Dr Gaja ProOdporność - remedium na przesilenie

Wrzesień jest dla mnie najtrudniejszym zdrowotnie miesiącem w roku. Powrót do szkoły co roku muszę okupić jakąś infekcją - przeziębieniem, grypą, zapaleniem gardła czy krtani... . Sporo opcji już przeszłam :D. Nauczona nieprzyjemnym doświadczeniem zeszłych lat postanowiłam w tym roku wspomóc się jakimś środkiem "na odporność". Miody Manuka wraz z propozycją testów suplementu ProOdporność Dr Gaja spadły mi jak z nieba ;). Minęły dwa tygodnie - i na razie (odpukać w niemalowane) nic nie wskazuje na chorobową powtórkę z przeszłości.


Jedno opakowanie suplementu kryje 10 saszetek zawierających po 2g proszku, co pozwala wziąć ze sobą porcję suplementu np. do pracy. Można go łączyć z koktajlami, muesli, jogurtem czy też po prostu z wodą, w której bardzo łatwo się rozpuszcza. Tylko pamiętajcie - napoje i inne produkty powinny być zimne lub mieć temperaturę pokojową ;). W najprostszej wersji z wodą wygląda jak średnio mocna, dość kwaśna herbata. Z racji tego, że kwaskowate napoje bardzo lubię nie mam do tego smaku uwag ;). W jogurcie jego smak jest prawie nieinwazyjny, a innych wersji nie próbowałam.

10 saszetek suplementu Dr Gaja ProOdporność kosztuje około 13zł.


Skład suplementu:


Ekstrakty: z kwiatu oraz owocu czarnego bzu, jeżówki i dzikiej róży standaryzowane na witaminę C z dodatkiem rutyny to znane i dobre rozwiązanie wspomagające odporność organizmu. Warto zwrócić uwagę na dużą zawartość witaminy C - takich dawek nie przyjmuje się w sposób ciągły, tylko w miarę potrzeb, w okresach zmniejszonej odporności, w trakcie menstruacji czy dużego wysiłku. Produkt Dr Gaja ProOdporność jest w pełni naturalny, bez aromatów, konserwantów, barwników i wszelkich innych niepotrzebnych składników ;).

Połączenie rutyny i witaminy C podoba mi się z jeszcze jednego powodu - mam problemy z krążeniem żylnym w nogach (początki żylaków). Ten zestaw wzmacnia również ściany żył, co objawia się u mnie złagodzeniem bólu łydek po całodziennym łażeniu ;). Dodaje również energii - nie jestem aż tak mocno rozespana jak zwykle przy przesileniu, kiedy mogłabym zasnąć nawet na stojąco w krakowskiej komunikacji miejskiej. 

Wiadomo, że żaden, nawet najlepiej zbilansowany środek nie zastąpi zdrowego trybu życia i nie może być traktowany jako jego substytut, ale czasami warto sobie pomóc w okresach przemęczenia, przesilenia i zmniejszenia odporności ;). Szczególnie, gdy tak jak u mnie można mniej-więcej przewidzieć takie okresy, którymi są przesilenia.

Z efektów jestem zadowolona, ale oczywiście moje obserwacje się nie kończą - jesień i choróbska atakują zewsząd :D.

Na Nowy Rok - najpopularniejsze posty ;)



Nowy Rok to zwykle dość leniwy dzień i czas odgrzewania potraw z całego świątecznego tygodnia ;). Na blogu nie będzie inaczej (:D) - korzystając z okazji chciałabym Wam przypomnieć bądź odświeżyć najpopularniejsze posty, jakie stworzyłam w ciągu tych ponad siedmiu lat blogowania ;). Przy takiej ilości tekstów, jakie zostały tutaj opublikowane, niejeden mógł zaginąć w odmętach internetów ;). 



Post będący bezsprzecznym liderem jeśli chodzi o Wasze wyszukiwania ;). Suplementacja drożdżami nadal jest niezwykle popularna, a ilość mitów, które wokół nich narosło (i których możecie wysłuchiwać nawet od swoich bliskich) jest naprawdę spora. Warto przed zastosowaniem kuracji rozwiać swoje wątpliwości czytając tego posta (KLIK!).



Marka Biotebal znana jest przede wszystkim z doustnego preparatu z dużą dawką biotyny. Po rozszerzeniu asortymentu o kosmetyki włosowe można było się spodziewać dużego zainteresowania tymi produktami. U mnie sprawdziły się "średnio", a więcej o moich testach przeczytacie TUTAJ.


Tyle lat minęło, a nadal pamiętam ile pracy kosztowało ich stworzenie xD. Niewątpliwie wymagają gruntownego odświeżenia, co też mam nadzieję uczyć w wakacje tego roku. Oby chociaż udało się dodać najpopularniejsze nowości ;). Spisy znajdziecie TUTAJ i  TUTAJ.


Bimatoprost oraz jego pochodne (pod różnymi nazwami) to bardzo popularne składniki odżywek na porost rzęs i brwi o często spektakularnym działaniu. Ich stosowanie niesie jednak spore ryzyko dla zdrowia oczu, powiek i samego wzroku, o czymś świadczą także Wasze komentarze pod TYM postem. Warto więc przemyśleć wybór kosmetyku do rzęs, ponieważ rynek kosmetyczny daje nam spory wybór równie skutecznych odżywek bez tego składnika. Takim produktem jest chociażby niedrogie serum do rzęs Isana KLIK!.


Włosowy "rosołek" przetestowałam chyba jako pierwsza, a pewnie niejednemu z Was pomógł przy problemach z wypadaniem lub na porost. Spróbować na pewno warto, aczkolwiek pewna odporność zapachowa jest konieczna :D. O moich efektach stosowania kozieradki przeczytacie TUTAJ.



Pojawienie się tego posta wśród najpopularniejszych na blogu nieco mnie zaskoczyło. Nie sądziłam, że ta seria wielkich objętościowo kosmetyków do włosów aż tak bardzo Was interesuje ;). Więcej o ich zawartości przeczytacie TUTAJ.

Wierzbicki & Schmidt Academy, kosmetyki do włosów - składy pod lupą


Zaskoczenia nie było - linia kosmetyków sygnowana przez prowadzących "Ostrego cięcia" wzbudza emocje. Sama dobieram się właśnie do jednego z kosmetyków tej serii, by do opinii teoretycznej dodać praktyczną :D. O ich składach przeczytacie TUTAJ.



Indygo jest jednym z najtrudniejszych do usunięcia barwników stosowanych do farbowania. W zasadzie powinien być zarezerwowany dla osób bardzo zdecydowanych (na dany kolor), jednak któż z nas nie pragnie czasami dużej odmiany? ;). Zanim dorobimy się więc glona, warto spróbować wypłukać barwnik z włosa Colą lub roztworem kwasu borowego. Więcej od metodzie znajdziecie TUTAJ.


W trakcie włosowych szaleństw często wybieramy coraz to bardziej wyszukane, rzadkie i drogie oleje, które niekoniecznie są doceniane przez nasze włosy ;). Szczególnie w początkach przygody z olejowaniem włosów warto zacząć od tego, co mamy już w kuchni. Olej do włosów nie musi być nierafinowany - tanie, rafinowane tłuszcze również mogą się świetnie sprawdzić ;). Więcej o temacie - TUTAJ.


Jestem zwolenniczką wprowadzania silikonów do włosowej pielęgnacji, ale nie ukrywam, że mam za sobą ortodoksyjny, bezsilikonowy okres ;). Silikony nie niszczą włosów, a umiejętnie stosowane poprawiają ich wygląd i co najważniejsze - chronią przed uszkodzeniami mechanicznymi. Nie stanowią także bariery dla włosowych dobroci, więc... używajmy ich z głową i na zdrowie ;). Więcej - TUTAJ.

Korzystając z okazji chciałam złożyć Wam życzenia - oby w Nowym Roku 2019 spotykało Was samo dobro ;). Dla mnie będzie to rok wyjątkowy i mam nadzieję, że dla Was również taki będzie ;).

Podsumowanie: 10 najpopularniejszych postów ever!



Końcówka starego roku i początek nowego to czas podsumowań i przemyśleń. Omówieniem 2017 roku na blogu uraczę Was kiedy indziej, bo na dziś zaplanowałam coś, co wykonałam w zasadzie z własnej ciekawości - ranking 15 najpopularniejszych postów na tym blogu od początku jego istnienia ;). Przeglądając statystyki sama zaliczyłam kilka zaskoczeń. Oto i one, wraz z odpowiednimi linkami do nich ;).

Miejsce 15: 



Tekst, który może pomóc opanować problem z włosami farbowanymi henną bądź innymi mieszankami z dodatkiem indygo (nieudany kolor, zielony glon na włosach i tym odobne). Nie powstałby bez pomocy nieocenionej Katarzyny, która wystąpiła w roli królika doświadczalnego, testującego na sobie moje pomysły ;).

Miejsce 14:


Moja opinia na temat tej metody przyspieszania porostu nie jest pochlebna, jednak każdy ma swój rozum, więc decyduje w zależności od bilansu plusów i minusów. Istnieje sporo równie skutecznych i bezpieczniejszych dla skóry i cebulek włosowych metod.

Miejsce 13:


Kosmetyczna historia o nieco zabawnej kanwie - producent omawianych środków chwali się raportem ich skuteczności, który w zasadzie świadczy o czymś zgoła przeciwnym ;). Pomimo szytego grubymi nićmi marketingu muszę sprawiedliwie napisać, że kosmetyki te mają swoich zwolenników.

Miejsce 12:


Ile użytkowniczek lakierów tyle pomysłów na ratowanie ulubionego odcienia, jednak w wielu przypadkach ratunek równy jest zagładzie ;). Wystarczy natomiast niewielka ilość takiego, organicznego rozpuszczalnika, by rozwiązać problem ;).

Miejsce 11:



Mogę już uchylić rąbka tajemnicy - tematy włosowe i porostowe będą królowały w tym zestawieniu ;). Domowa wcierka z wierzbownicy znalazła swoich zwolenników - nie pachnie tak intensywnie jak kozieradka, a może zadziałać równie zadowalająco.

Miejsce 10: 



Do kwasu migdałowego mam spory sentyment - był pierwszym, którego używałam. I chociaż, ze względu na trudności w przygotowaniu roztworu, poszedł w odstawkę na rzecz mlekowego - nadal polecam go w początkach przygody z kwasami ;).

Miejsce 9:



Kozieradka zrobiła przeze mnie niesamowitą furorę w roli przyspieszacza porostu i środka zmniejszającego wypadanie włosów, jednak równie dobrze sprawdza się w walce ze zmianami trądzikowymi (szczególnie typu hormonalnego). Byle tylko znieść zapach rosołku ;).

Miejsce 8:


Oczywiście, że tak! Nie jest konieczne kupowanie nierafinowanych "olei z mandragory" za miliony złotych monet, by spróbować olejowania włosów. Zwykłe oleje, takie jak słonecznikowy, rzepakowy czy inny "Kujawski" mogą się sprawdzić równie dobrze bądź nawet lepiej - włosy potrafią mieć naprawdę nieoczekiwane preferencje pielęgnacyjne ;).

Miejsce 7:


Mogłabym napisać - ile osób tyle przyczyn. Wpis jednak grupuje te najważniejsze i najczęściej spotykane, na które zwykle nawet nie zwróciliśmy uwagi w ferworze codziennego życia. Niektóre są całkiem proste do wyeliminowania ;).

Miejsce 6:


Abstrahując od mojego negatywnego stosunku do preparatów na rzęsy zawierających ten środek (na rynku można znaleźć kosmetyki skuteczne i bez niego) - warto rzucić okiem na komentarze. Niektóre naprawdę wywołują gęsią skórkę - nawet u mnie.

Miejsce 5:



Saw palmetto (palma sabałowa) znane jest od dawna w leczeniu wypadania włosów o podłożu androgenowym. Preparatów z tym ekstraktem na rynku jest sporo, jednak z ciekawości sporządziłam macerat na bazie kapsułek z tym składnikiem. Jak zadziałał? O tym w poście ;).

Miejsce 4: 



Biotebal to niezwykle popularna marka, głównie dzięki preparatowi doustnemu z końską dawką biotyny. Poszerzenie asortymentu o kosmetyki wywołało spore zainteresowanie, jednak u mnie nie dały efektu "wow".

Miejsce 3:


Któż nie sprawdził na sobie włosowego, porostowego rosołku ;). Przypadkiem wywołałam prawdziwy boom na to przyprawowe zielsko. Jak każdy środek ma swoich zwolenników i przeciwników, aczkolwiek przeważają ci pierwsi. Gdyby nie intensywny zapach byłaby wcierką idealną.

Miejsce 2:


Gdy sobie przypomnę ile spędziłam nad nim i nad spisem odżywek proteinowych to aż się zastanawiam... jak mi się chciało xD. Niemniej jednak oba wymagają aktualizacji, na którą pewnie niezbyt szybko będę miała czas.

Miejsce 1:



Pierwsze miejsce było dla mnie zaskakujące - temat drożdży i ich picia jest wszak przewałkowany w miliardzie różnych miejsc. Niezmiernie mi miło, że u mnie znajdujecie w tym temacie jeszcze jakieś nowości i ciekawe dopowiedzenia. Hm, może powinnam uczcić ten ranking kubkiem napoju drożdżowego? :D

Życzę Wam i sobie na Nowy Rok jak najwięcej takich wartych uwagi postów ;)

Problemy włosowe XXIV: nadmierne wypadanie włosów - od czego zacząć?



Temat rzeka i koszmar każdej włosomaniaczki - nadmierne wypadanie włosów. Znakomita większość z nas doświadczyła na pewnym etapie swojego życia tego zjawiska lub obecnie się z nim boryka. Od czego zacząć walkę z tym problemem?

Źródło: onet.pl

Najważniejszym (w mojej opinii) etapem jest uświadomienie sobie, że nadmierne wypadanie włosów nie jest jednostką chorobową samą w sobie. To objaw innych schorzeń bądź zmian ustroju. A wiadomo - najlepiej jest zwalczać przyczynę, nie objaw - jak uczą nawet reklamy środków farmaceutycznych ;).

Suplement kolagenowy - remedium na wszystko?



Tak jak kilka innych koleżanek-blogerek miałam okazję wypróbować na sobie suplement Gesha Beauty Collagen Drink. Otrzymałam 30 buteleczek, czyli miesięczną kurację - czas więc na opis efektów ;).



Suplement ten ma postać napoju, zapakowanego w pięćdziesięciomililitrowe porcje zamknięte w szklanych buteleczkach. Dziennie należy wypić 1-2 porcje produktu - sama trzymałam się wersji jedna butelka dziennie ;). Po otwarciu pudełka z tym specyfikiem wpadłam w lekką panikę - patrzę: smak jabłkowo-wiśniowy. WIŚNIOWY ?! Co tu dużo mówić - z "wiśniowych" smaków toleruję tylko wiśnie, reszta działa na mnie "mdląco". Na całe szczęście skrzyżowanie aromatu jabłkowego z wiśniowym i lekką naleciałością pokarmu dla rybek (nigdy nie próbowałam, ale wiem, jak pachnie - z tym zapachem kojarzy mi się smak xD) sprawia, że mój wiśniodetektor nie wariuje. Ogólnie - wypiłam całą serię bez problemów, jednak smak tego napoju jest mocno słodki - słodyczożercy niższego levelu niż ja prawdopodobnie musieliby go rozcieńczać.

Cena:

10 x 50 ml : 149 zł.
30 x 50 ml : 447 zł.

Nie będę ukrywać - drogo, jak na suplement diety.

Skład:


Woda; zagęszczony sok jabłkowy; kolagen; stabilizator: pektyny (jabłkowe); regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, kwas jabłkowy; substancje konserwujące: benzoesan sodu, sorbinian potasu; substancja słodząca: glikozydy stewiolowe; octan DL- alfa tokoferolu (witamina E); kwas L-askorbinowy (witamina C); octan retinylu (witamina A); aromaty.

Zagęszczony sok jabłkowy wzbogacony kolagenem, witaminami (E, C, A), stabilizatorami (pektyny, kwasy cytrynowy i jabłkowy) i konserwantami (benzoesan sodu i sorbinian potasu - taki sobie wybór...) oraz słodzony stewią. Aromatyzowany zapewne aromatem wiśniowym :P.

Efekty? W zasadzie nie spodziewałam się niczego, podjęłam się testów z ciekawości, by sprawdzić, czy może teoria nie rozmija się z praktyką. Według znanej przeze mnie teorii preparaty kolagenowe aplikowane wewnętrznie nie mają szans mieć wpływu na syntezę kolagenu w skórze. I faktycznie, po miesiącu stosowania nie zauważyłam żadnych zmian jeśli chodzi o cerę, paznokcie czy włosy. Może być to związane także z tym, że mam 24 lata, a źródła powiadają, że po 25 roku życia synteza kolagenu zostaje zahamowana. Mogę po prostu nie mieć żadnych tego typu niedoborów ;).

Jednak... jakieś efekty jego używania są ;). Jestem osobą, która oprócz pęknięcia kości śródstopia (i to w tym roku :P) nie zaliczyła żadnego innego złamania, za to stawy uszkadzała sobie wielokrotnie - czego efektem są pewne problemy głównie ze stawem kolanowym (ból, "uczucie tarcia", czasem kłucie) oraz palcami dłoni (jw.). Chyba po raz pierwszy od kilku ładnych lat mam za sobą 2 tygodnie bez tych dolegliwości (od razu nadmieniam, że nie korzystałam w tym czasie z dobrodziejstwa painkillerów), co jest dla mnie sytuacją wręcz szokującą i z racji bogatego "doświadczenia stawowego" raczej nieprzypadkową.

Podsumowując - nie zauważyłam jego wpływu na moją urodę, ale... moje stawy go polubiły ^.^.

Co sądzicie o tego typu suplementach? Jaka według Was jest racjonalna cena za pakiet 10 buteleczek (w domyśle - za 10 dni kuracji) ?

Jak pić drożdże ? + kilka mitów na ich temat




Drożdże to grzyby - jednak nie takie, z jakimi zwykle mamy do czynienia na przykład w czasie grzybobrania. Te grzyby są organizmami jednokomórkowymi, które mają zdolność do rozkładu cukrów prostych, dzięki czemu nasze wypieki rosną, a piwa i wina powstają w procesie fermentacji przeprowadzanym przez nie.

Ot, zwykła kostka drożdży, z którą każdy z nas miał styczność chociażby w sklepie albo w czasie pieczenia ciast - to drożdże piekarskie. Można też wyróżnić inne ich rodzaje (np. winne, piwne, kefirowe), co nie zmienia tego, że piekarskie są najłatwiej dostępne (w zasadzie w każdym spożywczaku). Możemy także spotkać drożdże instant, które powstały z drożdży piekarskich w procesie suszenia (tutaj należy pamiętać o przeliczniku, który w zależności od firmy produkującej wynosi: 7g drożdży instant = 25g drożdży świeżych).

Drożdże są bogatym źródłem witamin z grupy B (skąd ich popularność jako składnika suplementów diety), dzięki czemu mają wpływ na odporność organizmu, przyswajalność żelaza, przemianę materii, system nerwowy, krążenie, wygląd skóry, włosów i paznokci oraz ich kondycję.

Oprócz witamin z grupy B zawierają szereg składników mineralnych (np. selen, chrom, cynk, kobalt, fosfor, mangan, molibden, magnez, żelazo, potas, sód, jod, miedź), dzięki którym m. in. regulują gospodarkę hormonalną, obniżają poziom cukru we krwi (przez co zmniejszają apetyt na słodycze), mają działanie przeciwnowotworowe (wymiatają wolne rodniki) oraz wspomagają regenerację i oczyszczenie organizmu. Oprócz tego stanowią bogate źródło aminokwasów (np. alanina, arginina, tyrozyna, tryptofan, cystyna) - czyli składników budulcowych oraz regulujących metabolizm.

Od suplementacji drożdżowej od strony kosmetycznej zwykle oczekujemy: zahamowania wypadania włosów, ich przyspieszonego porostu, poprawy stanu paznokci, zmniejszenia objawów trądziku, oczyszczenia, dotlenienia i poprawienia wyglądu cery, normalizacji wydzielania sebum...

Jak pić drożdże? 

Przerobiłam wiele apteczno-zielarskich suplementów drożdżowych i jedyny, jaki dał jakieś widoczne efekty to w moim przypadku Humavit N spożywany w maksymalnej zalecanej na opakowaniu dawce - efekty te jednak nie mogą się mierzyć z tym, co osiągam przy regularnej suplementacji napojem drożdżowym. 



Podstawowy przepis wygląda następująco: 1/6-1/2 kostki (u mnie jest to ćwiartka kostki obecnie) drożdży rozdrabniamy do kubeczka i zalewamy połową lub całym kubkiem wrzątku bądź gorącego mleka mleka, w zależności od preferencji. Całość mieszamy do rozpuszczenia i czekamy, aż ostygnie do poziomu nam odpowiadającego (ja piję napój letni bądź zimny) i... pijemy ;).

Dlaczego zalewamy wrzątkiem albo gorącym mlekiem? 

Drożdże to jednokomórkowe grzyby, które wprowadzone do organizmu w stanie żywym stanowią konkurencję dla naszej naturalnej flory bakteryjnej, co skutkować może dolegliwościami ze strony układu pokarmowego. Temperatura bliska 90-100 stopni Celsjusza je zabija, dzięki czemu możemy korzystać z dobroci w nich zawartych.

Jest to wersja podstawowa, dla wielu... nie do wypicia. Dlatego też można podrasować napój, by stał się dla nas "wypijalny".

O czym pamiętać przy tuningowaniu napoju drożdżowego i jego piciu?

  • Napoju drożdżowego nie powinniśmy słodzić niczym, jeśli nie chcemy na własne życzenie obniżyć jego dobroczynnych właściwości (a skoro już pijemy coś niekoniecznie dobrego w smaku, to wiadomo, że chcemy z kuracji wycisnąć jak najwięcej, prawda? ;)). Odpadają więc (jeśli nie chcemy obniżyć ilości dobroci w naszym napoju): cukier, miód, owoce, soki owocowe (nawet te domowe/świeżo wyciskane), słodkie kakao rozpuszczalne, herbata rozpuszczalna, preparaty "kawopodobne" instant (słodzone)... Spora gama cukrów prostych (np. glukoza i fruktoza) wiąże w postać nieprzyswajalną dla ludzkiego organizmu składniki mineralne (takie, jak wymienione wcześniej, np. selen, chrom, cynk, kobalt, molibden, mangan) oraz destabilizują niektóre z witamin zawartych w napoju (nie wszystkie). Dlaczego więc nie musimy rezygnować z mleka zawierającego laktozę? Laktoza rozkładana jest dopiero w jelicie cienkim na cukry proste (galaktozę i glukozę), dzięki czemu składniki przez nas pożądane są bezpieczne (ponieważ są przyswajane wcześniej, przed rozpadem laktozy). Oczywiście, napój drożdżowy wzbogacony czymkolwiek nadal będzie miał dobroczynne właściwości, ale zadany cukrami prostymi będzie mniej odżywczy niż taki bez. Osobiście, gdy już piję coś "paskudnego" to chcę z tego wyciągnąć jak najwięcej korzyści ;).
  • Warto też myśleć o tym, co spożywamy na około godzinę przed i po wypiciu napoju - też nie powinny być to pokarmy zawierające sacharozę czy cukry proste.
  • Smak możemy poprawić np. kawą rozpuszczalną, prawdziwym kakao (pokroju DecoMorreno), kostką rosołową, herbatą zaparzaną... czyli produktem bez cukrów prostych czy sacharozy.
Czy drożdże tuczą?

Ten pogląd prawdopodobnie wziął się z powiedzenia "Rosnąć jak na drożdżach". A jak jest naprawdę? Stugramowa (100g, czyli standardowa kostka drożdży piekarskich) według "najwyższych" danych, jakie znalazłam, ma 132 kcal (pozostałe źródła mówią o 100-110 kcal). W moim przypadku (piję 1/4 kostki z samą wodą) daje to 33 kcal dziennie, co jest wartością niską. Oczywiście, dodatki podnoszą kaloryczność napoju, jednak jeśli nie są one "cukrowe" to zmiany będą niewielkie.

Sugestia soku z karalucha - drożdże piekarskie mogą tuczyć w przypadku drożdżycy układu pokarmowego. Należy jednak pamiętać, że drożdżycę wywołują grzyby z rodzaju Candida, a w drożdżach mamy rodzaj Saccharomyces, więc sam napój drożdżowy nie jest w stanie wywołać kandydozy.

Boję się wysypu po drożdżach...

Wystąpienie wysypu przy kuracji drożdżowej jest sprawą indywidualną - może się pojawić, a nie musi. Moje pierwsze dwa podejścia do tego specyfiku kończyły się jego porzuceniem po kilku tygodniach ze względu na stan mojej cery. Za trzecim razem spięłam się, przeczekałam (sytuacja była lepsza, niż przez pierwsze dwa razy) i obecnie przy powrotach do picia drożdży nie rejestruję żadnych tego typu objawów ubocznych.

Kuracja drożdżowa daje efekt oczyszczania, więc... może spowodować "wyjście" zanieczyszczeń tkwiących w skórze (które i tak w jakiś sposób kiedyś wyjdą, nie wiadomo tylko, z jakim natężeniem). Jednak jeśli ich nie ma to wysyp nie ma okazji, by nas nawiedzić.

W jakim systemie pić drożdże?

Na pewno nie w ciągłym - w suplementacji potrzebne są przerwy. Najbardziej rekomendowanym jest system 3:1 (trzy tygodnie/miesiące picia drożdży - jeden tydzień/miesiąc przerwy), jednak może być on modyfikowany względem naszych potrzeb. Kuracji nie powinno się jednak stosować ciągle dłużej niż 3 miesiące, że względu na adaptacyjne zdolności naszego organizmu.

Drożdże w dawce 1/6-1/2 kostki nie są w stanie spowodować przedawkowania jakiegokolwiek składnika (nawet przy braku niedoborów) w nim zawartego, gdyż znakomita większość witamin w nich zawartych rozpuszczalna jest w wodzie - ich nadmiar wydalany jest z organizmu wraz z moczem.

Czy drożdże są dla każdego? 

Nie. Są osoby, które za Chiny Ludowe nie dadzą rady wypić tego napoju, ponieważ wywołuje u nich nieopanowany odruch wymiotny (sama miałam tak przez kilka pierwszych dni stosowania, obecnie w zasadzie nie czuję ich smaku) lub sensacje ze strony układu pokarmowego - nie ma suplementacji idealnej i uniwersalnej, sprawdzającej się u każdego.

Czy drożdże zawsze dają efekt?

Nie, nie zawsze, gdyż na każdego działa co innego. Bywają osoby, które nie zauważają żadnych widocznych zmian w czasie/po kuracji drożdżowej - trzeba jedynie pamiętać o tym, że na pierwsze efekty czeka się około 2-6 tygodni, więc tyle warto poczekać przed oceną działania.

Efekty kuracji drożdżowej u mnie

Zawdzięczam im w dużej mierze zagęszczenie i przyrost włosów, opanowanie trądziku (po wysypach) i poprawienie ogólnego wyglądu i stanu skóry oraz diametralną poprawę stanu paznokci. Najważniejsza jednak jest dla mnie poprawa odporności (cóż, chorowitym człowiekiem jestem od dziecka) - nie łapię już ciągle nowych infekcji, nie chodzę wiecznie przeziębiona w kresie jesienno-zimowym, a i mojej chore zatoki rzadziej mi dokuczają. 

Czy same drożdże pomogą?

Niekoniecznie, jeśli trądzik/wypadanie włosów/zły stan skóry czy paznokci wynika nie tylko z niedoborów witamin, ale też innych, czasami niezdiagnozowanych problemów zdrowotnych - w takim przypadku warto pomyśleć o badaniach i wizycie u lekarza. Drożdże są tylko suplementem i nie mogą być substytutem zróżnicowanej diety - one same w przypadku złych nawyków żywieniowych nie dadzą sobie rady ze wszystkimi ewentualnymi niedoborami.

Piliście kiedykolwiek drożdże? Jakie są Wasze odczucia/refleksje/efekty? ;)

loading...

Problemy włosowe VI: co najefektywniej przyśpieszy porost włosów?




To chyba jedno z najczęściej pojawiających się w Waszych komentarzach i mailach pytań ;).

Nieudane cięcie, konieczność skrócenia włosów czy po prostu decyzja o zapuszczaniu zwykle wywołują myśli o możliwie maksymalnym przyspieszeniu wzrostu włosa - wiadomo, nikt przecież nie lubi czekać ;).

Sama czytałam o następujących metodach przyśpieszenia porostu:
  • picie skrzypu i/lub pokrzywy;
  • picie siemienia lnianego;
  • picie żelatyny;
  • picie drożdży;
  • suplementacja witamin z gr. B, żelaza, Calcium Panthotenicum;
  • wcierki: Jantar, Saponics, Joanna Rzepa, eliksiry Green Pharmacy, Seboradin, kozieradka, Kamiwaza i inne;
  • olejowanie skalpu: olejek rycynowy, Sesa, Khadi, macerat z saw palmetto i inne;
  • wcieranie Daktarinu w skalp.
Podejrzewam, że same podałybyście milion innych propozycji ;).

Wróćmy jednak do pytania - nie jestem w stanie jednoznacznie czegoś Wam poradzić, gdyż z kuracjami na porost jest właściwie jak z lekami - na każdego działa co innego.

Ze swojej strony mogę powiedzieć, że najlepszym dla mnie połączeniem jest picie pokrzywy oraz drożdży i wcieranie kozieradki w skalp. Obecnie nie potrafię podać Wam, ile wynosi to przyśpieszenie w centymetrach na miesiąc, bo całkowicie porzuciłam mierzenie włosów (w zasadzie oceniam ich przyrost na podstawie tego, jak daleko za stanik sięgają :P).

Nie możemy także zapominać o znaczeniu diety. Nawet najlepiej zbilansowana suplementacja nie da piorunujących efektów, jeśli nasze odżywianie pozostawia sporo do życzenia.

Ubocznym efektem dobrze dobranej kuracji jest zwykle (niestety) przyśpieszenie wzrostu owłosienia na całym ciele (mi samej zdarzyło się raz, że ciemny włosek wyrósł mi na środku czoła :P).

Bywają też przypadki takie, gdzie na przyrost nie działa nic, a wszelkie kuracje wywołują "jedynie" szalony wysyp babyhairs - tutaj znów pierwsze skrzypce gra czynnik osobniczy.

O jednym należy pamiętać - gdy aplikujemy coś nowego na skórę głowy zawsze warto zrobić próbę uczuleniową.

Macie swój ulubiony zestaw porostowy? Jeśli tak - to jaki?  ;)

Drożdże, cynki i inna suplementacja



Dziewczyny na Wizażu często pytają mnie, jakim cudem włosy rosną mi tak szybko(ok. 5-6, może nawet 7 cm na miesiąc). Wiadomo, kuracja CG, oleje i wcierki robią swoje, ale bez dopalacza z wewnątrz niewiele mogą.

Suple suplami, ale najważniejsze jest ogólne racjonalne odżywianie. Od razu zaznaczam, że nie jestem na żadnej megazdrowej diecie, często grzeszę :P  Jednak ciężko by było znaleźć w mojej kuchni gotowe dania, czyli tzw. wysokoprzetworzoną żywność. Jest dużo mleka, jaj, warzyw (uroki posiadania gospodarstwa;)). Piję sporo wody mineralnej, oraz naparu z pokrzywy (na moje chore nerki, a w konsekwencji też na włosy). Nie unikam mięsa, właściwie to dość mocno mięsożerna jestem :P. Ryby spożywam przynajmniej dwa razy w tygodniu.

A teraz suplementacja. Każda z Was musi zdawać sobie sprawę, że garść kolorowych pigułek to nie wyjście, jeśli nasza dieta na przykład składa się z samych szybkich, gotowych dań - na takim papu włoski nie porosną mocne :P

Sama biorę obecnie cynk(Puritans Pride), witaminy z grupy B (Humavit), skrzypokrzywę do picia oraz Calcium Panthotenate(4 tabletki). I wydaje mi się, że CP jest mocnym pobudzaczem porostu. Wcierki wcieram już dawno, a dopiero ostatnio pojawił się duży wysyp bejbików. Rzecz naprawdę warta spróbowania ;)