Kosmetyczne hity i kity 2016 roku!



Wydaje mi się, że na ten post podsumowujący czekaliście najbardziej ;). W zeszłym roku zrecenzowałam wiele kosmetyków, które w skrócie można zakwalifikować do trzech kategorii: hity, średniaki i kity. Z racji, że dwie skrajne grupy budzą zwykle najwięcej emocji to właśnie na nich dziś się skupię.

Na szczęście okazało się, że hity dominują nad kitami, więc kosmetycznie mogę zaliczyć rok 2016 na plus ;). Poniżej znajdziecie zestawienie produktów, które mnie zachwyciły, a pod koniec posta poczytacie o bublach, które do mnie trafiły. Każdy z kosmetyków opatrzony jest krótkim komentarzem oraz linkiem do pełnej recenzji. Zaczynamy!

Hity:


Maska Kallos Caviar - emolientowy produkt ze stajni Kallosów, który absolutnie skradł mi serce. Wielbicielką tych wielkich i tanich masek jestem od dawna, ale nawet wśród nich mogę wyróżnić produkty dobre, bardzo dobre i wspaniałe. Ta maska ewidentnie należy do tej ostatniej grupy ;). Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Dr Sante, Macadamia Hair Mask (Maska Odbudowa i ochrona z olejem makadamia i keratyną) - solidna bomba proteinowa dla włosów potrzebujących tego typu dopieszczenia. Gęsta konsystencja zapewnia sporą wydajność, cena kusi, a efekty działania - boskie. Pełna recenzja dostępna jest TUTAJ.


Dr Sante Maska Keratin - jeśli poprzedniczka była proteinową bombą, to tutaj mamy proteinowy ładunek termojądrowy ;). Moim proteinolubnym włosom bardzo przypadła do gustu, jednak tym, którzy mają włosy bardziej wrażliwe na te składniki zalecam ostrożność. Recenzja - TUTAJ.


Maska Kallos Keratin - tym razem zachwycił mnie produkt "małoproteinowy". Wielka pojemność, niska cena i fajny efekt - nadal jestem fanką produktów Kallos i niewiele wskazuje na to, żeby coś się zmieniło w tej kwestii. Przede mną testy szamponu (tylko za Chiny Ludowe nie mogę zdecydować się na wersję xD). Recenzję przeczytacie TUTAJ.


Maska Kallos Banana - dość lekki, a zarazem emolientowy produkt o przecudnym, bananowym zapachu. Chyba mogę się już nazwać "Kallosomaniaczką"? ;) Pełna opinia - TUTAJ.


O'Herbal, Odżywka do włosów przetłuszczających się z ekstraktem z mięty - świetny produkt do stosowania zarówno na długość włosów jak i na skalp. Odświeża, ujarzmia, łagodzi i odżywia, a do tego ma wielkie opakowanie w przystępnej cenie. Recenzja - TUTAJ.


OleoKremy BIOVAX L'biotica - dają super efekt na włosach już przy zastosowaniu minimalnej ilości, pięknie pachną i można je kupić w zasadzie wszędzie. Przyznaję, że mój pierwszy konkretniejszy kontakt z Biovaxami zapisuję na plus ;). Recenzję porównawczą znajdziecie TUTAJ.


Joanna Seria Hypoalergiczna, Szampon - przecudowny zdzierak idealny dla włosów trudnych do domycia. Mimo swojego zachwytu jego działaniem mam jednak sporo wątpliwości, czy jest on rzeczywiście takich "hypoalergiczny", jak deklaruje producent. Recenzję przeczytacie TUTAJ.


Alberto Balsam, Szampon Sun Kissed Raspberry - tani i dość dobrze dostępny (głównie w Tesco) szampon, który wprawdzie zawiera filmformery, ale moje włosy myje "jak szatan". Do jego zakupu przekonały mnie dobre doświadczenia z balsamami tej firmy. Recenzja TUTAJ. 


Alterra, Olejek do włosów suchych i łamliwych  
- ta mieszanka olei chodziła za mną już od dawna. Moje włosy pokochały ten produkt, jednak nie sposób wspomnieć, że jego cena w porównaniu do objętości jest wysoka. Pełną recenzję przeczytacie TUTAJ.


Wellness&Beauty, Lawendowy olejek do kąpieli - kolejny kosmetyk, którego używałam niezgodnie z przeznaczeniem ;). Po pierwszym zastosowaniu go na włosy byłam tak zadowolona, że więcej nie wlałam go do wanny xD. Recenzję znajdziecie TUTAJ.


Isana Mademoiselle Raspberry, Balsam do ciała Malina - kolejny produkt wielofunkcyjny w moim zestawieniu ;). Świetnie sprawdza się zarówno do ciała jak i stosowany do kremowania włosów. Pełny opis jego właściwości znajdziecie TUTAJ.


Dove Silk Glow Odżywczy żel pod prysznic - marka Dove kojarzy się z drogeryjnymi składami, bazującymi na mocnych detergentach. Tutaj spotkała mnie duża, miła niespodzianka - w tym produkcie nie znajdziemy żadnych siarczanowych detergenów ;). Pełną opinię o tym produkcie znajdziecie TUTAJ. 


Marion, 14-dniowa terapia wzmacniająca do włosów - nieszczególnie przepadam za wszelkiego rodzaju ampułkami, ale te zaskoczyły mnie bardzo przyjemnie efektem. Tyle, że nie zużyłam ich w 14 dni, ale o tym przeczytacie w recenzji TUTAJ.


Kaminomoto Hair Growth Accelerator II
Kaminomoto Hair Growth Tonic II 

Obie wcierki Kaminomoto przypadły mi do gustu i teraz żałuję, że tak późno je przetestowałam ;). Szkoda jedynie, że kosztują naprawdę słono. Recenzje toników możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.


Himalaya Herbals Purifying Neem Cleansing Astringent Toner (Tonik oczyszczająco-ściągający) - wielofunkcyjne cudo! Wykorzystywałam go jako wcierkę oraz "kompres" (przy wykorzystaniu maseczek bawełnianych). W obu podejściach uzyskałam zacne efekty, o których możecie przeczytać TUTAJ.

Isana Young, Żel do mycia twarzy i demakijażu oczu - sprawdził się u mnie świetnie, jednak trochę razi mnie sygnowanie go jako produktu do cer wrażliwych. Etanol i chlorek sodu - z tymi składnikami wrażliwcy z całą pewnością się nie lubią. Dobry, wydajny, tani i łatwo dostępny. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.


Avena Vital Care Żel oczyszczający - delikatny, a jednocześnie skuteczny produkt przeznaczony do mycia cer wrażliwych. Dodajmy do tego szatańską wydajność i mamy produkt wart szczególnej uwagi ;). Opinia - TUTAJ.


Intimea, Emulsja hypoalergiczna do higieny intymnej (wersja różowa) - jeden z wielu multifunkcyjnych kosmetyków, któremu mogłabym śpiewać pieśni pochwalne. Świetnie sprawdza się do mycia zarówno twarzy jak i całego ciała. Sądzę też, że wielu posiadaczy wrażliwego skalpu będzie zadowolonych przy wykorzystaniu tej emulsji do włosów. Niska cena, ładny skład, dobra dostępność - czego chcieć więcej? Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ.


Garnier, Płyn micelarny do cery wrażliwej - kupiłam go za Waszymi namowami i powiem tyle - dziękuję! Wielka butla w niskiej cenie (często można go nawet dostać w dwupakach w Biedronce) zawiera produkt, który radzi sobie z usuwaniem makijażu, nie podrażnia, nie pozostawia lepkiej warstwy ani nie powoduje wysypów niedoskonałości. Recenzja - TUTAJ.


Ziaja Ulga, Płyn micelarny do skóry wrażliwej - płynów micelarnych zużywam hektolitry, więc testuję ich także sporo. Egzemplarz od Ziaji bardzo mile mnie zaskoczył - recenzja TUTAJ.


AA Hydroalgi różowe, Skóra wrażliwa i skłonna do alergii, Płyn micelarny - kolejny dobry micel w niewygórowanej cenie, który dodatkowo jest całkiem nieźle dostępny (Rossmann). Myślę, że wrócę do niego w przyszłości - jeśli nie zostanie wycofany, jak wszystko co dobre... Recenzja - TUTAJ.


Bioselect, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy - świetny produkt pod oczy, który trafił do mnie "znikąd" (nie słyszałam nigdy wcześniej o tej marce). I dobrze, że tak się stało, bo to jeden z najlepszych kremów pod oczy jakie miałam. Opinia - TUTAJ.


Miya Cosmetics, myWONDERBALM Hello Yellow - konkretny zachwyt zarówno pod względem działania jak i obsługi. Do uwielbienia brakowało mi tylko dodatku filtrów przeciwsłonecznych. Recenzja - TUTAJ.


Vis Plantis Atopy Tolerance, Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu
- oto i krem, który wzbudził w mojej skórze zimowy zachwyt ;). Bardzo szybko zaczęłam go stosować na całej twarzy i śmiało mogę go nazwać hitem zimy 2016/2017. Zobaczymy jak sprawdzi się wiosną ;). Recenzję (a w zasadzie pean pochwalny ;)) znajdziecie TUTAJ.


Bioselect, Ujędrniające serum do twarzy i szyi - serum Bioselect również zrobiło na mnie świetne wrażenie. Dopracowane opakowanie, świetne działanie i należyte wchłanianie - ma wszystko, czego oczekuję od produktu tego typu. Recenzja - TUTAJ.


Purederm, Oczyszczający i regenerujący peeling enzymatyczny - godny następca nieodżałowanego peelingu od Apis Cosmetics, któremu zmieniono skład na dużo gorszy. Polecam każdemu ;). Obecnie drżę na samą myśl o tym, że jeszcze w nim mogliby coś pomieszać. Recenzja - TUTAJ.


Casyopea, Maska do ciała z błotem z Morza Martwego - jak dla mnie absolutny hit zarówno na twarz (cudny efekt oczyszczenia dla problemowej, zanieczyszczonej cery) oraz ciało (wygrywa z moim rogowaceniem okołomieszkowym). Tutaj wersja już "rozmieszana" z wodą, ale dla swoich potrzeb możecie takowe błotko kupić z innej firmy w formie wysuszonej. Recenzja - TUTAJ.


Pierre Rene Professional, Royal Mat Lipstick i lakier Monroe Red - dwaj przedstawiciele kosmetyków do makijażu. Te czerwienie królowały u mnie w święta i królują nadal ;). Recenzję znajdziecie TUTAJ.
 

Elizabeth Arden Green Tea - perfumy i wszelkie zapachy zwykle mnie męczyły, ale ten egzemplarz to cudo nad cudami i na dodatek w niskiej cenie ;). Recenzja - TUTAJ. 

Kity:


Marion, Golden Skin Care, Serum Hialuronowe Nawilżenie- za Chiny Ludowe nie dopatrzyłam się jego działania na mojej skórze. Krzywdy mi nie zrobiło, ale równie dobrze mogłabym niczego nie stosować -.-. Pełna recenzja - TUTAJ.


Ziaja Liście Manuka, Żel myjący normalizujący - za mocny nawet dla mojej pancernej skóry (a możecie mi wierzyć, naprawdę dużo potrafi znieść bez burczenia). Nawet niska cena i funkcjonalne opakowanie nie tuszuje mojego zawodu. Recenzja - TUTAJ.



Biotebal, szampon i odżywka - długo zastanawiałam się, czy umieścić je w kosmetycznych kitach minionego roku. Krzywdy mi nie zrobiły, jednak po tej marce i tak szeroko reklamowanych produktach spodziewałam się chociaż minimalnego, deklarowanego efektu. Dostałam natomiast szampon, który włosów nie domywał i odżywkę, która ma ograniczyć wypadanie, a producent nic nie mówi o jej wcieraniu w skórę głowy (a i skład do takiego wcierania nie zachęca) xD. Podwójną recenzję znajdziecie TUTAJ.


Pro Formula World's Garden Linden, Szampon do włosów przetłuszczających się - kolejny szampon, który nijak nie mył moich włosów. A szkoda, bo jego cudny zapach do dziś śni mi się po nocach... . Recenzja - TUTAJ.


Barwa Naturalna, Szampon z żurawiną - kolejny szampon oparty na mocnych detergentach, któremu nie udało się domyć moich włosów. Czemu się tak stało - nie wiem. Widocznie po raz kolejny włosowa praktyka pokonała teorię. Recenzja - TUTAJ.


Schauma Nectar Nutrition (Odżywczy Nektar), Odżywka-nektar - ciężko było mi nawet ocenić działanie tego produktu, ponieważ domycie włosów po jego użyciu graniczyło z cudem. Recenzję znajdziecie TUTAJ.

Bania Agafii, Odmładzająca maska do twarzy z białą glinką 
- mogę ją nazwać produktem "widmo": nakładam, a efektów działania próżno szukać. Oddaję jej jednak sprawiedliwość - nie zrobiła mi krzywdy. Recenzja dostępna jest TUTAJ.


Himalaya Herbals, Żel oczyszczający do mycia twarzy z Neem (Purifying Neem Face Wash) - ten żel również nie zrobił mi krzywdy, ale też w żaden sposób nie oczyszczał mojej skóry. Ba, zostawiał na niej śliską warstewkę, której bardzo nie lubię. Pełna opinia - TUTAJ. 


Isana Young, Active Clear, Anti Pickel Serum (Serum przeciw wypryskom do cery tłustej i zanieczyszczonej) - serum nijak nie spełnia swojej deklarowanej roli. Jego wpływ na zmiany trądzikowe jest... żaden xD. Dobrze, że chociaż nie spowodowało u mnie powstawania nowych. Recenzja - TUTAJ.

Jak wygląda Wasz prywatny ranking kosmetyczny? Może pokrywa się choć w części z moim? ;)

Topowe tematy 2016 roku!



W blogowaniu jak w życiu - jeden lubi ogórki, a drugi organisty córki ;). Dlatego też dziś w ramach podsumowania mijającego roku przygotowałam dla Was zestawienie postów wartych przypomnienia w mojej opinii. Każdy z nich wymagał sporego nakładu pracy oraz poszukiwania informacji w różnych zakamarkach - mam nadzieję, że wyniesiecie z nich dla siebie coś ciekawego ;). Kolejność jest prawie - chronologiczna ;).


Porowatość włosów w statystykach

Dzięki mojemu testowi porowatości (możecie go w każdej chwili rozwiązać TUTAJ) tysiące z Was poznało swoją orientacyjną porowatość. Zebrane dane wykorzystałam do stworzenia statystycznego podsumowania porowatości włosów osób, które tutaj trafiają. Myślę, że powstało z tego całkiem ciekawe zestawienie, które w całości znajdziecie TUTAJ. 


Peeling skóry głowy - nieodzowny w pielęgnacji włosów?
Peeling skóry głowy - jak złuszczać naskórek mechanicznie?
Peeling skóry głowy: propozycje chemiczne i enzymatyczne

Trzy posty przybliżające tematykę peelingu skóry głowy - zabiegu przez jednych uważanego za nieodzowny, a przez innych (do których należę ja) polecany w konkretnych sytuacjach. By być bardziej obiektywną w tej kwestii zamierzam wykonać u siebie profesjonalny peeling trychologiczny - może zauważę różnicę ;).


Podstawy pielęgnacji skóry wrażliwej i atopowej

Coraz więcej z Was jest posiadaczami takich wymagających cer i skór. Mam nadzieję, że mój wpis pomoże Wam w ogarnięciu podstaw pielęgnacji tak, by dalsze działania tylko poprawiały efekt ;).

Esencja Andrea - dlaczego mi z nią nie po drodze?

Andrea była chyba jednym z najpopularniejszych środków na porost włosów w minionym roku. Byłam pytana o nią wielokrotnie i postanowiłam, że napiszę Wam dlaczego nie przetestuję jej na sobie ;).


Pielęgnacja twarzy wg Kascysko

W końcu udało mi się dokonać zbiorczego zestawienia moich pielęgnacyjnych pomysłów. Oczywiście - rotuję kosmetykami, ale sam zarys pozostaje bez zmian. Może kogoś z Was zainspiruje ;).



Wpływ czesania na puszenie włosów

Moment, w którym czeszemy nasze kłaczki może mieć niebagatelny wpływ na ich wygląd. Tutaj znajdziecie przykład - moje włosy bez czesania i z nim. Zapewne sporo z Was po przeczytaniu TEGO posta zastanowi się nad tym kiedy i czy w ogóle czesać włosy ;).


Wszystko o hennie Cassia - przygotowanie, aplikacja, efekty

Jedyna henna dająca niewielki efekt kolorystyczny, której głównym zadaniem jest odżywienie włosów. Wiele z Was ma ją na swojej wishliście - w podlinkowanym poście znajdziecie pomysły na jej stosowanie.


Przeszczep włosów - gdy wszystko inne zawodzi

Temat przeszczepu włosów jest traktowany dość po macoszemu. Zabieg jest bolesny, inwazyjny, ale jednocześnie często jest ostatnią alternatywą dla osób, których dotyczy problem łysienia. W takim miejscu jak mój blog nie mogło zabraknąć i tego tematu.


Kosmetyki naturalne - jak nie zostać oszukanym?

Naturalność jest trendy i bardzo dobrze się sprzedaje. Producenci bardzo często wykorzystują obecną modę na "eko" i "natural" - nawet wtedy, gdy ich kosmetyki nie mają nic wspólnego z tymi pojęciami. Warto skorzystać ze sporządzonego przeze mnie spisu-ściągi, by nie zostać oszukanym.

 Znaleźliście dla siebie coś ciekawego w tym zestawieniu? ;)

Analizy składów - top 2016 roku!



Analizy składów są postami, których często poszukujecie na moim blogu. Przyznaję też, że bardzo lubię je tworzyć - rozkładanie INCI na czynniki pierwsze sprawia mi jakąś perwersyjną przyjemność :D. Nie wszystkie kosmetyki jestem w stanie przetestować (pierdyliardy kosmetyków, a ja tylko jedna ;)), dlatego też moje analizy pewnie niejednemu z Was pomagają przy zakupach kosmetycznych. W ramach pierwszego (z trzech) posta podsumowującego wpisy z zeszłego roku mam dla Was zestawienie wszystkich porównań składów 2016 roku. Opatrzyłam każdą króciutkim komentarzem i oczywiście linkiem do pełnej wersji. 

Zaczynamy!


Szampony Joanna z linii Prebiotycznej i Hypoalergicznej - ten post wielu z Was utwierdzi w przekonaniu, że producentom nie można wierzyć na słowo ;). Szampon prebiotyczny jest naprawdę ładnym składowo delikatnym myjadłem, natomiast jego "hypoalergiczny" brat z produktem do alergików ma tyle wspólnego co ja z baletem mongolskim. Całe porównanie dostępne jest TUTAJ.


Joanna Tradycyjna Receptura, składy szamponów - ta seria włosowych mazideł pojawiła się na jednej z Biedronkowych promocji, czym wzbudziła moją dużą ciekawość. Mogą zainteresować fanów mocniejszego domywania włosów. Pełne analizy składów dostępne są TUTAJ.


Vis Plantis Avena Vital Care - świetna linia dla cery wrażliwej od Elfa Pharm. Miałam okazję przetestować żel z tej serii (recenzja TUTAJ) - został nawet moim ulubieńcem. Pełna analiza dostępna jest TUTAJ.


Perfect Me by JF Malcolm - te kosmetyki do włosów (maski i szampony) pojawiły się najpierw w Biedronce w formie saszetek, by chwilę później zawojować sklep wielkimi słojami ;). Mają wśród Was wielu zwolenników - sama czaję się na słoiczek którejś z masek gdy coś zużyję. Analizy składów dostępne są TUTAJ.


Maski Dr Sante: Macadamia, Argan, Keratin - maski produkowane przez Elfa Pharm wzbudziły spore zainteresowanie, więc nie omieszkałam porównać ich składów. Są to produkty mocno proteinowe, jednak znajdziemy w nich także spore dodatki olejów. Pełna analiza - TUTAJ.


AA Profesjonalny Zabieg: Filler Przeciwzmarszczkowy i Laser Rozjaśniający - firma AA wypuściła wiele kosmetyków godnych uwagi, ale tych z całą pewnością do takowych nie zaliczę. Nieprzemyślane składy nie mają zbyt wiele wspólnego z tym, co deklaruje producent, a pełne porównanie znajdziecie TUTAJ.


Himalaya Herbals, seria z miodlą indyjską (Neem) - całkiem niezła seria przeznaczona do cer z problemami trądzikowymi. Ich maska jest wręcz legendarna, a tonik ma ciekawe właściwości związane z... porostem włosów ;). Pełna analiza dostępna jest TUTAJ.


Bielenda Studio AP Artisti Professional - seria proteinowych, interesujących kosmetyków do włosów od Bielendy. Pokusili się nawet o odżywki myjące! Pełna analiza serii - TUTAJ.


Szampony: Vinsvin, Stapiz, Numis Med - ta analiza była owocem mojej wizyty w drogerii Kosmyk. Nie mogłam się oprzeć przekazaniu Wam składów, których próżno było szukać w sieci ;). Analiza - TUTAJ.


Rival de Loop seria Zell Intense - po moich zachwytach nad wycofanymi już liniami Hydro i Regeneration nadszedł czas na nowości jeden z marek własnych Rossmanna. Obecnie testuję koncentrat pod oczy, ale cała jest warta uwagi. Analiza - TUTAJ.


Elancyl, linia kosmetyków przeciw cellulitowi - dobry przykład na to, że cena wcale nie musi iść w parze z bogatym składem. Zainteresowanych tematem zapraszam TUTAJ.


Ampułki Kallos - kusiły mnie naprawdę długo. W zasadzie do momentu, w którym miałam okazję w końcu obejrzeć ich składy. Moja ulubiona marka włosowa w tych produktach absolutnie się nie popisała. Dowody - TUTAJ.

Nowa seria Jantar Medica vs stara wersja Jantara - Farmona najprawdopodobniej stworzyła firmę-córkę Indeepharm, która produkuje linię Jantar w zmienionych formułach. Zdania na temat obu serii Jantar są podzielone (u jednych użytkowników działa jedna, u innych druga, obie lub w ogóle), jednak warto zauważyć, że w końcu do kultowych wcierek dołączono rozsądny aplikator. Analizy składów znajdziecie TUTAJ.


Kremy Miya Cosmetics myWONDERBALM - kremy, które szturmem zawojowały polską blogosferę ;). Nie powinno to nikogo dziwić - niewygórowana cena połączona ze sporą objętością i fajnymi składami daje zacne efekty, a dodatkowo cechuje się szybkim wchłanianiem i nie zmniejsza trwałości makijażu. Analizy składów dostępne są TUTAJ.


Vis Plantis Atopy Tolerance - świetna składowo seria przeznaczona dla osób o skórze wrażliwej, atopowej, skłonnej do przesuszania. Miałam okazję testować już krem do powiek i okolic oczu i powiem tyle - jest moc! Analizy składów - TUTAJ.


OleoKremy Biovax L'biotica - to chyba moje najbardziej pozytywne zaskoczenie tego roku. Absolutny hit sezonu dla moich włosów - może wybierzecie z nich coś dla siebie dzięki analizom składów (TUTAJ).


Emulsje, płyny i żele do higieny intymnej LACTACYD - praca nad tym postem, o który sami mnie prosiliście, uświadomiła mi ile rodzajów Laktacydów istnieje na rynku. Tajemnicą poliszynela jest natomiast to, że część z nich się dubluje składowo pod różnymi nazwami. Nieładnie! Analizy składów znajdziecie TUTAJ.
Kosmetyki do włosów Wierzbicki&Schmidt - po ich cenach i popularności sygnujących markę Panów spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Składy są dość standardowe, a najkrócej można je opisać jednym hasłem: proteiny do oporu. Analizy składów tych "cudów" znajdziecie TUTAJ.

Nie spodziewałam się, że popełniłam ich aż tyle ;).

A czy Wy sugerujecie się składem w czasie swoich zakupów - nie tylko kosmetycznych?

Vis Plantis 01. Basil Element - analizy składów gorących, włosowych nowości!



Muszę się Wam do czegoś przyznać - o pojawieniu się tej linii kosmetyków produkowanych przez Elfa Pharm pod szyldem Vis Plantis wiedziałam od kilku miesięcy. Nie chciałam psuć Wam niespodzianki (i dodatkowo zaburzać działań promocyjnych firmy ;)). Z niecierpliwością tuptałam w tym czasie nogami, więc podsumowania 2016 roku muszą jeszcze poczekać ;). W końcu włosowe nowości kosmetyczne to to, co lubię najbardziej. Przy tworzeniu tego posta wspomogłam się grafikami i składami ze sklepu producenta.


Linia 01. Basil Element składa się z mleczka, odżywki, maski i szamponu, a całość dedykowana jest walce z wypadaniem włosów. Interesująco, prawda? Jeszcze ciekawiej zrobi się po przejrzeniu składów ;). 

Vis Plantis Basil Element, Szampon przeciw wypadaniu włosów


Skład: AQUA, SODIUM C14-16 OLEFIN SULFONATE, LAURETH-2, GLYCERIN, COCAMIDE DEA, LAURAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-70, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PARFUM, DIPROPYLENE GLYCOL, GLUCOSE, SORBITOL, SODIUM GLUTAMATE, UREA, SODIUM PCA, GLYCINE, LACTIC ACID, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, CITRIC ACID, LINALOOL

Mimo tego, że mnie samej nie jest po drodze z szamponami bazującymi na delikatnych detergentach (problemy z domyciem włosów), doceniam każde nowe, delikatne myjadło na polskim rynku. Ten produkt bazuje na łagodnych, amfoterycznych i jonowych detergentach (sulfonowych zamiast siarczanowych) zaprawionych sporym dodatkiem gliceryny. Znajdziemy w nim także filmformer i morze olejów (uwodorniony rycynowy, słonecznikowy, kokosowy), jednak ufam, że nie pogorszy to mocy myjącej tego szampony. W połowie składu pojawia się lekko tajemniczy ekstrakt z bazylii odpowiedzialny za powstrzymanie wypadania, zagęszczenie i wzmocnienie czupryny. Po zapachu pojawiają się jeszcze humektanty (np. glikole, glukoza, sorbitol, mocznik, pantenol) oraz niewielkie dodatki aminokwasu (glicyny) i protein pszenicznych. Zawiera również konserwanty (bez parabenów) i regulatory pH.

300ml tego szamponu kosztuje 19,99zł. Przyznam, że skład jest naprawdę zacny i mimo wątpliwości dotyczących siły myjącej - chętnie bym go wypróbowała ;). Osoby o wrażliwszych skalpach (szczególnie nie tolerujących mocnych detergentów siarczanowych) powinny mieć go na uwadze.

Vis Plantis Basil Element, Mleczko wzmacniające przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM CHLORIDE, PARFUM, CYCLOPENTASILOXANE, QUATERNIUM-80, SILK AMINO ACIDS, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, LACTIC ACID, LINALOOL, GERANIOL, LIMONENE

Mleczko, a w zasadzie mgiełka (sądząc po atomizerze), wg opisu producenta ma służyć zarówno jako wcierka jak i produkt stylizująco-zabezpieczający po myciu. Przed zapachem znajdziemy w składzie emolient syntetyczny oraz kondycjoner, a tuż po nim - dla filmformery (silikon i quaterium). Zawiera również aminokwasy jedwabiu, oleje: lniany, słonecznikowy, kokosowy, ekstrakt z bazylii oraz nawilżacze (humektanty: glikol propylenowy, pantenol). Znajdziemy w nim także regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

150ml mleczka kosztuje 19,99zł. Przy stosowaniu tej mgiełki w roli produktu bez spłukiwania trzeba uważać na obecność aminokwasów - uwaga ta jest skierowana do posiadaczy włosów wrażliwych na obecność tych składników i protein. Mnie natomiast dużo mocniej pociąga w roli wcierki - jeśli będę miała okazję nie omieszkam jej tak przetestować. Niektórych może odrzucać obecność filmformerów - pamiętajmy jednak, że wiele osławionych znakomitymi wynikami wcierek także je posiada.

Vis Plantis Basil Element, Odżywka wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, CYCLOPENTASILOXANE, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, CETRIMONIUM CHLORIDE, PROPYLENE GLYCOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, KERATIN AMINO ACIDS, COCOS NUCIFERA OIL, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, DIMETHICONE, PARFUM, PANTHENOL, DISODIUM EDTA, CITRIC ACID, LINALOOL

300ml odżywki kosztuje 29,99zł. Odżywka jest składowo dość podobna do mleczka, jednak kolejność składników jest inna (a więc i ich zawartość). Tuż po alkoholu tłuszczowym znajdziemy silikon oraz olej słonecznikowy. Dalszą część składu stanowią kondycjonery i glikol propylenowy sowicie doprawione aminokwasami keratyny, olejem kokosowym i ekstraktem z bazylii. Całość zamyka drugi silikon, kompozycja zapachowa i konserwanty (bez parabenów).

300ml tej odżywki kosztuje 29,99zł. Może być ciekawym wyborem na zimę jako produkt mocno emolientowy z rozsądnym dodatkiem aminokwasów. Można także poważnie przemyśleć jej nałożenie na skórę głowy przed myciem po wykonaniu domowej próby uczuleniowej.

Vis Plantis Basil Element, Maska wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów

Skład: AQUA, CETEARYL ALCOHOL, QUATERNIUM-80, PHENYL TRIMETHICONE, CETRIMONIUM CHLORIDE, GLYCERIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, AMODIMETHICONE, CETYL ALCOHOL, BEHENTRIMONIUM METHOSULFATE, COCOS NUCIFERA OIL, LINUM USITATISSIMUM SEED OIL, PROPYLENE GLYCOL, TRIDECETH-12, OCIMUM BASILICUM HAIRY ROOT CULTURE EXTRACT, C10-40 ISOALKYLAMIDOPROPYLETHYLDIMONIUM ETHOSULFATE, ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL, PARFUM, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, LACTIC ACID, LINALOOL

200ml maski kosztuje 29,99zł. Doczekałam się w końcu w tej serii produktu typowo emolientowego, bez protein ;). Zestaw emolientów syntetycznych (w tym filmformerów: silikonów i quaterium) wzbogacony został tutaj olejami (słonecznikowy, kokosowy, lniany, arganowy), humektantami (nawilżaczami: gliceryną, glikolem propylenowym) oraz tytułowym ekstraktem z bazylii. Całość zamykają zapachy, regulatory pH i konserwanty (bez parabenów).

Solidny produkt na zimę - zabezpieczy, ujarzmi kosmyki i nabłyszczy. Może sprawdzę, jakie działanie w praktyce na porost włosów będzie miał tak emolientowy skład w połączeniu z ekstraktem z bazylii ;).

Podsumowując - niewiele miałam doświadczeń z ekstraktem z bazylii w kosmetyce ani też (chyba) nie miałam okazji przetestować jego działania na porost włosów. Dlatego też, jeśli zdecydujecie się na zakup jakiegoś produktu z tej serii - chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach ;).

Mleczko, odżywka czy maska - co wybrać na początek? Trudne sprawy pierwszego świata... xD

Podsumowanie 2016 roku - prywata ;)



"Stary" rok minął mi jak z bicza strzelił. Od lat nie narzekałam na brak zajęć, jednak w ciągu ostatnich 366 jeszcze ich sobie dołożyłam. Nie narzekam, aczkolwiek nie miałabym nic przeciwko, gdyby doba w jakiś magiczny sposób się rozciągnęła ;). 

Skorzystam jednak z okazji do złożenia Wam życzeń - oby 2017 rok był najlepszym w Waszym życiu, a każdy kolejny był jeszcze lepszy ;). Samych sukcesów, pomyślności, zdrowia i radości! 



Lubię wszelkiego rodzaju podsumowania, więc i dziś nie odmówię sobie tej przyjemności ;).
  • Wróciłam do okularów. Dla większości z Was będzie to podpunkt dość "śmiechowy", jednak zawsze uważałam, że w okularach wyglądam (delikatnie mówiąc) źle. Z wiekiem jednak przychodzi mądrość (taaa :P) i po 9 latach chodzenia tylko w soczewkach (niezdrowo, nie róbcie tego sami!) znów mam bryle (TUTAJ je pokazywałam). Nadal uważam soczewki za wygodniejsze, ale okulary też goszczą na moim nosie często.
  • Zrobiłam kurs na prawo jazdy i zdałam egzamin. Ileż mnie to nerwów kosztowało - wszystkie egzaminy na studiach plus egzamin doktorancki chowają się w niewidocznym miejscu xD. Dokument zdobyłam przy czwartym podejściu i nie wstydzę się tego. To był w zasadzie pierwszy egzamin, przy którym stres mnie pokonał. Z perspektywy czasu lepszym pomysłem byłoby zrobienie dokumentu w liceum - wtedy byłam jakaś bardziej wyluzowana. Teraz jazda stanowi dla mnie mega przyjemność, ale drugi raz przez tą historię nie chciałabym przechodzić :P.
  • Zaczęłam pracę w liceum - jestem nauczycielką chemii. Po pierwszych dwóch tygodniach, gdy zalała mnie fala papierowej biurokracji oraz stresowałam się samym prowadzeniem lekcji, naprawdę zaczęło sprawiać mi to przyjemność ;). Wciąż "uczę się uczyć" (w tym zawodzie taka nauka trwa przez całe życie, jeśli los pozwoli), ale naprawdę czuję satysfakcję, gdy moi uczniowie rozgryzają kolejne tematy.
  • Zaliczyłam kolejny rok studiów doktoranckich. Prawdopodobnie przez przeprowadzkę mojego wydziału i związany z tym galimatias oraz moją pracę nie obronię się "w terminie" (czytaj: w ciągu czterech lat), ale mam nadzieję, że jakoś to ogarnę. 
  • Jestem spokojniejsza - chyba ilość pracy spowodowała, że nie przejmuję się błahostkami. Fizycznie jestem bardziej zmęczona, ale psychicznie - oaza spokoju ;).
  • Zwiedziłam trochę świata, głównie dzięki mojemu M. - w tym roku skupiliśmy się na poznawaniu piękna szeroko rozumianej okolicy.
  • Zrobiłam sobie kilka kursów, w tym - zostałam trenerem-szkoleniowcem "z papierami".

Nigdy nie robię sobie postanowień noworocznych - zawsze staram się, by kolejny rok był po prostu lepszy ;).

Jak u Was wygląda bilans minionego roku?

P.S. Na fanpage mojego bloga możecie zgarnąć pudło pełne pachnącego, świecowego barachła KLIK! ;)