Mój ulubiony krem do twarzy - kosmetyk, do którego wracam



Uwielbiam wręcz testować kosmetyczne nowości. Ten entuzjazm przed pierwszą aplikacją - bezcenny ;). Są jednak kosmetyki, które uważam za pewniaki - sprawdzają się zawsze i w każdych warunkach. Z ich dobrodziejstw korzystam wtedy, gdy nie mogę sobie pozwolić na wpadki wyglądowe (a testowanie nowości to zawsze jakieś ryzyko w tym względzie) albo gdy muszę okiełznać jakiś urodowy problem. 

W zeszłym tygodniu napoczęłam czwarte opakowanie mojego twarzowego ulubieńca: Kremu-emolientu barierowego na powieki i wokół oczu Atopy Tolerance (Vis Plantis), którego recenzję mogliście przeczytać prawie dwa lata temu TUTAJ - znajdziecie tam wszystkie szczegóły dotyczące tego mazidła oraz omówienie INCI. Analizy składów całej serii znajdziecie TUTAJ, Inną moją prywatną perełką z tej serii jest emulsja (więcej TUTAJ). 


Minęły dwa lata, a ja nadal wracam do niego karnie przy każdym problemie. Przesuszenia, suche skórki na nosie, czole czy policzkach? Nie ma sprawy, po kilku dniach nie ma śladu ;). Wysyp po nowym kremie/serum? Pokornie odstawiam winowajcę i łapię za tego umiarkowanego tłuściocha, a po około dwóch tygodniach znów mogę cieszyć się gładkim licem. Śmiało mogę powiedzieć, że w całej mojej świadomej pielęgnacji twarzy (a trwa to już ponad 7 lat) trafiłam na wiele wspaniałych i godnych uwagi kremów, ale ten jest moim absolutnym ulubieńcem. Miesiąc przed ślubem nie zamierzam używać niczego innego :D.

Świetnie współgra z makijażem, odżywia i wygładza cerę bez zapychania niezależnie od pory roku ;). Przetestowałam go chyba we wszystkich możliwych konfiguracjach i za każdym razem efekty są mega ;). Gdybym już na siłę szukała jakiegoś maleńkiego minusa, to mógłby mieć jeszcze SPF na poziomie 10-20 - wtedy, poza okresami kwaszenia, nie potrzebowałabym większej ochrony przeciwsłonecznej ;).

Opakowanie airless pozwala na higieniczną aplikację w każdych warunkach ;). Krem ten po raz kolejny udowadnia, że nie zawsze trzeba się kurczowo trzymać sugestii producentów odnośnie zastosowania kosmetyku - krem pod oczy bez problemu sprawdzi się na całej twarzy i odwrotnie ;). 

W czasie moich kosmetycznych podróży po nowościach powoli układam moją żelazną kosmetyczkę - zestaw produktów pielęgnacyjnych, które sprawdzają się zawsze ;). Wiem jednak, że z czasem preferencje mojej skóry mogą się zmienić i coś może jej nie spasować. 

Niemniej jednak bardzo mnie ciekawi, czy macie takie produkty, które możecie polecić w ciemno. Chętnie je poznam i może wdrożę do testowej listy ;).

Atopy tolerance, Emulsja do mycia ciała i włosów z ekstraktem z kory brzozy, nawilżająca, do skóry atopowej - perełka dla wrażliwców



Nie jestem atopowcem, jednak kosmetyki dla takich skór są mi bliskie z powodu wymagań skóry mojego ciała. Sucha, skłonna do podrażnień i fochów z byle powodu oraz "pobłogosławiona" sowicie odziedziczonym po rodzicach rogowaceniem okołomieszkowym potrafi ostro dać mi w kość. Pewnie niejeden raz mieliście okazję tutaj czytać, że cały tłuszcz na moim ciele wydziela się na twarzy (cerę dla odmiany mam tłustą, żeby nie było nudno ;)). 

Nie do końca zwracam uwagę na skład produktów wykorzystywanych do mycia ciała, ponieważ pieczołowicie kremuję się i balsamuję zarówno rano, jak i wieczorem. Dzięki temu ewentualny negatywny wpływ mocnych detergentów redukuję do prawie zera ;). Temperatury poszły jednak w górę, przez co musiałam przerzucić się na lżejsze kremy do ciała, a ja łaskawym okiem spojrzałam na Emulsję do mycia ciała i włosów z ekstraktem z kory brzozy z linii Atopy Tolerance produkowaną przez Elfa Pharm. O tej serii pisałam Wam już co nie co w przeszłości:


Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu (recenzja-KLIK!)


Emulsja zapakowana jest w ładną, sztywną białą buteleczkę z bezawaryjną pompką (nie zacina się ani nie zapycha), która dozuje ilość produktu wystarczającą do umycia obszaru np. całego tułowia. Same etykiety kojarzą mi się dość aptecznie i wzbudzają zaufanie, a dodatkowo są trwałe i nie odklejają się pod wpływem wilgoci. 

500ml emulsji kosztuje od 20 do 25zł, w zależności od miejsca (dostępna na stronie producenta oraz w aptekach, także na doz.pl). Porównując z cenami innych produktów przeznaczonych do skór atopowych - nie jest wygórowana.

Skład prezentuje się następująco:


Bazą tej emulsji jest mieszanka łagodnych detergentów (nie znajdziemy w nim detergentów siarczanowych pokroju SLES) wzbogaconych modyfikowanym hydrolizatem skrobiowym, propanediolem, mocznikiem, pantenolem, hialuronianem sodu i glikolami: kaprylowym i dipropylenowym (nawilżacze-humektanty). Całość domykają modyfikowane estry pochodzące z masła babassu, emolienty syntetyczne, dwa filmformery (kopolimer oraz polyquaterium), ekstrakty z brzozy oraz trędownika i dwa niekontrowersyjne konserwanty. Nie zawiera kompozycji zapachowej ani barwników.

Skład wygląda naprawdę zacnie i delikatnie, a zrezygnowanie ze składników najczęściej uczulających (czyli zapachów, barwników i agresywno-kontrowersyjnych konserwantów) można policzyć tylko jako dodatkowy plus. 

Emulsja ma konsystencję wodno-żelową (ale nie wodnistą) i lekko mleczny kolor. Praktycznie niewyczuwalny, mydlano-kwaśny zapach jest wyczuwalny jedynie wtedy, gdy praktycznie wsadzimy nos w produkt ;).


Emulsję stosowałam jako produkt do mycia ciała i twarzy. Przyznaję, że nie wykorzystałam jej do mycia włosów - moje trudne do domycia niskopory raczej by jej nie polubiły, chociaż skóra głowy pewnie piałaby z zachwytu ;). Wielbiciele delikatnych myjadeł do włosów powinni mieć ją jednak na uwadze ;).

Ładnie usuwa zanieczyszczenia i daje uczucie świeżości jednocześnie nie zdzierając płaszcza hydrolipidowego aż do "nagiej" skóry. Skóra po użyciu nie jest tłusta, ale jednocześnie nie woła od razu o jakieś tłuste bądź nawilżające smarowidło. Ba, w sytuacjach podbramkowych zdarzało mi się nie pokremować skóry po myciu i nic złego się nie działo. Skóra nie jęczała i nie strzelała focha, którego efektem jest zwykle u mnie nieładne łuszczenie na łydkach i przedramionach. Myślę, że latem będę ją stosować do porannego prysznica solo ;).

Twarz również była oczyszczona, ale jednocześnie nie wysuszona na wiór po aplikacji. W żaden sposób nie wpłynęła na ilość moich zmian trądzikowych - wyprysków ani nie ubyło, ani nie przybyło ;). Daję mu więc etykietę wartego uwagi produktu wielofunkcyjnego.

Emulsja całkiem nieźle się pieni, dzięki czemu nie trzeba wylać połowy butelki aby domyć skórę. Jej wydajność jest naprawdę niezła ;). Okazuje się, że można wyprodukować kosmetyk myjący bazujący na delikatnych detergentach, który nie ma konsystencji wody i się pieni (uwaga do komentarzy pod TYM postem), a jednocześnie posiada wszystkie zalety związane ze składem. 

Uważam, że ta emulsja jest wartym rozważenia rozwiązaniem dla atopowców, zarówno ze względu na skład jak i cenę. To już druga moja perełka z tej linii (obok Kremu-emolientu barierowego na powieki i wokół oczu: recenzja KLIK!), więc z ciekawością zabiorę się za kolejne produkty ;).

Czy sucha bądź atopowa skóra jest także Waszą zmorą? Jak sobie radzicie z takimi problemami?

Kosmetyczne hity i kity 2016 roku!



Wydaje mi się, że na ten post podsumowujący czekaliście najbardziej ;). W zeszłym roku zrecenzowałam wiele kosmetyków, które w skrócie można zakwalifikować do trzech kategorii: hity, średniaki i kity. Z racji, że dwie skrajne grupy budzą zwykle najwięcej emocji to właśnie na nich dziś się skupię.

Na szczęście okazało się, że hity dominują nad kitami, więc kosmetycznie mogę zaliczyć rok 2016 na plus ;). Poniżej znajdziecie zestawienie produktów, które mnie zachwyciły, a pod koniec posta poczytacie o bublach, które do mnie trafiły. Każdy z kosmetyków opatrzony jest krótkim komentarzem oraz linkiem do pełnej recenzji. Zaczynamy!

Hity:


Maska Kallos Caviar - emolientowy produkt ze stajni Kallosów, który absolutnie skradł mi serce. Wielbicielką tych wielkich i tanich masek jestem od dawna, ale nawet wśród nich mogę wyróżnić produkty dobre, bardzo dobre i wspaniałe. Ta maska ewidentnie należy do tej ostatniej grupy ;). Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Dr Sante, Macadamia Hair Mask (Maska Odbudowa i ochrona z olejem makadamia i keratyną) - solidna bomba proteinowa dla włosów potrzebujących tego typu dopieszczenia. Gęsta konsystencja zapewnia sporą wydajność, cena kusi, a efekty działania - boskie. Pełna recenzja dostępna jest TUTAJ.


Dr Sante Maska Keratin - jeśli poprzedniczka była proteinową bombą, to tutaj mamy proteinowy ładunek termojądrowy ;). Moim proteinolubnym włosom bardzo przypadła do gustu, jednak tym, którzy mają włosy bardziej wrażliwe na te składniki zalecam ostrożność. Recenzja - TUTAJ.


Maska Kallos Keratin - tym razem zachwycił mnie produkt "małoproteinowy". Wielka pojemność, niska cena i fajny efekt - nadal jestem fanką produktów Kallos i niewiele wskazuje na to, żeby coś się zmieniło w tej kwestii. Przede mną testy szamponu (tylko za Chiny Ludowe nie mogę zdecydować się na wersję xD). Recenzję przeczytacie TUTAJ.


Maska Kallos Banana - dość lekki, a zarazem emolientowy produkt o przecudnym, bananowym zapachu. Chyba mogę się już nazwać "Kallosomaniaczką"? ;) Pełna opinia - TUTAJ.


O'Herbal, Odżywka do włosów przetłuszczających się z ekstraktem z mięty - świetny produkt do stosowania zarówno na długość włosów jak i na skalp. Odświeża, ujarzmia, łagodzi i odżywia, a do tego ma wielkie opakowanie w przystępnej cenie. Recenzja - TUTAJ.


OleoKremy BIOVAX L'biotica - dają super efekt na włosach już przy zastosowaniu minimalnej ilości, pięknie pachną i można je kupić w zasadzie wszędzie. Przyznaję, że mój pierwszy konkretniejszy kontakt z Biovaxami zapisuję na plus ;). Recenzję porównawczą znajdziecie TUTAJ.


Joanna Seria Hypoalergiczna, Szampon - przecudowny zdzierak idealny dla włosów trudnych do domycia. Mimo swojego zachwytu jego działaniem mam jednak sporo wątpliwości, czy jest on rzeczywiście takich "hypoalergiczny", jak deklaruje producent. Recenzję przeczytacie TUTAJ.


Alberto Balsam, Szampon Sun Kissed Raspberry - tani i dość dobrze dostępny (głównie w Tesco) szampon, który wprawdzie zawiera filmformery, ale moje włosy myje "jak szatan". Do jego zakupu przekonały mnie dobre doświadczenia z balsamami tej firmy. Recenzja TUTAJ. 


Alterra, Olejek do włosów suchych i łamliwych  
- ta mieszanka olei chodziła za mną już od dawna. Moje włosy pokochały ten produkt, jednak nie sposób wspomnieć, że jego cena w porównaniu do objętości jest wysoka. Pełną recenzję przeczytacie TUTAJ.


Wellness&Beauty, Lawendowy olejek do kąpieli - kolejny kosmetyk, którego używałam niezgodnie z przeznaczeniem ;). Po pierwszym zastosowaniu go na włosy byłam tak zadowolona, że więcej nie wlałam go do wanny xD. Recenzję znajdziecie TUTAJ.


Isana Mademoiselle Raspberry, Balsam do ciała Malina - kolejny produkt wielofunkcyjny w moim zestawieniu ;). Świetnie sprawdza się zarówno do ciała jak i stosowany do kremowania włosów. Pełny opis jego właściwości znajdziecie TUTAJ.


Dove Silk Glow Odżywczy żel pod prysznic - marka Dove kojarzy się z drogeryjnymi składami, bazującymi na mocnych detergentach. Tutaj spotkała mnie duża, miła niespodzianka - w tym produkcie nie znajdziemy żadnych siarczanowych detergenów ;). Pełną opinię o tym produkcie znajdziecie TUTAJ. 


Marion, 14-dniowa terapia wzmacniająca do włosów - nieszczególnie przepadam za wszelkiego rodzaju ampułkami, ale te zaskoczyły mnie bardzo przyjemnie efektem. Tyle, że nie zużyłam ich w 14 dni, ale o tym przeczytacie w recenzji TUTAJ.


Kaminomoto Hair Growth Accelerator II
Kaminomoto Hair Growth Tonic II 

Obie wcierki Kaminomoto przypadły mi do gustu i teraz żałuję, że tak późno je przetestowałam ;). Szkoda jedynie, że kosztują naprawdę słono. Recenzje toników możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.


Himalaya Herbals Purifying Neem Cleansing Astringent Toner (Tonik oczyszczająco-ściągający) - wielofunkcyjne cudo! Wykorzystywałam go jako wcierkę oraz "kompres" (przy wykorzystaniu maseczek bawełnianych). W obu podejściach uzyskałam zacne efekty, o których możecie przeczytać TUTAJ.

Isana Young, Żel do mycia twarzy i demakijażu oczu - sprawdził się u mnie świetnie, jednak trochę razi mnie sygnowanie go jako produktu do cer wrażliwych. Etanol i chlorek sodu - z tymi składnikami wrażliwcy z całą pewnością się nie lubią. Dobry, wydajny, tani i łatwo dostępny. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.


Avena Vital Care Żel oczyszczający - delikatny, a jednocześnie skuteczny produkt przeznaczony do mycia cer wrażliwych. Dodajmy do tego szatańską wydajność i mamy produkt wart szczególnej uwagi ;). Opinia - TUTAJ.


Intimea, Emulsja hypoalergiczna do higieny intymnej (wersja różowa) - jeden z wielu multifunkcyjnych kosmetyków, któremu mogłabym śpiewać pieśni pochwalne. Świetnie sprawdza się do mycia zarówno twarzy jak i całego ciała. Sądzę też, że wielu posiadaczy wrażliwego skalpu będzie zadowolonych przy wykorzystaniu tej emulsji do włosów. Niska cena, ładny skład, dobra dostępność - czego chcieć więcej? Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.


Garnier, Płyn micelarny do cery wrażliwej - kupiłam go za Waszymi namowami i powiem tyle - dziękuję! Wielka butla w niskiej cenie (często można go nawet dostać w dwupakach w Biedronce) zawiera produkt, który radzi sobie z usuwaniem makijażu, nie podrażnia, nie pozostawia lepkiej warstwy ani nie powoduje wysypów niedoskonałości. Recenzja - TUTAJ.


Ziaja Ulga, Płyn micelarny do skóry wrażliwej - płynów micelarnych zużywam hektolitry, więc testuję ich także sporo. Egzemplarz od Ziaji bardzo mile mnie zaskoczył - recenzja TUTAJ.


AA Hydroalgi różowe, Skóra wrażliwa i skłonna do alergii, Płyn micelarny - kolejny dobry micel w niewygórowanej cenie, który dodatkowo jest całkiem nieźle dostępny (Rossmann). Myślę, że wrócę do niego w przyszłości - jeśli nie zostanie wycofany, jak wszystko co dobre... Recenzja - TUTAJ.


Bioselect, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy - świetny produkt pod oczy, który trafił do mnie "znikąd" (nie słyszałam nigdy wcześniej o tej marce). I dobrze, że tak się stało, bo to jeden z najlepszych kremów pod oczy jakie miałam. Opinia - TUTAJ.


Miya Cosmetics, myWONDERBALM Hello Yellow - konkretny zachwyt zarówno pod względem działania jak i obsługi. Do uwielbienia brakowało mi tylko dodatku filtrów przeciwsłonecznych. Recenzja - TUTAJ.


Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu
- oto i krem, który wzbudził w mojej skórze zimowy zachwyt ;). Bardzo szybko zaczęłam go stosować na całej twarzy i śmiało mogę go nazwać hitem zimy 2016/2017. Zobaczymy jak sprawdzi się wiosną ;). Recenzję (a w zasadzie pean pochwalny ;)) znajdziecie TUTAJ.


Bioselect, Ujędrniające serum do twarzy i szyi - serum Bioselect również zrobiło na mnie świetne wrażenie. Dopracowane opakowanie, świetne działanie i należyte wchłanianie - ma wszystko, czego oczekuję od produktu tego typu. Recenzja - TUTAJ.


Purederm, Oczyszczający i regenerujący peeling enzymatyczny - godny następca nieodżałowanego peelingu od Apis Cosmetics, któremu zmieniono skład na dużo gorszy. Polecam każdemu ;). Obecnie drżę na samą myśl o tym, że jeszcze w nim mogliby coś pomieszać. Recenzja - TUTAJ.


Casyopea, Maska do ciała z błotem z Morza Martwego - jak dla mnie absolutny hit zarówno na twarz (cudny efekt oczyszczenia dla problemowej, zanieczyszczonej cery) oraz ciało (wygrywa z moim rogowaceniem okołomieszkowym). Tutaj wersja już "rozmieszana" z wodą, ale dla swoich potrzeb możecie takowe błotko kupić z innej firmy w formie wysuszonej. Recenzja - TUTAJ.


Pierre Rene Professional, Royal Mat Lipstick i lakier Monroe Red - dwaj przedstawiciele kosmetyków do makijażu. Te czerwienie królowały u mnie w święta i królują nadal ;). Recenzję znajdziecie TUTAJ.
 

Elizabeth Arden Green Tea - perfumy i wszelkie zapachy zwykle mnie męczyły, ale ten egzemplarz to cudo nad cudami i na dodatek w niskiej cenie ;). Recenzja - TUTAJ. 

Kity:


Marion, Golden Skin Care, Serum Hialuronowe Nawilżenie- za Chiny Ludowe nie dopatrzyłam się jego działania na mojej skórze. Krzywdy mi nie zrobiło, ale równie dobrze mogłabym niczego nie stosować -.-. Pełna recenzja - TUTAJ.


Ziaja Liście Manuka, Żel myjący normalizujący - za mocny nawet dla mojej pancernej skóry (a możecie mi wierzyć, naprawdę dużo potrafi znieść bez burczenia). Nawet niska cena i funkcjonalne opakowanie nie tuszuje mojego zawodu. Recenzja - TUTAJ.



Biotebal, szampon i odżywka - długo zastanawiałam się, czy umieścić je w kosmetycznych kitach minionego roku. Krzywdy mi nie zrobiły, jednak po tej marce i tak szeroko reklamowanych produktach spodziewałam się chociaż minimalnego, deklarowanego efektu. Dostałam natomiast szampon, który włosów nie domywał i odżywkę, która ma ograniczyć wypadanie, a producent nic nie mówi o jej wcieraniu w skórę głowy (a i skład do takiego wcierania nie zachęca) xD. Podwójną recenzję znajdziecie TUTAJ.


Pro Formula World's Garden Linden, Szampon do włosów przetłuszczających się - kolejny szampon, który nijak nie mył moich włosów. A szkoda, bo jego cudny zapach do dziś śni mi się po nocach... . Recenzja - TUTAJ.


Barwa Naturalna, Szampon z żurawiną - kolejny szampon oparty na mocnych detergentach, któremu nie udało się domyć moich włosów. Czemu się tak stało - nie wiem. Widocznie po raz kolejny włosowa praktyka pokonała teorię. Recenzja - TUTAJ.


Schauma Nectar Nutrition (Odżywczy Nektar), Odżywka-nektar - ciężko było mi nawet ocenić działanie tego produktu, ponieważ domycie włosów po jego użyciu graniczyło z cudem. Recenzję znajdziecie TUTAJ.

Bania Agafii, Odmładzająca maska do twarzy z białą glinką 
- mogę ją nazwać produktem "widmo": nakładam, a efektów działania próżno szukać. Oddaję jej jednak sprawiedliwość - nie zrobiła mi krzywdy. Recenzja dostępna jest TUTAJ.


Himalaya Herbals, Żel oczyszczający do mycia twarzy z Neem (Purifying Neem Face Wash) - ten żel również nie zrobił mi krzywdy, ale też w żaden sposób nie oczyszczał mojej skóry. Ba, zostawiał na niej śliską warstewkę, której bardzo nie lubię. Pełna opinia - TUTAJ. 


Isana Young, Active Clear, Anti Pickel Serum (Serum przeciw wypryskom do cery tłustej i zanieczyszczonej) - serum nijak nie spełnia swojej deklarowanej roli. Jego wpływ na zmiany trądzikowe jest... żaden xD. Dobrze, że chociaż nie spowodowało u mnie powstawania nowych. Recenzja - TUTAJ.

Jak wygląda Wasz prywatny ranking kosmetyczny? Może pokrywa się choć w części z moim? ;)

Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu - hit pielęgnacyjny!



Bardzo długo unikałam kremów, których składy kojarzyły mi się zbyt "tłusto". Do pewnego momentu życia po prostu były mi niepotrzebne - skóra w miarę radziła sobie ze wszystkim bez dodatkowych dawek emolientów. Przyszła jednak kryska na Matyska - moja skóra z czasem zaczęła reagować na wiatr i chłód zaczerwienieniem oraz drobnym, delikatnym łuszczeniem (szczególnie na nosie i w jego okolicach), które dodatkowo bywały potęgowane przez moją kurację kwasową (o niej dokładnie napiszę już wkrótce ;)). Każdy, kto kiedykolwiek próbował ukryć łuszczący się kinol pod czymkolwiek (w domyśle - pod tapetą xD) wie, jaka to syzyfowa praca. Początek sezonu grzewczego złożył się w czasie ze spotkaniem blogerek związanym z pięcioleciem istnienia Elfy Pharm. Przyniosłam z niego kilka kosmetyków z serii Atopy Tolerance, których składy opisywałam Wam TUTAJ. 

Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu zainteresował mnie od razu. Początkowo (przez jakiś tydzień) stosowałam go tylko w deklarowanym rejonie, a potem już na całość (twarz + szyja + dekolt). W skrócie powiem Wam tyle - znalazłam perełkę jak rzadko ;). Zobaczcie!


Krem zapakowany jest w buteleczkę typu airless. Takie rozwiązania lubię szczególnie - dzięki niemu aplikacja jest bardzo higieniczna, jednak nie pozwala na wizualne śledzenie ubytku produktu. 2 pompki wystarczą na pokrycie twarzy, szyi i dekoltu - za wydajność daję więc plusa ;). Opakowaniom nie można odmówić urody - stonowane, przemyślane barwy i czytelne napisy tworzą miłą dla oka i funkcjonalną całość ;).

30ml kremu kosztuje 24,99zł.

Skład:


Jest emolientowo, humektantowo i bogato. Emolienty syntetyczne, masło shea i olej z nasion bawełny zostały sowicie doprawione mocznikiem (3. miejsce w składzie!), gliceryną i propanediolem (humektanty - nawilżacze). Dalej znajdziemy trójglicerydy - na moją skórę do tej pory oddziaływały komedogennie, ale w tej formulacji nie dają takiego efektu (myślę, że jest to zasługa mocznika lub mojej kuracji kwasowej - albo jednego i drugiego). Zawiera również hialuronian sodu, pantenol, glikol dipropylenowy, alantoinę (humektanty-nawilżacze) oraz ekstrakty z chabru (bławatka) i brzozy. Niewielkie ilości konserwantów oraz silikonu dopełniają całości.

Skład jak najbardziej sugeruje, że jest to produkt przeznaczony dla atopowców i posiadaczy skóry wrażliwej. Na uwagę zasługuje duża dawka emolientów (naturalnych i syntetycznych) i mocznika (w większych stężeniach reguluje proces keratynizacji naskórka) oraz brak kompozycji zapachowej. Może się podobać ;).

Krem ma białą barwę i jest dość gęsty, natomiast zapachu, mimo prób, nie zarejestrowałam ;).


Krem nakładam rano po umyciu twarzy lub wieczorem, około 20-30 minut po nałożeniu preparatów kwasowych. Zaskoczył mnie wchłanianiem - spodziewałam się tłustej warstwy utrzymującej się długo lub ciągle, a dostałam krem szybkie wchłanianie do pudrowego matu ;). Po aplikacji skóra jest wygładzona, nawilżona i delikatnie napięta. Traktuję nim także usta - tutaj także powstrzymał objawy przesuszenia.

Makijaż (krem BB + korektor) trzyma się na nim dobrze, a po zmatowieniu skrobią ziemniaczaną moja tłusta cera nie świeci się przez cały dzień. Od czasu jego stosowania moja tłusta cera produkuje zauważalnie mniej sebum (ot, ograniczenie wpływu czynników zewnętrznych + uzupełnienie warstwy lipidowej zadziałało ;)).

Dzięki temu kremowi moja skóra bardzo dobrze znosi zimę oraz ogrzewanie. Żadnych suchych skórek czy zaczerwienienia nie zanotowałam, podobnie zresztą jak wysypu jakichkolwiek niedoskonałości. Możliwe, że jest to zasługa kwasów - sprawdzę to jednak dokładnie na wiosnę, gdy je odstawię. D

Przyznam się Wam, że krem ten w połączeniu z resztą pielęgnacji daje tak zacny efekt, że (nie licząc większych wyjść) korzystam tylko z korektora pod oczy. Nie mam obecnie w zasadzie nic innego do ukrycia ;). 

Obecnie kusi mnie lipidowy krem barierowy z tej samej serii - niech ja go tylko dorwę gdzieś stacjonarnie :D. Myślę, że atopowcy i wrażliwcy mają kolejną świetną linie dla siebie ;).

Mieliście już styczność z tymi kosmetykami? A może Was kuszą? ;)

Vis Plantis Atopy Tolerance - nowa seria dla skóry atopowej, wrażliwej i suchej: analizy składów + rozwiązanie konkursu ;)



Uwielbiam wyszukiwać dla Was nowości (te mniej jak i te bardziej popularne) i grzebać w ich składach. Znów mam ku temu okazję ;). W ostatnią sobotę miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu blogerek zorganizowanym z okazji pięciolecia firmy Elfa Pharm. Nie mogłam przejść obojętnie obok ich nowej serii przeznaczonej dla skóry atopowej, wrażliwej i suchej - Atopy Tolerance. 3 z 4 kosmetyków z tej serii zabrałam do domu (i nie tylko one wybrały się ze mną do domu - co można zauważyć na załączonym obrazku xD).


Wspomagając się stroną internetową ElfaPharm (skąd pochodzi część zdjęć) przestawię Wam jednak składy całej linii. Kosmetyki Atopy Tolerance są już dostępne w internetowym sklepie Elfa Pharm, a na dniach pojawią się stacjonarnie ;). Wielu z Was, także tych nie znających problemów skór atopowych i wrażliwych pewnie się nimi zainteresuje w kontekście zimowych szaleństw na stokach i związanej z nimi ochrony skóry.



Skład: 

AQUA, UREA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE*, GLYCERIN*, ISOSTEARYL ISOSTEARATE*, CETEARYL ALCOHOL*, ISOPROPYL PALMITATE, GLYCERYL STEARATE*, DIPROPYLENE GLYCOL, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER*, SODIUM STEAROYL GLUTAMATE*, BETULA ALBA BARK EXTRACT*, SCROPHULARIA NODOSA EXTRACT*, GOSSYPIUM HERBACEUM SEED OIL*, MALTOOLIGOSYL GLUCOSIDE/HYDROGENATED STARCH HYDROLYSATE*, TOCOPHERYL ACETATE, PANTHENOL, SODIUM HYALURONATE*, ALLANTOIN, PHENOXYETHANOL, DIMETHICONE, SODIUM POLYACRYLATE, CAPRYLYL GLYCOL, DISODIUM EDTA 

*składniki pochodzenia naturalnego 

Mocno emolientowy produkt z dużą zawartością mocznika (już na drugim miejscu w INCI!), trójglicerydów, gliceryny, emolientów syntetycznych, masła shea oraz ekstraktów z: brzozy, trędownika oraz oleju z nasion bawełny i hydrolizatu skrobiowego. Całość doprawiona jest witaminą E, pantenolem, hialuronianem sodu, alantoiną, śladową ilością silikonu oraz dwoma konserwantami. Nie zawiera parabenów, barwników i kompozycji zapachowej.

Ten kosmetyk spełnia wymagania stawiane balsamom dla skór wrażliwych i atopowych. Niewielka ilość składników roślinnych obniża prawdopodobieństwo wystąpienia reakcji niepożądanych, humektanty nawilżają, a emolienty tworzą ochronną warstwę na powierzchni skóry. Myślę, że to dobra alternatywa dla drogeryjnych marek.

500ml tego balsamu kosztuje w internetowym sklepie producenta 29,99zł. 



Skład:


Ponownie mamy do czynienia z mocno emolientowym produktem. Mocznik ponownie znajdziemy wysoko w składzie, jednak ustąpił on pierwszeństwa emolientowi syntetycznemu. Gliceryna, propanediol, alantoina, hialuronian sudu i pantenol odpowiadają za nawilżenie, a masło shea, trójglicerydy i olej z nasion bawełny wraz z emolientami syntetycznymi natłuszają i chronią delikatną skórę okolic oczu przed wpływem czynników zewnętrznych. Znajdziemy w nim także ekstrakty z: bławatka, brzozy i trędownika. Krem zawiera także śladową ilość silikonu oraz konserwanty (bez parabenów). Nie znajdziemy w nim kompozycji zapachowej.

Już niedługo się do tego dobiorę :D. Słyszałam już opinie, że znacząco napina skórę okolic oczu - nie mogę się doczekać testów ;).

30ml kremu kosztuje 19zł na stronie producenta.

Vis Plantis Atopy Tolerance, Lipidowy krem barierowy


Skład:


Także i w tym kremie znajdziemy sporo mocznika, jednak tym razem ustępuje on miejsca tytułowym lipidom, czyli trójglicerydom. Dalej znajdziemy mieszankę emolientów syntetycznych i naturalnych (masło shea, olej z nasion bawełny) z humektantami (nawilżaczami: gliceryną, glikolem dipropylenowym, hialuronianem sodu, pantenolem) oraz ekstraktami (z brzozy i trędownika). Zawiera konserwanty (bez parabenów), nie znajdziemy w nim natomiast kompozycji zapachowej ani barwników.

Krem sprawdzi się w newralgicznych miejscach - kolana, łokcie, dłonie, stopy czy nawet twarz, gdzie skóra jest szczególnie sucha lub łuszcząca się. Sama zamierzam nim smarować nogi i ręce w okresie zimowym, czyli już na dniach.

150ml kremu kosztuje 26zł na stronie producenta.



Skład:


Emulsja bazuje na delikatnych, amfoterycznych i niejonowych substancjach powierzchniowo czynnych. Wysoko w składzie znajdziemy hydrolizat skrobiowy, propanediol, mocznik, pantenol i hialuronian sodu (humektakty). Zawiera estry z oleju babassu, ekstrakty z brzozy i trędownika oraz kopolimer (filmformer). Całość zamykają konserwanty (bez parabenów). Nie znajdziemy w niej kompozycji zapachowej ani barwników. 

Z wielką ciekawością przetestuję ją w czasie kąpieli. Może nawet umyję nią włosy, chociaż wydaje mi się, że tak delikatny skład nie poradzi sobie z moimi podatnymi na obciążenie włosami ;). Powinny się nią zainteresować te osoby, którym mycie skóry produktami z SLES średnio służy.

500ml emulsji kosztuje na stronie producenta 19zł.

Jak się Wam podoba nowa linia kosmetyków Vis Plantis produkowanych przez Elfa Pharm? Mnie osobiście urzekła ;).

Nadszedł czas na rozwiązanie blogowego konkursu, w którym dwie osoby zgarniają po 3 dowolnie wybrane kosmetyki marki Elfa Pharm (możecie śmiało wybrać coś z linii Atopy Tolerance, a pełną ofertę znajdziecie TUTAJ ;)). Są to:

Kasia W
Blondynka

Gratuluję serdecznie, dziś napiszę do Was maile! 

Niedługo na blogu ruszy kolejny konkurs - bądźcie czujni ;)

loading...