Czarny zabójca trądziku?

Rzadko podchodzę do kosmetyku sceptycznie już przed użyciem - zdarzyło mi się to chyba po raz pierwszy. Wpływ miała na to nazwa produktu, która sama w sobie obiecuje poniekąd złote góry, więc i moje wymagania urosły automatycznie. Mowa o maseczce peel-off Acne Killer, którą można zakupić w sklepie Lux Style i tam też odsyłam do opisu producenta zapowiadającego pozbycie się trądziku - sama opowiem o swoich doświadczeniach ;)




Opakowanie: Saszetka zawierająca 10 ml produktu w całkiem przyjemnej dla oka kolorystyce, bez nachalnych zdjęć wyphotoshopowanych modelek ;)

Pojemność/cena: 5x 10 ml/40 zł

Skład:

Krótko i prosto: woda, morskie osady mineralne, zapach. Zastanawia mnie tylko, co w składzie odpowiada za formułę peel-off... :P

Zapach: Mentol, bardzo typowy.

Działanie: Zużyłam wszystkie 5 saszetek w odstępach tygodniowych - nakładanie jest całkiem przyjemne i bezproblemowe, chociaż sam produkt wygląda jak smoła. Szczerze powiem, że maseczki o formule peel-off niezbyt mi odpowiadają ze względu na sposób ich usuwania (nie lubię tego odrywania). Niestety, tutaj musiałam to przeżyć - dodatkowo ten produkt trzymał się twarzy jakby był super glue przyklejony :P Dawałam jednak jakoś radę. Zaraz po zdjęciu skóra była dość mocno. podrażniona zrywaniem, jednak po kilkudziesięciu minutach wszystko się uspokajało. Bezapelacyjnie matowi cerę, skóra mniej się błyszczy i "tłuści", dodatkowo "dotykowo" ją wygładza. Ale co do trądziku... żaden mój wągier nie został skasowany, a dodatkowo prawdopodobnie od podrażnienia w dolnej części policzków i brody wychodziły mi pojedyncze zmiany ropne :/




Produkt ten u mnie się nie sprawdził, jednak ktoś z bardziej odporną cerą i mniej wiekowymi zaskórnikami mógłby być zadowolony, kto wie...

Lubicie maseczki peel-off?

22 komentarze:

  1. Czytałam wiele recenzji o tym kosmetyku i raczej zawsze opinie były podobne do Twojej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie one jakoś nie kuszą. Jeśli robię coś peel off to musi być to niesamowicie gruba warstwa, żeby dobrze się ściągało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię maseczek peel of, bo moja skóra jest po nich ściągnięta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako małą dziewczynka weszłam do łazienki i zobaczyłam jak moja mama "zrywa" sobie z twarzy przezroczystą warstwę skóry. Wyszłam stamtąd przerażona i nie pytając co się właściwie stało. Dopiero po kilku latach domyśliłam się, że to była maseczka peel-off. Jednak trauma z dzieciństwa powoduje, że widok ściąganej maseczki z twarzy przestawia we mnie wnętrzności haha Ludzie i ich dziwne uprzedzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocna opowieść, na szczęście raczej nie będę korzystać z maseczek peel-off przy swoich przyszłych dzieciach ;)

      Usuń
  5. Nie znoszę masek peel-off i na pewno nikt by mnie nie zmusił do zrywania czegoś z twarzy na siłę - jeśli nie schodzi to łapię za wodę, detergent i w poważaniu mam, że producent nie zaleca bo nie zadziała jak ma zadziałać. Podrażniona cera to rzecz znacznie gorsza i trudniejsza do opanowania niż bezużyteczna maseczka.
    Ja sobie robię maseczki z morszczynu (Apteka, 50 g/2,99zł) rozrobionego w zawiesinie z siemienia lnianego. Cudo! Niedawno o tym pisałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie mam fascynację maseczką do cery trądzikowej z Best ;)

      Usuń
  6. uwielbiam takie maseczki :) ale ciężko mi je znaleśc

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też czytałam o tym produkcie na innych blogach i dziewczyny nie były zadowolone.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zobaczyłam pierwsze zdjęcie, to myślałam, że to jakaś przyprawa ;-) Dopiero napis mnie nakierował. A ostatnia fotka wygląda jak poskręcana taśma wideo. Do mnie nie przemawia, ale ja nie mam problemów ze skórą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj nie. Nie znoszę tego typu maseczek. Zrywanie sobie tego z twarzy na siłę nie jest ani trochę przyjemne, ahh gdyby jeszcze maseczka schodziła za jednym pociągnięciem w jednym kawałku to mooże, a zazwyczaj muszę się mordować kawałek po kawałku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nastawiłam się na coś gorszego, ale i tak miło przy ściąganiu nie było :P

      Usuń
  10. Miałam już różnorakie maseczki peel-off i raczej żadna mnie nie zachwyciła. Efekty zazwyczaj ograniczają się do zmatowienia skóry,nic poza tym, może lekkiego wygładzenia "na dotyk". W dodatku większość peel-off potwornie śmierdzi alkoholem, więc nie ma co dziwić się przesuszeniom (z moich doświadczeń).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo racji jest w tym, co piszesz, chociaż sama "mocno alkoholowych" masek nie nakładam ;)

      Usuń
  11. Mam mieszane uczucia co do maseczek peel-off i na tą też się nie skuszę, zwłaszcza po recenzji ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. To chyba lepsze byłoby błoto z Morza Martwego w formule spłukiwalnego błota a nie peel of ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. mnie od razu ten "skład" zniechęcił, szczególnie "deep sea mineral" jako składnik z terminologii inci :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja tez używałam tego, szału nie było,trochę wągrów zeszło, ale też sporo zostało.... ale ja mam bardzo problematyczna cere, po 2,3 dniach skóra wygladała jak znowu na bardzo zanieczyszczona... jak ktoś ma ładna cere to może sobie jej użyć, jak ktoś chce coś zmienić, oczyścić to szkoda na to czasu czy pieniedzy, już lepiej na mikrodermabrazie skoczyc lub do kosmetyczki

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie cierpię maseczek peel-off. A wyraz Twojej buzi w czerni... "bezcenny" :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Czarne maseczki są hitem w Chinach. O podobnym działaniu jest maska firmy PILATEN, teoretycznie służy do oczyszczania okolic nosa, ale można ją też stoswać na całą twarz.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie