Cassia po 4 tygodniach, czyli życie zaskakuje ;)



Wczoraj minęły 4 tygodnie od mojego pierwszego eksperymentu z Cassią. W międzyczasie niczego kolorystycznie nie poprawiałam, bo mój czas jest trochę ograniczony. Może w lipcu przed wyjazdem uda mi się zrobić jeszcze malutkie farbowanie ;).

Kolor włosów przed eksperymentem:


W oczekiwaniu na...



... obronę. 

Wiecie co, nie myślałam, że ten fakt tak mną zawojuje. Naprawdę się denerwuję :P. Uskuteczniam więc wszystkie zajęcia, które działają na mnie rozluźniająco: moje chrześniaki chyba mają mnie już dość (bo zasnęły :P), podłogi wymyłam (można by z nich jeść :P) na kolanach , a w międzyczasie uskuteczniam małe SPA.

Ciało:

Twarz:

Włosy:

Oprócz tego uskuteczniam nawet gruntowne porządki w pokoju (czego niebywale nie lubię :P), by się czymś zająć. Kaśka, zaskakujesz zaprawdę sama siebie :P.

O, pranie jeszcze nastawię, paznokcie przemaluję, przegląd szafy zrobię czy coś... :P

Przecież będzie dobrze, prawda?

Masło faktycznie maślane ;)



Kosmetyki do ciała: balsamy, masła i mleczka zajmują poczesne miejsce w mojej pielęgnacji. Los pobłogosławił mnie dość ciekawym połączeniem: skóra mojej twarzy jest mocno tłusta, natomiast ciała - tak samo mocno sucha :P. Bez użycia tego typu kosmetyku w ciągu maksymalnie 2-3 dni widzę białe płatki na skórze. Testuję takich produktów sporo, a ostatnio na tapecie znalazło się Bogate masło do ciała z serii GoCranberry firmy Nova Kosmetyki.



Dziwna sprawa, czyli maczki mnożą się w oczach :P



W piątek, zanim poziom bólu mojej szczęki wyeliminował mnie z życia, wybrałam się z moją bratanicą na podbój andrychowskich sklepów. Może nie miałyśmy szczęścia do perełek, może nie miałyśmy "zakupowej melodii" (o, to chyba jest bardziej prawdopodobne :P), ale nasze łupy były bardzo skromne. Sama dorwałam tylko arganową mgiełkę Marion na promocji w Naturze (za 4,49zł), która nota bene chodziła za mną od miesięcy.

Pod koniec naszej wycieczki odwiedziłyśmy Textil Market (głównie w poszukiwaniu rajstop :P), więc, jako rasowa lakieroholiczka, nie mogłam przejść obojętnie obok standu kosmetyków kolorowych marki Smart Girls Get More. W zasadzie nie spodziewałam się, że coś mnie tam zaskoczy, ale... jednak zaskoczyło :P.

Jak spuszyć włosy niskoporowate? ;)



Podejrzewam, że większość z Was tytuł trochę zaskoczył, bo raczej mało kto dąży do wygenerowania na swoich włosach puszka-okruszka. Z puchem raczej walczymy wszelakimi metodami, z różnym skutkiem. Wpis ten więc nie jest poradnikiem, jak włosy spuszyć, ale raczej opisem mojej dość zabawnej historii włosowej.

Moje ultraniskoporowate włosy już jakiś czas temu w zasadzie pozwoliły mi zapomnieć, jak wygląda puch. By jednak nie było nudno obrazują mi czasami, jak wyglądają w opcji niedomytej i obciążonej :P. Ostatnio jednak pamięć mi się odświeżyła w zakresie spuszonego kokodżambo :P.

Czas na zwycięzców ;)



Wczoraj na moim blogu zakończyły się dwa konkursy, więc nie przedłużając nadmiernie przejdę do ogłoszenia wyników ;)

Zestawy kosmetyków Rimmel otrzymają: dagmarka i Mavia.

Zestaw olei GoArgan+ od Nova Kosmetyki zgarnia: hannita.


Do 13 czerwca 2014r. do godziny 10 rano czekam na maile z Waszymi adresami ;). Niedługo znów będę mieć coś dla Was ;).


Minerałki na ustach ;)



Pewne doświadczenie z kosmetykami mineralnymi do makijażu miałam już wcześniej, jednak nigdy nie miałam styczności z produktami tego rodzaju do ust. Z czystej ciekawości do testów od Earthnicity Minerals wybrałam więc 3 odcienie ich pomadek w płynie: Guava, Blush Nude i Peach.


Pamiętacie? ;) + rys zmian na okres wakacyjny



Oficjalnie mogę powiedzieć, że nadrobiłam zaległości w komentarzach, mailach i wiadomościach, które naprodukowały się w trakcie mojej walki z uczelnianą biurokracją i późniejszej walki z bólem, która wyeliminowała mnie na trochę z życia :P. Jeśli coś pominęłam to bardzo proszę o przypomnienie się w jakiejkolwiek formie ;).

W ciągu najbliższego miesiąca prawdopodobnie częstotliwość mojego odpowiadania na wiadomości może się pogorszyć - sporo spraw w tym okresie będę miała do rozwiązania ;). Jedną z nich jest to, jak się spakować na dwumiesięczny wyjazd. Niby jestem człowiekiem wprawionym do życia na walizkach, ale na tak długo jeszcze nie wyjeżdżałam "w trybie ciągłym". No cóż, życie kształci, uczy i pozwala zebrać nowe doświadczenia, jakoś to może ogarnę... :P

Mój wyjazd pozwoli mi sprawdzić na pewno jedno - jak podziała na moje włosy rozbrat z przedmyciowym odżywianiem. W zasadzie nastawiam się, że będę mieć czas tylko na szampon i d/s na chwilę i sama się zastanawiam, co będzie po dwóch miesiącach takiej minimalnej pielęgnacji. Na pewno będę za rytuałami włosowymi tęsknić.

A jednak coś się zmienia :D



Miałam ograniczyć swoje wyjścia do drogerii, ale brak artykułów pierwszej potrzeby pokroju papieru toaletowego i pasty do zębów zmotywował mnie do odwiedzenia najbliższego mi przybytku, zwanego Rossmannem. Nie ukrywam, że w drogerii najbliżej mojego miejsca zamieszkania otwieranie kolorówki było nagminne (a wiadomo, że tego nie rozumiem...) i w żaden sposób nie powstrzymywane przez personel - pewnie taki przykład szedł z góry.

Zniosło mnie na dział lakierowy, bo poluję na dostawę lakierów Ibiza. Scenka rodzajowa, czyli Pani otwierająca tusze po kolei mimo obecności testerów. Nie zdążyłam zareagować, bo zareagowała ekspedientka (E.)!

Bardzo miłe, peelingowe zaskoczenie ;)



Z kupnymi peelingami doświadczenia mam różne i różniste - od zadowolenia poprzez zaskoczenie brakiem efektu ścierającego. Nie ukrywam, że w tej kategorii nie miałam jednoznacznego faworyta - każdemu czegoś brakowało. Ten, o którym dziś chciałabym opowiedzieć, jest najbliższy ideałowi ;). Mowa tu o Cukrowym peelingu do ciała z masłem shea i olejem żurawinowym GoCranberry, który otrzymałam od Nova Kosmetyki ;)


Maść końska na porost włosów - dopisek



Wydaje mi się, że będzie prościej, gdy na pewne wątpliwości z ostatniego posta odpowiem we wpisie, by nie powtarzać po kilka razy czegoś w komentarzach ;). Spodziewałam się, że poruszenie tego tematu wywoła pewne antagonizmy, bo każdy ma prawo mieć swoje, wyrobione zdanie na daną kwestię, jednak:

  • Moje zdanie na temat maści końskiej nie ma żadnego związku z tym, że nie ma na niej dopisku "do włosów". Dość często używam kosmetyków "niededykowanych" do danych rejonów ciała po uprzednim otestowaniu ich próbą uczuleniową. Gdyby zamiast "maść końska" było na niej napisane "serum/wcierka/kuracja na porost i zagęszczenie włosów" i dawałaby takie efekty próby, jakie daje na mojej skórze - moje zdanie byłoby takie same.

Maść końska na porost włosów - naprawdę warto ryzykować?



Przebijam się przez morze Waszych maili, które wezbrało w czasie mojego dopieszczania pracy magisterskiej (wczoraj skończyłam - pozostało tylko wydrukować i oprawić :D), a czynność ta prawie zawsze poddaje mi pomysł na posta.

Czytając jedną z wiadomości od Czytelnika, który pragnie pozostać anonimowy (zwanego w dalszej części Anonimiuszem) otrzymałam takie oto pytanie:

"... słyszałem o eksperymentach z maścią końską stosowaną w celu przyspieszenia porostu i zagęszczenia włosów. Czy to na pewno bezpieczne? A jeśli nie: jakie mogą być skutki uboczne jej stosowania? Czym grozi stosowanie tego specyfiku w innym celu, niż ten, do którego jest przeznaczony?..." (publikacja fragmentu za zgodą i wiedzą Autora).