Mezoteriapia igłowa skóry twarzy - doświadczenia własne ;)



W ostatnim czasie mam okazję do sprawdzania na sobie trochę mniej popularnych zabiegów kosmetycznych. Wydaje mi się, że moje doświadczenia i spostrzeżenia będą przydatne dla wielu z Was w momencie wyboru danej metody poprawienia urody ;). 12 grudnia miałam wykonywaną mezoteriapię igłową w Studiu Kosmetycznym Freya (os. Dywizjonu 303 nr 76 w Krakowie) przez kosmetolog Aleksandrę Dubiel.

Pani Aleksandra przekonała mnie do zabiegu... swoim doświadczeniem praktycznym i teoretycznym, zbieranym już od czasów studiów. Obecnie jej "postudyjna" działalność trwa już 6 lat, a specjalizuje się właśnie w kosmetyce pielęgnacyjnej i leczniczej.

Mezoterapia igłowa, jak zapewne większość z Was wie, polega na iniekcji niewielkich dawek substancji aktywnych do głębszych warstw skóry, z pominięciem warstw naskórka. Może zostać wykonana przy pomocy pistoletu (przy mocnym odczuwaniu dyskomfortu lub przy dużych powierzchniach ciała, np. brzuchu), jednak technika ręczna jest bardziej precyzyjna i polecana w przypadku twarzy. Pozwala na ominięcie znamion, rozszerzonych/popękanych naczynek i lepszą kontrolę reakcji skóry w czasie zabiegu.






Przed zabiegiem Pani Ola rozwiała wszelkie moje wątpliwości związane z zabiegiem i cierpliwie odpowiadała na moje pytania. Przeciwwskazaniami do wykonania tego zabiegu są:

• ciąża i okres karmienia piersią;
• niewyrównana cukrzyca;
• aktywne  stany  zapalne, bakteryjne, wirusowe oraz grzybicze na skórze;
• choroby nowotworowe;
• stałe przyjmowanie leków przeciwzakrzepowych;
• przyjmowania niesterydowych leków przeciwzapalnych;
• menstruacji;
• aktywna opryszczka.

Przed zabiegiem (co najmniej przez 48 h) nie należy przyjmować preparatów zmniejszających krzepliwość krwi (np. aspiryny). Przy skórze wrażliwej, z widocznymi naczynkami, należy wzmacniać ją (a konkretnie właśnie naczynia krwionośne) na tydzień przed zabiegiem przez wcieranie w skórę maści z witaminą K – np. Auriderm XO Gel.

Sam zabieg rozpoczyna się (i zawsze powinno tak być!) od wywiadu z klientką i wyłapania ewentualnych przeciwwskazań. Następnie na skórze poddanej zabiegowi wykonywany jest demakijaż i znieczulenie maścią Emla. Preparat ten trzymany jest na skórze przez pół godziny, które poświęciłam na rozmowę z panią Olą o innych mniej znanych zabiegach kosmetycznych (niewykluczone, ze z niektórych skorzystam jeszcze w przyszłości). 

Zabieg kosztuje 300 zł (wykonywany na preparacie Cyto Care 516).

Po półgodzinie maść została usunięta, skóra zdezynfekowana, a potem nastąpił etap ostrzykiwania. Nie było to dla mnie nieprzyjemne, jednak należy pamiętać, że mój próg bólu jest raczej z tych nadmiernie wysokich ;). Sam zabieg jest dość krótki (około 15-20 minut) i dyskomfort odczułam w zasadzie tylko przy dwóch ukłuciach w okolicach oczu. W tych miejscach zostały mi dwa malutkie krwiaczki, które ukrywałam przez jakieś 10 dni makijażem. Nie ma już po nich śladu ;).

Po samym zabiegu jednak nie wygląda się szczególnie wyjściowo, delikatnie mówiąc... :P.




Zdjęcie zostało zrobione w lustrze, po powtórnej dezynfekcji skóry, przy sztucznym i nie najlepszym oświetleniu. Nawet tutaj widać wspomniane krwiaczki, zaczerwienienie oraz miejsca każdego z nakłuć. 

Trochę straszyłam ludzi w MPK-u, dobrze, że był to późny wieczór :P. Warto pamiętać, by przez minimum dwie godziny po zabiegu nie myć twarzy niczym, a tego samego dnia nie traktować jej makijażem. Sama po powrocie do domu poszłam spać bez wykonywania czegokolwiek na twarzy. Tego dnia raczej nie warto planować innych wyjść czy spotkań.

Zaczerwienienie zniknęło już rano, ślady po nakłuciach po około 3 dniach, a krwiaczki po 10. Z racji, że sama posiadam skórę dość tłustą, grubą i odporną moja rekonwalescencja po zabiegu odbyła się bez zastosowania dodatkowych środków. 

Efekty są w pełni widoczne po 2 tygodniach. Skóra jest ładnie napięta, rozjaśniona i widocznie odżywiona. Ze względu na mój młody wiek działanie najlepiej widać jednak na najbardziej problematycznym rejonie, czyli okolicach oczu (gdzie posiadam konkretne sińce, opuchnięcia i rodzinno - mimiczne zmarszczki ;)). 

Opuchnięcia zniknęły, sińce znacząco się rozjaśniły (nawet moja rodzina zauważyła :O), a fałdki i zmarszczki delikatnie wygładziły (pewnie przez zwiększenie napięcia skóry). Efekt podobno utrzymuje się przez 2-3 miesiące - na pewno będę monitorować sytuację w tym aspekcie ;).

Macie za sobą jakieś "bardziej inwazyjne" kosmetyczne? A może myślicie o takowych?

17 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis ;) Dużo się z niego nowego dowiedziałam. A widziałaś może kiedyś taką kosmetyczkę ? Link do Kosmetyczki Zastanawiam się nad nią bo wydaje się pojemna i funkcjonalna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj jak przeczytałam o tych igłach to dreszcz mnie przeszedł... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat igły mnie nie przerażają ;)

      Usuń
  3. No cóż. Dzięki temu artykułowi wiem, że istnieje maść z wit. K. Fajnie :-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Boję się igieł więc chyba bym się nie zdecydowała;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie kusi mezoterapia, ale skóry głowy. Piękne masz oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, nigdy o nich tak nie myślałam ;)

      Usuń
  6. Chcę sprezentować mojej mamie mezoterapię skóry głowy, ale jest (mama) nadciśnieniowcem, więc się zastanawiam czy nie odeślą jej z kwitkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ma wyrównane ciśnienie czy "skoki"?

      Usuń
    2. Ogólnie ma bardzo wysokie ciśnienie, przy czym np. zmiana pogody czy stres powodują, że z wysokiego staje się niebezpiecznie wysokie... :/

      Usuń
    3. Przykro mi, ale raczej ten zabieg nie jest dobrym pomysłem :/

      Usuń
    4. Tak się domyślałam właśnie. No cóż... poszukam dla niej czegoś innego. Bo dla kobiety w każdym wieku wygląd włosów jest ważny.

      Usuń
  7. Bardzo ciekawy zabieg, dobrze że nie boje się igieł hehe. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń

Szablon dopasowała Karolina Gie