Dlaczego promocja na kosmetyki do makijażu w Rossmannie mnie nie interesuje?





Dziewczyny, najpierw chciałam Wam zbiorczo podziękować za gratulacje pod poprzednim postem - jest mi bardzo, bardzo miło, że tak dobrze odbieracie mojego bloga i osobę. Dziękuję!

Jak pewnie wszyscy wiedzą - w Rossmannie zapanował szał promocyjny: przez trzy tygodnie przecenione o 49% są: podkłady, róże, korektory (pierwszy tydzień), cienie, eyelinery, tusze (drugi tydzień, promocja trwa), lakiery, szminki, kredki do ust (trzeci tydzień). Z całego wymienionego przeze mnie asortymentu interesują mnie tylko lakiery. A dlaczego?

To, co obecnie widuję na tej promocji w Rossmannach to sceny jak dla mnie wręcz dantejskie. Kosmetyki początkowo pełnowartościowe są wymacane, otwierane, próbowane na dłoniach/twarzach/ustach/oczach i odkładane na półkę. To, że potem kupimy widocznie zaschnięty tusz czy macaną szminkę to jeszcze pół biedy - wywalimy, ale co w momencie, kiedy nie zauważymy, że kosmetyk został otwarty wcześniej?


Teraz nadszedł czas na kilka historii "z życia wziętych". Od szesnastego roku życia noszę soczewki kontaktowe, co (podobno) zwiększa prawdopodobieństwo występowania chorób oczu. W tym czasie (a mija już 8 lat mojego bycia kontaktowcem) tylko raz cierpiałam męki i katusze związane z zapaleniem spojówek, i to przez prawie 6 tygodni. Ot, kupiłam wymacany tusz w Rossmannie (pierwszy i ostatni taki mój zakup w tym miejscu) i zdecydowałam się go użyć (człowiek był młody i głupi), a następnego dnia mogłam już bez charakteryzacji grać królika. Wiadomo - mógł mnie uczulić sam kosmetyk, ale nie był to pierwszy egzemplarz tego tuszu (pozostałe dwa, wcześniejsze, zakupiłam w drogeriach typu "no name"). Ba, nawet lekarz zapytał mnie, czy istnieje prawdopodobieństwo, że kupiłam nieświeżą, otwieraną maskarę...

Sytuacja druga - jak niektórzy z Was wiedzą z mojego FP - od piątku "z dumą" noszę na twarzy objaw aktywnej opryszczki. Stan ten chyba implikuje to, że wyłapuję w otoczeniu osoby z tą samą przypadłością :P. Nie dalej jak w poniedziałek, udawszy się do Rossa w celu zakupu holograficznych lakierów Eveline zobaczyłam coś, co po prostu wbiło mnie w parkiet. Dziewczyna z ewidentnym ogniskiem opryszczkowym przejechała sobie szminką po ustach, zamknęła ją i odłożyła na półkę (nie był to tester). Krew się we mnie zagotowała i nie omieszkałam w dość ostrych słowach zwrócić dziewczynie uwagę. Szminkę kupiła, nawet przeprosiła, ale ile takich zachowań ma miejsce? Tego nikt nie wie. 

Pani trzymająca kilka tuszy do rzęs w ręce, otwierająca każdy po kolei i wycierająca szczoteczkę o gwint zakrętki w towarzystwie ekspedientki to chyba najczęstszy widok, jaki obserwowałam w poniedziałek (odwiedziłam 5 przybytków). Wiem, rozumiem - drogeria duża, testerów bardzo często brak, bo firmy ich nie dosyłają, a klientki chcą zobaczyć pędzelek/kolor/cokolwiek. Ale do choroby jasnej, dajmy niemacającym klientom możliwość zakupu świeżego kosmetyku! Rozumiem, że pracownice nie są w stanie upilnować tłumu (udaje się to w Jaśminie, Naturze, Firlicie...), ale też nie sądzę, by właściwym było zachęcanie klientek do otwierania kosmetyków, co widzę nagminnie. Hebe okleiło swoją kolorówkę paskami magnetycznymi i jakoś to funkcjonuje.

Osobną sprawą jest oświetlenie samych szaf, które znakomicie skraca trwałość kosmetyków. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że nie jest to wina samej drogerii - szafy są im dostarczane przez firmy. Niemniej - wyżej od zaoszczędzonych pieniędzy cenię sobie swoje zdrowie i brak występowania upierdliwych objawów chorobowych :P.

Ktoś mi może zarzucić, że jednak kupuję tam lakiery, które również mogą być (i są) macane, a dodatkowo one przecież też stoją w szafach "ogrzewanych" lampami. Kosmetyk tego typu jednak posiada pewną mieszankę rozpuszczalników, w której większość drobnoustrojów nie przeżyje. Dodatkowo - nawet najbardziej niestandardowe klientki nie sprawiają, że ma on kontakt z błonami śluzowymi (jak w przypadku oczu i ust). Na ewentualnego "gluta" też mam metody czysto chemiczne, więc lakier potrafię zreanimować. Poza tym niektórych marek lakierowych nie uświadczę nigdzie indziej tylko tam...

Rossmannie, proszę, weź ogarnij ten bajzel!




116 komentarzy:

  1. Masz calkowita racje, gdyby firmy popracowaly nad testerami i zabezpieczeniami zapewne wyszloby im to na plus bo więcej osób kupowaloby kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej wiem że troche późno :P ale ja zawsze na tychpromocjach kupuje sobie podkład w szklanym słoiczku jest on zawsze oklejony (zabezpieczony) więc nie ma problemu macania ale tak, spotykam się z tym macaniem często :(

      Usuń
  2. Brawo Kaś!
    Może po kilku/nastu postach tego typu napisanych przez znane i lubiane blogerki Rossmann wreszcie zwróci uwagę na ten problem i jakoś go rozwiąże. Najprościej byłoby zabezpieczać produkty taśmą i od razu byłoby wiadomo co jest macane, a co nie. Szkolenie dla personelu też by się przydało, bo nie raz, nie dwa widywałam ekspedientki, które same zachęcały klientki do otwierania pełnowartościowych produktów i ich próbowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;)

      O tak, szkolenie, oklejanie kosmetyków i testery!

      Usuń
  3. Na tej promocji kupiłam tylko i aż tusz do rzęs Max Factor, choć mam jeden w zapasie z Yves Rocher a teraz wykańczam inny.Yves Rocher jest ładnie zafoliowany i powinien stanowić wzór dla innych firm.Chyba wolę wydać trochę więcej,ale mieć pewność, że mam świeży i nieotwierany kosmetyk. Rossmannowi na razie podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tej "spojówkowej" akcji też przestałam oszczędzać, a pakowanie kolorówki to powinna być norma!

      Usuń
  4. Zgadzam się z tobą, mnie także przeraża to co robią ludzie! Ale opowieścią o szmince i opryszczce mnie przeraziłaś.. Kiedyś w rossmannie (bynajmniej u mnie) były banderole, ze nie dało się otworzyć tuszu, nie zrywając banderoli, przez co klientki nie otwierały i nie próbowały na sobie, Jednak to było kiedyś, teraz już kosmetyki zaklejane nie są :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że sama nie spotkałam się z banderolami w Rossmannie ani razu :/

      Usuń
  5. Ja idę zawsze pierwszego dnia z rana jak mam możliwość i wtedy jest jeszcze znośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie sytuacja z macaniem kosmetyków w Rossie ma miejsce ciągle, tylko w trakcie promocji ma większe nasilenie. Ale to oczywiście moje zdanie.

      Usuń
  6. Możemy sobie łapki podać. Też cenię bardziej własne zdrowie i urodę niż te nieszczęsne 49%. Rzadko co kupuję w Rossmanie, chyba że lakier do paznokci. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolorówki obecnie kupuję w zasadzie tylko lakiery ;)

      Usuń
  7. O tak ! Ja wczoraj zaleciałam bo chciałam kupić tusz ( którego notabene nie kupiłam :D ) i zobaczyłam te kobiety prawie że z rąk sobie wyrywające ostatią sztukę czegoś , odkręcanie , smarowanie ! KOSZMAR ! Ja też zupełnie nic nie kupiłam na tych promocjach ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może kupię jakiś lakier, jeśli jakieś jeszcze zostaną do mojego wyjścia z pracy xD

      Usuń
  8. Ja poszłam pierwszego dnia rano i nie było tłumów. Polecam też takie mniej oblegane Rossmanny, wiadomo że w centrum handlowym zawsze jest więcej ludzi niż w jakimś na obrzeżach, albo nie w samym centrum.
    Jeśli chodzi o maskary, to jeśli widzę dzikie tłumy, albo nie jest to pierwszy dzień promocji, to proszę ekspedientkę o wyjęcie tuszu z tych szuflad pod szafą, nowego nieużywanego, nie spotkałam się jak dotąd z odmową, co najwyżej jakimś marudzeniem pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że jeśli mam do wyboru drogerię, w której muszę prosić o niemacany kosmetyk i drogerię, w której po prostu są niemacane zawsze wybiorę tą drugą.

      Usuń
  9. Ja jak nie mogę znaleźć czegoś niemacanego a potrzebuję to kupić, zamówię przez internet. Ostatnio szukając szamponu, żeby sprawdzić skład, co widzę? Otwarty szampon, ktoś powąchał i odłożył otwarty. Dobra, szampon krzywdy nie zrobi (chociaż może - w zależności od składu) ale można do tego podejść kulturalnie szanując innych ludzi!
    http://makingoftheboss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wąchanie kosmetyków - następny problem drogeryjny :/

      Usuń
  10. Ja wczoraj widziałam jak sama ekspedientka otwierała kilka tuszy i pokazywała klientce, ta oczywiście niczego nie kupiła, a tusze zostały odłożone na półkę... Niestety ludzie też się zachowują jak bydło, staranowaliby pod tymi szafami, masakra ;) Macają, malują się, a później odkładają, nie mogę na to patrzeć ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że w przypadku braku testerów sklep powinien się tym zainteresować i sam wystawić po jednym kosmetyku jako tester, sklep dużo by nie stracił...

      Usuń
    2. Problem jest niestety taki, że jeśli nie zmieni się nic w samych klientkach i ekspedientkach, to mimo testerów produkty pełnowartościowe będą nadal otwierane.

      Usuń
  11. Jestem w szoku! Już teraz boję się cokolwiek tam kupić..

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z Tobą , też niestety ostatnio przechodziłam zapalenie spojówek i wydaje mi się że to przez jakiś tusz do rzęs. I mnie osobiście jakoś nie ciągnie do tej promocji w Rossmannie może nie dlatego że jest dużo osób bo u mnie w małej miejscowości są 2 drogerie Rossmann , ale dlatego że większość produktów jest pootwieranych , ja kosmetyków w drogeriach nie otwieram a po ostatniej promocji w Rossmannie kupiłam sobie wyschnięty tusz , może nie był drogi, ale sam fakt że się do niczego już nie nadawał. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Tego otwierania wszystkiego jak leci nie ogarniam.

      Usuń
  13. Wiedziałam, że w Rossmannie dzieją się różne rzeczy, ale tak kompleksowym opisem przeraziłaś mnie. Rossmann powinien wprowadzić jak Hebe paski magnetyczne. Może w końcu wezmą to pod uwagę. Całe szczęście bardziej mi po drodze do SP niż Rossmanna. A mam wrażenie, że tam sytuacja wygląda lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paski magnetyczne to jest rozwiązanie. W żadnej innej drogerii nie widziałam procederu otwierania kosmetyków na taką skalę :/

      Usuń
    2. najlepsze byłoby jednak całkowite foliowanie kosmetyków, jak już wyżej wspomniany przez Anonimka w komentarzach np. tusz do rzęs YR
      miałam kiedyś przyjemność kupić w Hebe cień do powiek z takim właśnie idealnym, nienaruszonym paskiem, po czym po otwarciu w domu przywitał mnie radośnie odciśnięty calutki paluch wraz z idealnie odwzorowanymi liniami papilarnymi ;/
      dlatego wolę kupować kosmetyki on line, a swatche szukać na blogach, jeśli już naprawdę potrzebuję coś dobrać kolorystycznie, szukam testera do skutku :)

      Usuń
  14. Po tym jak kupiłam pomacany cień to również stwierdziłam ze dziękuję za takie promocje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że jest nas coraz więcej :/

      Usuń
  15. Nie tylko w Rossmanie tak jest, ostatnio na promocji w Naturze też widziałam takie sceny.
    I klientki nie potrafią się zachować, ale też sklepy i drogerie nie potrafią się zabezpieczyć - brak ochronek na kosmetykach które nie są testerami albo... brak testerów. Ileś razy byłam świadkiem, jak podczas promocji(ale nie tylko, "na co dzień" także) po prostu nie było testerów, czy to błyszczyków, czy cieni czy pudrów, albo były np tylko 1-2 odcieni z gamy 6 czy 8.
    A że np podkład ciężko jest kupić w ciemno, jeśli jest to coś, czego dotąd się nie znało, no to klientki macają pełnowymiarowe kosmetyki...
    Ja z tego powodu mojej mamie wzięłam odcień ciemniejszy niż normalnie nosi, bo jedyny egzemplarz jaśniejszego był tak styrany, że aż napisy schodziły, a puder wzięłam w ciemno, bo testery magicznie zniknęły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwiązuję ten problem w ten sposób, ze kupuje swoją kolorówkę gdzie indziej. Chociażby na przecenach w Hebe czy Naturze (za wszystkie oczywiście ręczyć nie mogę, ale w tych, do których chodzę ani razu nie widziałam tego typu scen - w Rossie za to nagminnie).

      Usuń
  16. Sama wczoraj zwróciłam uwagę kobiecie, bo otwierała po kolei wszystkie tusze, by pooglądać szczoteczkę.
    Najgorsze, że ona zaczęła na mnie krzyczeć, że jak niby ma kupić bez sprawdzania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego problemu prawdopodobnie nawet tester by nie rozwiązał. Niektórzy MUSZĄ otworzyć pełnowartościowy kosmetyk :/

      Usuń
  17. Mam takie samo zdanie! Dla mnie to jakaś paranoja, jak można otwierać kosmetyki! Same pewnie by się oburzyły gdyby dowiedziały się, że ktoś "macał" ich kosmetyk zanim go kupiły jako nowy.
    Jeśli już zdarzy mi się coś kupić w Rossie z kolorówki to zawsze biorę rzecz najbardziej z tyłu i milion razy oglądam czy przypadkiem to nie było otwierane.
    A te szafy ogrzewane to już kompletna porażka bo jest to wina tylko i wyłącznie producenta a sklepy też powinny zareagować, zadzwonić, że ich szafy grzeją kosmetyki, mnie to bardzo zniechęca i gdy dotknę ciepły kosmetyk nie kupię go nawet gdy jego cena wynosi 3 zł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się starzeję, ale już mi się nie chce tak przeglądać kosmetyków. Po prostu po kolorówkę idę gdzie indziej ;)

      Usuń
  18. W naturze pracownice macaja razem z klientkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co generalizować, nie w każdej. W DN w mojej miejscowości nie ma takich "wyczynów" ;-)
      Na szczęście u mnie panie w Rossmannach ostro zwracały uwagę macantom w myśl znanej zasady, że macane należy do macanta. Kilka klientek potulnie powędrowało do kasy. Nauczą się, tak myślę ;-P.

      Usuń
    2. Zależy gdzie. W Naturze w moim rodzinnym mieście (niedużym) pracownice bardzo pilnują szaf z kolorówką. Zawsze ktoś tam jest i, co prawda niezbyt dyskretnie, obserwuje, czy klientki nie otwierają pełnowymiarowych produktów. A jeżeli którejś się to uda, to od razu zwracają uwagę, tym bardziej, że praktycznie wszystkie produkty mają testery.
      Za to Rossmann - pełna samowolka, a po tej promocji to w ogóle pobojowisko na całej kolorówkowej części...

      Usuń
    3. Natalia - tak powinno być w każdym Rossmannie!

      Anonimku, u mnie w Naturach panie właśnie też tak pilnują.

      Usuń
  19. Bardzo aktualne. Ja kupiłam 3 tusze. Pierwszy suchy. Zobaczymy jak reszta. Nie rozumiem czemu one nie są zaklejane

    OdpowiedzUsuń
  20. czytajcie drogerie i uczcie się!

    OdpowiedzUsuń
  21. ja staram się omijać drogerie gdy są tam promo --> nie chcę zostac stratowana, miec połamane ręce i wybierac resztki z szaf gdzie pozostały same odpadki.
    I wydaje mi się że jezeli kobiety same nie zmienią podejscia do macania kosmetyków to nawet sztab ochroniarzy pilnujących nie pomoże. Problem tkwi w nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Aswertyno, pociąg do macania trzeba z narodu wyplenić.

      Usuń
  22. Ludzie testujący produkty budzą we mnie odrazę. Trudno upilnować klientów, a kiedy zwraca się im uwagę są bardzo zaskoczeni, że tak nie wolno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, trzeba na to zwracać uwagę!

      Usuń
  23. Mój Rossmann nie jest tak oblegany, bo jest w małej miejscowości. Jednak fakt, kobiety często otwierają tuszę do rzęs :( Dlatego ja sięgam po te leżące jak najdalej i "wyczuwam" czy tusz był otwierany czy nie. Z resztą kolorówki nie mam problemu, bo kupuję tylko te z banderolką czy innym "zamknięciem" i mam pewność, że jest świeży :) Może takie wyszukiwanie kosmetyków niemacanych jest upierdliwe, ale dla mnie promocja -49% to zbawienie, bo mogę kupić kolorówkę na kilka miesięcy za połowę ceny.

    Jednak fakt, wolałabym żeby klientki myślały i nie macały kosmetyków, które nie są testerami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że chociażby Hebe ma -40% również dość często, to jednak wolę swoje pesos zostawiać tam xD

      Usuń
  24. zgadzam się w zupełności. sama, co prawda, skorzystałam z promocji, ale ile się nawściekałam przy okazji to głowa mała. chcę czarną kredkę, patrzę sobie na master drama, w szafie bajzel, randomowo weń wetkniętych tak z pięć kredek. i każda napoczęta. szlag jasny może trafić. a było to w rossmanie mało uczęszczanym, nie chcę nawet wiedzieć jak sprawa wygląda gdzieś w warszawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Warszawie też są drogerie mniej i bardziej oblegane. ja kupuję tylko w tych najmniej uczęszczanych i rano pierwszego dnia promocji. oczywiście proszę też ekspedientkę o wyjęcie produktu z półek pod szafą . wtedy wszystko jest ok :))

      Usuń
    2. Jak już napisałam - w Rossmannach problem z otwieraniem kosmetyków występuje stale, tylko w czasie promocji wzmaga się na sile.

      I wolę drogerie, w których nie muszę prosić o wyciągnięcie świeżynki ;)

      Usuń
  25. Otwieranie kosmetyków to istna plaga niestety... Sama otwieram np szminkę, ale TYLKO wtedy gdy już jestem zdecydowana na zakup i chcę sprawdzić czy przede mną nikt jej nie macał... Parokrotnie uchroniło mnie to przed kupieniem wysmarowanej/ułamanej szminki która miała być pełnowartościowym produktem... Ale niektórych kosmetyków typu właśnie tusz do rzęs, eyeliner czy błyszczyk nie da się tak sprawdzić. Paski magnetyczne na kosmetykach to powinien być standard w drogeriach, a już zwłaszcza w ogromnych sieciówkach typu Rossmann.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie, paski to konieczność.

      Usuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. a nie szalałam za bardzo, kupiłam tylko to, co akurat mi się kończy, czyli puder, no i kilka kredek do oczu, bo postanowiłam zacząć używać kolorów innych niż czarny (za bardzo nie zaszaleję, bo kupiłam granat i brąz ;)). O, tusz też kupiłam, bo stary już wysechł na wiór. Starałam się brać z końca półki, no ale wiadomo, jak ktoś się uprze, to i stamtąd weźmie do zmacania :/ Z Natury poszłam do Biedronki i tam tusze Bell były zapakowane w ten sposób http://3.bp.blogspot.com/-cmYRKRlr29Q/UTzuoXjrWxI/AAAAAAAACIM/b87KtWC3uX4/s320/201303101458.jpg . Może to jest wyjście ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w pełni się zgadzam, że takie pakowanie to najlepsze wyjście:)

      Usuń
    2. To na pewno jest wyjście, ale zależące od producentów ;)

      Usuń
  28. ojej ta historia z dziewczyną z opryszczką mnie przeraziła! Raczej nie spotkałam się z takimi sytuacjami, albo po prostu nie zwracałam na nie uwagi, ale faktycznie to nie jest fajne. Też bym nie chciała nabawić się przez jakiś głupi kosmetyk choroby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam szczęście do takich sytuacji widocznie :P

      Usuń
  29. każdy kosmetyk powinien być zaklejony taśmą, to ogranicza otwieranie albo uświadamia innym kupującym że kosmetyk był macany. Proste rozwiazanie ale skuteczne, małe drogerie często zaklejają tak same kosmetyki.

    Ja nie kupiłam i nie kupię nic z Rossmana,czy innych drogerii bo nie jest mi nic potrzebne. Podkład mam, puder też, lakiery leża kilka lat i trzeba je wyrzucić a nie kupowac nowe. A kupować coś bo jest promocja nie ma dla mnie sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako pasjonatka lakierów - cóż, jestem nieszkodliwym freak'iem i chętnie sprawiłabym sobie jakiś lakier w promocyjnej cenie ;)

      Usuń
  30. No niestety zgadzam się w 100% z tym macaniem kosmetyków, też tego nie lubię, ale nawet przy mnie przy wyborze tuszu do rzęs Pani Ekspedientka ostatnio sama otwierała wszystko jak leci, żeby mi pokazać szczoteczki, ich kształt i czy są silikonowe:p zwykle brałam te z tyłu półek, ale najczęściej i tak już wszystkie są pootwierane:/

    Ale co gorsze - słyszałam, że bardzo często przychodzi dużo testerów produktów, ale ponieważ są to testery, za które nie trzeba płacić, pracownice same między siebie rozdzielają to co chcą, a dopiero to czego nie chcą wystawiają jako testery na drogerię -.-

    ps: a ta z tą opryszczką to już jakaś totalna masakra:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mnie już chyba nie zdziwi :P

      Usuń
    2. hah, no masakra:p za to naturę w swoim mieście muszę pochwalić, bo się wczoraj wybrałam po swoją pierwszą paletkę i wszystkie były niemacane i dziewczyny bardzo pilnowały szaf pod tym względem:p :)

      Usuń
  31. Dlatego nie kupuję raczej w drogeriach szminek. Raz też wyszłam z opryszczką i domyśliłam się, że to po szmince. A wydawało się, że nie była otwierana...na lakiery na pewno się skuszę myślę, że Sally H. i Bijorous czy jak to się tam pisze, bo w standardowej cenie ich nie kupuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był Twój pierwszy epizod opryszczkowy?

      Usuń
  32. Ja też nie wybieram się na Rossmanowską promocję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wybiorę się na lakiery ;)

      Usuń
  33. I właśnie przez to macanie nie kupiłam tuszu :-( Wszystkie maskary jakie były zmacane, upaćkane i niedokręcone. Dodam, że było ich około dziesięciu. Koszmar

    OdpowiedzUsuń
  34. masakra, tak samo szukałam wczoraj szminki, chyba z 5 było w kolorze którym chciałam a wszystkie zmacane, dorosłe kobiety a kultury brak...:(
    tak w ogole jak zwykle się wtrace z głupimi pytaniami ale znasz jakąś wartą uwagi litrową odżywkę bez protein, oprócz Kallosa Color? Bo sama nie wiem czy takich Seri albo Kallosa Silk mogę używać na zmianę z proteinówką, w końcu trochę protein mają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne :/

      Scandic: Coco, Fruit, Color Protection. A Seri nie mają protein ;)

      Usuń
  35. Wg mnie firmy powinny pakować np tusze do pudełek które są szczelnie zaklejone. W Ameryce juz dawno ro wprowadzili. Mnie to dziwi tylko jedno dlaczego tusz jakiejś która możemy dostać w Polsce jak i w Ameryce jest pakowany tylko w tym drugim kraju ale u nas juz nie -_- widać ze firmy maja głęboko gdzieś polskich konsumentów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ludzie i tak kupią, co widać właśnie po promocji w Rossmannie.

      Usuń
  36. Ja kupiłam kilka kosmetyków w tej szalonej promocji, ale tylko dlatego, że jedną z klientek salonu gdzie pracuję jest Pani Z Rossmanna. Wyciągnęła mi wszystko z szuflady, przyniosła z zaplecza i dzięki temu faktycznie skorzystałam z uroków rabatu. Wcześniej, kiedy nie miałam takiej możliwości - omijałam szerokim łukiem -40% Rossmanna czy Natury. Też noszę soczewki i świeży tusz to dla mnie świętość:)
    Oczywiście - klientki-maczaczki to zło, ale 50% winy zwalam na firmy, które zamiast wszystko zafoliować, zamknąć w kartonikach i dostępne pozostawić tylko testery - mają to gdzieś, bo i tak znajdzie się naiwniak, który kupi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego tusze kupuję w drogeriach, w których nie muszę o świeżaczki prosić ;)

      Usuń
  37. właśnie chyba kupiłam taki wymacany tusz w rossmannie, bo od kiedy do pierwszy raz użyłam to strasznie swędzą mnie oczy, ale może to zwykla alergia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polecam zbytnio sprawdzać odporności swoich oczu :P

      Usuń
  38. Jak widzę jak ktoś "maca" produkty od razu podnosi mi się ciśnienie. :/ często ludzie "macają" tusze do rzęs/ :/

    OdpowiedzUsuń
  39. Też nie raz widziałam takie sceny. Ostatnio nawet kobieta otworzyła cień (nie tester) i przy lustereczku od stojaków z biżuterią zaczęła malować sobie oczy. Nikt nie zwrócił jej uwagi.
    W przyszłym tygodniu w Rossmannie chciałam kupić pomadkę z Rimmela, ale jeśli nie dostanę z rana w poniedziałek to wolę nie próbowac potem bo nie wiadomo kto i ile razy ją macał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naród trzeba zacząć uświadamiać...

      Usuń
  40. a ja kupiłam zmacany tusz.. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Cię to pocieszy - prawdopodobnie nie tylko Ty...

      Usuń
  41. Ojej ciesze się że u mnie w mieście nie ma takich scen, i szczerze mogę powiedzieć że w Rossmannie akurat nie spotkałam się ze zmacanymi produktami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwalebna, niestety mniejszość :/

      Usuń
  42. mnie promocje w rossmannie również nie kuszą z tego samego względu. Wolę iść do zwykłej drogerii gdzie kosmetykio podawane są spod lady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, albo do sieciówki z pozaklejanymi produktami.

      Usuń
  43. Na promocjach w rossie nie kupiłam nic, może wybiorę się po lakiery, ale to też nie jest pewne. :) Ominął mnie więc cały ten zakupowy szał i bardzo się cieszę, bo takie widoki bardzo mnie denerwują. :P

    OdpowiedzUsuń
  44. Dlatego nigdy nie kupię kolorówki z rossmanna :) fuj! :) wolę sklepy gdzie się pilnuje towaru przeznaczonego na sprzedaż. Chociaż u mnie w mieście ochroniarz jest bardzo cięty na dziewczyny buszujące w rossmanowskich szafach z kolorówką... dlatego biedny ma beznadziejną opinię na mieście... a ja zawsze go bronie bo ma chłop rację! :)

    OdpowiedzUsuń
  45. ja się skusiłam, jednak postawiłam na kosmetyki zamykane bardzo szczelnie ;))

    OdpowiedzUsuń
  46. Fakt, niezły burdel szczególnie podczas tej promocji zrobił się w Rossmannie. Ja kupiłam jedynie jedną mascarę, na której była nalepka z kodem kreskowym tak przyklejona, że miałam pewność że nie była otwierana ;)

    OdpowiedzUsuń
  47. Według mnie powinni zaklejać kosmetyki i już :) Nie wspominając już o tym, że do wszystkiego powinien być tester, jeśli firma nie przysyła, powinni poświęcić jeden kosmetyk właśnie na tester, a nie później wszystkie pootwierane ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wydaje mi się, że nawet testery tego procederu nie powstrzymają. Naród lubi macać ^^

      Usuń
  48. Rozmawiałam kiedyś z jedną z dziewczyn która właśnie była przydzielona do działu z kosmetykami w czasie promocji. Powiedziała, że ona nie jest w stanie upilnować klientek. Na zwracanie uwagi często reagują agresją. Mówi, ze nawet jakby pozaklejali kosmetyki to klientki i tak znalazły by sposób żeby dostać się do środka. Ale z drugiej strony jak piszesz: ten sposób w Hebe się sprawdza. Rossmann to mega sieciówka i po prostu mają to w nosie. I tak będę mieć sprzedaż. W czasie takich promocji staram się kupować produkty których jest dużo, jest nimi małe zainteresowanie, wyciągam "z tyłu" i wybieram mniej obleganego Rossmanna. Ale co z tego. Ostatnio za jednym tuszem przejeździłam chyba 6 Rossów, bo w każdym były pootwierane. Ostatecznie na koniec zrezygnowałam z niego i wybrałam tusz których było dużo na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdybym nie miała porównania właśnie z Hebe to może też stwierdziłabym, że sytuacji opanować się nie da. Ale jak widać - da się.

      Usuń
  49. masz racje :) ja tez poluje tylko na lakiery
    Zapraszam serdecznie do mnie na urodzinowe candy :)
    Pozdrawiam majowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, muszę izopropanolu dokupić :D

      Usuń
  50. Masz całkowitą rację! Nie cierpię kiedy wszystkie tusze są ubrudzone dookoła,a lakiery do paznokcie otwarte. Dlatego ja złowiłam tylko podkład, który sprawdziłam i był szczelnie zapieczętowany. Najbardziej śmieszy mnie kiedy szczoteczka tuszu do rzęs jest pokazana, a niektóre panie i tak muszą sobie zajrzeć do środka. To samo jest z dezodorantami i balsamami. Dlatego staram się kupować tylko zapieczętowane i ofoliowane kosmetyki, a jeśli takiego nie ma, to biorę z samego końca ;)
    Zapraszam do siebie.
    http://chemical-cheap.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, macanie kosmetyków to stan ducha xD

      Usuń
  51. na obecnej promo Rossmanna wycwaniłam się i wzięłam zafoliowany tusz z dolnej szuflady, na oczach ekspedientki. nic nie powiedziała, chociaż klientki chyba nie powinny am grzebać :) dzięki temu mam niemacany na 100% tusz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oceniam Cię oczywiście, ale sama wolę dopłacić i oszczędzić sobie takich akcji ;)

      Usuń
  52. Ja ostatnio byłam świadkiem w rossmannie jak kobieta w średnim wieku otworzyła lakier do paznokci, wymalowała sobie paznokieć na kciuku, pooglądała ze wszystkich stron po czym odłożyła go na półkę. Mało ze skóry nie wyszłam...

    OdpowiedzUsuń
  53. Mnie się najbardziej podoba, jak ktoś sobie otwiera dezodorant w spray'u, psika na zakrętkę i sprawdza jaki ma zapach (tak jakby zapach dezodorantu był na prawdę tak super ważny...). Robi tak z kilkoma, a potem wybiera oczywiście ten najlepszy, pozostałe odkładając na swoje miejsce. No kuźwa! Zrobi tak kilka osób i już połowy dezodorantu nie ma... A inni potem kupują taki po zwykłej cenie. Dlatego zawsze, ale to zawsze jeśli kupuję dezodorant w spray'u, to sięgam po te z końca półki.

    OdpowiedzUsuń
  54. Dzisiaj bylam w rosmanie i okazuje sie ze firma miss sportu pakuje czesc swoich produktow, dzisiaj oczywiscie zwrocilam uwagę na szminki, ktore byly zapakowana i testery tez byly dostepne. Wiec mysle ze jednak na tej promocji cos mozna znalesc ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. Mnie promocja nie interesuje, bo mam za daleko do Rossmanna ;)
    Najlepszym rozwiązaniem byłoby pakowanie kosmetyków w dodatkowe folie ochronne, jak np. są w Avonie. Przynajmniej jest pewność, że nikt tego nie otwierał.

    OdpowiedzUsuń
  56. Tak, to prawda wszystko, co piszesz.. Dlatego coraz mniej kupuję rzeczy w Rossmanie, a jak już muszę to patrzę na to, żeby były zapakowane.. bo to co kiedyś widziałam to szok, jak dziewczyny paćkają wszystkim naokoło;/

    OdpowiedzUsuń
  57. Jak widzę,że takie rzeczy się dzieją to szlag mnie jasny zalewa. Tester leży obok ale paniusia musi sprawdzić czy rzeczywiście ten produkt tam się znajduje...porażka ;/

    OdpowiedzUsuń
  58. Have you ever thought about publishing an e-book or guest authoring on other sites?

    I have a blog centered on the same ideas you discuss and would love to have you share
    some stories/information. I know my viewers would enjoy
    your work. If you are even remotely interested, feel free
    to shoot me an email.

    Here is my website - Occhiali Da Sole ray ban

    OdpowiedzUsuń
  59. Wiecie... nie wiem jak to jest do końca z tymi zabezpieczeniami.. kiedyś zamówiłam przez neta kredke do brwi loreala z uk i dostałam ją zapakowaną w opakowanie plastikowe (takie jak są szczoteczki do zębów), nawet z instrukcja obsługi, a u nas w drogeriach kupuje sie poprostu sam produkt bez opakowania...

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie