej według Ciebie oczyszczać buzię? (cera tłusta, trądzikowa) Bo na liście mam już takie produkty jak hydolat, krem z Alterry, serum Babuni...ale to wszystko później, jakim produktem najpierw oczyścić buzię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydełko Alepp (są różne, ale jeśli chcesz "czyste", to polecam takie do 25%), węglowe albo płyn do higieny intymnej Facelle Sensitive lub Fresh ;)

      Usuń
  74. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobry wpis!
      Słyszałam, że seria z rokitnikiem Natura Siberica nie powinna być sprzedawana w PL, bo w Unii są inne wymogi dotyczące składów, niż w Rosji, ale jest sprzedawana, więc jestem ciekawa jak to jest z tymi kontrolami kosmetyków wjeżdżających do PL.
      Sądzę jednak, że te kontrole nie są tak restrykcyjne jak nam się wydaje i jakie powinny być.

      Mam odżywkę do włosów Planeta Organica i okazała się słaba niestety, ale kilka innych rosyjskich kosmetyków bardzo polubiłam, ale tak jest zawsze, że jednym coś pasuje, a innym nie musi.

      Usuń
    2. A gdzie to słyszałaś? Bo jak wiadomo "w internetach" (uogólnienie) można napisać wszystko ;).

      Tutaj nawet nie chodzi o to, że wjeżdżają konkretnie do Polski - wjeżdżają do UE, a jak wiadomo - ta organizacja potrafi swoimi normami i wymaganiami zajść za skórę ;)

      Usuń
  75. aferę aferą zwalczać :P

    Rację trzeba przyznać jednej stronie w tym, że *drobne przekłamania* ze składami kosmetyków tych w dżemowych słoiczkach [nie pamiętam jak one się nazywały aghfr] to troszkę wioska i zdecydowanie wielki minus wobec wiarygodności producenta, więc tak w 100% też nie ma co hejtować tych wpisów bloga Gapowo. Bądź co bądź jednak dobrze wiedzieć, nie?
    Aczkolwiek zgadzam się, że fenomen "rosyjskie kosmetyki nagle przestały działać" trochę śmieszny :D od miłości do nienawiści w 3 dni :) I te przekłamania w trakcie kontroli.. Teorie spiskowe love <3
    Naturalność kosmetyków, mój ulubiony temat. Zapach chemiczny fuj, skład chemiczne ble. A do mnie jakoś to nie trafia. Aktualnie testuję maskę-balsam staroałłajską z kąpieli agafii i wygląda na to, że służy mi pięknie, mimo, że pachnie miksem mydła i proszku do prania... jak dla mnie lepiej niż *ponoć pięknie pachnący* w 100% naturalny olejek z pestek malin z zsk, trącący stęchlizną i lekko rybą ;) (eh połasiłam się na naturalne filtry :P)

    ale ogólnie to wszystko sprowadza się do jednego - podążania za *trendami* blogowo-internetowymi bez żadnej refleksji. okej, mam prawo się czuć lekko oszukana, jak czytałam gdzieś że coś co mi śmierdzi rybą i stęchlizną rzekomo pięknie pachnie, albo jak na kosmetyku są 2 etykietki z dwoma różnymi składami. Ale to, że kupiłam sobie drogie mydło z SLeS-em licząc, że włosy będą jak po myciu odżywką, to już moja naiwność ;) [to tylko taki przykład. czarne mydło dobre jest :P]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Ruska Bania (nawiasem którąś mam ochotę kupić, bo bardzo ładnie pachnie xD).

      Wystarczyło, by Gapa "dołapała rusycystę", a jej wpis byłby napisany inaczej - wtedy zapewne nikt by się do niczego nie doczepił.

      Jeśli chodzi o zapachy to powiem tak - to akurat sprawa mocno indywidualna. Blogi "powiadajo", że cysteina śmierdzi zgniłymi jajami. Naprawdę? Nic nie czuję :P

      Tyle, że większość moich czytelników wie, jak bardzo skrzywiony mam zmysł węchu ;).

      Usuń

Szablon dopasowała Karolina Gie