Kosmetyki DLA, Serum pod oczy - mistrzowski kosmetyk olejowy ;)



Okolice oczu do u mnie temat-rzeka. Nie dość, że mam "wrodzone zmarszczki" (skóra wokół oczu układa mi się w określone fałdki :D) to jeszcze nieobce mi są cienie i obrzęki w tych okolicach. Dbam o nie jak mogę, a w ostatnim czasie wykorzystywałam w tym celu kolejny kosmetyk polskiej marki Kosmetyki DLA - Serum pod oczy. Wcześniej recenzowałam dla Was ziołowy balsam (KLIK!), a także omówiłam składy wszystkich kosmetyków tej firmy (KLIK!). Serum olejowe pod oczy jest dla mnie sporą nowością - nieczęsto używam mazideł o takiej formule.


Serum otrzymujemy w dość ascetycznej, aptecznie wyglądającej buteleczce z pipetką. Wielki plus za możliwość niezwykle higienicznej aplikacji ;). Opakowanie jest szklane, więc kontakt z płytkami w łazience może skończyć się bardzo źle - miejcie to na uwadze ;). Etykieta jest trwała i bardzo czytelna mimo niewielkich rozmiarów.

20g (co objętościowo odpowiada około 30ml w tym przypadku) serum kosztuje 59,90zł, co w tej kategorii produktów nie jest zaskakujące.

Skład:


Skład: Calendula Officinalis Flower/Oryza Sativa/Trigonella Foenum Graecum Seed/Camelia Sativa Oil, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Linolenic Acid, Oleic Acid, Linoleic Acid, Palmitic Acid, Stearic Acid. 

Maceraty z nagietka i kozieradki na olejach ryżowym i rydzowym (inaczej: z lnianki/lnicznika) wraz z witaminami A i E oraz kwasami tłuszczowymi mogą śmiało uchodzić za przykład prostego w składzie, a jednocześnie treściwego serum olejowego. Na uwagę zasługuje też fakt, że nie zawiera konserwantów - za jego trwałość odpowiada dodatek witaminy E. Bardzo możliwe, że świetnie sprawdzi się u wrażliwców - producent postarał się o eliminację substancji zapachowych, barwników i wspomnianych już konserwantów. 

Czego można się po samym składzie spodziewać? Kozieradka zawiera fitohormony, które mogą wspomóc odnowę komórkową, a przez to - zmniejszyć i przeciwdziałać tworzeniu się nowych zmarszczek. Nagietek - remedium dla skóry delikatnej i wrażliwej. Witamina E to wymiatacz wolnych rodników, więc i ona wspomoże w walce ze zmarszczkami. Witamina A reguluje proces keratynizacji (odnowy) naskórka, a kwasy tłuszczowe przeciwdziałają odparowaniu wody i przy okazji chronią skórę przed czynnikami zewnętrznymi.

Serum ma postać żółtopomarańczowego olejku o ziołowo-orzechowym zapachu. Nie jest on intensywny i wynika z zapachu samych składników mieszanki (głównie maceratów), a na skórze po aplikacji jest niewyczuwalny.


Serum stosuję na noc pod krem (zawsze) i rano w dni, w które się nie maluję (makijaż u mnie na olejowym podkładzie niestety się nie trzyma, a odrobina korektora pod oczami zawsze w cenie :D). Nakładam je zawsze na wilgotną skórę (zwilżoną mgiełką lub tonikiem). Rozprowadza się dobrze, wchłania średnio (co jest typowe dla mieszanek olejowych), ale nie zostawia tłusto-oślizgłej warstwy na skórze. Spotkałam się z wieloma kosmetykami olejowymi, które nie wchłaniały się w ogóle :D. Tłustość serum pod kremem nie jest już w ogóle wyczuwalna.

Serum nie wywołało żadnych niepożądanych reakcji w okolicach moich oczu, co jest dla mnie szczególnie ważne (nawet nie chcę wspominać swojej historii z olejem rycynowym na porost rzęs xD). Skóra jest odżywiona, napięta i zadowolona, a przez to nawet moje fałdki są jakieś mniej widoczne ;). Okolice oczu dobrze też zniosły ostatnie zmiany temperatur na bardziej jesienno-zimowe: zwykle w tym okresie zaliczam przesusz i delikatne łuszczenie skóry pod oczami. Obecnie nie ma na to szans :D. Cienie pod oczami są nieco jaśniejsze, ale możliwe, że jest to zasługa innego specyfiku, o którym opowiem Wam już niedługo :D. 

Czy wykorzystujecie oleje i olejowe kosmetyki w swojej pielęgnacji? Pochwalcie się jak ;).

Mój ulubiony krem do twarzy - kosmetyk, do którego wracam



Uwielbiam wręcz testować kosmetyczne nowości. Ten entuzjazm przed pierwszą aplikacją - bezcenny ;). Są jednak kosmetyki, które uważam za pewniaki - sprawdzają się zawsze i w każdych warunkach. Z ich dobrodziejstw korzystam wtedy, gdy nie mogę sobie pozwolić na wpadki wyglądowe (a testowanie nowości to zawsze jakieś ryzyko w tym względzie) albo gdy muszę okiełznać jakiś urodowy problem. 

W zeszłym tygodniu napoczęłam czwarte opakowanie mojego twarzowego ulubieńca: Kremu-emolientu barierowego na powieki i wokół oczu Atopy Tolerance (Vis Plantis), którego recenzję mogliście przeczytać prawie dwa lata temu TUTAJ - znajdziecie tam wszystkie szczegóły dotyczące tego mazidła oraz omówienie INCI. Analizy składów całej serii znajdziecie TUTAJ, Inną moją prywatną perełką z tej serii jest emulsja (więcej TUTAJ). 


Minęły dwa lata, a ja nadal wracam do niego karnie przy każdym problemie. Przesuszenia, suche skórki na nosie, czole czy policzkach? Nie ma sprawy, po kilku dniach nie ma śladu ;). Wysyp po nowym kremie/serum? Pokornie odstawiam winowajcę i łapię za tego umiarkowanego tłuściocha, a po około dwóch tygodniach znów mogę cieszyć się gładkim licem. Śmiało mogę powiedzieć, że w całej mojej świadomej pielęgnacji twarzy (a trwa to już ponad 7 lat) trafiłam na wiele wspaniałych i godnych uwagi kremów, ale ten jest moim absolutnym ulubieńcem. Miesiąc przed ślubem nie zamierzam używać niczego innego :D.

Świetnie współgra z makijażem, odżywia i wygładza cerę bez zapychania niezależnie od pory roku ;). Przetestowałam go chyba we wszystkich możliwych konfiguracjach i za każdym razem efekty są mega ;). Gdybym już na siłę szukała jakiegoś maleńkiego minusa, to mógłby mieć jeszcze SPF na poziomie 10-20 - wtedy, poza okresami kwaszenia, nie potrzebowałabym większej ochrony przeciwsłonecznej ;).

Opakowanie airless pozwala na higieniczną aplikację w każdych warunkach ;). Krem ten po raz kolejny udowadnia, że nie zawsze trzeba się kurczowo trzymać sugestii producentów odnośnie zastosowania kosmetyku - krem pod oczy bez problemu sprawdzi się na całej twarzy i odwrotnie ;). 

W czasie moich kosmetycznych podróży po nowościach powoli układam moją żelazną kosmetyczkę - zestaw produktów pielęgnacyjnych, które sprawdzają się zawsze ;). Wiem jednak, że z czasem preferencje mojej skóry mogą się zmienić i coś może jej nie spasować. 

Niemniej jednak bardzo mnie ciekawi, czy macie takie produkty, które możecie polecić w ciemno. Chętnie je poznam i może wdrożę do testowej listy ;).

2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! Kremy z ładnymi składami ;)



Wybór odpowiedniego kremu do twarzy jest jednym z najtrudniejszych. Wielu z nas sporo czasu zajęło znalezienie odpowiedniego ;). Dobrą okazją do poszukiwań może być, trwająca do 28 maja, promocja 2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! (info: TUTAJ). Na blogu znajdziecie też zestawienia żeli oczyszczających (KLIK), toników (KLIK), płynów micelarnych (KLIK) i peelingów (KLIK).

promocja Rossmann maj 2018 kremy

Jednocześnie informuję - nie zwracam uwagi na "dedykacje kosmetyczne", zarówno jeśli chodzi o działanie, jak i dopasowanie wiekowe. Skład zawsze przede wszystkim ;). Ciekawe propozycje kremowe znajdziecie poniżej kremów (na dzień, na noc i pod oczy):

Kremy Tołpa

Tołpa krem

Z marek dostępnych w Rossmannie Tołpa absolutnie dysponuje najciekawszym kremowym asortymentem: od propozycji do cer młodych i trądzikowych aż po skóry dojrzałe i wymagające. I każda - warta uwagi :D.

Kremy Mincer

Mincer krem

Bardzo przyjemne, składowe zaskoczenie! Bogate, emolientowo-olejowe składy wzbogacone ekstraktami. Sporo serii pozwala wybrać coś ciekawego prawie dla każdego, jednak polecam je cerom potrzebującym raczej dużej dawki odżywienia ;).

Kremy Perfecta z serii Fenomen C

Perfecta krem Fenomen C

Emolienty synstetyczne, masła, oleje, ekstrakty i spora ilość witaminy C - naprawdę jest czym się zainteresować kompleksowo ;). Na opakowaniu producent obiecuje sporo, jednak takie składy są w stanie zrealizować te obietnice ;).

Kremy Hada Labo Tokyo


Sporo emolientów, nawilżaczy i przeciwutleniaczy zanurzonych w dość lekkich formułach kremów. Czego tu nie ma - witaminy E i A, kwas hialuronowy i proteiny hydrolizowane - jest naprawdę bogato, a jednocześnie - nie ciężko ;).

Kremy Miya Cosmetics MyWONDERBALM

Miya mywonderbalm krem

Znam i uwielbiam - zarówno składy, jak i pudrowy efekt zaraz po aplikacji oraz dobrodziejstwa długofalowe ;). Wszystkie szczegóły znajdziecie w moich postach: porównanie składów kremów Miya Cosmetics (KLIK) i w recenzji jednego z nich (KLIK).

Kremy Biotanique z serii C Age Control i Snail Repair Therapy

Biotanique C Age Control krem

Do marki Biotanique mam stosunek dość średni - kiedyś bardzo mi nie spasowało wykorzystanie przez nich "naturalnego" chwytu (więcej informacji TUTAJ), jednak obiektywnie muszę przyznać, że ta firma w swoich kosmetycznych szeregach również zawiera kremowe perełki. Do takich należą na pewno linie C Age Control i Snail Repair Therapy ze sporą ilością witamin C i E, olejami, śluzem ślimaka i ekstraktami.

Kremy AA Vegan

AA Vegan krem

Z kremami AA bywa różnie - są lepsze i gorsze, ale seria Vegan absolutnie trzyma poziom. Nieprzesadzone, emolientowe składy wzbudzają moje zainteresowanie ;).

Kremy Vis Plantis Element

Vis Plantis Element krem

Milion wersji, fajne składy, unikalne składniki, sporo maseł i olei - te cechy charakteryzują kremy z serii Vis Plantis Element. Odpowiednik jadu żmii interesuje mnie szczególnie :D.

Kremy Bielenda

Bielenda krem

Bielenda idzie ze swoimi składami w naprawdę dobrą stronę - jest odżywczo, konkretnie i z naturalnymi inspiracjami. Ta marka w swoich kremach całkiem udanie łączy osiągnięcia chemii syntetycznej z dobrami z natury.

Kremy Ava (certyfikowane jako naturalne)

Ava krem certyfikowany naturalny

"Nienaturalne" linie Avy mają wśród kremów sporo niedociągnięć, ale seria certyfikowana to same składowe perełki. Fani naturalności mogą być usatysfakcjonowani ;).

Kremy Soraya

Soraya krem

Soraya to kolejny przykład marki, której składy na przestrzeni czasu uległy znaczącej poprawie. Nic, tylko brać :D.

Kremy Rival de Loop/Isana (te bez etanolu)

Isana Rival de Loop krem

Wydaje mi się, że marka Rival de Loop niedługo przestanie istnieć, a jej kosmetyki zostaną wchłonięte przez Isanę. Niemniej - mają wiele wartościowych składowo, emolientowych propozycji... niezależnie od nazwy ;).

Kremy Dermika

Dermika krem

Wiele wersji, a każda - warta uwagi i zainteresowania ;). Koniecznie muszę poznać markę Dermika lepiej - do tej pory przechodziłam obok niej (niesłusznie!) obojętnie.

Kremy Aube

Aube krem

Nauka w połączeniu z naturą - tak najkrócej mogę podsumować produkty Aube. To kremy składowo bogate i nieszablonowe, odpowiednie dla cer bardziej wymagających.

Kremy Exclusive

Exclusive krem

Bardzo odżywczo, olejowo, ekstraktowo i nawilżająco, a na dodatek keratolitycznie (przez spore dawki mocznika) zapowiadają się składy kremów Exclusive Cosmetics. Rzadko widywane w Rossmannach (w sensie - nie we wszystkich są), ale warto się nimi zainteresować w razie dostępności.

Kremy Be Organic

Be Organic krem


Składy mocno olejowe z nawilżaczami pod koniec składu. Cery wrażliwe i wymagające sporej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi oraz gruntownego odżywienia mogą być z nich zadowolone ;).

Kremy Yoskine

Yoskine krem

Profesjonalnie wyglądające opakowania kryją równie profesjonalnie (w dobrym tego słowa znaczeniu!) skomponowany skład. Proteiny, ekstrakty i emolienty - wszystko w wyważonych, harmonijnych proporcjach. Jest to jednak jedna z najdroższych propozycji w zestawieniu.

Uff, udało mi się przebrnąć przez wszystkie kremowe, rossmannowe propozycje. Będą jeszcze serum, kuracje i maseczki ;).

Czy macie jakiś krem na oku? A może jesteście wierni ulubieńcowi? ;)

Senelle Cosmetics - warte uwagi nowości ;)



Nową, polską markę Senelle Cosmetics miałam już okazję przedstawić Wam przy okazji analiz składów produktów, które otrzymałam do testów. Minęło nieco czasu i dziś mogę Wam opowiedzieć o nich z praktycznej, recenzenckiej strony ;). 


Nawilżający balsam do ciała, Odżywczy krem do twarzy oraz Korygujący krem do twarzy były ze mną przez ponad miesiąc. Mają zbliżoną, roślinną nutę zapachową, która nie utrzymuje się na skórze po aplikacji - po ledwie kilku minutach nic nie jest wyczuwalne nosem. Produkty do twarzy pachną mniej intensywnie od balsamu, ale tego akurat można się było spodziewać ;). Ich konsystencje również są zbliżone - białe mazidełka o średniej gęstości, odpowiednie do zapakowania ich w plastikową tubę (balsam) lub szklane opakowania typu airless (kremy). Etykiety w każdym przypadku są przemyślane, delikatne i trwałe, a drewniane podkładki pięknie się prezentują na półce.

Jeśli natomiast chodzi o trwałość opakowań, to tuba nie budzi w tym względzie żadnych wątpliwości, ale szklane pompki airless mogą nie znieść spotkania z podłogą - warto o tym pamiętać ;). Z dozowaniem nie miałam problemu - tuba ma niewielki, dobrze dopasowany otwór, a pompki przy pojedynczym naciśnięciu dozują ilość kremu akurat na jedną aplikację.

Senelle Cosmetics, Nawilżający balsam do ciała


200ml tego balsamu kosztuje na stronie producenta sporo: 69zł.

Skład:


Na drugim miejscu w jego składzie znajdziemy trójglicerydy, które świetnie sprawdzają się na moim ciele w roli emolientów (substancji natłuszczających). Tuż za nimi znajduje się propanediol - jeden z kilku humektantów (nawilżaczy) w składzie (obok gliceryny i hialuronianu sodu). Olei także w nim nie zabrakło - znajdziemy wśród nich migdałowy, lniany, jojoba, z nasion pomidora, masło shea, skwalan oraz estry olei z pestek moreli i jojoba. Nie brakuje tutaj także ekstraktów: z miodu i kwiatu granatu. Całość dopełniono witaminą E, dwoma konserwantami (stosowanymi w żywności), gumą ksantanową (zagęstnik), kwasem cytrynowym (regulator pH) oraz kompozycją zapachową. 

Skład jest zacny ;). Miło, że producent mocno postawił na oleje i ekstrakty roślinne jednocześnie nie tworząc przekombinowanego i przesadzonego składu. Olej z nasion pomidora to absolutnie najbardziej interesujący składnik ;). 

Jak na balsam ma dość gęstą konsystencję, co na szczęście nie wpływa negatywnie na wchłanianie. Od produktów z linii wakacyjnych wręcz wymagam szybkiego wchłaniania - w tym względzie spełnił w 100% moje oczekiwania. Nadaje się do aplikacji nawet rano, gdy czas goni - nie pozostawia oślizgłej warstewki ;). Skóra jest przyjemnie nawilżona, gładka i miękka, a jednocześnie nie klei się do siebie samej (kto tego nie doznał latem? ;)) i ubrań. Przyjemnie łagodzi także podrażnienia po depilacji, których przy działaniu maszynką niestety doznaję. 

Moja bardzo sucha skóra mówi mu tak ;).

Senelle Cosmetics, Odżywczy krem do twarzy


50ml tego kremu kosztuje 89zł - sporo, ale w przypadku kosmetyków do twarzy ta cena budzi mniej emocji ;).

Skład:


W tym kosmetyku znajdziemy propanediol (nawilżacz) oraz laurynian izoamylu (emolient otrzymywany głównie z oleju kokosowego i ziaren pszenicy). Dwa oleje (z nasion pomidorów oraz migdałowy) przełamane gliceryną (nawilżacz) oraz estrami kwasu kaprylowego i kaprynowego oraz alkoholami tłuszczowymi z oleju kokosowego. W połowie składu znajdziemy oleje: lniany, kokosowy jojoba i masło shea. Ekstrakty też tutaj mamy: z granatu, dębu i alg. Koncówkę składu dopełnia hialuronian sodu (nawilżacz), guma ksantanowa (zagęszczacz), dwa niekontrowersyjne konserwanty oraz regulator pH i kompozycja zapachowa. 

Ponownie widać, że jest na czym składowo oko zawiesić ;). Olej "pomidorowy" wyjątkowo wysoko w składzie dopełniony innymi dobrociami ma szansę dużo dobrego zdziałać i faktycznie zadziałać mocno odżywczo.

Jak przy każdym kremie sygnowanym jako "odżywczy" obawiałam się mocnej tłustości po aplikacji, co nie jest zbytnio wskazane w okresie letnim ;). Zaskoczył mnie jednak mocno - wchłania się w ciągu kilku minut, a odrobina skrobi matuje go na cały dzień ;). Nie sprawia także problemów w związku z makijażem - nie obniża jego trwałości ani nie wywołuje żadnego rolowania. Nawilżenie uzyskane z jego pomocą trzyma skórę w ryzach przez cały dzień, a zastosowany na noc daje rano efekt promiennej i wypoczętej cery bez suchych skórek na nosie (moja letnia i zimowa zmora -.-). Nie stosowałam go w okolicach oczu (tam wylądował kolejny produkt Senelle), jednak czuję, że i z tymi wymagającymi i delikatnymi rejonami dałby sobie radę.


Co ważne - mimo swojej bogatej w oleje i inne cuda formuły nie spowodował wysypu zmian trądzikowych. Ba, mimo tego, że nie ma takiego deklarowanego działania, to w ciągu ostatniego miesiąca zapalnych kraterów nie uświadczyłam w ogóle. Czy to jego zasługa? Kto wie ;). Kusi mnie, by zostawić go nieco w opakowaniu i sprawdzić, jak poradzi sobie zimą.

Wiecie, czego brakuje mi do pełni zadowolenia? Ochrony przeciwsłonecznej, nawet niewielkiej - SPF między 10 a 20 - i byłby 100% ideał. I bez tego jednak wart jest spróbowania ;).

Senelle Cosmetics, Korygujący krem pod oczy



15ml kremu pod oczy kosztuje 79zł - dość podobnie jak w przypadku kremu odżywczego.

Skład:


Sporo składników tego kremu widzieliśmy już w balsamie i kremie do twarzy, ale kilka zaskoczeń też znajdziemy ;). Bazą dla tego kremu jest gliceryna (nawilżacz) wraz z wspomnianym już wcześniej laurynianem izoamylu uzupełnione o oleje: lniany, migdałowy, "pomidorowy", kokosowy, jojoba i oliwę. Dalej znajdziemy kolejny nawilżacz (propanediol), mieszankę estrów kaprylowych i kapronowych z alkoholami tłuszczowymi z oleju kokosowego. Z ciekawych ekstraktów znajdziemy tutaj cykorię, dąb, granat oraz mak. W połowie składu zawiera trójglicerydy, które w okolicach okołoocznych nie robią mi krzywdy ;). Nie można także zapomnieć o dodatku kofeiny, odpowiedzialnej za poprawę krążenia i zmniejszenie opuchnięć. W roli zagęstników występują niewielkie ilości gum: ksantanowej, z drzewa tara i biosacharydowej. Dwa konserwanty, regulator pH i kompozycja zapachowa zamykają peleton składników ;).

Szczególnie duże nadzieje wiązałam tutaj z dodatkiem kofeiny - opuchnięcia i sińce pod oczami to moja codzienność ;). Krem ten wchłania się nieco dłużej od wersji do twarzy, ale różnica nie jest duża i nie spowalnia porannej czy też wieczornej toalety. Nie zmniejsza trwałości makijażu oka - cienie czy eyeliner nie emigrują w kontakcie z nim w niewiadomych kierunkach ;). Okolice moich oczu zaakceptowały go bez zastrzeżeń - nie wywołuje zaczerwienień, łzawienia czy swędzenia.


Znacząco zmniejsza sińce i opuchnięcia pod oczami (przy stosowaniu dwa razy dziennie), co jest zapewne zasługą dodatku kofeiny (chyba muszę się nią bardziej zainteresować w swojej pielęgnacji ;)). Wiadomo, że nic nie zastąpi odpowiedniej dawki snu, ale ten krem daje naprawdę niezłego, świeżego kopa spojrzeniu. Moich zmarszczek mimiczno-rodzinnych nic nie jest w stanie wyeliminować (oprócz pewnie zabiegów mocno inwazyjnych), ale ich odnogi w kącikach oczu stały się mniej widoczne. Me gusta ;).

Nowe marki często budzą duże zainteresowanie i chęć zakupów, która jest jednak powstrzymywana przez brak opinii. Gdyby jednak ktoś z Was rozważał zakup produktów Senelle powiem tyle - warto ;).

A może któryś z produktów zainteresował Was szczególnie? ;)

Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu - hit pielęgnacyjny!



Bardzo długo unikałam kremów, których składy kojarzyły mi się zbyt "tłusto". Do pewnego momentu życia po prostu były mi niepotrzebne - skóra w miarę radziła sobie ze wszystkim bez dodatkowych dawek emolientów. Przyszła jednak kryska na Matyska - moja skóra z czasem zaczęła reagować na wiatr i chłód zaczerwienieniem oraz drobnym, delikatnym łuszczeniem (szczególnie na nosie i w jego okolicach), które dodatkowo bywały potęgowane przez moją kurację kwasową (o niej dokładnie napiszę już wkrótce ;)). Każdy, kto kiedykolwiek próbował ukryć łuszczący się kinol pod czymkolwiek (w domyśle - pod tapetą xD) wie, jaka to syzyfowa praca. Początek sezonu grzewczego złożył się w czasie ze spotkaniem blogerek związanym z pięcioleciem istnienia Elfy Pharm. Przyniosłam z niego kilka kosmetyków z serii Atopy Tolerance, których składy opisywałam Wam TUTAJ

Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu zainteresował mnie od razu. Początkowo (przez jakiś tydzień) stosowałam go tylko w deklarowanym rejonie, a potem już na całość (twarz + szyja + dekolt). W skrócie powiem Wam tyle - znalazłam perełkę jak rzadko ;). Zobaczcie!


Krem zapakowany jest w buteleczkę typu airless. Takie rozwiązania lubię szczególnie - dzięki niemu aplikacja jest bardzo higieniczna, jednak nie pozwala na wizualne śledzenie ubytku produktu. 2 pompki wystarczą na pokrycie twarzy, szyi i dekoltu - za wydajność daję więc plusa ;). Opakowaniom nie można odmówić urody - stonowane, przemyślane barwy i czytelne napisy tworzą miłą dla oka i funkcjonalną całość ;).

30ml kremu kosztuje 24,99zł.

Skład:


Jest emolientowo, humektantowo i bogato. Emolienty syntetyczne, masło shea i olej z nasion bawełny zostały sowicie doprawione mocznikiem (3. miejsce w składzie!), gliceryną i propanediolem (humektanty - nawilżacze). Dalej znajdziemy trójglicerydy - na moją skórę do tej pory oddziaływały komedogennie, ale w tej formulacji nie dają takiego efektu (myślę, że jest to zasługa mocznika lub mojej kuracji kwasowej - albo jednego i drugiego). Zawiera również hialuronian sodu, pantenol, glikol dipropylenowy, alantoinę (humektanty-nawilżacze) oraz ekstrakty z chabru (bławatka) i brzozy. Niewielkie ilości konserwantów oraz silikonu dopełniają całości.

Skład jak najbardziej sugeruje, że jest to produkt przeznaczony dla atopowców i posiadaczy skóry wrażliwej. Na uwagę zasługuje duża dawka emolientów (naturalnych i syntetycznych) i mocznika (w większych stężeniach reguluje proces keratynizacji naskórka) oraz brak kompozycji zapachowej. Może się podobać ;).

Krem ma białą barwę i jest dość gęsty, natomiast zapachu, mimo prób, nie zarejestrowałam ;).


Krem nakładam rano po umyciu twarzy lub wieczorem, około 20-30 minut po nałożeniu preparatów kwasowych. Zaskoczył mnie wchłanianiem - spodziewałam się tłustej warstwy utrzymującej się długo lub ciągle, a dostałam krem szybkie wchłanianie do pudrowego matu ;). Po aplikacji skóra jest wygładzona, nawilżona i delikatnie napięta. Traktuję nim także usta - tutaj także powstrzymał objawy przesuszenia.

Makijaż (krem BB + korektor) trzyma się na nim dobrze, a po zmatowieniu skrobią ziemniaczaną moja tłusta cera nie świeci się przez cały dzień. Od czasu jego stosowania moja tłusta cera produkuje zauważalnie mniej sebum (ot, ograniczenie wpływu czynników zewnętrznych + uzupełnienie warstwy lipidowej zadziałało ;)).

Dzięki temu kremowi moja skóra bardzo dobrze znosi zimę oraz ogrzewanie. Żadnych suchych skórek czy zaczerwienienia nie zanotowałam, podobnie zresztą jak wysypu jakichkolwiek niedoskonałości. Możliwe, że jest to zasługa kwasów - sprawdzę to jednak dokładnie na wiosnę, gdy je odstawię. D

Przyznam się Wam, że krem ten w połączeniu z resztą pielęgnacji daje tak zacny efekt, że (nie licząc większych wyjść) korzystam tylko z korektora pod oczy. Nie mam obecnie w zasadzie nic innego do ukrycia ;). 

Obecnie kusi mnie lipidowy krem barierowy z tej samej serii - niech ja go tylko dorwę gdzieś stacjonarnie :D. Myślę, że atopowcy i wrażliwcy mają kolejną świetną linie dla siebie ;).

Mieliście już styczność z tymi kosmetykami? A może Was kuszą? ;)

Bioselect, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy - grecki hit!



Okolice oczu są dość newralgicznym punktem mojej twarzy. Zmarszczki mimiczne towarzyszą mi od zawsze (uroki genetyki i mojej mimiki ;)), a dodatkowo obrzęki i zasinienia nie są mi obce. Od dawna przykładam dużą wagę do pielęgnacji tych rejonów (a odkąd skończyłam ćwierćwiecze nawet większą... ;)). Ze sporym zainteresowaniem zabrałam się więc za testy Przeciwzmarszczkowego kremu pod oczy marki Bioselect (we współpracy z dystrybutorem, który jako jedyny oferuje te kosmetyki z polskimi etykietami i notyfikacją PIP).


Szklany słoiczek z plastikową nakrętką dodatkowo zapakowany jest w ładny, zielono-szary, matowy karton, na którym znajdziemy napisy w języku greckim i angielskim, a dodatkowo - polską nalepkę dystrybutora. Nie polecam upuszczania słoiczka na płytki w łazience - szkło, mimo solidnego wykonania, może tego nie znieść. Etykiety są czytelne i trwałe. Zarejestrowałam także dwa dodatkowe plusy opakowania.

Pierwszym z nich jest dodatkowe, plastikowe wieczko, eliminujące problem ubrudzonego gwintu zakrętki. Estetyczny plus ;).


Drugim jest, wciąż jeszcze zbyt rzadko spotykana w kremach, szpatułka dołączona do opakowania. Plus za higienę ;).


30ml tego kremu kosztuje (sklep internetowy Bioselect - do końca sierpnia można skorzystać z 10% rabatu) około 110zł (cena zależna od kursu euro). Sporo, ale warto zauważyć, że opakowanie jest dwukrotnie większe niż standardowe.

Skład:


Już przed wodą znajdziemy hydrolat szałwiowy i olej jojoba. Olei zresztą jest w nim sporo więcej (oliwa z oliwek, masło shea, oleje: arganowy i słonecznikowy) stabilizowanych alkoholami tłuszczowymi. Znajdziemy w nim także glicerynę (humentant), morze ekstraktów (dziurawiec, lebiodka kreteńska, lucerna, rozmaryn, olbrzymka) i mączkę ryżową. Zawiera łagodne konserwanty (bez parabenów) i substancje odpowiedzialne za pH (kwas cytrynowy). Warto zauważyć, że nie znajdziemy w nim kompozycji zapachowej, filmformerów czy barwników.

Jak widać - mamy do czynienia z kosmetykiem o bardzo bogatym, olejowo-ziołowym składzie. Pewnie nikogo już nie dziwi, że mnie skutecznie skusił ;).

Sam krem ma gęstą, maślaną konsystencję i delikatny, szałwiowy zapach - dla mnie przyjemny.


Początkowo podeszłam do niego z pewną dozą nieufności. Moje powieki w ostatnim czasie sporo przeszły i ostatnie, czego bym chciała, to powrót stanu zapalnego. Po domowej próbie uczuleniowej rozpoczęłam ostrożne stosowanie kremu w dedykowanym rejonie. 

Mimo bogatej konsystencji krem wchłania się dobrze i możliwe jest stosowanie go pod makijaż (nie obniża jego trwałości). Powiem Wam też, że producent nie popłynął z zapewnieniami - to kosmetyk do wrażliwych okolic oczu. Nie zanotowałam najmniejszego podrażnienia, zaczerwienienia, przesuszenia czy swędzenia, nie wywołuje także łzawienia. Nadaje się więc także dla osób noszących szkła kontaktowe.

Co do samych efektów stosowania tego kremu - przyjemnie łagodzi skórę po kontakcie ze słońcem/wiatrem i naprawdę zmniejsza opuchnięcia (szczególnie trzymany dodatkowo w lodówce - rada ode mnie). Skóra powiek jest przyjemnie napięta, ujędrniona. Z tej zapewne okazji mniejsze linie i zagłębienia stały się niewidoczne (większych, cóż, nic prócz mocno inwazyjnych zabiegów już u mnie nie ruszy), co ewidentnie rozświetliło spojrzenie i dało efekt jak po porządnym urlopie ;).

Ze względu na gęstą konsystencję jest bardzo wydajny - ledwie maźnięcie starcza bezproblemowo na jedną aplikację.

Bonus dodatkowy - wydaje mi się, że rzęsy od czasu jego stosowania wyglądają lepiej (w końcu też go dostają ;)), a nie stosuję żadnych innych odżywek w tych rejonach. Magia!

Podsumowując - bardzo polubiłam się z tym kremem bardziej, niż spodziewałam się na początku. W kolejce do recenzji czeka jeszcze serum tej firmy i powiem Wam, że z ciekawością poszukam innych jej kosmetyków - pozytywne zaskoczenie robi swoje ;).

Słyszeliście o tych greckich produktach?
loading...

Rival de Loop, seria Zell Intense - analiza składów



Nie sposób nie zauważyć, że lubię wyszukiwać pielęgnacyjne perełki w przystępnej cenie. Czasami są one dostępne w większości sieciowych drogerii, innym razem dość niszowe. Dziś przygotowałam dla Was analizy składów nowości marki, którą znajdziecie w każdym Rossmannie. Niestety, co Rossmann to inny asortyment i nie w każdym opisywana seria jest dostępna. 

O kosmetykach Rival de Loop wspominałam Wam w przeszłości wielokrotnie:

Rival de Loop, krem BB - niestety wycofany 

Nowa seria Zell Intense firmowana jest jako intensywnie regenerująca. Znajdziemy w niej krem na dzień, krem na noc i eliksir pod oczy (16,99zł za sztukę).

Rival de Loop Zell Intense, Krem na dzień


Skład:


Gliceryna (humektant-nawilżacz), zestaw filtrów przeciwsłonecznych, emolientów i... etanol. Jego obecność ma prawdopodobnie ułatwić rozpuszczenie filtrów chemicznych, jednak uważam ją za zbędną. W tym morzu emolientów dałoby radę i bez niego ;). Znajdziemy w nim też witaminę E, oleje sojowy i słonecznikowy, masło shea, kopolimer (filmformer), proteiny sojowe oraz ekstrakty z: alg, ketmii (hibiskusa) i baobabu. Zawiera niewielki dodatek hialuronianu sodu (nawilżacz) oraz substancje zapachowe, konserwujące (bez parabenów) i odpowiedzialne za odpowiednie pH kosmetyku. 

Obecność etanolu popsuła naprawdę świetny skład, jednak nawet z nim znajduje się on na mojej liście do przetestowania. No i ma filtr - SPF 15, co jest przeze mnie bardzo pożądane ;).

Rival de Loop Zell Intense, Krem na noc


Skład:


Tuż po wodzie i glicerynie znajdziemy w nim trójglicerydy. Obecnie jestem na etapie sprawdzania, czy preferencje mojej skóry się nie zmieniły w kontekście zapychania (trójglicerydy powodowały właśnie taki efekt), ale chyba nie jestem jeszcze gotowa na produkt z nimi tak wysoko w INCI ;). Następnie znajdziemy masło shea, olej sojowy, emolienty syntetyczne, witaminę E, pantenol, ekstrakty z alg, hibiskusa i baobabu, olej słonecznikowy, proteiny sojowe i odrobinę hialuronianu sodu. Zawiera również kompozycję zapachową, konserwanty (bez parabenów) i substancje odpowiedzialne za właściwe pH kosmetyku.

Ten krem ma naprawdę obiektywnie fajny skład i niejedno z was może zainteresować. Myślę też, że może być tłustawy.

Rival de Loop Zell Intense, Eliksir (krem) pod oczy


Skład:


Ponownie mamy do czynienia z glicerynowo-trójglicerydową bazą. W eliksirze znajdziemy także emolienty syntetyczne, sorbitol, witaminę E, masło shea, oleje: jojoba, sojowy i słonecznikowy, kopolimer (filmformer), ekstrakty z: alg, ketmii (hibiskusa), albicji i baobabu oraz proteiny sojowe i hialuronian sodu.Nie zawiera kompozycji zapachowej, natomiast znajdziemy w nim regulatory pH i konserwanty (bez parabenów). 

W okolicach oczu nie mam żadnych problemów z zapychaniem, dlatego też chętnie w przyszłości przytulę go w swojej kosmetyczce ;).

Widziałam także zapowiedź innej nowej serii Rival de Loop - Hydro Booster. Niestety, stacjonarnie nie widziałam jeszcze tych kosmetyków, ale możecie być pewni - jak je spotkam to na pewno rozłożę je na czynniki pierwsze ;).

Używaliście kiedykolwiek kosmetyków Rival de Loop?








loading...

Cera Plus Antiaging: Krem pod oczy 40+ i płyn micelarny - kolejne pozytywne zaskoczenie ;)



Płyn micelarny i krem pod oczy to dwa produkty, bez których nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. Pierwszy pozwala mi na efektywne domknięcie etapu demakijażu/oczyszczania skóry (tego typu produkty sprawdzają się u mnie lepiej niż toniki), natomiast drugi jest mi niezbędny ze względu na problemy z okolicami oczu: opuchnięcia, cienie i "genetyczne" (po mamie) zmarszczki to mój chleb powszedni. Ostatnio, w ramach współpracy, miałam okazję przetestować dwa produkty Cera Plus Antiaging: Płyn micelarny i Krem pod oczy 40+.

Dermokosmetyki Cera Plus i Włosy Plus - analizy składów i pierwsze wrażenia ;)



Życie czasami zaskakuje każdego - nawet takiego starego kosmetycznego wyjadacza jak ja :P. W ramach współpracy miałam okazję poznać dermokosmetyki, o których wcześniej nie słyszałam: Cera Plus i Włosy Plus. Są to produkty o całkiem przyjemnych cenach i składach, więc zapewne nie zdziwi Was mój wybór. Kilku kosmetyków używam już od jakiegoś czasu, dlatego podzielę się dziś z Wami analizami składów i w miarę możliwości - pierwszymi wrażeniami ;).

Dwa kosmetyki "okołooczne" - bez zachwytu: Resibo, Foltene Pharma



Jako właścicielka z natury dość wymagających okolic "okołoocznych" już od dawna stosuję kremy pod oczy - z lepszym bądź gorszym skutkiem ;). Pokochałam także dłuższe rzęsy, więc odżywki do rzęs bez bimatoprostu (dlaczego poszukuję tylko takich: KLIK!) zagościły na stałe w mojej kosmetyczce. Dziś mam dla Was kilka słów o dwóch produktach: kremie pod oczy Resibo i odżywce do rzęs Foltene Pharma.

Resibo, Krem pod oczy 


Krem zamknięty jest w opakowaniu typu airless, z pompką, która dozuje ilość potrzebną akurat na jedną aplikację. Dodatkowym opakowaniem jest tuba ze sztywnego kartonu, bardzo... miła dla oka ;)

Kosmetyki Murier Laboratoires Paris: serum do rzęs i krem pod oczy ;)



Kosmetyki marki Murier Laboratoires Paris można zgarnąć w Facebookowym i blogowym konkursie u mnie - w ramach współpracy ja również miałam okazję przetestować ich produkty. Mój wybór padł na serum do rzęs i krem pod oczy z serii Caviar Impact.


Zacznijmy może od serum do rzęs ;)


Opakowanie dość standardowe jak na produkt do pielęgnacji rzęs - plastikowa, zakręcana tuba zaopatrzona w cieniutki pędzelek. Na opakowaniu znajduje się jedynie logo firmy oraz nazwa samego produktu, przez co wizualnie opakowanie jest nieprzesadzone.