Kosmetyczne łupy ostatnich dni - Rossmann i Ezebra ;)



Dzisiejszy dzień obfitował w odbiór paczuszek ;). Najpierw dostałam informację od InPostu, że moje zamówienie z Ezebra czeka w paczkomacie, a chwilę później Rossmann pochwalił się tym, że moje zakupy oczekują na odbiór. W jednym i drugim przypadku czekałam wyjątkowo długo, ale jestem w stanie to zrozumieć:

  • Zakupy w Ezebra (72zł) zrobiłam z okazji darmowej wysyłki do paczkomatów na Allegro - przepełnione skrytki zrobiły swoje.
  • Rossmann swoją ostatnią promocję na pachnidła przeprowadził jedynie w formie zamówień internetowych - co było dodatkowym obciążeniem dla personelu w i tak gorącym, przedmikołajkowym okresie.
Całość moich zakupów prezentuje się tak:



Kosmetyki Makeup Revolution już niedługo wylądują w jednym z prezentów mikołajkowych ;). Mam nadzieję, że osoba obdarowana będzie z nich zadowolona równie bardzo jak ja z palety Flawless tej marki ;).


Elizabeth Arden: Arden Beauty i Splendor zakupiłam z okazji promocji w Rossmannie (1+1 na zapachy) za jedynie 54,99zł. Kusiły mnie już kiedyś, a teraz cena wygrała z rozsądkiem ;).


Klasyczny grzebień z wąskim rozstawem ząbków i płatek oczyszczający na nos trafią do mojego M. Z grzebienia z pewnością będzie zadowolony, ale czy da sobie nakleić ten plasterek - tego najstarsi górale nie wiedzą xD. Mój grzebień z rączką już sprawdziłam pod kątem plastikowych zadziorków - jest ok, zobaczymy, kiedy i jak często będę go używać. W przypadku klipsów popełniłam wtopę - nie sprawdziłam sobie ich długości. Są naprawdę wielkie i najprawdopodobniej wykorzystam je do podpinania włosów przy olejowaniu i odżywianiu. Mają maleńkie, nieostre ząbki - gdyby ktoś był zainteresowany kupnem ;).


Bania Agafii Balsam na kwiatowym propolisie "Puszystość" - właśnie ta obiecana puszystość mnie przekonała do zakupu ;). Skład niestety średnio go obiecuje:


Dwa filmformery (pochodna gumy guar i silikon) pojawiają się dość wysoko w składzie, jednak zestaw ekstraktów, olejów i proteiny mleczne z całą pewnością są warte uwagi. Wypróbuję z ciekawością i zdam relację. 


Bania Agafii Szampon tonizujący do włosów tłustych - dopisek o "tłustych włosach" obiecuje mocne mycie, a skład temu nie przeczy:


SLES obłożony łagodniejszymi detergentami i naprawdę sporą dawką soli kuchennej (uwaga wrażliwcy). Znajdziemy w nim też filmformer - polyquaterium, jednak mam nadzieję, że nie wpłynie to znacząco na jego moc myjącą. Dodatek ekstraktów - na plus.


Bania Agafii Szampon z maliną moroszką - moroszka skusiła, skład mnie na razie nieco martwi:


Dwa filmformery w połowie składu (polyquaterium i kopolimer) to może być za dużo dla moich skłonnych do obciążenia kudeł. SLES z dużą dawką soli i innymi detergentami może sobie jednak ze sprawą poradzi ;). Ponownie - ekstrakty roślinne na plus.


Buna Szampon aloesowy - zakup totalnie kompulsywny wywołany ciekawością nowej marki ;). Skład zapowiada mocne mycie (SLES i łagodniejsze detergenty) i problemy dla wrażliwców (duże ilości soli).


Całkiem wysoko w składzie pojawia się sok z aloesu, a tuż po zapachu znajdziemy też keratynę i dwa filmformery (polyquaterium i pochodną gumy guar). Wiele się po nim nie spodziewam, ale może pozytywnie mnie zaskoczy?

Od czego zacząć swoje testy? ;)

Darmowa dostawa na Allegro - kosmetyczne szaleństwo ;)



Z okazji swoich 18-tych urodzin Allegro przygotowało dla klientów niezłą gratkę - darmową dostawę do paczkomatów do 24 listopada 2017 roku (chyba, że wcześniej zostaną wyczerpane kupony rabatowe) ;). Jeśli ktoś z Was planuje zakupy w tym e-bazarku to radzę skorzystać - nie tylko w sferze kosmetycznej. Jak przy każdej tego typu akcji są pewne obostrzenia, o których możecie poczytać na allegrowej infografice:


W skrócie: przedmiot nie może być tańszy niż 10zł, a wysyłka do paczkomatów droższa niż 8,60zł. Dla naszej wygody oferty, na które obowiązuje promocja zostały odpowiednio oznaczone w panelu ;). Od dawna planowałam zakup pewnych kosmetyków zarówno na prezenty dla bliskich, jak i dla własnych testów, więc... obrabowałam sklep e-zebra, płacąc za całość 72zł z groszami (kwotę widoczną na dole należy pomniejszyć o koszt dostawy):


Oczyszczające płatki na nos Marion - wierzcie lub nie, ale tak długo obiecuję mojemu M., że zastosuję na jego nosie plastry, że chyba już przestał uwierzyć w urealnienie gróźb. Co się odwlecze, to nie uciecze xD.

Kosmetyki Makeup Revolution: paleta ICONIC 3, zestawy do konturowania FAIR i stylizacji brwi MEDIUM - prezenty na mikołajki ;).

Grzebienie Donegal: zwykły, z wąskim rozstawem dla mojego M. (nie mogę już patrzeć na pourywane zęby w jego obecnym czesadle xD). Z szerokim rozstawem i rączką - dla mnie. Spodziewam się, że wraz ze wzrostem długości moich włosów będę musiała je zacząć czasami czesać...

Bania Agafii Balsam kwiatowy Propolis (Puszystość): ot, zakupiony z czystej ciekawości. Moje niezwykle skłonne do obciążenia włosy chętnie sprawdzą tą "puszystość" w praktyce ;).

Bania Agafii Szampon tonizujący do włosów tłustych: cena + deklaracja o przeznaczeniu do włosów tłustych mnie przekonały ;). Tego typu produkty zwykle mają sporą moc myjącą - i na to właśnie liczę.

Klipsy fryzjerskie: wrzuciłam je do koszyka z myślą o tworzeniu na nich różnego rodzaju upięć, ale zobaczymy, czy się sprawdzą. Moje Flexi8 (KLIK!) ciężko będzie pobić ;).

Bania Agafii Szampon z maliną moroszką: moroszka przekonała mnie do zakupu - to chyba efekt zachwytu Skandynawią ;). Poza tym z tej linii BA nie miałam do tej pory nic.

Buna Szampon do włosów suchych i zniszczonych z aloesem: marka totalnie dla mnie nieznana, jednak zauważyłam, że powoli pojawia się z blogosferze. Obecnie testuję szampon aloesowy Equilibry i jestem na aloesowej fali xD.

Planujecie jakieś zakupy na Allegro z wykorzystaniem tej promocji? A może już coś do Was leci? ;)

Kosmetyczne hity i kity 2016 roku!



Wydaje mi się, że na ten post podsumowujący czekaliście najbardziej ;). W zeszłym roku zrecenzowałam wiele kosmetyków, które w skrócie można zakwalifikować do trzech kategorii: hity, średniaki i kity. Z racji, że dwie skrajne grupy budzą zwykle najwięcej emocji to właśnie na nich dziś się skupię.

Na szczęście okazało się, że hity dominują nad kitami, więc kosmetycznie mogę zaliczyć rok 2016 na plus ;). Poniżej znajdziecie zestawienie produktów, które mnie zachwyciły, a pod koniec posta poczytacie o bublach, które do mnie trafiły. Każdy z kosmetyków opatrzony jest krótkim komentarzem oraz linkiem do pełnej recenzji. Zaczynamy!

Hity:


Maska Kallos Caviar - emolientowy produkt ze stajni Kallosów, który absolutnie skradł mi serce. Wielbicielką tych wielkich i tanich masek jestem od dawna, ale nawet wśród nich mogę wyróżnić produkty dobre, bardzo dobre i wspaniałe. Ta maska ewidentnie należy do tej ostatniej grupy ;). Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Dr Sante, Macadamia Hair Mask (Maska Odbudowa i ochrona z olejem makadamia i keratyną) - solidna bomba proteinowa dla włosów potrzebujących tego typu dopieszczenia. Gęsta konsystencja zapewnia sporą wydajność, cena kusi, a efekty działania - boskie. Pełna recenzja dostępna jest TUTAJ.


Dr Sante Maska Keratin - jeśli poprzedniczka była proteinową bombą, to tutaj mamy proteinowy ładunek termojądrowy ;). Moim proteinolubnym włosom bardzo przypadła do gustu, jednak tym, którzy mają włosy bardziej wrażliwe na te składniki zalecam ostrożność. Recenzja - TUTAJ.


Maska Kallos Keratin - tym razem zachwycił mnie produkt "małoproteinowy". Wielka pojemność, niska cena i fajny efekt - nadal jestem fanką produktów Kallos i niewiele wskazuje na to, żeby coś się zmieniło w tej kwestii. Przede mną testy szamponu (tylko za Chiny Ludowe nie mogę zdecydować się na wersję xD). Recenzję przeczytacie TUTAJ.


Maska Kallos Banana - dość lekki, a zarazem emolientowy produkt o przecudnym, bananowym zapachu. Chyba mogę się już nazwać "Kallosomaniaczką"? ;) Pełna opinia - TUTAJ.


O'Herbal, Odżywka do włosów przetłuszczających się z ekstraktem z mięty - świetny produkt do stosowania zarówno na długość włosów jak i na skalp. Odświeża, ujarzmia, łagodzi i odżywia, a do tego ma wielkie opakowanie w przystępnej cenie. Recenzja - TUTAJ.


OleoKremy BIOVAX L'biotica - dają super efekt na włosach już przy zastosowaniu minimalnej ilości, pięknie pachną i można je kupić w zasadzie wszędzie. Przyznaję, że mój pierwszy konkretniejszy kontakt z Biovaxami zapisuję na plus ;). Recenzję porównawczą znajdziecie TUTAJ.


Joanna Seria Hypoalergiczna, Szampon - przecudowny zdzierak idealny dla włosów trudnych do domycia. Mimo swojego zachwytu jego działaniem mam jednak sporo wątpliwości, czy jest on rzeczywiście takich "hypoalergiczny", jak deklaruje producent. Recenzję przeczytacie TUTAJ.


Alberto Balsam, Szampon Sun Kissed Raspberry - tani i dość dobrze dostępny (głównie w Tesco) szampon, który wprawdzie zawiera filmformery, ale moje włosy myje "jak szatan". Do jego zakupu przekonały mnie dobre doświadczenia z balsamami tej firmy. Recenzja TUTAJ


Alterra, Olejek do włosów suchych i łamliwych  
- ta mieszanka olei chodziła za mną już od dawna. Moje włosy pokochały ten produkt, jednak nie sposób wspomnieć, że jego cena w porównaniu do objętości jest wysoka. Pełną recenzję przeczytacie TUTAJ.


Wellness&Beauty, Lawendowy olejek do kąpieli - kolejny kosmetyk, którego używałam niezgodnie z przeznaczeniem ;). Po pierwszym zastosowaniu go na włosy byłam tak zadowolona, że więcej nie wlałam go do wanny xD. Recenzję znajdziecie TUTAJ.


Isana Mademoiselle Raspberry, Balsam do ciała Malina - kolejny produkt wielofunkcyjny w moim zestawieniu ;). Świetnie sprawdza się zarówno do ciała jak i stosowany do kremowania włosów. Pełny opis jego właściwości znajdziecie TUTAJ.


Dove Silk Glow Odżywczy żel pod prysznic - marka Dove kojarzy się z drogeryjnymi składami, bazującymi na mocnych detergentach. Tutaj spotkała mnie duża, miła niespodzianka - w tym produkcie nie znajdziemy żadnych siarczanowych detergenów ;). Pełną opinię o tym produkcie znajdziecie TUTAJ


Marion, 14-dniowa terapia wzmacniająca do włosów - nieszczególnie przepadam za wszelkiego rodzaju ampułkami, ale te zaskoczyły mnie bardzo przyjemnie efektem. Tyle, że nie zużyłam ich w 14 dni, ale o tym przeczytacie w recenzji TUTAJ.


Kaminomoto Hair Growth Accelerator II
Kaminomoto Hair Growth Tonic II 

Obie wcierki Kaminomoto przypadły mi do gustu i teraz żałuję, że tak późno je przetestowałam ;). Szkoda jedynie, że kosztują naprawdę słono. Recenzje toników możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.


Himalaya Herbals Purifying Neem Cleansing Astringent Toner (Tonik oczyszczająco-ściągający) - wielofunkcyjne cudo! Wykorzystywałam go jako wcierkę oraz "kompres" (przy wykorzystaniu maseczek bawełnianych). W obu podejściach uzyskałam zacne efekty, o których możecie przeczytać TUTAJ.

Isana Young, Żel do mycia twarzy i demakijażu oczu - sprawdził się u mnie świetnie, jednak trochę razi mnie sygnowanie go jako produktu do cer wrażliwych. Etanol i chlorek sodu - z tymi składnikami wrażliwcy z całą pewnością się nie lubią. Dobry, wydajny, tani i łatwo dostępny. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.


Avena Vital Care Żel oczyszczający - delikatny, a jednocześnie skuteczny produkt przeznaczony do mycia cer wrażliwych. Dodajmy do tego szatańską wydajność i mamy produkt wart szczególnej uwagi ;). Opinia - TUTAJ.


Intimea, Emulsja hypoalergiczna do higieny intymnej (wersja różowa) - jeden z wielu multifunkcyjnych kosmetyków, któremu mogłabym śpiewać pieśni pochwalne. Świetnie sprawdza się do mycia zarówno twarzy jak i całego ciała. Sądzę też, że wielu posiadaczy wrażliwego skalpu będzie zadowolonych przy wykorzystaniu tej emulsji do włosów. Niska cena, ładny skład, dobra dostępność - czego chcieć więcej? Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.


Garnier, Płyn micelarny do cery wrażliwej - kupiłam go za Waszymi namowami i powiem tyle - dziękuję! Wielka butla w niskiej cenie (często można go nawet dostać w dwupakach w Biedronce) zawiera produkt, który radzi sobie z usuwaniem makijażu, nie podrażnia, nie pozostawia lepkiej warstwy ani nie powoduje wysypów niedoskonałości. Recenzja - TUTAJ.


Ziaja Ulga, Płyn micelarny do skóry wrażliwej - płynów micelarnych zużywam hektolitry, więc testuję ich także sporo. Egzemplarz od Ziaji bardzo mile mnie zaskoczył - recenzja TUTAJ.


AA Hydroalgi różowe, Skóra wrażliwa i skłonna do alergii, Płyn micelarny - kolejny dobry micel w niewygórowanej cenie, który dodatkowo jest całkiem nieźle dostępny (Rossmann). Myślę, że wrócę do niego w przyszłości - jeśli nie zostanie wycofany, jak wszystko co dobre... Recenzja - TUTAJ.


Bioselect, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy - świetny produkt pod oczy, który trafił do mnie "znikąd" (nie słyszałam nigdy wcześniej o tej marce). I dobrze, że tak się stało, bo to jeden z najlepszych kremów pod oczy jakie miałam. Opinia - TUTAJ.


Miya Cosmetics, myWONDERBALM Hello Yellow - konkretny zachwyt zarówno pod względem działania jak i obsługi. Do uwielbienia brakowało mi tylko dodatku filtrów przeciwsłonecznych. Recenzja - TUTAJ.


Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu
- oto i krem, który wzbudził w mojej skórze zimowy zachwyt ;). Bardzo szybko zaczęłam go stosować na całej twarzy i śmiało mogę go nazwać hitem zimy 2016/2017. Zobaczymy jak sprawdzi się wiosną ;). Recenzję (a w zasadzie pean pochwalny ;)) znajdziecie TUTAJ.


Bioselect, Ujędrniające serum do twarzy i szyi - serum Bioselect również zrobiło na mnie świetne wrażenie. Dopracowane opakowanie, świetne działanie i należyte wchłanianie - ma wszystko, czego oczekuję od produktu tego typu. Recenzja - TUTAJ.


Purederm, Oczyszczający i regenerujący peeling enzymatyczny - godny następca nieodżałowanego peelingu od Apis Cosmetics, któremu zmieniono skład na dużo gorszy. Polecam każdemu ;). Obecnie drżę na samą myśl o tym, że jeszcze w nim mogliby coś pomieszać. Recenzja - TUTAJ.


Casyopea, Maska do ciała z błotem z Morza Martwego - jak dla mnie absolutny hit zarówno na twarz (cudny efekt oczyszczenia dla problemowej, zanieczyszczonej cery) oraz ciało (wygrywa z moim rogowaceniem okołomieszkowym). Tutaj wersja już "rozmieszana" z wodą, ale dla swoich potrzeb możecie takowe błotko kupić z innej firmy w formie wysuszonej. Recenzja - TUTAJ.


Pierre Rene Professional, Royal Mat Lipstick i lakier Monroe Red - dwaj przedstawiciele kosmetyków do makijażu. Te czerwienie królowały u mnie w święta i królują nadal ;). Recenzję znajdziecie TUTAJ.
 

Elizabeth Arden Green Tea - perfumy i wszelkie zapachy zwykle mnie męczyły, ale ten egzemplarz to cudo nad cudami i na dodatek w niskiej cenie ;). Recenzja - TUTAJ

Kity:


Marion, Golden Skin Care, Serum Hialuronowe Nawilżenie- za Chiny Ludowe nie dopatrzyłam się jego działania na mojej skórze. Krzywdy mi nie zrobiło, ale równie dobrze mogłabym niczego nie stosować -.-. Pełna recenzja - TUTAJ.


Ziaja Liście Manuka, Żel myjący normalizujący - za mocny nawet dla mojej pancernej skóry (a możecie mi wierzyć, naprawdę dużo potrafi znieść bez burczenia). Nawet niska cena i funkcjonalne opakowanie nie tuszuje mojego zawodu. Recenzja - TUTAJ.



Biotebal, szampon i odżywka - długo zastanawiałam się, czy umieścić je w kosmetycznych kitach minionego roku. Krzywdy mi nie zrobiły, jednak po tej marce i tak szeroko reklamowanych produktach spodziewałam się chociaż minimalnego, deklarowanego efektu. Dostałam natomiast szampon, który włosów nie domywał i odżywkę, która ma ograniczyć wypadanie, a producent nic nie mówi o jej wcieraniu w skórę głowy (a i skład do takiego wcierania nie zachęca) xD. Podwójną recenzję znajdziecie TUTAJ.


Pro Formula World's Garden Linden, Szampon do włosów przetłuszczających się - kolejny szampon, który nijak nie mył moich włosów. A szkoda, bo jego cudny zapach do dziś śni mi się po nocach... . Recenzja - TUTAJ.


Barwa Naturalna, Szampon z żurawiną - kolejny szampon oparty na mocnych detergentach, któremu nie udało się domyć moich włosów. Czemu się tak stało - nie wiem. Widocznie po raz kolejny włosowa praktyka pokonała teorię. Recenzja - TUTAJ.


Schauma Nectar Nutrition (Odżywczy Nektar), Odżywka-nektar - ciężko było mi nawet ocenić działanie tego produktu, ponieważ domycie włosów po jego użyciu graniczyło z cudem. Recenzję znajdziecie TUTAJ.

Bania Agafii, Odmładzająca maska do twarzy z białą glinką 
- mogę ją nazwać produktem "widmo": nakładam, a efektów działania próżno szukać. Oddaję jej jednak sprawiedliwość - nie zrobiła mi krzywdy. Recenzja dostępna jest TUTAJ.


Himalaya Herbals, Żel oczyszczający do mycia twarzy z Neem (Purifying Neem Face Wash) - ten żel również nie zrobił mi krzywdy, ale też w żaden sposób nie oczyszczał mojej skóry. Ba, zostawiał na niej śliską warstewkę, której bardzo nie lubię. Pełna opinia - TUTAJ


Isana Young, Active Clear, Anti Pickel Serum (Serum przeciw wypryskom do cery tłustej i zanieczyszczonej) - serum nijak nie spełnia swojej deklarowanej roli. Jego wpływ na zmiany trądzikowe jest... żaden xD. Dobrze, że chociaż nie spowodowało u mnie powstawania nowych. Recenzja - TUTAJ.

Jak wygląda Wasz prywatny ranking kosmetyczny? Może pokrywa się choć w części z moim? ;)