Oriflame, Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem Love Nature - bardzo udana ampułka do włosów!



We wcześniejszych latach mojej włosowej pielęgnacji byłam absolutną zwolenniczką niedrogich olei kuchennych, kupowanych w sporych objętościach. Włosy olejowałam wtedy co mycie bardzo obficie, można rzec - na bogato ;). Nadal uważam, że rozwiązania niedrogie są najlepsze, ale zdrowsze włosy, wymagające rzadszego traktowania olejem (i w dużo mniejszej ilości niż lubię... ;)) pozwalają na testy w ramach współpracy takich maleństw jak Olejek na gorąco z pszenicą i kokosem Love Nature od Oriflame bez wyrzutów sumienia ;).


Maleńka, plastikowa ampułko-tubka kryje 15 ml produktu. Jest to kosmetyk teoretycznie do zużycia "na raz", gdyż korek należy oderwać, jednak odwracając zatyczkę można całość dość szczelnie zamknąć ;). Swój egzemplarz zużyłam w trzech podejściach. Całość wygląda prosto i nie sprawiła mi żadnych problemów w obsłudze.

15ml tego olejku kosztuje 6,90zł, jednak bez większych problemów można go zakupić już w cenie około 3zł.

Jego skład przedstawia się tak: AQUA, BUTYLENE GLYCOL, OLETH-20, PANTHENOL, HYDROXYETHYLCELLULOSE, POLYQUATERNIUM-7, IMIDAZOLIDINYL UREA, PARFUM, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, COCOS NUCIFERA OIL, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, SODIUM CITRATE, METHYLPARABEN, COUMARIN, PROPYLPARABEN

I nagle szok - temu produktowi dużo bliżej jest do nawilżacza niż do olejku (produktu emolientowego)! Trzon składu stanowią substancje nawilżające: glikol butylenowy oraz pantenol doprawione sowicie emulgatorem. Dopiero po zapachu znajdziemy olej kokosowy oraz proteiny pszenicy. Całość domknięta jest stabilizatorami pH i konserwantami (w tym parabenami). Zawiera filmformer (polyquaternium).

Skład obejrzałam dopiero w sieci - na tak niewielkiej tubce ciężko go umieścić w sposób czytelny. Zaskoczona byłam mocno, co dodatkowo zwiększyło chęć testów - trudno było mi teoretycznie przewidzieć efekt jego stosowania :D.

W celu ogrzania olejku (w końcu to produkt "na gorąco"!) umieściłam tubkę w kubku z gorącą wodą na jakąś minutę i nałożyłam jakieś 5 ml na suche włosy. W kolejnych próbach czas trzymania olejku przed myciem wynosił od 1 do 3h, po czym myłam włosy szamponem, odżywkowałam i układałam jak zwykle. Efekt tych zabiegów widzieliście już w poście o moich lokach po fryzjerze (KLIK!) i powiem tak: dawno nie miałam tak ładnych włosów! Zero obciążenia, żadnego podfruwania, mięsistość, blask i piękne loki, którym nie był straszny nawet całkiem konkretny deszcz, który złapał mnie w drodze na przystanek przed zrobieniem zdjęcia xD. Nawet byłam nim zdziwiona - w końcu nawilżaczy w nim sporo, a te składniki nie lubią się z wilgocią.

Cena w przeliczeniu na mililitr może nie wychodzi najlepiej, ale w ramach ciekawostki, przy włosach nie wymagających sowitego olejowania - naprawdę warto spróbować ;).

Stosujecie olejowanie włosów w swojej pielęgnacji? Jakie macie doświadczenia? ;)

Isana Oil Care, Intensywna kuracja do włosów suchych i zniszczonych - takie "zmiany" rozumiem :D



Niedawno recenzowałam dla Was Intensywną kurację do włosów z olejkiem arganowym od Isany (KLIK!) i przy tej okazji zostałam uświadomiona o wycofaniu wersji w tubie. Nieco zamarłam - rzadko trafia się takie cudo w przystępnej cenie ze świetną dostępnością. Pojawiła się natomiast "Intensywna kuracja do włosów suchych i zniszczonych" Isany, która od początku była podejrzewana o bycie tym samym produktem w innym opakowaniu ;).

kuracja do włosów Isana

Tubę zastąpił słoiczek i, chociaż nie jestem zwolenniczką gmerania paluchami w kosmetykach, jest to dobra zmiana. Przy produktach gęstych, o konsystencji nieco masełkowej, wyciskanie z tuby może nie być prostą sprawą, a pod koniec opakowania często potrzebny jest nóż do rozcięcia opakowania.

Skład pozostał bez zmian - jego omówienie znajdziecie TUTAJ

kuracja do włosów Isana skład

Zapach i konsystencja również się nie zmieniły: waniliowo-orzechowy aromat i "masełkowatość" pozostały ;).


Przy zmianach opakowań, nawet bez ingerencji w zapis składu, zawsze istnieje ryzyko, że producent pozmienia proporcje składników w pewnym stopniu, co wpłynie na działanie kosmetyku. Sprawdziłam jednak działanie "nowej wersji" na swoich kudłach - ci z Was, którzy nie byli pewni zawartości tego nowego słoiczka mogą spać spokojnie i kupować (a teraz jest na promocji!), bo skład i działanie pozostały nienaruszone. Piękne, pogodoodporne loki na moim łbie są tego najlepszym dowodem :D.

Czy w ostatnim czasie jakaś zmiana składu kosmetyku szczególnie odbiła się na Waszej pielęgnacji?

Włosowy weekend: Cassia i inne cuda



Od bardzo dawna nie pokazywałam Wam swoich włosów. W tym czasie rosły radośnie, czekając na fryzjera xD. Jak już skończy się najnudniejszy dla nauczyciela czas w roku (czyli pilnowanie na maturach :P) muszę koniecznie odwiedzić Pana Dawida i ogarnąć mój pierdzielnik. Oficjalnie mogę powiedzieć - moje włosy nie były takie długie chyba nigdy xD. 

Moja pielęgnacja nie jest zbyt rozbudowana - średnio raz w tygodniu (czyli co 3 mycia) nakładam przed myciem coś odżywczego (olej, maskę, miks), myję włosy dwukrotnie "mocnym rypaczem" i nakładam na kilka chwil niewielką ilość produktu do spłukiwania. Następnie osuszam włosy, plopinguję i ugniatam ze stylizatorem. Zwykle śpię też w mokrych bądź wilgotnych włosach, bo po suszarce nie wyglądają najlepiej, a schną... godzinami xD.

Tym razem postanowiłam kudły dopieścić, a przy okazji ukryć kilka moich siwulców moim ulubionym zielskiem - Cassią ;). Na temat jej barwiącego działania (nie rozjaśniania!) pisałam już więcej TUTAJ, stworzyłam też małe kompendium na jej temat TUTAJ. O moich wcześniejszych efektach po-Cassiowych przeczytać możecie TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ ;). Z Cassi robię nawet maseczkę na twarz, która sprawdza się świetnie i, mimo moich początkowych obaw, nie farbuje mojej skóry - KLIK. Do całego rytuału pielęgnacyjnego wykorzystałam takie oto cuda:

pielęgnacja włosów zestaw

Kopiastą łyżeczkę Cassii zalałam gorącą wodą (nie wrzącą!) w takiej ilości, by osiągnąć konsystencję gęstej śmietany. Zrobiłam to rano (około 8), a około 16 umyłam włosy dwukrotnie Szamponem łopianowym Herbal Care Farmony i nałożyłam pewnego rodzaju gloss, ale nie hennowy, tylko cassiowy ;). Do Cassii dołożyłam łyżeczkę miodu i dwie łyżki maski Aloe Vera Dr Sante. Całość wymieszałam aż do uzyskania jednolitej konsystencji i nałożyłam na włosy. Zawinęłam je w folię spożywczą i paradowałam z turbanem z ręcznika przez 4h (a tak poważnie to przysnęło mi się przy filmie i stąd tak długa ekspozycja ;)).

Na zakończenie spłukałam mieszankę i umyłam włosy jednokrotnie Szamponem aloesowym Equilibra i wystylizowałam jak zwykle. Dawno moje włosy nie wyglądały tak dobrze:

pielęgnacja włosów kręconych

Przyzwyczajam się powoli do mniejszego i mniej regularnego skrętu (ze względu na długość), ale tęsknię za włosami krótszymi. Całe moje zapuszczanie kudeł to ukłon w stronę mojego M. - może wytrzymam z nimi do ślubu, potem zetnę xD. Niemniej jednak teraz widzę w pełni efekty pielęgnacji - kiedyś przy tej długości dół miałabym dosłownie wygryziony, a teraz - jest całkiem mięsisty ;). Niemniej jednak nie planuję mieć włosów po tyłek - wtedy już na pewno widać by było moją pięciocentymetrową gęstość (o taką KLIK) xD. Siwulce się schowały, włosy wyglądają wizualnie na gęstsze i grubsze, a i loki są nieco mocniejsze. To w Cassii uwielbiam <3.

U fryzjera planuję odświeżyć kształt fryzury i być może nieco skrócić całość do dalszego zapuszczania. Mam nadzieję, że ureguluje to nieco mój skręt i nieco go zwiększy na dłużej ;).

Jak się mają Wasze włosy? ;)

2+2 gratis na pielęgnację włosów w Rossmannie: olejki, wcierki, serum, kuracje



Czas na kolejną, po szamponach (KLIK!) oraz maskach i odżywkach (KLIK!) porcję interesujących kosmetyków włosowych przygotowaną z myślą o rozpoczynającej się pojutrze promocji 2+2 gratis w Rossmannie na produkty do włosów (więcej informacji TUTAJ). Tym razem będą to olejki, wcierki, kuracje i serum, czyli jeden wielki misz masz :D.


Olejki:


Olejki Loton


Jeden z rodzajów olejków Loton kupiłam przy okazji którejś z wcześniejszych promocji w Rossku i... jestem szczerze zachwycona ;). Butelczyna dobija dna, recenzja pojawi się niedługo, a sama może zaopatrzę się w kolejną :D. Mieszanka olei wzbogacona trójglicerydami i witaminą E - to może się podobać ;).

Olejek do włosów Alterra 


Bogata mieszanka olei dedykowana do włosów wpadła w moje łapki wraz z kolejną paczką od Rossmann. Wymaga jeszcze gruntowniejszych testów, ale te kilka podejść było bardzo obiecujących :D.

Wcierki:

Farmona Jantar


Włosomaniaczy klasyk ;). Ładny, bogaty w ekstrakty roślinne, aminokwasy i witaminy skład znalazł już sporo zwolenników, a obecnie, po zmianie opakowania (w końcu atomizer <3) jest dużo łatwiejszy w aplikacji. Nie wykluczam zakupu - w końcu zapuszczam moje kudły :D.

Płyny i toniki Alpecin


Interesujące składy bogate w kofeinę i związki cynku (o działaniu przeciwłupieżowym). Ważna uwaga - są to produkty bazujące na etanolu, więc osoby o skłonnych do przesuszeń i nadwrażliwości skalpach powinny mieć się na baczności ;).

Lotiony Seboradin


Popularnych Sebusiów używałam w czasach samych początków włosomaniactwa i, wstyd się przyznać - dokładnego efektu nie pamiętam :D. Chętnie go sobie odświeżę w promocyjnej cenie. To również są wcierki alkoholowe, więc nie każdemu podpasują.

Woda brzozowa Isana


We wcześniejszej wersji nie interesowała mnie w ogóle (wtedy bazowała na alkoholu izopropylowym w ilościach wręcz skandalicznych), jednak zmiana na lepsze zmotywowała mnie do zakupu (więcej informacji o składzie TUTAJ). Zmniejsza u mnie przetłuszczanie i powoduje wysyp nowych włosów. Ważne - również bazuje na etanolu.

Serum:

Olejki Gliss Kur


Bardzo przyjemne składowo produkty do zabezpieczania końcówek. Ba, widoczna na zdjęciu wersja Thermo-Protect nie zawiera filmformerów, tylko sowitą mieszankę wartościowych olei roślinnych. Daję porządną okejkę :D.

Olejki Garnier Fructis


Silikonowa baza z dodatkiem 1-2 ekstraktów lub olejków obiecuje solidne zabezpieczenie włosów na długości. Czegóż więcej potrzeba? ;)

Olejki do włosów Isana


Isana mocno rozszerzyła swoją ofertę olejków-serum do zabezpieczania włosów. Jest w czym wybierać ;). Ładne, silikonowe składy z dodatkiem dobroci mogą się naprawdę nieźle sprawdzić. A do tego - niska cena i spora objętość ;).

Kuracje:

Ultraplex Joanna


Czaję się na Ultraplex od Joanny już bardzo dawno - może na promocji w końcu się przełamię? :D. Włosów zniszczonych wprawdzie nie mam, jednak bardzo ciekawi mnie działanie -plexów na moich włosach.

Mój koszyk na stronie Rossmanna pęcznieje, a Wasz? Muszę go zredukować do czterech lub ośmiu sztuk xD. 

Obecna pielęgnacja włosów + świąteczny włosing ;)



Święta, święta i po świętach ;). Dla mnie ten okres zawsze jest czasem wzmożonej pracy: gotowanie, sprzątanie i wielkie imieniny taty. Dopiero drugi dzień Świąt to prawdziwy czas odpoczynku. W tym roku spędziłam go na drzemaniu, jedzeniu i kosmetycznym ogarnianiu się - szczególnie pod względem włosowym. Moje kudły nie mają ze mną lekko - ostatnio moja pielęgnacja wygląda wyjątkowo niewłosomaniaczo:

  • Rzadko nakładam cokolwiek przed myciem, więc olejowanie i miksy zeszły trochę na drugi plan. Jeśli jednak mi się to udaje, co całość noszę 15-60 minut.
  • Myję włosy dwukrotnie szamponem bazującym na mocnych detergentach.
  • Nakładam produkt do spłukiwania na 1-3 minuty i spłukuję.
  • Zawijam w ręcznik na 10 minut, później w koszulkę (5-20 minut w tzw. plunking/plopping), a następnie ugniatam łapkami ze stylizatorem, montuję wałek na "gniazdku" i pozostawiam do wyschnięcia. Z racji czasu schnięcia - bardzo często kładę się spać, gdy włosy są nadal wilgotne. Suszarki używam rzadko, bo włosy wyglądają po niej nie najlepiej.
Wczoraj natomiast złożyłam naprawdę bogaty zestaw:



  • Rano wtarłam w skórę głowy Spray wzmacniający O'Herbal z ekstraktem z korzenia tataraku (recenzja), a długość spryskałam samorobionym serum proteinowym (inspiracja TUTAJ) i nałożyłam Olejek arganowy (nie mylić z czystym olejem arganowym) Farmona z linii Herbal Care.
  • 20 minut przed myciem wtarłam w skórę głowy Peeling trychologiczny Basil Element (więcej o nim - TUTAJ).
  • Całość umyłam dwukrotnie szamponem Babuszki Agafii.
  • Nałożyłam glossa z Cassii i Kallosa Aloe (więcej o Cassii w moim wykonaniu TUTAJ) i nosiłam pod folią i ręcznikiem około 1,5 godziny.
  • Mieszankę zmyłam raz szamponem Babuszki i nałożyłam odrobinę balsamu BIOVAX Opuncja i Mango (więcej o serii TUTAJ) i przeczesałam włosy palcami. Po około minucie całość spłukałam, osuszyłam i wystylizowałam standardowo. Z wilgotnymi kudłami poszłam spać ;).

O tak, włosingu mi brakowało, podobnie jak domowego mieszania (serum proteinowe i babranie się z Cassią mnie zaspokoiło ;)). Włosy nabrały miodowych tonów, siwulce się schowały, a całość dzisiaj popołudniu wyglądała tak:



Po tak bogatym zestawie spodziewałam się obciążenia, jednak (ku mojemu zaskoczeniu) do niczego takiego nie doszło. Włosy są coraz dłuższe i coraz bardziej pierdzielnikowate - tu coś odstaje, tutaj zakręci się mocniej, a tam rozprostuje ;). Niedługo wybiorę się do fryzjera na podcięcie końcówek albo... powrót do krótkiej fryzury. Chciałam wprawdzie zrobić narzeczonemu przyjemność i zapuścić kudły do ślubu, jednak nie wiem, czy dam radę ;). Lepszej okazji i motywacji mieć już nie będę, ale krótkie włosy w moim wykonaniu są jednak łatwiejsze w obsłudze i dużo bardziej obliczalne ;). No nic, decyzję podejmę pewnie już na fotelu fryzjerskim ;).

A jak się mają Wasze włosy? ;)


Farmona Jantar, Kuracja na gorąco z wyciągiem z bursztynu - przepis na bad hair day?



Nie mam obecnie zastrzeżeń do swoich włosów. Jedynie mogłabym się w końcu wybrać do fryzjera - tylko najpierw muszę ogarnąć szkolne życie ;). Uzyskanie Bad Hair Day na moich włosach w zasadzie dotyczy tylko kwestii obciążenia - ot, czasami zdarzy mi się czegoś nie domyć i tyle ;). Czasami życie mnie jednak zaskakuje i ostatnio włosowo zdarzyło mi się to w Kuracją na gorąco z wyciągiem z bursztynu od Farmony Jantar. Szkoda jednak, że kontekst historii nie jest pozytywny.


Kuracja ta to kosmetyczny set na jeden zabieg. Składa się z 3 saszetek: regenerującej maski olejowej, szamponu nawilżającego oraz balsamu wygładzającego zapakowanych w kartonowe pudełeczko. Rozwiązania dobre, grafiki ładne, trwałości też się nie czepiam - w końcu to zestaw na jeden raz ;). Jedynie saszetki powinny być łatwiejsze do napoczęcia bez użycia nożyczek.

W cenie regularnej kuracja kosztuje w Rossmannie 7zł. Sama zgarnęłam ją jednak w czasie promocji (łupy znajdziecie TUTAJ) i zapłaciłam za nią około 3zł (w tym czasie produkt był jeszcze dodatkowo przeceniony, poza -49%). Tak czy inaczej drogo nie jest - tego typu zabiegi u fryzjera zwykle zaczynają swoje ceny od 40zł.

Skład:


Maska: Bazą tego produktu są emolienty, a wśród nich na pierwsze miejsca wysuwają się: silikon, oleje: awokado, kokosowy, jojoba czy arganowy przełamane alkoholem tłuszczowym i humektantami (nawilżaczami: gliceryną, mocznikiem, glikolem propylenowym, mleczanem sodu). Całość została uzupełniona sowitym dodatkiem jedwabiu i splunięciem ekstraktu z bursztynu i witaminy E. Końcówkę składu stanowią konserwanty, odrobina soli kuchennej i zapachy. 

Nie można temu składowi odmówić bogactwa: jest emolientowo, olejowo, humektantowo - a i dla protein jedwabnych znalazło się miejsce ;). Ze zbliżaniem się z nią do skóry głowy uważałabym jednak - zestaw konserwantów ma również szeroki. 

Szampon: Silny detergent siarczanowy (SLES) przełamany łagodniejszymi wzbogacony humektantami (mocznik, glikole, pantenol), inuliną, ekstraktem z bursztynu i kolagenem. Zawiera sporo soli kuchennej - uwaga dla wrażliwców. Nie jest typowym "rypaczem" - zawiera dwa filmformery, jednak w niewielkich ilościach. Skład domykają konserwanty i kompozycja zapachowa.

Szampon ma przede wszystkim myć - i pod tym względem produkt nie powinien dać ciała ;). Dodatki dobroci mają na celu zminimalizowanie mocnego działania SLESu, ale należy pamiętać, że sam szampon w rzadko którym przypadku sam załatwiłby całą włosową pielęgnację. Ten jednak stanowi składnik zestawu ;).

Balsam: Emolientowo-humektantowa baza wzbogacona została ekstraktem ze skrzypu, inuliną, keratyną oraz modyfikowanymi proteinami pszenicy. Pod koniec składu znajdziemy dwa silikony oraz konserwanty i zapachy.

Skład tego balsamu jest absolutnie najładniejszy z całej tej trójki. Zainteresowałabym się nim nawet w wersji pełnowymiarowej ;D.

Maska ma bardzo gęstą, prawie masełkową konsystencję, szampon jest wodnisty i bezbarwny, a balsam - półpłynny ;). Cała seria ma nieco perfumeryjny zapach, nienachalny w swojej intensywności, ale też nie jest jakiś przyjemny.

Z zestawu skorzystałam zgodnie z sugestiami producenta:
  • Ogrzałam maseczkę w kubku z gorącą wodą w ciągu minuty i nałożyłam ją na suche włosy. Założyłam czepek foliowy (dodawany do zestawu) i owinęłam całość ręcznikiem na 20 minut. 
  • Spłukałam włosy z maski oraz umyłam je dwukrotnie szamponem (podzieliłam saszetkę na dwie części).
  • Rozprowadziłam balsam na wilgotnych włosach i spłukałam po 3 minutach.
  • Wystylizowałam włosy jak zwykle.



Mimo braku problemów w trakcie zabiegu (szampon się ładnie pienił, spłukiwanie nie zajmowało wieczności) efekt na mojej głowie, jak widzicie powyżej, jest nie do pozazdroszczenia xD. Włosy przy skórze głowy są obciążone, a na długości... spuszone i nadmiernie miękkie (efekt "kaczuszki"). Wiecie, kiedy ostatnio doświadczyłam puchu na swoich niskoporowatych kudłach? Bardzo dawno temu ;P. Całość nadawała się tylko do spięcia, a kolejnego wieczoru - do ponownego mycia (wyglądały, jakbym nie traktowała ich szamponem ze 3 dni). Na szczęście skóra głowy nie zareagowała na moje ekscesy w negatywny sposób ;). 

Jak widzicie, ten zestaw wywołał u mnie BHD, jednak pytajnik na końcu nie pojawił się bez przyczyny. Musicie pamiętać, że zestawu spróbowałam tylko raz i możliwe, że przy wymianie szamponu z setu na któryś z moich ulubionych wszystko wyglądałoby lepiej. Niemniej jednak puch zaskoczył nieco nawet mnie i przez niego nie planuję na razie powtórki xD.

Stosujecie tego typu kuracje na włosy tej bądź innych marek? Jak się u Was sprawdzają?

Marion, 14-dniowa terapia wzmacniająca (ampułki do włosów) - produkt wart uwagi + wyniki konkursu z Demoxoft!



Pokusy, pokusy... wszędzie pokusy ;). Zapewne wśród nas nie ma osoby, która nigdy nie połakomiła się na coś ze względu na promocję. Pomimo tego, że stałam się w ostatnim czasie dużo bardziej odporna na kosmetyczne zakusy, nadal zdarzają mi się zakupy kompulsywne. W taki oto sposób, podczas jednej z kosmetycznych promocji w Biedronce (KLIK!) w moim koszyku znalazła się 14-dniowa terapia wzmacniająca do włosów Marion (ampułki).


Zestaw 5 plastikowych ampułek zapakowany jest dodatkowo w ładny, przyciągający wzrok kartonik. Ampułki to fajne rozwiązanie, jednak myślę, że możliwość ich zakręcenia byłaby interesująca dla posiadaczek krótszych włosów. Obecnie takowej nie ma - korek się nie sprawdza (mino sugestii producenta). Więcej zastrzeżeń do opakowania nie zanotowałam ;).


5 ampułek (po 7ml każda) kosztuje 6,99zł (promocja w Biedronce). Cena regularna w drogeriach oscyluje około 8-10zł.

Skład:


Sporo filmformerów ("ciężkich" silikonów, pochodnych parafiny - w roli emulgatorów, gumy guar oraz polyquaterium) doprawione humektantami (nawilżaczami: niacynamidem, gliceryną, glikolami: propylenowym i dipropylenowym, alantoiną), emolientami (głównie olej rycynowy i jego pochodne, a także odrobina oleju kukurydzianego i z nasion róży) oraz ekstraktami z: karobu, kukurydzy, rozmarynu, rumianku, arniki, jasnoty, szałwii, sosny, rukwi, łopianu, cytryny, bluszczu, nagietka oraz nasturcji. Zawiera również śladowe ilości etanolu,  pantotenianu wapnia, inozytolu, retinolu, biotyny, witaminy E oraz regulatory pH, konserwanty (nie zawiera parabenów) oraz barwniki.

Skład niezbyt piękny, ale poza odrobiną etanolu pod koniec składu - nie ma w nim nic, co mogłoby zrobić włosom na długości krzywdę. 

Ma wodnistą konsystencję, zielone zabarwienie i ziołowy, niezbyt intensywny zapach.


Producent zaleca, by ampułki zużyć w ciągu minimum 2 tygodni: w pierwszym stosować je co 2 dni, w drugim - co 3, rozprowadzając je na umytych włosach (jedynie na długości) bez spłukiwania. Sama ten produkt nakładałam na około 30 minut przed myciem, dość nieregularnie (co 2-3 tygodnie, a dalej dowiecie się dlaczego). Myślę, że moje skłonne do obciążenia włosy zareagowałyby przychlastem na zastosowanie tego produktu w formie bez spłukiwania. W trakcie jednej aplikacji zużywałam całą ampułkę.

Efekty mocno mnie zaskoczyły. Włosy już po pierwszej ampułce stały się bardziej błyszczące, miękkie i mięsiste, a ich pogodo-odporność osiągnęła chyba zenit. Jednocześnie (przy mojej wersji zastosowania - za producencką nie odpowiadam ;)) włosy miały zadowalającą objętość i ładny skręt. Co więcej - taka sytuacja utrzymuje się przez 3-4 mycia od zastosowania, przez co zarzuciłam pomysł stosowania ich przy każdym myciu. 

Trochę żałuję, że ten produkt nie jest sprzedawany w formie mgiełki (zakup byłby bardziej opłacalny), bo zapewne pobiegłabym po kolejne opakowanie. A tak - będę pewnie czekać, aż na którejś kolejnej promocji mnie zaatakuje ;).

Stosowaliście kiedykolwiek ampułki na włosy? Z jakim skutkiem?

W blogowym konkursie Demoxoft nagrodę zgarnia Anonimowy 27kwietnia 2016r. 22.35, gratuluję, zaraz wysyłam maila ;). Jednocześnie zapraszam na kolejny konkurs, który... już wkrótce!

loading...

Włosowe nowości: Kallos Multivitamin, Kallos Honey Hair Conditioner, Marion Kuracja Wzmacniająca i Pantene 1 week to WOW! + wyniki konkursu




Przyznaję, ostatnio trochę przyszalałam z zakupami, ale też w końcu mam na to czas i okazję ;). W zasadzie od wczoraj jestem już jedną nogą na drugim roku, więc i kilka nagród mi się należy xD. Nie bez niespodzianek weszłam w posiadanie dwóch produktów poprzez zakupy internetowe. Do moich zbiorów w ten sposób dołączyły Kallos Multivitamin i Kallos Honey Hair Conditioner. Pierwszy jest nowością, drugi dostępny jest od dłuższego czasu. Poza tym trafiłam również do Biedronki, skąd przyniosłam łupy xD.

Kallos Multivitamin


Skład Kallosa Multivitamin: