Odżywka-wcierka Konopie (Cannabis Seed) od Joanny - co w niej znajdziemy?

Posiadanie paczkomatu, oddziału poczty i kiosku Ruchu pod blokiem nieco mnie rozleniwiły jeśli chodzi o zakupy stacjonarne. W zasadzie chodzę tylko po "spożywkę", a wszystko pozostałe zamawiam przez Internet (duży w tym udział wykupienia pakietu Smart! na Allegro). Ostatnio jednak, w ramach przypadkowych odwiedzin w Rossmannie, zauważyłam nową wcierkę marki Joanna z linii Konopie. Z ciekawością obejrzałam skład - ostatnio mam większą fazę na pielęgnację kudeł ;). Wpisy o wpływie stresu na włosy, sprayu na porost i wypadanie włosów Anti Hair Lossodżywce koloryzującej Joanna Ultra Color czy jednej z masek Garnier Hair Food znajdziecie pod odpowiednimi zalinkowaniami ;).

Odżywka-wcierka Konopie (Cannabis Seed) Joanna

Pewne aplikacyjne wątpliwości wzbudza we mnie opakowanie - po raz pierwszy spotykam się z tego typu aplikatorem. Z innymi rozwiązaniami od Joanny się polubiłam (np. końcówką wcierki Joanna Rzepa), więc mam nadzieję, że i tutaj będzie nieźle. Wolałabym jednak zwykły atomizer - nie ukrywam. 

100ml tej wcierki kosztuje bez promocji 9,49zł, więc bardzo, bardzo zacnie. A i skład również niczego sobie - pomimo niskiej ceny!

Skład:

Odżywka-wcierka Konopie (Cannabis Seed) Joanna

Ta wcierka nie zawiera etanolu! Uraduje to pewnie wielu klientów zainteresowanych zakupem ;). Doceniam ten fakt pomimo tego, że akurat moja skóra głowy nie ma nic przeciwko alkoholowi etylowemu - ten promotor przejścia naskórkowego sprawdza się u mnie naprawdę dobrze, nie wywołując niepożądanych efektów ze strony skóry głowy.  

Zawiera natomiast modyfikowany miód, olej z aloesu i jeden z heksapeptydów znany z odżywek na porost rzęs - już na początku składu! Dalej również jest dobrze: tytułowy ekstrakt z konopii miesza się z ekstraktami z trzciny cukrowej, cytryny, jabłoni, herbaty i ekologicznym konserwantem z rzodkiewki. Oprócz składników ziołowych znajdziemy w nim również nawilżacze: niacynamid, alantoinę, pantenol, glicerynę czy betainę. Końcówka składu to substancje regulujące pH, konserwujące i zapachowe - wrażliwcy powinni pamiętać o ostrożności i wykonaniu domowej próby uczuleniowej ;). 

Poważnie rozważam zakup tego produktu i wcieranie w ramach ograniczenia jesiennego wypadania ;). A może już ją testowaliście i możecie powiedzieć o niej nieco więcej? Producent nie kłamie - można ją stosować również na długość włosów, ale z rozsądkiem - taka ilość ziół może po dłuższym czasie nieco podsuszyć kudły.

A może kogoś z Was zainteresowała? ;)

Dr Sante, Seria Anti Hair Loss - analiza składów produktów przeciw wypadaniu włosów



Witam po sporej przerwie spowodowanej moim zamążpójściem ;). Na kilka słów na temat tych cudownych dni pewnie Wam jeszcze napiszę, ale dzisiaj wróćmy do kosmetyki ;). Już przed przerwą na Instagramie zapowiedziałam analizy składów serii Anti Hair Loss z linii Dr Sante, z którą się nie wyrobiłam :D. Dwa kosmetyki (maskę i spray) przytargałam już nawet do domu:


Przez chwilę myślałam, że jest ona następcą serii Intensive Hair Therapy również od Elfa Pharm, ale jednak nie - to nowe produkty ;).

Szampon stymulujący wzrost włosów


Skład: Aqua, Ammonium Lauryl Sulphate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Dicaprylyl Ether, Lauryl Alcohol, Lauryl Lactate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, Parfum, Propanediol, Sodium Benzoate, Citric Acid, Sorbic Acid, Sodium Сhloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate, Butylphenyl Methylpropional

Mocny detergent siarczanowy otwiera litanię składników w otoczeniu łagodniejszych, amfoterycznych i niejonowych braci. Bardzo wysoko w składzie znajdziemy aminokwasy (arginina, modyfikowana tyrozyna, ornityna, cytrulina) i proteiny sojowe, pantotenian wapnia, glukonian cynku, niacynamid, biotynę i glukozaminę. Dobroci uzupełniają ekstrakty z łopianu, żeń-szenia, łubinu i pieprzycy. Zawiera modyfikowany silikon dość wysoko w składzie, a jego koniec uzupełniają substancje zapachowe, regulujące pH i konserwujące, których jest naprawdę sporo.

Mocne detergenty mogą odstraszyć niejednego, ale nie można mu odmówić również bogatego w substancje odpowiedzialne za porost składu. Mimo tego, że sam szampon rzadko kiedy pomaga na wypadanie - ten naprawdę ma szanse dać efekt ;).

Maska stymulująca wzrost włosów
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera Oil, Behenamidopropyl Dimethylamine, Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ceteareth-20, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Parfum, Propanediol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate.

Emolientowa baza z dużym dodatkiem oleju kokosowego, wzbogacona podobnym zestawem aminokwasów, protein, witamin i ekstraktów roślinnych jak w szamponie uzupełniona o olej Sacha Inchi (skarb Inków ;)). Całkiem nieźle zbilansowany produkt emolientowo-proteinowy o sporym potencjale. Zamierzam zastosować ją na skórę głowy ;). Zawiera modyfikowany silikon.

Spray stymulujący wzrost włosów


Skład: Aqua, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Polysorbate 20, Cetrimonium Chloride, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Parfum, Propanediol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.

Śmiało można powiedzieć, że każdy z produktów Dr Sante Anti Loss ma praktycznie ten sam zestaw składników dobrze rokujących na porost ;). Tutaj na czoło wysuwa się ekstrakt z łubinu, a całość ma płynną konsystencję. Będę wcierać przed myciem namiętnie :D.

Balsam stymulujący wzrost włosów


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ceteareth-20, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Palmitate, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Parfum, Propanediol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate.

Z racji ilości zastosowanych kondycjonerów i emulgatorów balsam prawdopodobnie będzie miał rzadszą konsystencję od maski z tej samej serii, przez co może być łatwiejszy do wcierania w skórę głowy ;). Zestaw dobroci analogiczny jak u poprzedników zapowiada dobrze ;).

Olejek stymulujący wzrost włosów


Skład: Helianthus Annuus Seed Oil, Arctium Lappa Root Extract, Persea Gratissima Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Citronellol, Eugenol, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone

Oleje: słonecznikowy, awokado i Sacha Inchi wraz z ekstraktem z łopianu oraz witaminami A, C i E i dodatkami zapachowo-konserwującymi może podobać się zarówno do wcierania w skórę głowy jak i do nakładania na długość włosów. Jeśli spray i maska sprawdzą się zadowalająco - sięgnę i po niego ;).

Zamierzam w najbliższym czasie wybrać się do fryzjera, więc obserwacja porostu po tych specyfikach będzie tym łatwiejsza ;).

Jaki środek szczególnie dobrze sprawdził się u Was na porost włosów?

Radical, Serum wzmacniająco-regenerujące do włosów osłabionych i wypadających - porostowy przyjemniak :D


Zwykle jakoś w końcówce sierpnia zaczyna się dla mnie okres przesilenia jesiennego, który swoje apogeum w postaci sennych dwóch tygodni ma właśnie teraz :D. Gdybym mogła to spałabym ciągle i w każdym ułożeniu. Do tego zwykle cierpię na zwiększone, sezonowe wypadanie włosów, które nigdy nie jest niczym miłym. W tym roku, aby przeciwdziałać, wdrożyłam na początku sierpnia do pielęgnacji Serum wzmacniająco-regenerujące do włosów osłabionych i wypadających z serii Radical od Farmony, w które zaopatrzyłam się przy okazji jednej z promocji w Rossmannie. Powiem Wam tyle - warto było :D. Dawno temu używałam innego "radicalnego" cuda na porost włosów - z linii Med (KLIK!).


Miękka tuba jest całkiem znośnym rozwiązaniem, ale bardzo brakuje mi tutaj wąskiego aplikatora, dzięki któremu łatwiej zaaplikowałabym produkt na skórę głowy. Na razie pozostaje mi rozcieranie serum w palcach i wmasowywanie w skórę głowy :D. Same etykiety są ładne, apteczno-roślinne i dopracowane. Bardzo mi się podobają, a dodatkowo - są trwałe.

100ml serum kosztuje od 10 do 12zł w zależności od miejsca.

Skład:


Serum bazuje w głównej mierze na alkoholu tłuszczowym, oleju rycynowym i glicerynie z pięknymi dodatkami: ekstraktem ze skrzypu, pantenolem, argininą, inuliną i mocznikiem - a wszystkie one pojawiają się przed zapachem! Końcówkę składu stanowią pochodna gumy guar (filmformer) oraz konserwanty i kompozycja zapachowa. Przed pierwszym zastosowaniem warto rozważyć zrobienie domowej próby uczuleniowej (KLIK!). Nie zawiera substancji, które zrobiłyby długodystansową krzywdę włosom na długości.

Ma ledwie wyczuwalny, neutralny, może odrobinę mydlany zapach i średnią gęstość.

Serum nakładam przed myciem (na minimum 15 minut, dłuższe, kilkugodzinne posiedzenia robię tylko w przypadku olejowania) w ilości małego orzecha laskowego. Kosmetyk po prostu rozcieram w palcach, którymi masuję skórę głowy ;). Sam skalp po aplikacji jest zadowolony - nie odczuwać żadnego pieczenia, swędzenia czy uczucia ciepła.

Powiem Wam, że wielkość kołtuna w odpływie zmalała mi chyba o połowę, a włosy są znacząco się wydłużyły w ciągu tych 6-7 tygodni (nie uprawiam włosowej geodezji - to moje odczucia ;)). Podejrzewam się, że przyrost zwiększył się o około 30%, bo mniej-więcej taką różnicę mogę wizualnie (przy myciu) zauważyć). Pomimo nieco niewygodnej aplikacji - serum jest całkiem wydajne - nadal mam chyba 1/3 opakowania. A do tego niedrogie :D. Myślę, że można też (dzięki całkiem ładnemu składowi) rozważyć jego stosowanie na długości - ale mnie szczerze było żal zużywać to cudo poza skórą głowy :D.

W taki oto sposób promocja przyczyniła się do poznania cuda porostowego :D. A może Wy macie jakieś własne?

Wypadanie włosów: jak prawidłowo je ocenić? Co może zafałszować obserwacje?



Wypadanie włosów to bardzo powszechny problem - nie ma chyba osoby, która nie miałaby takiego epizodu w swoim życiorysie. Jeśli nadmierne wypadanie włosów pojawia się nagle, to oczywiście z diagnozą takiego stanu nie ma większego problemu: odpływ nagle się zapycha, włosy są dosłownie wszędzie i pojawiają się na dłoni i grzebieniu przy każdym kontakcie z czupryną. Bywa jednak tak, że spotykam się z opiniami "jak porównam sobie swoje wypadanie z tym sprzed roku, to jest tragedia...". Zdarza się jednak, że nie ma powodu do niepokoju, ponieważ nie uwzględniliśmy kilku czynników:

  • Włosy... rosną, a wraz ze zwiększaniem się ich długości zajmują więcej miejsca w kołtunie, który wyciągamy z odpływu łazienkowego. 
  • Obcięcie włosów często brane jest za lek na wypadanie, a tak naprawdę strata długości optycznie zmniejsza ilość kudeł na naszych ciuchach i w odpływach, przez co poprawa jest iluzoryczna. Podcięcie włosów sprawdza się czasami przy włosach naprawdę długich, gdzie odciążenie cebulek od ciężaru łodygi faktycznie może zmniejszyć wypadanie. 
  • Jeśli rzadko lub w ogóle nie czeszecie włosów, najprawdopodobniej w czasie mycia lub kontaktu z grzebieniem następuje kumulacja, która może niepokoić. Dobrym przykładem mogę być ja - przy wyczesaniu włosów dopiero przed i myciu włosów co dwa dni dosłownie zatykam odpływ w brodziku (uwaga, dla widzów o mocnych nerwach ;)):
Ile włosów wypada przy myciu.

Policzyłam te włosy: 249 sztuk przy długości włosów do stanika ;). Z racji, że część włosów pozostaje też na ubraniach czy poduszce oceniam swoje obecne dzienne wypadanie włosów na około 150 sztuk (to, co policzyłam powiększone o 10-20% i podzielone przez dwa - z racji mycia co dwa dni), więc wszystko jest w mojej normie. Na mojej głowie bejbików zawsze jest dużo (taka uroda), a zmniejszenia gęstości nie notuję ;). 
  • Przy pierwszych doświadczeniach z masażem skóry głowy czy wcieraniem różnego rodzaju preparatów w skórę głowy (także po dłuższej przerwie) wypadanie może się czasowo zwiększyć przez około 3 pierwsze zabiegi. Związane jest to z szybszym usuwaniem przez masaż włosów, które i tak wypadłyby same z mieszka w najbliższym czasie.
  • Okres ciąży i połogu często niesie ze sobą zmniejszenie wypadania włosów (w okresie ciąży), a następnie lawinowe wypadanie włosów po porodzie. Jeśli taki stan nie trwa dłużej niż 6-8 tygodni, to jest on naturalny: wypadają włosy, które dzięki hormonom w trakcie ciąży miały przedłużony cykl życia, a teraz, przy hormonalnym boomie poporodowym, kończą swój żywot. Jeśli problemy z wypadaniem utrzymują się dłużej - powinny być szeroko diagnozowane.
Jak w takim razie ocenić swoje wypadanie? Idealnie byłoby umyć włosy jednego dnia wieczorem, nie czesać ich w ciągu kolejnego dnia i wieczorem ponownie je umyć, licząc włosy pozostałe w odpływie lub na szczotce. Uzyskaną ilość należy powiększyć o 10% (w przypadku, jeśli nie widzimy nadmiaru włosów na poszewce czy odzieży) lub 15-20% (w przypadku większych ilości porzuconych w trakcie dnia włosów).

Pomimo upierdliwości tego zajęcia tylko liczenie może dać prawdziwą odpowiedź na pytanie, czy nasze włosy naprawdę nadmiernie wypadają. Normy wypadania włosów są osobnicze i mieszczą się w zakresie 80-250 włosów (w rozumieniu - włosów migrujących z głowy) w zależności od typu włosa, gęstości i długości cyklu włosowego. U mnie to około 120-180 sztuk (więcej wiosną i jesienią, ze względu na sezonowe wypadanie). 

A jak się ma Wasze wypadanie włosów? ;)

Nadmierne wypadanie włosów - typ androgenowy: przyczyny i metody leczenia



Wypadanie włosów to naturalny proces - dziennie, w zależności od naszych genów, tracimy od 80 do 200 włosów w procesie naturalnej wymiany owłosienia. W okresie wiosennym i jesiennym większość z nas zauważa zwiększenie wypadania, jednak jeśli ten stan nie trwa dłużej niż 4-6 tygodni - nie ma powodu do niepokoju. Jest to jedynie spadek po przodkach, który w większej skali widzimy w tych okresach u czworonogów ;). 

Nadmierne wypadanie włosów - kiedy o nim mówimy?


O nadmiernym wypadaniu włosów mówimy, gdy zwiększona migracja włosów utrzymuje się ponad 6 tygodni. Należy przy tym pamiętać, że dla każdego z nas zwiększone wypadanie będzie wyglądało inaczej: dla jednego będzie to już 200 włosów (przy normie wypadania w okolicach setki), dla drugiego - 350. Przy liczeniu (które dokonujemy zwykle po myciu włosów) należy pamiętać, że jest to ilość dzienna. Przy braku czesania i myciu co kilka dni następuje kumulacja uciekinierów, która może wywołać niepotrzebne zdenerwowanie. Często również nie zwracamy uwagi na to, że nasze włosy rosną, przez co zwiększają swoją długość - a ma to niebagatelny wpływ na objętość pęku włosów wyjmowanego z odpływu ;).

nadmierne wypadanie włosów

Androgenowe wypadanie włosów - przyczyny


Najczęstszą przyczyną przerzedzenia czupryny jest androgenowe wypadanie włosów - dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn, chociaż głównie panowie nabijają tutaj statystykę ;). U obu płci wygląda ono jednak inaczej: mężczyźni zaczynają łysieć od skroni w kierunku czubka głowy (z czasem może pozostać jedynie pas włosów po bokach głowy), natomiast u kobiet włosy często wypadają równomiernie. To schorzenie ma również wpływ na strukturę włosów - stają się one cieńsze i bardziej podatne na uszkodzenia oraz czynniki zewnętrzne. 

Wyróżniamy trzy fazy wzrostu włosa: anagen - aktywny wzrost (85% włosów), katagen - faza zanikania brodawki włosowej (5%) oraz telogen - faza wypadania włosów (10%). Podane wartości procentowe odnoszą się do osoby zdrowej. W łysieniu androgenowym dochodzi do skrócenia fazy anagenowej (czyli fazy wzrostu) oraz wydłużenia telogenu (czasami nawet do 30% włosów znajduje się w tej fazie). Przyczyny mogą być różnorakie: od genetycznych przez środowiskowe. Warto pamiętać, że androgenowe wypadanie włosów jest nadal dość tajemniczą jednostką chorobową i wszystkich jej mechanizmów jeszcze nie poznano. 

Przymiotnik "androgenowe" nie pojawił się jednak znikąd - wykazano, że ważnym czynnikiem wywołującym ten typ łysienia są androgeny, nazywane także hormonami męskimi (są one produkowane także w organizmach kobiet, jednak w mniejszej ilości). Jeden z nich - testosteron, ulega przemianom w DHT (aktywna forma testosteronu). To właśnie nadwrażliwość mieszków włosowych na ten związek wywołuje objawy łysienia. U panów jest ona genetyczna, u pań: genetyczna lub nabyta na drodze mutacji w mieszkach włosowych. Do czynników wywołujących łysienie androgenowe możemy zaliczyć stres, zespół policystycznych jajników (PCOS), źle dobrane leki hormonalne (w tym antykoncepcyjne).

Androgenowe wypadanie włosów - diagnozowanie


Zdiagnozowanie łysienia androgenowego u mężczyzn wystarczy proste badanie kliniczne, natomiast u kobiet sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Całość rozpoczyna trichogram - badanie oceniające wygląd i stan cebulek włosowych pobranych od pacjentki.

androgenowe wypadanie włosów


Przy podejrzeniu tego schorzenia pacjentce zleca się także wykonanie szeregu badań, w tym określenie poziomu:
  • całkowitego i wolnego testosteronu oraz DHT
  • żelaza i ferrytyny (by wyeliminować wpływ ewentualnej anemii)
  • estrogenów
  • hormonów tarczycy (pamiętając, że TSH nie jest jedynym hormonem tarczycowym).
Wykonanie tych oraz innych badań, o których pisałam na blogu, pozwoli również na wyeliminowanie lub potwierdzenie innych przyczyn wypadania. 

Androgenowe wypadanie włosów - leczenie


Mężczyźni często nie podejmują prób leczenia łysienia androgenowego, jeśli akceptują zmiany w wyglądzie ;). Kobiety oraz mężczyźni walczący z tym problemem zwykle łączą dwa podejścia: walka z przyczyną oraz z objawami. W początkowym etapie łysienia androgenowego możliwe jest odzyskanie utraconych włosów.

Do leków na androgenowe wypadanie włosów uderzających w przyczyny (blokerów DHT) należą:
  • u kobiet: leczenie hormonalne zwykle oparte na tabletkach antykoncepcyjnych
  • u mężczyzn: przyjmowanie finasterydu.
Często są one wspomagane naturalnymi blokerami DHT o słabszym działaniu takimi jak: saw palmetto, pokrzywa, beta sitosterol, zielona herbata czy wierzbownica drobnokwiatowa.

Leczenie objawowe skupia się na zatrzymaniu bądź zmniejszeniu wypadania włosów.

Loxon na wypadanie włosów


Loxon na wypadanie włosów zawiera minoxidil, który, stosowany zewnętrznie w formie wcierki, rozszerza naczynia krwionośne, przez co mieszki włosowe są lepiej odżywione. Skutkuje to często redukcją wypadania i pojawieniem się nowych włosów w miejscach dotkniętych łysieniem. Efekty stosowania mogą pojawić się już po kilku tygodniach stosowania i, jeśli nie nastąpi wyleczenie przyczyny, utrzymują się w trakcie stosowania preparatu. Po odstawieniu nadmierne wypadanie włosów może powrócić, jeśli uwrażliwione mieszki włosowe nadal będą wystawione na spore dawki DHT. 

W przypadku stosowania tego preparatu najważniejszym celem jest zachowanie i odrost włosów, a jego stosowanie warto skonsultować z lekarzem prowadzącym leczenie - ze względu na wzajemne efekty terapii i możliwe skutki uboczne. Użytkownicy potwierdzają jednak skuteczność - w tym moja mama ;).

Łysienie w każdym typie bardzo wpływa na samoocenę zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W walce z nim najważniejsza jest szybka i prawidłowa diagnoza oraz wcześnie podjęte leczenie, by dotknięte chorobą mieszki włosowe nie uległy zniszczeniu. 

Wszyscy marzymy o bujnych czuprynach przez całe życie - dbajmy o nie i nie czekajmy z reakcją w razie problemów!

Wpis powstał we współpracy z marką Loxon.

TSH to za mało! Zawiłości badań tarczycy



W okresie jesiennym większość z nas zauważa zwiększone wypadanie włosów. Nie jest to nic niepokojącego, jeśli trwa około 4-6 tygodni, jednak jeśli problem nie mija należy rozglądnąć się za przyczyną takiego stanu rzeczy. Schemat postępowania w takim przypadku stworzyłam dla Was dwa lata temu i nie uległ on dezaktualizacji ;). Znajdziecie go TUTAJ, a TUTAJ możecie poczytać o badaniach, jakie polecam wykonać przy długotrwałym, nadmiernym wypadaniu włosów. Jedną z najczęstszych przyczyn stanu rzeczy są choroby tarczycy, które obecnie zaczynają dotyczyć coraz większego odsetka społeczeństwa. Na podstawie dziesiątek wiadomości od Was mogę też stwierdzić, że diagnozowanie tych chorób w naszym kraju jest niezwykle trudne. Dlaczego?


Prawie wszyscy lekarze (bądź sami pacjenci, jeśli zlecają badanie na własne życzenie - prywatnie) skupiają się na badaniu TSH - hormonu tyreotropowego. Jeśli mieści się on w granicach laboratoryjnej normy (zwykle mieszczącej się w zakresie 0,2-5 uU/l w zależności od wykorzystywanego sprzętu) zwykle zarzucane jest całkowicie podejrzenie choroby tarczycy. Nie jesteśmy wszak poniżej (podejrzenie nadczynności tarczycy) ani powyżej normy (podejrzenie niedoczynności tarczycy).

Niestety, większość lekarzy w Polsce (głównie nie będących endokrynologami, ale i wśród takowych bywa różnie) nie pamięta o tym, że te szerokie normy powinny zostać rozdzielone na szereg węższych i bardziej konkretnych. Musicie pamiętać, że poziom TSH kobiety w wieku rozrodczym nie powinien przekraczać 2,5 uU/l. W przypadku przekroczenia jest to już stan wskazujący na problemy zdrowotne. O tym fakcie nadal zbyt mało się mówi! Podobnie jak i o tym, że prawidłowy wynik TSH wcale nie oznacza automatycznie, że nasza tarczyca jest zdrowa. Sprawiedliwie napiszę jednak, że w niektórych miejscach sieci można przeczytać o fakcie, że do TSH warto "domierzyć" FT3 i FT4. Czasem jednak i to może okazać się za mało do prawidłowej oceny sytuacji.

W swoim blogerskim życiu miałam okazję do analizy niejednego problemu moich Czytelników jak i nie raz w swoich dyskusjach (zwykle mailowych lub messengerowych ;)) szliśmy na noże ;). Często wynikało to z mojego namawiania do dalszej diagnostyki tarczycy w momencie, gdy TSH było prawidłowe (ba, było nawet w tej "nowoczesnej normie", poniżej 2,5). Moje drążenie tematu zawsze wynikało z objawów, jakie opisywał mój rozmówca. 

By nie być gołosłowną - po jednej z takich wymian zdań moja Czytelniczka (w wieku około 30 lat, która wcześniej miała zbadane tylko TSH - wynik prawidłowy), borykająca się z nadmierną migracją włosów, rozszerzyła swoją diagnozę o badania FT3, FT4, anty-TPO i anty-TG. Szczerze Wam powiem, że jej wyniki wbiły w fotel nawet mnie (a naprawdę, sporo już widziałam):


Jak widać, TSH wygląda pięknie (w normie, poniżej 2,5), podobnie FT3 i FT4. Natomiast tzw. "przeciwciała tarczycowe" przebijają normę prawie dwieście lub prawie piętnaście razy! W takich sytuacjach należy myśleć o stanach zapalnych tarczycy, z chorobą Hashimoto na czele. Wiąże się z tym konieczność znalezienia rozsądnego lekarza, który poprowadzi dany problem - a nie jest to łatwe. Temat jest mi niezwykle bliski, bo jestem obciążona genetycznie problemami z tarczycą i cóż - czekam, kiedy się pojawią, monitorując regularnie jej stan.

Chciałabym, aby mój post zwrócił Wam uwagę na złożoność problemów z tarczycą i, jeśli (odpukać!) w przyszłości będziecie u siebie podejrzewać tego typu schodzenia, przekona do tego, by nie dać się zbyć samym badaniem TSH. W takich sytuacjach diagnostyka trwa czasami latami z powodu tylko tego małego niuansu. 

Borykacie się z problemami z tarczycą? Opowiedzcie proszę o swojej historii - może pomoże komuś innemu.

P.S. Pamiętajcie o konkursach na blogu i Fanpage!

O'Herbal, Spray wzmacniający włosy z ekstraktem z korzenia tataraku- wcierka warta zainteresowania



Sukcesywnie testuję kolejne produkty marki O'Herbal produkowanej przez Elfa Pharm. Tym razem na świeczniku wylądował spray wzmacniający włosy, który otrzymałam w jednej z paczek w ramach współpracy. Myślę, że produkt ten może zainteresować niejednego i niejedną z Was ;).


Spray dostajemy w plastikowej butelce z atomizerem, który rozpyla "jak szatan" :D. Dzięki zielonemu zabarwieniu przeźroczyste opakowanie chroni w pewnym stopniu zawartość przed światłem. Plastik jest dość twardy, a etykiety nie rozpoczęły migracji pod wpływem wilgoci ;).

200ml spray'u kosztuje 12,99zł (cena regularna w sklepie producenta), jednak często bywa na promocjach za mniej niż 10zł (np. obecnie ;)).

Skład prezentuje się następująco:


Wygląda obiecująco ;). Bazą dla tego produktu są ekstrakty z tataraku, saw palmetto (palmy sabałowej) i łubinu wzbogacone hydrolizowanymi proteinami mlecznymi, niacynamidem (witamina B3) i gliceryną. Zawiera niewielką ilość etanolu (promotor przejścia naskórkowego, podobnie jak gliceryna - ułatwiają przenikanie substancji aktywnych) - naprawdę niewielką, bo składnik ten pojawia się w drugiej części składu. Może więc stanowić ciekawą alternatywę pomiędzy mocno etanolowymi wcierkami a tymi, które w ogóle go nie posiadają. Skład domykają regulatory pH, kompozycja zapachowa oraz konserwanty (bez parabenów).

Ładny skład w niewielkiej cenie to zawsze interesujące połączenie ;). 

Producent sugeruje rozprowadzanie produktu na całej długości włosów, jednak ja, z uwagi na wspomniany etanol oraz ilość ekstraktów ziołowy (możliwość przesuszenia) skupiłam się na jego skrupulatnym wcieraniu w skórę głowy. Robiłam to przed myciem (na około 0,5-2h przed), ponieważ aplikowanie wcierek po myciu zwykle skutkuje u mnie syndromem 3xP (przetłuszcz, przyklap, przyliż). 

Spray przyjemnie łagodzi skórę głowy, odrobinę przedłuża też świeżość włosów (co w okresie kapturowym jest u mnie ewenementem) z 2 do 3 dni. Nie zauważyłam także w czasie jego stosowania żadnych efektów ubocznych w postaci przesuszenia, swędzenia łuszczenia czy zmian skórnych. 

Niestety, dałam ciała i nie zmierzyłam żadnego pasemka kontrolnego przed kuracją (słaby ze mnie włosowy geodeta...), jednak gołym okiem widać, że zarosłam włosiem i muszę się wybrać do fryzjera xD. Sądzę, że przyspieszył u mnie przyrost włosów o około 1cm miesięcznie. Obecnie zaczynam trzeci miesiąc wcierania, w buteleczce zostało mi około 1/5 objętości produktu - jego wydajność jest więc całkiem niezła.

Bezdyskusyjnym efektem jego stosowania jest ograniczenie wypadania. Przed jego stosowaniem migracja moich włosów mieściła się w normie, czyli około stu sztukach dziennie. Jednak taka ilość, kumulowana co dwa dni w czasie mycia w sitku prysznica (włosów nie czeszę) dawała dość malowniczego, włosowego "kocura". Obecnie wyjmuję co najmniej o połowę włosów mniej, a efekt ten pojawił się po około trzech tygodniach stosowania. 

Uważam, ze to naprawdę udana wcierka pośrednia między produktami etanolowymi i bez-etanolowymi. 

A co Wy myślicie o tym spray'u i co sami obecnie wcieracie? ;)

Vis Plantis 01. Basil Element - analizy składów gorących, włosowych nowości!



Muszę się Wam do czegoś przyznać - o pojawieniu się tej linii kosmetyków produkowanych przez Elfa Pharm pod szyldem Vis Plantis wiedziałam od kilku miesięcy. Nie chciałam psuć Wam niespodzianki (i dodatkowo zaburzać działań promocyjnych firmy ;)). Z niecierpliwością tuptałam w tym czasie nogami, więc podsumowania 2016 roku muszą jeszcze poczekać ;). W końcu włosowe nowości kosmetyczne to to, co lubię najbardziej. Przy tworzeniu tego posta wspomogłam się grafikami i składami ze sklepu producenta.


Linia 01. Basil Element składa się z mleczka, odżywki, maski i szamponu, a całość dedykowana jest walce z wypadaniem włosów. Interesująco, prawda? Jeszcze ciekawiej zrobi się po przejrzeniu składów ;). 

Vis Plantis Basil Element, Szampon przeciw wypadaniu włosów


Skład: AQUA, SODIUM C14-16 OLEFIN SULFONATE, LAURETH-2, GLYCERIN, COCAMIDE DEA, LAURAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-70, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PARFUM, DIPROPYLENE GLYCOL, GLUCOSE, SORBITOL, SODIUM GLUTAMATE, UREA, SODIUM PCA, GLYCINE, LACTIC ACID, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, LINALOOL

Mimo tego, że mnie samej nie jest po drodze z szamponami bazującymi na delikatnych detergentach (problemy z domyciem włosów), doceniam każde nowe, delikatne myjadło na polskim rynku. Ten produkt bazuje na łagodnych, amfoterycznych i jonowych detergentach (sulfonowych zamiast siarczanowych) zaprawionych sporym dodatkiem gliceryny. Znajdziemy w nim także filmformer i morze olejów (uwodorniony rycynowy, słonecznikowy, kokosowy), jednak ufam, że nie pogorszy to mocy myjącej tego szampony. W połowie składu pojawia się lekko tajemniczy ekstrakt z bazylii odpowiedzialny za powstrzymanie wypadania, zagęszczenie i wzmocnienie czupryny. Po zapachu pojawiają się jeszcze humektanty (np. glikole, glukoza, sorbitol, mocznik, pantenol) oraz niewielkie dodatki aminokwasu (glicyny) i protein pszenicznych. Zawiera również konserwanty (bez parabenów) i regulatory pH.

300ml tego szamponu kosztuje 19,99zł. Przyznam, że skład jest naprawdę zacny i mimo wątpliwości dotyczących siły myjącej - chętnie bym go wypróbowała ;). Osoby o wrażliwszych skalpach (szczególnie nie tolerujących mocnych detergentów siarczanowych) powinny mieć go na uwadze.

Vis Plantis Basil Element, Mleczko wzmacniające przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM CHLORIDE, PARFUM, CYCLOPENTASILOXANE, QUATERNIUM-80, SILK AMINO ACIDS, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, LACTIC ACID, LINALOOL, GERANIOL, LIMONENE

Mleczko, a w zasadzie mgiełka (sądząc po atomizerze), wg opisu producenta ma służyć zarówno jako wcierka jak i produkt stylizująco-zabezpieczający po myciu. Przed zapachem znajdziemy w składzie emolient syntetyczny oraz kondycjoner, a tuż po nim - dla filmformery (silikon i quaterium). Zawiera również aminokwasy jedwabiu, oleje: lniany, słonecznikowy, kokosowy, ekstrakt z bazylii oraz nawilżacze (humektanty: glikol propylenowy, pantenol). Znajdziemy w nim także regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

150ml mleczka kosztuje 19,99zł. Przy stosowaniu tej mgiełki w roli produktu bez spłukiwania trzeba uważać na obecność aminokwasów - uwaga ta jest skierowana do posiadaczy włosów wrażliwych na obecność tych składników i protein. Mnie natomiast dużo mocniej pociąga w roli wcierki - jeśli będę miała okazję nie omieszkam jej tak przetestować. Niektórych może odrzucać obecność filmformerów - pamiętajmy jednak, że wiele osławionych znakomitymi wynikami wcierek także je posiada.

Vis Plantis Basil Element, Odżywka wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, CYCLOPENTASILOXANE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, CETRIMONIUM CHLORIDE, PROPYLENE GLYCOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, KERATIN AMINO ACIDS, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, DIMETHICONE, PARFUM, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, CITRIC ACID, LINALOOL

300ml odżywki kosztuje 29,99zł. Odżywka jest składowo dość podobna do mleczka, jednak kolejność składników jest inna (a więc i ich zawartość). Tuż po alkoholu tłuszczowym znajdziemy silikon oraz olej słonecznikowy. Dalszą część składu stanowią kondycjonery i glikol propylenowy sowicie doprawione aminokwasami keratyny, olejem kokosowym i ekstraktem z bazylii. Całość zamyka drugi silikon, kompozycja zapachowa i konserwanty (bez parabenów).

300ml tej odżywki kosztuje 29,99zł. Może być ciekawym wyborem na zimę jako produkt mocno emolientowy z rozsądnym dodatkiem aminokwasów. Można także poważnie przemyśleć jej nałożenie na skórę głowy przed myciem po wykonaniu domowej próby uczuleniowej.

Vis Plantis Basil Element, Maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, QUATERNIUM-80, PHENYL TRIMETHICONE, CETRIMONIUM CHLORIDE, GLYCERIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, AMODIMETHICONE, CETYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, COCOS NUCIFERA OIL, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, PROPYLENE GLYCOL, TRIDECETH-12, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, C10-40 ISOALKYLAMIDOPROPYLETHYLDIMONIUM ETHOSULFATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, PARFUM, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, LACTIC ACID, LINALOOL

200ml maski kosztuje 29,99zł. Doczekałam się w końcu w tej serii produktu typowo emolientowego, bez protein ;). Zestaw emolientów syntetycznych (w tym filmformerów: silikonów i quaterium) wzbogacony został tutaj olejami (słonecznikowy, kokosowy, lniany, arganowy), humektantami (nawilżaczami: gliceryną, glikolem propylenowym) oraz tytułowym ekstraktem z bazylii. Całość zamykają zapachy, regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

Solidny produkt na zimę - zabezpieczy, ujarzmi kosmyki i nabłyszczy. Może sprawdzę, jakie działanie w praktyce na porost włosów będzie miał tak emolientowy skład w połączeniu z ekstraktem z bazylii ;).

Podsumowując - niewiele miałam doświadczeń z ekstraktem z bazylii w kosmetyce ani też (chyba) nie miałam okazji przetestować jego działania na porost włosów. Dlatego też, jeśli zdecydujecie się na zakup jakiegoś produktu z tej serii - chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach ;).

Mleczko, odżywka czy maska - co wybrać na początek? Trudne sprawy pierwszego świata... xD

Nowa seria Jantar Medica vs stara wersja Jantara - analiza i porównanie składów

 

Pomysł na dzisiejszy post podrzuciła mi moja przyjaciółka Katarzyna (znana m. in. z posta dotyczącego wypłukiwania henny z włosów KLIK!). Część z Was zapewne wie, że pojawiła się nowa linia kosmetyków Jantar - z dopiskiem Medica, produkowaną nie przez Farmonę, a przez Ideepharm (prawdopodobnie firma-córka Farmony). Podobnie jak w pierwowzorze Farmony, także w Medice znajdziemy szampon, mgiełkę oraz odżywkę/wcierkę. Nowością jest natomiast kuracja do włosów w ampułkach. Nowa seria, przynajmniej na stronie doz.pl (skąd pochodzą wszystkie zdjęcia oraz składy w tym poście), jest zauważalnie droższa od starej. Mam nadzieję, że tym postem pomogę Wam w podjęciu ewentualnych decyzji zakupowych ;).

Szampony

Jantar Medica, Szampon z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych
Jantar Medica, szampon z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych, 330 ml


Skład: 

Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Amber Extract, Hydrolyzed Keratin, Panax Gingseng Root Extract, Arginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract, Hydrolized Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine 20, Biotin, Inulin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Polyquaternium -10, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropinal, Limonene, Linalool

Szampon ten bazuje na mocnym detergencie anionowym SLES doprawionym delikatniejszymi detergentami (betainą kokamidopropylową czy glukozydem uzyskanym z oleju kokosowego) i emulgatorami. Wysoko w składzie pojawia się sól kuchenna - wypełniacz. Dalej znajdziemy humektanty (glikol propylenowy, niacyniamid), ekstrakty z bursztynu, łopianu i żeń-szenia, inulinę, biotynę, proteiny sojowe i keratynę oraz solidny zestaw aminokwasów. Zawiera substancje konserwujące (bez parabenów), zapachowe oraz regulujące pH. Pod koniec składu znajdziemy także niewielki dodatek filmformerów (polyquaterium i modyfikowany silikon).

Kosztuje około 12zł za 330ml.

Jantar, Szampon z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych

Farmona Jantar, szampon z wyciągiem z bursztynu, 330 ml

Skład:
AQUA (WATER), SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDE DEA, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM CHLORIDE, POLYQUATERINIUM-7, PANAX GINGSENG, ROOT EXTRACT, ACETYL TYROSINE, ARCTIUM MAJUS ROOT EXTRACT, HYDROLIZED SOY PROTEIN, POLYQUATERNIUM-11, PEG-12 DIMETHICONE, CALCIUM PANTOTHENATE, ZINC GLUCONATE, NIACINAMIDE, ORNITHINE HCL, CITRULLINE, GLUCOSAMINE 20, PEG-20, GLYCERYL LAURATE, TOCOPHEROL, LINOLEIC ACID, RETINYL PALMITATE, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, METHYLISOTHIAZOLINONE, DMDM HYDANTOIN, CITRIC ACID, DISODIUM EDTA, PARFUM (FRAGRANCE), LIMONENE 

Ponownie mamy do czynienia z produktem bazującym na SLES i dodatku łagodniejszych surfaktantów. Sól kuchenna ponownie w składzie, podobnie jak i filmformery (dużo wyżej w składzie niż w Medice). Pozostała część składu różni się od Medici jedynie kolejnością składników (w stopniu niezbyt znaczącym) i doborem konserwantów (Medica ma je przyjaźniejsze).

Szampon ten kosztuje 8,50zł za 330ml.

Oba omawiane szampony są dla mnie nieprzebranym morzem protein i aminokwasów. Przy częstym i regularnym używaniu ich na większości włosów pojawiłyby się książkowe objawy przeproteinowania. Ba, nawet ja, z moimi bardzo proteinolubnymi włosami, obawiałabym się ich ciągłego stosowania ;). Gdybym jednak musiała wybrać jednego z nich - wzięłabym starszą i jednocześnie tańszą wersję. Różnice w składach są tak mało istotne, że cena przeważa ;).

Mgiełki

Jantar Medica, Mgiełka z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych

Jantar Medica, mgiełka z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych, 200 ml
Skład:
Aqua (Water), Hydrolyzed Keratin, Propylene Glycol, Amber Extract, Panax Ginseng Root Extract, Aginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaterium-11, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine HCl, Biotin, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, SiliconeQuaternium-22, Polyglyceryl-3, Caprate, Dipropylene Glycol, Cocamidopropyl Betaine, Cetrimonium Chloride, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-bromo-2-Notropropane-1,3-Diol, Disodium EDTA, Parfum, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool 

Ta mgiełka to produkt absolutnie proteinowo-aminokwasowy. Już na drugim miejscu znajdziemy w niej keratynę i proteiny sojowe, a dalej (wciąż wysoko w składzie) zestaw aminokwasów i modyfikowane proteiny pszeniczne. Sporo w niej jest też ekstraktów (bursztyn, żeń-szeń, łopian). Dodanie trzech fimformerów (w połowie składu) odpowiadać ma za działanie kondycjonujące. Całość dopełniają: pantotenian wapnia, glukonian cynku, niacynamid i glikol dipropylenowy. Zawiera także konserwanty (bez parabenów), kompozycję zapachową oraz, nie wiedzieć czemu, detergent (betainę kokamidopropylową - na szczęście w śladowej ilości). 

Mgiełkowa bomba proteinowa, raczej nie do stosowania po myciu (spore i realne ryzyko przeproteinowania. Całkiem nieźle może się sprawdzić natomiast jako wcierka.

Mgiełka kosztuje około 10zł za 200ml.

Farmona Jantar, Mgiełka z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych
Farmona Jantar, mgiełka z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych, 200 ml

Skład:

Aqua (Water), Alcohol Denat., Propylene Glycol, Camelia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract*, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Propylene Glycol, Amber Extract*, Cetrimonium Chloride, Panthenol, Panax Ginseng Root Extract*, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract*, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine HCl, Biotin, Inulin*, PEG-25 PABA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Laureth-10, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool. 

Ta wersja mgiełki ma etanolową bazę, dlatego (mimo deklaracji producenta) odradzam jej stosowanie na długość włosów. Może się natomiast sprawdzić jako wcierka do skóry głowy. Wysuszające działanie etanolu łagodzone jest przez humektanty (glikol propylenowy, niacynamid). Znajdziemy w niej ekstrakty z zielonej herbaty, żeń-szenia i łopianu oraz cały zestaw różnych form protein roślinnych (pszeniczne i sojowe) oraz aminokwasów. Całość dopełniają pantotenian wapnia, glukonian cynku, biotyna i inulina. Zawiera dodatki filmformerów (w połowie składu), konserwantów (bez parabenów) oraz substancji zapachowych i regulujących pH.

Mgiełka kosztuje około 9zł za 200ml.

Ze względu na zastosowanie różnych promotorów przejścia w obu mgiełkach efekty ich stosowania mogą być znacząco różne, mimo dość podobnych pozostałych składników. Jedynie wersję Medica zdecydowałabym się aplikować na długość włosów przed myciem (jako bombę proteinową), natomiast obie z ciekawością przetestowałabym jako wcierki. Gdybym jednak miała wybrać tylko jedną z nich - wybrałabym Medicę - właśnie dzięki możliwości zastosowania na skórę głowy i na długość.

Wcierki/odżywki

Jantar Medica, Odżywka-wcierka z wyciągiem z bursztynu do skóry głowy i włosów zniszczonych 
Jantar Medica, odżywka-wcierka do włosów zniszczonych z wyciągiem z bursztynu, 100 ml
Skład:

Aqua (Water), Propylene Glycol, Glucose, Amber Extract, Panthenol, Panax Ginseng Root Extract, Arginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine HCl, Biotin, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool

Wcierka bazująca na glikolu propylenowym (promotor przejścia, humektant), glukozie, pantenolu (humektanty), ekstraktach z bursztynu i łopianu oraz proteinach sojowych i aminokwasach. W połowie składu znajdziemy dwa filmformery, pantotenian wapnia, glukonian cynku i niacyniamid, a także witaminy a i E. Zawiera konserwanty (bez parabenów) i substancje zapachowe oraz powierzchniowo czynne (niewielkie ilości).

Wcierka kosztuje około 16zł za 100ml. 

Kawał ciekawej wcierki, która (przynajmniej teoretycznie) ma szansę zadziałać. Dodatkowym plusem jest wprowadzenie aplikatora ;).

Farmona Jantar, Odżywka z wyciągiem z bursztynu do włosów i skóry głowy

Farmona Jantar, odżywka do włosów z bursztynem, 100 ml
Skład:

aqua, propylene glycol, amber extract, hedera helix extract, lamium album extract, arnica montana extract, chamomilla recutita flower extract, arctium majus extract, pinus sylvestris bud extract, rosmarinus officinalis leaf extract, nasturtium officinale extract, calendula tropaeolum majus flower extract. citrus medica limonum peel extract, arginine, biotin, zinc gluconate, acetyl tyrosine, niacinamide, panax gingseng root extract, hydrolyzed soy protein, calcium panthothenate, ornithine hcl, polquaternium-11, citrulline, peg-12 dimethicone, glucosamine hcl, panthenol, glyceryl laurate, tocopherol, linoleic acid, retinyl palmitate, plysorbate 20, peg-20, zinc pca, acrylates alkyl acrylate crosspolymer, triethanolamine, diazolidynyl urea, iodopropynyl butylcarbamate, parfum, hexyl cinnamal, limonene, linalool

"Stary" Jantar również zawiera glikol propylenowy (w roli promotora przejścia). Daje w składzie znajdziemy soczysty zestaw ekstraktów (bursztyn, bluszcz, jasnota, arnika, sosna, rozmaryn, rukiew, nasturcja, cytron, żeń-szeń), aminokwasy, biotynę, glukonian cynku, niacyniamid, proteiny sojowe, pantenol, witaminy A i E, pantotenian wapnia i niewielkie dodatki filmformerów. Zawiera substancje zapachowe i konserwujące (bez parabenów).

Kosztuje około 7zł za 100ml.

"Stara" wersja wygrywa z Medicą zarówno składem, jak i ceną. Oczywiście - teoretycznie: nigdy nie wiadomo, co akurat danej skórze głowy spasuje ;). Nie widzę także przeciwwskazań, by oba te produkty stosować na długość włosów.
Jantar Medica, Kuracja z wyciągiem z bursztynu do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych
 Jantar Medica, kuracja z wyciągiem z bursztynu do włosów zniszczonych, 5 ml, 5 ampułek
Skład:

Aqua (Water), Alcohol Denat., Propylene Glycol, Amber Extract, Glucose, Glycerin, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Panax Ginseng Root Extract, Arginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate Zinc Gluconate, Niacinamide Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine HCl, Biotin, Polysorbate 20, Peg-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol Unoleic Acid, Retinyl Palmitate Diazoudinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Caramel Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool 

Jest to produkt mocno etanolowy (promotor przejścia), więc nadaje się jedynie na skórę głowy (nie na długość włosów). Glikol propylenowy, gliceryna i pantenol mają za zadanie łagodzić wysuszające działanie etanolu. Znajdziemy w nim także ekstrakty z bursztynu, łopianu i żeń-szenia, glukozę, keratynę, aminokwasy, filmformery (w połowie składu), pantotenian wapnia, glukonian cynku, niacyniamid, biotynę oraz witaminy A i E. Zawiera także substancje zapachowe i konserwanty (bez parabenów).

Kuracja (5x5ml) kosztuje 16zł.

Nie powalił mnie ten produkt na kolana - wygląda jak miks starej i nowej wersji mgiełki Jantar wlany do fioleczek :P. Nie skuszę się na niego.

Co natomiast interesuje mnie najbardziej z całej tej siódemki? Nowa mgiełka Jantar Medica - chętnie powiększę o nią moje zbiory i przetestuję ją jako wcierkę oraz produkt proteinowy stosowany na długość przed myciem. 

Małe czepialstwo: na razie nic nie wskazuje na to, by stara seria Jantar sygnowana przez Farmonę miała zostać wycofana, więc nazywanie produktów prawie dokładnie w ten sam sposób może koncertowo zmylić klientów. Dla mnie osobiście jest to lekko irytujące.

Wiedzieliście o istnieniu nowej serii Jantar? Jak się na nią zapatrujecie? ;)

loading...

Kaminomoto Hair Growth Accelerator II - wcierka godna uwagi



Wcierki, wcierki, wcierki - większość z nas miała przynajmniej jedno podejście do produktów tego typu. Kosmetyki te mają za zadanie odżywić skórę głowy (i mieszki włosowe) oraz przyspieszyć przepływ krwi w tym rejonie. Najbardziej pożądanym efektem tych działań jest przyspieszony przyrost i zagęszczenie włosów. Przerobiłam w swoim włosomaniaczym żywocie wiele wcierek. Ostatnią była Kaminomoto Hair Growth Tonic II, a obecnie (również we współpracy z Sachi-Azjatyckie Sekrety Piękna) stosuję Kaminomoto Hair Growth Acelerator II. Ciekawi, jak się u mnie sprawdziła? ;)


Solidna, masywna butelka z ciemnego szkła (ochrona przed światłem) to typowe opakowanie toników Kaminomoto. Kontakt takiej butelki z podłogą może skończyć się niewesoło ;). Opakowanie posiada zakraplacz, aczkolwiek nie mam pojęcia, jak tylko z jego wykorzystaniem ekonomicznie wetrzeć tonik w skórę głowy. Ponownie wspomogłam się strzykawką (można też użyć pipetki czy butelki z atomizerem, wedle życzeń).


Kartonik, w który zapakowana jest wcierka, posiada napisy w języku polskim oraz estetyczny, apteczny wygląd.

180ml tego toniku kosztuje 149zł - sporo, ale nie tragicznie. Dzięki kodowi: KOAL.0816 można uzyskać 10% rabat na wszystkie kosmetyki w sklepie Sachi.pl

Skład:


To wcierka etanolowa, ale jak pewnie wiecie - moja skóra głowy lubi się z "wódeczką" ;). Sole sodowe kwasów fumarowego i bursztynowego wykazują działanie regulujące w procesie złuszczania naskórka (są stosowane chociażby w leczeniu łuszczycy), przypisuje im się także działanie przeciwwrzodowe, przeciwświądowe, detoksykujące i przeciwnowotworowe. Glikol butylenowy wraz z gliceryną i pantenolem odpowiadają za nawilżenie i łagodzenie wszelkich podrażnień skóry. PEG-ylowana pochodna oleju rycynowego jest natomiast składnikiem natłuszczającym (pod koniec składu). Zawiera ekstrakty z: rozmarynu, isodonu i szupinu. Zawiera mentol i witaminę E oraz konserwanty (bez parabenów i kompozycji zapachowej).

Skład dość krótki, ale jest w nim wszystko, co trzeba: promotor przejścia (etanol), substancje nawilżające, antyseptyczne, regenerujące oraz ekstrakty.

Ma postać lekko żółtej cieczy o alkoholowym, ziołowo-męskim, (dla mnie) przyjemnym zapachu. Po kilku chwilach od wtarcia nie jest wyczuwalny na włosach (przynajmniej otoczenie nic na ten temat nie mówiło, a zwykle smrodki komentują ;)).


Wcierałam ten tonik przez 7 tygodni (wcześniej przez ponad miesiąc nie stosowałam nic na skórę głowy) codziennie zużywając jednorazowo 1,5-2ml preparatu. Tak niewielkie zużycie udało mi się osiągnąć dzięki strzykawce ;). Dzięki wyrobionej już wcześniej technice wcierania nie dorobiłam się przyklapu ;). 

Obecnie mam około pół buteleczki tej wcierki - plus za wydajność. 

Obecnie mam dość stresujący okres - nowa praca, egzaminy, cuda na kiju. Wcieranie tego kosmetyku rozpoczęłam w momencie, gdy włosów zaczęło mi wypadać około 1,5 raza więcej niż zwykle (zabawne, akurat miałam wtedy rozmowę o pracę i egzamin na prawko xD), ale trwało to dopiero od kilku dni. 

W dwa tygodnie było po problemie. Włosów znów wypada malutko (chociaż stres nadal jest - ale mniejszy), skóra głowy jest zadowolona (żadnego swędzenia czy też podrażnienia), a na linii czoła ponownie pojawiły się 0,5-1cm bejbiki (podobnie, jak przy stosowaniu wcześniejszej wcierki Kaminomoto). 

Nie wpływa na świeżość włosów - przy wysokich temperaturach niewiele potrafi powstrzymać moje włosy przed potopem xD. Zamierzam wcierać ją także na jesieni, więc wtedy dodam obiektywny dopisek o wpływie na świeżość skóry głowy.

Mój standardowy przyrost to 2cm na miesiąc, więc w ciągu 7 tygodni włosy powinny urosnąć o 3cm. A urosły: wg "odrostu": 4cm (uważam ten pomiar za bardziej miarodajny), wg pasemka: 4,5cm - co daje średnio 4,25cm. Potwierdzam więc - przyspiesza porost, gdyby ktoś z Was był zainteresowany zakupem ;).

Co obecnie wcieracie? ;)
loading...

Przeszczep włosów - gdy wszystko inne zawodzi



Problemy nadmiernego wypadania włosów czy łysienia może dotknąć każdego. Wszyscy chyba wiemy, jak uciążliwy i psychicznie obciążające jest to zjawisko. Piękne włosy (zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn) to przecież atrybut atrakcyjności. Przerzedzenie czupryny bywa przyczyną powstawania kompleksów, stanów lękowych, a nawet depresji.

Sytuacją idealną jest znalezienie przyczyny łysienia i jej leczenie. Niestety, czasami nawet wtedy włosy nie odrastają, a i znalezienie przyczyny bywa mocno utrudnione. Coraz częściej diagnozowane łysienie androgenowe często nie daje najmniejszych śladów w badaniach. Prześwitów jednak chce się pozbyć każdy. Jedną z wielu metod w takich przypadkach jest przeszczep włosów.


Zabieg poprzedza dokładny wywiad oraz badania w kierunku poszukiwania przyczyn. Nieleczone choroby tarczycy, układu płciowego, przysadki, kory nadnerczy etc. spowodują szybkie zanikanie efektów po zabiegu - a tego nikt nie chce. Przeszczep włosów nie niweluje przyczyny wypadania! Lekarz w wywiadzie skupia się na przebiegu utraty włosów, ewentualnych chorób dermatologicznych i innych. Kolejnym etapem są badania laboratoryjne. 

W przypadku zakwalifikowania do zabiegu w znieczuleniu miejscowym pobierany jest pasek skóry (wraz z włosami) z tyłu głowy (wada - spora blizna) bądź pojedyncze mieszki włosowe (zaleta - niewielkie blizny). Jak sama nazwa "przeszczep" wskazuje - włosy do wszczepienia muszą zostać pobrane z miejsca, gdzie problemy z wypadaniem nie występują. Czasami włosy mogą być pobierane z innego miejsca niż skóra głowy - ale dotyczy to głównie mężczyzn ze sporym zarostem.

By w ogóle myśleć o przeszczepie włosów - na skórze głowy pacjenta muszą występować obszary o zdrowej skórze, na której rosną prawidłowo ukształtowane włosy. Dlatego też nie każda osoba zmagająca się z łysieniem może z niej skorzystać (np. u kobiet bardzo często przerzedzenia włosów rozłożone są równomiernie na głowie). Jest to metoda dla osób o "zlokalizowanych" przerzedzeniach. 

Przeszczep włosów jest zabiegiem dość inwazyjnym, a mocne unerwienie i ukrwienie skóry głowy powoduje, że rekonwalescencja może być dość uciążliwa. W ciągu 24h od zabiegu skóra jest oczyszczana z pozostałości pozabiegowych, a gojenie trwa około 5 dni. Pacjent nie powinien w tym czasie spożywać niczego, co zwiększa ciśnienie tętnicze krwi bądź rozgrzewa (alkohol, kawa etc., przez ryzyko wystąpienia krwawień). Z tego samego powodu odradza się wysiłek fizyczny i kąpiele słoneczne. Strupy pozabiegowe odpadają zwykle po około dwóch tygodniach - w tym okresie można spodziewać się mocnego swędzenia. Zimne okłady okażą się pomocne w tym okresie, dodatkowo niwelując obrzęk. Nieodzowne mogą się okazać środki przeciwbólowe.

Już po pierwszym tygodniu od zabiegu włosy można myć z użyciem delikatnych detergentów, bez mocnego masowania (co jest raczej niemożliwe ze względu na obrzęk). Oczywiście należy unikać stylizacji na ciepło i innych czynników (np. ciasnego wiązania) wpływających źle na kondycję włosów. 

Niemniej jednak stosowanie się do zaleceń lekarza gwarantuje naprawdę świetny efekt zabiegu, który w pełni widoczny jest po około 6 miesiącach (oczywiście przerzedzenia niwelowane są od razu). Zobaczcie jak wyglądają włosy u tych co zdecydowali się na zabieg: https://www.tourmedica.pl/zdjecia-przed-i-po/zabiegi-przeszczepiania-wlosow/.

Cieszę się, że istnieją tego typu możliwości dla ludzi, którzy chcą pozbyć się skutków wypadania. Cena jest jednak wysoka: od 3,5 do 10 tysięcy złotych, w zależności od metody i skali zabiegu - jednak gabinety oferują możliwości płatności ratalnej.

Interesowaliście się kiedykolwiek tematem przeszczepu włosów?
loading...

Szampon i odżywka Biotebal - czy to faktycznie zestaw na wypadanie włosów?



O suplemencie diety Biotebal słyszało zapewne większość z Was. Obecnie marka ta rozszerzyła swoją ofertę o produkty do włosów: szampon i odżywkę. W ramach współpracy miałam okazję je przetestować. Jak wypadły? TUTAJ możecie zobaczyć, jak wyglądały moje włosy po użyciu całego zestawu.

Biotebal, Szampon przeciwko wypadaniu włosów


Szampon zamknięty jest w solidnej, całkiem ładnej buteleczce, która wywołuje u mnie skojarzenia apteczne ;). Nie mamy możliwości śledzenia zużycia produktu inaczej niż "wagowo". Duży zarzut - bardzo ciężko jest domknąć buteleczkę, wydaje mi się, że to jakaś wada zamknięcia.

200ml tego szamponu kosztuje 19-25zł, w zależności od apteki.

Skład:


Szampon ten bazuje na mocnych detergentach: SMS i ALS, wzbogaconych dodatkowo surfaktantami jonowymi oraz amfoterycznymi. Znajdziemy w nim również sporo humektantów (nawilżaczy), i to wysoko w składzie: glicerynę, sok z aloesu, mleczanu sodu, glikolu propylenowego, pantenolu, niacynamidu). Zawiera ekstrakty z soi i pszenicy, będące źródłem protein niehydrolizowanych (o dużo mniejszym potencjale "przeproteinowującym" - przykłady przeproteinowania proteinami niehydrolizowanymi są bardzo, bardzo rzadkie) oraz niewielkie ilości (już po pierwszym konserwancie) inuliny, modyfikowanych oligasacharydów, biotyny, ekstraktów z żen-szenia i kasztanowca oraz glukonian cynku (działanie przeciwgrzybicze) i kofeinę. 

Posiada śladowe ilości filmformerów (polyquaterium) oraz chlorku sodu. Zawiera substancje konserwujące i zapachowe. Wodorotlenek sodu występuje jako regulator pH.

Szampon wprawdzie bazuje na silnych surfaktantach, jednak jest tak doładowany różnego rodzaju dobrociami, że efekt mycia będzie raczej ograniczony. Skład obiektywnie całkiem ładny.

Produkt jest bezbarwny i ledwo dowąchałam się w nim ziołowego zapachu. 

Swoje włosy zawsze myję dwukrotnie - i w tym przypadku nie zrobiłam wyjątku, jedynie zgodnie z zaleceniami producenta trzymałam go około 2 minut na włosach i skórze głowy. Pieni się bardzo średnio, przez co jego wydajność spada (muszę nabrać więcej produktu, by osiągnąć satysfakcjonującą pianę). Radzi sobie z oczyszczeniem włosów, które są "gołe": bez oleju czy innego mazidła przedmyciowego, natomiast za każdym razem, gdy nakładałam coś przed myciem - fundował mi 3xP (przychlast, przyklap, przetłuszcz). Nawet jeśli oczyścił w miarę włosy, to nie było to "domycie do nagiego włosa", które jest u mnie efektem najbardziej pożądanym. W żadnej sposób nie podrażnia jednak skóry mojej głowy - za co należy mu się plus.

Producent nadmienia, że optymalne rezultaty uzyskuje się po 3-6 miesiącach regularnego stosowania. Swoje opakowanie już skończyłam (4-5 tygodni), nie zauważyłam symptomów zmniejszenia wypadania. Nie czuję się przez to przekonana do zakupienia kolejnej buteleczki i kontynuowania kuracji do zadanego przez producenta czasu. 

Biotebal, Odżywka przeciw wypadaniu włosów


Opakowanie - bardzo podobne wizualnie do opakowania szamponu, jednak tutaj mamy do czynienia z dość sztywną tubą. Jest to dość niefortunne rozwiązanie - miałam problemy z wydobyciem bardzo gęstego produktu. Ponownie zarejestrowałam problemy z domknięciem opakowania.

200ml odżywki kosztuje 21-27zł, w zależności od apteki.

Skład:


W tym przypadku mamy do czynienia z produktem mocno emolientowym (z niewielkim dodatkiem protein hydrolizowanych - keratyny), bazującym na emolientach syntetycznych (m.in. fimformery - modyfikowane quaterium i silikon) oraz oleju z pestek moreli. Znajdziemy w tej odżywce również sporo gliceryny. Po gumie biosacharydowej (występującej z całą pewnością w niewielkiej ilości) znajdziemy dodatki kofeiny, oleju arganowego, biotyny, wspomnianej już wcześniej keratyny, glikolu propylenowego i ekstraktu z żeń-szenia. 

Zawiera również kompozycję zapachową i konserwanty, w tym parabeny. Wodorotlenek sodu występuje jako regulator pH.

Skład całkiem ładny, chociaż spodziewałam się produktu przeznaczonego do wcierania również w skórę głowy. Ze względu na skład skończyłoby się to jednak raczej mocnym przyklapem ;). Dodatkowo (co dla mnie było bardzo zabawne) producent w ogóle nie wspomina o wcieraniu w skórę głowy (a przecież to produkt na wypadanie włosów, więc bez ingerencji w okolicach skóry nie spełni swojego założonego działania), natomiast radzi, by odżywkę pieczołowicie nakładać na... końcówki włosów :D. Mamy kolejnego mistrza marketingu ;).

Odżywka ma postać bardzo gęstego, białego kremu o śladowym, ziołowym zapachu.

Odżywkę nakładałam po myciu w bardzo niewielkiej ilości (groszek wielkości orzecha laskowego) na 5 minut. Próbowałam oczywiście (jak to ja :D) początkowo nakładać więcej, jednak za Chiny Ludowe nie mogłam później wypłukać włosów do w miarę świeżego stanu. Wspomniana wcześniej ilość się sprawdza, a przy okazji gwarantuje dobrą wydajność ;). Kłaczki polubiły ten produkt - reagują na niego ładnym skrętem, blaskiem i trwałością fryzury. Z odżywki w kontekście wizualno-pielęgnacyjnym jestem zadowolona (nawet bardzo!), ale produkt ten z całą pewnością, stosowany zgodnie z zaleceniami producenta, nie ma działania ograniczającego wypadanie włosów.

Podsumowując mogę powiedzieć, że w czasie stosowania tego zestawu (do zużycia szamponu, czyli 4-5 tygodni) wypadanie moich włosów się nie zmniejszyło. Myślę, że modyfikacja składu odżywki i sposobu jej użycia mogłaby poprawić sytuację w przyszłości.

Mieliście jakąś styczność z produktami Biotebal? Walczycie może obecnie z nadmiernym wypadaniem włosów?


loading...

Zestaw "na wypadanie" - włosowe spa



Idzie wiosna - włosy lecą. Rozpoczął się chyba u mnie okres sezonowego wypadania (badania krwi mam w normie), który dodatkowo jest spotęgowany nadmiarem pracy i stresu. Przychylniejszym okiem spoglądam więc na produkty przeciw wypadaniu włosów, czego efektem jest mój ostatni zestaw pielęgnacyjny, w którym pojawiły się tylko produkty z tej grupy ;).


  • Rano w skórę głowy wtarłam spray wzmacniający włosy O'Herbal.
  • Wieczorem umyłam włosy dwukrotnie szamponem Biotebal i nałożyłam odżywkę tej samej firmy na 5 minut.
  • Włosy spłukałam i wystylizowałam jak zwykle.
Jak widać to włosowe spa nie było zbyt wymagające, a efekt jest całkiem zacny ;). Kłaczki wychodzą (chyba) powoli z etapu długości przejściowej (KLIK!), więc chyba do kwietniowego cięcia z nimi wytrzymam ;). Tym razem udało mi się je domyć oraz uzyskać całkiem ładny skręt.


Recenzji produktów Biotebal możecie spodziewać się już wkrótce, bo oba produkty właśnie mi się skończyły ;).

Jakie włosowe kosmetyki są u Was obecnie "na tapecie"? ;). Mam do Was też szybkie pytanie - wyjeżdżam na kilka dni, jednak może uda mi się napisać coś dla Was na ten okres. Jedynie na moje odpowiedzi na komentarze musielibyście poczekać do mojego powrotu - co Wy na to?

loading...