Bielenda Skin Shot, Uniwersalny aktywator do maseczek - totalny brak działania

W moich kosmetycznych wyborach decydujące znaczenie mają skład i... deklarowane zastosowanie. O wadze składników mazidła nie będę teraz pisać elaboratów, bo wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę ;). Czasami do kosmetycznego zakupu przekonuje mnie funkcja kosmetyku, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Tak było przy okazji zakupu uniwersalnego aktywatora do maseczek od Bielendy - nie słyszałam wcześniej o takim produkcie, więc szybko wsadziłam go do koszyka. Jak się okazało - za szybko...


Aktywator zamknięty jest w bardzo poręcznej, niewielkiej butelce z atomizerem. Opakowanie jest estetyczne, a etykiety trwałe i czytelne. Nutkę błękitu oczywiście liczę na plus :D. Zastosowany plastik jest odrobinę elastyczny - jest więc szansa, że przeżyje upadek na łazienkowe płytki. Sam atomizer dozuje rozsądną, odpowiednią ilość produktu. 

75ml aktywatora kosztuje bez promocji 12,99zł w Rossmannie (kupiłam go w czasie akcji 2+2 gratis, więc wyszło jeszcze taniej).

Skład:


Jest na co popatrzeć: hydrolat różany, gliceryna, glukonolakton, kwasy: laktobionowy i hialuronowy, pantenol, mleczan sodu, glukonian wapnia... . Dużo nawilżających dobroci dla skóry, które powinny faktycznie stanowić dla niej odżywczy "shot". Nie zawiera kompozycji zapachowej, a końcówka składu to niekontrowersyjne konserwanty.

Wygląda jak woda i ma ledwie zauważalny, różany zapach. Po wchłonięciu pozostawia na skórze minimalne wrażenie lepkości (co nie dziwi w kontekście ilości zastosowanych nawilżaczy) - na tyle małe, że nie przeszkadza w niczym i dość szybko mija.

Stosowałam aktywator pod różne rodzaje maseczek - oczyszczające, nawilżające, odżywcze, a pod koniec testów także solo, bo za nic nie widziałam różnicy w stosowaniu maseczek z jego użyciem i bez niego. Nic się jednak nie zmieniło - aktywator Bielendy nie ma jak dla mnie żadnego działania. Żadnego nawilżenia, odżywienia czy zmiękczenia naskórka, które obiecuje producent. Obawiam się, że zastosowane substancje aktywne zostały tak mocno rozcieńczone, że nie miały okazji zadziałać w jakikolwiek sposób :(. Zużyję go w okładach na maskach bawełnianych, to może się czegoś doczekam.

W żaden sposób nie zaszkodził mojej cerze, jednak od pewnego momentu miałam wrażenie stosowania samej, delikatnie perfumowanej wody na twarz ;).

Macie może jakieś doświadczenia z tym produktem bądź podobnymi aktywatorami do maseczek? Podzielcie się nimi ;).

Bielenda Mezo Tonik (Aktywny Tonik Korygujący) - bez zachwytów

Jeśli chodzi o sklepowe kuracje kwasowe moim topem są na razie kosmetyki Bielendy: 40% zabieg eksfoliujący oraz zielone Mezo Serum korygujące, które ostatnio Wam opisywałam. Przy okazji jednego z zamówień na wspomniane serum dołożyłam do koszyka również Mezo Tonik korygujący z tej samej serii. Nie jestem przekonana czy był do dobry pomysł...

Bielenda Mezo Power Tonik korygujący

Przeźroczysta butla z niewielkim otworem świetnie dozuje kosmetyk i na dodatek jest całkiem trwała - zniosła już kilka łazienkowych wypadków :D. Mam trochę uwag do białych napisów (szczególnie z tyłu opakowania) - nie są zbyt czytelne, ale za to bardzo odporne na ścieranie. Nie ma żadnego problemu z monitorowaniem poziomu zużycia - z wiadomych względów :D. 

200ml tego toniku kosztuje od 10 do 15zł w zależności od miejsca zakupu (jest też łatwo dostępny).

Skład:

Aqua (Water), Niacinamide, Glycerin, Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Sodium Lactate, Lactic Acid, Hyaluronic Acid, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene

Tuż po wodzie widzimy dwa nawilżacze: niacynamid (o dodatkowych właściwościach przeciwtrądzikowych) oraz glicerynę. Zaraz po nich znajdziemy kwasy: migdałowy, laktobionowy i mlekowy, odpowiedzialne za deklarowane, złuszczająco-wygładzające działanie toniku. Kolejne nawilżacze: mleczan sodu i kwas hialuronowy uzupełnione o glikozoaminoglikany dopełniają zestaw składników aktywnych. Potem znajdziemy zestaw regulatorów pH, konserwantów i substancji zapachowych - tych dwóch ostatnich jest sporo, ale nie budzą one moich wątpliwości. Wrażliwcy powinni się jednak mieć na baczności. 

Ma kwiatowy, niezbyt intensywny zapach i konsystencję wody, a po wstrząśnięciu dość mocno się pieni.

Zamierzałam stosować go solo w okresie wiosennym (i ewentualnie letnim) w celu chociaż częściowego podtrzymania efektów jesienno-zimowych kuracji kwasowych. Dobrze, że dość szybko porzuciłam ten pomysł, bo tonik ten na mojej skórze robi dokładnie... nic :D. A wierzcie mi, naprawdę nie oczekiwałam dużo - ot, mógłby powstrzymać pojawianie się zmian zapalnych, minimalnie ujednolicać koloryt cery i równie minimalnie zwężać pory. Niestety, nie robi nic z tego zestawu - cera po jego zastosowaniu zachowuje się dokładnie tak jakbym nie zastosowała niczego. 

Sprawiedliwie muszę mu jednak oddać, że nie wywołuje też żadnych negatywnych efektów na mojej cerze. Zużywałam go w zasadzie tylko do wyrównania pH skóry po stosowaniu mydła, ale zamierzam go jeszcze wykorzystać do nasączenia masek bawełnianych - może wtedy da jakieś efekty.

Możliwe, że mój brak zachwytu nad tym tonikiem wynika z potrzeby stosowania mocniejszych preparatów. Jak sprawdził się u Was?

Kosmetyki DLA, Zestaw Niszcz Pryszcz - niedoskonałości nie mają szans ;)



Widzę już w niedalekiej perspektywie trzydzieste urodziny, ale trądzik nie jest mi obcy. Jestem posiadaczką cery tłustej, a ta, oprócz profitów (zwiększonej grubości, odporności na czynniki zewnętrzne, spowolnionego starzenia) gwarantuje mi problem z łatwym zanieczyszczaniem ujść porów skóry. Moim najtrudniejszym problemem są zaskórniki otwarte, do których obecności się przyzwyczaiłam, ale i tak ciągle próbuję je eksterminować ;). Zwykle zmniejszam ich ilość poprzez terapie kwasowe, jednak z uwagi na stosowane zabiegi (depilacja laserowa m. in. brody i wąsika) nie wszędzie mogę je stosować. W tym sezonie wspomagam się więc Kremem na dzień i Płynem do mycia twarzy (bez użycia wody) z serii Niszcz Pryszcz od Kosmetyków DLA.


Kremy Niszcz Pryszcz znam z początków mojej świadomej pielęgnacji (7 lat temu! :D), a teraz, w ramach współpracy, mam okazję odświeżyć sobie ich działanie na mojej nieco "dojrzalszej" cerze ;). Miałam już okazję sporządzić dla Was analizy składów kosmetyków marki DLA (KLIK!), a także zrecenzować balsam ziołowy do ust (KLIK!)serum pod oczy (KLIK!) i krem wybielający (KLIK!).

Oba kosmetyki zapakowane są w solidne, plastikowe butelki z nieco aptecznymi etykietami. Buteleczka airless do kremu oraz niewielki otwór w zakrętce płynu zapewnia higieniczne dozowanie. Nie mam uwag ;).

30g kremu lub 180g płynu kosztują około 25-30zł, w zależności od miejsca.

Skład płynu: Infusion of herbs, Silver, Glycerin, Mandelic Acid , Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid. 

Napary roślinne (bez skonkretyzowania składu) w połączeniu z koloidalnym srebrem, gliceryną i kwasem migdałowym sugerują dokładne oczyszczanie, jednak bez eliminowania naturalnej warstwy ochronnej skóry. Nie miałabym jednak nic przeciwko temu, by w składzie zostały dokładnie podane wykorzystane zioła - byłoby to bardziej transparentne, bo dla laika wygląda to jak jeden produkt w różnych butelkach ;). 

Moją uwagę szczególnie przykuł fakt, że są to płyny do oczyszczania cery stosowane "bez użycia wody" - byłam niezwykle ciekawa, czy tego typu produkt oczyści należycie moją cerę, przyzwyczajoną do dwuetapowego oczyszczania.

Skład kremu: Infusion of Achillea Millefolium, Deoctum Salix Alba Bark, Cetearyl Alcohol, Borago Officinalis Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Glycerin, Helianthus Annus Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Titanium Dioxide, Ceteareth-18, Butyrospermum Parkii Butter, Kaolin, Allantoin, Panthenol, Ascorbic Acid, Alumina, Simethicone, Parfum, Citronellol, Limonene, Hexyl Cinnamal, Geraniol, Linalool, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid.

Baza w przypadku kremu na dzień jest bardzo podobna do kremu na noc Niszcz Pryszcz. Napary z krwawnika i wierzby, zestaw emolientów (w tym olei: słonecznikowego, jojoba oraz masła shea) zaprawione gliceryną, alantoiną i pantenolem wzbogacone tlenkiem tytanu (w celu matowienia i ochrony przeciwsłonecznej) i glinką kaolinową (matowienie). Zawiera filmformer, ale dopiero w okolicach kompozycji zapachowej (złożonej ze składników naturalnie występujących w olejkach eterycznych). 

Krem z dobrym składem i jeszcze w dodatku obiecujący chociażby niewielką ochronę przeciwsłoneczną to produkt, na który zawsze zwracam uwagę ;). 

Krem ma białe zabarwienie i średnio gęstą konsystencję, a płyn to nieco herbaciana ciecz ;). Oba kosmetyki mają ziołowo-miodowy zapach, niewyczuwalny na skórze po aplikacji i dla mnie - neutralny. 

Najwięcej obaw miałam co do płynu - nie do końca byłam przekonana, że wacik nasączony płynem dobrze poradzi sobie z usunięciem makijażu i innych zanieczyszczeń z powierzchni skóry. Moje uprzedzenia okazały się bezzasadne - jednym wacikiem jestem w stanie oczyścić całą twarz z BB kremu, korektora i tuszu do rzęs. Skóra po jego zastosowaniu jest naprawdę czysta, a jednocześnie zadowolona - nie ma bezwzględnej konieczności nałożenia czegoś odżywczego tuż po. Idealne rozwiązanie dla zabieganych lub... zaspanych ;). Moich oczu nie podrażnia w żaden sposób.

Krem aplikowałam natomiast zgodnie z przeznaczeniem tylko rano (wieczorem stosowałam inny specyfik, o którym również przeczytacie niedługo ;)), pod makijaż. Wchłania się szybciutko bez pozostawiania tłustej warstwy, dzięki czemu dobrze współpracuje z makijażem. Efekt po aplikacji jest wręcz nieco matowy, co widocznie przedłuża trwałość makijażu na mojej twarzy ;).

Najważniejszym efektem stosowania tego zestawu jest utrzymanie zadowalającego stanu dolnych okolic mojej twarzy pomimo braku stosowania kwasów. Od kilku lat w tym okresie (jesienno-zimowym) stosuję kwasy, by ogarnąć skórę po lecie bez nich. Tym razem nie było takiej potrzeby - nowe stany zapalne się nie pojawiają, a i nowych zaskórników brak ;). Te, które były już wcześniej siedzą cicho, ładnie obkurczone do nie rzucających się w oczy rozmiarów.

Seria Niszcz Pryszcz śmiało może wylądować na Waszych listach "do spróbowania" przy cerach zanieczyszczonych. Ja, po latach, nadal jestem zadowolona :D.

Czym oczyszczacie cerę i jakiego kremu na dzień obecnie używacie?

Tess, żel do higieny intymnej Tymianek - mało znany hit!



Czy wiecie, że właśnie mija mi 7 lat blogowania? ;) O jubileuszu napiszę więcej niedługo, a dzisiaj skupmy się na kosmetykach - konkretnie na jednym. Nieszczególnie zwracam uwagę na dedykację danego produktu do określonego celu. Omawiałam już produkty mało znanej marki Tess (KLIK!, a szkoda!), w międzyczasie zaznajomiłam się z nimi wszystkimi, a teraz mam dla Was wątek mocno tymiankowy: omówienie działania Żelu do higieny intymnej Tess Tymianek. Od razu zaznaczę, że poza zapachem, pozostałe żele tej marki mają analogiczne działanie i właściwości ;).


Solidna flacha z bezawaryjną pompką to świetne połączenie w przypadku dość rzadkiego żelu. Proste, estetyczne etykiety kojarzące się naturalnie i aptecznie - na plus.

270ml tego żelu kosztuje od 20 do 30zł, dostępność to głównie Allegro i inne sklepy wysyłkowe (a szkoda!).

Skład:


W przypadku żeli Tess mamy do czynienia ze stałą bazą, składającą się z dwóch detergentów amfoterycznych (pochodnych betainy), glikolu propylenowego (humektant - nawilżacz), estrowych pochodnych oliwy z oliwek, hydroksypropylocelulozy (zagęszczacz) oraz regulatorów pH i konserwantu. W wersji tymiankowej znajdziemy... ekstrakt z tymianku ;).

Krótko, zwięźle, fajnie ;). Jeden konserwant (EDTA) i regulator kwasowości (kwas cytrynowy) - nawet te składniki zostały przemyślane i dopracowane. 

Ma dość rzadką konsystencję i ledwo co się pieni, ale przepięknie pachnie - niczym  świeżo roztarty w palcach tymianek. 


Żel ten, wraz z produktami z Biedronki (KLIK!) i Rossmanna (KLIK!) o tym samym przeznaczeniu, uzupełnił listę moich wielofunkcyjnych hitów ;). Poza stosowaniem zgodnie z przeznaczeniem myłam nim ciało i twarz. Należycie oczyszcza skórę, jednocześnie nie wysuszając jej na wiór. Po myciu balsam nie był mi koniecznie potrzebny, a to bardzo, bardzo rzadkie :D. Moja tłusta twarz również była zachwycona - dobry poziom domycia przy jednoczesnym zmniejszeniu widoczności moich zaskórników to jest to ;). 

Jestem już przyzwyczajona do mało pieniących się myjadeł, więc nie nadużywam ich ilości. Podejrzewam jednak, że większość użytkowników może mieć pewien problem z jego wydajnością. 

Trzymam kciuki, aby marki firmy Idea25, w tym Tess, zostały poznane przez szerszą rzeszę klientów. Naprawdę warto!

Miss Sporty So Clear Anti-Spot Foundation (Podkład dla cery trądzikowej) - mój makijażowy hit :D



Mój makijaż absolutnie nie jest profesjonalny ;). Składa się na niego w zasadzie tylko podkład, korektory (płynny pod oczy i w sztyfcie na wszystko inne), oraz tusz do rzęs. Czasami tylko uruchamiam szminkę, cień do powiek i róż. Po wycofaniu mojego ulubionego BB kremu z Rival de Loop długo byłam w kosmetycznej depresji potęgowanej wizją nie znalezienia nigdy godnego następcy. Przy okazji jednej z promocji w Rossmannie przeglądałam jednak na stronie internetowej tej drogerii składy podkładów i różnego rodzaju CC i BB kremów (nie wszystkie mają tam podane składy, a szkoda...) i... znalazłam nowe cudo: to podkład Miss Sporty So Clear w odcieniu 001 Light. Pierwsze info o nim podrzuciłam Wam TUTAJ.


Tubka z maleńkim otworem - dobrze dozuje, nawet przy nieopatrznym, mocniejszym ściśnięciu nie pozbędziemy się od razu całej zawartości opakowania ;). Ma to jednak swój minus z drugiej strony - by zużyć tubkę do końca trzeba ją rozciąć. Nie pogardziłabym, gdyby została ona wymieniona na buteleczkę z pompką ;). 

30ml tego podkładu kosztuje 14zł w Rossmannie (bez promocji) - niedrogo!

Skład:

Aqua/Water/Eau, Dicaprylyl Ether, Butylene Glycol, Talc, Cetearyl Alcohol, Isostearic Acid, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Magnesium Aluminium Silicate, Polysorbate 60, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Stearic Acid, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Farnesol, Xanthan Gum, Kaolin, Acrylates/C12-22 Alkyl Methacrylate Copolymer, Caprylyl Glycol, Galactoarabinan, Disodium EDTA, Pentylene Glycol, Sorbic Acid, Tocopheryl Acetate, Saccharomyces/Zinc Ferment, Saccharomyces/Calcium Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Saccharomyces/Iron Ferment, Saccharomyces/Magnesium Ferment, Saccharomyces/Manganese Ferment, Saccharomyces/Potassium Ferment, Propylene Glycol, Chlorphenesin, [May contein / Peut contenir/+/-: Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499)]. 

Baza humektantowo - sorpcyjna (np. talk, krzemiany) odpowiada za efekt matowienia. Po zapachu znajdziemy ekstrakty z drożdży. Zawiera filmformery, ale w okolicach pierwszego konserwantu i szczerze ufałam, że moja cera ich nie wyczuje w tak małej ilości i nie zareaguje radosnym wysypem niedoskonałości ;). Nie przeliczyłam się :D.

Odpowiednio jasny dla mojej cery kolor bez nadmiaru żółtych tonów idealnie stapia się ze skórą. Zapach jest ledwie wyczuwalny, nieco pudrowy i dla mnie całkowicie neutralny.


Mój podkład musi spełniać dwa warunki równocześnie: nie powinien szkodzić mojej łatwej do zapchania cerze oraz... powinien dobrze wyglądać, bez radosnego przybierania pomarańczowych tonów w najmniej odpowiednich momentach (chociaż na to nie ma żadnych odpowiednich xD). Nie oczekuję mega krycia, bardziej wyrównania kolorytu i ukrycia ewentualnych niespodzianek (na spółkę z korektorem). I taki właśnie efekt dostałam <3. 

Żadnego utleniania się na skórze do ciemniejszych kolorów, spływania, wysypu niedoskonałości i zapchania nie zanotowałam, za to mogę powiedzieć, że matuje na długo. A jeszcze pobłogosławiony mąką ziemniaczaną (KLIK!) lub transparentnym pudrem z tej samej linii panuje nad błyszczeniem mojej bardzo tłustej cery przez cały dzień. Nawet na nosie :D. 

Nie ściera się i nie znika w magiczny sposób ze skóry w ciągu dnia, a jednocześnie usunięcie go w trakcie demakijażu to żaden problem. Osobiście - jestem zachwycona :D. Nie zaprzestaję jednak poszukiwań podobnych podkładów, by w razie jego wycofania (odpukać w niemalowane!) mieć jakąś opcję zmiany. Zużywam właśnie trzecie opakowanie i na pewno będą kolejne ;).

A jaki jest Wasz ulubiony podkład lub BB krem? ;)

Szczoteczka soniczna Oriflame SkinPro - masujące cudo ;)



Temat sonicznych szczoteczek do twarzy atakował mnie zewsząd, jednak długo pozostałam obojętna na zakusy tych sprzętów. Korzystałam sobie spokojnie z elektrycznej szczoteczki do twarzy jeszcze od Rival de Loop (recenzja TUTAJ) i nie ulegałam pokusom ;). Sytuację nieco zmieniła moja współpraca z Oriflame, w ramach której otrzymałam szczoteczkę soniczną SkinPro. Ciekawość wygrała ;).

szczoteczka soniczna oriflame

Szczoteczka wykonana jest z plastiku i zasilana na dwie baterie AA. To dla mnie minus - szkoda, że nie ma wbudowanego akumulatora i ładowarki sieciowej w zestawie ;). Całość wygląda dobrze, nie rysuje się od samego patrzenia, a dzięki stojakowi możliwe jest postawienie szczoteczki na łazienkowej półce. W dotyku - porządniejsza niż ta przeze mnie używana, ale też różnica w cenie jest spora: produkt Oriflame kosztuje od 130 do 200zł, w zależności od promocji. 

Szczotka posiada 3 głowice: typową szczoteczkę do codziennego mycia z całkiem długim włosiem, silikonową końcówkę z wypustkami do głębokiego złuszczania (1-2 razy w tygodniu) i metalową nasadkę masującą. Producent obiecuje efekt jak po zabiegu w spa :D.

Każdej z nasadek możemy używać w 3 trybach: normalnym, intensywnym i delikatnym. Dzięki sekundnikowi tryb normalny jest absolutnie najlepszy - co 20 sekund uruchamia się wibracyjny alarm sugerujący zmianę masowanej części twarzy (cały program trwa minutę). Bardzo mi się to spodobało: nawet przy zamyśleniu wiadomo, kiedy przenieść głowicę w inne miejsce ;). Pozostałe dwa programy są zgodne z opisem co do intensywności (;)), ale kto raz poznał urok sekundnika ten jest mu wierny :D.

końcówki szczoteczka soniczna Oriflame

Typową szczoteczkę stosuję wieczorem wraz z żelem bądź pianką do mycia, dzięki czemu pory są należycie odblokowane, a skóra przygotowana na przyjęcie dobroci ;). Później (po zastosowaniu płynu micelarnego i ewentualnych maseczek) wykorzystuję głowicę masującą do aplikacji serum i kremu. Wibracje przy każdej z nasadek są dość mocne i w pierwszym kontakcie jest to dziwne uczucie - jakby całą głową trzęsło xD. Nos także powinniśmy traktować delikatniej, bo wrażenie jest jeszcze intensywniejsze (jakby cała głowa wpadała w rezonans xD). Trudno było mi przywyknąć do zabiegu, ale chyba tak już mam z urządzeniami sonicznymi: przy szczoteczce przez pierwszy miesiąc bolała mnie żuchwa... ;).

Silikonowa końcówka świetnie sprawdza się z moim najnowszym ulubieńcem - peelingiem gommage od Floslek (KLIK!) - naskórek dosłownie lata wszędzie, a działanie szczoteczki nie jest aż tak ostre, by zrobić skórze krzywdę jakimś podrażnieniem. 

Masuję twarz sumiennie codziennie wieczorem od 5 tygodni i powiem Wam, że nie rozumiem - przy masażu palcami moja skóra reaguje podskórnymi gulami, a przy tej szczoteczce nic złego się nie dzieje ;). Magia masażu faktycznie działa - szczoteczka w połączeniu z odpowiednią pielęgnacją (obecnie Floslek z dodatkami) sprawiła, że moja skóra wygląda czysto i promiennie. Cera jest też bardziej jędrna - niewielkie zmarszczki mimiczne na czole i w okolicach oczu i ust są dzięki temu mniej widoczne. Zamierzam jeszcze dołożyć do pielęgnacji przeciwzmarszczkowe serum Celia - może jeszcze bardziej odmłodnieję dzięki lepszemu wchłanianiu ;). 

Pomimo codziennego używania nadal jadę na pierwszej parze baterii (z IKEA) i mam nadzieję, że szybko się nie zepsuje. Na razie żadnych problemów z nią nie miałam ;). 

Nie uważam jej za kosmetyczny niezbędnik, ale zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Szczególnie totalnie mi nieznanym efektem głowicy masującej ;). Może być fajnym zamiennikiem bardzo drogich rozwiązań. 

Macie może doświadczenia z podobnymi szczoteczkami? Jak wrażenia? 

Floslek, Balance T-zone - świetna seria z genialnym peelingiem!



Latka lecą, trzydziestka coraz bliżej, a moja cera nadal tłusta - i chyba tak już pozostanie ;). Ma też sporą tendencję do zanieczyszczania, którą trzymam w ryzach odpowiednimi kuracjami kwasowymi. Staram się jednak odstawiać je w czasie letnim, bo mimo wysokiej ochrony przeciwsłonecznej obawiam się konsekwencji w postaci przebarwień - a z nimi trudniej jest wygrać niż z zaskórnikami. W tym okresie zwykle pojawia się u mnie więcej niespodzianek, bo skóra nie jest już tak efektywnie złuszczana jak przy typowych preparatach kwasowych. W tym roku jednak, w ramach współpracy z firmą Floslek, wprowadziłam do swojej kosmetyczki 4 kosmetyki z serii Balance T-zone: Glinkę myjącą Instant detox 2 in 1,  Peeling Gommage z kwasami AHA, Krem normalizujący i Krem korygujący. Jak wypadł ich test? Który kosmetyk mogłabym kontenerami zamawiać i dlaczego? Przeczytajcie!  

balance tzone floslek

Cała linia jest zapakowana w przyjemne dla oka miętowe opakowania, estetyczne i trwałe. Całość kojarzy mi się mocno aptecznie (dzięki czytelnej, oszczędnej i estetycznej formie) i budzi zaufanie. Tubki kremów zaopatrzone są w dłuższą, wąską końcówkę, która zapewnia higieniczne dozowanie. Otwory są odpowiednio dopasowane, a profilowanie opakowań pozwala na zużycie mazidła prawie do ostatniej kropli - co jest dość zadziwiające w przypadku tub ;).

Kremy (50ml), glinka i peeling (125ml) kosztują od 22 do 30zł, w zależności od miejsca i promocji. Miejsca, gdzie możecie znaleźć kosmetyki Floslek możecie sprawdzić na stronie producenta

Seria nie ma jednolitego zapachu, ale aromaty produktów są ledwie wyczuwalne (mydlano-perfumeryjno-pudrowe). 

Glinka myjąca Instant detox 2 w 1

glinka myjąca balance t-zone floslek

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Octyldodecanol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Illite, PEG-100 Stearate, Glycerin, Rosa Canina Fruit Oil, Titanium Dioxide, Panthenol, Limnanthes Alba Seed Oil, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Squalane, Polysorbate 60, Colloidal Gold, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Butylene Glycol, Laminaria Hyperborea Extract, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Sorbitan Isostearate, Citric Acid, Sorbic Acid, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Potassium Sorbate, Methylparaben, Propylparaben.

Produkt mocno emolientowy, zawierający wysoko glinkę, humektanty (nawilżacze: glicerynę i pantenol), olejki i ekstrakty roślinne: z dzikiej róży, łąkowej piany, rzodkwi, listownicy (brązowa alga) oraz złoto koloidalne o właściwościach antybakteryjnych. Zawiera również stabilizatory pH i konserwanty, w tym parabeny - co w ogóle mi nie przeszkadza. Obecności filmformerów moja skóra nie odczuła.

Patrząc na bogaty skład, w którym nie sposób doszukać się typowych detergentów miałam wątpliwości co do możliwości myjących tego produktu. Po ujrzeniu cielistego, gęstego kremu tylko się one powiększyły :D.

glinka myjąca floslek konsystencja

Produkt nie pieni się w ogóle, co takim składzie nie dziwi. Pomimo tego myje idealnie! Skóra jest czysta, a jednocześnie w żaden sposób nie przesuszona. Zmywa się łatwo (co nie jest takie oczywiste w przypadku glinek) nawet zastosowana na 15 minut jako typowa maseczka. W tej formie bardzo mocno redukuje przetłuszczanie się cery na kilka dni. Stosuję wszystkie kosmetyki z tej serii, więc pełne działanie podsumuję zbiorczo po omówieniu wszystkich produktów ;).

Peeling gommage z kwasami AHA

peeling gommage floslek balance t-zone

Skład: Aqua, Glycerin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Pentylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Propylene Glycol, Mandelic Acid, Biosaccharide Gum-1, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Tartaric Acid, Malic Acid, Citric Acid, Salicylic Acid, Ascorbic Acid, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract, Rosa Canina Fruit Extract, Viola Tricolor Extract, Malpighia Glabra Fruit Extract, Dipropylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin

Sporo nawilżaczy (gliceryna, glikole) zagęszczone kopolimerem i fukożelem oraz wzbogacone ekstraktami z oczaru, ketmii, dzikiej róży, fiołka i aceroli. W połowie składu znajdziemy także szereg kwasów AHA: migdałowy, winowy, jabłkowy, salicylowy i askorbinowy (witamina C). Pod koniec składu znajdziemy dwa konserwanty. 

Piękny, żelowy skład z dodatkiem kwasów. Producent chwali się 1% zawartością kwasu migdałowego, więc nadmienię dla zainteresowanych: przy takich ilościach nie jest wymagana zwiększona ochrona przeciwsłoneczna, jeśli ktoś normalnie takiej nie stosuje ;). Bezbarwny żel jest średnio gęsty, ale już kropelka wystarczy do osiągnięcia świetnego efektu.


Czytając opis producenta, który mówił, że należy masować skórę peelingiem do pojawienia się śladów martwego naskórka uśmiechnęłam się mimowolnie i pomyślałam: chyba musiałabym masować z godzinę ;). Jakież było moje zdziwienie (zszokowanie?;)), gdy dosłownie po przejechaniu palcami po skórze zobaczyłam to:


Ten peeling gommage faktycznie działa jak gumka do mazania na martwy naskórek! Masaż trwa maksymalnie kilkanaście sekund, a cera jest wręcz książkowo oczyszczona. Skąd wynika takie działanie tego kosmetyku? Z zastosowania niskiego pH (1,74-2,4), które świetnie radzi sobie z rozluźnianiem warstw martwego naskórka. Nigdy wcześniej nie miałam preparatu działającego w ten sposób i jestem wręcz zachwycona! 

Początkowo, przez tydzień, stosowałam go rano i wieczorem, a obecnie przerzuciłam się na aplikację dwa razy w tygodniu. Ten produkt, oczywiście przy wsparciu pozostałych, wytrzebił mi wszystkie zaskórniki na twarzy - poza tymi najgłębszymi na nosie (które i tak są prawie niewidoczne).

Krem normalizujący SPF 10

krem normalizujący floslek balance t-zone

Skład: Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Propylene Glycol, Isopropyl Palmitate, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Glycerin, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Aluminum Starch Octenylsuccinate, C12-15 Alkyl Benzoate, Isododecane, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Polymethyl Methacrylate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Sorbitan Palmitate, Sorbitan Oleate, Adipic Acid/Neopentyl Glycol Crosspolymer, Dimethicone, VP/VA Copolymer, Hydroxypropyl Methylcellulose, Amodimethicone, Niacinamide, Faex Extract, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Ammonium Glycyrrhizate, Zinc Gluconate, Caffeine, Biotin, Nasturtium Officinale Extract, Arctium Majus Root Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Citrus Limon Peel Extract, Hedera Helix Extract, Saponaria Officinalis Leaf/Root Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Saccharide Isomerate, Carbomer, Panthenol, Triethanolamine, Decylene Glycol, Allantoin, o-Cymen-5-ol, Phenoxyethanol, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA.

Filtry przeciwsłoneczne oraz mieszanka emolientów i nawilżaczy to solidna baza dla kremu. Zawiera nieco filmformerów, jednak moja cera nie odczuła ich obecności. Dobroci również ma sporo: niacynamid (witamina B3), ekstrakty z drożdży, kasztanowca, rukwi, łopianu, szałwi, cytronu, bluszczu, mydlnicy i morszczynu. Do walki z trądzikiem zostały także w nim zaprzęgnięte związki cynku, kofeina i biotyna. Całość uzupełniają witaminy A i C oraz konserwanty.

Krem ma dość gęstą konsystencję, co w połączeniu z bogatym składem kazało mi domniemywać, że będzie konkretnym tłuściochem. A tu zonk: po aplikacji daje świetny, pudrowo-matowy efekt na twarzy, a skóra w dotyku jest miękka i nawilżona. Dobrze współpracuje z moimi podkładami (Miss Sporty) - przedłuża nawet ich trwałość dzięki temu, że znacząco zmniejsza wydzielanie sebum i matuje skórę. Wielki plus daję mu za ochronę przeciwsłoneczną - niską bo niską, ale to powinien być standard w każdym kremie na dzień ;). 

Floslek krem konsystencja

Krem korygujący z kwasami AHA i PHA

krem korygujący Floslek

Skład: Aqua, Ethylhexyl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Pentylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Mandelic Acid, Ceteareth-20, Octyldodecanol, Cyclomethicone, Polyacrylate Crosspolymer-6, Lactobionic Acid, Dimethicone, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Decylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA.

Bogata, emolientowa baza z dodatkami w postaci kwasów migdałowego i laktobionowego - tak najkrócej można określić ten krem. Zawiera filmformery oraz trójglicerydy, jednak dodatek kwasu migdałowego sprawił, że nie odczułam ich obecności. Końcówkę składu stanowią regulatory pH i konserwanty. 

Krótki i konkretny skład, który przyznaję - przez filmformery nieco budził moje niepokoje, ale okazały się one nieuzasadnione ;). Ewentualnie - może preferencje mojej skóry stają się z wiekiem mniej restrykcyjne ;).

Wersja korygująca ma podobną konsystencję do normalizującej, ale na skórze daje większe uczucie tłustości (nie jest to jednak ślisko-oślizgła warstwa - po prostu wchłania się nieco dłużej). Stosowałam go zgodnie z przeznaczeniem na noc, a rano witała mnie miękka, odżywiona skóra bez śladów przetłuszczenia ;).

Co osiągnęłam po miesięcznym stosowaniu całej serii (i to stosowanie jeszcze potrwa... ;))? Moja skóra nie odczuła totalnie odstawienia toników i peelingów typowo chemicznych - ilość zmian zaskórnikowych nie wzrosła jak zwykle w tym okresie, a dzięki tej serii (przy lwim udziale peelingu gommage) w zasadzie zapominam, co to zaskórnik. Pewnie tylko na nosie z nimi nie wygram ;). Poza działaniem oczyszczającym cera ma piękny, ujednolicony koloryt, makijaż lepiej się na niej trzyma (i lepiej wygląda), a dodatkowo jest idealnie odżywiona dzięki kremom z tej serii. Mogliby do tej serii jeszcze dorobić jakieś mega serum :D.

Mimo dedykacji linii do cer zanieczyszczonych kosmetyki te nie mają agresywnego działania: nie wysuszają, nie podrażniają ani nie wywołują mocnego, widocznego obłażenia ze skóry. Myślę, że także cery nieco wrażliwe i delikatne mogłyby być zadowolone z ich działania.

Ciężko jest mnie zaskoczyć (szczególnie pozytywnie), ale seria Balance T-zone od Floslek to naprawdę zestaw świetnych kosmetyków. A peeling gommage będę chyba kontenerami sprowadzać - stosuje go nawet mój M.!

A jak Wam podoba się ta seria?

2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! Moje łupy ;)



Promocyjny tydzień zakończony zakupami - to lubię ;). O trwającej jeszcze akcji w Rossmannie poczytacie np. TUTAJ, a dzisiaj mam dla Was moje łupy promocyjne. Miałam skorzystać z promocji dwa razy, ale koniec końców... ćwiczę silną wolę :D. Niemniej - moje nabytki mnie w pełni satysfakcjonują ;). Wydałam niecałe 34 zł.

promocja Rossmann maj 2018

Selfie Project, Esencja "Terapia uderzeniowa"

Selfie Project Terapia Uderzeniowa

Z myślą o niedoskonałościach, a raczej o tym, żeby było ich jak najmniej ;). Zamierzam tym specyfikiem traktować też mojego M., jeśli się zgodzi (a chyba tak będzie, bo chyba chłopu udziela się ślubny nastrój ;). Nadzieje wiążę z nim wielkie - wprowadzę je do pielęgnacji za jakiś miesiąc, jak już dotestuję cuda od Floslek ;).

Celia Serum przeciwzmarszczkowe Żeń-szeń Essence 

Celia serum żeń-szeń

Latka lecą (;)) i powoli powinnam na stałe wprowadzać do swojej pielęgnacji produkty przeciwzmarszczkowe. To serum znalazło się w moich poleceniach, więc gdy tylko zobaczyłam je na półce w moim Rossmannie wylądowało w koszyku ;).

Perfecta Your Time Is Green Glinkowa pasta do mycia

Perfecta pasta glinkowa

Zrobię z niej zarówno typowego myjaka, jak i maseczkę. Produkty wielofunkcyjne tego typu sprawdzają się u mnie średnio, ale może to w końcu będzie TEN produkt, którego uda mi się pochwalić ;). 

Bielenda Oczyszczający płyn micelarny różany

Bielenda płyn micelarny różany

Różany - pomyślicie, że rozum mnie opuścił ;). Ja, człowiek przewrażliwiony na punkcie niektórych aromatów różanych, wkładałam i wyjmowałam ten płyn z koszyka ze cztery razy. Ale butelka i te róże... może bym razem będzie ładniej i lepiej z zapachem niż przy różanym micelu Evree ;).

A jak tam u Was? Zakupy już skończone, w trakcie, dopiero w planach czy w ogóle akcja Was nie zainteresowała? ;)

2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! Ciekawe maseczki i kuracje ;)



Uff, moja składowa opowieść dzisiaj się kończy ;). Podrzuciłam Wam już listy żeli (KLIK), toników (KLIK), płynów micelarnych (KLIK), peelingów (KLIK), kremów (KLIK) i serum (KLIK), a dziś, na koniec, mam zestawienie maseczek i kuracji.

Rossmann promocja maj 2018 maseczki kuracje

Część maseczek i kuracji nie znalazła się w moim zestawieniu, bo... ich składów nie ma na stronie Rossmanna bądź też w przeszłości, mimo ładnego składu, nie zachwyciły mnie. Te produkty wyglądają jednak ciekawie:

Maski na tkaninie Selfie Project

Selfie Project Maska na tkaninie

Gliceryna, inulina, ekstrakty - całkiem nieźle to wygląda ;). Dodatkowo forma płatu jest obecnie naprawdę na topie ;).

Produkty Si Cura

Si Cura kosmetyki

Efekty liftingująco-odżywiające gwarantowane ;). Konkretne formuły o średniej długości składach, niewygórowana cena i żelowa formuła brzmią przekonująco ;).

Maseczki Lirene

Lirene maseczka

Mnogość wersji i formuł sprawia, że w zasadzie każdy znajdzie coś dla siebie. A i składy do tego zachęcają ;).

Maseczki Dermaglin

Dermaglin maseczka

Znam i lubię - glinkowe maseczki Dermaglin pojedynczo przewijają się czasami przez moją kosmetyczkę. Ładne, nastawione na naturalność składy i widoczne działanie to ich główne cechy ;).

Produkty MultiBiomask


MultiBiomask cechuje połączenie czasami dwóch totalnie różnych kosmetyków o świetnych, glinkowo-emolientowo-ekstraktowych składach. I to mi się właśnie podoba - np. oczyszczanie bardzo ładnie komponuje się z odżywianiem (nawet w formie dwóch maseczek). Nie wykluczam zakupu ;).

Produkty Efektima

Efektima kosmetyki

Od maseczek poprzez płatki pod oczy - wszystkie produkty Efektimy mają bogate, przemyślane składy i warte są zauważenia przy zakupach ;). 

Maseczki Bielenda

Bielenda maseczki

Bielenda to maska, która absolutnie przewodzi pod względem ilości rodzajów maseczek dostępnych w Rossmannie. Można dostać zawrotu głowy ;). Niemniej jednak wszystkie, w zależności od potrzeb skóry, mają fajne składy ;).

Płatki pod oczy: Perfecta, Prestige, Biotaniqe, Exclusive

Perfecta płatki pod oczy

Prestige płatki pod oczy

Biotaniqe płatki pod oczy

Exclusive płatki pod oczy

Składniki zawarte w płatkach pod oczy mają głównie walczyć z opuchlizną i cieniami, ale także dogłębnie odżywiać skórę delikatnych okolic oczu. Wybrane przeze mnie marki mają naprawdę świetne kompresy - a włożone przed aplikacją do lodówki zadziałają jeszcze lepiej ;).

Lecę po moje zakupy w końcu :D 



2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! Serum o zacnych składach ;)



Serum to kosmetyk, do którego przekonanie przyszło mi z wiekiem. Nadal "nie chylę się nad grobem", ale jednak moja skóra z czasem zwiększa swoje wymagania odnośnie odżywienia. Serum załatwia sprawę - wprowadzone pod krem, dzięki swej lekkiej formule i szybkiemu wchłanianiu, nie obciąża cery, a jednocześnie dostarcza jej wszystkiego, co trzeba. Poszukiwania serum można przeprowadzić w trakcie promocji 2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę!, która potrwa do 28 maja. We wcześniejszych postach znajdziecie polecane żele oczyszczające (KLIK), toniki (KLIK), płyny micelarne (KLIK), peelingi (KLIK) i kremy (KLIK), a dzisiaj przejrzałam dla Was składy serum.

maj 2018 promocja Rossmann

Znalazłam kilka ciekawych propozycji ;)

Serum DermopHarma


Krótkie, ale treściwe składy zawierające od jednego do trzech składników aktywnych w rozsądnych ilościach. To chyba jedno z moich najciekawszych odkryć - nawet nie wiedziałam o ich istnieniu xD.

Serum Aube

Aube serum

Technologia w parze z naturą ładnie komponują się w składach marki Aube. Mam te kosmetyki w swoich zapasach - muszę się z nimi porządnie zaznajomić ;).

Serum Ava

Ava serum

Gliceryna, oleje, witamina E i proteiny hydrolizowane - ten zacny zestaw znajdziemy w serum Avy. Nic, tylko brać :D.

Serum Celia

Celia serum

Sporo ekstraktów i olei, a żeń-szeń daje nadzieję na walkę z moimi podocznymi opuchnięciami. Zamierzam na nie zapolować ;).

Serum Dermika


Tak bogatego składowo serum nie widziałam chyba nigdy :O. Wszystko w nim jest - od ekstraktów po substancje natłuszczające i nawilżające, a także witaminę C. Składniki te występują w naprawdę konkretnych ilościach. Wadą jest jednak dość wysoka cena.

Olejki Evree


Produkt ten jest wprawdzie głównie mieszanką głównie olejów roślinnych, ale śmiało swoim działaniem może zastąpić serum o bardziej wodnej formule. Ma też wiele fanek ;).

Serum Bielenda

Bielenda serum

Chyba nikomu nie muszę ich przedstawiać :). Kwasowe są moją miłością, a i inne wersje mają świetne, dopracowane składy. No i te opakowania z pipetkami <3.

Serum Biotaniqe

Biotaniqe serum

Pomimo wszelkich moich antypatii i sympatii kosmetycznych muszę przyznać, że serum Biotaniqe mają naprawdę świetne i warte wszelkiej uwagi składy. A do tego jeszcze sporo wersji ;).

Serum Vis Plantis Element

Vis Plantis Element serum

Mnogość wersji powala, ale nie jest to masówka: każde z serum Vis Plantis z linii Element to kosmetyk godny uwagi, o unikalnych składnikach aktywnych i dopracowanych bazach.

Serum Mincer Vita C Infusion


Olejowe serum ze sporą dawką witaminy C, olei i ekstraktów. Skład piękny, jednak jest to jeden z najdroższych produktów w tym zestawieniu. Niemniej - na promocji sporo można oszczędzić ;).

Pochwalcie się zakupami, bo pewnie większość z Was już je poczyniło ;). Sama je zrobię w przyszłym tygodniu ;).

2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! Kremy z ładnymi składami ;)



Wybór odpowiedniego kremu do twarzy jest jednym z najtrudniejszych. Wielu z nas sporo czasu zajęło znalezienie odpowiedniego ;). Dobrą okazją do poszukiwań może być, trwająca do 28 maja, promocja 2+2 gratis w Rossmannie: zadbaj o swoją cerę! (info: TUTAJ). Na blogu znajdziecie też zestawienia żeli oczyszczających (KLIK), toników (KLIK), płynów micelarnych (KLIK) i peelingów (KLIK).

promocja Rossmann maj 2018 kremy

Jednocześnie informuję - nie zwracam uwagi na "dedykacje kosmetyczne", zarówno jeśli chodzi o działanie, jak i dopasowanie wiekowe. Skład zawsze przede wszystkim ;). Ciekawe propozycje kremowe znajdziecie poniżej kremów (na dzień, na noc i pod oczy):

Kremy Tołpa

Tołpa krem

Z marek dostępnych w Rossmannie Tołpa absolutnie dysponuje najciekawszym kremowym asortymentem: od propozycji do cer młodych i trądzikowych aż po skóry dojrzałe i wymagające. I każda - warta uwagi :D.

Kremy Mincer

Mincer krem

Bardzo przyjemne, składowe zaskoczenie! Bogate, emolientowo-olejowe składy wzbogacone ekstraktami. Sporo serii pozwala wybrać coś ciekawego prawie dla każdego, jednak polecam je cerom potrzebującym raczej dużej dawki odżywienia ;).

Kremy Perfecta z serii Fenomen C

Perfecta krem Fenomen C

Emolienty synstetyczne, masła, oleje, ekstrakty i spora ilość witaminy C - naprawdę jest czym się zainteresować kompleksowo ;). Na opakowaniu producent obiecuje sporo, jednak takie składy są w stanie zrealizować te obietnice ;).

Kremy Hada Labo Tokyo


Sporo emolientów, nawilżaczy i przeciwutleniaczy zanurzonych w dość lekkich formułach kremów. Czego tu nie ma - witaminy E i A, kwas hialuronowy i proteiny hydrolizowane - jest naprawdę bogato, a jednocześnie - nie ciężko ;).

Kremy Miya Cosmetics MyWONDERBALM

Miya mywonderbalm krem

Znam i uwielbiam - zarówno składy, jak i pudrowy efekt zaraz po aplikacji oraz dobrodziejstwa długofalowe ;). Wszystkie szczegóły znajdziecie w moich postach: porównanie składów kremów Miya Cosmetics (KLIK) i w recenzji jednego z nich (KLIK).

Kremy Biotanique z serii C Age Control i Snail Repair Therapy

Biotanique C Age Control krem

Do marki Biotanique mam stosunek dość średni - kiedyś bardzo mi nie spasowało wykorzystanie przez nich "naturalnego" chwytu (więcej informacji TUTAJ), jednak obiektywnie muszę przyznać, że ta firma w swoich kosmetycznych szeregach również zawiera kremowe perełki. Do takich należą na pewno linie C Age Control i Snail Repair Therapy ze sporą ilością witamin C i E, olejami, śluzem ślimaka i ekstraktami.

Kremy AA Vegan

AA Vegan krem

Z kremami AA bywa różnie - są lepsze i gorsze, ale seria Vegan absolutnie trzyma poziom. Nieprzesadzone, emolientowe składy wzbudzają moje zainteresowanie ;).

Kremy Vis Plantis Element

Vis Plantis Element krem

Milion wersji, fajne składy, unikalne składniki, sporo maseł i olei - te cechy charakteryzują kremy z serii Vis Plantis Element. Odpowiednik jadu żmii interesuje mnie szczególnie :D.

Kremy Bielenda

Bielenda krem

Bielenda idzie ze swoimi składami w naprawdę dobrą stronę - jest odżywczo, konkretnie i z naturalnymi inspiracjami. Ta marka w swoich kremach całkiem udanie łączy osiągnięcia chemii syntetycznej z dobrami z natury.

Kremy Ava (certyfikowane jako naturalne)

Ava krem certyfikowany naturalny

"Nienaturalne" linie Avy mają wśród kremów sporo niedociągnięć, ale seria certyfikowana to same składowe perełki. Fani naturalności mogą być usatysfakcjonowani ;).

Kremy Soraya

Soraya krem

Soraya to kolejny przykład marki, której składy na przestrzeni czasu uległy znaczącej poprawie. Nic, tylko brać :D.

Kremy Rival de Loop/Isana (te bez etanolu)

Isana Rival de Loop krem

Wydaje mi się, że marka Rival de Loop niedługo przestanie istnieć, a jej kosmetyki zostaną wchłonięte przez Isanę. Niemniej - mają wiele wartościowych składowo, emolientowych propozycji... niezależnie od nazwy ;).

Kremy Dermika

Dermika krem

Wiele wersji, a każda - warta uwagi i zainteresowania ;). Koniecznie muszę poznać markę Dermika lepiej - do tej pory przechodziłam obok niej (niesłusznie!) obojętnie.

Kremy Aube

Aube krem

Nauka w połączeniu z naturą - tak najkrócej mogę podsumować produkty Aube. To kremy składowo bogate i nieszablonowe, odpowiednie dla cer bardziej wymagających.

Kremy Exclusive

Exclusive krem

Bardzo odżywczo, olejowo, ekstraktowo i nawilżająco, a na dodatek keratolitycznie (przez spore dawki mocznika) zapowiadają się składy kremów Exclusive Cosmetics. Rzadko widywane w Rossmannach (w sensie - nie we wszystkich są), ale warto się nimi zainteresować w razie dostępności.

Kremy Be Organic

Be Organic krem


Składy mocno olejowe z nawilżaczami pod koniec składu. Cery wrażliwe i wymagające sporej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi oraz gruntownego odżywienia mogą być z nich zadowolone ;).

Kremy Yoskine

Yoskine krem

Profesjonalnie wyglądające opakowania kryją równie profesjonalnie (w dobrym tego słowa znaczeniu!) skomponowany skład. Proteiny, ekstrakty i emolienty - wszystko w wyważonych, harmonijnych proporcjach. Jest to jednak jedna z najdroższych propozycji w zestawieniu.

Uff, udało mi się przebrnąć przez wszystkie kremowe, rossmannowe propozycje. Będą jeszcze serum, kuracje i maseczki ;).

Czy macie jakiś krem na oku? A może jesteście wierni ulubieńcowi? ;)