Breylee Hair Growth Essential Oil (Olejek na porost włosów) - pewniejszy substytut Andrei z Aliexpress?

Dlaczego nie Andrea?


Część z Was (jeśli nie wszyscy) pamięta pewnie spory szał na olejek na porost włosów Andrea wprost z Aliexpress. Różnie z nim bywało - przesyłka nie trafiała do zamawiającego, a jeśli już trafiła, to bogactwo zawartości mogło zaskoczyć. Nie raz i nie dwa widziałam w sieci wpisy, które mówiły o różnych konsystencjach, zapachu i właściwościach olejków w tych samych opakowaniach. Skład na opakowaniu też budził wątpliwości co do swojej rzetelności. Zresztą to właśnie składowe niepewności bardzo długo powstrzymywały mnie przed jakimikolwiek zakupami mazidłowymi na Aliexpress. Pojawienie się jednak firm dystrybuujących swoje kosmetyki wprost z Azji na rynek europejski, takich jak Lanbena (pamiętajcie o ich cudownych płatkach pod oczy) czy Breylee złamały mój opór. 

Dzisiaj mam dla Was olejek na porost włosów Breylee, który w mojej opinii jest pewniejszym zamiennikiem słynnej Andrei.

Breylee - maleńki olejek w równie małych pieniądzach



Breylee olejek na porost włosów

Olejek trafił do mnie w przeciągu 3 tygodni od zamówienia (z oficjalnego sklepu) zapakowany w solidny i dodatkowo zafoliowany kartonik. Sama buteleczka jest z grubego plastiku i niestraszne jej podłogowe wyzwania (no i jest niebieska, ale to mój własny fetysz :D). Do zmiany jest natomiast zakraplacz - by kropla olejku trafiła tam, gdzie jej miejsce należy dość mocno strzepnąć flakonik, co nie jest szczególnie wygodne pod prysznicem przy mokrych dłoniach. Etykiety na kontakt z wodą kompletnie nie reagują ;).

20ml olejku kosztuje około 10-15zł, w zależności od aktualnej promocji i dostępności kuponów.


Olejek na porost włosów Breylee - co kryje się w jego wnętrzu?



Breylee olejek na porost włosów - skład

Ekstrakty z imbiru, żeń-szenia, Ku Shen, czarnego orzecha i rdestowca rozpuszczone w mieszance oleju winogronowego, glicerolu, karbomeru, glikolu propylenowego i olejku rozmarynowego (eterycznego). Skład sprawia wrażenie poprawnego, bo producent nie ukrył karbomeru (substancji odpowiedzialnej za konsystencję) oraz konserwantu, którym jest tutaj metyloparaben. Mnie parabeny nie przeszkadzają z racji ich szerokiego przebadania, ale sądzę, że przy dylematach zakupowych będzie to dla Was ważna informacja. Nie mam się do czego przyczepić.

Olejek ma konsystencję wody i nieszczególnie wyczuwalny, trawiasto-korzenny zapach. Producent zaleca wymieszanie 3ml produktu ze 100ml naszego szamponu lub dodanie kropli olejku do jednorazowej porcji szamponu. Postanowiłam nie kombinować i zastosowałam opcję drugą, bo przechowywanie takich mieszanek jest dość problematyczne, a ich trwałość i wzajemne długotrwałe interakcje są zagadką. Sądzę jednak, że absolutnie nie powinien być stosowany w formie nierozcieńczonej, a i przy stosowaniu w roli wcierki (po rozcieńczeniu) zalecam ostrożność. Sama - nie próbowałam takich podejść.

Olejek Breylee - efekty


Olejek stosuję przy każdym myciu włosów (co 2-3dni) już od ponad dwóch miesięcy i zużyłam jakieś pół opakowania, więc jest naprawdę wydajny. Nie zmienia jakoś widocznie konsystencji szamponu po wymieszaniu na dłoni, nie zmienia także jego mocy myjącej (akurat stosuję go z szamponem O'Herbal) ani łatwości spłukiwania. Pierwszym zauważalnym efektem (i to po pierwszym myciu!) było zwiększenie objętości fryzury tuż przy skórze głowy oraz przedłużenie świeżości czupryny przy coraz cieplejszej pogodzie. Zachęcona efektem nie przerwałam testów i dzisiaj mogę pochwalić się całym tabunem malutkich bejbików, a to przecież na gęstości najbardziej mi zależy ;).

Przyspieszenie przyrostu włosów również odczułam, ale ciężko mi go podać liczbowo (nie mierzę włosów, a loki jeszcze bardziej utrudniają obserwację). Najlepiej sytuację odda fakt, że chyba od czasów dzieciństwa nie miałam tak długich włosów jak obecnie. Fryzjerze, przybywam w przyszłym tygodniu na drastyczne cięcie! :D

Nie zauważyłam w trakcie jego stosowania żadnych negatywnych efektów zarówno na skórze głowy, jak i na okolicznych połaciach, z którymi ma kontakt piana z szamponu. Pozbyłam się nawet odwiecznego efektu delikatnego swędzenia skóry głowy, które pojawiało się czasami w momencie, gdy włosy domagały się mycia. Spodziewam się, że to również zasługa jego właściwości seboregulujących.

Nie spodziewałam się, że zadziała w jakikolwiek sposób. Wyznaję wszak zasadę, że szampon ma myć, a działanie porostowe mogą mieć produkty, które dłużej przebywają na skórze głowy. To w zasadzie drugie tego typu zaskoczenie, po szamponie Biokap w starej wersji. 

Jak wygląda Wasze zapuszczanie lub zagęszczanie włosów? ;)

Drożdżowa maska do włosów Babuszki Agafii - czasem hit, czasem kit


Maska drożdżowa Babuszki Agafii - ze mną od zawsze


Uwielbiam kosmetyczne nowości, przez co rotacja produktów w mojej łazience jest (delikatnie mówiąc :D) spora. Są jednak kosmetyki, do których regularnie wracam. Jednym z takowych jest Maska drożdżowa na porost włosów Babuszki Agafii, która jest ze mną prawie od początku mody na kosmetyki rosyjskie :D. Ile tych opakowań było? Nie zliczę. A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że moje włosy nieszczególnie za nią przepadają :P. Świetnie sprawdza się jednak w innych, włosowych zastosowaniach.

maska drożdżowa Agafia

Opakowanie, które kryje 300ml maski, jest typowe - solidny słoik z plastiku przeżyje mniejsze wstrząsy, ale płytkom w łazience może nie dać rady :D. Etykiety kosmetyków z linii Bania Agafii kojarzą mi się naprawdę dobrze - tradycyjnie, naturalnie, recepturowo, no typowo Babuszkowo ;). Słoik wprawdzie zmusza do gmerania paluchami w kosmetyku, ale cóż zrobić - nie można mieć wszystkiego. Kosztuje od 8 do 15zł, w zależności od miejsca zakupu.

Maska drożdżowa - a co poza "grzybkami" w niej siedzi?



Kosmetyki rosyjskie słyną wręcz z bazowania na "aqua with infusions of", czyli mieszaninie hydrolatów roślinnych zawierających w tym przypadku ekstrakty z drożdży, brzozy, omanu, mącznicy, ostropestu i dzikiej róży oraz zimnotłoczone oleje z ziaren pszenicy, pestek porzeczki i pinii syberyjskiej. Ich zawartość procentowa w kosmetyku nie jest porywająca, ale już samą obecność poczytuję na plus ;). Całość dopełniają emolienty syntetyczne, emulgatory i guma guar (wspólnie odpowiedzialne za konsystencję gotowego produktu) oraz niewielkie dodatki witaminy C, pantenolu (humektant-nawilżacz) oraz składników konserwujących, zapachowych i regulujących pH (litania jest niezbyt długa - co również przemawia na plus tej maski).

Maska jest dość rzadka - śmiało mogłaby być zapakowana w butelkę, tubę lub opakowanie z pompką. Kiedyś cieszyła mój nos przecudownym, ciasteczkowym aromatem... jednak od jakiegoś czasu pachnie mocno, i to tak drogeryjno-perfumeryjnie. Po pewnym czasie trzymania na głowie można jednak wyczuć delikatną nutę smakowitego, wcześniejszego zapachu. Wiadomo jednak, że preferencje zapachowe to rzecz gustu i każdy z nich w większym natężeniu może wywołać mdłości :D.

Maska drożdżowa Agafii - cudo na skórze głowy, nieporozumienie na długości włosów


Nagłówek mówi w zasadzie wszystko o moich doznaniach z drożdżową maską Babuszki Agafii. Jej lekka konsystencja sprawiła, że nigdy nie udało mi się z nią przesadzić. Zmywa się pięknie, łatwo i szybko nawet z moich mocno niskoporowatych włosów, które po wyschnięciu... żyją własnym życiem bardziej niż zwykle :D. Ta maska puszy mi włosy, co jest niezwykle trudne do osiągnięcia. Pod jej wpływem moje bejbiki zachowują się, jakby grawitacja ich kompletnie nie dotyczyła - tworzą radosną aureolę wokół mojego czerepu, którą nie sposób opanować :D. Kariera tej maski na długości moich włosów zakończyła się bardzo szybko - z wiadomych względów.

Zachęcona opiniami w sieci, pomimo mocnych oporów przed nakładaniem czegokolwiek na skórę głowy, zabrałam się do jej aplikowania na skórę głowy na 10-30 minut przed myciem. I powiem tyle - u mnie daje naprawdę świetne efekty. Zmniejsza przetłuszczanie, poprawia objętość włosów przy nasadzie i... wywołuje wysypy babyhair'ów <3. Pamiętajcie jednak, by przed próbami tego typu wykonać chociaż domową próbę uczuleniową, bo podrażnienie w kontakcie z kosmetykiem zawsze może się przytrafić.

Moim włosom nie przypadła do gustu, ale skóra głowy pieje nad nią z zachwytu. Niedrogi kosmetyk porostowy zawsze chętnie przytulę :D.


Odżywka-wcierka Konopie (Cannabis Seed) od Joanny - co w niej znajdziemy?

Posiadanie paczkomatu, oddziału poczty i kiosku Ruchu pod blokiem nieco mnie rozleniwiły jeśli chodzi o zakupy stacjonarne. W zasadzie chodzę tylko po "spożywkę", a wszystko pozostałe zamawiam przez Internet (duży w tym udział wykupienia pakietu Smart! na Allegro). Ostatnio jednak, w ramach przypadkowych odwiedzin w Rossmannie, zauważyłam nową wcierkę marki Joanna z linii Konopie. Z ciekawością obejrzałam skład - ostatnio mam większą fazę na pielęgnację kudeł ;). Wpisy o wpływie stresu na włosy, sprayu na porost i wypadanie włosów Anti Hair Lossodżywce koloryzującej Joanna Ultra Color czy jednej z masek Garnier Hair Food znajdziecie pod odpowiednimi zalinkowaniami ;).

Odżywka-wcierka Konopie (Cannabis Seed) Joanna

Pewne aplikacyjne wątpliwości wzbudza we mnie opakowanie - po raz pierwszy spotykam się z tego typu aplikatorem. Z innymi rozwiązaniami od Joanny się polubiłam (np. końcówką wcierki Joanna Rzepa), więc mam nadzieję, że i tutaj będzie nieźle. Wolałabym jednak zwykły atomizer - nie ukrywam. 

100ml tej wcierki kosztuje bez promocji 9,49zł, więc bardzo, bardzo zacnie. A i skład również niczego sobie - pomimo niskiej ceny!

Skład:

Odżywka-wcierka Konopie (Cannabis Seed) Joanna

Ta wcierka nie zawiera etanolu! Uraduje to pewnie wielu klientów zainteresowanych zakupem ;). Doceniam ten fakt pomimo tego, że akurat moja skóra głowy nie ma nic przeciwko alkoholowi etylowemu - ten promotor przejścia naskórkowego sprawdza się u mnie naprawdę dobrze, nie wywołując niepożądanych efektów ze strony skóry głowy.  

Zawiera natomiast modyfikowany miód, olej z aloesu i jeden z heksapeptydów znany z odżywek na porost rzęs - już na początku składu! Dalej również jest dobrze: tytułowy ekstrakt z konopii miesza się z ekstraktami z trzciny cukrowej, cytryny, jabłoni, herbaty i ekologicznym konserwantem z rzodkiewki. Oprócz składników ziołowych znajdziemy w nim również nawilżacze: niacynamid, alantoinę, pantenol, glicerynę czy betainę. Końcówka składu to substancje regulujące pH, konserwujące i zapachowe - wrażliwcy powinni pamiętać o ostrożności i wykonaniu domowej próby uczuleniowej ;). 

Poważnie rozważam zakup tego produktu i wcieranie w ramach ograniczenia jesiennego wypadania ;). A może już ją testowaliście i możecie powiedzieć o niej nieco więcej? Producent nie kłamie - można ją stosować również na długość włosów, ale z rozsądkiem - taka ilość ziół może po dłuższym czasie nieco podsuszyć kudły.

A może kogoś z Was zainteresowała? ;)

Wpływ stresu na włosy - moja historia

Tak - pewnie czekaliście na produkt, suplement lub zioło na porost włosów o podobnie świetnym działaniu jak kozieradka, spray Anti Hair Loss, Kaminomoto, serum Radical czy wiele innych preparatów. Okazuje się jednak, że nie wszystko da się załatwić tego typu środkami, lekami czy suplementami. Czasami po prostu trzeba zacząć pracować nad sobą - jak się okazuje także dla swoich włosów. 


Jestem nerwusem od zawsze - nie ma tutaj czego ukrywać. Jak już się zagotuję to ciężko jest mi się uspokoić, choć bardzo często tego po mnie nie widać. W gratisie od czasów podstawówki mam też nerwicę, która daje w zasadzie tylko objawy somatyczne: bóle żołądka, mdłości, problemy ze snem, nerwobóle w klatce piersiowej. Nigdy jednak nie zauważyłam z tego powodu wzmożonego wypadania kudeł (w zasadzie zaliczałam tylko typowe "sezonowe linienie", nie licząc epizodu z szamponem Babydream), ale chyba po prostu nie miałam z czym porównać grubości swojej kitki, bo jako dziecko nie interesowałam się włosami jakoś szczególnie. Nawet pokazywałam Wam w przeszłości moje mizerne owłosienie w tym oraz tym poście. Na szczęście mi się udało - moje kręciołki świetnie maskują mizerną gęstość.

Czy pracowałam nad swoją osobowością, nerwami i nerwicą? A pewnie! Bardzo dobry okres zaliczyłam w liceum, gdzie prawie nie miałam przykrych objawów, a i byłam ogólnie spokojniejsza. W tym okresie jednak namiętnie katowałam włosy prostowaniem i farbami Palette, więc z wiadomych względów nie zauważyłam włosowej poprawy. Potem było gorzej: studia, praca, dom, mieszkanie - ilość stresu tylko wzrastała, a wraz z nią ja czułam się gorzej. 

Ponad rok temu mocno zmieniłam otoczenie (praca pozostała ta sama, więc tutaj poziomu stresu nie zmienię ;)), zaczęłam mocniej pracować nad sobą i swoim opanowaniem, co zaowocowało ustąpieniem mojej koleżanki ze szkolnej ławy. Tak sobie żyłam spokojnie, aż Blondynka zasugerowała mi w komentarzu, że włosy mi zgęstniały. Początkowo sądziłam, że jedynie ułożyły się dość fotogenicznie, ale przy okazji kupiłam gumkę do włosów (nadal nie używam :D). Jakie było moje zdziwienie, gdy przy dość mocnym ściśnięciu zobaczyłam 7cm, a po maksymalnym (gdy już zmarszczki na twarzy zaczęły mi się prostować :D) nie dało się zejść poniżej 6,5cm w obwodzie kucyka! Wiem - dla większości z Was to żaden wynik i żadna zmiana, ale dla mnie to jedno wielkie WOW! 

Mam też spore nadzieje na jeszcze pewną poprawę, bo sporo bejbików ma 10-12cm i nie udało mi się ich złapać. 

Stres, jak widać, potrafi sporo zmienić w naszym życiu i czuprynach, a jego wpływu nie zniweluje najlepsza pielęgnacja czy dieta. Warto o nim myśleć w swojej walce o zdrowe i piękne włosy ;).

Czy udało Wam się zagęścić włosy? Jeśli tak - to w jaki sposób? ;)

Ponad rok temu (w zasadzie to prawie półtora roku temu)

Dr Sante Anti Hair Loss, Spray stymulujący porost włosów - świetny produkt w niskiej cenie i... z najlepszym atomizerem!

Do kosmetyków firmy Elfa Pharm mam duży sentyment. To oni jako pierwsi postanowili wspomóc rozwój mojego bloga - i tak trwa to już 7,5 roku ;). Co pewien czas mam okazję testować ich nowości, i w taki sposób poznałam kilku swoich ulubieńców. Krem na powieki i pod oczy Atopy Tolerance, maski Dr Sante czy płyn micelarny Bishoyo to tylko pojedyncze przykłady kosmetyków Elfa Pharm, które zagościły na dłużej w mojej łazience. Tym razem miałam okazję gruntownie przetestować Spray stymulujący porost włosów z serii Anti Hair Loss.


Butla z atomizerem to rozwiązanie, które w przypadku wcierek szczególnie mi odpowiada - w inny sposób ciężko mi należycie dotrzeć do skóry głowy :D. To najwygodniejszy atomizer na świecie - dzięki rozwiązaniu rodem z płynów do szyb :D. Całość jest trwała, ładna i całkiem czytelna. 

150ml tego sprayu kosztuje... 10zł bez promocji, a obecnie na stronie producenta nawet 7,50zł!. Naprawdę tanio :D.

Skład:

Aqua, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Polysorbate 20, Cetrimonium Chloride, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Parfum, Propanediol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool

Bazą dla tego produktu są ekstrakty z łubinu, łopianu, żeń-szenia i pieprzycy peruwiańskiej wzbogacone aminokwasami: argininą, modyfikowaną tyrozyną, cytruliną i ornityną. Do tego zawiera: pantotenian wapnia, glukonian cynku, niacynamid, glukozaminę, biotynę oraz hydrolizowane proteiny sojowe. Koniec składu to regulatory pH, kompozycja zapachowa oraz konserwanty. W drugiej linijce znajduje się modyfikowany silikon - łatwy do zmycia. 

Już sam skład daje spore nadzieje na naprawdę zacny efekt porostowy i przeciw wypadaniu włosów. Nawet do silikonu nie mam uwag - wiele zacnych wcierek zawiera podobny składnik kondycjonujący, by aplikacja nie wywoływała miliona "antenek" przy skórze głowy. 

Bezbarwny płyn o kwiatowym, dość intensywnym zapachu pozostawia delikatne uczucie lepkości. 

Wcierkę, jak każdy inny produkt tego typu, wcieram tylko przed myciem włosów (czyli co 2-3 dni), na 15-60 minut przed nim. Cóż mogę powiedzieć - wypada mi naprawdę minimalna ilość włosów (przy myciu prawie nie ma czego wyciągać z odpływu, a nie czeszę włosów), a kucyk rokuje na dalsze zwiększenie obwodu, bo z bejbików mogę sobie drugą fryzurę zrobić :D. Oczywiście, zmniejszenie wypadania to nie tylko jego zasługa ( o głównym motorze zagęszczenia mojej czupryny napiszę Wam niedługo), ale pozytywna skala tego zjawiska na pewno została przez niego zwiększona. Długość włosów również bardzo dobrze reaguje na niego - po kilkukrotnej aplikacji przed myciem miałam naprawdę megaloki, ale moje włosy lubią bomby proteinowe tego typu. Skóra głowy nie zareagowała na ten spray w żaden negatywny sposób, jednak przed pierwszą aplikacją warto wykonać domową próbę uczuleniową.

Szczerze polecam testy, szczególnie przy tym połączeniu ceny i działania! A jaka jest Wasza ulubiona wcierka?

Dr Sante, Seria Anti Hair Loss - analiza składów produktów przeciw wypadaniu włosów



Witam po sporej przerwie spowodowanej moim zamążpójściem ;). Na kilka słów na temat tych cudownych dni pewnie Wam jeszcze napiszę, ale dzisiaj wróćmy do kosmetyki ;). Już przed przerwą na Instagramie zapowiedziałam analizy składów serii Anti Hair Loss z linii Dr Sante, z którą się nie wyrobiłam :D. Dwa kosmetyki (maskę i spray) przytargałam już nawet do domu:


Przez chwilę myślałam, że jest ona następcą serii Intensive Hair Therapy również od Elfa Pharm, ale jednak nie - to nowe produkty ;).

Szampon stymulujący wzrost włosów


Skład: Aqua, Ammonium Lauryl Sulphate, Sodium Lauryl Glucose Carboxylate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Dicaprylyl Ether, Lauryl Alcohol, Lauryl Lactate, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Tocopherol, Parfum, Propanediol, Sodium Benzoate, Citric Acid, Sorbic Acid, Sodium Сhloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate, Butylphenyl Methylpropional

Mocny detergent siarczanowy otwiera litanię składników w otoczeniu łagodniejszych, amfoterycznych i niejonowych braci. Bardzo wysoko w składzie znajdziemy aminokwasy (arginina, modyfikowana tyrozyna, ornityna, cytrulina) i proteiny sojowe, pantotenian wapnia, glukonian cynku, niacynamid, biotynę i glukozaminę. Dobroci uzupełniają ekstrakty z łopianu, żeń-szenia, łubinu i pieprzycy. Zawiera modyfikowany silikon dość wysoko w składzie, a jego koniec uzupełniają substancje zapachowe, regulujące pH i konserwujące, których jest naprawdę sporo.

Mocne detergenty mogą odstraszyć niejednego, ale nie można mu odmówić również bogatego w substancje odpowiedzialne za porost składu. Mimo tego, że sam szampon rzadko kiedy pomaga na wypadanie - ten naprawdę ma szanse dać efekt ;).

Maska stymulująca wzrost włosów
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera Oil, Behenamidopropyl Dimethylamine, Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ceteareth-20, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Parfum, Propanediol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate.

Emolientowa baza z dużym dodatkiem oleju kokosowego, wzbogacona podobnym zestawem aminokwasów, protein, witamin i ekstraktów roślinnych jak w szamponie uzupełniona o olej Sacha Inchi (skarb Inków ;)). Całkiem nieźle zbilansowany produkt emolientowo-proteinowy o sporym potencjale. Zamierzam zastosować ją na skórę głowy ;). Zawiera modyfikowany silikon.

Spray stymulujący wzrost włosów


Skład: Aqua, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Polysorbate 20, Cetrimonium Chloride, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Parfum, Propanediol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.

Śmiało można powiedzieć, że każdy z produktów Dr Sante Anti Loss ma praktycznie ten sam zestaw składników dobrze rokujących na porost ;). Tutaj na czoło wysuwa się ekstrakt z łubinu, a całość ma płynną konsystencję. Będę wcierać przed myciem namiętnie :D.

Balsam stymulujący wzrost włosów


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ceteareth-20, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Palmitate, Arginine, Acetyl Tyrosine, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCL, Polyquaternium-11, Citrulline, Hydrolyzed Soy Protein, Glucosamine HCL, Arctium Majus Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Biotin, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Lepidium Meyenii Root Extract, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Parfum, Propanediol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Benzoic Acid, Phenoxyethanol, Disodium Succinate.

Z racji ilości zastosowanych kondycjonerów i emulgatorów balsam prawdopodobnie będzie miał rzadszą konsystencję od maski z tej samej serii, przez co może być łatwiejszy do wcierania w skórę głowy ;). Zestaw dobroci analogiczny jak u poprzedników zapowiada dobrze ;).

Olejek stymulujący wzrost włosów


Skład: Helianthus Annuus Seed Oil, Arctium Lappa Root Extract, Persea Gratissima Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Parfum, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Citronellol, Eugenol, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone

Oleje: słonecznikowy, awokado i Sacha Inchi wraz z ekstraktem z łopianu oraz witaminami A, C i E i dodatkami zapachowo-konserwującymi może podobać się zarówno do wcierania w skórę głowy jak i do nakładania na długość włosów. Jeśli spray i maska sprawdzą się zadowalająco - sięgnę i po niego ;).

Zamierzam w najbliższym czasie wybrać się do fryzjera, więc obserwacja porostu po tych specyfikach będzie tym łatwiejsza ;).

Jaki środek szczególnie dobrze sprawdził się u Was na porost włosów?

Xpel, Tea Tree Moisturising Conditioner - mało znana (porostowa) ciekawostka z Allegro



Nic mnie chyba tak kosmetycznie nie irytuje, jak brak dostępnego w sieci składu ;). W czasie zakupów internetowych często przeglądam całą ofertę sprzedawcy i czasami coś wpada mi szczególnie w oko. Powody są różne - opakowanie, nazwa, domniemany (po nazwie) zapach, cena... Zawsze jednak chcę najpierw wiedzieć, co jest w środku zanim wydam złote monety. Jeśli jednak, pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań, nie mogę znaleźć składu, to (przy niskiej cenie) decyduję się na zakup. Tak trafiła do mnie odżywka Tea Tree Moisturising Conditioner - prosto z Allegro.

Tea Tree Moisturising Conditioner skład

Tuba może nie jest rozwiązaniem idealnym (po prostu ten rodzaj opakowania lubię najmniej :P), ale przy dobrze dobranym otworze da się wygodnie korzystać z kosmetyku. Zieleń budzi zaufanie, a minimalizm opakowania zapewnia czytelność. Całość jest trwała i estetyczna. 

Obecnie proście znaleźć ją w wersji "zabutelkowanej), gdzie 400ml kosztuje 5-10zł, więc bardzo korzystnie. Dostępność - głównie sklepy internetowe.

Skład:

Tea Tree Moisturising Conditioner skład

Składowo - absolutnie nic powalającego. Emolienty, spore ilości filmformerów i olejki z drzewa herbacianego oraz miętowy w ilościach niewielkich. Skład jest krótki, jednak zawiera konserwant (DMDM Hydantoina - przed stosowaniem polecam domową próbę uczuleniową) oraz dwa barwniki - wrażliwcom polecam dużą ostrożność. Można ją zakwalifikować do produktów emolientowych.

Spodziewałam się aromatu drzewa herbacianego, i tutaj się zawiodłam - odżywka ma miętowy zapach ;). W pakiecie dostajemy też kremowo-żelową konsystencję i nieco zielony kolor.

Producent poleca stosowanie tej odżywki zarówno na długość włosów jak i na skórę głowy. Zanim się jednak przełamałam do wcierania jej w skalp (jak pewnie wiecie bardzo się pietram przed odżywkami na skalpie xD) przetestowałam ją gruntownie na moich niskoporowatych lokach. I powiem tak - skład nie powala, ale efekt już tak, szczególnie zimą :D. Po tej odżywce moje włosy dobrze znoszą nawet kontakt z kapturem, a nie jest to częste ;). Mięsiste, grube i błyszczące loki są po niej pewne, a do tego łatwo się spłukuje bez przyklapu. Próbowałam jej nawet w roli stylizatora (czyli de facto produktu bez spłukiwania) - też sprawdziła się świetnie, jednak podana w taki sposób skraca świeżość włosów.

Po jakimś miesiącu stosowania zdecydowałam się na jej wcieranie na 30-60minut przed myciem w skórę głowy i... to był strzał w dziesiątkę! Oczywiście, chłodzi nieco czerep, ale nie są to arktyczne mrozy, raczej przyjemny chłodek ;). Osiągam dzięki niej świeżość włosów 3 do nawet 4 dni, co w zimie (przy grzejnikach i kapturze) wynik nie do podrobienia. Wysyp bejbików też się pojawił - bo jakimś miesiącu wcierania ;). Włosy rosną też znacznie szybciej, sądzę, że o jakiś 1-1,5cm miesięcznie - nie prowadzę jednak dokładnej, włosowej geodezji ;). Włosowy kocur w odpływie też jest o jakieś 30% mniejszy, co raduje mnie chyba najbardziej, bo jeśli moje kudły mają jakąś bolączkę, to na pewno jest nią mizerna gęstość.

Z całą pewnością nie jest to produkt uniwersalny - część z Was, że względu na skład (a głownie - konserwant i barwniki) nie będzie mogła jej stosować w obawie przed reakcjami alergicznymi. Myślę jednak, że przy bezproblemowej skórze głowy można się pokusić o testy zarówno na długości, jak i w wersji wcierkowej.

Ustawiam ją pomiędzy moimi najefektywniejszymi porosto-boosterami :D. Chętnie jednak posłucham o Waszych porostowych hitach, szczególnie takich dających milion bejbików ;).

Radical, Serum wzmacniająco-regenerujące do włosów osłabionych i wypadających - porostowy przyjemniak :D


Zwykle jakoś w końcówce sierpnia zaczyna się dla mnie okres przesilenia jesiennego, który swoje apogeum w postaci sennych dwóch tygodni ma właśnie teraz :D. Gdybym mogła to spałabym ciągle i w każdym ułożeniu. Do tego zwykle cierpię na zwiększone, sezonowe wypadanie włosów, które nigdy nie jest niczym miłym. W tym roku, aby przeciwdziałać, wdrożyłam na początku sierpnia do pielęgnacji Serum wzmacniająco-regenerujące do włosów osłabionych i wypadających z serii Radical od Farmony, w które zaopatrzyłam się przy okazji jednej z promocji w Rossmannie. Powiem Wam tyle - warto było :D. Dawno temu używałam innego "radicalnego" cuda na porost włosów - z linii Med (KLIK!).


Miękka tuba jest całkiem znośnym rozwiązaniem, ale bardzo brakuje mi tutaj wąskiego aplikatora, dzięki któremu łatwiej zaaplikowałabym produkt na skórę głowy. Na razie pozostaje mi rozcieranie serum w palcach i wmasowywanie w skórę głowy :D. Same etykiety są ładne, apteczno-roślinne i dopracowane. Bardzo mi się podobają, a dodatkowo - są trwałe.

100ml serum kosztuje od 10 do 12zł w zależności od miejsca.

Skład:


Serum bazuje w głównej mierze na alkoholu tłuszczowym, oleju rycynowym i glicerynie z pięknymi dodatkami: ekstraktem ze skrzypu, pantenolem, argininą, inuliną i mocznikiem - a wszystkie one pojawiają się przed zapachem! Końcówkę składu stanowią pochodna gumy guar (filmformer) oraz konserwanty i kompozycja zapachowa. Przed pierwszym zastosowaniem warto rozważyć zrobienie domowej próby uczuleniowej (KLIK!). Nie zawiera substancji, które zrobiłyby długodystansową krzywdę włosom na długości.

Ma ledwie wyczuwalny, neutralny, może odrobinę mydlany zapach i średnią gęstość.

Serum nakładam przed myciem (na minimum 15 minut, dłuższe, kilkugodzinne posiedzenia robię tylko w przypadku olejowania) w ilości małego orzecha laskowego. Kosmetyk po prostu rozcieram w palcach, którymi masuję skórę głowy ;). Sam skalp po aplikacji jest zadowolony - nie odczuwać żadnego pieczenia, swędzenia czy uczucia ciepła.

Powiem Wam, że wielkość kołtuna w odpływie zmalała mi chyba o połowę, a włosy są znacząco się wydłużyły w ciągu tych 6-7 tygodni (nie uprawiam włosowej geodezji - to moje odczucia ;)). Podejrzewam się, że przyrost zwiększył się o około 30%, bo mniej-więcej taką różnicę mogę wizualnie (przy myciu) zauważyć). Pomimo nieco niewygodnej aplikacji - serum jest całkiem wydajne - nadal mam chyba 1/3 opakowania. A do tego niedrogie :D. Myślę, że można też (dzięki całkiem ładnemu składowi) rozważyć jego stosowanie na długości - ale mnie szczerze było żal zużywać to cudo poza skórą głowy :D.

W taki oto sposób promocja przyczyniła się do poznania cuda porostowego :D. A może Wy macie jakieś własne?

2+2 gratis na pielęgnację włosów w Rossmannie: moje łupy ;)



No i stało się - poczyniłam zakupy w ramach promocji 2+2 gratis na produkty włosowe w Rossmannie ;). Możecie wziąć w niej udział do 19 marca (więcej informacji TUTAJ), a poniżej znajdziecie zestawienia interesujących produktów (wg mnie), które można na niej zakupić:



Wykorzystałam zarówno swoją kartę, jak i mojego M. Nie obyło się jednak bez komplikacji - po złożeniu zamówienia internetowego (na kartę M.) okazało się, że brakuje jednego produktu i musiałam powtórzyć operację, wybierając odbiór w innym Rossmannie ;). Przytargałam ze sobą 8 produktów, za które zapłaciłam dokładnie 45,66zł. Dumna z siebie nie jestem, ale chyba każdemu należą się małe przyjemności :D. Nawet, jeśli skutkują zawaleniem łazienki kosmetycznym dobrem xD.

Moje łupy prezentują się następująco - może kogoś zainspirują ;)


Jak widać byłam dość monotematyczna: na czoło wysunęły się produkty marek własnych Rossmanna: Alterry oraz Isany, a całość dopełniła trójeczka od Farmony z linii Radical.

Isana Professional, Intensywna kuracja do włosów suchych i zniszczonych Oil Care


Skład:


Następca Isanowskiej kuracji do włosów z olejkiem arganowym, którą niedawno recenzowałam TUTAJ. W porównaniu do pierwowzoru ma dodany alkohol benzylowy na przedostatnim miejscu w składzie. Już otrzymuję od Was informacje, że niczym nie różni się w działaniu od wersji w tubce. Po więcej informacji o składzie i efektach działania zapraszam do TEGO posta.

Isana Professional, Maska nawilżająca do włosów 13w1


Skład:


Ciekawy produkt o dość fajnie zbilansowanym składzie - przynajmniej na papierze ;). Emolienty syntetyczne (estry i alkohole tłuszczowe) uzupełnione olejem z pestek moreli oraz nawilżaczami (np. pantenolem, glikolem propylenowym i gliceryną), ekstraktem ze stokrotki i keratyną hydrolizowaną faktycznie tworzą kosmetyk wielozadaniowy. Uważam jednak, że z tym "13w1" to producenta nieco poniosło ;). Niemniej jednak z ciekawością przetestuję.

Isana Professional, Ekspresowa kuracja nawilżająca do włosów w sprayu


Skład:


Wprawdzie skład zaczyna się od silikonu, ale potem jest już tylko lepiej: oleje: arganowy, z pestek moreli i babassu wzbogacone pantenolem oraz proteinami pszenicy spowodowały, że trafiła do mojego koszyka. Zamierzam stosować przed myciem, ale pewnie zdecyduję się również na aplikację po myciu ;). Moje coraz dłuższe kudły mogą zacząć wymagać jakiegoś zabezpieczania po myciu xD.

Alterra, Szampon dodający objętości Bio Papaja i Bio Bambus


Skład:


Już raz go kupiłam stosunkowo niedawno, ale na jednym z wyjazdów zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach i nie użyłam go ani razu xD. Mam nadzieję, że SCS domyje moje włosy, a dobroci w składzie (głównie ekstrakty) oraz pochodna gumy guar nie obciążą mi w zastępstwie włosów ;). Odrobina etanolu pod koniec składu krzywdy mi nie zrobi ;).

Alterra, Maska do włosów suchych i zniszczonych


Skład:


Jak postanowiłam - tak zrobiłam ;). W najbliższym czasie odświeżę sobie działanie kultowej maski Alterry na moich włosach. Pomimo sporego dodatku etanolu na początku składu liczę, że zestaw naturalnych emolientów i humektantów dodany do niego sprawi, że jego wysuszający wpływ będzie totalnie nieodczuwalny ;).


Skład:


Odświeżenie wyglądu opakowań linii Radical przez Farmonę przekonało mnie do zakupu ich szamponu. Wprawdzie z jedną z wersji zakupionych w Biedronce wspomnienia mam dość dziwne (więcej TUTAJ), to skład tego egzemplarza nastawia mnie pozytywnie: mocne detergenty obiecują porządne mycie, a ekstrakt ze skrzypu polnego wzmocniony argininą może faktycznie zadziała wzmacniająco. Zobaczymy ;).

Radical, Mgiełka wzmacniająca do włosów osłabionych i wypadających


Skład:


Kupiłam głównie z myślą o wcieraniu w skórę głowy, ale warto zauważyć, że mgiełka ta nie zawiera etanolu, więc i na długość może się nadać ;). Myślę, że z tego powodu znajdzie się w kręgu zainteresowania wielu z Was ;). Zawiera ekstrakt ze skrzypu, keratynę, argininę, pantenol i inulinę - piękny zestaw dobroci ;). Radicala Med dobrze wspominam (więcej TUTAJ), więc może i ta mgiełka się nieźle sprawdzi.

Radical, Serum wzmacniająco-regenerujące do włosów osłabionych i wypadających


Skład:


Kolejne mazidło, którym zamierzam pieczołowicie traktować skórę mojej głowy. Zobaczymy, ile zapuszczania jeszcze zniosę xD. Olej rycynowy, skrzyp, pantenol, arginina, inulina - taki zestaw, zanurzony w emolientowej bazie, może zdziałać porostowe cuda. Nie ma również przeciwwskazań w stosowaniu na długość włosów ;).

Ode mnie to tyle (a raczej - aż tyle xD). Pochwalcie się swoimi zakupami i koniecznie dajcie znać, czy coś z moich wpadło Wam w oko ;).

P.S. Na fanpage nadal trwa konkurs, w którym możecie zgarnąć zestaw kosmetyków ;)

Podsumowanie: 10 najpopularniejszych postów ever!



Końcówka starego roku i początek nowego to czas podsumowań i przemyśleń. Omówieniem 2017 roku na blogu uraczę Was kiedy indziej, bo na dziś zaplanowałam coś, co wykonałam w zasadzie z własnej ciekawości - ranking 15 najpopularniejszych postów na tym blogu od początku jego istnienia ;). Przeglądając statystyki sama zaliczyłam kilka zaskoczeń. Oto i one, wraz z odpowiednimi linkami do nich ;).

Miejsce 15: 



Tekst, który może pomóc opanować problem z włosami farbowanymi henną bądź innymi mieszankami z dodatkiem indygo (nieudany kolor, zielony glon na włosach i tym odobne). Nie powstałby bez pomocy nieocenionej Katarzyny, która wystąpiła w roli królika doświadczalnego, testującego na sobie moje pomysły ;).

Miejsce 14:


Moja opinia na temat tej metody przyspieszania porostu nie jest pochlebna, jednak każdy ma swój rozum, więc decyduje w zależności od bilansu plusów i minusów. Istnieje sporo równie skutecznych i bezpieczniejszych dla skóry i cebulek włosowych metod.

Miejsce 13:


Kosmetyczna historia o nieco zabawnej kanwie - producent omawianych środków chwali się raportem ich skuteczności, który w zasadzie świadczy o czymś zgoła przeciwnym ;). Pomimo szytego grubymi nićmi marketingu muszę sprawiedliwie napisać, że kosmetyki te mają swoich zwolenników.

Miejsce 12:


Ile użytkowniczek lakierów tyle pomysłów na ratowanie ulubionego odcienia, jednak w wielu przypadkach ratunek równy jest zagładzie ;). Wystarczy natomiast niewielka ilość takiego, organicznego rozpuszczalnika, by rozwiązać problem ;).

Miejsce 11:



Mogę już uchylić rąbka tajemnicy - tematy włosowe i porostowe będą królowały w tym zestawieniu ;). Domowa wcierka z wierzbownicy znalazła swoich zwolenników - nie pachnie tak intensywnie jak kozieradka, a może zadziałać równie zadowalająco.

Miejsce 10: 



Do kwasu migdałowego mam spory sentyment - był pierwszym, którego używałam. I chociaż, ze względu na trudności w przygotowaniu roztworu, poszedł w odstawkę na rzecz mlekowego - nadal polecam go w początkach przygody z kwasami ;).

Miejsce 9:



Kozieradka zrobiła przeze mnie niesamowitą furorę w roli przyspieszacza porostu i środka zmniejszającego wypadanie włosów, jednak równie dobrze sprawdza się w walce ze zmianami trądzikowymi (szczególnie typu hormonalnego). Byle tylko znieść zapach rosołku ;).

Miejsce 8:


Oczywiście, że tak! Nie jest konieczne kupowanie nierafinowanych "olei z mandragory" za miliony złotych monet, by spróbować olejowania włosów. Zwykłe oleje, takie jak słonecznikowy, rzepakowy czy inny "Kujawski" mogą się sprawdzić równie dobrze bądź nawet lepiej - włosy potrafią mieć naprawdę nieoczekiwane preferencje pielęgnacyjne ;).

Miejsce 7:


Mogłabym napisać - ile osób tyle przyczyn. Wpis jednak grupuje te najważniejsze i najczęściej spotykane, na które zwykle nawet nie zwróciliśmy uwagi w ferworze codziennego życia. Niektóre są całkiem proste do wyeliminowania ;).

Miejsce 6:


Abstrahując od mojego negatywnego stosunku do preparatów na rzęsy zawierających ten środek (na rynku można znaleźć kosmetyki skuteczne i bez niego) - warto rzucić okiem na komentarze. Niektóre naprawdę wywołują gęsią skórkę - nawet u mnie.

Miejsce 5:



Saw palmetto (palma sabałowa) znane jest od dawna w leczeniu wypadania włosów o podłożu androgenowym. Preparatów z tym ekstraktem na rynku jest sporo, jednak z ciekawości sporządziłam macerat na bazie kapsułek z tym składnikiem. Jak zadziałał? O tym w poście ;).

Miejsce 4: 



Biotebal to niezwykle popularna marka, głównie dzięki preparatowi doustnemu z końską dawką biotyny. Poszerzenie asortymentu o kosmetyki wywołało spore zainteresowanie, jednak u mnie nie dały efektu "wow".

Miejsce 3:


Któż nie sprawdził na sobie włosowego, porostowego rosołku ;). Przypadkiem wywołałam prawdziwy boom na to przyprawowe zielsko. Jak każdy środek ma swoich zwolenników i przeciwników, aczkolwiek przeważają ci pierwsi. Gdyby nie intensywny zapach byłaby wcierką idealną.

Miejsce 2:


Gdy sobie przypomnę ile spędziłam nad nim i nad spisem odżywek proteinowych to aż się zastanawiam... jak mi się chciało xD. Niemniej jednak oba wymagają aktualizacji, na którą pewnie niezbyt szybko będę miała czas.

Miejsce 1:



Pierwsze miejsce było dla mnie zaskakujące - temat drożdży i ich picia jest wszak przewałkowany w miliardzie różnych miejsc. Niezmiernie mi miło, że u mnie znajdujecie w tym temacie jeszcze jakieś nowości i ciekawe dopowiedzenia. Hm, może powinnam uczcić ten ranking kubkiem napoju drożdżowego? :D

Życzę Wam i sobie na Nowy Rok jak najwięcej takich wartych uwagi postów ;)

Loki po cięciu ;)



Skleroza to ostatnio moje drugie imię ;). Nie pokazałam Wam wszak moich lokowanych włosów po cięciu, które miało miejsce 1,5 miesiąca temu xD. Tak jak wspominałam już TUTAJ (wersja prostowłosa) straciłam jakąś farmaceutyczną ilość włosów, odświeżyłam kształt fryzury i cieniowanie. Możecie się śmiać - ja, osoba bardzo praktycznie podchodząca do długości swoich kudeł, postanowiłam zapuszczać włosy do ślubu. Powody są dwa: oczywiście mój przyszły mąż (jak chyba większość przedstawicieli jego płci) od zawsze namawia mnie na długie pukle, a poza tym... lepszej okazji i motywacji już nie będę mieć. Jak nie teraz - to kiedy? ;). 

Włosów na głowie mam sporo, ale są one bardzo cienkie - najlepiej świadczy o tym mój kucyk o mikroskopijnym obwodzie (więcej TUTAJ). Nie wiem więc jak długo potrwa moje zapuszczanie - gdy będą mi smętnie wisiały pojedyncze pasma to bez żalu skrócę je do kręconego boba. Obecnie jednak moje kudły bardzo mi się podobają. Poniższe zdjęcia zostały wykonane tego samego dnia, ale o różnych porach.

  • Tuż po wyschnięciu.


  • Po odgnieceniu żelu:


  • Po powrocie wieczorem i zdjęciu kaptura:


  • Wygląd wyglądem, ale łyżkę dziegciu też już mam - dłuższe włosy są trudniejsze w obsłudze i "współżyciu". Włażą pod swetry, żakiety i kurtki, muszę je wygrzebywać spod paska torebki i plecaka, a i stylizacja stała się jakaś bardziej skomplikowana. Łatwiej też jest sprawić, by wyglądały z jakiegoś powodu nie najlepiej - a to jedno pasmo mi się przy schnięciu wyprostuje, a to jedna połowa mocniej skręci albo odstaje xD. Dłuższe włosy są jednak dużo łatwiejsze do spięcia - mam większe pole do popisu z moimi spinkami Flexi8 (KLIK! i KLIK!). Plusy "dodatnie" i "ujemne" na razie się równoważą ;).

    Wytrwam czy nie wytrwam - oto jest pytanie ;). Jak Wam idzie zapuszczanie? A może opowiecie mi o swoim zapuszczaniu na jakąś ważną okazję? ;)

    O'Herbal, Spray wzmacniający włosy z ekstraktem z korzenia tataraku- wcierka warta zainteresowania



    Sukcesywnie testuję kolejne produkty marki O'Herbal produkowanej przez Elfa Pharm. Tym razem na świeczniku wylądował spray wzmacniający włosy, który otrzymałam w jednej z paczek w ramach współpracy. Myślę, że produkt ten może zainteresować niejednego i niejedną z Was ;).


    Spray dostajemy w plastikowej butelce z atomizerem, który rozpyla "jak szatan" :D. Dzięki zielonemu zabarwieniu przeźroczyste opakowanie chroni w pewnym stopniu zawartość przed światłem. Plastik jest dość twardy, a etykiety nie rozpoczęły migracji pod wpływem wilgoci ;).

    200ml spray'u kosztuje 12,99zł (cena regularna w sklepie producenta), jednak często bywa na promocjach za mniej niż 10zł (np. obecnie ;)).

    Skład prezentuje się następująco:


    Wygląda obiecująco ;). Bazą dla tego produktu są ekstrakty z tataraku, saw palmetto (palmy sabałowej) i łubinu wzbogacone hydrolizowanymi proteinami mlecznymi, niacynamidem (witamina B3) i gliceryną. Zawiera niewielką ilość etanolu (promotor przejścia naskórkowego, podobnie jak gliceryna - ułatwiają przenikanie substancji aktywnych) - naprawdę niewielką, bo składnik ten pojawia się w drugiej części składu. Może więc stanowić ciekawą alternatywę pomiędzy mocno etanolowymi wcierkami a tymi, które w ogóle go nie posiadają. Skład domykają regulatory pH, kompozycja zapachowa oraz konserwanty (bez parabenów).

    Ładny skład w niewielkiej cenie to zawsze interesujące połączenie ;). 

    Producent sugeruje rozprowadzanie produktu na całej długości włosów, jednak ja, z uwagi na wspomniany etanol oraz ilość ekstraktów ziołowy (możliwość przesuszenia) skupiłam się na jego skrupulatnym wcieraniu w skórę głowy. Robiłam to przed myciem (na około 0,5-2h przed), ponieważ aplikowanie wcierek po myciu zwykle skutkuje u mnie syndromem 3xP (przetłuszcz, przyklap, przyliż). 

    Spray przyjemnie łagodzi skórę głowy, odrobinę przedłuża też świeżość włosów (co w okresie kapturowym jest u mnie ewenementem) z 2 do 3 dni. Nie zauważyłam także w czasie jego stosowania żadnych efektów ubocznych w postaci przesuszenia, swędzenia łuszczenia czy zmian skórnych. 

    Niestety, dałam ciała i nie zmierzyłam żadnego pasemka kontrolnego przed kuracją (słaby ze mnie włosowy geodeta...), jednak gołym okiem widać, że zarosłam włosiem i muszę się wybrać do fryzjera xD. Sądzę, że przyspieszył u mnie przyrost włosów o około 1cm miesięcznie. Obecnie zaczynam trzeci miesiąc wcierania, w buteleczce zostało mi około 1/5 objętości produktu - jego wydajność jest więc całkiem niezła.

    Bezdyskusyjnym efektem jego stosowania jest ograniczenie wypadania. Przed jego stosowaniem migracja moich włosów mieściła się w normie, czyli około stu sztukach dziennie. Jednak taka ilość, kumulowana co dwa dni w czasie mycia w sitku prysznica (włosów nie czeszę) dawała dość malowniczego, włosowego "kocura". Obecnie wyjmuję co najmniej o połowę włosów mniej, a efekt ten pojawił się po około trzech tygodniach stosowania. 

    Uważam, ze to naprawdę udana wcierka pośrednia między produktami etanolowymi i bez-etanolowymi. 

    A co Wy myślicie o tym spray'u i co sami obecnie wcieracie? ;)

    Vis Plantis 01. Basil Element - analizy składów gorących, włosowych nowości!



    Muszę się Wam do czegoś przyznać - o pojawieniu się tej linii kosmetyków produkowanych przez Elfa Pharm pod szyldem Vis Plantis wiedziałam od kilku miesięcy. Nie chciałam psuć Wam niespodzianki (i dodatkowo zaburzać działań promocyjnych firmy ;)). Z niecierpliwością tuptałam w tym czasie nogami, więc podsumowania 2016 roku muszą jeszcze poczekać ;). W końcu włosowe nowości kosmetyczne to to, co lubię najbardziej. Przy tworzeniu tego posta wspomogłam się grafikami i składami ze sklepu producenta.


    Linia 01. Basil Element składa się z mleczka, odżywki, maski i szamponu, a całość dedykowana jest walce z wypadaniem włosów. Interesująco, prawda? Jeszcze ciekawiej zrobi się po przejrzeniu składów ;). 

    Vis Plantis Basil Element, Szampon przeciw wypadaniu włosów


    Skład: AQUA, SODIUM C14-16 OLEFIN SULFONATE, LAURETH-2, GLYCERIN, COCAMIDE DEA, LAURAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-70, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PARFUM, DIPROPYLENE GLYCOL, GLUCOSE, SORBITOL, SODIUM GLUTAMATE, UREA, SODIUM PCA, GLYCINE, LACTIC ACID, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, LINALOOL

    Mimo tego, że mnie samej nie jest po drodze z szamponami bazującymi na delikatnych detergentach (problemy z domyciem włosów), doceniam każde nowe, delikatne myjadło na polskim rynku. Ten produkt bazuje na łagodnych, amfoterycznych i jonowych detergentach (sulfonowych zamiast siarczanowych) zaprawionych sporym dodatkiem gliceryny. Znajdziemy w nim także filmformer i morze olejów (uwodorniony rycynowy, słonecznikowy, kokosowy), jednak ufam, że nie pogorszy to mocy myjącej tego szampony. W połowie składu pojawia się lekko tajemniczy ekstrakt z bazylii odpowiedzialny za powstrzymanie wypadania, zagęszczenie i wzmocnienie czupryny. Po zapachu pojawiają się jeszcze humektanty (np. glikole, glukoza, sorbitol, mocznik, pantenol) oraz niewielkie dodatki aminokwasu (glicyny) i protein pszenicznych. Zawiera również konserwanty (bez parabenów) i regulatory pH.

    300ml tego szamponu kosztuje 19,99zł. Przyznam, że skład jest naprawdę zacny i mimo wątpliwości dotyczących siły myjącej - chętnie bym go wypróbowała ;). Osoby o wrażliwszych skalpach (szczególnie nie tolerujących mocnych detergentów siarczanowych) powinny mieć go na uwadze.

    Vis Plantis Basil Element, Mleczko wzmacniające przeciw wypadaniu włosów

    Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM CHLORIDE, PARFUM, CYCLOPENTASILOXANE, QUATERNIUM-80, SILK AMINO ACIDS, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, LACTIC ACID, LINALOOL, GERANIOL, LIMONENE

    Mleczko, a w zasadzie mgiełka (sądząc po atomizerze), wg opisu producenta ma służyć zarówno jako wcierka jak i produkt stylizująco-zabezpieczający po myciu. Przed zapachem znajdziemy w składzie emolient syntetyczny oraz kondycjoner, a tuż po nim - dla filmformery (silikon i quaterium). Zawiera również aminokwasy jedwabiu, oleje: lniany, słonecznikowy, kokosowy, ekstrakt z bazylii oraz nawilżacze (humektanty: glikol propylenowy, pantenol). Znajdziemy w nim także regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

    150ml mleczka kosztuje 19,99zł. Przy stosowaniu tej mgiełki w roli produktu bez spłukiwania trzeba uważać na obecność aminokwasów - uwaga ta jest skierowana do posiadaczy włosów wrażliwych na obecność tych składników i protein. Mnie natomiast dużo mocniej pociąga w roli wcierki - jeśli będę miała okazję nie omieszkam jej tak przetestować. Niektórych może odrzucać obecność filmformerów - pamiętajmy jednak, że wiele osławionych znakomitymi wynikami wcierek także je posiada.

    Vis Plantis Basil Element, Odżywka wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

    Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, CYCLOPENTASILOXANE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, CETRIMONIUM CHLORIDE, PROPYLENE GLYCOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, KERATIN AMINO ACIDS, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, DIMETHICONE, PARFUM, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, CITRIC ACID, LINALOOL

    300ml odżywki kosztuje 29,99zł. Odżywka jest składowo dość podobna do mleczka, jednak kolejność składników jest inna (a więc i ich zawartość). Tuż po alkoholu tłuszczowym znajdziemy silikon oraz olej słonecznikowy. Dalszą część składu stanowią kondycjonery i glikol propylenowy sowicie doprawione aminokwasami keratyny, olejem kokosowym i ekstraktem z bazylii. Całość zamyka drugi silikon, kompozycja zapachowa i konserwanty (bez parabenów).

    300ml tej odżywki kosztuje 29,99zł. Może być ciekawym wyborem na zimę jako produkt mocno emolientowy z rozsądnym dodatkiem aminokwasów. Można także poważnie przemyśleć jej nałożenie na skórę głowy przed myciem po wykonaniu domowej próby uczuleniowej.

    Vis Plantis Basil Element, Maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

    Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, QUATERNIUM-80, PHENYL TRIMETHICONE, CETRIMONIUM CHLORIDE, GLYCERIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, AMODIMETHICONE, CETYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, COCOS NUCIFERA OIL, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, PROPYLENE GLYCOL, TRIDECETH-12, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, C10-40 ISOALKYLAMIDOPROPYLETHYLDIMONIUM ETHOSULFATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, PARFUM, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, LACTIC ACID, LINALOOL

    200ml maski kosztuje 29,99zł. Doczekałam się w końcu w tej serii produktu typowo emolientowego, bez protein ;). Zestaw emolientów syntetycznych (w tym filmformerów: silikonów i quaterium) wzbogacony został tutaj olejami (słonecznikowy, kokosowy, lniany, arganowy), humektantami (nawilżaczami: gliceryną, glikolem propylenowym) oraz tytułowym ekstraktem z bazylii. Całość zamykają zapachy, regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

    Solidny produkt na zimę - zabezpieczy, ujarzmi kosmyki i nabłyszczy. Może sprawdzę, jakie działanie w praktyce na porost włosów będzie miał tak emolientowy skład w połączeniu z ekstraktem z bazylii ;).

    Podsumowując - niewiele miałam doświadczeń z ekstraktem z bazylii w kosmetyce ani też (chyba) nie miałam okazji przetestować jego działania na porost włosów. Dlatego też, jeśli zdecydujecie się na zakup jakiegoś produktu z tej serii - chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach ;).

    Mleczko, odżywka czy maska - co wybrać na początek? Trudne sprawy pierwszego świata... xD